Reklama

Jeszcze jedna tajemnica wielkości Prymasa Tysiąclecia

Z o. dr. Jerzym Tomzińskim - paulinem, świadkiem życia Stefana Kardynała Wyszyńskiego - rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 30/2001

LIDIA DUDKIEWICZ: - Mam wyjątkowy zaszczyt rozmawiać z serdecznym przyjacielem i przez długie lata świadkiem życia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W pamięci ostatnich pokoleń zachował się on jako wybitny hierarcha, nazywany Księciem Kościoła, jako człowiek dostojny, o wielkiej godności. Ojciec miał okazję poznać Prymasa Tysiąclecia prywatnie. Proszę powiedzieć, jakim był człowiekiem?

O. DR JERZY TOMZIŃSKI: - Moje życie kapłańskie od początku było związane z ks. Stefanem Wyszyńskim: najpierw jako biskupem, później - prymasem Polski i kardynałem. Wiele można by mówić o tym wyjątkowym w skali Kościoła powszechnego Kardynale. Najnowsza historia już potwierdza prawdziwość opinii, że był to Hierarcha dany przez Boga na trudne czasy, że był to rzeczywiście Prymas Tysiąclecia. Obchodzony obecnie Rok Kardynała Stefana Wyszyńskiego otwiera przed nami skarbnicę dziedzictwa Księdza Prymasa i zachęca do ogarniania refleksją wielkiego dzieła życia tego wyjątkowego człowieka. Chciałbym zaproponować spojrzenie na ten wybitny autorytet od strony ludzkiej. Myślę, że jest to w pewnym sensie moim obowiązkiem, skoro na tak długi czas Bóg połączył nasze drogi życiowe. Na postawione pytanie - odpowiadam: Był to człowiek wielki, który z wysokości sprawowanej godności, jako głowa Kościoła w Polsce, doskonale widział wszystkich ludzi, a najwyraźniej tych przeciętnych, pochłoniętych powszednimi sprawami codziennego, szarego życia.

- Z pewnością najczęściej spotykał się Ojciec z Księdzem Prymasem na Jasnej Górze. Jak przełożyłby Ojciec na fakty znane słowa Kardynała Wyszyńskiego: "... Stoję na progu Kaplicy Jasnogórskiej i tam zawsze chcę być, choćby mnie wszyscy potrącali!"?

- Prymas Wyszyński dobrze się czuł na Jasnej Górze wypełnionej ogromnymi rzeszami wiernych. Odnosiło się wrażenie, że ten wielki Prymas jest jednym z pielgrzymów. Nie trzeba się też dziwić, iż pomnik Prymasa Tysiąclecia, który został ustawiony u bram Jasnej Góry, przedstawia go w postawie pokory, klęczącego jak zwyczajny pielgrzym utrudzony drogą. Klęka on przed Maryją, bo ku Cudownej Kaplicy jest zwrócony, ale klęka też przed pielgrzymami, którzy właśnie tutaj przechodzą , kończąc pątniczy szlak wiodący do Domu Matki na Jasnej Górze. Gdy Prymas przebywał w Sanktuarium, nie stronił od zwyczajnych ludzi, a oni wyjątkowo lgnęli do niego. Na Jasnej Górze zawsze jest dużo ludzi biednych, w różny sposób okaleczonych, którymi inni często poniewierają. Gdy kiedyś przepraszałem, że tylu ich się nagromadziło w zakrystii i nękają go - wielki Prymas powiedział do mnie: "Synu, a do kogo oni mają pójść, jak nie do Matki?". Zamknął mi usta - takie to było dla niego oczywiste. I potrafił tych biedaków przygarnąć z prawdziwą serdecznością. A ileż jest przykładów ogromnej życzliwości wobec braci usługujących na Jasnej Górze. Dobrze im się rozmawiało o zwyczajnych sprawach. Prymas Wyszyński dla wszystkich był ojcem, a szczególnie dla prostych ludzi.

- Gdy Ojciec mówi o miejscu prostych ludzi w życiu Kardynała Wyszyńskiego, to samo nasuwa się pytanie dotyczące Waszych, często wspólnych wakacji na paulińskiej Bachledówce koło Zakopanego.

- Jako generał Zakonu Paulinów, w 1967 r. zaproponowałem Kardynałowi Wyszyńskiemu spędzenie wakacji na Bachledówce. Jest to wzgórze górujące nad wsią Czerwienne, na Podhalu, przecudne miejsce na polskiej ziemi, jedyny w swoim rodzaju punkt widokowy, z którego można zachwycać się panoramą Tatr i Beskidów. W pogodny dzień góry jakby przybliżają się tam do człowieka, ich szczyty widać wtedy jak na dłoni. Paulińska Bachledówka od pierwszego wejrzenia zachwyciła Księdza Prymasa. Siedem razy pod rząd, w latach 1967-73, przybywał tam na miesięczny odpoczynek.
Na początek i na koniec jego pobytu przyjeżdżał Kardynał Wojtyła. Towarzyszył mu też, wśród wielu osób, ówczesny sekretarz i kapelan - ks. Józef Glemp. Prymas Wyszyński wnosił swoją osobą atmosferę rodzinności i chrześcijańskiej radości. Starsi górale doskonale pamiętają tamte czasy, pamiętają swoje spotkania z Kardynałem Wyszyńskim w paulińskiej kaplicy, a także na wiejskich dróżkach i na leśnych ścieżkach. Ksiądz Prymas łatwo nawiązywał kontakty z góralami. Niejednokrotnie wychodził do nich w pole i pomagał w grabieniu siana. A oni go również za to kochali. A ile się z nim nagadali o swoich troskach i radościach. Kardynał Wyszyński chodził zawsze z różańcem, dużo się modlił i czerpał z mądrości ludzi gór. Patrzył na ich przygarbione, obolałe od roboty plecy, na spękane dłonie i podziwiał ich - pełen pokory, a zarazem wielkiego szacunku dla ludzi ciężkiej pracy.

- Czytelnicy "Niedzieli" znają wyjątkową książkę pt. "Okrusyna casu jak okrusyna chleba", która wyszła dwa lata temu i była obszernie prezentowana na naszych łamach. Opowiada ona o czasach, gdy na Bachledówce przebywali dwaj wielcy Kardynałowie: Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła. Okazuje się, że autorami tej książki obok Ojców Paulinów są górale pamiętający tamte spotkania na Bachledówce. Z ich relacji wynika, że Prymas Polski był człowiekiem bezpośrednim i bardzo pogodnym.

- Ksiądz Prymas bardzo aktywnie odpoczywał. Wstawał o godz. 5.00. Dużo się modlił, pracował i pisał. Codziennie rano odprawiał Mszę św. z homilią. Wieczorem uczestniczył w nabożeństwie i prowadził Apel Jasnogórski. Do naszej kaplicy przychodzili na wspólną modlitwę górale z okolicy. Wszyscy bardzo się garnęli do Księdza Prymasa, jak do swojego ojca. Dzieci, które szły na Bachledówkę na Apel Jasnogórski, po drodze zrywały na łąkach i w lasach polne kwiaty i zanosiły do Księdza Kardynała.
Ważne wydarzenie podczas prymasowskich wakacji stanowił zawsze przyjazd na Bachledówkę Kardynała Wojtyły. Wtedy było wyjątkowo rodzinnie i radośnie, szczególnie w związku z imieninami Księdza Prymasa, na początku sierpnia. Były życzenia, góralskie wiersze, śpiewy i tańce ludowe, a wszystko odbywało się bardzo szczerze i serdecznie, jak tylko górale potrafią. Kardynał Wojtyła tworzył wtedy " na żywo" przyśpiewki, wykonywane pięknie brzmiącym, mocnym barytonem.
Ksiądz Prymas był zawsze wierny mieszkańcom Bachledówki i okolic. Gdy wyjeżdżał, np. do Rzymu, pisał do nich listy, w których wyrażał ogromne przywiązanie oraz tęsknotę za lasami i pięknymi polskimi górami, a przede wszystkim za wspólną modlitwą w góralskiej kaplicy.

- Z tego, co Ojciec do tej pory powiedział - rzeczywiście rysuje się wizerunek Kardynała jako człowieka pokornego i bardzo zwyczajnego...

- Bo takim zwyczajnym człowiekiem był ten wielki Prymas - a przykładów jest bez liku. Pamiętam, jak kiedyś we Wrocławiu, podążając w procesji, zauważył płaczące dziecko i stanął, aby je pocieszyć. Ogromna procesja musiała się zatrzymać na ulicy, aby Kardynał mógł porozmawiać z dzieckiem i otrzeć jego łzy.
Pani Maria Okońska pisała kiedyś w Niedzieli o dziewczynce, która tak polubiła Kardynała Wyszyńskiego, że obiecała mu podczas nabożeństwa w archikatedrze warszawskiej, iż pokaże mu swoją nową sukienkę. I przyszła wkrótce do Pałacu Prymasowskiego przy ul. Miodowej w Warszawie na audiencję, aby się zaprezentować w nowej sukience. Ksiądz Kardynał potraktował ją bardzo poważnie i przyjął na rozmowę.
Wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli zaszczyt być w gościnie u Prymasa Polski, pamiętają, jak serdecznie pełnił on rolę gospodarza. Zabiegał, aby goście dobrze się czuli, zasiadał za jednym stołem, pilnował, aby talerze były pełne i zabawiał radosnymi anegdotami.
Pan Stanisław - kierowca Prymasa Wyszyńskiego opowiadał, jak kiedyś po wizycie w Koszalinie czy Szczecinie, gdy się okazało, że kierowca nie dostał kolacji, Prymas kazał mu zawrócić, a ujechali już ok. 30 km. Ksiądz Prałat na ich widok prawie zemdlał z przerażenia. No i cóż, naprawił swój błąd i zaprosił kierowcę na kolację.
Takim to zwyczajnym i rozbrajającym w swej dobroci człowiekiem był Prymas Tysiąclecia.

- Podobno Ksiądz Prymas do tego stopnia szanował i kochał kapłaństwo, że gotów był klękać przed kapłanami i całować ich po rękach...

- I rzeczywiście tak się zdarzało. Jak wiemy, Kardynał Wyszyński był konfratrem Zakonu Paulinów. Niejeden z ojców był świadkiem czy uczestnikiem zdumiewającego zdarzenia, gdy po Mszy św., w zakrystii, chwytał on mocno dłonie kapłana i z wielkim szacunkiem składał na nich prymasowski pocałunek. W tym geście było zawsze wiele miłości, pokory i prostoty. Młodym kapłanom zwykle składał życzenia, aby każdą Mszę św. odprawiali jak tę prymicyjną, czyli aby każda Msza św. była dla nich najważniejsza w życiu. Gdy Ksiądz Wyszyński w 1946 r. przyjechał na Jasną Górę na rekolekcje przed otrzymaniem sakry biskupiej, spotykałem się z nim w celu omówienia całej ceremonii. Kiedyś do mnie powiedział: " Słuchaj, pomódl się za mnie, bo ja pisać trochę potrafię, ale rządzić - to chyba nic". Bezgraniczna pokora, prawda?

- Z różnych zapisów dotyczących Kardynała Wyszyńskiego wiemy, że był on człowiekiem niezwykle odważnym, co było wiadome nie tylko w granicach Polski, ale daleko w świecie.

- Tę odwagę postrzegano przede wszystkim w Rzymie. Tam również wysoko ceniono polskiego Hierarchę. Podczas różnych uroczystości, gdy Papież był wnoszony na sedia gestatoria, otrzymywał zawsze burzliwe oklaski. Kto wie, czy nieraz nie większe oklaski miał nasz Kardynał, a rzesze skandowały: "Wyszyński, Wyszyński". Byliśmy tacy dumni, że to idzie Polska właśnie.
Prymas Polski potrafił mądrze rozmawiać w watykańskich kongregacjach, posługiwał się siłą argumentów i dużą roztropnością, ale też był twardy w swych racjach. A musiał wykazać niezwykłą odwagę, szczególnie w okresie Soboru Watykańskiego II, gdy komuniści zorganizowali nagonkę na niego. Nawet na Placu św. Piotra w Rzymie rozdawane były ulotki przeciwko Prymasowi Polski. Komuniści chcieli zniszczyć Kardynała i pozbyć się go z kraju, aby móc ostatecznie rozprawić się z Kościołem. Sytuacja była bardzo skomplikowana. Gdy Prymasa nazywano "czerwonym kardynałem", bo przyjechał ze Wschodu, od komunistów; czy zdrajcą, bo podpisał porozumienie z władzami PRL, on wtedy wyjaśniał, że z władzami się nie kuma, lecz walczy z bestią. Mówił dosłownie: "Gdy się ma naprzeciwko lwa, to się go nie drażni, lecz obłaskawia, aby pokonać bestię". Ot i cała taktyka, która pozwala dobrnąć do celu i zwyciężać na dłuższą metę.
Z Prymasem Polski tak się liczył Ojciec Święty Paweł VI, że pod jego wpływem i dzięki staraniom Kardynała Wojtyły ogłosił Maryję Matką Kościoła, w dodatku dokonał tego nawet nie w Bazylice Santa Maria Maggiore, a w Auli Soborowej wobec Ojców Soboru Watykańskiego II.
Również w Watykanie Ksiądz Prymas rozbrajał swoją prostotą i wszędzie zauważał człowieka. W czasie Soboru cały Rzym mówił, że to ten Kardynał, który podaje rękę karabinierom, tego się bowiem nie praktykowało. Jak wiemy, karabinierzy na motorach stanowili ochronę, gdy kardynałowie przejeżdżali watykańskimi samochodami przez ulice Rzymu.

- Z pewnością naszych Czytelników interesuje Ojca zdanie na temat stosunku do siebie nawzajem dwóch wielkich Polaków: Kardynała Wyszyńskiego i Kardynała Wojtyły.

- Trzeba wiedzieć, że komuniści zgodzili się na Księdza Wojtyłę jako biskupa, a potem kardynała, bo chcieli doprowadzić do konfliktu między Warszawą a Krakowem i osłabić Prymasa Polski. Tymczasem fakty były takie, że w niecałe dwie godziny po ogłoszeniu przez Radio Watykańskie, iż Wojtyła został mianowany kardynałem, pojawił się on w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze i po modlitwie oświadczył: " Jadę do Księdza Prymasa". Tak więc nie było rozbicia, a wręcz przeciwnie, natychmiast powstał zgrany duet. Ten duet jest do dziś przykładem, jak dużo można w taki sposób osiągnąć. Ot, taki fakt. Wiemy, że pielgrzymujący obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uwięziony przez władze komunistyczne. Peregrynowały wtedy po Polsce puste ramy. Gdy obraz został wykradziony i pojawił się w Radomiu na szlaku nawiedzenia, wszyscy osłupieli, nawet biskup, który - jak do tej pory - witał puste ramy, a w ramach był już obraz. UB-owcy jeszcze nic wtedy nie zauważyli. Pamiętam, jak Prymas nagle powiedział: "Karol, idziemy!" - krótko i wszystko jasne, jak rozkaz. Ci dwaj Kardynałowie pierwsi wzięli obraz i ponieśli w rzeszę wiernych. Funkcjonariusze byli kompletnie zaskoczeni, bo przecież mieli przed sobą kardynałów z wykradzionym obrazem. I w takich okolicznościach obraz wrócił na szlak nawiedzenia.
Kardynał Wyszyński był człowiekiem wielkim również przez to, że się nie bał wielkich, mądrych ludzi i chętnie się nimi otaczał. Szanował ludzi mających odmienne zdanie na dany temat, pozwalał im dyskutować. Cieszył się, gdy miał blisko siebie Kardynała Wojtyłę. Wielokrotnie posyłał go w swoim imieniu na ważne spotkania, również za granicę. Wyraźnie go windował i pokazywał światu. A Kardynał Wojtyła wszędzie zostawiał dobry ślad.
To od Prymasa Polski osobiście dowiedziałem się o niezwykłej inteligencji Kardynała Wojtyły , który raz książkę czyta i już ją zna w całości. W 1978 r. po jakiejś ważnej rozmowie tych dwóch Kardynałów, a było to na kilka tygodni przed pamiętnym konklawe, Prymas powiedział do mnie: "Wiedziałem, że wielkim człowiekiem jest Wojtyła, ale nie wiedziałem, że aż tak wielkim". No i został papieżem...

- Jak Ojciec osobiście postrzegał Księdza Prymasa?

- Cieszę się, że Bóg obdarował mnie przyjaźnią Księdza Prymasa. Wydaje mi się, iż znałem go od zawsze. Cieszę się, że był Prymasem Jasnogórskim, że dane mi było działać w jego maryjnej szkole i podejmować wielkie akcje duszpasterskie, które z pewnością pozwoliły przetrwać Kościołowi w Polsce mroki terroru komunistycznego. Przebywając blisko niego, odnosiłem wrażenie, że mam kontakt ze świętym. Podpatrywałem Prymasa, bo byłem przekonany, że tak właśnie wygląda święty, i chciałem się od niego wszystkiego uczyć, przede wszystkim świętej cierpliwości i ufności Panu Bogu. Na każdym kroku było widać, że jest człowiekiem zawierzenia i wszystko zanosi do Nieba przez Maryję. Pamiętam doskonale taki przypadek: Przyszedł do niego ktoś ze skargą na proboszcza. Nawymyślał przy okazji na Kościół i na cały świat. Gdy tak pyskował, Prymas w pewnym momencie powiedział mu spokojnie, że już zmówił cząstkę Różańca. Zdumiony mężczyzna grzecznie odszedł.
Taki był nasz Prymas - wszystkie sprawy załatwiał z Panem Bogiem i po prostu zawsze się modlił. Był człowiekiem wielkim i zarazem był człowiekiem równającym się z małymi. Tak potrafią tylko święci.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę Ojcu oraz nam wszystkim, abyśmy mogli wkrótce radować się wyniesieniem sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego na ołtarze. Z pewnością niecierpliwie czeka na ten moment Kardynał Karol Wojtyła - obecny Papież Jan Paweł II. A my módlmy się do Boga za wstawiennictwem sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia i niech się dzieje wola Nieba.

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aktorka zaprasza na Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 19:26

Artur Stelmasiak

Znana aktorka Dominika Chorosińska-Figurska zaprasza na ogólnopolski marsz w obronie dzieci przed aborcją oraz demoralizacją dzieci w szkołach, jak w przypadku warszawskiej Karty LGBT.

Artur Stelmasiak/Niedziela

- To jest doskonała okazja do tego, by zamanifestować nasze przywiązanie do wartości, ale także pokazać radość z tego, że życie rodzi się w naturalnej rodzinie - mówi "Niedzieli" Dominika Chorosińska-Figurska. - Nie możemy siedzieć tylko cicho w domach, ale czasem trzeba wyjść na ulice. Być uśmiechniętym i pokojowo nastawionym, ale jednocześnie stanowczo przypominać o najważniejszych wartościach jakimi są życie ludzkie i rodzina.

Narodowy Marsz Życia rozpocznie się w Narodowy Dzień Życia 24 marca na Placu Zamkowym w Warszawie o godz. 13.30. Wcześniej jego uczestnicy zaproszeni są również na Mszę św. do kościoła św. Anny o godz. 12.00 lub innych pobliskich kościołów. Trasa przemarszu wiedzie Traktem Królewskim na plac Trzech Krzyży.

Wśród postulatów marszu jest ochrona rodziny przed ideologią gender, ochrona dzieci przed szkodliwą edukacją LGBT w szkołach, a także uchwalenie przez Sejm prawa zniesienia aborcji eugenicznej. - Niestety ciągle na to czekamy. Moim zdaniem Polska opowiadając się za życiem dzieci mogłaby być wzorem dla Europy i Świata - podkreśla aktorka, która osobiście wybiera się na Narodowy Marsz Życia.

Jej zdaniem obecność na marszu jest naszym świadectwem przywiązania do wartości oraz wyrazem sprzeciwu wobec aborcji i ataków na rodzinę. - Doceniam to, że w ostatnich latach bardzo poprawiła się sytuacja rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Są w lepszej sytuacji ekonomicznej i w ten sposób wielu Polakom została przywrócona godność - mówi Dominika Chorosińska-Figurska, która od 2018 r. jest także radną sejmiku mazowieckiego.

Niestety wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że ciągle pojawiają się nowe zagrożenia. Największe oburzenie i kontrowersje związane są z podpisaną przez prezydenta Warszawy tzw. Deklaracją LGBT+. - Tylnymi drzwiami wkrada się zła ideologia, która zagraża rodzinie i chce ją zniszczyć. Dlatego nie powinniśmy być cicho, ale głośno mówić, że nie zgadzamy się. Ja jako matka piątki dzieci nie zgadzam się na seksedukatorów w szkole - podkreśla aktorka. - My jako dorośli poradzimy sobie z tą ideologią i zagrożeniami, ale przecież jesteśmy odpowiedzialni także za bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój naszych dzieci. Idę więc na Narodowy Marsz Życia w obronie mojej rodziny, moich dzieci oraz tych dzieci, które same bronić się jeszcze nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem