Reklama

Pamięć

Dziecko i wojna

Jerzy Skrodzki
Niedziela Ogólnopolska 36/2004

Dziecko, odłamkiem pocisku zabite,
Pomyślmy o tem,
Jak cię nazwać: «Nieznanym Żołnierzem - Cywilem»,
Czy też Gołębiem Ofiarnym?
(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Mogę uważać się za dziecko wojny, choć wojna nie doświadczyła mnie ciężko. O wojnie nasłuchałem się już w dzieciństwie. I tej minionej, pierwszej, i tej nadchodzącej, drugiej. Wojna wydawała się czymś pociągającym, bo dała nam niepodległość. Ale czasem pojawiały się obrazy symbolizujące okropności wojny. Czym ona naprawdę jest? Miewałem koszmarne sny. Przerażała mnie wizja nowoczesnej wojny, gdy front będzie wszędzie, a lotnictwo dosięgnie wszystkich. I wojna przyszła... Co będzie w nocy? I dziecinna bezradność w słowach: „Przecież Niemcy pójdą spać”.
Bieda dosięgnęła prawie wszystkich. Ojciec cudem wrócił z Sowietów, ale chory; nie miał już pracy państwowej. W Generalnym Gubernatorstwie nie wiedzieliśmy jednak początkowo o okropnościach obozów koncentracyjnych i sowieckich wywózkach na Wschodzie. A przecież dotykały one również dzieci.
Straszliwa była świadomość losu dzieci żydowskich, które umierały w getcie lub czekały na śmierć w komorach gazowych.
Jak straszny był los dzieci polskich w Sowietach, dowiedzieliśmy się dopiero po wojnie. Generałowi Andersowi udało się wraz z armią uratować tysiące dzieci polskich, często sierot. Bywały to wręcz żywe trupki. Należy oddać hołd piosenkarce i aktorce Hance Ordonównie, która uratowała kilkaset polskich dzieci z deportowanych rodzin, wywożąc je z Sowietów z armią generała Andersa. Pozostawiła ona wspomnienie pt. Tułacze dzieci. Na emigracji tworzono obozy opiekuńcze dla dzieci.
Trzy lata temu w Muzeum Niepodległości w Warszawie czynna była wystawa pt. Dzieci wojny. Była to przerażająca wystawa. Fotografie, dokumenty, przedmioty pozostałe po dzieciach eksterminowanych w obozach niemieckich i sowieckich porażały.
Pozorny okres pokoju po II wojnie światowej wniósł i tutaj swoje tragiczne żniwo. Tzw. wojny lokalne obfitowały w okrucieństwo także wobec dzieci. Wspomnijmy Koreę, Wietnam, Afganistan, byłą Jugosławię, Irak czy Palestynę. Szczególną perfidię wobec dzieci pokazali Rosjanie w Afganistanie, rozrzucając zabawki-bomby.
W 2000 r. opublikowano parotomowe wspomnienia, nadesłane na konkurs pod hasłem: Moje wojenne dzieciństwo (przy współpracy Gminy Warszawa Centrum). Pomysłodawcą i organizatorem serii była Eulalia Rudak.
Jest to niepowtarzalny dokument wojennej tragedii dzieci. „Na wojnie dzieci tracą wszystko” - czytamy we wstępie. Dzieci, jeśli nawet przeżyją, wychodzą z tego tragicznie i różnorako okaleczone. Bywają również okaleczone fizycznie.
Szczególnie wstrząsnęła mną relacja człowieka, który jako chłopiec - w obliczu głodu - został przez matkę celowo wysłany na pole minowe pod pozorem przyniesienia jej kwiatu. Chłopiec wiedział, co to za pole... widział poszarpane szczątki zwierzęce i ludzkie. Poszedł, i udało mu się wrócić; dał matce ów kwiat. Po latach wspomina: „Do mamy nie miałem o to żadnej pretensji. Przecież uczyniła to w skrajnej rozpaczy”.
I zawsze ciąży nade mną pamięć tragedii dzieci Zamojszczyzny, która rozegrała się tak blisko mnie.

Abp d’Ornellas: kryzys we Francji głębszy niż się wydaje

2019-02-16 17:23

vaticannews / Rennes (KAI)

We Francji nie słabną protesty żółtych kamizelek. Zdaniem abp. Pierre’a d’Ornellas dla Kościoła jest to szansa, by pośród aktualnego zamieszania zaproponować społeczeństwu rozwiązania społecznego nauczania Kościoła.

fotolia.com

Ordynariusz archidiecezji Rennes docenia zainicjowane przez prezydenta Macrona narodowe konsultacje. Przestrzega jednak przed zbyt powierzchownym postrzeganiem obecnego kryzysu. Jego zdaniem jest on bardzo poważny i nie sprowadza się wyłącznie do kwestii gospodarczych. Francja jest głęboko podzielona – mówi abp d’Ornellas.

"Kryzys jest o wiele głębszy. W gospodarce przejawia się organizacja społeczeństwa. I jest to jeden z wielu przejawów porządku społecznego. Problemy gospodarcze świadczą o problemach o wiele głębszych – powiedział Radiu Watykańskiemu abp d’Ornellas. – W organizacji społeczeństwa nastąpiły gwałtowne, brutalne zmiany. Jedną z nich jest metropolizacja kraju i marginalizacja terenów wiejskich. Są ogromne rzesze ludzi, którzy czują się zapomniani, porzuceni przez państwo. Mają poczucie, że państwo ich nie szanuje, nie uznaje ich wartości. Nie maja dostępu do świadczeń. Społeczeństwo coraz bardziej się polaryzuje, bo naczelną wartością stała się wydajność ekonomiczna. A zatem kryzys jest o wiele głębszy, niż mogłoby się wydawać. Na to nakłada się fakt, że naszemu społeczeństwu brakuje wspólnej wizji, która łączy i daje wolę podążania razem naprzód".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tomasz Kozłowski: obraz Matki Bożej Jasnogórskiej pochodzi z Bełza na Ukrainie

2019-02-17 09:13

pab / Warszawa (KAI)

O Madonnach dawnej archidiecezji lwowskiej mówił Tomasz Kuba Kozłowski z Domu Spotkań z Historią w Warszawie podczas prelekcji wygłoszonej w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Badacz historii Kresów przytoczył dzieje obrazów, które przez lata przyjmowały kult na terenie dawnej Rzeczpospolitej. Przypomniał, że czczony na Jasnej Górze słynny wizerunek Matki Bożej pochodzi z Bełza, znajdującego się obecnie na Ukrainie, zaledwie 4 km od granicy z Polską.

Prelekcja Tomasza Kozłowskiego byłą swego rodzaju pielgrzymką do dawnych miejsc kultu maryjnego na Kresach wschodnich. Rozpoczął od obrazu Matki Bożej Łaskawej z katedry lwowskiej. To przed jej obliczem król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 r. złożył śluby, oddając Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Boskiej, którą nazwał Królową Korony Polskiej. Wzorując się na tym wydarzeniu, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński napisał tekst Ślubów Jasnogórskich, które episkopat Polski wraz z wiernymi złożył 26 sierpnia 1956 r.

Obecnie oryginał tego obrazu znajduje się w skarbcu na Wawelu, natomiast jego dwie wierne kopie przyjmują cześć w konkatedrze w Lubaczowie i w archikatedrze we Lwowie.

Następnie Kozłowski przedstawił obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, który – jak przypomniał – pochodzi z Bełza, jednego z najstarszych grodów Ziemi Czerwieńskiej. – Książę Władysław Opolczyk w 1382 roku wywiózł, już wówczas słynący cudami obraz Czarnej Madonny, umieszczony na bełskim zameczku, na Jasną Górę. Od tego czasu kojarzymy go niemal wyłącznie z Częstochową i Jasną Górą – mówił. – Gdybyście przeprowadzili państwo ankietę na ulicach polskich miast, to nikt by nawet nie wpadł, że Czarna Madonna gdzieś z Kresów pochodzi – dodał.

– Jeszcze na początku XX wieku na ryngrafach, medalikach, pamiątkowych medalach umieszczano informację o bełskiej proweniencji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ale od roku 1951, odkąd Bełz nie znajduje się już w granicach Rzeczypospolitej, związek terytorialny Matki Bożej Częstochowskiej z tą częścią ziem dawnej Rzeczpospolitej, była nader rzadko przypominana – przyznał.

Prelegent przypomniał też legendę, według której namalowanie obrazu przypisuje się św. Łukaszowi Ewangeliście, który wizerunek Maryi miał wymalować na blacie stołu w Jej domu w Nazarecie. Dopiero potem obraz został przeniesiony do Konstantynopola, a potem na Ruś Halicką i do Bełza, a stąd wreszcie na Jasną Górę.

Koordynator programu Warszawska Inicjatywa Kresowa opowiedział także o Matce Bożej Sokalskiej, który był jednym z najstarszych wizerunków maryjnych czczonych w Polsce. Oryginalnie namalowany na desce cyprysowej na wzór obrazu częstochowskiego, powstał w latach 90. XIV wieku. Przed nim modlił się m.in. król Jan III Sobieski. 8 września 1724 r. obraz Matki Bożej Sokalskiej został ukoronowany. W 1843 r. oryginalny obraz spłonął w pożarze kościoła i zabudowań klasztornych. Oficjalna kopia została koronowana i obecnie znajduje się w Hrubieszowie, gdzie erygowano Sanktuarium Marki Bożej Sokalskiej.

Kozłowski mówił także o Jazłowcu, gdzie marmurowy posąg Matki Bożej koronowano w lipcu 1939 roku; klasztorze dominikanów w Podkamieniu, w którym przed wizerunkiem Matki Bożej Śnieżnej klękali polscy królowie i świątyni dominikanów w Czortkowie, gdzie znajdował się obraz Matki Bożej Różańcowej. Opowiedział także o wizerunku Matki Dobrej Drogi czczonej w Kochawinie koło Stryja oraz Matki Boskiej Łaskawej, będącej kopią Madonny Częstochowskiej, z kościoła ormiańskiego w Stanisławowie.

Wszystkie te obrazy cieszyły się dużym kultem do XX wieku. Najtragiczniejsza w skutkach była II wojna światowa. Po zmianie granic, wizerunki maryjne z dawnej archidiecezji lwowskiej zostały przewiezione do Polski i umieszczone w kościołach w różnych regionach kraju.

Spotkaniu towarzyszyła wystawa Stanisława Szarzyńskiego pt. „Pamięć i Wiara. Kościoły na Kresach dawnej Rzeczypospolitej”.

Organizatorami prelekcji byli: Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów oraz Klub Inteligencji Katolickiej w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem