Reklama

Sanktuarium św. Weroniki Giuliani

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 28/2011

Kim jest św. Weronika

Nasza święta przyszła na świat w Mercatello na terenie Włoch w 1660 r. Na chrzcie otrzymała imię Urszula. Kiedy miała 10 lat, postanowiła oddać się na służbę Chrystusowi, ofiarując się za grzechy wszystkich ludzi. Zdecydowała się wstąpić do kapucynek. Podczas obłóczyn otrzymuje imię zakonne Weronika. W klasztorze pełniła różne funkcje: furtianki, kucharki, szatniarki, piekarki, zakrystianki, mistrzyni nowicjuszek. Pełniła także urząd ksieni. W 1694 r. przeżyła mistyczne zaręczyny i zaślubiny z Boskim Oblubieńcem. W 3 lata później, w Wielki Piątek 1697 r., otrzymała stygmaty. Na prośbę św. Weroniki zewnętrzne znaki stygmatów zniknęły, ale pozostał ból w miejscach ran Chrystusa. Zmarła 9 lipca 1727 r. w Citta di Castello. Zanim nadeszła śmierć, przeżyła bardzo ciężką agonię trwająca 33 dni potrójnego czyśćca: bólu fizycznego, cierpień moralnych i pokus szatańskich.
Jej testamentem pozostawionym Kościołowi są słowa: "Powiedzcie wszystkim, że znalazłam Miłość, w tym tkwi sekret moich radości i cierpień: znalazłam Miłość!". Papież Pius VII w 1804 r. ogłosił ją błogosławioną, natomiast świętą ogłosił ją papież Grzegorz XVI w 1839 r.
Wiele o jej życiu i nauce dowiadujemy się z dziennika (22 tys. stron), który pisała z polecenia swoich spowiedników. Obok faktów z jej życia i opisów przeżyć duchowych zawiera on także jej poezję. W biografii nazwano Weronikę "najpiękniejszą duszą, jaką Bóg zesłał na ziemię".

Początki sanktuarium

Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gorzowie Wlkp., która jest gospodarzem sanktuarium, powstała 9 września 1984 r. Początkowo wierni gromadzili się w małej kaplicy. Została ona rozbudowana i powstał z niej obszerny kościół konsekrowany w październiku 2000 r.
W tym kościele znajduje się kaplica, w której czczona jest św. Weronika Giuliani. Początki kultu św. Weroniki w naszej diecezji sięgają połowy lat 90. W 1996 i 1997 r. ówczesny proboszcz parafii ks. inf. Roman Harmaciński pielgrzymował do sanktuarium św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello. To tam poznał życie i duchowość św. Weroniki, które można streścić słowami samej świętej: "Stoję tu jako brama, aby nikt nie został potępiony". Tam otrzymał relikwie - cząstkę serca i kości.
Relikwia serca jest znakiem szczególnym jej życia i dzieła. Po śmierci św. Weroniki okazało się, że są na nim odciśnięte narzędzia Męki Pańskiej.
9 marca 1997 r. nastąpiła uroczysta instalacja relikwii świętej i rozpoczęcie jej kultu w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gorzowie Wlkp. Kolejnym ważnym wydarzeniem w tworzącym się sanktuarium było erygowanie 3 maja 1997 r. Bractwa Męki Pańskiej w roli kustosza przy sanktuarium św. Weroniki. Do dziś charakterystyczne togi są znakiem rozpoznawczym bractwa. Oficjalnie sanktuarium zostało powołane we wrześniu 2007 r. przez bp. Adama Dyczkowskiego, zaś 9 lipca 2008 r. bp Stefan Regmunt nadał statut określający zasady kultu i funkcjonowania sanktuarium św. Weroniki Giuliani w Gorzowie Wlkp.
Szczególnym powołaniem św. Weroniki była modlitwa za grzeszników. Jej zadaniem była i jest modlitwa, aby nikt nie został potępiony. W sanktuarium trwa więc szczególna modlitwa za zatwardziałych grzeszników. W naszych rodzinach zdarza się czasami, że ktoś traci wiarę i odchodzi od Boga. Mobilizujemy się wówczas do szczególnej modlitwy za męża, żonę czy dziecko. W takich sytuacjach warto pielgrzymować tu, do św. Weroniki, i prosić Boga przez jej wstawiennictwo o nawrócenie i wybawienie od wiecznego potępienia.

Reklama

Dla pielgrzymów

Wybierając się z pielgrzymką do św. Weroniki, warto nawiedzić sanktuarium w dni szczególnie poświęcone kultowi świętej. 9 lipca wspominany jest dzień śmierci Weroniki. Wówczas w sanktuarium odbywają się uroczystości ku czci świętej patronki. Ważnym wydarzeniem jest triduum jej poświęcone, które odprawia się tu w połowie września. 13 września wspomina się ustanowienie sanktuarium, 14 września uroczyście obchodzi się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, zaś dzień później - wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Ale okazji do nawiedzenia św. Weroniki jest znacznie więcej. Od czerwca do października odbywają się ulicami parafii procesje fatimskie, podczas których modli się za grzeszników. W każdy drugi i czwarty piątek miesiąca odprawiane są rano i wieczorem nabożeństwa Drogi Krzyżowej. W trzecie piątki miesiąca wszystkie Msze św. sprawowane są w kaplicy św. Weroniki z formularza mszalnego jej poświęconego. Także w ten dzień odprawiane jest nabożeństwo "Gorzkich żali". W pierwsze soboty miesiąca zgromadzeni modlą się z intencją wynagradzającą za grzechy ludzkości. I jeszcze ostatnia sobota miesiąca - w ten dzień odprawiana jest Msza św. w intencji chorych za wstawiennictwem św. Weroniki. Jednak, aby nawiedzić kaplicę św. Weroniki i modlić się przy relikwiach jej serca z wyrytymi narzędziami Męki Pańskiej, nie trzeba szukać szczególnej okazji. Zawsze, gdy ktoś z naszych bliskich oddala się od Boga, warto tu przyjechać i modlić się o jego nawrócenie razem ze św. Weroniką. Może to sanktuarium stanie się dla wielu ostatnią bramą, by ktoś z naszych bliskich nie potępił się na wieki?
Nawiedzając sanktuarium, pierwsze kroki powinniśmy skierować do kaplicy św. Weroniki. Tutaj przechowywany jest relikwiarz zawierający kawałek jej serca. W ołtarzu znajduje się obraz przedstawiający mistyczne zaślubiny Weroniki z Chrystusem. W kaplicy jest także wierna kopia krzyża, z którego Jezus przemawiał do Weroniki. Sam kościół jest obszerną budowlą pozwalającą pomieścić dużą liczbę wiernych. Dodatkowym atutem jest także kościół górny, w którym nabożeństwa mogą odbywać się niezależnie od uroczystości w kościele głównym. Wokół kościoła usytuowane są stacje drogi krzyżowej. Teren okalający świątynię jest bardzo rozległy. Choć jest to centrum dużego osiedla, to jednak dzięki roślinności można tu znaleźć chwilę wytchnienia i czas na modlitwę. Dobrym miejscem ku temu jest grota Matki Bożej. Przy kościele znajduje się również bardzo duże zaplecze. Obok domu parafialnego mieści się tu także Sąd Kościelny naszej diecezji. Duże aule pozwalają przyjąć większe grupy pielgrzymów, a po wcześniejszym uzgodnieniu z kustoszem można zatrzymać się na posiłek w parafialnym klubie Barka.
Dzięki możliwościom współczesnej techniki możemy oglądnąć sanktuarium przez wirtualny spacer zanim tu przyjedziemy. Więcej informacji o samej parafii i sanktuarium znajdziemy na stronie internetowej: www.nmpkp.pl.
Adres i kontakt: Parafia Rzymskokatolicka pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, ul. Żeromskiego 21, 66-400 Gorzów Wielkopolski, e-mail: parafia@nmpkp.pl, tel. (95) 722-84-61.

Reklama

Kapłan prawy, pracowity i pokorny

2019-02-22 14:42

Ks. Szymon Nosal

Kapłan prawy, pracowity i pokorny - biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha, takimi słowami określił naszego rodaka, ks. kan. Stanisława Pawula, w słowie Bożym 4 lutego 2019 roku, na jego pogrzebie. Nic dziwnego, że żegnało go 45 kapłanów wraz z arcybiskupem seniorem Józefem Michalikiem i biskupem seniorem Pawłem Sochą pod przewodnictwem kardynała seniora Stanisława Dziwisza, któremu posługuje siostra zmarłego – s. Matylda Pawul.

ks. Szymon Nosal
Pogrzeb ks. kan. Stanisława Pawula

Bp Socha, powiedział także: „Ks. Stanisław, to Kapłan ustawicznie zajęty pracą. Poza funkcjami duszpasterskimi i życiem modlitwy, zawsze był zajęty pracą przy pszczołach, które bardzo kochał, a one jego, w sadzie, czy na małym skrawku ziemi, by nie zabrakło świeżych warzyw. Jednak najwięcej czasu poświęcał pracy duszpasterskiej i gospodarczo-administracyjnej. Zatroskany był o kościoły, ich konserwacje, remonty i bezpieczeństwo. A w każdej z trzech parafii, gdzie pracował jako proboszcz, było wiele kościołów i kaplic. (…) Był człowiekiem wielkiej pokory i prostoty. Nigdy nie ubiegał się o godności czy też lepsze, łatwiejsze parafie. (…) Ks. kan. Stanisław wyniósł ze środowiska rodziny i parafii, a także z Seminarium przemyskiego ducha żarliwej wiary, pobożności, szczególnie maryjnej. Miał doskonale wyrobiony zmysł Kościoła, czyli traktowania instytucji Kościoła nie tylko od strony widzialnej, ale i jako obecności pośród nas samego Jezusa Chrystusa.

Diecezja zielonogórsko-gorzowska wdzięczna jest ks. kan. Stanisławowi Pawulowi za decyzję podjęcia pracy na terenie trudnym pod względem duchowym, gdyż zamieszkali tu Polacy wyrwani z ojcowizny i przeniesieni siłą na ziemię od wieków słowiańską, ale zimną duchowo z powodu ducha reformacji. Ks. Stanisław swoją delikatnością, duchem wiary i gorliwością kapłańską przyczynił się do duchowego odrodzenia i odnowienia życia wiary na Ziemi Lubuskiej. Mimo że powrócił na ziemię rodzinną, to kapłani i wierni zawsze będą przed Bogiem pamiętać o pełnym wiary i miłości Bożej Księdzu Kanoniku Stanisławie Pawulu”.

Poprzedniego dnia, w niedzielę 3 lutego na eksporcie, dwudziestu dwu kapłanów pod przewodnictwem bp Mariana Rojka, modliło się za śp. ks. kan. Stanisława Pawula, a dwu spowiadało. Ks. proboszcz zwrócił się do mnie, abym wygłosił słowo Boże, bo nie mógł znaleźć chętnego wśród jego kolegów. Powiedziałem między innymi: „Kiedy kilka godzin przed Twoim, Stasiu, odejściem do Pana, stałem przy Tobie, przy łóżku szpitalnym, i dotykając Twej dłoni polecałem Cię Bogu, prosząc o miłosierdzie, Ty już wspinałeś się na swój życiowy szczyt, o którym mówi poeta w wierszu: W drodze na szczyt, słowami:

Przygnieciony pułapem chmur

Duszę się rankiem zamglonym.

Wokół mnie wszędzie szary mur

Błądzę murem otoczony.

[…] W chmurach i mgle postawiony

Nie widzę nawet swoich nóg

A muszę iść, przecież wiem dokąd,

Szukać tej jednej drogi dróg.

Tą drogą krętą przejdę mgły,

Przecisnę się wśród powłok chmur.

Dotąd me nogi będą szły,

Aż znajdę moją górę gór.

A tam popatrzę na mój szlak,

W jednej chwili zobaczę swe życie,

Poczekam tylko na ten znak –

Możesz wejść, jesteś na szczycie.

Śp. ks. Stasiu znalazł tą jedną jedyną drogę swego życia w kapłaństwie. Mężnie pokonywał wszystkie zakręty i szare mury trudności życiowych, bo wiedział, dokąd iść. Ciężko Dusił się rankiem zamglonym, gdy tłoczono w jego płuca tlen, szukał tej jednej drogi dróg i znalazł swoją „górę gór”, tam w szpitalu pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku i doszedł do swego szczytu. Tam w jednej chwili zobaczył całe swoje życie i zobaczył znak ukochanego Mistrza, Najwyższego Kapłana, gest zaproszenia do chwały. Zapewne usłyszał te słowa pełne miłości: Możesz wejść, jesteś na szczycie. Dość się już natrudziłeś! Czas już na nagrodę, na odpoczynek ze Mną i Moją Matką, którą tak ukochałeś w swoim życiu w tym obrazie Matki Bożej Pocieszenia, najpierw w tej małej kaplicy, a później już od prawie pół wieku w tym kościele, który tak często odwiedzałeś i cieszyłeś się z jego powstawania i upiększania.

Byłeś dumny ze swoich Rodziców, którzy mnie wspierali w organizowaniu tutejszej parafii. Cieszyłeś się, że Twój Tatuś, śp. Jan, tak dzielnie wspomagał mnie w budowie tego kościoła, jako dobry cieśla i doskonały organizator prac przy tym kościele. Nazywaliśmy go żartobliwie „szeryfem”, bo miał szacunek i posłuch u ludzi przy tych pracach. Jeszcze bardziej cieszyłeś się, gdy udało mi się załatwić dla niego emeryturę, i gdy potem przez bardzo wiele jeszcze lat służył tak wiernie i bezinteresownie parafii jako kościelny, który był przykładem wielkiej wiary i pobożności. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, w tak przykładnej rodzinie, Pan Bóg powołał dwoje rodzeństwa do swojej służby – Ciebie, Stasiu i Twoją starszą od ciebie o dwa i pół roku siostrę Julię, obecną tu s. Matyldę. Razem zdawaliście maturę w pobliskiej Żołyni w 1959 r. i w tym samym roku obydwoje poświęciliście się Bogu na służbę. Ty, Stasiu, we wrześniu wstąpiłeś do Seminarium Duchownego w Przemyślu, a twoja siostra kilka tygodni później, 9 października, do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

W kaplicy, która tu była gdzie obecnie jest prezbiterium naszego kościoła, u stóp M.B. Pocieszenia, pod czułym Jej spojrzeniem zrodziło się i umacniało Wasze powołanie do służby Bogu. Tu pewnie usłyszeliście po raz pierwszy ten cichy i pełen miłości głos Mistrza i ochotnie Mu odpowiedzieliście słowami wspomnianego już na początku poety w wierszu pt. Poślij mnie Panie

Chcesz Panie ludzi do pracy (…)

Weź, Panie, moje krzyże

I użyj mego cierpienia,

Weź, Panie, me siły świeże

Do pracy dla odkupienia.

I ks. Stanisław swoim życiem potwierdził tę gotowość pójścia na służbę Bogu i ludziom. Podobnie i jego siostra, Julcia, czyli s. Matylda, sercanka, która tak wiernie i ofiarnie służyła i posługiwała św. Janowi Pawłowi II, a teraz służy i pomaga ks. kard. St. Dziwiszowi.

Śp. ks. Stanisław urodził się 12 grudnia 1942 r. w Gwizdowie. Dwa tygodnie później ochrzczony 26 grudnia w Żołyni, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego poszedł za głosem powołania do seminarium przemyskiego, gdzie po sześciu latach studiów otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp Jakiela 20 czerwca 1965 r. w Przemyślu. Po trzech latach pracy w naszej diecezji, - dwa lata w Bączalu Dolnym i rok w Łączkach Jagiellońskich jako wikary - na apel biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, udał się tam, mówiąc niejako: Weź, Panie, moje krzyże/I użyj mego cierpienia,/Weź, Panie, me siły świeże /Do pracy dla odkupienia. - by ofiarnie służyć Bogu i ludziom przez prawie pół wieku.

Jako wikariusz pracował najpierw w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostrowicach w powiecie i dekanacie Drawsko Pomorskie, następnie w parafii Świętej Trójcy w Gubinie, a potem przez sześć lat w par. św. Mikołaja w Głogowie. W 1979 r. został inkardynowany do diecezji gorzowskiej. Był proboszczem w Bobrowicach (1979-1989), Strzelcach Krajeńskich (1989-2004) i Cybince (2004-2017). Pełnił również funkcję wicedziekana w Dekanacie Krosno Odrzańskie i Dekanacie Rzepin oraz dziekana w Dekanacie Strzelce Krajeńskie. W 1995 r. otrzymał tytuł kanonika R.M. W roku 2017 przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w rodzinnej miejscowości, tu w Gwizdowie.

Niedługo cieszył się tą emeryturą – tylko półtora roku, bo Bóg doświadczył go i znalazł godnym siebie – jak to słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu. Pan Jezus zaś w Ewangelii dzisiejszej wypowiadając słowa o ziarnie, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, aby przynieść plon obfity, myślał najpierw o sobie. To On, Chrystus, podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy wiedział, że czeka Go męka i śmierć, przez którą zostanie uwielbiony. To się sprawdziło. Chrystus przez swoją mękę i śmierć dokonał odkupienia świata, a przez to okazał największą miłość i posłuszeństwo Ojcu Niebieskiemu, który Go uczcił. Po zmartwychwstaniu Chrystus zasiadł po prawicy Ojca.

Zbawiciel jest dla nas wszystkich drogą, prawdą i życiem. Jeżeli człowiek w swoim postępowaniu będzie się kierował wskazówkami zawartymi w Ewangelii, to znak, że jest na dobrej drodze. W słowach zapisanych przez św. Jana: „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przyniesie plon” (por. J 12,24) Chrystus daje wskazania dla wszystkich ludzi. W tym zawiera się również tajemnica naszego życia i naszej wiary. Prawda o przechodzeniu do chwały przez mękę i śmierć do życia wiecznego jest aktualna w życiu każdego człowieka. Przecież każdy z nas ma przygotowane miejsce w Domu Ojca. Dobrze o tym wiedział ks. Stanisław, bo niedawno powiedział do jednego naszego parafianina, że chyba niepotrzebnie buduje to marne mieszkanie, kiedy tam, w Domu Ojca, czeka na niego wspanialsze, u boku swego Mistrza i Jego Matki. Nie mylił się!

Na naszych niejako oczach odszedł do Boga i jutro pogrzebany zostanie jako ziarno pszenicy sługa Kościoła, ks. kan. Stanisław Pawul, który zapewne często powtarzał na modlitwie: Weź, Panie, moje krzyże / I użyj mego cierpienia,(…) / Do pracy dla odkupienia.

Dziękujemy dziś Bogu za jego życie kapłańskie, za jego modlitwy, cierpienia, za wszystko, co uczynił dla chwały Bożej i zbawienia ludzi. Przepraszamy też za jego słabości i grzechy, bo jak każdy człowiek tak i on był słaby i mógł obrazić majestat Stwórcy i Pana. Pragniemy też modlić się o to, aby znalazł miejsce w świętym Domu Ojca. Ufam, że w chwili śmierci spotkał w Jezusie nie tyle Sędziego, co Przyjaciela, który zapewne przytulił go do Swego Serca, jak tego utrudzonego Bożego parobka Borynę z „Chłopów” Reymonta. Boryna, kiedy doszedł do niejakiej przytomności po długich tygodniach leżenia, w środku nocy, gdy księżyc świecił pełnym blaskiem wstał i wyszedł na pole. Pomyślał, że już dnieje. Przeżegnał się raz i drugi, potem wyruszył na zagon. Nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać, jak zboże. Tak o tym napisał Reymont w „Chłopach”: „Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: - Pójdź-że, duszko człowieka, do mnie. Pójdź-że, utrudzony parobku. Zachwiał się Boryna, otworzył ręce, jak w czas podniesienia: Panie Boże, zapłać! – odrzekł i runął na twarz przed tym majestatem Przenajświętszym. Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie...”

Ufam, wszyscy ufamy, że godzina śmierci śp. ks. Stanisława, Bożego parobka, była godziną łaski Pańskiej, bo umierał w godzinie Śmierci Zbawiciela. Była godziną nagrody niebieskiej, bo przez przeszło pół wieku siał obficie ziarno słowa Bożego na niwie Pańskiej, ale jak każdy człowiek i on potrzebuje naszej modlitwy, dlatego tu jesteśmy i mamy się modlić za niego teraz i później, dopóki nam Bóg żyć pozwoli.

Księże Stanisławie. Byłeś wierny do końca swemu powołaniu. Służyłeś w swoim kapłaństwie Panu Jezusowi i Jego Matce, Kościołowi, Ojcu Świętemu i biskupom, jakich postawił Bóg na twej drodze kapłańskiej. A jeśli kto mi służy – mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – uczci go mój Ojciec”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: drugi dzień spotkania o ochronie nieletnich

2019-02-22 21:04

Paweł Pasierbek SJ / www.vaticannews.va

W Watykanie rozpoczął się drugi dzień szczytu poświęconego ochronie nieletnich. Dziś głównym tematem obrad jest kolegialność. Punktem wyjścia do dyskusji są referaty kard. Oswalda Graciasa z Indii, kard. Blase'a Cupicha z USA oraz Lindy Ghisoni, podsekretarz Dykasterii ds. Rodziny, Świeckich i Życia.

Vatican Media

Spotkanie rozpoczęło się od modlitwy, w czasie której proszono Boga o dar życia w prawdzie, bez hipokryzji. Uczestnicy szczytu wysłuchali także bardzo wzruszającego świadectwa. „Kiedy stałem się ofiarą nadużycia ze strony kapłana, moja matka Kościół pozostawiła mnie samego... Wszyscy się odwrócili i czułem się jeszcze bardziej samotny, nie wiedząc, do kogo się zwrócić” – mówiła w swym świadectwie ofiara nadużyć. Po jego wysłuchaniu nastąpiła długa chwila ciszy.

Następnie o. Federico Lombardi przypomniał, że wszyscy uczestnicy szczytu otrzymali dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat walki z przemocą wobec dzieci: „Toward a world free from violence. Global survey on violence against children” oraz dokument UNICEF „A familiar face” wskazujący, że przemoc wobec dzieci często pochodzi od osób najbliżych, od tych, którzy są blisko, od kogoś z rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem