Reklama

Sklep sakralny

Sprawy wagi światowej

„Gender”- nowa, niebezpieczna ideologia

Z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od ideologii „gender” - rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 49/2005, str. 12

Ostatnie stulecie było okresem słusznej walki kobiet z nadużyciami, niesprawiedliwym traktowaniem i upokarzającymi je stereotypami. Rezultatem tej walki były prawa, które gwarantowały kobietom równy status. Niestety, w latach 70. XX wieku na ruch feministyczny zaczęły wywierać wielki wpływ radykalne ideologie propagujące nową - rewolucyjną wizję człowieka. To one spowodowały, że walka o równe prawa kobiet często stawała się jedynie pretekstem, by zwalczać tzw. tradycyjną rodzinę i macierzyństwo oraz popierać rozwiązłość seksualną. Dlatego zdarza się, że powoływane przez rządy państw różnorodne urzędy, mające zapewnić równy status kobiet i mężczyzn, służą bardziej propagowaniu radykalnych idei feministycznych niż ochronie prawdziwych interesów kobiet i społeczeństwa. Jedną z tych niebezpiecznych ideologii jest szeroko dziś lansowana ideologia „gender”. Na jej temat przeprowadziłem rozmowę z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od „gender”.

Dale O’Leary - Amerykanka z Rhode Island, autorka książki The Gender Agenda: Redefining Equality (Program gender - nowa definicja równości); jest matką czworga dzieci i babcią dwunastu wnuków, obecnie redaguje wydawane w Waszyngtonie czasopismo internetowe TheFactIs.org (www.thefactis.org), które zajmuje się problemami polityki społecznej zarówno w USA, jak i na świecie. Czasopismo ukazuje się dzięki staraniom Fundacji Kultury Życia (Culture of Life Foundation) oraz Instytutu Katolickiej Rodziny i Praw Człowieka (Catholic Family & Human Rights Institute).

Włodzimierz Rędzioch: - Jakie były na początku cele ruchów feministycznych na Zachodzie?

Dale O’Leary: - Najogólniej mówiąc, można stwierdzić, że w drugiej połowie XX wieku społeczeństwa zachodnie walczyły, by pogodzić równość między kobietą i mężczyzną z ich oczywistymi różnicami biologicznymi. W latach 60. kobiety protestowały przeciwko prawom i zwyczajom, które sprawiały, że były one traktowane inaczej niż mężczyźni. W odpowiedzi na te protesty rządy państw wprowadziły prawa, które gwarantowały kobietom równouprawnienie. Kobiety bardzo szybko potrafiły je wykorzystać - zwiększyła się liczba kobiet studiujących na wyższych uczelniach, pracujących zawodowo i zajmujących wysokie stanowiska rządowe.

- Dlaczego w pewnym momencie walka o równe prawa kobiet przekształciła się w walkę kobiet przeciwko mężczyznom i rodzinie?

- W latach 70. do ruchu feministycznego przyłączyli się radykałowie, którzy uważali kobiety za prototyp „klasy uciskanej”, a małżeństwo i „obowiązkowy heteroseksualizm” - za narzędzia ucisku. Ten ruch filozoficzny wywodzi się od Fryderyka Engelsa i jego analizy powstania rodziny. W 1884 r. Engels pisał: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk - ucisk kobiety przez mężczyznę”. Shulamith Firestone w swej książce The Dialectic of Sex (Dialektyka płci), opublikowanej w 1970 r., modyfikując ideę walki klas, wzywa do „rewolucji klas płciowych” (sex-class revolution): „Aby wyeliminować klasy płciowe, klasa podrzędna (kobiety) musi się zbuntować i przejąć kontrolę nad reprodukcją... To oznacza, że celem rewolucji feministycznej jest nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, co było celem ruchu feministycznego, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami; różnice płciowe nie będą już więcej miały żadnego znaczenia”.

- To tłumaczy, dlaczego ten nowy feminizm występował nie tylko przeciwko mężczyznom, ale także przeciwko macierzyństwu…

- Według Firestone, istotą ucisku kobiet jest macierzyństwo i wychowywanie dzieci. Ci, którzy popierają to stanowisko, uważają, że aborcja na żądanie, antykoncepcja, całkowita wolność seksualna, zatrudnienie kobiet i przetrzymywanie dzieci we wspomaganych przez państwo żłobkach są warunkami koniecznymi do wyzwolenia kobiet. Nancy Chodorow w książce The Reproduction of Mothering twierdzi, że dopóki kobiety będą pełnić funkcje wychowawczo-opiekuńcze, dzieci będą rosnąć, postrzegając ludzkość podzieloną na dwie różne i - według niej - nierówne klasy. Jest to przyczyną tolerowania ucisku „klasowego”.

- Czy to znaczy, że radykalne feministki chcą, aby dzieci żyły bez rodziny?

- Tak. Nowy feminizm chce znieść rodzinę biologiczną. Alison Jagger w książce używanej na kursach dla kobiet ukazuje, jaki powinien być pożądany rezultat rewolucji klas płciowych: „Zniesienie rodziny biologicznej wyeliminuje także potrzebę opresji seksualnej. Męski i żeński homoseksualizm oraz pozamałżeńskie stosunki płciowe nie będą już postrzegane w optyce liberalnej jako opcje alternatywne... Sama „instytucja” współżycia płciowego, gdzie kobieta i mężczyzna odgrywają określone role, zniknie. Ludzkość będzie mogła wreszcie powrócić do swej naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności”.

- Jak powstało pojęcie „gender”?

- Problem, przed jakim stanęli ludzie promujący rewolucję przeciwko rodzinie, polegał na tym, jak wyeliminować „klasy płciowe” (sex classes), które uwarunkowane są biologicznymi różnicami między kobietą i mężczyzną. Rozwiązaniem tego dylematu stały się tezy dr. Johna Moneya z Hopkins University w Baltimore (USA). Do lat 50. słowo „gender” było terminem gramatycznym i wskazywało, czy wyraz jest rodzaju męskiego, żeńskiego, czy nijakiego. Dr Money zaczął go używać w nowym kontekście, wprowadzając termin gender identity, by określić, czy dana osoba czuje się mężczyzną, czy kobietą. Money uważał, że tożsamość płciowa gender identity zależy od tego, jak dziecko było wychowywane, i czasami różni się od płci biologicznej.

- W jaki sposób feministki wykorzystały teorie dr. Moneya?

- Kate Millet w swej książce z 1969 r. pt. Sexual Politics (Polityka seksualna) pisała: „... nie ma różnicy między płciami w chwili urodzin. Osobowość psychoseksualna jest więc czymś wyuczonym po narodzeniu”. W ten sposób idea płci (gender) jako wytwór społeczny weszła do teorii feministycznych. Ideologia gender sprawiła, że priorytetem ruchu feministycznego przestała być walka z polityką, która dyskryminowała kobiety, a stało się zwalczanie idei, które ukazywały różnice między kobietą i mężczyzną oraz kładły nacisk na zasadniczą rolę kobiety w sferze wychowawczo-opiekuńczej.

- Feministki bardzo często używały forum Narodów Zjednoczonych, by narzucać światu swe radykalne idee. Czy tak też było w przypadku ideologii „gender”?

- Do 1990 r. w dokumentach ONZ-etu kładziono nacisk na wyeliminowanie wszelkich form dyskryminacji kobiet, lecz w latach 90. problem gender zajął główne miejsce. W broszurze ONZ-owskiej agencji INSTRAW, zatytułowanej Gender Concepts, pojęcie gender definiowane jest jako „system ról i stosunków między kobietą i mężczyzną, który nie jest zdeterminowany biologicznie, lecz zależy od kontekstu społecznego, politycznego i gospodarczego. Tak jak płeć biologiczna jest dana, tak gender jest wytworem”.
Wielkim problemem jest to, że czasami ludzie, którzy używają terminu „gender”, nie zdają sobie sprawy z jego ideologicznych korzeni.

- Najlepiej chyba było to widać w czasie niektórych światowych konferencji ONZ-etu, gdy delegaci wielu państw podpisywali dokumenty, w których występował termin „gender”, nie wiedząc, co on dokładnie oznacza i czym różni się od wyrażenia „płeć”.

- To prawda. Warto przypomnieć choćby Światową Konferencję ONZ-etu poświęconą kobiecie, która odbyła się w Pekinie w 1995 r. W końcowym tekście Konferencji, pt. Platforma Działania (Platform for Action), czytamy: „W wielu państwach różnice między osiągnięciami i zajęciami mężczyzn oraz kobiet nadal jeszcze nie są uznawane jako konsekwencje społecznie stworzonych ról gender, lecz niezmiennych różnic biologicznych”.

- To oczywiste, że różnica ról mężczyzn i kobiet jest konsekwencją naturalnych różnic biologicznych! Mężczyzna nie może zajść w ciążę, nie może karmić dziecka piersią...

- To oczywiste, lecz z perspektywy ideologii gender jest rzeczą nie do przyjęcia, że kobieta może wybrać macierzyństwo jako pierwszorzędne powołanie. Najlepiej świadczą o tym słowa Simone de Beauvoir. Gdy Betty Friedan spytała ją, czy kobiety powinny mieć prawo wyboru pozostania w domu i wychowywania dzieci, pisarka odpowiedziała: „Kobiety nie powinny mieć takiej możliwości wyboru, ponieważ gdyby taka możliwość naprawdę istniała, zbyt wiele kobiet skorzystałoby z niej”.

- To bardzo znaczące słowa. Wróćmy jednak jeszcze do teorii dr. Moneya. Czy została ona potwierdzona naukowo?

- Podczas gdy ideologia gender stawała się coraz bardziej popularna, jej teoretyczne motywacje rozpadały się. Teorie dr. Moneya zostały zdyskredytowane przez badania naukowe dotyczące rozwoju mózgu. Badania prenatalne wykazały, że już przed urodzeniem mózgi chłopca i dziewczynki znacznie się różnią, co ma wpływ m.in. na różne postrzeganie ruchów, kolorów i kształtów. Sprawia to np., że u chłopca istnieje „biologiczne przygotowanie” do używania męskich zabawek, a u dziewczynki - kobiecych. Kobiety, począwszy od łona matki, są wyposażane w szczególną wrażliwość na innych ludzi, która potrzebna jest w pełnieniu roli matki.

- Cóż z tego, skoro niektóre feministki nie chcą uznać wyjątkowej roli kobiety w społeczeństwie i ignorują badania, które to potwierdzają!

- To wielki problem. Naukowcy, którzy badają najwcześniejsze etapy rozwoju dziecka oraz rozwój ludzkiego mózgu, są zaniepokojeni, że odkrycia dotyczące znaczenia więzi między matką a dzieckiem są ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie jako siłę roboczą, a dzieci w przedszkolu.

- Ideologia „gender” opowiada się za nową definicją małżeństwa, która obejmowałaby również pary tej samej płci. W ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele publikacji, w których sugeruje się, że nie istnieje żadna istotna różnica między dziećmi wychowywanymi przez pary tej samej płci czy przez rodziców naturalnych. Czy tezy tego typu są wiarygodne?

- Ci, którzy analizowali tego typu badania, uznali je za nieważne. Według prof. Lynna Wardle’a: „Większość badań dotyczących rodzicielstwa homoseksualistów opiera się na dokumentacji niedostatecznej z punktu widzenia ilościowego, wadliwej metodologicznie i analitycznie (some of little more than anecdotal quality), a co za tym idzie, stanowi bardzo słabą bazę empiryczną, aby decydować o polityce społecznej”. Natomiast wiele badań potwierdza, że obecność ojca i matki zwiększa dobre samopoczucie dziecka.
Patrick Fagan z Heritage Foundation zebrał wielką liczbę dowodów na to, jak wielkie znaczenie ma dla dzieci posiadanie matki i ojca, którzy żyją razem. Natomiast „dzieci wychowywane przez samotną kobietę lub których rodzice się rozeszli, są wystawione na większe ryzyko doświadczenia ubóstwa, nadużyć, problemów wychowawczych i uczuciowych”.
Przyszłość społeczeństwa zależy od dzieci, dlatego stawianie dobra dzieci ponad wszystko jest naszym obowiązkiem.

- Jaki jest stosunek Kościoła katolickiego do ideologii „gender”?

- Kościół katolicki nie może być neutralny, gdy dla „dobra” kobiet atakuje się rodzinę, małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo, moralność w pożyciu płciowym i nienarodzone życie. Kościół zdecydowanie potępia niewłaściwe traktowanie kobiet w rodzinie, ale odpowiedzią na to nie może być zwalczanie rodziny jako takiej!
Gdy społeczeństwo zachęca do współżycia płciowego poza małżeństwem, do aborcji, rozwodów i proponuje mentalność antykoncepcyjną, to pierwszymi ofiarami tych poczynań są kobiety. Niekończąca się walka „klas płciowych” (sex-class struggle) nie doprowadzi do autentycznego wyzwolenia kobiety. Błędna antropologia, która neguje różnice między płciami, pozostawia kobiety w sytuacji nie do pozazdroszczenia: albo próbują one naśladować zachowanie mężczyzn, albo tracą energię, by uczynić z mężczyzn „pseudokobiety”. Trwonione są wielkie zasoby finansowe, aby zwalczać naturalne pragnienie kobiety bycia matką. Jest oczywiste, że ideologia gender prowadzi w ślepy zaułek.
Solidarność między mężem a żoną w rodzinie, między kobietą a mężczyzną w społeczeństwie jest konieczna, by owocnie działać dla dobra wszystkich. Kobieta, która jest świadoma różnic między płciami, jest wolna i może współpracować z mężczyznami bez ryzyka utraty swej osobistej tożsamości. Popieranie małżeństwa i rodziny, ojcostwa i macierzyństwa w żaden sposób nie zagraża prawom, godności i zasadniczej równości kobiet. Chociaż jest ciągle rzeczą konieczną ochrona kobiet przed nadużyciami i niesprawiedliwością, rozróżnianie między płciami a poniżającymi kobiety stereotypami oraz zapewnianie prawa kobietom i mężczyznom do wyboru nietypowych zajęć.

- Co Kościół ma do powiedzenie w tej ważnej dyskusji?

- Jan Paweł II powtarzał wielokrotnie, że solidarność stanowi alternatywę walki klas. Ktoś, kto jest zainteresowany stworzeniem naprawdę prokobiecego społeczeństwa, znajdzie linię działania w książce kard. Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność. Potępienie przez Jana Pawła II zachowań, w których traktuje się osobę jako przedmiot, na pewno odpowiada kobietom, które są pierwszymi ofiarami seksualnego i ekonomicznego utylitaryzmu.
Owocna współpraca kobiet i mężczyzn musi się opierać na prawdzie o osobie ludzkiej. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, dwie płci, różne lecz równe, ustanowił małżeństwo i rodzinę oraz prawa rządzące moralnością, a Bóg nie może być niesprawiedliwy. Dlatego kobiety nie powinny obawiać się kultury, która podkreśla i szanuje różnice między kobietami i mężczyznami.

- Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
gender

Biskupi Ukrainy protestują przeciw promocji ideologii gender

2018-06-17 18:10

vaticannews.va / Kijów (KAI)

Nie można uważać siebie za chrześcijanina i jednocześnie popierać ideologii gender – przypominają rzymskokatoliccy biskupi Ukrainy. Piszą o tym w specjalnym przesłaniu do ukraińskich władz, jak i do wiernych, które czytane dziś było w kościołach tego kraju. Odezwa jest reakcją na tzw. marsz równości, który odbył się dziś w stolicy kraju, Kijowie.

W przesłaniu skierowanym do przedstawicieli władzy i do wiernych rzymskokatoliccy biskupi Ukrainy przypomnieli o stanowisku Kościoła dotyczącym pojęcia małżeństwa, rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. Hierarchowie uważają, że wydając zgodę na organizowanie marszu równości, przedstawiciele władzy wspierają ruchy i ideologie, które stoją w sprzeczności z 51. artykułem Konstytucji Ukrainy, który gwarantuje ochronę „rodziny, dzieci, macierzyństwa i rodzicielstwa”.

Episkopat z przykrością przypomina o wciąż rosnącej na Ukrainie dyskryminacji tej części społeczeństwa, która chce być wierna doktrynie chrześcijańskiej. Zdaniem hierarchów, na w tym kraju nikt nie dyskryminuje i nie ogranicza praw kogokolwiek, ze względu na jego orientację seksualną, dlatego nieuzasadnione jest tworzenie wrażenia, że mniejszości seksualne wymagają szczególnej ochrony i wsparcia. W swojej odezwie biskupi podkreślają, „że ideologia gender, która stoi za tzw. marszem równości jest formą neomarksizmu, a jej popieranie zniszczy Ukrainę”.

Ideologia gender stała się ostatnim czasie bardzo popularna na Ukrainie. Wyraźnie odczuwa się w tym kraju kampanię medialną na rzecz jej promowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Prymas przełomów – dziś 70. rocznica śmierci kard. Augusta Hlonda

2018-10-22 14:38

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

Jego pogrzeb był wielką publiczną demonstracją wierności Kościołowi wśród gruzów Warszawy. Ostatnią przed mrokiem stalinowskiej nocy. 22 października mija 70 lat od śmierci kard. Augusta Hlonda.

Archiwum

Archidiecezja gnieźnieńska ma szczególne powody, by o tej rocznicy pamiętać był on bowiem nie tylko jej długoletnim ordynariuszem, ale w znacznym stopniu przyczynił się do tego, że w dobie odradzania się państwa polskiego tytuł prymasa Polski pozostał przy arcybiskupie gnieźnieńskim. Wbrew pozorom w okresie międzywojnia nie było to takie oczywiste.

W 1918 r. odrodzona Polska miała dwóch prymasów: abp. Edmunda Dalbora w Gnieźnie i Poznaniu oraz abp. Aleksandra Kakowskiego w Warszawie prymasa Królestwa Polskiego. Ten drugi tytuł, ustanowiony przez cara, był spadkiem po zaborach. Po odzyskaniu niepodległości powstało słuszne pytanie, przy której ze stolic arcybiskupich dziedzictwo prymasowskie ma pozostać? W społeczeństwie rozgorzała gorąca dyskusja. Obaj zainteresowani hierarchowie starali się w niej nie uczestniczyć, dążąc do uspokojenia nastrojów. Ich postawa i apele nie zdołały jednak uciszyć prasowej i społecznej debaty.

Sprawę rozwiązała ostatecznie Stolica Apostolska, znosząc w 1925 r. jurysdykcję prymasowską w Polsce i zachowując tytuł prymasa Polski przy arcybiskupie gnieźnieńskim, a tytuł prymasa Królestwa Polskiego dożywotnio przy kard. Kakowskim (nosił go do śmierci w 1938 r.). Tymczasem w 1926 r., a więc rok po papieskim rozstrzygnięciu na rzecz Gniezna, zmarł kard. Edmund Dalbor. Na jego następcę papież Pius XI mianował młodego, zaledwie 45-letniego Augusta Hlonda, który w krótkim czasie odnowił ideę prymasostwa związanego z Gnieznem i tym samym wyciszył pojawiające się tu i ówdzie głosy przemawiające za Warszawą.

Ze Śląska do Gniezna

Abp August Hlond przyjechał do Gniezna z Górnego Śląska, gdzie był administratorem, a później ordynariuszem nowo erygowanej diecezji katowickiej. Mimo niedługiego czasu urzędowania dał się poznać jako dobry duszpasterz i sprawny organizator: uruchomił kurię, nabył grunty pod budowę katedry, powołał do życia Drukarnię i Księgarnię św. Jacka oraz założył tygodnik „Gość Niedzielny”. Jego nominacja na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego i poznańskiego (arcybiskupstwa były połączone od 1821 r. unią personalną) została przyjęta przychylnie zarówno przez polskich hierarchów, jak i mieszkańców Wielkopolski.

Ingres do katedry gnieźnieńskiej wyznaczono na 10 października 1926 r. Nowy prymas Polski w drodze do Gniezna zatrzymał się zwyczajowo w Trzemesznie, gdzie przy dźwięku fanfar, biciu dzwonów i huku moździerzy wszedł do świątyni i ukląkł przed ołtarzem św. Wojciecha. Przed wjazdem do Gniezna przesiadł się z samochodu do powozu zaprzężonego w szóstkę kasztanów. Na miejscu witali go biskupi i przedstawiciele polskiego rządu.

„Przychodzę do was diecezjanie, wiedząc, że stoczyliście ciężką walkę o wiarę, do was, którzy idziecie razem z duchowieństwem waszym i stojąc między wami polecam się opiece Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha – mówił w czasie ingresu i wskazywał: „Obecnie dokonać się musi wielkie dzieło odrodzenia narodu. Odrodzić się może naród tylko przez Chrystusa; trwałe będzie odrodzenie tylko na podstawach chrześcijańskich, na takich tylko podstawach oprze się trwały byt Ojczyzny”. O odrodzenie to walczył do końca życia.

Promotor laikatu

Nowy prymas Polski „awansował” w ekspresowym tempie. W 1927 roku został wyniesiony do godności kardynała. Miał wówczas zaledwie 47 lat. Nominacja jeszcze bardziej podniosła jego prestiż i wzmocniła autorytet. Nie miał już politycznych i państwowych uprawnień prymasów przedrozbiorowych, starał się jednak piastowaną przez siebie godność maksymalnie wyeksponować. W efekcie uczynił z prymasostwa potężną siłę moralną, która miała odegrać ogromną rolę w okresie PRL-u.

„Życie polskie należy uleczyć z nienawiści, która jest posiewem szatana i stoi w zupełnym przeciwieństwie do nauki chrześcijańskiej – nawoływał. – W życiu prywatnym i społecznym nienawiść jest siłą rozsadzającą i niszczącą, którą się katolikowi posługiwać nie wolno. Tak w ideowych sporach jak i w politycznych grach nienawiść uważać należy za broń zakazaną, którą bezwzględnie potępiamy”.

Jako ordynariusz gnieźnieński i poznański uporządkował sprawy majątkowe archidiecezji, wprowadził kilka zmian w administracji oraz podjął szereg inicjatyw na polu życia zakonnego: zorganizował m.in. Braci Serca Jezusowego oraz sprowadził do Poznania dominikanów, powierzając im duszpasterstwo akademickie. Reaktywował również prastarą kapitułę kolegiacką w Kruszwicy oraz zrealizował zamiar swojego poprzednika, kard. Dalbora, przedłużając czas trwania studiów seminaryjnych do 6 lat.

Ważnym obszarem służby kard. Hlonda była aktywizacja polskiego laikatu. Czynił to m.in. poprzez powołanie do życia Akcji Katolickiej, która miała przyczynić się do wspomnianego duchowego odrodzenia Polaków. Z myślą o promowaniu katolickiej nauki społecznej utworzył Radę Społeczną przy prymasie Polski, w skład której weszli wybitni przedstawiciele nauki i działacze społeczni. Wiele uwagi poświęcał także Polonii, będąc z papieskiej nominacji protektorem polskiego wychodźstwa. W 1932 r. wraz z ks. Ignacym Posadzym utworzył Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, które miało w sposób szczególny służyć rodakom mieszkającym poza granicami Ojczyzny.

Gdyby go nie było

Wojna zastała kard. Hlonda w Warszawie. Zdążył jeszcze wrócić przepełnionym pociągiem do Gniezna i naradzić się z ówczesnym wikariuszem generalnym ks. kan. Bleriq’iem. W pierwszych dniach września ponownie wyjechał do Warszawy, a stamtąd za rządem polskim do Krzemieńca, gdzie podjął decyzję do wyjeździe do Rzymu. Po zrelacjonowaniu papieżowi wydarzeń z 1 września zamierzał wrócić do Polski, ale władze niemieckie nie wyraziły na to zgody. W tym czasie był kandydatem na urząd prezydenta RP i premiera, nie przyjął jednak żadnej z tych funkcji. Nie mogąc powrócić do Ojczyzny pracował na jej rzecz poza granicami, zbierając materiały o prześladowaniach narodu polskiego i Kościoła oraz informując opinię światową o okrucieństwach hitlerowców.

W Rzymie, a później we Francji organizował także dla rodaków pomoc materialną. Po wojnie wrócił do kraju z papieskim pełnomocnictwem do organizacji Kościoła na ziemiach polskich w nowych warunkach. 4 marca 1946 r. otrzymał nominację na arcybiskupa warszawskiego, rezygnując jednocześnie z urzędu arcybiskupa poznańskiego. To z jego inspiracji papież Pius XII rozwiązał unię personalną Gniezna i Poznania i utworzył nową gnieźnieńsko-warszawską, która miała przetrwać do 1992 r. Również na jego prośbę kolejnym arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, prymasem Polski został młody Stefan Wyszyński wówczas biskup lubelski. Jak powiedział kiedyś abp Damian Zimoń: „Gdyby nie było kard. Hlonda, nie byłoby kard. Wyszyńskiego. Gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby papieża Polaka”.

Kard. August Hlond zmarł 22 października 1948 r. w dzień, gdy w liturgii Kościoła obchodzono wspomnienie Matki Bożej Szczęśliwej Śmierci. Miał 67 lat. Proces beatyfikacyjny trwa od 1992 r. 21 maja tego roku papież Franciszek uznał heroiczność cnót prymasa co stanowi ważny krok w drodze na ołtarze. Papież Jan Paweł II właśnie w Gnieźnie w 1979 roku nazwał go wielkim prymasem Polski niepodległej, Polski dwudziestolecia, Polski okupacyjnej. On sam o sobie mówił: „Zawsze pracowałem dla Kościoła, dla rozszerzenia Królestwa Bożego, dla Polski, dla dobra narodu polskiego. Zawsze kochałem Polskę i będę się w niebie za nią modlił”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zakończenie Kongresu Ruchu "Europa Christi" w Krakowie

2018-10-23 07:05

Maria Fortuna-Sudor

Maria Fortuna-Sudor

We wspomnienie św. Jana Pawła II, 22 października, o godz. 12 w sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach w Krakowie została odprawiona Msza święta pod przewodnictwem kard. Stanisław Dziwisz, świadka i przyjaciela polskiego Papieża.

Licznie zebranych wokół Stołu Pańskiego powitał kustosz sanktuarium św. Jana Pawła II, ks. Mateusz Hosaja; w tym kard. Stanisława Dziwisza, abp Stanisława Nowaka, kapłanów oraz parafian z sąsiadujących w Białymi Morzami dekanatów ze Swoszowic i z Borku Fałęckiego społeczność z Zespołu Katolickich Szkół im. Jana Pawła II w Skawinie i wszystkich, którzy przybyli na uroczystości odpustowe. Poinformował również, że Msza św. jest sprawowana na zakończenie Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi”. I życzył: - Niech ten dzień , niech nasze spotkanie przy stole Eucharystii, niech nasza bliskość z Ojcem w domu Jana Pawła II przez całe życie promieniuje na nas światłem nadziei, niech nas prowadzi i niech nas umacnia.

Papież Europejczyk

Również kard. Stanisław Dziwisz, rozpoczynając Eucharystię, podkreślił obecność przedstawicieli kongresu. - W sposób szczególny witam uczestników II Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi”, który w ostatnim tygodniu obradował w różnych miastach Polski pod hasłem „Wizja Europy w ujęciu św. Jana Pawła II” - mówił hierarcha i dodawał: - Dzisiaj uczestnicy Kongresu pragną w tym sanktuarium zakończyć swoje spotkanie, razem z ks. abp Stanisławem Nowakiem, któremu dziękuję za obecność.

Temat został poruszony także w czasie homilii. Kard Dziwisz przywołał rolę Jana Pawła II w Europie. Przypominał:- Papież – Europejczyk tak bardzo podkreślał, że Europa powinna przede wszystkim pozostawać wspólnotą ducha. Powinna powracać do swych najgłębszych źródeł – do wartości, które uformowały jej tożsamość. Osobisty sekretarz papieski zaznaczył, że te wartości odnajdujemy także w Ewangelii. I przekonywał: - Dlatego Europa nie powinna się bać Chrystusa, bo przecież On niczego człowiekowi nie zabiera, a wszystko daje. Europa Christi – Europa Chrystusa była i powinna zawsze być krainą dobra i miłości, sprawiedliwości i solidarności, wolności i pokoju.

Maria Fortuna-Sudor

Inspiruje

Hierarcha zaznaczył, że te tematy zostały pogłębione i zbadane w czasie tegorocznego kongresu, zorganizowanego przez ks. infułata Ireneusza Skubisia, honorowego redaktora Niedzieli. I zauważył: - Biorąc pod uwagę to wszystko, co św. Jan Paweł II wniósł do duchowego skarbca naszego kontynentu, w wielu środowiskach, także w Krakowie dojrzewa pragnienie, aby Jan Paweł II został ogłoszony patronem Europy. Hierarcha poinformował, że z Hiszpanii napłynęła lista z podpisami 13 tys. osób, które zwracają się w tej sprawie także do Rzymu, aby Jan Paweł II był patronem również Europy. I przekonywał: - Niewątpliwie, św. Jan Paweł II Wielki w pełni zasługuje na ten tytuł, bo swoim nauczaniem, swoją miłością i służbą, swoją świętością inspiruje Kościół w Europie do podążania za Chrystusem i życia zgodnie z Ewangelią.

Idea uczynienia polskiego papieża patronem Europy jest bliska wielu Polakom, którzy są przekonani, że Jan Paweł II zrobił wiele i dla Kościoła, i dla Polski, i całego naszego kontynentu. W gronie osób uczestniczących w Mszy św. byli uczniowie ze szkoły w Skawinie. Młodzi ludzie mówią z dumą o swoim patronie. – Św. Jan Paweł II jest dla nas autorytetem – stwierdza Karolina Romek i wyznaje: - Poznając jego życie, dostrzegamy tak ważne wartości, które starał się przekazać innym. Wg mnie najważniejsze jest jego przesłanie, że powinniśmy kochać wszystkich, powinniśmy kochać siebie nawzajem i dawać innym miłość. Z kolei Oskar Racułt dodaje: - Podziwiam nieustanne trwanie Jana Pawła II w wierze. Jego obawy przed utratą więzi, przyjaźni z Bogiem. Myślę, że jeśli się nauczymy tego trwania przy Jezusie, to taka postawa zaowocuje właśnie miłością, cierpliwością do bliźniego. Polski papież przypominał o tym, co jest napisane w Piśmie świętym. Uczniowie ze Skawiny podkreślali, że nauczyciele starają się tak ich wychowywać, aby wartości, o których przypominał nam Jan Paweł II, stały się dla nich ważne. – A jak to jest z odpisywaniem – dopytuję, a Zofia Opach z uśmiechem przyznaje: - Ze ściąganiem jest ciężko. Nasi nauczyciele uczą nas, że mamy sobie pomagać, ale nie w ten sposób.

Oręduje

Idea uczynienia Jana Pawła II patronem Europy jest bliska także kapłanom, również tym, którzy pamiętają krakowskiego metropolitę kard. Karola Wojtyłę, a potem Jana Pawła II. Wśród duszpasterzy modlących się przy Stole Pańskim na Białych Morzach spotkałam ks. prałata Jan Mrowcę, budowniczego i proboszcza parafii pw. Podwyższenia Krzyża na Kurdwanowie. Kapłan wspomina: - Kard. Karol Wojtyła udzielał mi święceń diakonatu i kapłańskich. Później skierował mnie na pierwszą, a potem na drugą parafię. Dodaje, że był na inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Opowiada: - Pojechaliśmy pociągiem, to był bardzo spontaniczny wyjazd. Pamiętam, że nie miałem paszportu ani nawet dowodu osobistego ze specjalną pieczątką uprawniającą do przekraczania granicy. Ale ponieważ jechało dosyć dużo ludzi, więc zaryzykowałem. Byliśmy całą grupą kapłanów w Rzymie na inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, a następnego dnia – na audiencji u Papieża. Co zapamiętałem z wydarzeń, które miały miejsce dokładnie 40 lat temu…– zamyśla się przez chwilę ks. Mrowca i stwierdza: - Niesamowity entuzjazm zebranych na Placu św. Piotra. Z kolei następnego dnia, gdy zebraliśmy się w auli, odniosłem wrażenie, że Jan Paweł II zachowywał się tak, jakby od zawsze był papieżem – te gesty, swoboda kontaktu, ten spokój…Patrząc wstecz, dochodzę do wniosku, że nie docenialiśmy tych wydarzeń, nie uświadamialiśmy sobie do końca, co się stało. A dzisiaj widzę, jaką rolę odegrał Jan Paweł II w Polsce, na świecie, w Kościele, ale też w życiu wielu, bardzo wielu ludzi. To jest piękne, że pamiętają, że się modlą za wstawiennictwem polskiego papieża.

Warto dodać, że w Eucharystii uczestniczył św. Jan Paweł II, którego relikwie były wyeksponowane na ołtarzu. A po Mszy św. kard. Stanisław Dziwisz zachęcał wiernych, aby modlili się przez wstawiennictwo polskiego papieża i pobłogosławił zebranych relikwiami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem