Reklama

Aparecida czyli Objawiona

2013-07-17 11:49

Dr Wincenty Łaszewski/„Egzorcysta” (lipiec 2013)

Valter Campanato/ABr / pl.wikipedia.org

Zbiegły z plantacji trzciny cukrowej młody niewolnik nie miał szczęścia. Szybko został schwytany i zakuty w ciężkie łańcuchy. Na szyi zapięto mu szeroką stalową obręcz, połączoną z kajdanami u rąk. Wiedział, co go czeka - dwieście uderzeń batem. Kto wie, czy przeżyje do końca wymierzanej mu kary... Nieoczekiwanie wszystko potoczyło się inaczej. W drodze powrotnej czarnoskóry został uwolniony przez Matkę Najświętszą. Stało się to w 1790 roku w Brazylii, w miejscowości, która dziś znana jest jako Aparecida.

Przerażony właściciel patrzył z szeroko otwartymi ustami, jak niewidzialna dłoń zdejmuje z niewolnika ciężkie kajdany, które z hałasem spadają na ziemię. Nie odważył się kazać założyć ich zbiegowi na powrót. Wiedział, kto dał ten znak. To „Nossa Senhora”, która była nawet ponad nim - panem tych ziem. Pozostało mu tylko jedno: samemu zapłacić Jej okup za wyzwolenie niewolnika. Pieniądze (a suma była spora) złożył na ołtarzu i wrócił na plantację. Tamtego dnia w jego posiadłościach wszystko uległo zmianie. Czarni robotnicy nie myśleli już o ucieczce. Przywrócono im ludzką godność i choć nie wrócono formalnie wolności, to przecież zaczęli oni żyć jak wolni.

Powróciło średniowieczne znaczenie słowa „niewola”, jakim posługiwał się potem św. Ludwik de Montfort. Odnosiło się ono do osób uprzywilejowanych, których nie wolno było usunąć z ziem należących do ich pana. Ludzie ci mieli prawo mieszkania tam z pokolenia na pokolenie, budowania tam swego życia, zakotwiczenia swego rodu. Ci ludzie byli bezpieczni. Nie bali się przyszłości. Nie wolno ich było wygnać z ziemi pańskiej. Bo z jednego z nich Matka Najświętsza zdjęła kajdany.

Gliniana figurka

Wspomniany cud wydarzył się w miejscu, gdzie dziś stoi największe po Bazylice św. Piotra miejsce kultu na świecie i pierwsze co do wielkości maryjne sanktuarium, corocznie nawiedzane przez 8 milionów pielgrzymów. To miejsce, w którym dzieje się najwięcej cudów.

Reklama

Ale początki były inne. Wszystko było tu szare, małe, ledwo zauważalne. Jakby opisywało życie mieszkających w tym regionie ludzi - pochodzących „znikąd”, mieszkających „nigdzie”, nie mających „żadnego” znaczenia. Obiektyw tego świata nie rejestrował ich obecności. Życie toczyło się zwyczajnymi koleinami, a po latach zacierały się ostatnie ślady.

Jednak nie w perspektywie nieba. Wszystko zaczęło się w małej wiosce Guaratinguetá, na brzegu rzeki Paraíba. Był to przystanek emigrantów ruszających na poszukiwanie złota w rejonie Martwej Rzeki. W końcu XVII wieku gorączka złota sprowadziła w te rejony wiele rodzin, które przywiozły ze sobą maryjną pobożność, szczególnie kult do Niepokalanego Poczęcia Matki Najświętszej.

W soboty rodziny odmawiały różaniec, śpiewały litanie, zdobiły kwiatami swoje domowe figurki. Jedna z nich musiała spaść z domowego ołtarzyka, bo gliniana figurka pękła i straciła głowę.

Zaczyna się historia. Popękana figurka Maryi Niepokalanej została wrzucona do rzeki. Dlaczego tak? Możemy się tylko domyślać, że ludzie uznali, że będzie to najlepszy sposób na jej unicestwienie. Nie chcieli jej zakopywać, jakby grzebali umarłą. Rzeka jest symbolem życia i czystości. Niech omodlona figurka spoczywa na jej dnie, opłukiwana przez płynącą wodę.

Mała Madonna leżała w mule rzeki na tyle długo, że pamięć o jej istnieniu odeszła wraz z wymianą pokoleń. Zdążyła już stracić kolory: błękit płaszcza, brąz włosów, biel skóry. Stała się jedną z Czarnych Madonn.

Cudowny połów

Pewnego dnia pojawiła się znowu. Zachowało się świadectwo proboszcza Guaratinguetá, ks. João de Moraes e Aguiar, który zanotował następujące wydarzenie.

Był rok 1717, kiedy książę Assumar, Dom Pedro de Almeida e Portugal, gubernator okręgu São Paulo i Minas, w swej podróży do Vila Rica, gdzie znajdowała się wielka kopalnia złota, zatrzymał się w wiosce o nazwie Guaratinguetá. Dla jej mieszkańców było to wielkie wyróżnienie, dlatego postanowili zorganizować wielką ucztę. Potrzeba było do tego dużej ilości ryb. Mężczyźni poszli łowić je w rzece.

Wśród rybaków była trójka przyjaciół: Domingos M. Garcia, João Alves i Felipe Pedroso. Rzucili swe sieci w jednym miejscu, potem dużo dalej, w drugim. Nie złowili nic. Jednak rzucając sieć w pobliżu portu ltaguaçu, João Alves wyłowił małą, pozbawioną głowy figurkę Matki Najświętszej. Zarzucając sieć nieco dalej, rybacy wydobyli z wody brakującą głowę Madonny.

Owinęli części figury w koszulę i chcieli dalej łowić ryby, kiedy jeden z nich spojrzał na połamaną figurkę i zakrzyknął: Zarzućmy sieci z wiarą w naszą Panią, która się objawiła Niepokalana (powiedział: Nossa Senhora da Aparecida Conceicao - stąd dzisiejsza nazwa największego sanktuarium maryjnego na świecie). Od tej chwili zaczęli za każdym razem wyciągać sieci pełne ryb i niebawem łódź niemal nie zatonęła pod ich ciężarem.

Cudowne zjawiska

Ponieważ Felipe Pedroso był najstarszy, to on zabrał figurę do domu. Oczyścił ją i skleił. Kiedy skończył pracę, poczuł, że jego serce napełnia się niezwykłym doświadczeniem Bożej potęgi. Padł na kolana i zaczął się modlić. Czuł, że klęczy przed oknem otwartym na niebo. To właśnie wtedy stał się drugi cud: zobaczył uśmiech Maryi.

Nic dziwnego, że jego syn, Atanásio Pedroso, zbudował małe oratorium, w którym zaczęli zbierać się ludzie. Wówczas ruszyła lawina znaków.

Pewnej cichej nocy, gdy ludzie śpiewali na cześć Niepokalanej, nagle zapalone przy figurce świece zgasły. Kiedy Silvana da Rocha podeszła, by je ponownie zapalić, te zapaliły się same. Innym razem, ołtarzyk z figurą zaczął się trząść. Zdarzało się to wielokrotnie podczas sobotnich modlitw. Kiedy zaś figura została zabrana do domu wspomnianej Silvany da Rocha i złożona w starej skrzyni, można było usłyszeć głośne pukanie dobywające się z wnętrza.

Te dziwne zjawiska sprawiły, że proboszcz ks. João Alves Vilella zbudował małą kaplicę, a potem kościół.

Świadectwo uwolnienia Zacariasa

W 1757 roku ks. João de Moraes e Aguiar pisał szczegółowo o cudach dokonywanych w Aparecidzie. Ale już siedem lat wcześniej jezuita Francisco da Silveira wysłał do swych przełożonych w Rzymie sprawozdanie o niezwykłych wydarzeniach związanych z figurką. Opisywał cud zapalanych samoczynnie świec, „małe trzęsienia ziemi” i wiele uzdrowień.

Najważniejszy okazał się jednak cud, który wydarzył się około 1790 roku - uwolnienie niewolnika. Były to czasy, kiedy w Brazylii powstawały wielkie plantacje trzciny cukrowej, a do pracy na nich potrzebowano coraz większej liczby rąk. Z Afryki przywożono tysiące niewolników. Jednego z nich dotknęła w sposób fizyczny nadprzyrodzoność.

Czarnoskóry niewolnik nosił imię Zacarias. Wiemy, że uciekł od swego pana i że rychło został schwytany. Jego właściciel kazał go zakuć w łańcuchy i prowadził z powrotem na plantację. Kiedy niewielki orszak mijał kościółek z wyłowioną przed laty z rzeki figurką Matki Bożej, niewolnik ubłagał prowadzących go, by mógł pomodlić się chwilę do „Pani, która się objawiła”.

Ksiądz Francisco Claro de Vasconcellos tak opisuje to zdarzenie:

Uciekinier niewolnik był prowadzony do swojej fazendy przez właściciela, a przechodząc obok kaplicy spytał, czy mógłby wejść do niej i odmówić kilka modlitw. Gdy trwał w modlitwie przed figurą, łańcuchy cudownie opadły z szyi i nadgarstków i spadły na ziemię. Poruszony tym faktem właściciel uwolnił go, płacąc cenę wyzwolenia niewolnika i umieszczając pieniądze na ołtarzu. Poprowadził do domu niewolnika jako wolnego człowieka.

Koniec niewolnictwa

Wspomnieliśmy już o zmianach, jakie nastąpiły w fazendzie, w której mieszkał zbiegły niewolnik. Ale nadszedł czas, kiedy niewolnicy otrzymali wolność nie tylko na plantacjach owego człowieka, który na własne oczy widział interwencję Matki Najświętszej, ale w całej Brazylii. Cud wyzwolenia zbiegłego niewolnika przez Niepokalaną Madonnę z Aparecidy uruchomił historyczny proces położenia kresu niewolnictwu.

Historyk Roy A. Varghese zauważa związek między licznymi cudami i znakami dokonywanymi za sprawą Madonny z Aparecidy a decyzją księżniczki Izabeli o podpisaniu edyktu znoszącego niewolnictwo w Brazylii. Kościół występował w obronie tych, którym odebrano ludzką godność, świecka władza stawała jednak po stronie tego, co nazywała ładem i porządkiem społecznym. I - dodajmy - co przynosiło wielkie profity bogatym rodom.

Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy do Izabeli dotarły wieści o cudach Królowej Nieba w Aparecidzie. Ziemska księżniczka miała ujrzeć w cudzie wyzwolenia Zacariasa skierowany do niej apel z nieba i zrozumieć zawarte w nim przesłanie. To właśnie ów cud sprawił, że brazylijska władczyni podpisała dokument znoszący niewolnictwo, zaś Czarnej Dziewicy ofiarowała cenną koronę.

Brazylijski kardynał, Aloísio Lorscheider, przypomina o tradycyjnym tytule Madonny z Aparecidy - „Matki Wykluczonych w Brazylii”. Tak go tłumaczy: Wszyscy, którzy zostali zepchnięci na margines społeczeństwa, w figurze tej Dziewicy zostali podniesieni i obdarzeni szacunkiem - biedni, złamani, ciemni. Ona jest ich mistrzynią. Ona jest czarna, ponieważ jest Matką wszystkich.

Brazylijczycy nazywają ją „Mariama”. „Ama” to określenie czarnoskórej pielęgniarki, która z taką samą miłością opiekuje się czarnymi, jak i białymi dziećmi. Na początku może przede wszystkim właśnie czarnymi.

W Aparecidzie dokonywało się wiele niezwykłych cudów, które były potężnymi interwencjami w życie czarnoskórych mieszkańców Brazylii. Jednym z najgłośniejszych było przywrócenie wzroku niewidomej dziewczynce, która przebyła z matką długą drogę z Jaboticabal, by uklęknąć w sanktuarium Czarnej Maryi. W czasie modlitwy dziecko zwróciło się nieoczekiwanie do matki z pytaniem: Co to jest za świątynia? Rozglądała się zachwycona otaczającym ją pięknem. Pierwszym widokiem, jaki oglądała w swoim życiu, był wizerunek Madonny i otaczające go wota dziękczynne.

Sala Cudów

Łańcuchy, które Matka Najświętsza zdjęła z ciała zbiegłego niewolnika, to podobno pierwszy „dokument” świadczący o niezwykłym działaniu Madonny z Aparecidy, złożony w Sali Cudów, która dziś znajduje się pod nową bazyliką. Znaków dokumentujących cuda są tam tysiące: świece różnej wielkości, kawałki tkaniny, repliki woskowych części ludzkiego ciała, które zostały cudownie wyleczone, ubrania, mundury, broń, a nawet instrumenty muzyczne, narzędzia pracy, obrazy, zdjęcia i niezliczona ilość przedmiotów, które zostawiają tu wdzięczni pielgrzymi jako znak, że Maryja objawiła się w ich życiu z mocą, która potrafi zmieniać historię.

Dominują świadectwa wdzięczności osób, które zostały cudownie uzdrowione przez Matkę Najświętszą lub zostały ocalone w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wśród wdzięcznych czcicieli Maryi jest jeden z największych piłkarzy świata, słynny brazylijski napastnik Realu Madryt, Ronaldo Luís Nazário de Lima, którego kolano zostało uzdrowione dzięki modlitwie do Matki Bożej z Aparecidy. W podziękowaniu, po zdobyciu przez Brazylię mistrzostwa świata podczas mundialu w 2002 r., pozostawił w Sanktuarium w Aparecidzie koszulkę z napisem: Dziękuję Matce Bożej z Aparecidy za wszelkie łaski. Ronaldo. R 9.

Tagi:
Matka Boża Brazylia

Przed Obliczem Królowej

2018-06-18 10:14

Antoni Stankiewicz

Tysiące wiernych przybyło 17 czerwca do Rokitna, by uczestniczyć w głównych obchodach odpustowych ku czci Najświętszej Maryi Panny z Rokitna. Uroczystej Mszy św. odpustowej ku czci Patronki Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej przewodniczył metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga.

Karolina Krasowska
Odpustowej liturgii przewodniczył abp Andrzej Dzięga. Jubileusze świętowali bp Paweł Socha i bp Antoni Stankiewicz

Uczestnicy uroczystości byli świadkami niecodziennego widowiska. Dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości w czasie hymnu państwowego na niebie rokitniańskim została symbolicznie rozpostarta biało-czerwona flaga przez Zespół Akrobacyjny Biało-Czerwone Iskry. Święto łączyło wiele wymiarów – Dziękczynienie za niepodległość Ojczyzny, Diecezjalną Pielgrzymkę Rodzin oraz jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich bp. Antoniego Stankiewicza i bp. Pawła Sochy. Życzenia do jubilatów skierował Ojciec Święty Franciszek, który udzielił im apostolskiego błogosławieństwa, obejmując nim także wszystkich uczestników obchodzonego jubileuszu. Na rokitniańskim wzgórzu pielgrzymów powitał bp Tadeusz Lityński.

Karolina Krasowska
17 czerwca odbyła się główna uroczystość odpustowa ku czci Najświętszej Maryi Panny z Rokitna

– Przed Obliczem Królowej Orła Białego, która od blisko 350 lat cierpliwie słucha przybywających tu pielgrzymów składamy dziś dziękczynienie za naszą Ojczyznę w stulecie odzyskania niepodległości. Niech Oblubienica Ducha Świętego prowadzi naród polski ku pomyślnej przyszłości, byśmy w czasach zamętu, zagrożenia dla prawdy i dowolnego przesuwania granicy między dobrem i złem potrafili jako Polacy obronić wartości, które bliskie były obrońcom Ojczyzny w minionych wiekach – powiedział Pasterz diecezji, który prosił Matkę Bożą w intencji małżeństw i rodzin naszej diecezji oraz wyraził wdzięczność za posługę jubilatów. W uroczystości uczestniczyli księża biskupi metropolii szczecińsko-kamieńskiej, kapłani i osoby życia konsekrowanego, osoby życia publicznego, służby mundurowe oraz wierni, także ci łączący się z Rokitnem za pośrednictwem telewizji i radia. Dziękczynnej Mszy św. przewodniczył abp Andrzej Dzięga, zaś okolicznościową homilię wygłosił bp Paweł Socha. – Pani Cierpliwie Słuchająca, w dniu Twojego Święta prosimy Ciebie otaczaj opieką duchownych i wiernych świeckich tej ziemi, ale także wstawiaj się za cały naród polski, byśmy żyli w zgodzie, jedności i pokoju. Wypraszaj nam liczne i święte powołania do świętego małżeństwa i życia rodzinnego, do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Niech w rodzinach i życiu społecznym panuje duch miłości braterskiej i podobnie jak Polacy przed 350 laty, tak i my dzisiaj wołamy do Ciebie Matko: Daj pokój Polakom XXI wieku. Amen! – taką modlitwą zakończył homilię jubilat. Po Mszy sw. Abp Dzięga poświęcił w bazylice tablicę, którą ufundowali kombatanci, działacze opozycji antykomunistycznej oraz osoby represjonowane z powodów politycznych Ziemi Lubuskiej, wdzięczni za bezcenny dar wolności Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Narodzenie św. Jana Chrzciciela

Ks. Dariusz Gronowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2004

Bożena Sztajner
Miejsce narodzenia św. Jana Chrzciciela w Ain Karem

Św. Jan Chrzciciel to jeden z najbardziej znanych świętych. Nowy Testament poświęca mu niemal tyle miejsca, co samej Najświętszej Maryi Pannie. Wspomnienie jego narodzin obchodzimy w liturgii w randze uroczystości 24 czerwca, a oprócz tego 29 sierpnia wspominamy jego śmierć męczeńską.

Imię Jan znaczy „Bóg jest łaskawy”. Narodzenie Jana, syna kapłana Zachariasza i Elżbiety, archanioł Gabriel zwiastował Zachariaszowi; powołał się również na nie podczas zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. W istocie poprzez swoją matkę Elżbietę Jan był krewnym Pana Jezusa. To jego Bóg powołał, by przygotował drogę na przyjście Mesjasza.

Św. Jan Chrzciciel czczony jest m.in. w Łagowie Lubuskim, który bierze swój początek od rycerskiego Zakonu św. Jana Chrzciciela, czyli joannitów. Oni to wznieśli zamek, stojący tam po dziś dzień, wokół niego zaś rozwinęła się osada. Obecnie stojący tam kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela został wzniesiony na miejscu kaplicy przyzamkowej w 1726 r., a przebudowany i rozbudowany o wieżę i transept w 1867 r. Ponieważ przez wieki świątynia była użytkowana przez ewangelików, została poświęcona po wojnie, po osiedleniu się ludności polskiej 28 października 1945 r. Od 1951 r. jest to kościół parafialny. Św. Jana Chrzciciela zobaczymy w nim na witrażu po prawej stronie prezbiterium. Natomiast stary ołtarz z tego kościoła obecnie znajduje się w osiemnastowiecznym kościele filialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Jemiołowie. Na obrazie w centrum ołtarza widzimy młodego Jana z barankiem. Jest to ilustracja ewangelicznego zdania św. Łukasza: „Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywało na miejscach pustynnych aż do czasu ukazania się swego w Izraelu” (por. Łk 1, 80).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jubileusze kapłańskie w Domu Księży Emerytów w Częstochowie

2018-06-25 17:20

Ks. Mariusz Frukacz

„W sakramencie święceń Chrystus przyniósł nam nie tylko jakąś łaskę, ale On dał nam samego siebie” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 25 czerwca przewodniczył Mszy św. w kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Domu Księży Emerytów im. Jana Pawła II w Częstochowie, z racji jubileuszy kapłanów obchodzących 70-lecie, 60-lecie i 50-lecie swoich święceń kapłańskich.

Ks. Mariusz Frukacz
Ks. Mariusz Frukacz

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. ks. prał. Czesław Mendak dyrektor Domu Księży Emerytów oraz kapłani jubilaci.

W uroczystościach wzięli udział m. in. siostry ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia pracujące w Domu Księży Emerytów.

Ks. Mariusz Frukacz

- Warto dbać o dobrą pamięć, która jest świadomością przebytej drogi i radością z osiągniętych celów. Każdy jubileusz wpisuje się w budowanie takiej dobrej pamięci. Jubilaci dzisiaj dziękują za to, że w duchu wiary mogą oglądać owoce swojej pracy kapłańskiej - mówił na początku Mszy św. ks. prał. Czesław Mendak.

Rozpoczynając Mszę św. abp Depo podkreślił, że „każde wejście w tajemnice jubileuszowe jest rodzajem zawierzenia. Jest to pragnienie zawierzenia Bogu we wszystkim” - Tajemnica kapłaństwa jest tajemnicą Serca Jezusa – dodał abp Depo.

Ks. Mariusz Frukacz

W homilii metropolita częstochowski cytując słowa antyfony: „Moje serce cieszyć się będzie z Twojej pomocy Panie, będę śpiewał Bogu, który obdarzył mnie dobrem” podkreślił, że „są one w duchu Magnificat” - W tym samym duchu chcemy dzisiaj dziękować Bogu za lata wiernej służby kapłańskiej i uczyć się na nowo myślenia i życia zgodnego z duchem Ewangelii. Tego uczy nas Maryja rozważając w sercu wielkie rzeczy Boga – mówił metropolita częstochowski.

Arcybiskup przypomniał, że „Eucharystia głęboko i nierozerwalnie złączona jest z sakramentem kapłaństwa.”

- Świat uczy nas kroczenia własnymi drogami jakiejś samowystarczalności. Te drogi są nieraz wprost wolnością od Chrystusa i wolnością od Jego Kościoła – kontynuował arcybiskup.

- W sakramencie święceń Chrystus przyniósł nam nie tylko jakąś łaskę, ale On dał nam samego siebie. I poświęcił w ofierze samego siebie, aby każdy kto w Niego uwierzy i Jemu zawierzy nie zginął, ale miał życie wieczne – podkreślił abp Depo i dodał: „Na tej drodze potrzebna jest zawsze łaska wiary, która nie jest rodzajem samoubezpieczenia na życie, lecz łaską osobistego spotkania i przylgnięcia do Chrystusa.”

Metropolita częstochowski przypomniał, że „pierwszym zadaniem kapłana jest być człowiekiem wiary, ale nie wiary określonej jako zespół informacji, a nawet dogmatów, ale osobistych związań z Chrystusem” - A to oznacza trudne nieraz zobowiązania. Są nimi: wierność łasce na co dzień, posłuszeństwo, które nie jest ślepym posłuszeństwem, ale wnikaniem w wolę Boga, czystość serca i dyspozycyjność w służbie Kościoła – dodał metropolita częstochowski.

- To nie są zadania ponad siły człowieka. Wszystko jest na miarę ludzkiego serca, które zdolne jest odpowiedzieć Bogu na całe życie, do końca, a nie na próbę – kontynuował arcybiskup.

Metropolita częstochowski podał również przykład, że kiedyś zaproszono na jubileusz kapłański bardzo dobrego aktora i zadano mu, żeby przeczytał psalm 23. Kiedy odczytał te piękne słowa, to wtedy rozległy się brawa. Potem podszedł do mikrofonu sam jubilat i z pamięci mówił te same słowa. Kiedy skończył nastała głęboka cisza. Nikt nie klaskał. Zapytano się, dlaczego była tak różnica pomiędzy deklamacją a wypowiedzeniem tych słów psalmu przez samego jubilata. Jedna odpowiedź była bardzo znacząca, bo aktor odczytał tekst w sposób mistrzowski, ale wykonał rolę, a jubilat wypowiedział tekst, bo on spotkał Pasterza. I mówił swoim przeżyciem spotkania i przylgnięcia do Pasterza.

- Życzę każdemu z Was nowego dotknięcia Chrystusa. I odpowiedzenia na pytanie, które Chrystus postawił: Czy kochasz mnie więcej? I życzę odpowiedzi: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Ty jesteś moim Pasterzem na życie i na wieczność – mówił arcybiskup, który także podziękował pracującym w Domu Księży Emerytów siostrom: „Wiele spraw, które się tutaj dokonuje jest tajemnicą waszych serc i waszych rąk.”

Przed końcowym błogosławieństwem w imieniu jubilatów podziękował ks. Adam Bartkiewicz - Każdy z nas biegnąc myślą do początków życia kapłańskiego mógłby powiedzieć słowami ks. Jana Twardowskiego: „Kto wezwał? Kto przywołał? Skąd sny co tu przygnały? Przed własną tajemnicą przyklękam taki mały...” – podkreślił ks. Bartkiewicz.

- Tylko wtedy kapłańskie życie jest szczęśliwe, kiedy w sercu kapłana palio się ofiarny płomień – kontynuował ksiądz jubilat.

Jubileusze święceń kapłańskich obchodzili: ks. Marian Wojtasik (70. rocznicę kapłaństwa), ks. Adam Bartkiewicz, ks. Kazimierz Karoń, ks. Wacław Kuflewski (60. rocznicę kapłaństwa) oraz ks. Jan Zdulski (50. rocznicę kapłaństwa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem