Reklama

Kalendarze 2019

Dobry Samarytanin z Kielc

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 21/2010

Tak jak przez wiele lat pochylał się nad łóżkiem schorowanej mamy - świętej Marychny, tak samo pochyla się nad łóżkami szpitalnymi swoich pacjentów w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. - To musiał być jakiś plan - mówi dr Stanisław Góźdź

W marcu br. dr n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, odbiera w Watykanie medal „Dobry Samarytanin” - „w uznaniu za jego pochylenie się nad cierpiącym i wielką miłość do chorych”. Jednocześnie zostaje konsultantem w Papieskiej Radzie ds. Zdrowia. W rodzinnym mieście jest inaczej, bo przecież żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Akurat wiadomość o wyróżnieniu zbiega się z rewelacjami w prasie - informacją o gigantycznym, liczącym 53 mln długu ŚCO - największej placówki medycznej w regionie.
- Pacjenci czytając taki news, sugerujący jakiś przekręt, mogą czuć się oszukani - przyznaje dr Góźdź. Brakuje przecież informacji, że ten dług wiąże się z tzw. nadwykonaniami za rok ubiegły i obecny, długiem szpitali świętokrzyskich wobec ŚCO za świadczone dla nich usługi oraz zmniejszonym o 11 mln budżetem NFZ w 2010 r. - co stawia problem w zupełnie innym świetle.
Nikt dziś nie wyobraża sobie leczenia pacjentów chorych onkologicznie z regionu bez Centrum. Tylko do 2020 r. zachorowalność w Polsce na nowotwory wzrośnie o 300 proc. - prognozuje Polska Unia Onkologiczna, którą dr Góźdź współtworzy. Codziennie z porad i pomocy Centrum korzysta 1500- -1800 osób. Rocznie z różnorakiego wsparcia i usług medycznych - 180 tys. pacjentów!, w tym 20 proc. spoza naszego regionu - co daje także pewien czytelny obraz wysokich standardów leczenia, profesjonalizmu i jakości opieki medycznej świadczonych przez ŚCO.

Trzeba marzyć i wierzyć

- Tak mówi dziś dr Góźdź. On jako młody lekarz (ukończył Akademię Medyczną w Białymstoku w 1974 r.) po stażu, na specjalizacji z onkologii w Warszawie zamarzył o wybudowaniu szpitala w Kielcach dla chorych na raka, i to z diagnostyką. Plan nierealny z oczywistych przyczyn: w Kielcach brakuje wówczas jakiegokolwiek zaplecza naukowego dla takiej inicjatywy. Góźdź jednak nie rezygnuje łatwo. Znajduje sojusznika dla swojej idei w osobie prof. Tadeusza Koszarowskiego, posła, naukowca i chirurga onkologa, który wspiera ideę i pomaga przeforsować plan dotacji. Trzeba marzyć i wierzyć.
Kiedy w 1983 r. po latach starań, rozmowach i konsultacjach w Ministerstwie Zdrowia udaje się w małych Kielcach, a nie gdzieś w metropolii, rozpocząć budowę nowoczesnego szpitala, wielokrotnie miejscowe władze kwestionują w ogóle potrzebę takiej inwestycji. Budowa idzie różnym tempem i z kłopotami finansowymi, ale udaje się ją uratować przed fiaskiem. Nowy wojewoda Józef Poskłonka po argumentacji dr. Góździa jest przekonany, że powstająca placówka jest niezbędna. Szpital przyjmuje pierwszych pacjentów już w lutym 1991 r., w 1995 r. zostaje przekształcony w Świętokrzyskie Centrum Onkologii. Udaje się także utworzyć zespół specjalistów dla zaplecza diagnostycznego, który obecnie pracuje w powstałych w ŚCO zakładach: Patologii, Diagnostyki Obrazowej, Panendoskopii, Medycyny Nuklearnej oraz w laboratoriach: Biochemicznym, Mikrobiologii, Markerów Nowotworowych, Genetyki i Metod Fizycznych. Dyrektor jest dumny ze swojej kadry naukowej. - To ludzie z rejonu od Wisły po Pilicę, z naszego świętokrzyskiego - mówi. Dzięki nim sprzęt medyczny jest w pełni wykorzystany, prowadzone są ważne badania naukowe. Pacjenci Centrum mają zapewnioną kompleksową opiekę onkologiczną, a ich rodziny objęte są wsparciem. Od początku szpital dba o jakość leczenia i diagnostykę. W 1996 r. właśnie do ŚCO trafia najnowocześniejszy rezonans magnetyczny. Dziś Centrum także jest w czołówce diagnostyki w Polsce - najnowszej klasy sprzęt medyczny, pozwalający wykryć nawet dwumilimetrowej wielkości rakowe komórki - PET pozytonowy tomograf emisyjny - trafił do Kielc rok temu, do nowo utworzonego zakładu. To zasługa posła PiS Przemysława Gosiewskiego, który również był wielkim orędownikiem powstania ośrodka PET. W ubiegłym roku z badań PET skorzystało ponad 170 osób.

Gabinet Szefa - na trzecim

Jak zarządzać taką instytucją (ŚCO zatrudnia ponad 1400 osób), sprostać problemom i wyzwaniom, które piętrzą się każdego dnia, a do tego być normalnym lekarzem, który udzieli pomocy, zbada, wysłucha i będzie miał czas dla cierpiącego człowieka? Przeciążenia i obciążenia psychiczne - bardzo duże. - Bez modlitwy nie dałbym rady - mówi dr Góźdź. Mój gabinet jest na drugim piętrze, gabinet Szefa (kaplica - przyp. K. D.) otwarty 24 godziny na dobę mieści się na trzecim - wyjaśnia. - Fascynujemy się współczesną techniką, osiągnięciami naukowymi. To wszystko jest potrzebne. Możemy wyleczyć wiele nowotworów. Jednak im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę oglądamy świat przez dziurkę od klucza, bo człowiek to dusza i ciało - podkreśla.
Wsparcie duchowe, modlitwę traktuje jako uzupełnienie terapii. Dlatego tak ceni pracę kapelanów - ojców Mariusza i Sergiusza.
- Wiem, że w tym szpitalu musi być kaplica otwarta non stop. Dusza chorego jest rozedrgana ze strachu, z wątpliwości, pełna różnych pytań. Tutaj dokonują się wielkie rzeczy i tylko ojcowie i pacjenci o nich wiedzą - mówi. Pochylanie się co dzień nad cierpiącym uczy pokory. - Człowiek widzi swoją skończoność i skończoność tego świata. Dochodzi się do wielkiej tajemnicy. Tego nie da się pojąć bez Boga. Tutaj, w szpitalu, obcuję ze świętymi ludźmi - powtarza dr Góźdź. I nie da się zrozumieć jego słów bez historii jego dzieciństwa, kiedy spotkał świętą za życia.

Reklama

Harvard

Mały Stanisław Góźdź mieszka z rodziną w Kielcach, w domu przy pl. Moniuszki. Otrzymuje wychowanie katolickie, dorasta w tradycjach patriotycznych. Pradziadowie walczyli w powstaniu styczniowym, dziadowie w Legionach, stryj Marcin zginął w wojnie polsko-bolszewickiej w 1918 r., ojciec był żołnierzem Armii Krajowej.
- W domu panują proste, jasne zasady: modlitwa, praca, warsztat, rodzina - streszcza. Staszek, jako jeden z pięciorga dzieci szewca, także Stanisława, i Marii przez czterdzieści lat przykutej chorobą do łóżka, już w wieku pięciu lat wprowadzony jest w arkana rzemiosła, które ojciec wykonywał z prawdziwym zamiłowaniem całe życie. Buty od szewca-artysty Stanisława Góździa nosi w tych czasach sam bp Czesław Kaczmarek i inni duchowni. Pod okiem taty Staszek sprawia buty dla różnych klientów o różnych gustach i wymaganiach. Rano idzie do Nazaretu na lekcje. Po powrocie do domu pomaga z rodzeństwem opiekować się mamą i pracuje w warsztacie ojca. Wakacje? Raczej urlop w pracy - kilkunastodniowy. W każdą niedzielę służy w katedrze do Mszy św., którą celebruje bp Kaczmarek. - Miałem ten honor i zaszczyt - przyznaje. Ministranturę pełni do końca szkoły średniej z oddaniem. - Z perspektywy czasu mogę ocenić, że takie wychowanie to był Harvard - podsumowuje.

Jestem synem szewca

Mijają lata. W zdeformowanych chorobą dłoniach matki Staszka przesuwają się kolejne paciorki różańca, na jej twarzy maluje się ten sam łagodny spokój. Staszek obserwuje cierpliwość i pokorę świętej Marychny - tak zwraca się do niej rodzina. - Widać potęgę modlitwy. Codziennie przyjmuje Pana Jezusa w Komunii św., którą przynoszą jej księża, z czasem także młody ks. Marian Florczyk, ks. Kazimierz Gurda - przyszli biskupi. Rodzinę wspierają także jej przyjaciele - ks. Edward Materski, dziś biskup, i ks. Andrzej Zuberbier.
Razem z postępującym cierpieniem matki i jej hiobowym wręcz oddaniem się woli Bożej w nieszczęściu, u Stanisława dojrzewa naturalnie wybór drogi - medycyny. - Mam szczęście, że wychowałem się właśnie w takim domu. Jestem dumny, że jestem synem szewca i leżącej jak Łazarz matki. Wszystko to: warsztat i praca, cierpienie matki, jej agonia trwająca tydzień to jak najlepsza lekcja wiary… To musiał być jakiś plan. Dzięki temu inaczej patrzę na swojego chorego, bo widzę w nim swoją matkę - wyznaje. - Przez to także wiem, co znaczy łaska wiary w życiu człowieka. Wiara to droga, która prowadzi do Szefa - mówi. Nawet ruch podczas codziennego biegu traktuje jako „kontemplację, czas na spotkanie z Bogiem wśród zieleni, w śniegu, w deszczu albo w wietrze”.

Św. Elżbieta zawsze czeka

Kiedy Stanisław decyduje się założyć własną rodzinę (poślubił Elżbietę, koleżankę z sąsiedztwa), powraca do gniazda przy pl. Moniuszki. Od wielu lat mieszka z żoną i rodzeństwem w harmonii i zgodzie w tym samym domu, gdzie całe życie byli świadkami wielkiej miłości: szewca Stanisława i świętej Marychny. Baśń? - To była najbardziej zakochana para, nawet w wieku osiemdziesięciu lat. Pełnia odpowiedzialności, szczerości, oddania - mówi dr Góźdź. Taki też związek stara się budować w swoim małżeństwie ze świętą Elżbietą - tak nazywa swoją żonę, która codziennie prawie od czterdziestu lat czeka na niego w domu. - Osoby, która ma tyle cierpliwości jak ona, nie spotkałem - wyznaje. Jest szczęśliwym ojcem (ma dwóch synów Wojtka i Michała) i dziadkiem. Nie miał czasu dla swoich dzieci, było tysiące innych spraw: budowa onkologii, nauka, pacjenci. Teraz jednak może się cieszyć z rodziny synów i patrzeć, jak dorastają wnuki: Marysia, Jaś i Małgosia, a nawet je rozpieszczać.

Odznaczenie od prezydenta Kaczyńskiego

3 Maja 2009 r. podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie prezydent RP Lech Kaczyński odznacza dr. Góździa z Kielc Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”. Doktor z dystansem podchodzi do zaszczytów, ale jest mu przyjemnie, że „nie jest nadany przez jakiś układ polityczny, lecz wystąpili o niego pacjenci”. - Oni najbardziej mnie znają, wiedzą, kim ja jestem - tłumaczy. - To była ostatnia wielka patriotyczna uroczystość prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówi dziś z żalem.

To, co się na pewno opłaca

Dr Góźdź co dzień toczy walkę z potężnym przeciwnikiem, walkę o życie i zdrowie swoich pacjentów. Nowotwory stają się największym problemem społecznym XXI wieku. I mimo że wciąż otrzymuje atrakcyjne propozycje z innych ośrodków, odpowiada: - Stąd pochodzę. Ten szpital i potrzeby moich pacjentów z każdym dniem są coraz większe i coraz to inne. Zgodnie z własnym sumieniem muszę czynić starania, by im pomóc.
Podkreśla, że onkologia daje inną optykę każdego dnia. Widzi ulotność chwili i kruchość życia. Zawsze „przychodzi tylko na jeden dzień do pracy, bo nie wie, co Szef wymyśli”. - Dlatego to, co się na pewno opłaca, to starać się czynić dobrze i jeszcze raz czynić dobrze. Chociaż dziś może to być traktowane jako głupia naiwność... - mówi dr Góźdź.

Siostry modlą się za Trybunał Konstytucyjny ws. aborcji

2018-12-14 18:58

Artur Stelmasiak

karmel.kalisz.pl

Prawie 20 tys. sióstr zakonnych z całej Polski modli się w intencji zmiany prawa, aby dzieci nienarodzone były chronione. - W naszych klasztorach codziennie modlimy się zarówno za polityków, jak i za sędziów Trybunału Konstytucyjnego, bo to od nich teraz zależy czy dzieci w Polsce będą dalej zabijane - mówi "Niedzieli" s. Halina Rosiek ze zgromadzenia służebniczek dębickich.

W intencji ochrony życia dzieci nienarodzonych modlą się także mniszki Benedyktynki Sakramentki z Siedlec. - Otrzymaliśmy z Episkopatu apel o nieustającą modlitwę w intencji ochrony życia - mówi "Niedzieli" s. Elżbieta, przełożona klasztoru kontemplacyjnego w Siedlcach.

Modlitewny szturm do nieba w intencji zmiany stanowionego prawa rozpoczął się od pierwszej niedzieli adwentu i będzie trwał do skutku. "Na progu adwentu biskupi przypominają o godności każdego ludzkiego życia, którego wartość ukazał Chrystus swoim wcieleniem i narodzeniem. W tym duchu biskupi proszą o modlitwę, aby prawo stanowione chroniło życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.(...) Módlmy się także za legislatorów, aby respektowali prawo do życia każdego człowieka” - napisał w specjalnym apelu do sióstr bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP.

Na apel biskupów pozytywnie odpowiedziały siostry z zakonów czynnych oraz mniszki z zakonów klauzurowych. Szczególnie siostry kontemplacyjne są specjalistkami od trudnych spraw, które wypraszają u Pana Boga. Charyzmatem benedyktynek sakramentek jest przede wszystkim modlitwa, na którą poświęcają aż osiem godzin każdego dnia. Oprócz tego prowadzą dyżury modlitewne przed Najświętszym Sakramentem, by Pan Jezus w Eucharystii był adorowany przez 24 godziny na dobę. - Cały czas modlimy się za tych, którzy mają wpływ na polskie prawo. Wiele sióstr regularnie podejmuje się także duchowej adopcji dziecka poczętego - mówi s. Elżbieta.

Za polityków, posłów i Trybunał Konstytucyjny modlą się także siostry Urszulanki z Warszawy. W modlitewnej kampanii prolife "uruchomiony" został cały sztab świętych i błogosławionych Kościoła. - W naszych domach zakonnych modlimy się za wstawiennictwem św. Urszuli Ledóchowskiej - napisała na twitterze s. Małgorzat Krupecka USJK. Siostry z Łagiewnik proszą o Bożą interwencję św. Faustynę, a Służebniczki Dębickie bł. Edmunda Bojanowskiego. - Założyciel naszego zgromadzenia był opiekunem i wielkim przyjacielem dzieci. Ufamy, że wstawi się u Pana Boga także za tymi dziećmi, którym odebrane jest prawo do narodzin - mówi s. Halina Rosiek, wicegeneralna zgromadzania.

Siostry Służebniczki w swoim charyzmacie mają opiekę na dziećmi i troskę o ich życie. Nie ma w tym nic szczególnego, że w swoich modlitwach upominają się także o dzieci nienarodzone. - Codziennie modlimy się za naszych polityków, posłów i także za sędziów Trybunału Konstytucyjnego, by nie bali się chronić życia tych dzieci, które tego najbardziej potrzebują. Mamy nadzieję, że nasza gorliwa modlitwa przyczyni się do zmiany prawa, które zezwala na zbijanie tych, którzy ochrony życia najbardziej potrzebują - dodaje s. Rosiek.

Siostry w szturmie do Nieba może wspomóc każda parafia i wierni świeccy modląc indywidualnie. Oprócz modlitwy warto też podpisać obywatelską petycję do Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, by wreszcie wyznaczyła termin rozprawy ws. aborcji eugenicznej.

Możesz tu podpisać

Pod tym apelem podpisało się już ponad 10 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prymas Polski przełamał się opłatkiem z osobami konsekrowanymi

2018-12-15 13:14

bgk / Gniezno (KAI)

„Miejcie korzenie w ziemi i serca w niebie” - życzył słowami papieża Franciszka Prymas Polski abp Wojciech Polak osobom konsekrowanym, z którymi 15 grudnia przełamał się opłatkiem.

Agnieszka Marek

„Korzenie w ziemi i serce w niebie, tak o życiu konsekrowanym mówi ten, który ma duszę zakonnika. Pokazuje, że życie konsekrowane wyraża i służy jednej fundamentalnej idei – przeżywać do samej głębi wezwanie zakochanego Jezusa. Tego wszystkim Braciom i Siostrom życzę. I bardzo dziękuję za waszą pamięć, obecność, świadectwo wiary i za waszą modlitwę” – mówił abp Polak, składając wszystkim życzenia pełnego nadziei oczekiwania, a później radosnego przeżywania świąt narodzenia Pańskiego.

Na doroczne spotkanie opłatkowe do Gniezna przyjechali przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich zgromadzeń zakonnych obecnych w archidiecezji gnieźnieńskiej. W przedświątecznym spotkaniu w gnieźnieńskiej Kurii uczestniczyli także: abp senior Henryk Muszyński, abp senior Józef Kowalczyk oraz ks. Paweł Kiejkowski z referatu ds. zakonnych.

Obecne były siostry pracujące na co dzień z dziećmi i młodzieżą, wśród osób starszych i ubogich, posługujące w parafiach, ośrodkach i domach pomocy społecznej. Przyjechali również ojcowe i bracia – m.in. kapucyni, michalici, paulini i franciszkanie wraz z postulantami. Wszyscy – jak mówił abp Wojciech Polak – stanowią żywą i cenną cząstkę Kościoła i to nie tylko przez to, co robią, ale przez samą swoją obecność, modlitwę i świadectwo.

W czasie spotkania był czas na osobiste rozmowy, dobre życzenia, wspólne kolędowanie i poznanie się, dla niektórych bowiem było to pierwsze wspólnotowe spotkanie po rozpoczęciu posługi w archidiecezji gnieźnieńskiej. Była także okazja wspomóc dzieła podejmowane przez organizację „Pomoc Kościołowi w potrzebie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem