Reklama

Pomyliłem się o 30 dni

Z ks. dr. Mieczysławem Malińskim rozmawiają ks. Andrzej Klimara i ks. Robert Nęcek
Niedziela Ogólnopolska 41/2003

- Ksiądz Profesor miał okazję obserwować w Rzymie konklawe po śmierci Pawła VI...

- Redakcja Tygodnika Powszechnego z Jerzym Turowiczem na czele debatowała, kogo z redaktorów wysłać do Rzymu, żeby przyglądał się temu wydarzeniu. Okazało się, że nikt z redakcji nie ma ani paszportu, ani wizy włoskiej. A trzeba było już jechać. Wtedy Turowicz zwrócił się do mnie z propozycją, czy ja bym nie pojechał. Nie byłem członkiem redakcji, ale miałem paszport i wizę. Znałem Rzym, bo studiowałem tam przez 4 lata, gdy pisałem doktorat. Pojechałem. Po pogrzebie Pawła VI przez 9 dni trwały tzw. novendiales, kiedy kardynałowie modlą się o spokój duszy zmarłego papieża i o trafny wybór następcy. Po Mszy św. spotykają się i rozmawiają na tematy Kościoła. Karol Wojtyła jako kardynał brał udział w tej nowennie. Mieszkaliśmy w Collegio Polacco na Awentynie. Gdy kard. Wojtyła wyjeżdżał na Mszę św., to ja jechałem z nim, bo chciałem pochodzić po Rzymie i dowiedzieć się, „co w trawie piszczy”. A w trawie piszczało: Benelli, Bertoli i Baggio. Trzech kardynałów kurialistów, którzy byli lansowani na następców Pawła VI przez całą prasę rzymską i przez wszystkich, którzy się znają na rzeczy. Trzy razy B. Chodziłem po tym Rzymie i rozmawiałem ze starymi kolegami, czytałem gazety, rozglądałem się, słuchałem. Trzeba było dla Tygodnika napisać jakiś artykuł. Po kilku dniach tych moich spacerów po Rzymie już wiedziałem. Któregoś dnia, kiedy wracaliśmy starym kolegiackim fordem z Watykanu do Collegio, spytałem Kardynała: - Czy kupiłeś bilet tam i z powrotem?, a on na to: - Tak. Kupiłem do Rzymu i z Rzymu do Krakowa. - Nie lepiej przekazać pieniądze biednym, a nie wydawać niepotrzebnie? On popatrzył na mnie zdziwiony. - Przecież będziesz wybrany na papieża, to po co ci bilet z powrotem? - Czyś ty zwariował?” - powiedział Wojtyła i postukał się w głowę.

- Dlaczego Ksiądz Profesor był tak pewny, że papieżem zostanie Karol Wojtyła? Co za tym przemawiało?

- Miałem wiele argumentów. Wyjaśniłem Karolowi Wojtyle podczas rozmowy, jak do tego doszedłem. Powiedziałem: - Po pierwsze: jesteś człowiekiem środka. Ani nie jesteś zbytnio konserwatywny, ani zbytnio progresywny. Skrajności boją się wszyscy. Chcą umiarkowanych. Po drugie: jesteś człowiekiem pracującym z wiernymi, nie urzędnikiem. Bertoli, Baggio i Benelli to urzędnicy watykańscy. Oni nie wchodzą w rachubę. Po trzecie: jesteś człowiekiem znanym wśród kardynałów i biskupów. Co 2 lata jest spotkanie Synodu Biskupów i Ty za każdym razem jesteś wybierany do sekretariatu. Wszyscy przekonali się, jak jesteś mądry i jaki dobry organizator z Ciebie. Po czwarte: Ty jesteś z państwa, w którym duchowieństwo ostało się prawie nienaruszone po Soborze Watykańskim II. W wielu krajach doszło przecież do herezji posoborowej, księża odchodzili z kapłaństwa, zakonnice i zakonnicy - z klasztorów. A Polska wyszła z tego trudnego okresu obronną ręką. Niewątpliwie również dzięki Episkopatowi polskiemu, z Wyszyńskim i Tobą na czele, bo Ty byłeś jego zastępcą. Po piąte: miałeś przed rokiem rekolekcje watykańskie, po których zebrałeś znakomite opinie. Po szóste: jesteś z małego państwa. Nie chcą Amerykanina, bo zrobi z Watykanu jeszcze jeden stan Stanów Zjednoczonych. Nie chcą Niemca, bo wszyscy jeszcze pamiętają przeszłość niemiecką. Nie chcą Francuza, bo „sfrancuziałby” cały Watykan. A Polska jest takim dobrym krajem.
Ale te argumenty nie trafiały Kardynałowi do przekonania. W dniu rozpoczęcia konklawe (po południu) mieliśmy jeszcze rano Mszę św. w kaplicy kolegiackiej. On do mnie: - Powiedz homilię, bo ty krótko mówisz. A ja: - Nie powiem, bo to jest ostatnia Twoja jako kardynała. Następna będzie jako papieża.

- Wybrano jednak Jana Pawła I, ale przeczucia Księdza Profesora w końcu się jednak sprawdziły, chociaż z opóźnieniem...

- Tak. Po śmierci Jana Pawła I przyszedłem do kard. Wojtyły, prosząc o zezwolenie na kilkudniowy wyjazd do Münster, bo potrzebowałem posiedzieć w tamtejszej bibliotece uniwersyteckiej, aby dokończyć książkę Po co sakramenty. Zapytał mnie: - To nie jedziesz do Rzymu, aby obserwować konklawe? Odpowiedziałem: - Teraz jesteś Ty na placu na sto procent.
Gdy usłyszałem w telewizji, że na papieża został wybrany Karol Wojtyła, nie miałem zamiaru jechać do Watykanu. Jednak koledzy niemieccy wepchnęli mnie do samolotu i poleciałem na Mszę św. inauguracyjną. Byłem potem na poniedziałkowej audiencji dla Polaków. Wrzask, krzyk, szlochy. Sto lat. Niech żyje! Na zakończenie Papież przeszedł przez całą salę wzdłuż i nieoczekiwanie przeszedł przez salę w poprzek. Stałem w drugim rzędzie. I on mnie zobaczył. Wykrzyknął do mnie: „Miałeś rację, tylko się pomyliłeś o 30 dni”.
Dla mnie więc wybór Papieża-Polaka to nie było zaskoczenie.

- Księże Profesorze, Frossard twierdzi, że jest to Papież nie z Polski, ale z Galilei. Twierdzi również, że jest to Papież pierwszych wieków. Jak Ksiądz Profesor odniósłby się do tego stwierdzenia?

- Napisałem książkę: Wielki Jan Paweł. Wykazuję tam, że jest już dwóch papieży wielkich: Grzegorz Wielki i Leon Wielki. A teraz jeszcze Jan Paweł II powinien być nazwany Wielkim. Dlatego że troszczy się nie tylko o katolików, nie tylko o chrześcijaństwo, nie tylko o religie Księgi. Nie tylko o wierzących, ale o wszystkich ludzi - tak wierzących, jak i niewierzących. To jest dążenie podstawowe Jana Pawła II: Chce z ludzkości zbudować jedną wielką rodzinę. Realizuje polecenie Pana Jezusa: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody” - czyli ogarniajcie swoją miłością, myślą, serdecznością cały świat, wszystkich ludzi żyjących na tym ziemskim globie.

- Czy Ksiądz Profesor dostrzega związek między osobowością Ojca Świętego a tragicznymi wydarzeniami, które go spotkały w dzieciństwie i młodości - chodzi o śmierć najbliższych, szczególnie ojca.

- Karola Wojtyłę poznałem w 1940 r. w Krakowie. Mieszkał na Tynieckiej, ja na Madalińskiego. Domy dzieliła odległość 3 min. Przychodził do mnie dwa razy w tygodniu i dawał mi lekcje łaciny. Od razu dobrze się rozumieliśmy. Potem razem dojrzewaliśmy do kapłaństwa. Odkąd pamiętam, Karol odznaczał się zawsze pokojem wewnętrznym. Wszystko, co się działo, traktował z dużym dystansem Bożym. Ciężko przeżył śmierć ojca, który zastępował mu matkę, brata, siostrę. Ojciec też bardzo kochał Karola. Dla syna zrezygnował z Wadowic, gdzie miał mieszkanie, własne środowisko. Przyszedł do Krakowa, żeby być razem z nim, gdy ten zaczął studiować. Zamieszkał w domu rodziny żony. To była klitka. To było mieszkanie w suterenach, ciasne, ciemne. Mimo trudnych warunków, jakie mieli w Krakowie, ojciec nie wrócił do Wadowic. Wszystko to robił dla syna. Jego śmierć tak Karolem wstrząsnęła, że opuścił swoje mieszkanie na Tynieckiej i zamieszkał u zaprzyjaźnionej rodziny Kydryńskich przy ulicy Felicjanek. Po pogrzebie ojca codziennie chodził na cmentarz Rakowicki. Piechotą to spora odległość! Karol Wojtyła nigdy jednak nie poruszał w rozmowie tematu matki, ojca, brata. Teraz też do tego nigdy nie wraca, chociaż mówimy o wszystkim. To jest jakieś tabu, którego nie chce dotykać.

- Skąd w Janie Pawle II tyle siły, że potrafi się zmagać z dużym cierpieniem?

- Kiedy się patrzy na niego i widzi, w jakim stanie zdrowotnym jest teraz, to człowiek zadaje sobie pytanie: Czy nie byłoby lepiej, aby on sobie odpoczął? A tymczasem Jan Paweł II jeszcze nie powiedział wszystkiego, jeszcze wszystkiego nie napisał, jeszcze wszystkiego nie załatwił. On chce kontynuować pracę apostolską dopóki mu Pan Bóg pozwoli.
Przedtem, gdy szedł przez przedpokój do jadalni, dawał mi znać, klapiąc pantoflami. Spadały mu z pięt, tak klapał. Teraz, gdy patrzę, jak się posuwa z pomocą laski, staje w drzwiach, serce mi się kraje, a on pyta: „Co słychać w Polsce?”. Jednak gdy Papież siądzie za stołem, to jest ten sam, co dawniej. Rozmawia się z nim jak za dawnych czasów. Jest w pełni sił psychicznych. On doskonale widzi wszystkie sprawy, wie, czego potrzeba Kościołowi. Chce służyć mu jak najlepiej.

- Jak Ksiądz uważa, czy Papież w okresie Pontyfikatu zmienił się jako człowiek?

- On był zawsze zdeterminowany na dobro. Chciał być aktorem, bo Mieczysław Kotlarczyk go uczył: „Aktorem być - to znaczy przekazywać ludziom piękno, ażeby byli lepszymi”. Wojtyła był początkowo przekonany, że tak chciałby żyć. Myślał o przyszłości Polski, dlatego działał w Teatrze Rapsodycznym Kotlarczyka wtedy, kiedy nie było wolno jeszcze niczego wystawiać. Pisał poezję wtedy, gdy nie wolno było jeszcze drukować. On wiedział, że okupacja się skończy, a wojna będzie wygrana. Tymczasem w 1940 r. spotkaliśmy Jana Tyranowskiego, krawca, a jednocześnie mistyka, oczytanego w dziełach Jana od Krzyża i Teresy z Avili, który z głębokim zrozumieniem uczył nas modlitwy. On wywarł na Wojtyłę i na mnie zasadniczy wpływ. Tyranowski pokazał Wojtyle inną drogę, przez którą można świat ulepszać duchowo w bezpośrednim działaniu. Nie przez sztukę, ale przez duszpasterstwo. Karol Wojtyła w to uwierzył i to realizował i realizuje w dalszym ciągu. Można czynić ludzi lepszymi przez kontakt duszpasterski.

- Jak Ksiądz Profesor postrzega Papieża jako człowieka humoru?

- On jest zawsze nie tylko pogodny, nie tylko pogodnie nastawiony, ale wciąż towarzyszy mu ten żartobliwy, serdeczny, ciepły ton. To nie są jakieś uśmiechy, dowcipasy, tylko pogodny sposób prowadzenia rozmowy.

- Czy krąg przyjaciół Papieża jest duży?

- Tych kręgów bliższych i dalszych przyjaciół Papieża jest bardzo wiele. Na różnych etapach życia Karol Wojtyła był związany z różnymi osobami. Ma świetną pamięć. Znakomicie pamięta imiona, nazwiska, rozmaite szczegóły. Chętnie przypomina, kiedy się z kimś spotkał, kiedy ktoś coś powiedział, kiedy i jak się zachował. Wciąż jest ciepły dla ludzi. Ludzie, nawet obcy, którzy przyjechali po raz pierwszy do Watykanu, czują się tak, jakby dla Papieża podczas audiencji nie istniał świat, jakby byli tylko oni. To jest bardzo charakterystyczne. Papież całym sercem skupia się i koncentruje na swoim rozmówcy - na tym, który właśnie przyszedł.

- A gdyby Ojciec Święty uprawiał zawodowo sport, to w jakiej dyscyplinie byłby mistrzem?

Jesteśmy w przedpokoju, ja stoję obok niego i mówię: - Biegi się skończyły, narty się skończyły. A on: - Ale jest pływanie. Podczas Soboru, w weekendy, często kąpaliśmy się w morzu. Podczas konklawe za Pawła VI chodziliśmy popływać do sąsiadów - księży, którzy mieli basen z wodą przepływową z gór. Ja byłem wykończony tym pływaniem. Miałem też dość skakania do wody, a on dalej pływał tam i z powrotem. Taką miał kondycję. Lubi wodę, lubi pływać.

- Jaki prezent zawiózłby Ksiądz Profesor Ojcu Świętemu na 25-lecie Pontyfikatu?

- Jak zwykle - swoją najnowszą książkę. Zresztą już mu wysłałem publikację pt. Wielki Jan Paweł.

- Dziękujemy za rozmowę.

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: paschalne misterium miłości przemienia świat

2019-04-18 21:33

luk / Kraków (KAI)

W Wielki Czwartek abp Marek Jędraszewski przewodniczył w katedrze na Wawelu Mszy św. Wieczerzy Pańskiej. - Paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się udziałem człowieka - może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat - mówił do zgromadzonych metropolita krakowski.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Jak podkreślił hierarcha, liturgia wieczoru wielkoczwartkowego zaprasza wiernych do wgłębienia się w misterium miłości. Tłumaczył, że jest to najpierw misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka.

- Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował - zacytował fragment Ewangelii św. Jana i stwierdził, że ta miłość ma po pierwsze charakter dramatyczny, gdyż dzieje się ponad nienawiść i zdradę. - Przejmująco brzmią słowa Pana Jezusa, który wskazuje, że ręka Jego zdrajcy jest z Nim przy stole. Święty Jan opisując to zdarzenie mówi o szczególnym wzruszeniu Chrystusa - zaznaczył, dopowiadając, że Judasz wybrał ciemność i noc, opuszczając jasność, którą jest Jezus.

Dodał, że w Wieczerniku Jezus uczy także miłości pokornej poprzez umycie nóg swoim uczniom. – I czyni to, zdając sobie sprawę z tego, że jest to gest szokujący. Tak właśnie rozumiał go św. Piotr, który się przed nim wzbraniał. Ale Chrystus mówi wtedy, że skoro On obmył im nogi, to i oni sami powinni sobie nawzajem tak czynić. I to nie jest lekcja łatwa do przyjęcia, gdyż zaraz po tym pomiędzy apostołami powstaje spór, który z nich jest pierwszy - zauważył.

Abp Jędraszewski uwypuklił, że misterium miłości podczas Triduum wskazuje na jej ofiarność aż do końca. Przypomniał przy tym słowa o ustanowieniu Eucharystii, mówiące o Ciele wydanym za wierzących i kielichu oznaczającym Nowe Przymierze we Krwi.

- Jezus wydany aż po okrutne męki i śmierć na krzyżu. Śmierć haniebną. I krew przelana, spływająca z przebitego boku na twardą skałę tego świata. Za was. Dla waszego zbawienia - powiedział.

Metropolita wskazał, że miłość ta daje siłę do życia i jest to widoczne w słowach Chrystusa już po ustanowieniu kapłaństwa. - To słowa mówiące o szczególnie intymnej więzi między Jezusem, winnym krzewem, a uczniami, którzy są latoroślami, czerpiącymi swoją siłę z soków wypływających z winnego krzewu. Bez tego życiodajnego przepływu latorośle uschną - uwrażliwiał.

Jak uznał, jest to obraz sił duchowych, które wierni powinni czerpać z Chrystusa i obraz, który trzeba zrozumieć dosłownie. - Jeśli chcemy żyć miłością Chrystusa - ofiarną, pokorną i aż do końca - to musimy pić Jego krew i karmić się Jego ciałem. Żyć Eucharystią! - wezwał arcybiskup.

Dodał, że paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się jego udziałem. - Może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat. I stąd to dramatyczne wołanie z Wieczernika: „Wytrwajcie w miłości mojej!”. To miłość pełna odwagi, która zachęca, by wstać i głosić ją światu - mówił.

Wspominając wydarzenia zdrady Judasza powiedział, że miłość ta każe także wychodzić naprzeciw nieprzyjaciołom i dawać do końca szansę na jej zwycięstwo. - Przed nami kolejne dni wchodzenia w misterium tej miłości. Kolejne dni, by dać się przeniknąć tej miłości. Aby zwyciężyła nadzieja co do nas i do świata. Aby zatriumfowała w nas wiara - zakończył abp Jędraszewski.

W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej na Wawelu arcybiskup umył stopy 12 mężczyznom z domu pomocy społecznej. Po Eucharystii Najświętszy Sakrament został przeniesiony do ciemnicy znajdującej się w Kaplicy Batorego. We Mszy Wieczerzy Pańskiej w katedrze wawelskiej uczestniczyli również politycy, m.in. Mateusz Morawiecki, Beata Szydło i Jarosław Kaczyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem