Reklama

Niezwykłe urodziny w Szczecinie

Bogdan Nowak
Edycja szczecińsko-kamieńska 27/2010

Do 109-letniej pani Łucji Sobolewskiej w Szczecinie jubileuszowy list wystosował w imieniu Prezydenta RP sekretarz jego Gabinetu Maciej Łopiński, pisząc:
„Wielce Szanowna Pani!
W dniu jubileuszu sto dziewiątej rocznicy Pani urodzin przesyłam powinszowania i z serca życzę, by nadal zachowywała Pani tę pogodę ducha, siły i zdrowie, którymi osiągnąwszy czcigodny wiek, wciąż się Pani cieszy.
W Pani osobistych losach znalazł odbicie cały XX-wieczny dramat historii naszego narodu. W tym czasie przez nasz kraj przetoczyły się dwie wojny światowe, powstawały i upadały ustroje polityczne i rządy. W sposób szczególny dotknęło to Kresów Wschodnich. Widziała Pani, jak na rodzinną ziemię nadniemeńską spadała pożoga rewolucji, później zaś doświadczyła Pani lęków, wyrzeczeń i ciężkiej pracy pod komunistycznymi rządami. Dla inteligencji ziemiańskiej, z której się Pani wywodzi, nie było dobrego miejsca ani w rzeczywistości sowieckiej, ani w «ludowej ojczyźnie». Pochylając dzisiaj głowę z szacunkiem dla Pani sędziwego wieku, pragnę wyrazić najwyższe uznanie, iż wbrew wszystkim przeciwnościom zdołała Pani przez tamten trudny czas przenieść czyste polskie serce i życzliwość względem bliźnich. Nie byłoby to zapewne możliwe bez chrześcijańskiej wiary, która obecnie nadaje porządek każdemu dniowi Pani życia.
Dzisiejszy jubileusz świętuje Pani w otoczeniu bliskich i przyjaciół w Szczecinie, gdzie po latach tułaczki znalazła Pani nowy dom. Cieszę się, że lokalna społeczność, a także władze samorządowe potrafią docenić i uczcić Pani czcigodny wiek, mądrość i zacne przymioty charakteru. Niech więc i mi będzie wolno przyłączyć się do gratulacji, które właśnie Pani otrzymuje, składając najserdeczniejsze życzenia wielu łask Bożych oraz ludzkiego wsparcia”.
Wiceprezydent Szczecina Elżbieta Masojć wraz z pracownikami USC przywiozła sędziwej Jubilatce okolicznościowe życzenia pisemne od Prezydenta Miasta oraz podarunki. Największy cukiernik Grodu Gryfa Henryk Pytlik przywiózł tort przez siebie upieczony z wymownym napisem „109 LAT”. W miejscowej farze została odprawiona w intencji najstarszej chodzącej Polki Msza św., w której pani Sobolewska uczestniczyła osobiście, jak zresztą codziennie w Najświętszej Ofierze.
Pani Łucja urodziła się 8 maja 1901 r. w gminie Rubieżewicze (powiat stołpecki; obecnie tereny Białorusi). Pochodzi z rodziny ziemiańskiej. Jej prababcia wywodziła się z litewskiego rodu magnackiego - Radziwiłłów. Miała trzy siostry: jedna zmarła w dzieciństwie, pozostałe dwie w wieku dorosłym. W dzieciństwie niańka źle chwyciła nóżkę Łucji i zwichnęła jej staw biodrowy. Wskutek tego do dziś utyka i prawdopodobnie dlatego nigdy nie wyszła za mąż. Najlepiej wspomina cara, bo potem cały ich ziemski majątek wraz budynkami, polami i lasami zabrali bolszewicy. Wszystko przyłączyli do kołchozu i kazali im ciężko pracować za trochę zboża.
W 1938 r. zmarł ojciec Łucji. Pani Łucja pracowała w kołchozie, a później na poczcie. W 1957 r. przybyła do Polski wraz z matką i siostrami. Pozwolono im osiedlić się w Szczecinie, gdzie podejmowały się rozmaitych prac, aby jakoś się utrzymać. Znalazły zajęcie w podszczecińskich PGR-ach. Po śmierci matki w 1967 r. Łucja została sama, bo siostry powychodziły za mąż. Z okazji 100. urodzin Prezydent Szczecina przydzielił pani Sobolewskiej samodzielne, komunalne mieszkanie na parterze, w którym mieszka do dzisiaj.
Proboszcz ks. prał. dr Aleksander Ziejewski jest zachwycony niezwykłą pobożnością najstarszej parafianki: - Codziennie przychodzi na Mszę św., zawstydzając młodszych emerytów i rencistów. Zawsze jest u Komunii św. W niedzielę i święta jest na Eucharystii południowej. W okresie Adwentu codziennie o godz. 6 rano jest na Roratach. W maju jest na nabożeństwie ku czci Najświętszej Maryi Panny oraz zawsze na Apelu Jasnogórskim o godz. 21 przed figurą maryjną.
Studziewięciolatka chętnie przez swoje długie życie pielgrzymuje do różnych sanktuariów Polski. Uczestniczyła też w kilku pielgrzymkach sługi Bożego Jana Pawła II do Ojczyzny w różnych miastach Polski. - Mam świadomość, że Bóg daje mi zdrowie i siły w podzięce za moje modlitewne życie Jemu poświęcone - podkreśla zawsze pogodna pani Łucja. - Zaraz idę na nabożeństwo majowe do mojej ukochanego kościoła Janowego.
Po chwili przynosi fotografię bł. ks. Józefa Jankowskiego, dodając: - Ten młody pallotyn, zamordowany przez hitlerowców w obozie w Auschwitz, pochodzi z naszej rodziny. On zsyła mi łaski z nieba.
Wprawdzie mieszka sama, ale toczona jest życzliwością sąsiadów. Dwa razy w tygodniu odwiedza ją syn siostrzenicy - Marek. U niego spędza największe święta katolickie. Ma telewizor, ale rzadko ogląda programy. Woli poczytać książkę i prasę religijną, zwłaszcza że nie potrzebuje do tego okularów.

Reklama

Watykan: na szczycie bolesne świadectwa ofiar nadużyć

2019-02-21 16:45

vaticannews / Watykan (KAI)

Świadectwa o cierpieniu, zmowie milczenia i doznanych krzywdach, a zarazem o wielkim pragnieniu przywrócenia wiarygodności Kościołowi, poprzez zdecydowane i odpowiedzialne działania jego członków wybrzmiały na rozpoczęcie watykańskiego szczytu na temat ochrony nieletnich.

www.vaticannews.va

Pięć świadectw, w tym jedno kobiety, zostało nagranych wcześniej. Przedstawiono je w formie kilkuminutowego filmu zaraz po porannej modlitwie otwierającej to historyczne spotkanie. Choć ofiary, które doznały nadużyć pochodzą z pięciu różnych kontynentów, to w ich świadectwach wybrzmiało wiele wspólnych elementów. M.in. wdzięczność za to, że po latach przemilczeń i oskarżeń ktoś ich zechciał wysłuchać i spytał, co chcieliby powiedzieć Papieżowi i biskupom świata. Wszyscy mówili też o niezabliźnionych ranach i straszliwych konsekwencjach, jakie nadużycia, których padli ofiarą, miały dla ich życia osobistego, rodzinnego, społecznego, a nawet dla relacji z Bogiem. Przypomniano, że trzeba podjąć zdecydowane działania. Nie tylko „wyciąć istniejącego raka”, ale i „zastosować odpowiednią terapię”, w przeciwnym wypadku skandal nadużyć nigdy się nie skończy. Jedna z ofiar zaapelowała do zebranych: „Nie wystarczy tylko przytakiwać Papieżowi. Ci, którzy nie chcą słuchać Ducha Świętego, którzy chcą nadal kryć nadużycia niech odejdą i zrobią miejsce dla tych, którzy chcą stworzyć nowy, odnowiony Kościół; Kościół wolny od nadużyć seksualnych”.

W pierwszym świadectwie pochodzący z Chile mężczyzna stwierdził, że „pierwszą jego myślą, jako katolika było: pójdę opowiedzieć o wszystkim Świętej Matce Kościołowi, gdzie mnie wysłuchają i potraktują z szacunkiem”. Niestety, jak wyznał, został potraktowany jak kłamca, odwrócono się do niego plecami i nazwano wrogiem Kościoła. „To jest schemat, który istnieje na całym świecie i to musi się skończyć” – mówił w swym świadectwie podkreślając, że ofiary potrzebują towarzyszenia. Wskazał, że trzeba konkretnie zmierzyć się z tą straszliwą sprzecznością, iż księża, którzy powinni być lekarzami dusz stają się ich zabójcami, a zarazem zabójcami wiary. Prosił zebranych w auli, by nie ograniczali się jedynie do przytakiwania Papieżowi, ale pomogli mu w odbudowaniu zaufania do Kościoła. „Ci, którzy nie chcą słuchać Ducha Świętego, którzy chcą nadal kryć nadużycia niech odejdą i zrobią miejsce dla tych, którzy chcą stworzyć nowy, odnowiony Kościół; Kościół wolny od nadużyć seksualnych” – apelował mężczyzna.

Kolejne dramatyczne świadectwo złożyła pochodząca z Afryki kobieta, która przez 13 lat była wykorzystywana seksualnie przez kapłana (od 15 do 28 roku życia). Trzy razy była z nim w ciąży i za każdym razem została przez niego zmuszona do dokonania aborcji. Była od niego uzależniona ekonomicznie. Kiedy nie chciała spełniać jego zachcianek seksualnych była bita. „Moje życie jest zniszczone. Doświadczyłam tak wielkiego upokorzenia” – mówiła kobieta wskazując, że księża mogą bardzo pomóc, ale mogę też wyrządzić wiele szkód. Dlatego powinni zachowywać się odpowiedzialnie.

Trzecie świadectwo złożył 53-letni włoski zakonnik, który obchodzi 25-lecie święceń kapłańskich. Wyznał, że po swoim nawróceniu był wykorzystywany seksualnie przez księdza, który zajmował się ministrantami. Jako osoba dorosła - w porozumieniu ze swoim prowincjałem - napisał list do księdza, który go wykorzystywał, poinformował też biskupa, a po braku reakcji nuncjusza. O ile nuncjusz okazał zrozumienie, to biskup na niego naskoczył, nie usiłując go zrozumieć. „Minęło osiem lat i nie dostałem żadnej odpowiedzi ani od tego księdza, ani od biskupa” – mówił zakonnik. Do zebranych zaapelował, by nauczyli się słuchać ofiar wykorzystywania. Wyznał zarazem, że przebacza swemu oprawcy i jest wdzięczny Bogu za to, że jest w Kościele. Podkreślił, że pomogli mu w tym jego przyjaciele-księża, od których otrzymał pomoc.

Kolejne świadectwo przedstawił mężczyzna z USA, molestowany w młodości przez duchownego. Mówił o manipulacjach, jakim został przez niego poddany on i jego rodzina. „Odnalazłem nadzieję i uzdrowienie dzieląc się mą historią z żoną, rodziną i przyjaciółmi” – mówił. Wskazał na znaczenie w procesie jego uzdrawiania przykładu zmarłego przed czterema laty kard. Francisa Georga, który miał bardzo wyrazistą postawę wobec pedofilii. Do zebranych w Watykanie biskupów zaapelował o zdecydowane działania na rzecz uzdrawiania Kościoła i o stanowcze przewodzenie ludowi Bożemu.

Ostatnie świadectwo złożył mężczyzna z kontynentu azjatyckiego, ponad sto razy molestowany przez zakonnika. „Wywołało to u mnie ogromną traumę, mam trudności w nawiązywaniu relacji z ludźmi” – mówił. Wskazał na zmowę milczenia, z jaką spotkał się wśród przełożonych zakonnych, do których zwrócił się po pomoc. „Regularnie kryli problem i kryli oprawców. Stawiłem czoło temu problemowi przez wiele lat, jednak większość przełożonych nie jest w stanie powstrzymać oprawców ze względu na łączące ich przyjaźnie” – mówił. Podkreślił konieczność jasnego wskazania i ukarania sprawców przestępstw. Wskazał, że trzeba w tym kierunku naprawdę zdecydowanych działań, bo „dla Kościoła w Azji jest to bomba z opóźnionym zapłonem”. „Jeśli chcecie uratować Kościół trzeba wziąć się do roboty i wskazać sprawców z imienia i nazwiska. Nie możemy pozwolić, by wygrało kolesiostwo, ponieważ zniszczy to całe pokolenie dzieci. Jak mówił Jezus, musimy stać się, jak dzieci, a nie być oprawcami dzieci” – apelował do uczestników watykańskiego szczytu na temat ochrony nieletnich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Żak: normy ogłoszone przez Franciszka działają

2019-02-22 19:48

pb (KAI Rzym) / Rzym

Usuwanie z urzędu biskupów, którzy błędnie reagowali na przypadki wykorzystywania seksualnego przez duchownych świadczy o tym, że normy ogłoszone przez Franciszka działają – uważa o. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Konferencji Episkopatu Polski i dyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii „Ignatianum” w Krakowie. Skomentował on dla KAI trwający w Watykanie „szczyt” na temat ochrony małoletnich w Kościele przed wykorzystywaniem seksualnym.

Adam Tarnowski
O. Adam Żak

Przypomniał, że od 2016 r. obowiązuje motu proprio Franciszka „Come una madre amorevole” (Jak miłująca matka), definiujące odpowiedzialność przełożonych kościelnych i ustanawiające procedury, w jaki sposób reagować na ich błędy, zaniedbania czy zaniechania. Zwrócił uwagę, że na watykańskim spotkaniu mocno podkreślana jest przejrzystość, jak również konieczność nie tylko przyjęcia odpowiedzialności, ale także „zdania sprawy z włodarstwa swego”. Obwarowanie tego regułami mogłoby się znaleźć w takim vademecum. Byłoby ono obowiązujące jako „pomoc w zachowaniu norm prawnych, które są jasno zdefiniowane i określają sposób postępowania” kościelnych przełożonych.

Odnosząc się do faktu, że zdarzały już przypadki zdejmowania biskupów z urzędu z powodu złego reagowania na przypadki wykorzystania seksualnego, o. Żak wskazał, iż najnowsze przykłady są z Chile, gdzie po głośnym oddaniu się wszystkich biskupów do dyspozycji papieża, pięciu z nich zostało usuniętych z urzędu, a dwóch ze stanu duchownego. – To oznacza, że normy ogłoszone przez Franciszka działają – stwierdził duchowny.
Zauważył, że parę miesięcy papież wyjaśnił, jak on te normy stosuje. – Były postulaty, żeby ustanowić w Stolicy Apostolskiej jeden trybunał dla biskupów. Ale Franciszek dla każdego przypadku ustanawia osobny trybunał i posyła go na miejsce, żeby sprawę zbadał i dał propozycję sentencji. Być może dlatego nie za bardzo wiadomo publicznie, jak to przebiega. Nie od razu odnotowujemy, że jakiś biskup wraz z dwoma prawnikami zostali wysłani w jakiś rejon świata. A takie przypadki były. Uświadomiłem to sobie, kiedy kard. Raymond Burke został wysłany na wyspę Guam, by osądzić miejscowego arcybiskupa – powiedział dyrektor Centrum Ochrony Dziecka.
Jego zdaniem ta metoda zapewnia większą niezależność, ponieważ ustanowienie jednego trybunału dla wszystkich przypadków prowadziłoby do polecania przeprowadzenia dochodzenia na miejscu, co w sytuacji, gdy oskarżonym jest urzędujący biskup może prowadzić do koluzji. Sprawując władzę, mógłby on wpływać na pracę dochodzeniową, na bazie której trybunał rozpoczyna swoje postępowanie – wyjaśnił o. Żak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem