Reklama

Na Białorusi trwa „wiosna katolicka”

2013-08-21 11:46

apis / Zagnańsk / KAI

Sztajner Bożena

O tym, że na Białorusi trwa „wiosna katolicka” i następuje odradzanie się katolicyzmu – mówił w Zagnańsku sercanin ks. Stanisław Maleńki SCJ, proboszcz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lachowiczach. Zakonnik spotkał się z rodzinami z parafii św. Rozalii i św. Marcina, które na własny koszt zorganizowały dla dzieci z Białorusi wypoczynek wakacyjny. Na wypoczynku wakacyjnym w parafii św. Rozalii i św. Marcina w Zachełmiu przebywało dwadzieścioro dzieci z polskich rodzin z parafii Lachowicze na Białorusi. Swej gościny na własny koszt użyczyło 10 rodzin z kilku miejscowości gminy Zagnańsk: Chrustów, Zachełmia, Gruszki, Jaworzy i Zagnańska.

Inicjatorami zorganizowania wakacyjnego wypoczynku dzieci z Białorusi byli: ks. Stanisław Maleńki SCJ, małżeństwo Grażyna i Andrzej Grudzieccy z Jaworzy, ks. Tadeusz Skrzyniarz, proboszcz parafii i wójt Szczepan Skorupski.

- Bardzo pozytywnie oceniam przyjęcie naszych dzieci z Białorusi w tutejszej parafii. Bardzo mi zależało, by pokazać im, jak się w Polsce modlą ich rówieśnicy. U nas na Białorusi trwa „wiosna katolicka”. W krajach dawnego ZSRR następuje odradzenie się katolicyzmu. Jestem bardzo wdzięczny za to, że w krótkim czasie udało się zorganizować wypoczynek dla naszych dzieci. Bardzo dziękuję rodzinom, które je przyjęły oraz za to, że dzieci wróciły od was do swych rodzin bardzo szczęśliwe – powiedział KAI ks. Stanisław Maleńki SCJ.

Reklama

- Podczas wakacji w ubiegłych latach gościliśmy już m.in. w Sandomierzu i Piotrkowie Trybunalskim. Poprzez formy pomocowe dzieci mają szansę większego kontaktu z Bogiem. Nasze rodziny żyją przeciętnie ale są dzielne i ofiarne. Bardzo dziękują za waszą wielką miłość, która powoduje, że przyjęliście dzieci z tak daleka. To będzie wkrótce w Roku Wiary pozytywnie owocowało – podkreślił sercanin.

Organizatorzy turnusu zapewnili dzieciom wiele atrakcji, m.in. wycieczki do: Kielc, Oblęgorka, do Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku Kamiennej i do Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu.

Ciężar organizacyjny wzięły na siebie – parafia św. Rozalii i św. Marcina oraz Urząd Gminy w Zagnańsku wraz z podległymi mu Gminnym Ośrodkiem Kultury Sportu i Rekreacji i Szkołą Podstawową nr 1 w Zagnańsku. Ze strony białoruskiej organizacji podjęła się parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lachowiczach w diecezji pińskiej.

Pobyt dzieci sponsorowany był przez Wodociągi Kieleckie, Bank Spółdzielczy w Samsonowie, 38 indywidualnych osób, które zastrzegły sobie anonimowość oraz licznych parafian, którzy dali datki na tacę, w wyznaczoną niedzielę.

Księża sercanie postrzegani są na Białorusi, jako niosący pomoc duszpasterska dla Kościołów na Wschodzie. Starają się być misjonarzami w Kościołach represjonowanych na terenach ewangelizowanych.

Ks. Stanisław Maleńki SCJ jest od 2000 r. proboszczem w dwóch parafiach Lachowicze oraz Raczkany w diecezji pińskiej. Do Lachowicz, jak wspominał, przyjechał prywatnie do kolegi księdza, by pomóc mu w zorganizowaniu uroczystości Bożego Ciała i tak urzekli go wierni swoją religijnością, że został.

Na Białorusi są diecezje: pińska, grodzieńska, witebska i archidiecezja mińsko – mohylewska. Katolików jest ok. 1,5 mln. Parafia Lachowicze liczy ok. 2 tys. wiernych.

Tagi:
Białoruś

Rozbudzają sumienia z wieży „Czerwonego Kościoła”

2019-02-25 11:44

Ewa Osiecka | INTRO PR

Tak jak przed laty, nad stolicą Białorusi znów unosi się dźwięk dzwonów „Czerwonego Kościoła”. Obecnie na wieży świątyni św. Szymona i Heleny w Mińsku, miejsce zniszczonych w latach 30. XX wieku, zajęły nowe odlane w słynnej Pracowni Ludwisarskiej Jana Felczyńskiego w Przemyślu.

Ewa Osiecka | INTRO PR
Nowe dzwony z przemyskiej ludwisarni biją w „Czerwonym Kościele”, w centrum stolicy Białorusi

„Dzwonię, aby w ludzkich sercach, rodzinach, Kościele i na całym świecie mogły zapanować miłość i pokój” – brzmi sentencja na największym ważącym 1250 kg Świętym Michale Archaniele, a towarzyszą mu 700-kg Sługa Boży Edward Woyniłłowicz – dedykowany fundatorowi kościoła oraz spiżowy 500-kg Święty Szymon.

Podczas ceremonii poświęcenia w mińskiej świątyni, wzniosłą rolę dzwonów, które przede wszystkim powinny budzić sumienie człowieka, podkreślił metropolita mińsko-mohylewski abp Tadeusz Kondrusiewicz.

Do ufundowania dzwonów przyczyniło się wielu darczyńców, przy czym nie do przecenienia jest rola inicjatora ich zakupu, proboszcza ks. Władysława Zawalniuka, który oddał pod zastaw swoje mieszkanie w Mińsku. Jednak dzięki publicznej zbiórce nie pozostał bez dachu nad głową.

„Czerwony Kościół”, nazywany został tak ze względu na kolor cegły, która sprowadzona została aż spod Częstochowy. Świątynia znajduje się w centrum miasta, nieopodal budynków parlamentu, uniwersytetu i dworca. Zaprojektował ją polski architekt Tomasz Pajzderski. Zbudowana w stylu neoromańskim w latach 1905-1910, została uznawana za zabytek architektury monumentalnej XX w. Fundatorami byli zaś przewodniczący Mińskiego Towarzystwa Rolniczego Edward Woyniłłowicz i jego żona Olimpia. W ten sposób upamiętnili swoje dzieci Szymona i Helenę, które zmarły na grypę hiszpankę.

Do momentu przejęcia przez państwo „Czerwonego Kościoła”, biły tam trzy zawieszone w 1909 r. dzwony: „Michał” – ku czci patrona archidiecezji mohylewskiej oraz „Edward” i „Szymon”, które zostały rozbite, podobnie 11 krzyży wieńczących wieże. W czasach komunistycznych w zeświecczonej budowli znajdował się teatr, a potem kino. W efekcie heroicznych starań katolicy odzyskali swój kościół w 1990 r. Dziś oprócz sakralnej funkcji, pełni on rolę ośrodka kulturalno-oświatowego. W podziemiach znajduje się bowiem sala teatralna, biblioteka im. Adama Mickiewicza, prowadzona jest szkoła niedzielna, katechizacja i lekcje języka polskiego, a także działają dwa teatry i dziewięć chórów. Tam też codziennie odprawiana jest jedna, a w każdą niedzielę trzy msze po polsku.

Dzwony odlane w przemyskiej pracowni ludwisarskiej współpracującej z firmą Rduch Bells & Clocks w Czernicy, która wykonała elementy mechaniczne, automatykę oraz montaż, wpisują się w historyczną przeszłość świątyni, której twórcą był polski architekt, cegły do jej budowy sprowadzono z Częstochowy, a miejsce to nadal jest ostoją polskości w sercu białoruskiej stolicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aktorka zaprasza na Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 19:26

Artur Stelmasiak

Znana aktorka Dominika Chorosińska-Figurska zaprasza na ogólnopolski marsz w obronie dzieci przed aborcją oraz demoralizacją dzieci w szkołach, jak w przypadku warszawskiej Karty LGBT.

Artur Stelmasiak/Niedziela

- To jest doskonała okazja do tego, by zamanifestować nasze przywiązanie do wartości, ale także pokazać radość z tego, że życie rodzi się w naturalnej rodzinie - mówi "Niedzieli" Dominika Chorosińska-Figurska. - Nie możemy siedzieć tylko cicho w domach, ale czasem trzeba wyjść na ulice. Być uśmiechniętym i pokojowo nastawionym, ale jednocześnie stanowczo przypominać o najważniejszych wartościach jakimi są życie ludzkie i rodzina.

Narodowy Marsz Życia rozpocznie się w Narodowy Dzień Życia 24 marca na Placu Zamkowym w Warszawie o godz. 13.30. Wcześniej jego uczestnicy zaproszeni są również na Mszę św. do kościoła św. Anny o godz. 12.00 lub innych pobliskich kościołów. Trasa przemarszu wiedzie Traktem Królewskim na plac Trzech Krzyży.

Wśród postulatów marszu jest ochrona rodziny przed ideologią gender, ochrona dzieci przed szkodliwą edukacją LGBT w szkołach, a także uchwalenie przez Sejm prawa zniesienia aborcji eugenicznej. - Niestety ciągle na to czekamy. Moim zdaniem Polska opowiadając się za życiem dzieci mogłaby być wzorem dla Europy i Świata - podkreśla aktorka, która osobiście wybiera się na Narodowy Marsz Życia.

Jej zdaniem obecność na marszu jest naszym świadectwem przywiązania do wartości oraz wyrazem sprzeciwu wobec aborcji i ataków na rodzinę. - Doceniam to, że w ostatnich latach bardzo poprawiła się sytuacja rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Są w lepszej sytuacji ekonomicznej i w ten sposób wielu Polakom została przywrócona godność - mówi Dominika Chorosińska-Figurska, która od 2018 r. jest także radną sejmiku mazowieckiego.

Niestety wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że ciągle pojawiają się nowe zagrożenia. Największe oburzenie i kontrowersje związane są z podpisaną przez prezydenta Warszawy tzw. Deklaracją LGBT+. - Tylnymi drzwiami wkrada się zła ideologia, która zagraża rodzinie i chce ją zniszczyć. Dlatego nie powinniśmy być cicho, ale głośno mówić, że nie zgadzamy się. Ja jako matka piątki dzieci nie zgadzam się na seksedukatorów w szkole - podkreśla aktorka. - My jako dorośli poradzimy sobie z tą ideologią i zagrożeniami, ale przecież jesteśmy odpowiedzialni także za bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój naszych dzieci. Idę więc na Narodowy Marsz Życia w obronie mojej rodziny, moich dzieci oraz tych dzieci, które same bronić się jeszcze nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem