Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Dolinę umiłowałem ponad wszystko

Z ks. Krzysztofem Panasowcem, proboszczem parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Dolinie na Ukrainie, rozmawia Adam Łazar

Adam Łazar: - Jak to się stało, że rodak z Bełżca, kapłan diecezji zamojsko-lubaczowskiej, został proboszczem w Dolinie na zachodniej Ukrainie?

Ks. Krzysztof Panasowiec: - Moje powołanie zrodziło się w parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Bełżcu. Studiowałem w Seminarium Duchownym Archidiecezji w Lubaczowie z siedzibą w Lublinie. Seminarium to kultywowało historię i tradycję Archidiecezji Lwowskiej. Po święceniach kapłańskich w 1992 r. Metropolita lwowski abp Marian Jaworski poprosił nas o pomoc i zaproponował wyjazd na Ukrainę, gdyż tam w 1991 r. wskrzesił struktury kościelne Ojciec Święty Jan Paweł II. Brakowało kapłanów, więc wyjechałem.

- Został Ksiądz posłany do obwodu iwanofrankowskiego. Jak został Ksiądz tam przyjęty? Jakie były początki pracy duszpasterskiej?

- Zostałem posłany do Doliny, niegdyś miasta powiatowego w dawnym województwie stanisławowskim, liczącego ok. 22 tys. mieszkańców. Na moje powitanie wyszła procesja ludzi starszych z prowizorycznymi chorągwiami. Powitali mnie chlebem i solą, zaprosili do pracy. Nie było plebanii. Mieszkałem u życzliwych rodzin. Nie znałem ani jednego słowa po ukraińsku. Zacząłem ich uczyć języka polskiego. Oni mnie ukraińskiego. W 1943 r. nacjonaliści ukraińscy wymordowali tu polską ludność. Pozostali Polacy wyjechali na Ziemie Odzyskane, do województw: opolskiego, wrocławskiego, szczecińskiego. Pozostały tylko nieliczne rodziny mieszane. Pracę duszpasterską rozpoczynałem z babciami z tych rodzin. Na początku musiałem ich nauczyć liturgii Mszy św. Ludzie pamiętali dawną Mszę św. w języku łacińskim. Tej posoborowej i śpiewu kościelnego ja ich uczyłem. Czułem się jak św. Paweł w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

- Był kościół?

- Był, ale w czasach komunistycznych zamieniony na salę gimnastyczną. Kościół bez ołtarza, wieży kościelnej, krzyża na niej, z powalonym chórem. Widok przerażający: ściany zewnętrzne czarne, podrapane, tynk zniszczony, okna pozabijane dyktą i deskami. Ściany wewnątrz pomalowane niebieską farbą, podłoga drewniana z wyznaczonymi liniami boiska sportowego. Budynek zawilgocony. Przede mną stanęło nowe wyzwanie i doświadczenie. Musiałem się stać budowniczym. Pomyślałem sobie: muszę tu wytrzymać, robić co się da. Przynajmniej przez rok, jak nas proszono przed wyjazdem na Ukrainę.

- Wytrzymuje Ksiądz już 19. rok. Co się zmieniło?

- Bardzo wiele. Nie tylko odremontowałem kościół w Dolinie, ale i w Kałuszu, i Bolechowie, w parafiach, które były jakby moimi kościołami filialnymi. Parafia pw. św. Walentego w Kałuszu ma obecnie swojego księdza, do Bolechowa dojeżdżam. Postawiłem w tych kościołach zwalone wieże, a na nich krzyże. Zmieniła się postawa ludzi. Dziś przed tymi krzyżami ludzie się żegnają, zdejmują czapki.

- Do pracy tej musiał Ksiądz pozyskać sojuszników oraz wychować młode pokolenie parafian, skoro nie ma tam Polaków...

- Miałem świadomość, że wszystkiego nie zrobię sam. Od pierwszych Mszy św. rozglądałem się po kościele, czy są w nim nauczyciele. Liczyłem na to, że pomogą, bo oni w środowisku mają autorytet. Znalazłem pierwszego, drugiego, kolejnych. Nie zawiodłem się. Pomogli i pomagają. Babcie do kościoła zaczęły przyprowadzać wnuków, ci zaś z kolei swoich kolegów, czasem z rodzicami. Utworzyliśmy dla nich sobotnio-niedzielne szkoły. Zaczęliśmy uczyć w nich języka polskiego, prowadzić katechezę, lekcje śpiewu, etyki, wychowania fizycznego, zajęcia artystyczne - malowania, tańca, prowadzić zespoły wokalno-instrumentalne, itp. W szkołach tych nie ma klas, tylko grupy wiekowe. W Kałuszu jest ich pięć, w Dolinie dziesięć, w Bolechowie pięć. W sumie 20 grup, w grupie 10-20 osób. Języka polskiego uczy się ponad 300 młodych osób. Organizujemy oazy, rekolekcje, festiwale. W Dolinie mamy ośrodek rekolekcyjny. Dla całej archidiecezji organizujemy w nim w ciągu roku 7 turnusów takich rekolekcji (dla ok. 500 osób). Przy parafii działa klub sportowy. Mamy w nim szachistów, piłkarzy, koszykarzy. Istnieje zespół taneczny „Perła” liczący ponad 40 dzieci. Zajął on na prestiżowym festiwalu mniejszości narodowych województwa III miejsce. Tańczył krakowiaka, a teraz przygotowuje oberka i poloneza. Powstało Towarzystwo Kultury Polskiej im. Franciszka Karpińskiego, liczące ponad 100 członków. To imię przyjęliśmy dlatego, że ten polski poeta epoki oświecenia i główny przedstawiciel nurtu sentymentalnego w polskiej liryce urodził się blisko nas, koło Komomyi. Powstało także stowarzyszenie - Zjednoczenie Nauczycieli Języka Polskiego województwa stanisławowskiego, z siedzibą w naszym domu parafialnym w Dolinie, którego jestem kapelanem. Dwa lata temu przy tym stowarzyszeniu powstał chór nauczycielski „Emanuel”.

- Utrzymujecie kontakt z Polską?

- Oczywiście. Dolina ma w Polsce swoje partnerskie miasta. Są nimi: Nowa Sarzyna k. Leżajska, Grodzisk Wielkopolski k. Poznania, Niemodlin k. Opola, Stamiątki k. Krakowa, Strumień k. Pszczyny. Kałusz ma partnerskie stosunki m. in. z Gorlicami, Kędzierzynem-Koźle. Wyjazdy do Polski są zachętą, by uczyć się języka polskiego, pracować w zespołach artystycznych i sportowych. Wspólne kursy językowe i kolonie językowo-turystyczne pogłębiają te więzi i wiedzę. Muszę się pochwalić, że nasze zespoły już po raz piąty, cztery lata z rzędu, zdobywają pierwsze miejsce na Międzynarodowej Parafiadzie w Warszawie.

- Jaki musi być Kościół na Ukrainie?

- Żywy. Nowoczesny. Konkurencyjny. Jeśli przy parafii dzieje się coś ciekawego, to przychodzą ludzie, oglądają, angażują się. Kościół nie może utożsamiać się z narodowością. Musimy uświadamiać, że to Kościół rzymskokatolicki, a nie polski. Dlatego odprawiamy Msze św. w języku polskim i ukraińskim. Mentalność tych ludzi jest trochę inna niż w Polsce. Trzeba do tych ludzi wychodzić z interesującą ofertą, a nie czekać, że przyjdą sami. Jest pewna konkurencja, bo działa też kościół greckokatolicki i prawosławny. Ludzie, idąc z nabożeństwa ze swego kościoła, wstępują i do naszego. Dokonują konfrontacji, wybierają. Stąd trudno się czasami policzyć. Przychodzą do nas, odchodzą, po kilku latach znów wracają. W roku ubiegłym przystąpiło 20 dzieci do I Komunii św. Uczestniczymy we wspólnych nabożeństwach, modlitwach. Uczymy ludzi tolerancji, dobroci, miłości, solidarności, przebaczenia, by nie było wzajemnych uprzedzeń. Szukamy tego, co nas łączy, a nie dzieli. Uczymy wspólnego działania. Wychowujemy ludzi nowocześnie myślących, ludzi na miarę obecnego wieku.

- Zadomowił się Ksiądz w Dolinie…

- Tak. Metropolita, Arcybiskup chciał mnie przenieść w inne rejony. Powiedziałem: Dolinę umiłowałem ponad wszystko. Docenił to przywiązanie do tych ludzi. Nie przeniósł mnie. Pozostałem. Przede mną jeszcze wiele do zrobienia. Jestem optymistą, że wszystko się powiedzie. Wierzę w Opatrzność Bożą.

Edycja zamojsko-lubaczowska 6/2011

E-mail:
Adres: ul. Zamoyskiego 1, 22-400 Zamość
Tel.: (84) 639-96-06

Tagi
Najczęściej czytane
24h7 dni

Edytorial

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Duch Święty nad nami

Eucharystia nie tylko jest znakiem obecności Jezusa wśród nas, ale jest też osobistą modlitwą Jezusa za nas.
Abp Wacław Depo

24 V Niedziela. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
Msza wigilii
Rdz 11, 1-9 lub Wj 19, 3-8a. 16-20b lub Ez 37, 1-14 lub Jl 3,1-5; Ps 104 (103), 1ab i 24ac. 29bc-30. 31 i 34 (R.: por. 30); Rz 8, 22-27; J 7, 37-39;
Msza w dzień
Dz 2, 1-11; Ps 104 (103), 1ab i 24ac. 29bc-30. 31 i 34 (R.: por.

Reklama

Koncertu Ekumeniczny Bądź Jak Jezus 2015
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony