Reklama

Sprawy wagi światowej

„Gender”- nowa, niebezpieczna ideologia

Z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od ideologii „gender” - rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 49/2005, str. 12


Ostatnie stulecie było okresem słusznej walki kobiet z nadużyciami, niesprawiedliwym traktowaniem i upokarzającymi je stereotypami. Rezultatem tej walki były prawa, które gwarantowały kobietom równy status. Niestety, w latach 70. XX wieku na ruch feministyczny zaczęły wywierać wielki wpływ radykalne ideologie propagujące nową - rewolucyjną wizję człowieka. To one spowodowały, że walka o równe prawa kobiet często stawała się jedynie pretekstem, by zwalczać tzw. tradycyjną rodzinę i macierzyństwo oraz popierać rozwiązłość seksualną. Dlatego zdarza się, że powoływane przez rządy państw różnorodne urzędy, mające zapewnić równy status kobiet i mężczyzn, służą bardziej propagowaniu radykalnych idei feministycznych niż ochronie prawdziwych interesów kobiet i społeczeństwa. Jedną z tych niebezpiecznych ideologii jest szeroko dziś lansowana ideologia „gender”. Na jej temat przeprowadziłem rozmowę z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od „gender”.

Dale O’Leary - Amerykanka z Rhode Island, autorka książki The Gender Agenda: Redefining Equality (Program gender - nowa definicja równości); jest matką czworga dzieci i babcią dwunastu wnuków, obecnie redaguje wydawane w Waszyngtonie czasopismo internetowe TheFactIs.org (www.thefactis.org), które zajmuje się problemami polityki społecznej zarówno w USA, jak i na świecie. Czasopismo ukazuje się dzięki staraniom Fundacji Kultury Życia (Culture of Life Foundation) oraz Instytutu Katolickiej Rodziny i Praw Człowieka (Catholic Family & Human Rights Institute).

Włodzimierz Rędzioch: - Jakie były na początku cele ruchów feministycznych na Zachodzie?

Dale O’Leary: - Najogólniej mówiąc, można stwierdzić, że w drugiej połowie XX wieku społeczeństwa zachodnie walczyły, by pogodzić równość między kobietą i mężczyzną z ich oczywistymi różnicami biologicznymi. W latach 60. kobiety protestowały przeciwko prawom i zwyczajom, które sprawiały, że były one traktowane inaczej niż mężczyźni. W odpowiedzi na te protesty rządy państw wprowadziły prawa, które gwarantowały kobietom równouprawnienie. Kobiety bardzo szybko potrafiły je wykorzystać - zwiększyła się liczba kobiet studiujących na wyższych uczelniach, pracujących zawodowo i zajmujących wysokie stanowiska rządowe.

- Dlaczego w pewnym momencie walka o równe prawa kobiet przekształciła się w walkę kobiet przeciwko mężczyznom i rodzinie?

- W latach 70. do ruchu feministycznego przyłączyli się radykałowie, którzy uważali kobiety za prototyp „klasy uciskanej”, a małżeństwo i „obowiązkowy heteroseksualizm” - za narzędzia ucisku. Ten ruch filozoficzny wywodzi się od Fryderyka Engelsa i jego analizy powstania rodziny. W 1884 r. Engels pisał: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk - ucisk kobiety przez mężczyznę”. Shulamith Firestone w swej książce The Dialectic of Sex (Dialektyka płci), opublikowanej w 1970 r., modyfikując ideę walki klas, wzywa do „rewolucji klas płciowych” (sex-class revolution): „Aby wyeliminować klasy płciowe, klasa podrzędna (kobiety) musi się zbuntować i przejąć kontrolę nad reprodukcją... To oznacza, że celem rewolucji feministycznej jest nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, co było celem ruchu feministycznego, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami; różnice płciowe nie będą już więcej miały żadnego znaczenia”.

- To tłumaczy, dlaczego ten nowy feminizm występował nie tylko przeciwko mężczyznom, ale także przeciwko macierzyństwu…

- Według Firestone, istotą ucisku kobiet jest macierzyństwo i wychowywanie dzieci. Ci, którzy popierają to stanowisko, uważają, że aborcja na żądanie, antykoncepcja, całkowita wolność seksualna, zatrudnienie kobiet i przetrzymywanie dzieci we wspomaganych przez państwo żłobkach są warunkami koniecznymi do wyzwolenia kobiet. Nancy Chodorow w książce The Reproduction of Mothering twierdzi, że dopóki kobiety będą pełnić funkcje wychowawczo-opiekuńcze, dzieci będą rosnąć, postrzegając ludzkość podzieloną na dwie różne i - według niej - nierówne klasy. Jest to przyczyną tolerowania ucisku „klasowego”.

- Czy to znaczy, że radykalne feministki chcą, aby dzieci żyły bez rodziny?

- Tak. Nowy feminizm chce znieść rodzinę biologiczną. Alison Jagger w książce używanej na kursach dla kobiet ukazuje, jaki powinien być pożądany rezultat rewolucji klas płciowych: „Zniesienie rodziny biologicznej wyeliminuje także potrzebę opresji seksualnej. Męski i żeński homoseksualizm oraz pozamałżeńskie stosunki płciowe nie będą już postrzegane w optyce liberalnej jako opcje alternatywne... Sama „instytucja” współżycia płciowego, gdzie kobieta i mężczyzna odgrywają określone role, zniknie. Ludzkość będzie mogła wreszcie powrócić do swej naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności”.

- Jak powstało pojęcie „gender”?

- Problem, przed jakim stanęli ludzie promujący rewolucję przeciwko rodzinie, polegał na tym, jak wyeliminować „klasy płciowe” (sex classes), które uwarunkowane są biologicznymi różnicami między kobietą i mężczyzną. Rozwiązaniem tego dylematu stały się tezy dr. Johna Moneya z Hopkins University w Baltimore (USA). Do lat 50. słowo „gender” było terminem gramatycznym i wskazywało, czy wyraz jest rodzaju męskiego, żeńskiego, czy nijakiego. Dr Money zaczął go używać w nowym kontekście, wprowadzając termin gender identity, by określić, czy dana osoba czuje się mężczyzną, czy kobietą. Money uważał, że tożsamość płciowa gender identity zależy od tego, jak dziecko było wychowywane, i czasami różni się od płci biologicznej.

- W jaki sposób feministki wykorzystały teorie dr. Moneya?

- Kate Millet w swej książce z 1969 r. pt. Sexual Politics (Polityka seksualna) pisała: „... nie ma różnicy między płciami w chwili urodzin. Osobowość psychoseksualna jest więc czymś wyuczonym po narodzeniu”. W ten sposób idea płci (gender) jako wytwór społeczny weszła do teorii feministycznych. Ideologia gender sprawiła, że priorytetem ruchu feministycznego przestała być walka z polityką, która dyskryminowała kobiety, a stało się zwalczanie idei, które ukazywały różnice między kobietą i mężczyzną oraz kładły nacisk na zasadniczą rolę kobiety w sferze wychowawczo-opiekuńczej.

- Feministki bardzo często używały forum Narodów Zjednoczonych, by narzucać światu swe radykalne idee. Czy tak też było w przypadku ideologii „gender”?

- Do 1990 r. w dokumentach ONZ-etu kładziono nacisk na wyeliminowanie wszelkich form dyskryminacji kobiet, lecz w latach 90. problem gender zajął główne miejsce. W broszurze ONZ-owskiej agencji INSTRAW, zatytułowanej Gender Concepts, pojęcie gender definiowane jest jako „system ról i stosunków między kobietą i mężczyzną, który nie jest zdeterminowany biologicznie, lecz zależy od kontekstu społecznego, politycznego i gospodarczego. Tak jak płeć biologiczna jest dana, tak gender jest wytworem”.
Wielkim problemem jest to, że czasami ludzie, którzy używają terminu „gender”, nie zdają sobie sprawy z jego ideologicznych korzeni.

- Najlepiej chyba było to widać w czasie niektórych światowych konferencji ONZ-etu, gdy delegaci wielu państw podpisywali dokumenty, w których występował termin „gender”, nie wiedząc, co on dokładnie oznacza i czym różni się od wyrażenia „płeć”.

- To prawda. Warto przypomnieć choćby Światową Konferencję ONZ-etu poświęconą kobiecie, która odbyła się w Pekinie w 1995 r. W końcowym tekście Konferencji, pt. Platforma Działania (Platform for Action), czytamy: „W wielu państwach różnice między osiągnięciami i zajęciami mężczyzn oraz kobiet nadal jeszcze nie są uznawane jako konsekwencje społecznie stworzonych ról gender, lecz niezmiennych różnic biologicznych”.

- To oczywiste, że różnica ról mężczyzn i kobiet jest konsekwencją naturalnych różnic biologicznych! Mężczyzna nie może zajść w ciążę, nie może karmić dziecka piersią...

- To oczywiste, lecz z perspektywy ideologii gender jest rzeczą nie do przyjęcia, że kobieta może wybrać macierzyństwo jako pierwszorzędne powołanie. Najlepiej świadczą o tym słowa Simone de Beauvoir. Gdy Betty Friedan spytała ją, czy kobiety powinny mieć prawo wyboru pozostania w domu i wychowywania dzieci, pisarka odpowiedziała: „Kobiety nie powinny mieć takiej możliwości wyboru, ponieważ gdyby taka możliwość naprawdę istniała, zbyt wiele kobiet skorzystałoby z niej”.

- To bardzo znaczące słowa. Wróćmy jednak jeszcze do teorii dr. Moneya. Czy została ona potwierdzona naukowo?

- Podczas gdy ideologia gender stawała się coraz bardziej popularna, jej teoretyczne motywacje rozpadały się. Teorie dr. Moneya zostały zdyskredytowane przez badania naukowe dotyczące rozwoju mózgu. Badania prenatalne wykazały, że już przed urodzeniem mózgi chłopca i dziewczynki znacznie się różnią, co ma wpływ m.in. na różne postrzeganie ruchów, kolorów i kształtów. Sprawia to np., że u chłopca istnieje „biologiczne przygotowanie” do używania męskich zabawek, a u dziewczynki - kobiecych. Kobiety, począwszy od łona matki, są wyposażane w szczególną wrażliwość na innych ludzi, która potrzebna jest w pełnieniu roli matki.

- Cóż z tego, skoro niektóre feministki nie chcą uznać wyjątkowej roli kobiety w społeczeństwie i ignorują badania, które to potwierdzają!

- To wielki problem. Naukowcy, którzy badają najwcześniejsze etapy rozwoju dziecka oraz rozwój ludzkiego mózgu, są zaniepokojeni, że odkrycia dotyczące znaczenia więzi między matką a dzieckiem są ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie jako siłę roboczą, a dzieci w przedszkolu.

- Ideologia „gender” opowiada się za nową definicją małżeństwa, która obejmowałaby również pary tej samej płci. W ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele publikacji, w których sugeruje się, że nie istnieje żadna istotna różnica między dziećmi wychowywanymi przez pary tej samej płci czy przez rodziców naturalnych. Czy tezy tego typu są wiarygodne?

- Ci, którzy analizowali tego typu badania, uznali je za nieważne. Według prof. Lynna Wardle’a: „Większość badań dotyczących rodzicielstwa homoseksualistów opiera się na dokumentacji niedostatecznej z punktu widzenia ilościowego, wadliwej metodologicznie i analitycznie (some of little more than anecdotal quality), a co za tym idzie, stanowi bardzo słabą bazę empiryczną, aby decydować o polityce społecznej”. Natomiast wiele badań potwierdza, że obecność ojca i matki zwiększa dobre samopoczucie dziecka.
Patrick Fagan z Heritage Foundation zebrał wielką liczbę dowodów na to, jak wielkie znaczenie ma dla dzieci posiadanie matki i ojca, którzy żyją razem. Natomiast „dzieci wychowywane przez samotną kobietę lub których rodzice się rozeszli, są wystawione na większe ryzyko doświadczenia ubóstwa, nadużyć, problemów wychowawczych i uczuciowych”.
Przyszłość społeczeństwa zależy od dzieci, dlatego stawianie dobra dzieci ponad wszystko jest naszym obowiązkiem.

- Jaki jest stosunek Kościoła katolickiego do ideologii „gender”?

- Kościół katolicki nie może być neutralny, gdy dla „dobra” kobiet atakuje się rodzinę, małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo, moralność w pożyciu płciowym i nienarodzone życie. Kościół zdecydowanie potępia niewłaściwe traktowanie kobiet w rodzinie, ale odpowiedzią na to nie może być zwalczanie rodziny jako takiej!
Gdy społeczeństwo zachęca do współżycia płciowego poza małżeństwem, do aborcji, rozwodów i proponuje mentalność antykoncepcyjną, to pierwszymi ofiarami tych poczynań są kobiety. Niekończąca się walka „klas płciowych” (sex-class struggle) nie doprowadzi do autentycznego wyzwolenia kobiety. Błędna antropologia, która neguje różnice między płciami, pozostawia kobiety w sytuacji nie do pozazdroszczenia: albo próbują one naśladować zachowanie mężczyzn, albo tracą energię, by uczynić z mężczyzn „pseudokobiety”. Trwonione są wielkie zasoby finansowe, aby zwalczać naturalne pragnienie kobiety bycia matką. Jest oczywiste, że ideologia gender prowadzi w ślepy zaułek.
Solidarność między mężem a żoną w rodzinie, między kobietą a mężczyzną w społeczeństwie jest konieczna, by owocnie działać dla dobra wszystkich. Kobieta, która jest świadoma różnic między płciami, jest wolna i może współpracować z mężczyznami bez ryzyka utraty swej osobistej tożsamości. Popieranie małżeństwa i rodziny, ojcostwa i macierzyństwa w żaden sposób nie zagraża prawom, godności i zasadniczej równości kobiet. Chociaż jest ciągle rzeczą konieczną ochrona kobiet przed nadużyciami i niesprawiedliwością, rozróżnianie między płciami a poniżającymi kobiety stereotypami oraz zapewnianie prawa kobietom i mężczyznom do wyboru nietypowych zajęć.

- Co Kościół ma do powiedzenie w tej ważnej dyskusji?

- Jan Paweł II powtarzał wielokrotnie, że solidarność stanowi alternatywę walki klas. Ktoś, kto jest zainteresowany stworzeniem naprawdę prokobiecego społeczeństwa, znajdzie linię działania w książce kard. Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność. Potępienie przez Jana Pawła II zachowań, w których traktuje się osobę jako przedmiot, na pewno odpowiada kobietom, które są pierwszymi ofiarami seksualnego i ekonomicznego utylitaryzmu.
Owocna współpraca kobiet i mężczyzn musi się opierać na prawdzie o osobie ludzkiej. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, dwie płci, różne lecz równe, ustanowił małżeństwo i rodzinę oraz prawa rządzące moralnością, a Bóg nie może być niesprawiedliwy. Dlatego kobiety nie powinny obawiać się kultury, która podkreśla i szanuje różnice między kobietami i mężczyznami.

- Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
gender

Gender to zradykalizowana postać marksizmu

2017-10-31 11:27

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 38-39

Archiwum „Ordo Iuris”
Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym, jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość – mówi dr Joanna Banasiuk

MATEUSZ WYRWICH: – Krąży w mediach wiele definicji na temat pojęcia „gender”. Jedni mówią, że nie ma w tym nic złego – ot, kolejny prąd, inni nie dopowiadają, kolejni zaś bałamucą bądź wręcz kłamią, opisując tę niebezpieczną i coraz bardziej rozpowszechniającą się w Polsce ideologię. Co się za tym pojęciem kryje? Jaka jest jego definicja?

DR JOANNA BANASIUK: – Prosta definicja wskazująca, że „gender” to angielskie oznaczenie gramatycznego rodzaju rzeczowników lub przymiotników, niewiele nam jeszcze wyjaśni. Po pierwsze – warto sobie uświadomić, że wbrew narracji mówiącej o „gender” jako o „płci społeczno-kulturowej” angielski termin „gender” oznacza nie płeć, ale gramatyczny „rodzaj”. Oczywiście, ten gramatyczny rodzaj nawiązuje jakoś do płci, jednak rodzaj w przeciwieństwie do płci (ang. sex) nie ma charakteru przyrodzonego, ale jest pewnym zjawiskiem kulturowym. Dlatego w polszczyźnie „Kościół” jest rzeczownikiem rodzaju męskiego, ale w łacinie i językach romańskich jest rodzaju żeńskiego, stąd też „Mater Ecclesia”. Owo pojęcie rodzaju, któremu w jego gramatycznym znaczeniu nie sposób nic zarzucić, zostało współcześnie użyte do ataku na ludzką płciowość. Ponieważ zaś ludzka egzystencja jest nierozerwalnie związana z płciowością, atak na płciowość jest tak naprawdę atakiem na człowieka. Pojęcia „gender” używa się zatem po to, by (dzięki naturalnym skojarzeniom z płcią) wprowadzić zamieszanie w pojmowanie ludzkiej płciowości („destabilizować płeć”). Wykorzystując oczywiste, kulturowe zróżnicowania między sposobami wyrażania się kobiecości i męskości, ludzką płciowość zaczyna się relatywizować przez kwestionowanie jej przyrodzonego charakteru. W efekcie pojęcie „gender” służy do dezintegracji płciowej człowieka – zasiania wątpliwości w odniesieniu do naszej płciowości. W rzeczywistości zatem rodzaj ma nas wyobcować względem naszej płciowości jako esencjonalnego elementu człowieczeństwa. Wiąże się to nierozerwalnie z indywidualistyczną wizją człowieka. Jednostka nie ma płci, jest pojedyncza, jest wolna względem innych i jest względem nich równa, jednak nie ma płci. W tym kontekście płeć przedstawia się jako coś mało ludzkiego, jako pewne „zabrudzenie” czystej indywidualnej egzystencji, wprowadzenie rozróżnienia między jednostkami, które w dalszej kolejności skutkuje nierównościami, dyskryminacją i przemocą. Termin „rodzaj” znakomicie nadaje się do takiego właśnie przedstawienia człowieka, u którego płciowość jest czymś narzuconym przez otoczenie, a nie czymś naturalnym i pozwalającym mu w pełni być człowiekiem.

– A zatem nie warto, a może nawet nie powinniśmy posługiwać się w języku polskim pojęciem „płci społeczno-kulturowej” na oznaczenie terminu „gender”...

– Właśnie. Takie tłumaczenie bowiem pogłębia konfuzję i ułatwia destabilizację płciowości. Termin „gender” powinniśmy pozostawiać bez tłumaczenia lub tłumaczyć jako rodzaj, by zdawać sobie sprawę ze sztuczności tego terminu, gdy jest używany poza kontekstem gramatycznym. Stosowanie pojęcia płci w polskim tłumaczeniu Konwencji Stambulskiej na oznaczenie „sposobu wyrażania się różnic płciowych w zróżnicowaniu praktyk społecznych” jest zatem nieuprawnione, w tym wypadku chodzi bowiem o termin „gender”, który należy tłumaczyć jako „rodzaj”. Opisując istotę gender, nie można nie wskazać analogii między teorią rodzaju a marksizmem. Dokonawszy niezbędnych skrótów, można powiedzieć, że tak jak marksizm upatrywał źródeł wszelkiego zła w życiu społecznym, we własności prywatnej, której zniesienie miało położyć kres wyzyskowi, niesprawiedliwości społecznej i przemocy, tak na gruncie teorii rodzaju panprzyczynę wszelkiego zła umiejscawia się w ludzkiej płciowości, czyli w fakcie, że człowiek egzystuje jedynie jako kobieta bądź jako mężczyzna, czyli – płciowość jest niezbywalną formą ludzkiej egzystencji.

– Pisze Pani w jednym ze swoich tekstów, że ideologia gender to wyjątkowo niebezpieczna manipulacja. Dlaczego? Proszę nam to przybliżyć.

– Ideologia gender jest zradykalizowaną postacią marksizmu. O ile ten ostatni atakował warunki ludzkiej egzystencji (własność prywatną, w dalszej kolejności małżeństwo i rodzinę), o tyle gender atakuje bezpośrednio człowieka, generując u niego zachowania autoagresywne (przez destabilizację jego tożsamości płciowej). Ideologia rodzaju służy formułowaniu postulatów natury politycznej. Leży ona obecnie u podstaw opracowywania i realizacji polityk antydyskryminacyjnych i walki z przemocą – gender stanowi podstawowy paradygmat działań administracji publicznej w wielu krajach UE. Skoro uznaje się, że źródłem wszelkiej dyskryminacji, nierówności i przemocy jest zróżnicowanie na to, co męskie i żeńskie, to walka z patologiami społecznymi musi oznaczać konieczność zniesienia różnic między kobietami a mężczyznami. To oznacza radykalną inżynierię społeczną. Tylko jeżeli uznajemy, że człowiek w swojej ontycznej konstrukcji może bytować wyłącznie jako kobieta albo jako mężczyzna, to egalitarystyczny ruch „wyzwolenia z płci” stanowi brutalny atak na naturę człowieka, jego egzystencję. Prowadzi to nie tylko do atrofii społeczeństwa, ale też do autodestrukcji. Jednocześnie utwierdza się społeczeństwo w przekonaniu, że owo wyobcowanie czyni ludzi bardziej wolnymi, tak jakby stopień mojej wolności zależał od ilości wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście jestem kobietą. W praktyce skutki owej inżynierii społecznej widoczne są w kwestionowaniu naturalnej tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, w antagonizowaniu kobiet i mężczyzn przez przedstawianie tych pierwszych jako ofiar, a drugich jako oprawców, i w kontestowaniu ich komplementarności. Koncepcja rodzaju to agenda środowisk feministycznych, de facto skrajnie antykobiecych, i subkultur LGBT.

– Polska ratyfikowała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwaną Konwencją Stambulską. Parlament Europejski, wywierając presję na inne kraje członkowskie, by ratyfikowały tę konwencję, domaga się jednocześnie uznania prawnej ochrony dzieci przed urodzeniem za przemoc wobec kobiet!

– W zasadzie nie powinno to dziwić, skoro twórcy Konwencji Stambulskiej operują paradygmatem rodzaju (genderowym) i nakazują uwzględniać perspektywę rodzaju we wdrażaniu i ocenie realizacji konwencji. Jeżeli teoria rodzaju przyczyn przemocy wobec kobiet upatruje w ich kobiecości, to radykalny gwałt na kobiecości, jakim jest aborcja, musi być przedstawiany jako droga do wyzwolenia kobiety. W świetle ideologii rodzaju wszystko, w czym wyraża się kobiecość, a zatem w szczególny sposób macierzyństwo, musi zostać wyeliminowane – jako droga do likwidacji wszelkich form przemocy. Komitet ONZ monitorujący konwencję o przeciwdziałaniu wszelkim formom dyskryminacji kobiet (CEDAW) w dokumencie skierowanym do Polski wyrażał już zaniepokojenie „utrzymywaniem się głęboko zakorzenionych uprzedzeń i stereotypowych postaw w odniesieniu do tradycyjnego podziału ról i obowiązków kobiet i mężczyzn w rodzinie, jak i całym społeczeństwie”. W ocenie komitetu, stereotypy te utrwalają dyskryminacje? kobiet i generują przemoc względem nich. Nie trzeba dodawać, że w tym kontekście za stereotypowe uznaje się macierzyństwo. W tym kontekście uznanie prawnej ochrony dziecka na prenatalnym etapie jego rozwoju za przemoc wobec kobiety staje się już tylko czystą konsekwencją przyjętych na gruncie Konwencji Stambulskiej ideologicznych założeń.

– Studia gender w Polsce to zagrożenie, a może wyjaśnienie, czym w istocie jest gender?

– Studia gender służą przekonaniu swoich adeptów, że płciowość jest tak bardzo uwikłana kulturowo, że właściwie jest całkowicie konwencjonalna i plastyczna. Chodzi zatem o ową destabilizację płciowości, dokonującą się przez ideologiczne przedstawienie rzeczywistości społecznej. Ma być ona uwikłana w rozróżnienia między tym, co męskie i żeńskie, a ma to służyć powstawaniu kulturowych struktur przemocy. W tym sensie studia gender stanowią intelektualne przysposobienie do rewolucji społecznej, polegającej na walce z manifestowaniem męskości i kobiecości w życiu społecznym. Cele „gender studies” są zatem w istocie polityczne, tymczasem rolą uniwersytetu jest tworzenie przestrzeni do odkrywania prawdy i jej umiłowania. Ideologia rodzaju prowadzi do zanegowania prawdy o człowieku – do destabilizacji i dekonstrukcji jego tożsamości. I nie ma przy tym znaczenia, w jak oględny i sprytny semantycznie sposób przedstawi się program nauczania.

– W jakim stopniu Polska jest już zainfekowana tą ideologią?

– Wciąż w znacznie mniejszym stopniu niż inne kraje UE, ale już bardzo poważnie. Trzeba pamiętać, że tak jak marksizm miał w sobie niezwykle uwodzicielski intelektualny urok, tak samo jest w przypadku neomarksistowskiej ideologii rodzaju. Dziewczyny na studiach socjologicznych chłoną tę ideologiczną wizję rzeczywistości jak gąbka brudną wodę. Dodatkowo pojawiają się zagrożenia instytucjonalne. Ratyfikując Konwencję Stambulską, Polska przyjęła za poziom krajowego porządku prawnego jeden z najbardziej ideologicznie zaawansowanych instrumentów wprowadzania ideologii gender. Konwencja nakazuje, by wszystkie organy administracji publicznej kierowały się perspektywą rodzaju i umożliwia organom monitorującym jej wykonywanie oraz wydawanie Polsce zaleceń i wytycznych do wdrażania polityk genderowych. Dotyczy to także wszystkich poziomów edukacji, zarówno formalnej, jak i nieformalnej, w tym w zakresie informacji o niestereotypowych rolach genderowych. Na poziomie szkół spotykaliśmy się z zajęciami z zakresu antydyskryminacji czy równości, w trakcie których dzieciom tłumaczono nieistotność rozróżnień między tym, co męskie i kobiece, oraz zachęcano je do eksperymentowania w obszarze płciowości. Eksperymenty takie rozpoczyna się już w przedszkolu, m.in. w postaci tych głośnych przebieranek chłopców za dziewczynki i na odwrót, malowania chłopcom paznokci i wręczania dziewczynkom samochodzików zamiast lalek. Instytut „Ordo Iuris” oferuje rodzicom możliwość anonimowego sprawdzenia, jakie organizacje prowadziły w szkołach zajęcia dla ich dzieci i czego one dotyczyły. Dziś na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Koncepcja gender stanowi też podstawę ruchów feministycznych. Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Po raz pierwszy kobiety znalazły się wśród doradców Kongregacji Nauki Wiary

2018-04-22 14:55

ts, kg (KAI) / Watykan

Franciszek mianował 21 kwietnia pięcioro nowych konsultorów Kongregacji Nauki Wiary i w gronie tym po raz pierwszy znalazły się kobiety. Są to: dwie Włoszki – prawniczka dr Linda Ghisoni, od 7 listopada ub.r. podsekretarz sekcji ds. świeckich w Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia i teolożka fundamentalna Michelina Tenace z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriana oraz Belgijka Laetitia Calmeyn, wykładowczyni teologii w Kolegium Bernardynów w Paryżu.

Grzegorz Gałązka

Kobiety już od dłuższego czasu są członkiniami Międzynarodowej Komisji Teologicznej, działającej w ramach Kongregacji Nauki Wiary (na jej czele stoi z urzędu prefekt Kongregacji).

Dwaj nowi konsultorzy Kongregacji to włoski kapłan ks. Sergio Paolo Bonanni – również teolog z Gregoriany i Hiszpan ks. Manuel Jesús Arroba Conde CMF, kanonista z Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego.

Linda Ghisoni urodziła się w Piacenzy w 1965, jest mężatką i matką dwóch córek. Ukończyła filozofię i teologię na Uniwersytecie Eberharda i Karola w Tybindze oraz uzyskała doktorat z prawa kanonicznego na Gregorianie. Ma poza tym dyplom adwokata po Studium Rotalnym Trybunału Roty Rzymskiej i podobny w zakresie praktyki administracyjnej przy Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jest sędzią instruktorem w sądzie pierwszej instancji ds. orzekania o nieważności małżeństwa dla regionu Lacjum. Od listopada 2017 jest podsekretarzem ds. świeckich w Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

Michelina Tenace, pochodząca z San Marco in Lamis (Apulia na południu Włoch) i urodzona w 1954, studiowała filozofię w Paryżu, uzyskała dyplom z zakresu literatur obcych na rzymskim uniwersytecie La Sapienza i doktorat z teologii na podstawie pracy o myśli rosyjskiego filozofa Władimira Sołowjowa na Gregorianie. Obecnie na tej uczelni stoi na czele wydziału teologii fundamentalnej, specjalizuje się w zakresie wschodniego chrześcijaństwa i pełni kilka innych funkcji.

Laetitia Calmeyn pochodzi z Brukseli, gdzie urodziła się w 1975. Jest dyplomowaną pielęgniarką, wyspecjalizowaną w opiece paliatywnej. Ma za sobą studia teologiczne w Brukseli i doktorat z teologii, uzyskany na Papieskim Instytucie im. Jana Pawła II w Rzymie na podstawie rozprawy o belgijskim filozofie i teologu, jezuicie Albercie Chapelle. Jest dziewicą konsekrowaną z archidiecezji paryskiej, wykłada teologię w Kolegium Bernardyńskim w stolicy Francji.

Ogółem nową pięcioletnią kadencję rozpoczęło 30 doradców (konsultorów), których zadaniem jest wspieranie działań członków Kongregacji Nauki Wiary. Spotykają się oni raz w tygodniu a omawiane przez nich zagadnienia i przeprowadzane ekspertyzy są przekazywane następnie do kolegium członków Kongregacji w celu podjęcia konkretnych decyzji. To gremium z kolei zbiera się raz w miesiącu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jasna Góra: szczególne miejsce modlitwy w intencji powołań

2018-04-22 20:18

mir/r / Jasna Góra (KAI)

Jasna Góra jest szczególnym miejscem niemal dla wszystkich wybranych na wyłączną służbę Bogu. To tu kształtuje się niejedno powołanie. Jak je rozpoznać, uczą się w jasnogórskiej „Szkole Maryi” zwłaszcza maturzyści. Dziś, w Niedzielę Dobrego Pasterza rozpoczął się 55. Tydzień Modlitw o Powołania.

Bożena Sztajner/Niedziela

O odnowę zapału w ewangelizacji i o nowych powołanych do głoszenia Chrystusa modlił się dziś na Jasnej Górze abp José Octavio Ruiz Arenas. "Podziwiam Polaków za ich odwagę mówienia o Prawdzie w czasach komunizmu" – powiedział Sekretarz Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Abp Arenas mówił o potrzebie kontynuowania i odnowienia wiary Polaków. "W kolejnych latach, po przełomie, wchodzi obojętność religijna, traci się tę odwagę, traci się tę zdolność Kościoła, który prawie że w tych latach komunizmu żył męczeństwem i męczennikami" - wskazywał abp Ruiz Arenas.

Pod hasłem: „Wpadnij na dziesiątkę różańca” na Jasnej Górze w wakacje proponowana jest modlitwa w intencji nowych powołań. Na placu przed główną bramą wejściową ustawiony jest specjalny namiot, w którym dyżury pełnią przedstawicielki różnych zgromadzeń i zakonów.

Siostry posługujące w tzw. namiocie powołaniowym zachęcają pielgrzymów do modlitwy dziesiątkiem różańca w intencji powołań. Tu uzyskać można wiele informacji np. dotyczących potrzeby wielkiego wołania o „nowe sługi Pana”, form modlitwy o powołania i za powołanych, charyzmatu różnych zgromadzeń i zakonów. Są także wiadomości praktyczne np. gdzie się zgłosić, by wstąpić do klasztoru.

Już od ponad pół wieku na Jasną Górę pielgrzymują rodziny osób powołanych i ci, którzy wspierają powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Jak mówią uczestnicy jasnogórskich spotkań, przybywają oni do tronu Królowej Polski, by podziękować za zaszczyt, jaki ich spotkał, że w ich rodzinie Bóg wybrał i powołał do swojej służby bliską im osobę. Od wielu lat te spotkania odbywają się w maju.

Modlitwa o nowe powołania to także intencja licznych czuwań i pielgrzymek różnych zakonów, zgromadzeń zakonnych, grup parafialnych i diecezjalnych.

Jasna Góra to także tradycyjnie miejsce, gdzie za dar powołania do życia kapłańskiego dziękują neoprezbiterzy ze wszystkich polskich diecezji i wielu zgromadzeń zakonnych. Wielu alumnów przyjeżdża zawierzać się jeszcze przed święceniami, niektórzy w specjalnej pieszej pielgrzymce jak klerycy III roku Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Wspólne pielgrzymowanie jest dla nich jedną z form przygotowań do uroczystości obłóczyn, czyli przyjęcia sutanny. We wrocławskim seminarium to już tradycja – pielgrzymka w ubiegłym roku odbyła się po raz 45-ty.

W Kaplicy Matki Bożej każdego dnia zanoszona jest modlitwa za Zakon Paulinów, zwłaszcza o nowe powołania. To msza św. w języku łacińskim o godz. 8.00.

W Sanktuarium działa Jasnogórski Ośrodek Powołań. Znajduje się przed wejściem do kaplicy św. Józefa na Halach i służy przede wszystkim młodym ludziom w rozeznawaniu życiowego powołania. Jest także miejscem przypominającym o konieczności modlitwy za kapłanów, zakonników i siostry zakonne. Powstał z inicjatywy Komisji Episkopatu ds. Misji. Początek jego istnienia to rok 1972. Pierwszymi opiekunami byli: s. Elżbieta Okulicz, urszulanka, ks. Bernard Weideman, salezjanin, a z ramienia Jasnej Góry o. Hadrian Lizińczyk, paulin. Obecnie kierują nim kolejni duszpasterze powołań Zakonu Paulinów, teraz tę funkcje pełni o. Andrzej Grad.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem