Reklama

Kościół nieustannej reformy

Artur Stemasiak
Edycja warszawska 3/2010

Przed wojną modlili się tu: Stefan Żeromski, Józef Beck oraz Stefan Starzyński. - Kalwinizm w Rzeczypospolitej zawsze był elitarny - podkreśla ks. Michał Jabłoński, proboszcz warszawskiej parafii Kościoła ewangelicko-reformowanego

Wchodząc do świątyni przy al. Solidarności, od razu można się zorientować, że nie jest to kościół rzymskokatolicki. Na białych ścianach nie ma żadnego obrazu, w prezbiterium jedynie ascetyczny drewniany krzyż, a przed ławkami wiszą charakterystyczne tablice z przewracanymi jak w ściennym kalendarzu cyframi. - To są numery pieśni z książeczek do nabożeństwa - wyjaśnia ks. Michał Jabłoński.

Toga zamiast sutanny

Inną charakterystyczną cechą ewangelików reformowanych jest strój duchownych. Zamiast sutanny noszą prawnicze togi, a zamiast koloratki białe genewskie befki. - Ten strój to nie przypadek. Prawnicza toga wiąże się z przepowiadaniem prawa Bożego, a dwie białe befki pod szyją to symbol kamiennych tablic Dekalogu - tłumaczy ks. Jabłoński. Nie jest to jednak jedyna różnica pomiędzy duchownymi z Kościoła katolickiego i ewangelicko-reformowanego. Pastor nie ma święceń kapłańskich i może zakładać rodzinę. Księża są jedynie wybierani i ordynowani przez władze Kościoła na urząd duchownego.
Podobnie jest ze stanowiskiem proboszcza. Jest on wybierany na dziesięcioletnią kadencję przez samych parafian. - Kalwinizm jest przecież kolebką demokracji - podkreśla ks. Jabłoński. Duchowni mają dokładnie takie same prawa i obowiązki jak świeccy. Nie stanowią odrębnego stanu, są tylko specjalnie powołani i upoważnieni do głoszenia Ewangelii, usługiwania sakramentami oraz do duszpasterstwa.
Warszawska wspólnota ewangelików reformowanych nigdy nie była zbyt liczna. Przed wojną liczyła ok. 1000 wiernych, a dziś jest zaledwie 450 osób. - Na szczęście do parafii należy kilka nieruchomości. Dzięki wpływom z wynajmu możemy w należytym stanie utrzymać nasz duży kościół, ogrzewać go i przeprowadzać niezbędne remonty - mówi ks. Jabłoński. O sprawach parafii decydują przede wszystkim świeccy, a proboszcz troszczy się jedynie o duszpasterstwo.

Reklama

Nie tylko Rej i Łaski

Okres największego rozkwitu kalwinizmu w Polsce przypada na drugą połowę XVI wieku. Podobnie jak w wielu innych krajach, był on związany z wynalezieniem druku oraz rodzących się literackich języków narodowych. Najbardziej znanym przedstawicielem ówczesnego kalwinizmu był m.in. Jan Łaski. Także Mikołaj Rej. Z kalwinizmem sympatyzowało wiele magnackich rodów.
Kalwińskie wspólnoty zasilane były także przez emigrantów. Tolerancyjna Polska była bowiem bezpieczną przystanią dla innowierców. Tu osiedlali się i szukali schronienia m.in. Bracia Czescy czy francuscy Hugenoci. W wieku XIX dołączyli do nich osadnicy ze Szkocji, Niemiec i Szwajcarii.
Obecnie w naszym kraju wciąż są wsie i regiony tradycyjnie uważne za prawosławne czy luterańskie. Kalwinizm natomiast nigdy nie rozwinął się w Polsce do tego stopnia, by stać się wyznaniem ludowym. - Pod tym względem nasz Kościół zawsze był elitarny - podkreśla ks. Jabłoński.

W co wierzą reformowani?

Ewangelicy reformowani kierują się w swojej wierze i postępowaniu dwiema naczelnymi zasadami. Za Janem Kalwinem (1509-64) nauczają, że chwała należy się wyłącznie Bogu, a Pismo Święte zawiera wszystko, co człowiek powinien wiedzieć, aby zostać zbawionym.
Kalwinizm odrzucił prawie całą wcześniejszą tradycję Kościoła. Do dziś w ich świątyniach nie ma obrazów i rzeźb o tematyce religijnej. Nie czczą świętych ani Matki Bożej. Nie uznają też większości sakramentów, pozostawiając jedynie chrzest i Komunię św., która jest dla nich tylko pamiątką Ofiary Chrystusa. Natomiast w Kościele katolickim i prawosławnym Ofiara Pańska uobecniana jest podczas każdej Mszy św.
Trudno jest też mówić o oficjalnym nauczaniu ewangelicko-reformowanym, do jakiego przyzwyczajeni są katolicy. Kościół ten bowiem cały czas na nowo odczytuje znaki czasu według zasady: „Kościół reformowany nieustannie się reformujący według Słowa Bożego”.

Ruszyła akcja „Trochę ciepła dla bezdomnego”

2018-11-15 13:23

pgo / Warszawa (KAI)

Ruszyła IV edycja akcji „Trochę ciepła dla bezdomnego” przygotowana przez Straż Miejską m.st. Warszawy oraz Caritas Polska. Do końca lutego patrole straży dwa razy w tygodniu zawiozą zupę do 120 miejsc, w których przebywają bezdomni. Osoby bezdomne otrzymają także 800 par skarpet oraz 200 czapek. Inauguracji akcji „Trochę ciepła dla bezdomnego” towarzyszyła konferencja prasowa, która odbyła się 15 listopada w Schronisku dla bezdomnych Caritas Archidiecezji Warszawskiej „Tylko z darów miłosierdzia” przy ul. Żytniej w Warszawie.

Graziako

- Polecam wszystkim, żeby interesować się, pomagać, informować, a również skutecznie doprowadzić, jeżeli jest to możliwe, do odpowiednich miejsc, gdzie osoby bezdomne mogą korzystać z pomocy socjalnej, czyli umyć się, przebrać, ale również skorzystać z fachowej pomocy medycznej, która jest dostępna przy schronisku przy ul. Wolskiej, gdzie działają Lekarze nadziei” - mówił ks. Zbigniew Zrzembrzuski, dyrektor Caritas Archidiecezji Warszawskiej. Poinformował również, że Caritas Archidiecezji Warszawskiej pomaga ponad 300 osobom bezdomnym, ok. 250 przychodzi do jadłodajni, a ok. 50 korzysta z kąpieli i wymiany odzieży.

Ks. Krzysztof Sroka, zastępca dyrektora Caritas Polska, przypomniał, że akcja rozpoczyna się w przededniu II Światowego Dnia Ubogich, na który papież Franciszek wystosował specjalne orędzie, w którym zachęca nas do tego, abyśmy zauważali potrzebujących i pomagali każdemu kto, znajduje się w potrzebie w wyniku jakiegokolwiek wykluczenia. - Papież Franciszek zachęca nas do tego, abyśmy w tych działaniach nie szukali siebie, nie szukali samozadowolenia, ale dostrzegali drugiego człowieka, a w drugim człowieku tym potrzebującym dostrzegali Jezusa Chrystusa – mówił.

Grzegorz Staniszewski, naczelnik wydziału profilaktyki i planowania Straży Miejskiej m.st,. Warszawy podkreślił, że choć akcja „Trochę ciepła dla bezdomnego” trwa tylko w okresie jesienno-zimowym, to jest bardzo ważnym działaniem, dlatego, że odbywa się okresie najbardziej niebezpiecznym dla osób bezdomnych. - W okresie, w którym ci bezdomni potrzebują tego ciepła i fizycznego i duchowego jak najwięcej – dodał. Powiedział również, że prezentowane na konferencji zdjęcia z poprzednich edycji akcji przedstawiają często osoby, których już nie ma. - To też pokazuje ulotność chwili. Tej chwili, którą możemy przeznaczyć dla nich i w jakiś sposób im pomóc – mówił.

- Chciałbym zaapelować do mieszkańców, że bardzo ważną rzeczą jest informowanie nas o zauważonych osobach bezdomnych, które pojawiły się w jakiś zsypach, czy ruderach. Te osoby mogą potrzebować pomocy – powiedział Staniszewski. Podkreślił, że to pozwoli na kontrolę miejsc, w których przebywają bezdomni. Taka kontrola jest pozwala zapobiegać zamarznięciom.

Koordynator projektów społecznych Caritas Polska Janusz Sukiennik zaznaczył, że akcja jest też przypomnieniem, czym jest bezdomność. - Z jednej strony staramy się pomóc bardzo konkretnie – ciepła zupa, ciepłe skarpety, czasami lekarstwa, patrzymy co komu tak naprawdę jest potrzeba, a z drugiej strony staramy się dawać nadzieję i poinformować: są możliwości wyjścia z bezdomności – powiedział.

Akcja stołecznej Straży Miejskiej oraz Caritas Polska odbywa się już po raz czwarty. Dwa razy w tygodniu kuchnia Spółdzielni Socjalnej „Kto rano wstaje” działająca przy schronisku Caritas Archidiecezji Warszawskiej będzie gotowała dla bezdomnych 100 litrów zupy. Dostarczy ją do prawie 120 miejsc, gdzie z posiłku skorzysta ponad 300 bezdomnych. Koszt przygotowania posiłków i zakupienia 800 par skarpet oraz 200 czapek na potrzeby tegorocznej akcji to 30 tys. zł.

Akcję „Trochę ciepła dla bezdomnego” można wesprzeć wysyłając SMS o treści „ZIMNO” pod numer 72052 (2,46 z VAT), przelewem na konto 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526 z dopiskiem „TROCHĘ CIEPŁA” oraz poprzez serwis www.pomagam.caritas.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Treblinki nie wymyślili Polacy

2018-11-16 09:37

Magdalena Kowalewska

Dla młodzieży izraelskiej wyjazdy do Polski to szansa na łamanie stereotypów, zmienianie mentalności i postaw młodego pokolenia - uważa urodzony w Warszawie Alex Danzig, który od 60 lat mieszka w Izraelu.

Magdalena Kowalewska

Przez 25 lat Alex szkolił izraelskich przewodników przybywających z wycieczkami do Polski. – Uczę ich, że historię trzeba pokazywać z różnych perspektyw. Młodzież izraelska powinna odwiedzać obozy koncentracyjne i dawno getto warszawskie, ale powinna również poznać miejsca związane na przykład z Powstaniem Warszawskim – mówi „Niedzieli” Alex Danzig, współtwórca raportu na temat obrazu Polski w podręcznikach przeznaczonych dla uczniów izraelskich szkół średnich.

Jego zdaniem już po pięciu minutach spotkania młodych z jednego i drugiego kraju pryskają stereotypy na temat Polski i Izraela. Wszak pokolenie wychowane na smartfonach i w wirtualnym świecie jest do siebie podobne. Ma te same problemy, te same zainteresowania. – Wypracowaliśmy merytorycznie, jak mają takie wyjazdy wglądać. Podstawą powinno być zdobycie wiedzy o Zagładzie, ale także poznawanie historii Żydów polskich. Przecież przez tysiąc lat żyli oni w Polsce. Wraz Holokaustem zamordowano cywilizację żydowską – przypomina. Zdaniem Alexa młodzi z Izraela powinni zgłębiać te tematy. – Trzeba pokazać, czym jest Polska i jakie były stosunki polsko-żydowskie. Mówić o tym, a nie milczeć. Jeśli nie będziemy tego robić, będą pojawiać się półprawdy i różne stereotypy – dodaje.

Zdaniem Alexa stereotypy na temat polskiego czy izraelskiego społeczeństwa to wynik niewiedzy i ignorancji faktów historycznych. Pomocne w ich obalaniu są właśnie wymiany młodzieży.

Program wyjazdów młodych z Izraela do Polski zaczął się 30 lat temu. Na początku przyjeżdżało kilkuset uczniów, teraz są ich tysiące. Izraelska młodzież do naszego kraju przyjeżdża na zorganizowaną wycieczkę w wieku 16-17 lat. Są to dobrowolne wyjazdy, jednak nie wszyscy na nie się decydują, ponieważ są odpłatne. Wielu rodziców toczy dyskusję w Izraelu na temat kosztów wyjazdu. Mimo to około 35 tys. młodych Izraelczyków rocznie przyjeżdża do Polski. Mogą zgłaszać się klasy maturalne lub przedmaturalne. Młodsi muszą poczekać aż osiągną odpowiedni wiek. Sztandarowe miasta, które poznają młodzi to Warszawa, Kraków i Lublin. Na terenie Polski zwiedzają niemieckie obozy Zagłady. Każdy program zatwierdzany jest przez resort edukacji. Izraelski dziennik „Haarec” w lutym informował, że ministerstwo edukacji Izraela planowało w 2018 r. dofinansować wyjazdy dla 40 tys. uczniów.

Wyjeżdża też polska młodzież do Izraela. Muzeum POLIN i Stowarzyszenie Instytut Żydowski Historyczny do młodych Polaków i Izraelczyków od 13 lat kierują zaproszenie na Polsko-Izraelską Wymianę Młodzieży.

Alex podkreśla, że w pokonywaniu stereotypów polsko-izraelskich pomocne są spotkania z żywymi świadkami historii. Takie jak odbywają się w polskich szkołach. Uczniowie spotykają się z tymi, od których mogą dowiedzieć o Holokauście i historii powstania państwa Izrael. Wśród licznych szkół uczestniczących w takich spotkaniach i studyjnych wyjazdach jest między innymi kilka liceów z Częstochowy, szkoła prowadzona przez pijarów w Krakowie czy nazaretańska szkoła w Kielcach.

Grupa polskich dziennikarzy spotyka się z Alexem w sąsiedztwie Strefy Gazy, w wiosce, w której są dwa mury. Jeden graniczny, a drugi wybudowany przez mieszkańców, mający za zadanie chronić ich przed terrorystami z Hamasu. Pytamy Alexa o to, jak mówić młodemu pokoleniu o Zagładzie i drugiej wojnie światowej. Rozmówca odpowiada, że nie chodzi o współzawodnictwo w cierpieniu. – Nie dyskutujemy podczas wyjazdów, kto bardziej cierpiał. Młodzi muszą zrozumieć, kto budował komory gazowe i dlaczego – podkreśla Alex. Zwraca uwagę na ważną rolę wyszkolenia izraelskich przewodników, którzy nie mogą przekazywać podstawowej wiedzy o historii Polski. – Przewodnik musi wiedzieć, kto wymyślił i zorganizował Treblinkę. To nie byli przecież Polacy – odpowiada krótko.

Obóz Zagłady w Treblince to miejsce śmierci ponad 90 proc. członków rodziny ojca Alexa. – Nic nie pozostało po moim ojcu, który mieszkał przy ul. Miłej 20 w Warszawie. Nie zostały również żadne fotografie po moim dziadku i innych członkach rodziny – wyznaje.

Alex zabrał synów m.in. do Miejsc Pamięci Auschwitz-Birkenau. Ostatnio jego wnuczka odwiedziła nasz kraj. Córka nie chciała przyjechać do Polski. Nie jest jeszcze gotowa na łzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem