Reklama

Byliśmy w Wilnie (3)

Aleksander Markowski
Niedziela Ogólnopolska 1/2003


Ocalona figura Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w kościele Franciszkanów

Symbolem Wilna, widocznym nad miastem, są Trzy Krzyże na górze nad Wilenką, wzniesione dla uczczenia męczeńskiej śmierci w 1345 r. czternastu franciszkanów, pierwszych misjonarzy na Litwie. W miejscu śmierci siedmiu z nich wytrysnęło źródło ożywczej wody. Wzniesiono kościół Świętego Krzyża. W jego wnętrzu znalazła się studzienka ze źródlaną wodą. Gospodarze kościoła, Bonifratrzy - Dobrzy Bracia, leczyli nią w swym szpitalu i przytułku chorych. Opiekowali się też opuszczonymi, bezradnymi ludźmi. I ocalali od śmierci nowo narodzone dzieci. Jeszcze przed II wojną światową w grubym murze klasztornej furty była wnęka o kształcie kolebki. Matka, dziewczyna znajdująca się w tragicznej sytuacji, mogła przynieść swoje maleńkie dziecko, złożyć je w kamiennej kolebce, pociągnąć za sznur klasztornego dzwonka i odejść. Bracia zakonni odbierali dziecko z kolebki i oddawali pod troskliwą opiekę sióstr zakonnych. Matka dziecka, gdy tylko zechciała, mogła przyjść do klasztoru i odebrać uratowane maleństwo. Bolszewicy po II wojnie światowej zamknęli kościół, klasztor i szpital, zamurowali w kościele studzienkę pamiętającą miejsce męczeńskiej śmierci franciszkanów...
Cofnijmy się w czasie. Wtedy, w 1345 r., siedmiu pozostałych franciszkanów, którym udało się uciec przed oprawcami, schwytano na górze nad Wilenką. Słowa z kroniki Zakonu Franciszkanów: "... Tam, na górze, siedem zrobiwszy krzyżów, srodze do nich żelaznymi gwoździami ręce i nogi tych franciszkanów poprzybijawszy, z krzyżami z góry do rzeki Wilenki wrzucili, mówiąc: Jakoście nam to drzewo czcić kazali, tak teraz na niem sami pływajcie". W 1387 r. odbył się chrzest Litwy. Wilnianie, dla uczczenia męczeństwa franciszkanów, wznieśli na górze nad Wilenką trzy drewniane krzyże. Odnawiane przez wieki, zostały po powstaniu styczniowym zniszczone z rozkazu Murawiewa. W 1916 r., po odejściu rosyjskich zaborców, wzniesiono z jasnego betonu wielki pomnik Trzech Krzyży. Jego autorem był Antoni Wiwulski - wcześniej, w 1910 r., twórca pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie i rozpoczętego w 1913 r. w Wilnie wielkiego kościoła Serca Jezusowego z zaprojektowaną 108-metrową wieżą i wielką rzeźbą Chrystusa rozpościerającego ramiona nad Wilnem. Wiwulski zmarł jako ochotnik Samoobrony Wileńskiej w styczniu 1919 r., w czasie walk z bolszewikami.
Po II wojnie światowej sowieccy okupanci zniszczyli nie ukończony jeszcze kościół Serca Jezusowego. W 1950 r., w nocy, wysadzili w powietrze pomnik Trzech Krzyży. "...Krzyże nie przestały istnieć, one śpią we wnętrzu góry i przyjdzie czas, że obudzą się i wyrosną na szczycie góry jak kwiaty na wiosnę..." - słowa krążącej wśród wilnian legendy przekazał nam, pielgrzymom Niedzieli, w 1986 r. w Wilnie w kościele Świętego Ducha jego proboszcz, obecny biskup grodzieński Aleksander Kaszkiewicz. Ziemia zebrana z Góry Trzykrzyskiej (krzyży nie było, ale nazwa góry trwała) i z Grobu Matki i Serca Marszałka Piłsudskiego została jako wotum - w urnie, po ofiarowaniu Matce Bożej Jasnogórskiej - złożona w Kaplicy Pamięci Narodu na Jasnej Górze. W 1989 r. wileńska legenda stała się rzeczywistością. Padła na Litwie władza Sowietów. Szczątki trzech krzyży wydobyto z ziemi. Ułożono na zboczu góry. Pokryły je kwiaty, przynoszone przez wilnian. Pomnik Wiwulskiego odtworzono. Trzy białe krzyże znów wieńczą ukochane miasto. Trzy krzyże, kościół Świętego Krzyża...
Jest w Wilnie miejsce będące ciągle żywym świadectwem franciszkańskich zmagań o światło Bożej prawdy. To wielki kościół Franciszkanów - Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, powstały w 1382 r. Początki kościoła i klasztoru to złożenie życia na ołtarzu wiary przez 36 franciszkanów, którzy jak ich poprzednicy ponieśli śmierć męczeńską. Teraz, w październikowy dzień 2002 r., obecność w tym wileńskim kościele stała się dla nas przeżyciem szczególnym. W 1989 r. kościół, po latach zamknięcia przez władze sowieckie, został oddany Franciszkanom. Widok jego wnętrza był dla nas wstrząsem. Zniszczenie i ruina. Wielkie ściany, nagie, pogruchotane, okaleczone wybitymi otworami. I pustka. Nie ma ołtarzy, rzeźb, obrazów. Zerwana posadzka. Świątynia przez całe lata profanowana i niszczona. Pytanie naszej, częstochowskiej młodzieży: Dlaczego kościół zniszczono? Ale Kościół żyje. Odrodził się jak Trzy Krzyże. W prezbiterium franciszkanie, z pozbieranych po odgruzowaniu kościoła cegieł, ułożyli ołtarz główny. Nad ołtarzem zawiesili krucyfiks - wizerunek Pana Jezusa, taki sam jak w Asyżu. W bocznej nawie umieszczono nowy obraz, ukazujący męczeństwo wileńskich misjonarzy.
Mszę św. odprawił z gospodarzami świątyni nasz Ksiądz Jacek. W kościele prawie mróz, ale ludzi dużo. Wzruszenie budzi beztroska, mała dziewczynka wspinająca się na dwa stopnie ołtarza, aby potem turlać się w dół. W pewnej chwili wstała i patrząc w stronę wejścia do kościoła, uśmiechnęła się od ucha do ucha, wyciągając rączki - do ołtarza zbliżała się trochę większa od niej dziewczynka, pierwsza w dziecięcej procesji darów. Pewnie św. Franciszek w niebie też uśmiechał się do tych wileńskich dzieci i wszystkich obecnych w kościele. Po błogosławieństwie Ksiądz Proboszcz przypomniał obecną sytuację kościoła i klasztoru franciszkańskiego. Zakonnicy nie mogą wrócić do swoich budynków klasztornych, bo władze Wilna wynajęły je spółce amerykańskiej. Nie mogą rozpocząć odbudowy zniszczonego kościoła, ponieważ z polecenia władz litewskich w poprzek bram otwartych na teren kościelny zainstalowano metalowe bariery uniemożliwiające wjazd i wyjazd samochodów transportujących materiały i sprzęt lub wywożących gruz. Po Mszy św. parafianie podpisywali się pod apelem do władz Wilna i organizacji międzynarodowych o umożliwienie egzystencji i działalności kościoła i Zakonu Franciszkanów.
W bocznej nawie kościoła, w kaplicy, we wnęce muru zobaczyliśmy przepiękną białą rzeźbę Matki Bożej o zamyślonym, łagodnym uśmiechu. W jaki sposób ocalała z bolszewickiego pogromu świątyni? Jej obecność jest znakiem zwycięstwa dobra nad złem, nadziei nad rozpaczą i zwątpieniem. To wileńska Matka Boża Niepokalanie Poczęta, zwana też Matką Bożą Brzemienną. Pierwotnie była we wnęce muru przy wejściu do klasztoru. Po powstaniu styczniowym władze rosyjskie zamknęły kościół i klasztor, wypędziły zakonników, a figurę Matki Bożej, przed którą odbywały się manifestacje patriotyczne, kazały zniszczyć. Zaborców oszukano, zamurowując wnękę z Matką Bożą. W latach Polski niepodległej ocaloną figurę umieszczono we wnęce kościelnej kaplicy św. Wawrzyńca. Za okupacji sowieckiej, w 1948 r., ponownie zabrano wiernym kościół i klasztor. I wtedy ktoś nieznany, jeszcze przed wkroczeniem barbarzyńców do kościoła, zamurował wnękę w kaplicy, ratując figurę Matki Bożej przed profanacją i zniszczeniem. W spustoszonym przez bolszewików kościele ocalała tylko Ona. Ocalała, promieniując uśmiechem i patronując Macierzyństwu. Cenne fotografie wnętrza kościoła i rzeźby Matki Bożej, wykonane latem 2002 r. przez Artura Rudę, otrzymaliśmy od naszej wileńskiej przewodniczki Anny Sipowicz.
Gdy byliśmy w Wilnie, nasz dyrektor i wychowawca Robert Jaczyński i ks. Jacek Reczek odwiedzili Daugavpils - Dyneburg w dawnych Inflantach, na pobliskiej Łotwie. Byli w Szkole Polskiej. 430 uczniów oprócz języka łotewskiego uczy się języka polskiego. I poznaje, dzięki światłym nauczycielom i wychowawcom, duchowe wartości narodu przodków. Szkoła w Dyneburgu od 10 lat organizuje Festiwale Kultury Polskiej na Łotwie. Działają w niej zespoły folkloru polskiego "Kukułeczka" i "Iskierka" oraz teatrzyk "Kopciuszek". Zespół "Kukułeczka" wiele razy występował w Polsce. Wśród uroczystości szkolnych do najważniejszych należą obchody Święta Niepodległości Polski i Łotwy - 11 Listopada i jasełka bożonarodzeniowe. Co roku 150 uczniów wyjeżdża do Polski na praktyki językowe. Podczas serdecznego spotkania częstochowsko-dyneburskiego postanowiono nawiązać łączność między naszymi szkołami. Grupa uczniów z Łotwy będzie doskonalić język polski, ucząc się z rówieśnikami w "Katoliku".
Po naszym powrocie do Częstochowy przyszła z Dyneburga radosna wiadomość. W dniu Święta Niepodległości Szkoła Polska przyjęła imię Marszałka Józefa Piłsudskiego, czcząc Wodza i Naczelnika Państwa, którego wojsko w krwawych walkach pomogło Łotwie zrzucić w styczniu 1920 r. bolszewickie jarzmo. Łotyszów i Polaków skupionych w Związku Polaków na Łotwie łączy wspólna walka o niepodległość i wspólna wiara. Robert Jaczyński i ks. Jacek Reczek dotarli do Agłony w dawnych Inflantach, do wzniesionego przed wiekami przez Dominikanów sanktuarium Matki Bożej, zwanego łotewską Jasną Górą. 9 września 1993 r. Ojciec Święty odprawił przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Agłońskiej Mszę św. dla 300 tys. pielgrzymów. Teraz Mszę św. miał szczęście odprawić nasz Ksiądz Jacek.
W 1215 r. papież Innocenty III nadał Inflantom nazwę Terra Mariana - Ziemia Maryi.
Jasna Góra - Ostra Brama - Agłona. Szlak Matki Bożej.

Reklama

Koniec

Reklama

Kapłan prawy, pracowity i pokorny

2019-02-22 14:42

Ks. Szymon Nosal

Kapłan prawy, pracowity i pokorny - biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha, takimi słowami określił naszego rodaka, ks. kan. Stanisława Pawula, w słowie Bożym 4 lutego 2019 roku, na jego pogrzebie. Nic dziwnego, że żegnało go 45 kapłanów wraz z arcybiskupem seniorem Józefem Michalikiem i biskupem seniorem Pawłem Sochą pod przewodnictwem kardynała seniora Stanisława Dziwisza, któremu posługuje siostra zmarłego – s. Matylda Pawul.

ks. Szymon Nosal
Pogrzeb ks. kan. Stanisława Pawula

Bp Socha, powiedział także: „Ks. Stanisław, to Kapłan ustawicznie zajęty pracą. Poza funkcjami duszpasterskimi i życiem modlitwy, zawsze był zajęty pracą przy pszczołach, które bardzo kochał, a one jego, w sadzie, czy na małym skrawku ziemi, by nie zabrakło świeżych warzyw. Jednak najwięcej czasu poświęcał pracy duszpasterskiej i gospodarczo-administracyjnej. Zatroskany był o kościoły, ich konserwacje, remonty i bezpieczeństwo. A w każdej z trzech parafii, gdzie pracował jako proboszcz, było wiele kościołów i kaplic. (…) Był człowiekiem wielkiej pokory i prostoty. Nigdy nie ubiegał się o godności czy też lepsze, łatwiejsze parafie. (…) Ks. kan. Stanisław wyniósł ze środowiska rodziny i parafii, a także z Seminarium przemyskiego ducha żarliwej wiary, pobożności, szczególnie maryjnej. Miał doskonale wyrobiony zmysł Kościoła, czyli traktowania instytucji Kościoła nie tylko od strony widzialnej, ale i jako obecności pośród nas samego Jezusa Chrystusa.

Diecezja zielonogórsko-gorzowska wdzięczna jest ks. kan. Stanisławowi Pawulowi za decyzję podjęcia pracy na terenie trudnym pod względem duchowym, gdyż zamieszkali tu Polacy wyrwani z ojcowizny i przeniesieni siłą na ziemię od wieków słowiańską, ale zimną duchowo z powodu ducha reformacji. Ks. Stanisław swoją delikatnością, duchem wiary i gorliwością kapłańską przyczynił się do duchowego odrodzenia i odnowienia życia wiary na Ziemi Lubuskiej. Mimo że powrócił na ziemię rodzinną, to kapłani i wierni zawsze będą przed Bogiem pamiętać o pełnym wiary i miłości Bożej Księdzu Kanoniku Stanisławie Pawulu”.

Poprzedniego dnia, w niedzielę 3 lutego na eksporcie, dwudziestu dwu kapłanów pod przewodnictwem bp Mariana Rojka, modliło się za śp. ks. kan. Stanisława Pawula, a dwu spowiadało. Ks. proboszcz zwrócił się do mnie, abym wygłosił słowo Boże, bo nie mógł znaleźć chętnego wśród jego kolegów. Powiedziałem między innymi: „Kiedy kilka godzin przed Twoim, Stasiu, odejściem do Pana, stałem przy Tobie, przy łóżku szpitalnym, i dotykając Twej dłoni polecałem Cię Bogu, prosząc o miłosierdzie, Ty już wspinałeś się na swój życiowy szczyt, o którym mówi poeta w wierszu: W drodze na szczyt, słowami:

Przygnieciony pułapem chmur

Duszę się rankiem zamglonym.

Wokół mnie wszędzie szary mur

Błądzę murem otoczony.

[…] W chmurach i mgle postawiony

Nie widzę nawet swoich nóg

A muszę iść, przecież wiem dokąd,

Szukać tej jednej drogi dróg.

Tą drogą krętą przejdę mgły,

Przecisnę się wśród powłok chmur.

Dotąd me nogi będą szły,

Aż znajdę moją górę gór.

A tam popatrzę na mój szlak,

W jednej chwili zobaczę swe życie,

Poczekam tylko na ten znak –

Możesz wejść, jesteś na szczycie.

Śp. ks. Stasiu znalazł tą jedną jedyną drogę swego życia w kapłaństwie. Mężnie pokonywał wszystkie zakręty i szare mury trudności życiowych, bo wiedział, dokąd iść. Ciężko Dusił się rankiem zamglonym, gdy tłoczono w jego płuca tlen, szukał tej jednej drogi dróg i znalazł swoją „górę gór”, tam w szpitalu pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku i doszedł do swego szczytu. Tam w jednej chwili zobaczył całe swoje życie i zobaczył znak ukochanego Mistrza, Najwyższego Kapłana, gest zaproszenia do chwały. Zapewne usłyszał te słowa pełne miłości: Możesz wejść, jesteś na szczycie. Dość się już natrudziłeś! Czas już na nagrodę, na odpoczynek ze Mną i Moją Matką, którą tak ukochałeś w swoim życiu w tym obrazie Matki Bożej Pocieszenia, najpierw w tej małej kaplicy, a później już od prawie pół wieku w tym kościele, który tak często odwiedzałeś i cieszyłeś się z jego powstawania i upiększania.

Byłeś dumny ze swoich Rodziców, którzy mnie wspierali w organizowaniu tutejszej parafii. Cieszyłeś się, że Twój Tatuś, śp. Jan, tak dzielnie wspomagał mnie w budowie tego kościoła, jako dobry cieśla i doskonały organizator prac przy tym kościele. Nazywaliśmy go żartobliwie „szeryfem”, bo miał szacunek i posłuch u ludzi przy tych pracach. Jeszcze bardziej cieszyłeś się, gdy udało mi się załatwić dla niego emeryturę, i gdy potem przez bardzo wiele jeszcze lat służył tak wiernie i bezinteresownie parafii jako kościelny, który był przykładem wielkiej wiary i pobożności. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, w tak przykładnej rodzinie, Pan Bóg powołał dwoje rodzeństwa do swojej służby – Ciebie, Stasiu i Twoją starszą od ciebie o dwa i pół roku siostrę Julię, obecną tu s. Matyldę. Razem zdawaliście maturę w pobliskiej Żołyni w 1959 r. i w tym samym roku obydwoje poświęciliście się Bogu na służbę. Ty, Stasiu, we wrześniu wstąpiłeś do Seminarium Duchownego w Przemyślu, a twoja siostra kilka tygodni później, 9 października, do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

W kaplicy, która tu była gdzie obecnie jest prezbiterium naszego kościoła, u stóp M.B. Pocieszenia, pod czułym Jej spojrzeniem zrodziło się i umacniało Wasze powołanie do służby Bogu. Tu pewnie usłyszeliście po raz pierwszy ten cichy i pełen miłości głos Mistrza i ochotnie Mu odpowiedzieliście słowami wspomnianego już na początku poety w wierszu pt. Poślij mnie Panie

Chcesz Panie ludzi do pracy (…)

Weź, Panie, moje krzyże

I użyj mego cierpienia,

Weź, Panie, me siły świeże

Do pracy dla odkupienia.

I ks. Stanisław swoim życiem potwierdził tę gotowość pójścia na służbę Bogu i ludziom. Podobnie i jego siostra, Julcia, czyli s. Matylda, sercanka, która tak wiernie i ofiarnie służyła i posługiwała św. Janowi Pawłowi II, a teraz służy i pomaga ks. kard. St. Dziwiszowi.

Śp. ks. Stanisław urodził się 12 grudnia 1942 r. w Gwizdowie. Dwa tygodnie później ochrzczony 26 grudnia w Żołyni, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego poszedł za głosem powołania do seminarium przemyskiego, gdzie po sześciu latach studiów otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp Jakiela 20 czerwca 1965 r. w Przemyślu. Po trzech latach pracy w naszej diecezji, - dwa lata w Bączalu Dolnym i rok w Łączkach Jagiellońskich jako wikary - na apel biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, udał się tam, mówiąc niejako: Weź, Panie, moje krzyże/I użyj mego cierpienia,/Weź, Panie, me siły świeże /Do pracy dla odkupienia. - by ofiarnie służyć Bogu i ludziom przez prawie pół wieku.

Jako wikariusz pracował najpierw w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostrowicach w powiecie i dekanacie Drawsko Pomorskie, następnie w parafii Świętej Trójcy w Gubinie, a potem przez sześć lat w par. św. Mikołaja w Głogowie. W 1979 r. został inkardynowany do diecezji gorzowskiej. Był proboszczem w Bobrowicach (1979-1989), Strzelcach Krajeńskich (1989-2004) i Cybince (2004-2017). Pełnił również funkcję wicedziekana w Dekanacie Krosno Odrzańskie i Dekanacie Rzepin oraz dziekana w Dekanacie Strzelce Krajeńskie. W 1995 r. otrzymał tytuł kanonika R.M. W roku 2017 przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w rodzinnej miejscowości, tu w Gwizdowie.

Niedługo cieszył się tą emeryturą – tylko półtora roku, bo Bóg doświadczył go i znalazł godnym siebie – jak to słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu. Pan Jezus zaś w Ewangelii dzisiejszej wypowiadając słowa o ziarnie, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, aby przynieść plon obfity, myślał najpierw o sobie. To On, Chrystus, podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy wiedział, że czeka Go męka i śmierć, przez którą zostanie uwielbiony. To się sprawdziło. Chrystus przez swoją mękę i śmierć dokonał odkupienia świata, a przez to okazał największą miłość i posłuszeństwo Ojcu Niebieskiemu, który Go uczcił. Po zmartwychwstaniu Chrystus zasiadł po prawicy Ojca.

Zbawiciel jest dla nas wszystkich drogą, prawdą i życiem. Jeżeli człowiek w swoim postępowaniu będzie się kierował wskazówkami zawartymi w Ewangelii, to znak, że jest na dobrej drodze. W słowach zapisanych przez św. Jana: „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przyniesie plon” (por. J 12,24) Chrystus daje wskazania dla wszystkich ludzi. W tym zawiera się również tajemnica naszego życia i naszej wiary. Prawda o przechodzeniu do chwały przez mękę i śmierć do życia wiecznego jest aktualna w życiu każdego człowieka. Przecież każdy z nas ma przygotowane miejsce w Domu Ojca. Dobrze o tym wiedział ks. Stanisław, bo niedawno powiedział do jednego naszego parafianina, że chyba niepotrzebnie buduje to marne mieszkanie, kiedy tam, w Domu Ojca, czeka na niego wspanialsze, u boku swego Mistrza i Jego Matki. Nie mylił się!

Na naszych niejako oczach odszedł do Boga i jutro pogrzebany zostanie jako ziarno pszenicy sługa Kościoła, ks. kan. Stanisław Pawul, który zapewne często powtarzał na modlitwie: Weź, Panie, moje krzyże / I użyj mego cierpienia,(…) / Do pracy dla odkupienia.

Dziękujemy dziś Bogu za jego życie kapłańskie, za jego modlitwy, cierpienia, za wszystko, co uczynił dla chwały Bożej i zbawienia ludzi. Przepraszamy też za jego słabości i grzechy, bo jak każdy człowiek tak i on był słaby i mógł obrazić majestat Stwórcy i Pana. Pragniemy też modlić się o to, aby znalazł miejsce w świętym Domu Ojca. Ufam, że w chwili śmierci spotkał w Jezusie nie tyle Sędziego, co Przyjaciela, który zapewne przytulił go do Swego Serca, jak tego utrudzonego Bożego parobka Borynę z „Chłopów” Reymonta. Boryna, kiedy doszedł do niejakiej przytomności po długich tygodniach leżenia, w środku nocy, gdy księżyc świecił pełnym blaskiem wstał i wyszedł na pole. Pomyślał, że już dnieje. Przeżegnał się raz i drugi, potem wyruszył na zagon. Nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać, jak zboże. Tak o tym napisał Reymont w „Chłopach”: „Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: - Pójdź-że, duszko człowieka, do mnie. Pójdź-że, utrudzony parobku. Zachwiał się Boryna, otworzył ręce, jak w czas podniesienia: Panie Boże, zapłać! – odrzekł i runął na twarz przed tym majestatem Przenajświętszym. Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie...”

Ufam, wszyscy ufamy, że godzina śmierci śp. ks. Stanisława, Bożego parobka, była godziną łaski Pańskiej, bo umierał w godzinie Śmierci Zbawiciela. Była godziną nagrody niebieskiej, bo przez przeszło pół wieku siał obficie ziarno słowa Bożego na niwie Pańskiej, ale jak każdy człowiek i on potrzebuje naszej modlitwy, dlatego tu jesteśmy i mamy się modlić za niego teraz i później, dopóki nam Bóg żyć pozwoli.

Księże Stanisławie. Byłeś wierny do końca swemu powołaniu. Służyłeś w swoim kapłaństwie Panu Jezusowi i Jego Matce, Kościołowi, Ojcu Świętemu i biskupom, jakich postawił Bóg na twej drodze kapłańskiej. A jeśli kto mi służy – mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – uczci go mój Ojciec”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: więcej miejsca w Kościele dla geniuszu kobiecości

2019-02-23 11:55

vaticannews / Watykan (KAI)

W Kościele, który jest matką, trzeba zrobić więcej miejsca dla geniuszu kobiecości, bo poprzez niego Kościół sam się wyraża – w ten spontaniczny sposób Papież zareagował na wystąpienie Lindy Ghisoni. Podsekretarz Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia wskazała na potrzebę komunii, dzielonej odpowiedzialności, prewencji i solidarności wobec osób zranionych duchowo i cieleśnie przez nadużycia w Kościele.

Grzegorz Gałązka

"Zaproszenie kobiety do wygłoszenia referatu nie jest wchodzeniem w kościelny feminizm, gdyż każdy feminizm kończy na maskulizmie w spódnicy. Nie. Zaproszenie kobiety, aby mówiła o ranach Kościoła, jest zaproszeniem samego Kościoła, aby mówił o sobie, o ranach, które nosi. I to jest krok, który moim zdaniem powinniśmy zrobić z wielkim zaangażowaniem: kobieta jest obrazem Kościoła, który jest kobietą, oblubienicą, matką. To jest ten styl. Bez niego będziemy mówić o ludzie Bożym jako organizacji, może synodalnej, ale nie jako o rodzinie zrodzonej przez matkę Kościół. Nie chodzi o to, aby w Kościele dawać kobietom więcej zadań, choć to też jest dobra rzecz, ale w ten sposób nie rozwiąże się problemu. Chodzi o ukazanie w naszej myśli kobiety jako obrazu Kościoła. I o myślenie o Kościele w kategoriach kobiecych" - powiedział Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem