Reklama

Późnopopołudniowe i ekstrawygórowane językowe wygibasy

2013-11-21 12:06

Agnieszka Bielawska-Pękala, rzecznik prasowy UM w Świebodzicach

UM Świebodzice

II Świebodzickie Dyktando miejskie było trudne, podchwytliwe, zdradliwe i wymagające znajomości staropolszczyzny. W drugiej edycji organizatorzy postawili przed uczestnikami naprawdę wysoką poprzeczkę. Tu już nie wystarczyła dobra znajomość ortografii - trzeba było także odwołać się do historii.

Były więc: prapuszcza, nasamprzód, a do tego wszystkiego harcujący pospołu z chanem Tatarzy i Mongołowie, którzy na dokładkę zbezcześcili tysiącletni pralas. Autorka dyktanda, polonistka z Publicznego Zespołu Szkół Integracyjnych Justyna Gąsior, maksymalnie utrudniła piszącym życie, a niektóre zdania były do tego wielokrotnie złożone, więc można było jeszcze nałapać błędów interpunkcyjnych.

Zabawa jednak jak zawsze była przednia - bo przecież o to przede wszystkim chodziło. Blisko 30 uczestników we wtorek, 20 listopada, zasiadło do piór, by sprawdzić swoje umiejętności i miło spędzić czas. Zadbali o to organizatorzy, przygotowują także słodki poczęstunek.

Reklama

Śmiałków przywitali gospodarze spotkania: dyrektor PZSI Magdalena Stąpor i burmistrz Świebodzic Bogdan Kożuchowicz, pomysłodawca i fundator głównej nagrody - czyli Pióra Burmistrza Świebodzic.

– Życzę powodzenia, gratuluję odwagi. Ja nie startuję, bo skoro dyktando przygotowała pani Justyna, to i tak nie mam szans - żartował podczas rozpoczęcia burmistrz.

Dyktando pisały dwie grupy w dwóch salach, nie było podziału na kategorie wiekowe, natomiast podczas oceny jury osobno punktowało dorosłych, a osobno młodzież.

Nad błędami ortograficznymi ponad dwie godziny trudziło się jury w składzie: przewodnicząca Halina Serafin, Justyna Gąsior, Jolanta Bieniasz, Małgorzata Januś, Irena Horbaczewska, Małgorzata Chojda - Ozga, Ewa Baszak - Grochowska, Agata Wachowiak i Sylwia Słomińska. Panie czytały, liczyły błędy, sprawdzały po kilka razy czy czegoś nie przeoczyły - i wreszcie poznaliśmy werdykt.

Jest mi niezmiernie miło poinformować, że w kategorii dorośli zwyciężyła... moja skromna osoba. Ale żeby nie było za pięknie - w zwycięskiej pracy było 11 błędów ortograficznych i 3 interpunkcyjne. Był to najlepszy wynik w grupie dorosłych. Wśród młodzieży najlepsza okazała się Nicole Dudek z Gimnazjum nr 2. Mistrzynie ortografii otrzymały od burmistrza pięknie wygrawerowane pióra oraz tablety.

Wszyscy uczestnicy dyktanda otrzymali pamiątkowe dyplomy.

Serdecznie gratulujemy uczestnikom i w imieniu organizatorów czyli Publicznego Zespołu Szkół Integracyjnych zapraszamy już na kolejną edycję dyktanda – za rok.




Poniżej tekst tegorocznego dyktanda.

II Świebodzickie Dyktando 20.11.2013 r.

Pozwólże, drogi uczestniku (Uczestniku), że opowiem ci (Ci) pokrótce i za półdarmo arcywspomnień mało znany epizod z żywota twego (Twego) miasta. Czyżby na pewno było dopiero wpół do szóstej? Przed półgodziną superrześki i niezmożony byłeś, hołubiąc swe marzenia o trofeum - miedziano-złotej sowie pójdźce, siedzącej na rosochatym jarzębie, dziele pradziada majster-klepki. Zanim bez ceregieli udasz się na błogie nicnierobienie, towarzyskie śmichy-chichy, małe co nieco w postaci półmiękkich renklod i półtwardych mango albo różnogatunkowych sałatek z frutti di mare, poznaj wprzód krztę historii terenów położonych nie na przyprószonej śniegiem biało prążkowanej gołoborzy, lecz na białokwietnych, urodzajnych polach.

Po najazdach hożych braci czeskich z rozwichrzonych wierchów, z ponadprzeciętną chyżością, wychynęły hordy Mongołów. Kierowali się oni duchem grabieżczym, pożądliwym i okrutnym, nie mieli w zwyczaju (,) - nawet objęci wpół przez wroga(,)- zatrzymywać się w pół drogi.

W tysiąc dwieście czterdziestym pierwszym roku (1241) chan Tatarów Batu wraz ze swym srogim i niezliczonym ludem chyłkiem przeszedł przez Ruś, by żwawo wkroczyć na Węgry. Lecz zanim dotarł do ich granic, część swych wojsk skierował przeciw Polsce. Spustoszyli oni prapuszczę gdzieś na obrzeżach Sandomierszczyzny, Krakowszczyzny i Sieradzczyzny(,) w towarzystwie, (-) jak się później okazało, (-) zgrai pseudomyśliwych, którzy zbezcześcili pospołu z owym chanem tysiącletni pralas. Z początku sądzono, że po kilkuletnich walkach wisusostwo opuściło Tatara, zatemby nie trzeba było obawiać się jego zaprzaństwa, ale gdzież tam!

Nasamprzód pourzynał z owymi żołnierzami wierzchołki krzewów jakimiś tępymi nożyskami. Po półgodzinie i chichotach nagle spomiędzy sosen tanecznym krokiem w obskurnych chałatach wypłynęli wpółpijani, rozchełstani ćwierć-Mulaci, którzy na polu zamkowym w Legnicy dokonali zbrodni na szlachetnym księciu Henryku II Pobożnym. Wówczas położoną nieopodal nielichą osadę zniszczono, a ludność wzięto w jasyr. Na zgliszczach i pożodze poczciwej śląskiej mieściny nowemu władcy wybudowano zamek, który znajdował się przypuszczalnie w obrębie dzisiejszego placu Jana Pawła II.

Teraz jednakże nie czas na rozważania, choć długo by można rozprawiać. Późnopopołudniowa pora każe zakończyć dyktowanie quasi-arcydzieła, by spełnić ekstrawygórowane wymagania, uniknąć niepożądanej chryi i konieczności czmychnięcia organizatorów, gdzie pieprz rośnie.

Tekst: Justyna Gąsior

Korekta językowa: Aleksandra Domka-Kordek, Uniwersytet Opolski

Tagi:
dyktando

Reklama

IV Dyktando Pokutne w 20-lecie Radia Emaus

2015-03-09 18:07

ms / Poznań / KAI

Arcyważni goście, wzruszające słowa arcybiskupa i superspotkanie badacza języka staro-cerkiewno-słowiańskiego z sekretarką gromadzącą złote myśli ojców Kościoła – takie wyrażenia pojawiły się w tekście IV Dyktanda Pokutnego zorganizowanego w Poznaniu. – Dziękuję, że księża mają dystans do siebie i są chętni do czynienia radosnej pokuty – mówił do uczestników dyktanda ks. prof. Wiesław Przyczyna.

Bożena Sztajner/Niedziela

Organizatorem wydarzenia była Komisja Języka Religijnego Rady Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk oraz Radio Emaus. To właśnie ze względu na 20-lecie poznańskiej rozgłośni dyktando pisane pod hasłem „20 BEZBŁĘDNYCH” poświęcone było jubileuszowi Radia Emaus.

„Andrzej Polański, młody teolog moralista, siedział w nawie głównej poznańskiej archikatedry, oczekując na rozpoczęcie mszy świętej z okazji dwudziestolecia rozgłośni radiowej Emaus. Chłopak, chcąc wykorzystać minichwilę wolnego czasu, postanowił przejrzeć ostatni numer «Przewodnika Katolickiego»” – brzmiały pierwsze zdania dyktanda.

W dyktandzie wzięło udział kilkudziesięciu księży i kleryków. – Tak jak we wszystkich poprzednich edycjach, chcieliśmy popularyzować poprawną polszczyznę w zakresie słownictwa religijnego, tym razem wśród osób duchownych – mówi ks. Maciej K. Kubiak, redaktor naczelny Radia Emaus.

Jak zwykle najwięcej problemu sprawiła uczestnikom pisownia małych i wielkich liter. – Pisałem wszystkie tytuły, takie jak arcybiskup, metropolita, włodarz czy minister, z dużej litery, a to błąd – powiedział KAI jeden z księży biorących udział w konkursie.

Poprawność napisanego tekstu każdy uczestnik sprawdzał samodzielnie. Nagrody wylosowano wśród wszystkich uczestników wydarzenia, ponieważ nikt nie popełnił mniej niż pięć błędów.

Autorem tekstu IV Dyktanda Pokutnego był ks. prof. Wiesław Przyczyna z Rady Języka Polskiego PAN. Dyktanda można wysłuchać na stronie www.radioemaus.pl, a następnie sprawdzić pisownię w pliku tekstowym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Chazan laureatem nagrody Ciesielskiego

2019-02-18 14:56

Małgorzata Czekaj

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska
Prof. Bogdan Chazan z nagrodą im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego, przyznawaną przez Tygodnik „Źródło”

Laureatem 23. edycji nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego w 2019 r. został prof. Bogdan Chazan – lekarz, profesor ginekologii i położnictwa, zwolennik pełnej obrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Nagrodę, przyznawaną corocznie przez Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”, wręczył redaktor naczelny czasopisma, Adam Kisiel, w Sali Senackiej Politechniki Krakowskiej 15 lutego w obecności metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego, Danuty Ciesielskiej – małżonki Jerzego Ciesielskiego oraz licznych gości.

Prof. Bogdan Chazan w 1998 r. otrzymał tytuł profesora nauk medycznych. Za poglądy dotyczące prawa każdego człowieka do życia był kilkakrotnie zwalniany z pracy: z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, gdzie przez wiele lat był pracownikiem naukowym; z funkcji krajowego konsultanta w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz w 2014 r. z funkcji dyrektora ginekologiczno-położniczego w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie (w tej sprawie proces przeciwko profesorowi toczy się nadal). W książce „Prawo do życia. Bez kompromisu” prof. Chazan wyznaje, iż nie zawsze bronił życia. „Dziś wiem, że to był błąd” – pisze. „Od kiedy stałem się beneficjentem Bożego miłosierdzia, to w miłosierdzie to uwierzyłem do końca (…) Mnie prawda faktycznie wyzwoliła. I to właśnie ona przyczyniła się do tego, że postanowiłem dawać świadectwo w najtrudniejszych sprawach”. Obecnie prof. Chazan jest m.in. Przewodniczącym Rady organizacji ginekologów katolickich MaterCare International, pomagającej matkom i dzieciom w krajach rozwijających się. Przez lata pracy stał się promotorem wielu zmian w położnictwie. Podkreśla, że nie żałuje żadnej ze swych decyzji podjętych w obronie życia nienarodzonych.

W Krakowie prof. Chazan wskazał, że przyjmuje nagrodę „Źródła” w imieniu wszystkich lekarzy, pielęgniarek i położnych, szczególnie młodych, którzy w wielkim trudzie i poświęceniu stają codziennie w obronie prawa człowieka do życia, cierpliwie i mężnie znosząc presję ze strony przeciwników życia. – Jesteśmy świadkami brutalnego ataku na sumienia lekarzy – podkreślił prof. Chazan i wskazywał na liczne zagrożenia z tym związane. Choć w Polsce sytuacja wygląda lepiej niż w wielu państwach Europy zachodniej, nie możemy spocząć na laurach, ale musimy wspierać osoby stające w obronie życia, szczególnie lekarzy i innych pracowników służby zdrowia. W rozmowie z „Niedzielą” prof. Chazan zachęcał: – Trzeba o nich pamiętać, mówić, doceniać. To są często bezimienni bohaterowie, pracujący w wielu szpitalach, wielu przychodniach, którzy są zwalniani z pracy, szykanowani i pozostawiani samym sobie. O nich trzeba dbać, aby nie rezygnowali ze swojej pracy, bo od nich dużo zależy – od ich opinii wygłaszanych publicznie, ale też od ich opieki nad konkretnymi pacjentami. Wspierajcie państwo lekarzy, pielęgniarki i położne, aby oni czuli, że nie są sami – zaapelował. Wyrazy uznania dla postawy prof. Chazana złożył także abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem