Reklama

Spóźniony Bóg u Joachima i Anny

Karolina Jadczyk

pl.wikipedia.org

Joachim i Anna. Oboje w dojrzałym wieku. Wciąż pragnęli dziecka. Bezdzietność – zgodnie z kulturą żydowską – traktowali jako hańbę i karę Bożą. Nie mamy o nich pewnych informacji. Pismo Święte nawet o nich nie wspomina. Imiona rodziców Maryi i jedynie ziarno prawdy o ich życiu pochodzą z apokryfów i tradycji chrześcijańskiej. Czego więc dowiadujemy się o nich?

Dziadkowie Jezusa – Boga pochodzili z królewskiego rodu Dawida. Ich imiona niosą ze sobą symboliczne przesłanie: Joachim oznacza „przygotowanie Panu”, Anna – „łaska”. Starali się żyć pobożnie, zgodnie z nakazami Prawa. Swój majątek podzielili na trzy części: jedną przeznaczyli dla świątyni, drugą – ubogim, trzecia pozostała na ich potrzeby. Przez 20 lat swojego małżeństwa modlili się pokornie o potomstwo, składali ofiary na świątynię. Ich bezdzietność wytykano palcami, szydzono z nich. A Bóg – jak często czyni w życiu swoich wybranych i umiłowanych – przychodzi spóźniony. Kiedy już nie ma, po ludzku sądząc, nadziei. Po sytuacji, w której Joachim poczuł się znieważony w świątyni z powodu braku potomstwa – kapłan nie pozwolił mu złożyć ofiary – postanowił opuścić Annę i w górach, gdzie pasły się jego stada, rozpocząć czas 40 dni postu i modlitw. Odrzucona Anna opłakiwała swoje życie i prosiła, żeby Bóg odmienił los jej rodziny. Wtedy też obiecała Bogu, że jeśli pocznie dziecko, odda je Jemu na służbę. I Bóg ulitował się nad Anną i Joachimem. Posłał im swego anioła z wieścią, że narodzi im się dziecko – pełna łaski Maryja. Gdy dziewczynka – przyszła matka Boga – miała trzy lata, rodzice, wypełniając swą obietnicę, ofiarowali Maryję do świątyni, gdzie przebywała do 12. roku życia. Modliła się tam razem ze swoimi rówieśnicami, studiowała Pismo Święte, uczyła pieśni i obrzędów religijnych, haftowała szaty dla kapłanów.

Czy Joachim i Anna wiedzieli, że wychowują Królową nieba i ziemi, Tę, którą o wstawiennictwo proszą dziś ludzie całego świata? Czy wiedzieli, że ich wnuk wybawi wszystkich ludzi od śmierci, że to Emmanuel – Bóg z nami? Ale też, że ich wnuk będzie odrzucony, zabity haniebnie na krzyżu, a serce ich córki miecz przeniknie? Tajemnica. My możemy patrzeć jedynie na ich życie jako rodziców, którzy kształtowali Maryję, którzy dali Jej podstawy wiary, uczyli modlić się… Ale też, że to zapewne z ich doświadczenia Maryja czerpała, kiedy miała już własny dom, kiedy była żoną Józefa i matką Jezusa.

Reklama

Na świętych rodziców Maryi możemy też patrzeć jako wzór posłuszeństwa Bogu i wytrwałej modlitwy. Ufności aż do granic możliwości. Patronów tych, którzy ufają wbrew nadziei. Są drogowskazem, jak stawać się świętym na drodze, którą przeznaczył nam Bóg. To do nich uciekają się małżonkowie, którzy nie mogą mieć dzieci, i ich proszą o wstawiennictwo u Boga. Pomocy Anny przez wieki wzywały kobiety podczas porodu. Joachim i Anna mogą też być wzorem dla wszystkich chrześcijańskich rodzin, może zwłaszcza dla tych, których dzieci poświęcają swoje życie Bogu.

We wspomnienie świętych Joachima i Anny pamiętajmy więc zarówno o naszych rodzicach, jak i dziadkach. Otoczmy ich naszą modlitwą i wdzięcznością. Módlmy się: „O św. Anno, czcigodna rodzicielko Matki Boga naszego, Zbawiciela Jezusa Chrystusa, ja nędzny grzesznik, obieram Cię dzisiaj za Patronkę i Matkę najmilszą i Twojej macierzyńskiej opiece polecam samego siebie z ciałem i duszą i z wszystkimi moimi potrzebami przez całe życie moje. Udziel mi łaski, abym i ja był naśladowcą cnót Twoich, dla których ty się Bogu podobałaś. Spraw to, abym przez zasługi, mękę i śmierć Wnuka Twojego najmilszego, już za życia otrzymał odpuszczenie grzechów moich i należycie mógł odpokutować za winy grzechowe, abym jak najrychlej po śmierci mógł Ciebie oglądać w wiecznej szczęśliwości oraz Jezusa i Maryję. Amen”.

Tagi:
święty święta

Jest w świecie gdzieś tyle nas

2019-01-30 11:36

Ks. Krzysztof Hawro
Edycja zamojsko-lubaczowska 5/2019, str. I

Archiwum
Św. Agata

Spotykamy je każdego dnia. Może nie zawsze o tym wiemy, ale jak same śpiewają: „Jest w świecie gdzieś tyle nas, wszystkie uparte do boju zwarte. Bo przecież los skrzywdził nas, my się nie damy dzisiaj nie, żyć się chce”. Amazonki. Kobiety dotknięte rakiem piersi. Nie wszystkim udało się pokonać chorobę. Te, które zwyciężyły, wiedziały, że „Nie ma rzeczy, nie ma rzeczy niemożliwych”. Każda z nich pragnęła i śpiewała i modliła się słowami hymnu „wszystkich ludzi uszczęśliwię, tylko daj mi Panie proszę skrawek nieba, i nic więcej i nic więcej mi nie trzeba”.

Takich odważnych kobiet nie brakuje i na Zamojszczyźnie. Piszę o tym w przededniu wspomnienia ich patronki, św. Agaty. Według tradycji św. Agata przyszła na świat w Katanii na Sycylii ok. 235 r., w arystokratycznej rodzinie rzymskiej. Po przyjęciu wiary chrześcijańskiej złożyła ślub czystości, postanawiając żyć w dziewictwie. Ponieważ odznaczała się niezwykłą urodą, zwróciła uwagę prefekta miasta, rzymskiego namiestnika Kwincjana. Gdy ten zaczął ubiegać się o jej rękę, propozycję odrzuciła, więc kazał ją uwięzić. Z jego rozkazu oddano Agatę do domu rozpusty, gdzie z pomocą Bożą ustrzegła swojej niewinności. Następnie poddano ją torturom, rozszarpując i obcinając piersi. Po okrutnych torturach rzucono Agatę na rozpalone węgle i tam poniosła męczeńską śmierć za wiarę. Stało się to 5 lutego 251 r. Jej doczesne szczątki spoczęły w rodzinnej Katanii.

W Zamościu Stowarzyszenie Kobiet po Leczeniu Raka Piersi „Amazonki” powstało 17 czerwca 1997 r. z inicjatywy 27 kobiet, w związku z rosnącą liczbą zachorowań na raka piersi, w celu stworzenia warunków ciągłej oraz fachowej rehabilitacji psychofizycznej kobietom z terenu Zamojszczyzny dotkniętym chorobą. Drugim ważnym celem była działalność w zakresie edukacji i promocji zdrowia i zapewnienie kobietom zmagającym się z chorobą nowotworową profesjonalnej pomocy psychologicznej, a także pomocy w rehabilitacji pooperacyjnej. Ważnymi aspektami działań Stowarzyszenia są promocja postaw prozdrowotnych oraz profilaktyka i edukacja.

Każdego roku w październiku kobiety udają się na ogólnopolską pielgrzymkę na Jasną Górę, by tam powierzać swoje problemy Matce Bożej. Od kilku lat w kościele św. Michała Archanioła w Zamościu, w dniu św. Agaty (5 lutego), w intencji kobiet dotkniętych chorobą nowotworową piersi odprawiana jest Msza św.

Diecezjalny duszpasterz Amazonek, ks. dr Sławomir Korona, zaprasza na uroczyste obchody wspomnienia św. Agaty w kościele św. Michała w Zamościu, 5 lutego o godz. 10.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O powołaniu na dwa głosy

2019-02-18 20:05

Agata Pieszko

Kiedy rodzą się pytania

arch. prywatne i Krzysztof Wowk
S. Maria Czepiel, elżbietanka i o. Marian Michasiów, franciszkanin

Duszpasterz franciszkańskiego DA „Porcjunkula”, o. Marian Michasiów OFM wychował się w Lwówku Śląskim, gdzie mieści się klasztor franciszkanów. W szkolnych latach podglądał posługę oraz życie braci zakonnych i pod koniec liceum zaczęły w nim pączkować pytania. Czy to dla mnie? Jakie zachowanie będzie słuszne? Czas podjąć decyzję. – Poszedłem na dni otwarte nowicjatu, wtedy nastąpił we mnie moment przełomowy. Odkryłem, że to jest Boże zaproszenie, a nie tylko mój pomysł na życie. Brzmi książkowo, jednak o. Marian studzi entuzjazm. – Powołanie to nie jest coś, co usłyszymy raz. To pewna umiejętność podążania za Bożym głosem. Za tym głosem ojciec podąża już od 16 lat.

Czas decyzji

Przy rozeznawaniu powołania wielu z nas paraliżuje strach. Nie ma nic złego w sprawdzaniu różnych dróg, jednak gdy je ciągle zmieniamy, bardzo prawdopodobne, że zabłądzimy, próbując odnaleźć ten właściwy cel. – Byli tacy bracia, którzy podjęli formację, ale rozeznali, że to nie jest ich droga. Wcale nie uznawali tego czasu za stracony. Przeciwnie, był to czas, w którym Pan Bóg coś w nich poukładał, coś dobrego zdziałał – przekonuje duszpasterz. Decyzja zawsze niesie ze sobą ryzyko niepowodzenia, jednak nie możemy stać w życiowym rozkroku, gotując sobie wieczne wewnętrzne rozdarcie. Jeżeli coś odbija się w twoim sercu echem – nie bój się – po prostu to sprawdź!

Wskazówki

- W powołaniu musi być ktoś, kto woła. Nie da się tego głosu usłyszeć bez relacji z Panem Bogiem. To jest podstawa. Trzeba wsłuchiwać się w ten głos z takim zawierzeniem, że Panu Bogu bardziej zależy na naszym szczęściu niż nam samym – podpowiada o. Marian – Kwitowanie sytuacji słowami wola Boża stało się wyrazem jakiegoś uciemiężenia, a przecież wolą Bożą jest nasze uświęcenie. Tak jak konstruktor urządzenia wie, do czego je przeznaczył, tak i Pan Bóg, jako nasz Autor, zna nas i wie, gdzie to dobro, które włożył, możemy zrealizować w całej pełni. Oprócz naszego przeczucia ważne jest także rozeznanie Kościoła. Tak zwana informacja zwrotna. – Nikt nie zostanie kapłanem, zakonnikiem, czy siostrą zakonną bez wcześniejszego rozeznania i potwierdzenia konkretnych struktur. W powołaniu małżeńskim też byłoby dziwne, gdyby tylko jedna strona rozeznawała, że musi mieć koniecznie tę żonę, czy tego męża. Weryfikacja musi nastąpić na każdej drodze, którą człowiek podejmuje – tłumaczy.

Zanim o. Marian trafił do Wrocławia, był wychowawcą w domu formacyjnym, a dziś ma stały kontakt z młodzieżą akademicką. Wszyscy ludzie stają w końcu przed wyborem swojej drogi życiowej, muszą się nauczyć, jak mówić z Panem Bogiem i jednocześnie dać Mu dojść do słowa. Duszpasterze akademiccy okazują się w tym procesie bardzo pomocni.

Strzał w dziesiątkę!

S. Maria Czepiel ze Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety we Wrocławiu ma dwie prawe ręce – obie wspomagają dwóch opiekunów DA Wawrzyny. Jedna leży na ramieniu ks. Stanisława „Orzecha” Orzechowskiego, natomiast druga wspiera o. Wojciecha Kobylińskiego CMF. Serce ma jedno, całe dla młodzieży. Siostra jest pomocna nie tylko przy rozeznawaniu powołania, leczeniu ran, czy prowadzeniu do Chrystusa przez Maryję. Z powodzeniem nauczy mężczyzn porządku, a kobiety cerowania, czy gotowania barszczu. Trudno wyobrazić sobie Duszpasterstwo bez s. Marii, bo trudno wyobrazić sobie dom bez mamy.

Strzała Amora

- Moje powołanie było bardzo szybkie. Strzała Amora. Nigdy nie myślałam o tym, żeby być siostrą zakonną. Pewnego razu pojechałam na rekolekcje do Sióstr Elżbietanek. Zaprosiła mnie na nie siostra zakonna, której opowiedział o mnie mój dobry znajomy. Wiedział, że przeżywam trudny czas. Na tych rekolekcjach było spotkanie ze Słowem Bożym. Na spotkaniu Bożenka (to moje imię z Chrztu) wylosowała takie Słowo: Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, nieustannie Cię wychwalają (Ps 84,5). To Słowo przebiło moje serce! Trudno wytłumaczyć dlaczego. Tak samo, jak trudno wytłumaczyć, dlaczego tej kobiecie podoba się właśnie ten mężczyzna. Ja po prostu chciałam być tylko Jezusowa. Na początku to miało być tylko dla mnie, bo chciałam być szczęśliwa, nie myślałam wówczas o tym, żeby Pan Jezus był ze mną szczęśliwy, jednak to Słowo tak do mnie trafiło, że w zasadzie w ciągu kilku dni podjęłam decyzję. Oczywiście, nie wstąpiłam do zakonu w kilka dni, ponieważ byłam studentką Politechniki Wrocławskiej – musiałam uporządkować wszystkie sprawy, pozdawać egzaminy, dokończyć semestr. Kilka miesięcy później pojechałam do Sióstr Elżbietanek na rozeznanie, żeby w ciszy pomyśleć dłużej o takim sposobie życia, bo to było dla mnie jakieś science fiction. Pojechałam w lipcu, w październiku byłam już postulantką w Zgromadzeniu Sióstr Św. Elżbiety. Wstąpiłam 4 października, kiedy wspominamy św. Franciszka z Asyżu. To bardzo droga mi postać. Można by zapytać: to dlaczego nie Siostry Franciszkanki? Dlatego, że św. Elżbieta Węgierska była serdeczną duchową przyjaciółką św. Franciszka. Franciszek do dzisiaj, z racji swojego umiłowania odrzuconych i ubogich oraz swojego osobistego ubóstwa, jest mi jednym z droższych świętych – opowiada s. Maria.

Pod ostrzałem

Kiedy trafia nas strzała Amora, Mars nie pozostaje dłużny. Też wyciąga swoje strzały, ale z pewnością nie są to strzały miłości, raczej strzały zniszczenia i nieprzychylnej ludzkiej opinii. Musimy pamiętać o tym, że w każdym prawdziwym powołaniu napotkamy trudności, bo po drugiej stronie barykady stoi ktoś, kto nie chce, aby Bóg czynił dobro naszymi rękami. Wmawia nam, że się do czegoś nie nadajemy, umniejsza naszą wartość, próbuje oszukać… Dlatego s. Maria uczula na rozeznawanie powołania w oparciu o Słowo, czyli o prawdę.

Celny strzał

Czy istnieje jeden, sprawdzony sposób na rozeznania powołania? Taki, który będzie na 100% trafny? – Muszę rozczarować tych, którzy mają na to nadzieję… Jednak mimo braku gotowej recepty, s. Maria zdradza, co jest istotą tego procesu. - Sercem rozeznawania każdego powołania jest jedno słowo: słuchać. Oczywiście, mowa o Słowie Bożym.

– Ludzie traktują Słowo Boże bardzo rzeczowo, jako kolejną opowiastkę, nic znaczącego, co mogłoby coś wnieść w ich życie. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie rzeczy może zdziałać żywe Słowo Boga w naszym życiu. Ja jestem tego przykładem. Tym, który powołuje, jest Bóg, a jeżeli my nie znamy Jego języka, to jak możemy rozeznać, co On do nas mówi? To tak, jakby próbować zrozumieć, co mówi mój szef w języku chińskim, kiedy ja kompletnie nie rozumiem chińskiego – dodaje Siostra Elżbietanka.

Pokorna służebnico Pana, łamiąca strzały nieprzyjaciela

Zapytałam s. Marię, jakie jest znaczenie kobiet w powołaniu do życia konsekrowanego. Siostra odpowiedziała mi Ewangelią: „Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, [udzielając] ze swego mienia”. (Łk, 8, 1-3). – Co jest mieniem kobiety? Kobieta uczy relacji. Zdrowa kobieta uczy więzi, troski o człowieka. Jest ze swej natury nastawiona na drugą osobę, na odpowiedzialność za nią. Mężczyzna jest bardziej zadaniowy. W Ewangelii zarówno te kobiety wymienione z imienia, jak i te bezimienne usługiwały Jezusowi i apostołom, czyli pierwszemu Kościołowi. Usługiwać znaczy kochać. Usługuje się tym, których kochamy. Ja, jako osoba konsekrowana, uczę się usługiwać wszystkim, czyli kochać wszystkich. Wszystkim tym, co posiadam, co zostało mi dane – odpowiada „wawrzynowa siostra duszpasterka”. Myślę, że dużą niewiadomą w rozeznawaniu powołania przez kobiety jest obawa przez niespełnionym pragnieniem macierzyństwa. Siostra poszerzyła nieco mój horyzont. – Nie trzeba fizycznie rodzić dzieci, żeby stać się matką. Dzięki spotkaniom z młodymi ludźmi z Duszpasterstwa (to już 7 lat!) doznałam bólu rodzenia i radości z narodzin.

Przemyślenia Siostry Marii nie mogą być chybione. Ich słuszność możemy poznać po owocach jej posługi zarówno w Duszpasterstwie Akademickim, Apostolacie Młodzieżowo-Powołaniowym prowincji wrocławskiej zgromadzenia, jak i w samym Zgromadzeniu Sióstr Św. Elżbiety. Pamiętajmy o nich, kiedy będziemy celować z Panem Bogiem w dziesiątkę naszego powołania!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Müller krytykuje doradców papieża

2019-02-18 20:49

pb (KAI/thetablet.co.uk) / Watykan

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller powiedział, że choć sam papież Franciszek jest „ortodoksyjnym katolikiem”, to otoczony jest pochlebcami. Zdaniem niemieckiego purpurata, w doradzającej papieżowi Radzie Kardynałów dominują pomysły menedżerskie.

Monika Książek/Niedziela

Na łamach niemieckiego magazynu „Der Spiegel” z 16 lutego hierarcha podkreślił, że „obowiązkiem papieża jest jednoczenie Kościoła w prawdzie”. Tymczasem Franciszek jest otoczony ludźmi, którzy niewiele rozumieją z teologii i ze społecznego nauczania Kościoła, a ponadto „chlubią się tym, że są postępowcami wbrew reszcie Kościoła”.

Kardynał sprzeciwił się pojmowaniu relacji papieża do Kościoła na wzór relacji generała jezuitów do prowincjałów jezuitów. - Rządzenie całym Kościołem według reguł jezuickich jest po prostu nie do przyjęcia - ocenił były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Pytany o wykorzystywanie seksualne małoletnich przez duchownych, kard. Müller zaznaczył, że są miliony takich przypadków poza Kościołem, dlatego nie ma żadnego dowodu na to, że mają cokolwiek wspólnego z klerykalizmem. Korzeniem problemu jest, według niego, „zdeprawowany charakter sprawcy” i nie ma to żadnego związku z jego posługą.

Powtórzył też swe przekonanie o związku między wykorzystywaniem seksualnym i homoseksualizmem. Powołał się na statystyki Kongregacji Nauki Wiary, z których wynika, że ponad 80 proc. ofiar to osoby płci męskiej poniżej 18. roku życia. - Niestety, te statystyki nie odegrają roli podczas zbliżającego się watykańskiego szczytu w sprawie wykorzystywania seksualnego. Punkt widzenia Kościoła jest całkiem jasny: kto nie umie siebie kontrolować, nie kwalifikuje się do kapłaństwa. Co więcej, moim zdaniem nikt nie rodzi się homoseksualistą. Rodzimy się mężczyzną lub kobietą - podkreślił duchowny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem