Reklama

KOŁYMA - Kościół na końcu świata

Ks. Rafał Brzuchański
Edycja bielsko-żywiecka 14/2011

W Sejmczanie mieszka Eugeniusz, syn zesłańca, Polaka. Trzy lata temu trafiliśmy na niego, kiedy jadąc kołymską trasą przez dwa tygodnie szukaliśmy katolików. To jest jakieś 500 km na północ od Magadanu. Zakonnice powiedziały nam, że niedaleko są opuszczone łagry. „Można tam wejść?” - zapytałem. „Można, ale trzeba mieć przewodnika. Eugeniusz nam pomoże. Ucieszyłby się, gdyby jakiś ksiądz odprawił Mszę św. na grobie jego ojca, którego zesłano w 1946 r. za przynależność do Armii Krajowej. Był katolikiem. Ale kiedy zmarł nie miał pogrzebu chrześcijańskiego, bo w tym czasie nie było na Kołymie księży” - oznajmiły siostry.
Czasu na podjęcie decyzji nie było wiele. Tym bardziej, że zbliża się powoli zima. 27 września byliśmy już w trasie. Po 140 km jazdy skończył się asfalt. Kierowca busa jakby tego nie zauważył. Zresztą japońskie samochody słyną tu z trwałości i elastyczności zarazem. Za oknami kołymska jesień. Listwienica zmieniła kolor na złotawo-brązowy. Błękitne niebo i polakierowane śniegiem wierzchołki gór chwalą Stwórcę za dobroć Jego. Im dalej na północ tym zimniej. Na przełęczach spotyka nas zima. Śnieg i mróz. W busie „strzeliło koło”. Kierowca zabrał się do pracy. Dla nas to okazja do nabrania powietrza i poskładania kości. Nieopodal trasy trwa wydobycie złota z przepływającej tu niewielkiej rzeki. Koparki przerzucają żwir, który jest przesiewany i płukany. Dowiaduję się, że kiedy latem bywają ulewy, rzeka niekiedy wylewa, szukając starego koryta. Wtedy podróżujący kołymską trasą czekają, aż woda z drogi opadnie. Czekanie może trwać parę godzin lub dni.
Na drugi dzień Sejmczan wita nas piękną pogodą. Eugeniusz prowadzi gospodarstwo rolne. Hoduje warzywa i ziemniaki. Właśnie zakończył się okres zbierania tegorocznych płodów. Część zbiorów poleci na Czukotkę, część pojedzie do wiosek i do miasta.

Łagry

Eugeniusz zabiera samochód. Jedziemy na cmentarz, który o tej porze roku mieni się złotymi odcieniami jesieni. Spoczywają tu ojciec i matka Eugeniusza. Na tzw. starej części cmentarza krzyże na nagrobkach są rzadkością. Królują gwiazdy, obeliski i tablice. Na nowej części krzyży jest więcej. Obecnie każdy zmarły otrzymuje krzyż niejako „z urzędu”, niezależnie czy był ochrzczony, czy wierzący lub nie. Podchodzimy do grobu Józefa. Zmarł w 1981 r. Pochodził z Grodzieńszczyzny. W 1939 r. walczył z Niemcami w kampanii wrześniowej. Był kawalerzystą. Potem wstąpił do AK. Po wojnie dostał wyrok: praca w łagrze. Trzy lata pracował w obozie, który znajdował się o jeden dzień drogi od Sejmczanu. Po zwolnieniu został na Kołymie. Ożenił się. Rozpoczął życie w nowej rzeczywistości. Raz udało mu się wyjechać do Polski w latach 60., do krewnych. Wrócił jednak. Dla Gienka i rodziny.
Rozpoczyna się Msza św. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nikt nie modlił się na tym cmentarzu w obrządku katolickim. Oddajemy Miłosiernemu Bogu całą rzeczywistość tego miejsca - Józefa, jego żonę i ich małego synka, który zginął w czasie prac gospodarskich. Myślimy o wszystkich spoczywających w tym miejscu. Aniołowie wyprosili ładną pogodę. Błękitne niebo i złota modrzewiowa wyściółka stały się ołtarzem dla Pana. Po Mszy św. na twarzy Eugeniusza widać zadowolenie. Od razu zadzwonił z komórki do żony, która jest prawosławna, oznajmiając, że na cmentarzu odbyła się „poważna sprawa”.
Potem oprowadzanie po okolicy. Nad rzeką Kołymą robimy dłuższy spacer. Nurty Kołymy wykorzystywane są niekiedy do spławu płodów rolnych. To część świata, gdzie króluje przyroda i jej naturalne piękno. Człowiek w tym miejscu uznaje swoją małość. „Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się ich Stwórcę”. Obserwując przyrodę - dostrzegasz Jego.
29 września - w liturgii wspomnienie Świętych Archaniołów. Rankiem aniołowie wymalowali błękitne niebo. Eugeniusz po załatwieniu gospodarskich spraw zabiera Andrzeja. Jest z nami s. Małgorzata. Wsiadamy do terenówki. Jedziemy na północ w kierunku nieczynnych obozów. Może uda się zobaczyć dwa. Do łagru w którym pracował Józef nie można dojechać samochodem. Na pewnym odcinku droga zarosła i uległa zniszczeniu. Eugeniusz dotarł tam tylko raz w życiu, aby zobaczyć gdzie pracował jego ojciec. Chcąc dostać się do tego miejsca, należy w miarę możliwości najdalej podjechać samochodem, a potem jakieś pół dnia na nogach. Ale my w to miejsce nie dotrzemy. Za duża przestrzeń, a za mało czasu. Chcemy pomodlić się dziś tam, gdzie to możliwe.
Szutrowa droga prowadzi przez tajgę. Po pół godzinie jazdy skręcamy w lewo z głównego traktu. Niestety kończy się droga rozmyta przez duży strumień. Ale nasz samochód radzi sobie nieźle. Po znalezieniu płytkiego miejsca przejeżdżamy na drugą stronę. Za jakiś czas docieramy do rzeki. Kamienisty, płaski brzeg umożliwia dotarcie do wody. Po drugiej stronie rzeki wyłoniła się drewniana zabudowa gospodarczej części łagru - tzw. fabryka. Usytuowana między dwoma wzgórzami, w dolinie. Wychodzimy z samochodu. Wchłaniamy czas i przestrzeń, historię i teraźniejszość. Modlimy się. Oddajemy Bożemu Miłosierdziu ludzi, których kości przykryła kołymska ziemia i upływający czas…
Andrzej rozpala ognisko. Czas na gorącą herbatę. Trochę refleksji nad życiem i śmiercią. Gienek wyciąga z samochodu karabin. Lepiej mieć go w pogotowiu, bo teren obfituje w niedźwiedzie. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Wyjeżdżamy na drogę prowadzącą do kolejnego łagru. Na niewielkim śniegu przykrywającym drogę widać świeżo odciśnięte ślady niedźwiedzia. Ślady prowadzą dokładnie w tym samym kierunku w którym my jedziemy samochodem. Niestety, droga robi się coraz bardziej wąska. Na dodatek krzewy rosnące po bokach uniemożliwiają przejazd. Chłopaki wyciągają z samochodu piłę spalinową. Robią niewielką ścinkę. Krok za krokiem przecieramy szlak. S. Małgorzata w samochodzie modli się, żeby się udało. W tym szczególnym miejscu i dniu aniołowie są z nami. Udaje się przedostać na teren fabryki. W dolince po prawej stronie widoczne są fundamenty baraków, które spłonęły tego lata na skutek pożaru, który strawił też znaczną część lasu. Zostawiamy samochód. Dalej można iść tylko pieszo, ponieważ obsunęła się droga. Idziemy po śladach niedźwiedzia, które prowadzą dokładnie tam, gdzie jest cel naszej wyprawy - do miejsca, gdzie chcemy złożyć Bogu ofiarę Mszy św. Naszym oczom ukazuje się ogromne zwalisko kamieni usypane ręcznie przez ludzi. To odpad po urobku. Współcześnie takie góry robi się maszynami. Dawniej techniki podobnej do dzisiejszej nie było. Wtedy były taczki i ręce więźniów.

Reklama

Jesteśmy w środku „fabryki”

Pod gołym niebem. Szukamy miejsca na modlitwę. Gienek wyciągnął fragment deski zabezpieczającej wejście do szybu. To na niej, ułożonej na kamieniach rozścielamy niewielki obrus i korporał, krzyż i dwie świece. Miejsce dla Pana, który przyjdzie w to miejsce ze swym bóstwem i człowieczeństwem. Najważniejsze wydarzenie dnia i najważniejsze wydarzenie w tym miejscu świata. Bezwietrznie. Nad nami ośnieżone szczyty, błękitne niebo i słońce oświetlające zbocza. Pośród nas płyną słowa z pierwszego czytania przeznaczonego na dzień Świętych Archaniołów: „I nastała walka na niebie; Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca»” (Ap12, 7-8, 10).
W chwilę później biała Hostia unosi się nad miejscem, gdzie męczennicy kołymscy oczekują na dzień swego zmartwychwstania. I nastała cisza. Cisza kołymskich wzgórz, niemych świadków dni w których człowiek stracił swoje człowieczeństwo. Cisza, która przemawia głośno i wyraźnie. W tej ciszy modlimy się o pokój, zgodę i pojednanie. O zwycięstwo Prawdy, o życie wieczne…
Po Mszy św. błogosławieństwo miejsca. Wzywamy imienia Pana, które jest wielkie. Obóz koncentracyjny stanowi w jakiś sposób kwintesencję działania złego ducha, dlatego przywołujemy imię Jezus, na którego głos zegnie się wszelkie kolano i każda istota. W tym tragicznym miejscu Jezus niech będzie Panem.
Więźniowie budowali tunele w zboczach gór i wydobywali z nich surowce. Po modlitwach usiłujemy wejść do jednego z tuneli. Sam otwór na wysokości ok. 2 m obity jest deskami. Zapewne w celach bezpieczeństwa. Niestety, za wiszącymi długimi soplami napotykamy na ścianę z lodu. Wygląda na wieczną zmarzlinę. Latem i zimą więźniowie pracowali cały czas. Od rana do wieczora. Zimą pracę przerywano z chwilą, gdy temperatura spadała poniżej - 54 st. C. Mamy jeszcze trochę czasu, więc szukamy kolejnego wejścia. Ścieżkę na śniegu przetarł nam niedźwiedź. Łatwiej iść po jego śladach. Odnajdujemy kolejny tunel. Gienek idzie przed nami pierwszy i usiłuje wejść do środka. Jednak raptownie odwraca się i odchodzi z powrotem. „W środku jest niedźwiedź. Ślady na śniegu prowadzą tylko w jedną stronę - do wyrobiska. Trzeba cicho odejść, bo jak się zbudzi to nas zje” - powiedział z przejęciem. Więc cichutko odchodzimy, schodząc ze zbocza. Wracając do samochodu stawiamy w miejscu odprawionej Mszy św. krzyż. Za materiał posłużyły obozowe deski i gwoździe. Po modlitwie wracamy do domu. W czasie jazdy zapada zmrok, rozświetlony kołymskim blaskiem księżyca. Blask, który oświetla drogę, kamienie i drzewa. Kończymy dzień dziękczynną modlitwą do Archaniołów. Oni w dniu dzisiejszym zwyciężyli.
Po dwóch miesiącach służby na Kołymie, Pan dał mi jeszcze jedną łaskę - pomoc duszpasterską w parafii św. Teresy na Kamczatce.

Powrót

Pietropawłowsk Kamczacki (ok. 200 tys. mieszkańców) jest drugim co do wielkości miastem na świecie do którego nie można dotrzeć drogą lądową. Pozostaje powietrze lub woda. Miasto ma w miarę rozwiniętą komunikację lotniczą z Federacją Rosyjską i Azją. Z roku na rok przybywa do niego coraz więcej turystów. Z Magadanu raz w tygodniu leci samolot do Pietropawłowska. Leci, jeśli warunki atmosferyczne na to pozwalają. Wysłużony An-24 startuje z Jakucka, realizuje międzylądowanie w Magadanie, a potem dalej na Kamczatkę. Wszystko w ciągu jednego dnia. Mój samolot spóźnił się tylko jeden dzień z uwagi na purgę (silny wiatr ze śniegiem).
Następnego dnia rano pogoda się poprawiła. Zima zadomowiła się na dobre, chociaż w kalendarzu dopiero 20 października. Minus 7 st. C. w powietrzu i tyleż samo w samolocie do którego nas wreszcie zaproszono. Jeszcze tylko pół godziny oczekiwania na zakończenie przeglądu technicznego i poczciwy „Antek”, dwusilnikowy turbośmigłowy statek powietrzny włączył silniki. Weteran i rekordzista wszelkich zjawisk związanych z lotnictwem w czasach ZSSR i współcześnie. Jak mówią miejscowi - nie do zdarcia. Kiedy śmigła rozpoczęły swoją pracę, szybko zapomniałem o ujemnej temperaturze panującej w jego wnętrzu. Po 10 minutach człowiekowi jest wszystko jedno. Będąc w powietrzu, ogrzewanie samolotu działa bez zarzutu. Jest nawet zbyt ciepło. Po wylądowaniu, otrząsając się z oszołomienia (decybele), pasażerowie schodzą na płytę lotniska. Bagaż odbiera się prosto z samolotu, jak z autobusu. Za bramą lotniska czekał ks. Krzysztof, proboszcz parafii na końcu świata.
Parafia św. Teresy z Lisieux na Kamczatce, podobnie jak wspólnota w Magadanie, jest młoda. Pierwszym kapłanem po wojnie, który dotarł na Kamczatkę jako administrator, był ks. Jarosław Wiśniewski (1999 - 2001), a pierwszym proboszczem był ks. Martin Sebin, kapłan ze Słowacji (2001 - 2003). Obecnie w parafii służą ks. Krzysztof Kowal i ks. Jan Radoń, kapłani z Polski. Niewielki budynek parafii mieści w sobie kaplicę, małą kancelarię, zaplecze gospodarskie, kuchnie i skromne mieszkanie dla księży. Wspólnota pragnie cieszyć się nową świątynią, wyraźnym znakiem obecności rzymskokatolickiej wiary na Kamczatce. Kościółek ma powstać obok budynku parafialnego. Jednak rzymscy katolicy postrzegani są przez niektóre środowiska jak sekciarze oraz konkurencja dla wyznawców prawosławia. Opinia taka nie jest zgodna z prawdą, ponieważ Kościół rzymskokatolicki na Dalekim Wschodzie w pierwszej kolejności pragnie dotrzeć z Ewangelią do miejscowych katolików, do ludzi obojętnych, nieochrzczonych i zagubionych duchowo (a takowych jest wielu). „Nie szukamy prawosławnych, chyba że sami przychodzą” - podkreślają kapłani. Stąd troska i otwartość. Potrzeba jeszcze dużo wysiłku duchowego i materialnego, aby zbudować godne miejsce dla Pana i św. Tereski od Dzieciątka Jezus, patronki misji. Kapłani docierają również z posługą do Esso, miejscowości oddalonej ok. 500 km od Pietropawłowska. Esso położone jest między wulkanami królującymi w krajobrazie Kamczatki. Znajduje się tam niewielka kaplica poświęcona św. Ojcu Pio.
W duszpasterstwie na Wschodzie ważną rolę odgrywa cierpliwość. „Cierpliwość to cnota, którą nabywa się bardzo cierpliwie” - mawiają misjonarze. Ona bardzo pomaga. Ale najbardziej pomaga świadomość bliskiej obecności Pana i świętych. Bez nich ani rusz. Kamczatka to kraina wulkanów, tajgi i niedźwiedzi. Mogę dopisać i zaświadczyć, że ponad tymi wyznacznikami króluje łaska Boża i obecność drobnych cudów, które Opatrzność zsyła z każdym nowym dniem.
Każdy dzień na Wschodzie jest darem Pana. To On wyznacza front pracy i modlitwy. W świecie, w którym „nie ma się do czego odwołać” liczy się Bóg i drugi człowiek. Nie ma miejsca na ludzkie kalkulacje i postawę „ułożenia się”. Nie znajdziesz tu tronu z którego mógłbyś decydować o losie drugiego. Należy po prostu „być”. Łaska Boża dopełni reszty. Ona przychodzi w prostych znakach, na modlitwie i w posłudze drugiego człowieka.
Codziennie rano gromadzimy się na adoracji Pana. Potem Jutrznia. Centralnym wydarzeniem dnia jest Msza św. Sprawy bieżące i administracyjne zajmują wiele czasu, z uwagi na kwestie prawne i szerokość geograficzną. Bycie „dla” to katecheza indywidualna i zbiorowa, odwiedziny starszych i chorych, pomoc uzależnionym od alkoholu i narkotyków. Jedną z konkretnych form pomocy bliźniemu jest np. pomoc w budowie drewnianego domku dla Koriaka i jego niepełnosprawnego syna. Od października ub.r. w Pietropawłowsku służą dwie siostry felicjanki, wnosząc do wspólnoty ducha radości, posługując chorym i dzieciom.
Niepokalane Serce Maryi chce być rozpoznawalne w Rosji. Maryja o nas, swoje dzieci walczy w każdym zakątku świata. Wskazuje na zagrożenia i prowadzi na drodze do nieba. Z chwilą poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej przez Jana Pawła II, wiele zaczęło się zmieniać. Rosja to specyficzny kraj, największy terytorialnie na świecie, który bardzo potrzebuje Ewangelii i Jezusa. Potrzebuje wyleczenia z ran zadanych przez zawirowania historii i wielu niedobrych ludzi. To proces długi, bo obszar wielki. Wydaje się, że proces ten obliczony jest na wiele lat. Czy jednak zdążymy przed przyjściem Pana? On zna wszystkie tajemnice. Chrześcijanin to człowiek nadziei. A nadzieja zawieźć nie może.
Figurka Matki Bożej Fatimskiej patrzy na modlących się w kaplicy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Maryja pokazuje swoje Niepokalane Serce. Cierpliwie i z miłością. Codziennie modlimy się o nawrócenie grzeszników i za misje. Niech Jej wstawiennictwo wyprasza pokój i zbawienie wszystkim, którzy tu przychodzą.

Marsz w obronie dzieci przed aborcją i LGBT

2019-03-20 16:27

Artur Stelmasiak

W Narodowy Dzień Życia 24 marca, każdy z nas będzie mógł wyrazić swoje poparcie dla ochrony życia poczętego oraz sprzeciwić się wobec agresywnej kampanii LGBT w edukacji

Artur Stelmasiak/Niedziela

W ostatnich tygodniach Polacy mają aż nadto powodów, aby wyrazić swoje poparcie dla wartości chrześcijańskich w życiu społecznych. To także okazja, by pokazać sprzeciw wobec akcji "edukacyjnej", która jest zagrożeniem dla rodzin, a zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym. - Narodowy Marsz Życia jest ogólnopolską inicjatywą, której celem jest przypomnienie o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także będzie wsparciem dla ochrony naturalnej rodziny i prawa rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci - mówi rzecznikiem prasowym marszu Lidia Sankowska-Grabczuk. - Ochrona rodziny i dzieci nabiera szczególnego znaczenia w Warszawie choćby ze względu na politykę władz miasta nakierowaną na promocję w szkołach ideologii i postulatów ruchu LGBT.

Uczestnicy ogólnopolskiego marszu będą upomnieć się o konkretne działania władz państwowych, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane. Będzie to więc kolejny apel o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenia przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. - Jestem mamą rocznej córeczki i jestem przerażona tym co obecnie w Polsce się dzieję. Idę protestować, bo boję się o to w jakim środowisku będzie dorastać i czego będzie uczyć się moje dziecko - mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. - Czuję odpowiedzialność za przyszłość mojego dziecka. Jako matka zrobię wszystko, by chronić swoje dziecko przed agresją zideologizowanych środowisk.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Fundacja św. Benedykta. Rozpocznie się on 24 marca o godz. 13.30 na placu Zamkowym i przejdzie na pl. Trzech Krzyży. Wcześniej o godz. 12.00 uczestnicy zaproszeni są na Msze św. w kościele akademickim św. Anny. - Stajemy w obronie tych dzieci, które dziś są zagrożone legalną aborcją. Przecież w Polsce masowo zabija się dzieci m. in. z Zespołem Downa. Nasz Narodowy Marsz Życia upomina się o prawo do życia dla każdego dziecka, ale także idziemy w obronie rodziny, która jest atakowana wrogimi ideologiami ze wszystkich stron - mówi Korzekwa-Kaliszuk i zaprasza na niedzielny marsz: - Idźmy razem, by bronić tych, którzy sami obronić się nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niepełnosprawni mistrzowie kuchni

2019-03-22 17:23

Paweł Trawka

Wspaniałe zapachy unosiły się w pracowni – kuchni Warsztatu Terapii Zajęciowej w Dobroszycach. Podopieczni Caritas rywalizowali w umiejętnościach kulinarnych i zmierzyli się ze swoimi niepełnosprawnościami. Wszystko odbyło się w profesjonalnej pracowni gospodarstwa domowego, z której na co dzień korzystają podopieczni Warsztatu.

Archiwum wrocławskiej Caritas
Ocena potraw dla jury była bardzo trudna, ponieważ wszystkie smakowały i wyglądały wyśmienicie.

Pod pilnym okiem terapeutów i jury ośmiu kucharzy przygotowywało potrawy, nie tylko dbając o ich smak, ale również o bezpieczeństwo, estetykę podania i czystość miejsca pracy. Nie zabrakło momentów, w których potrzebna była pomoc kolegów, ale i opiekunów. - To ważne, aby nie bać się poprosić o pomoc, gdy sami nie potrafimy sobie z czymś poradzić - wyjaśnia Krzysztof Gawroński, kierownik Warsztatu. Ocena potraw dla jury była bardzo trudna, ponieważ wszystkie smakowały i wyglądały wyśmienicie. - O werdykcie decydowały niuanse - tłumaczy Justyna Kądziela-Doktor, członek jury, a na co dzień kierownik internatu w Dobroszycach. Na oczach komisji piekły się i gotowały przeróżne potrawy. Stopień trudność ich przygotowania dostosowany był do możliwości poszczególnych uczestników. Była sałatka na przystawkę i wiosenna zupa kalafiorowa, nie zabrakło głównych dań, ale specjalnością uczestników konkursu okazały się desery: sałatka owocowa, ciasto z leśnymi przysmakami i wielkanocna babka. - Taki konkurs to szansa nie tylko na sprawdzenie zdobytych umiejętności, ale na jeszcze większe zmotywowanie do dalszej pracy i tak naprawdę zdobywania kwalifikacji zawodowych - opowiada kierownik dobroszyckiego WTZ-u. - Nasi już byli podopieczni z powodzeniem podejmują pracę, np. w pizzerii, a osoby niepełnosprawne mogą obsługiwać klientów np. w kawiarniach - dodaje.

Pracownia gospodarstwa domowego to najnowsza część Warsztatu, która została odnowiona i częściowo wyposażona dzięki pracownikom firmy GKN Oleśnica i projektowi „GeKoN”. W zajęciach Warsztatu Terapii Zajęciowej Caritas Archidiecezji Wrocławskiej w Dobroszycach i Sycowie uczestniczy 67 osób z niepełnosprawnościami. WTZ wyposażony jest w 14 pracowni, w których podopieczni nabywają umiejętności i kompetencje potrzebne do samodzielnego życia i zdobycia stanowiska pracy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem