Reklama

Posługa kapłańska - dekanat Szczecin-Śródmieście (1)

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 49/2011

Docieramy do ostatniego dekanatu w naszej archidiecezji, by w ten sposób ukoronować dość długi cykl, który rozpoczął się w Roku Kapłańskim i miał na celu ukazanie z wiadomych względów tylko niektóre rysy wspaniałych osobowości księży, tworzących przez ponad już 66 lat rzeczywistość Kościoła nad Odrą i Bałtykiem. Nieprzypadkowo koronujemy nasze wizyty w centralnym dekanacie biskupiego miasta Szczecina. Wypada właśnie na koniec dowartościować zarówno heroiczną postawę księży chrystusowców, jak i całokształt duszpasterstwa sprawowanego w pozostałych zakonnych parafiach oraz w matce kościołów archidiecezji - bazylice katedralnej oraz w bazylice św. Jana Chrzciciela.

Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szczecinie

Pierwsze kroki kierujemy do parafii ks. dziekana, czyli do parafii Księży Chrystusowców, gdzie posługuje ks. Adam Staszczak TChr. O heroicznej posłudze Towarzystwa Chrystusowego pisaliśmy już wielokrotnie z racji różnorodnych rocznic i wspomnień o kapłanach tworzących polską rzeczywistość w pierwszych miesiącach po wojnie. Przypomnijmy więc tylko krótko najistotniejsze drogowskazy misternej pracy księży chrystusowców. Do 1945 r. świątynia pełniła funkcję ewangelickiego kościoła garnizonowego, a na nowo poświęcona została przez ks. Kazimierza Świetlińskiego TChr. Historia parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa jest ściśle związana z kościołem św. Jana Chrzciciela. Po wojnie przez długie lata istniała „Parafia św. Jana Chrzciciela przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa”. Rozdzielenie tych kościołów nastąpiło 5 marca 1974 r. w chwili erygowania parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Początki duszpasterstwa w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa sięgają 1945 r., kiedy to na tzw. Ziemie Odzyskane przybył jeden z pierwszych pionierów, polski kapłan katolicki - ks. rektor Florian Berlik TChr. Pierwsza Msza św. była celebrowana 6 maja 1945 r. w salce przy ul. Bogurodzicy. Trudności przy organizowaniu życia religijnego były na początku duże, gdyż świątynie Szczecina były spalone bądź obrabowane i niezdatne do użytku. Niepewna sytuacja polityczna zmusiła polskich pionierów do opuszczenia miasta. Wśród nich znajdował się ks. Florian Berlik. 12 czerwca 1945 r. przybył do Szczecina ks. Kazimierz Świetliński TChr, pierwszy proboszcz parafii pw. św. Jana, Chrzciciela. Ubiegał się o przyznanie parafii dawnego protestanckiego kościoła garnizonowego, który jako najmniej zniszczony, mógłby służyć pierwszej polskiej parafii. Kościół został przekazany 25 czerwca 1945 r. polskiej parafii, a ks. K. Świetliński dokonał 29 czerwca jego poświęcenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Natomiast 8 grudnia 1959 r. miało miejsce uroczyste otwarcie działającej do dzisiaj kaplicy Wieczystej Adoracji. Innym akcentem pracy duszpasterskiej trwającej do teraz był dzień 9 grudnia 1959 r., kiedy zainaugurowano stały dyżur w konfesjonale. Fakt istnienia kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, połączony z nieustanną możliwością skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania, spowodował, że świątynia ta stała się jedną z najbardziej uczęszczanych w mieście. Nasunęło to pomysł, by uczynić z niej świątynię wyjątkową - sanktuarium. Prace nad wyniesieniem kościoła do godności sanktuarium Najświętszego Serca Jezusowego prowadzone były w sposób szczególny przez ks. Zbigniewa Rakieja TChr, proboszcza parafii. A wysiłki te stały się faktem, kiedy abp Marian Przykucki 19 czerwca 1998 r. wydał odpowiedni dekret. Jest to pierwsze w Polsce sanktuarium pod takim tytułem. Doceńmy jeszcze wszystkich proboszczów, którzy tutaj pracowali, a byli to: ks. dr Kazimierz Świetliński, ks. Józef Kinder, ks. Czesław Czartoryski, ks. Wacław Perz, ks. Hubert Mrzygłód, ks. Alojzy Dudek, ks. Witold Stańczak, ks. Ryszard Bucholc, ks. Stanisław Misiurek, ks. Józef Kamiński, ks. Zbigniew Rakiej, ks. Krzysztof Jackowiak, a od 2006 r. proboszczem jest dawny magister nowicjatu Towarzystwa Chrystusowego ks. Adam Staszczak.

Reklama

Parafia wojskowa pw. św. Wojciecha w Szczecinie

Naprzeciw kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa znajduje się niezwykle ważna i specyficzna dla duszpasterstwa świątynia pw. św. Wojciecha, która funkcjonuje w strukturach Ordynariatu Polowego. Przypomnijmy, że należą do niego katolicy: żołnierze zawodowi, ich współmałżonkowie, dzieci oraz dzieci i krewni zamieszkujący razem z nimi; żołnierze w czynnej służbie wojskowej (niezawodowi), w czasie pełnienia tej służby; pracownicy cywilni, zatrudnieni na stałe w jednostkach (instytucjach) wojskowych oraz w domach prywatnych osób pełniących zawodową służbę wojskową; uczniowie szkół wojskowych; zatrudnieni lub przebywający w szpitalach wojskowych, w domach starców i w podobnych instytucjach wojskowych; członkowie instytutów zakonnych i wierni świeccy zatrudnieni na stałe przez ordynariusza polowego. Historia kościoła rozpoczyna się 5 marca 1947 r., gdy Okręgowy Urząd Likwidacyjny przekazał tymczasowo duszpasterstwu Wojska Polskiego w zarząd gmach kościoła wraz z parcelą przy pl. Zwycięstwa. Obowiązki duszpasterskie w tym czasie spełniał ks. mjr Andrzej Wystrychowski. Po odgruzowaniu świątyni 24 października 1948 r. została ona poświęcona jako kościół garnizonowy pw. św. Wojciecha. 5 września 1957 r. proboszczem został ks. Władysław Bąk. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu w pracy duszpasterskiej zjednał on wielu sympatyków dla wojskowej świątyni, co zaowocowało gruntownym remontem kościoła. W latach 1966-71 obowiązki duszpasterskie objął ks. ppłk Piotr Mazurek. Natomiast w latach 1971-80 proboszczem był ks. mjr Antoni Gołembski. Za czasów jego proboszczowania kościół został pokryty blachą miedzianą oraz zostały wstawione nowe witraże. Kolejnymi rządcami kościoła byli: ks mjr Zygmunt Gola (1980-86), ks. mjr Janusz Bąk (1986-93) oraz ks. ppłk Kazimierz Antoniewicz (1993-96). Dzięki staraniom tego ostatniego dokonano wymiany instalacji cieplnej oraz oczyszczenia i pomalowania ścian wewnątrz świątyni. Najważniejszy moment to dzień 21 stycznia 1993 r., kiedy to biskup polowy Sławoj Leszek Głódź erygował parafię wojskową pw. św. Wojciecha. Natomiast 1 lipca 1996 r. proboszczem został mianowany ks. płk Jan Wołyniec. Dokonał on zmiany usytuowania ołtarzy bocznych, nowego oświetlenia ołtarzy oraz czyszczenia i konserwacji elewacji wieży, a także całej elewacji kościoła. Kolejnym proboszczem w 2006 r. został ks. ppłk Ryszard Stępień, którego zastąpił 28 lipca tegoż roku ks. ppłk Piotr Sroka. Wikariuszami natomiast są: ks. ppor. Adam Tur oraz ks. por. Wojciech Kułak. Kapelanem szpitala jest dawny proboszcz ks. płk rez. Kazimierz Antoniewicz.

Przesłanie widzących z Medjugorie

2018-06-23 09:05

Salve TV

Kim są "widzący" z Medjugorie? Jak zaczęły się objawienia? Co mówiła do nich Matka Boża? Jak wyglądała?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem