Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Stulecie Literackiej Nagrody Nobla dla Sienkiewicza

„Byłem, Nobla zabrałem, wróciłem”

Maria Wrzeszcz
Niedziela Ogólnopolska 49/2005, str. 20

Henryk Pieczul
Portret Henryka Sienkiewicza pędzla Kazimierza Pochwalskiego (1890) w Muzeum Sienkiewicza w Oblęgorku

Cieszyliśmy się, że wśród tegorocznych nominowanych do Literackiej Nagrody Nobla był zgłaszany od wielu lat nasz rodak Ryszard Kapuściński, pisarz, „mistrz reportażu literackiego”. Marzyło się nam, że kto wie, a może w 100. rocznicę pierwszego Nobla dla polskiego pisarza otrzyma ją piąty Polak. 13 października 2005 r. sztokholmscy jurorzy wybrali jednak brytyjskiego dramaturga Harolda Pintera. Werdykt ten - w przeciwieństwie do kilku ostatnich, a zwłaszcza ubiegłorocznego - spotkał się z akceptacją.

Sto lat temu

Pozostaje nam radosne wspomnienie tamtego pierwszego, szczególnego uwiecznienia polskiego twórcy, gdy „Akademia Szwedzka na posiedzeniu dnia 9 listopada 1905 r., w zgodzie z testamentem Alfreda Nobla, sporządzonym 27 listopada 1895 r., postanowiła przyznać tegoroczną Nagrodę Nobla Henrykowi Sienkiewiczowi z uwagi na jego wspaniałe zasługi jako pisarza epickiego”.
Na decyzji o przyznaniu nagrody zaważył zapewne ogromny sukces powieści Quo vadis, przetłumaczonej na 130 języków, w Anglii i w Ameryce sprzedanej w 800 tys. egzemplarzy. Aby uniknąć zarzutów wiążących się z kłopotliwą popularnością dzieła o początkach chrześcijaństwa, Akademia Szwedzka przemilczała ten bestseller wydawniczy i swą uwagę skoncentrowała na innych utworach Sienkiewicza, głównie na Trylogii. W powszechnym jednak odczuciu panuje przekonanie, że największe wyróżnienie literackie Pisarz uzyskał dzięki powieści Quo vadis, która do dziś jest najchętniej tłumaczona i osiąga najwyższe nakłady.
Jako pierwszy kandydaturę Sienkiewicza do Akademii Szwedzkiej zgłosił jego przyjaciel - hrabia Stanisław Tarnowski (1837-1917), historyk literatury, krytyk, publicysta, profesor UJ. Do otrzymania przez naszego Pisarza tego międzynarodowego wyróżnienia w dużym stopniu przyczynił się szwedzki uczony, tłumacz polskich dzieł na język szwedzki - Alfred Jensen. Dla przyszłego Laureata nie było ono w zasadzie zaskoczeniem, pomimo że do nagrody zgłoszono również Elizę Orzeszkową, autorkę powieści Nad Niemnem. Krakowski dziennik Czas już w sierpniu 1901 r. informował, że Sienkiewicz jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do literackiego Nobla.

Pasmo triumfów

Początek XX stulecia to pasmo triumfów Pisarza, którego dzieła wydawano w milionach egzemplarzy. 18 lutego 1904 r. został honorowym obywatelem Lwowa, a 2 kwietnia otrzymał francuską Legię Honorową. W 1905 r. w Oblęgorku ukończył powieść Na polu chwały. W listopadzie dowiedział się o przyznanej mu nagrodzie od specjalnego wysłannika ze Sztokholmu - Jensena, który telegraficznie poprosił go o przyjazd do Krakowa, gdzie wręczył mu list z radosną wiadomością. Sienkiewicz podzielił się nią tylko z najbliższą rodziną, prosząc o dyskrecję. W liście do syna Henryka Józefa pisał: „Tak jest! Przyznano! Zwycięstwo literatury polskiej to radość po prostu powszechna i rzecz ze wszystkich najważniejsza. Sekretu chcą aż do 10 grudnia z tamtej strony, nie chcąc widocznie narazić się za wcześnie na wrzaski pruskie i zawiadamiania urzędowe Rosji. Muszę tedy jechać, bo inaczej trzeba by i monetę, i złoty medal odsyłać do ministerium w Petersburgu”.

Wyjazd do sztokholmu

Do Sztokholmu autor Quo vadis wyruszył 1 grudnia 1905 r. w towarzystwie Bronisława Kozakiewicza, tłumacza jego dzieł na francuski. Podróżowali przez Wiedeń, Berlin, Warnemünde i Kopenhagę. Już 5 grudnia tajemnica przestała być tajemnicą. Jedna z berlińskich gazet opublikowała depeszę ze Sztokholmu z listą laureatów. Tego dnia Henryk Sienkiewicz napisał do żony: „W pierwszej chwili nie było mi przyjemnie, ale jak zobaczyłem, że to ze Sztokholmu - to i owszem. Jutro rozbrzmi wiadomość po całym świecie...”.
Tak też się stało. Na miejsce Pisarz dotarł w przeddzień uroczystości. W prasie szwedzkiej tak go scharakteryzowano: „... ma powierzchowność w wysokim stopniu dystyngowaną. Swoje sześćdziesiąt lat nosi chwalebnie, pomimo siwej już bródki, starannie utrzymanej. Niezwykle prosto się trzyma. Ubrany w długi, czarny tużurek robi wrażenie urzędnika chłodnego, nieco sztywnego. Mówi cicho i powoli - najchętniej po francusku, gdyż nie może mówić w języku ojczystym”.

Reklama

Fanfary dla Sienkiewicza

10 grudnia o trzeciej po południu w Akademii Królewskiej dźwięk fanfar oznajmił początek uroczystości. Po wejściu rodziny królewskiej odegrano hymn Szwecji i przy dźwiękach triumfalnego poloneza zaczęto zajmować miejsca. Sam Laureat tak zrelacjonował przebieg uroczystości żonie Marii Babskiej: „Sala Akademii Królewskiej nie większa od krakowskiej, ale nabita, przed gmachem dużo ludzi. Pań i panien - całe gromady. Wchodzi rodzina królewska... Ostatni głos zabrał Carl David af Wirsén..., który długo podkreślał moje zasługi, niesłychane pochwalne uwagi kierował pod adresem mojej Trylogii, Bez dogmatu, Rodziny Połanieckich, Quo vadis i Krzyżaków”.
„W każdym społeczeństwie są geniusze, skupiający w sobie ducha narodu. Oni reprezentują jego charakter w oczach świata. Pielęgnują wspomnienie przeszłości narodu, by natchnąć go nadzieją na przyszłość. Są jak dęby - ich natchnienie zakorzenione jest głęboko w historii, lecz korona szumi w wichrach dzisiejszego dnia. Takim reprezentantem literatury i ducha narodu jest człowiek, którego Szwedzka Akademia odznaczyła Nagrodą Nobla. Jest on obecny tu, wśród nas. A nazwisko jego Henryk Sienkiewicz” - rozpoczął swoje przemówienie af Wirsén, sekretarz Akademii. Następnie przeanalizował całą twórczość Laureata, podkreślając, że nagroda jest uznaniem „dla jego wyjątkowych zasług jako pisarza epickiego. (...) Gdy przyjrzeć się dziełu Sienkiewicza - jest ono gigantyczne, bezmierne, a zarazem wzniosłe, godne podziwu i opanowania. Jego styl epicki osiągnął absolutną doskonałość artystyczną” - zakończył.
Po tych wzniosłych słowach wszyscy obecni - wraz z królem - wstali, wznosząc trzykrotny okrzyk na cześć Laureata. „... król wziął pudełko z medalem i patent, a ja stanąłem przed jego fotelem. Wręcza mi to wszystko, po czym ściska moją prawicę tak długo i tak serdecznie... Rozlegają się brawa. Muzyka gra hymn szwedzki” - pisał Sienkiewicz w liście do żony. Na awersie medalu widnieje popiersie fundatora nagrody Alfreda Nobla, na rewersie - cytat z Eneidy Wergiliusza: „Ci, którzy ulepszyli swoje życie, na nowo osiągnęli doskonałość”.

„Gleba polska jest żyzna”

Głos zabrał Sienkiewicz, wygłaszając swoje przemówienie po francusku. Z każdego jego zdania przebijała duma człowieka traktującego nagrodę nie jako osobisty sukces, lecz sukces narodu, którego był przedstawicielem, a który - choć pozbawiony państwowości - dawał dowody swego istnienia. To piękne wystąpienie pierwszego polskiego Laureata Literackiej Nagrody Nobla przytoczę w całości:
„Ci, którzy mają prawo ubiegać się o nagrodę ustanowioną przez szlachetnego filantropa, nie należą do ludzi jednego szczepu i nie są mieszkańcami jednego kraju. Wszystkie narody świata idą w zawody o tę nagrodę w osobach swoich poetów i pisarzów. Dlatego też wysoki areopag, który tę nagrodę przyznaje, i dostojny monarcha, który ją wręcza, wieńczą nie tylko poetę, ale zarazem i naród, którego synem jest ów poeta. Stwierdzają oni tym samym, że ów naród wybitny bierze udział w pracy powszechnej, że praca jest płodna, a życie potrzebne dla dobra ludzkości.
Jednakże zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski! Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysiącznych dowodów, że ona żyje! Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa! Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać!
Komuż nie przyjdą na myśl słowa Galileusza: E pur si muove!, skoro uznana jest wobec całego świata potęga jej pracy, a jedno z jej dzieł uwieńczone.
Więc za to uwieńczenie - nie mojej osoby, albowiem gleba polska jest żyzna i nie brak pisarzów, którzy mnie przewyższają - ale za to uwieńczenie polskiej pracy i polskiej siły twórczej wam, panowie członkowie Akademii, którzy jesteście najwyższym wyrazem myśli i uczuć waszego szlachetnego narodu, składam jako Polak najszczersze i najgorętsze dzięki”.
Kilkudniowe uroczyste obchody w Sztokholmie zakończyło przyjęcie urządzone przez Jensena, który na cześć Laureata odczytał swój poemat. Oto jego jedna strofa:

Hen - tam do domu na te święte łany,
Gdzie mowa polska, gdzie ten kraj kochany.
Gdzie dusza, której przemoc nie ugięła,
Świadczy, że - Jeszcze Nie Zginęła.

Gratulacje z całego świata

Do Krakowa przybył Sienkiewicz 16 grudnia, gorąco witany przez rodzinę, przyjaciół i tłum wielbicieli. Podczas uroczystego obiadu pobyt w Sztokholmie podsumował krótko: „Byłem, Nobla zabrałem, wróciłem”. Na gratulacje z całego świata nie był w stanie odpisać.
W stulecie pierwszego polskiego literackiego Nobla gorąco polecam przepięknie wydany album Sienkiewicz (Wydawnictwo Orlęta 2005), zawierający utrzymaną w stylu gawędy opowieść wnuczki Noblisty - Marii Korniłowiczówny i ponad 200 ilustracji: portretów pisarza, jego rodziny i znajomych, postaci historycznych, widoków rezydencji szlacheckich i miejsc opisywanych w powieściach.

Stowarzyszenie Wiosna odniosło się do zarzutów

2018-09-20 14:38

dg / Kraków (KAI)

Stanowczo oświadczamy, że nie akceptujemy w WIOŚNIE w relacjach z pracownikami praktyk, które zostały przedstawione w artykule. Trudno jest nam uwierzyć, że w istocie miały one miejsce, dlatego każdą z nich weryfikujemy – napisał Zarząd Stowarzyszenia Wiosna w oświadczeniu odnoszącym się do reportażu Janusza Schwertnera na portalu onet.pl. Publikujemy pełny tekst oświadczenia.

Leszek Ogrodnik

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele WIOSNY,

w związku z publikacją traktującą o pewnych aspektach funkcjonowania naszego Stowarzyszenia, która dzisiaj pojawiła się w portalu Onet.pl, czujemy się w obowiązku odnieść się do tez zawartych w owym artykule i wyjaśnić poruszane w nim kwestie.

Jest nam bardzo przykro, że dla osób wypowiadających się w tekście, praca w WIOŚNIE była trudnym doświadczeniem. Przykro nam również, że artykuł przedstawia wyłącznie opinie osób, które pracę w WIOŚNIE zapamiętały w ten sposób. Wśród opisanych sytuacji były takie, które nie miały miejsca lub ich przebieg był inny niż zostało to przedstawione. Informowaliśmy o tym autora tekstu, niestety nie zdecydował się na przedstawienie naszej perspektywy. Z autorem chcieli również porozmawiać byli i obecni współpracownicy ks. Jacka Stryczka, których opinia na temat pracy z nim jest diametralnie inna. Niestety również ich głos nie został uwzględniony w materiale, przez co nie jest to tekst, który przedstawia pełny i prawdziwy obraz pracy w WIOŚNIE.

Nie chcemy pozostawiać Was z poczuciem, że WIOSNA ma coś do ukrycia. Nasza odpowiedź nie jest również obroną. Jesteśmy głęboko przekonani, a nawet więcej – z własnego doświadczenia po prostu to wiemy – że funkcjonowanie organizacji pozarządowej, która każdego dnia nie tylko stara się jak najlepiej realizować swoje cele społeczne i nieść mądrą pomoc, ale również – zupełnie dosłownie – walczy o finansowe przetrwanie, bywa bardziej skomplikowana i trudniejsza do zrozumienia z zewnątrz niż się to na pozór wydaje.

I stąd potrzeba tego wyjaśnienia.

WIOSNA istnieje od 2001 roku. Jako jedyna organizacja pozarządowa w Polsce o tak dużej skali działania zaczynaliśmy od zera – bez wsparcia z zewnątrz. Budowaliśmy WIOSNĘ siłą naszych pomysłów, zaangażowaniem, energią i pasją. Rozwijaliśmy się, zmienialiśmy się i się uczyliśmy. Z niewielkiej, działającej lokalnie grupy idealistów przeistoczyliśmy się w organizację o strukturze, która pozwala co roku zarządzać kilkunastoma tysiącami wolontariuszy, nieść pomoc kilkudziesięciu tysiącom rodzin i dzieci, inspirować do działania setki tysięcy darczyńców.

Ta zmiana nie dokonała się sama.

Nasz rozwój stał się możliwy dzięki pracy i zaangażowaniu setek ludzi, którzy uznali i przekonali się, że ideały WIOSNY są zbieżne z ich wartościami. Jak każda ważna zmiana, również i ta nie zawsze dokonywała się bez trudności.

W obliczu szczególnie dużego wyzwania stanęliśmy kilka lat temu. Specjaliści nazywają taką sytuację kryzysem wzrostu. WIOSNA stała się zbyt duża i odpowiedzialna za zbyt wiele projektów, by nadal dało się nią zarządzać w sposób, który sprawdzał się, gdy była gronem pasjonatów „grzejących na ideałach”. Okazało się, że część osób, które z konieczności wzięły na siebie ciężar zarządzania, nie do końca były w stanie poradzić sobie w zmieniających się warunkach funkcjonowania Stowarzyszenia. Sam entuzjazm i pasja, przy rosnącej z roku na rok skali działania i stopniu skomplikowania projektów, przestały wystarczać. Równocześnie, reagując na coraz większe potrzeby, zatrudnialiśmy w tym czasie wiele osób, dla których – w ogromnej części – praca w WIOŚNIE była pierwszym kontaktem z rynkową rzeczywistością.

Wiele z tych osób jest z nami do dziś. To wspaniali – wciąż – młodzi ludzie, którzy dzięki WIOŚNIE rozwinęli się i wiele nauczyli. I którzy równie dużo dali jej w zamian. Wśród tych osób były jednak i takie, dla których skala wyzwań i model pracy w WIOŚNIE okazały się zaskoczeniem. Przychodzili do nas z wyobrażeniem, że praca w organizacji pozarządowej, to zajęcie, w którym wystarczy pasja, a wymagania odbiegają od realiów znanych ze świata biznesu. A w WIOŚNIE – przyznajemy to – jest inaczej. Działamy jak każda firma walcząca o wskaźniki, a przy tym co roku walczymy o przetrwanie. Co roku robimy też wszystko, by pomóc jak największej liczbie osób.

Jasne, pewnie czasem chcielibyśmy, żeby było łatwiej. Niestety, w rzeczywistości, w jakiej funkcjonują w Polsce organizacje pozarządowe, to wciąż marzenie, którego realizację trzeba odłożyć na daleką przyszłość.

Nie ukrywamy tego, że mogło dochodzić w WIOŚNIE do sytuacji emocjonalnie trudnych, stresujących i powodujących u pracowników dyskomfort. Każdego, kto tego doświadczył, przepraszamy. Jednocześnie stanowczo oświadczamy, że nie akceptujemy w WIOŚNIE w relacjach z pracownikami praktyk, które zostały przedstawione w artykule. Trudno jest nam uwierzyć, że w istocie miały one miejsce, dlatego każdą z nich weryfikujemy.

Stale pracujemy nad tym, by WIOSNA była coraz lepszym miejscem do pracy. Regularnie pytamy naszych pracowników o to, jak się im pracuje, czego potrzebują i co powinniśmy zmienić, by pracowało im się lepiej.

W 2017 roku dzięki zaangażowaniu ponad 12 tys. Wolontariuszy przekazaliśmy wsparcie ponad 20 tys. potrzebujących rodzin w całej Polsce, a wartość materialna mądrej pomocy przygotowanej przez Darczyńców SZLACHETNEJ PACZKI sięgnęła 54 mln zł. Wierzymy, że tegoroczne edycje SZLACHETNEJ PACZKI i AKADEMII PRZYSZŁOŚCI przyniosą co najmniej tyle samo radości i pomogą zmienić na lepsze historie życia tysięcy Polaków.

Mamy nadzieję, że publikacja artykułu nie zagrozi kontynuacji naszych programów społecznych. SZLACHETNA PACZKA i AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI są w dobrych rękach oddanych i profesjonalnych pracowników.

Wszystkim, którzy są z nami, Wolontariuszom, Darczyńcom, Pracownikom i Przyjaciołom WIOSNY – serdecznie dziękujemy.

Zarząd Stowarzyszenia WIOSNA

Kraków, 20 września 2018 roku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Łódź: pierwsze posiedzenie plenarne IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej

2018-09-22 17:48

xpk / Łódź (KAI)

Modlitwą przedpołudniową liturgii godzin w łódzkiej katedrze rozpoczęło się pierwsze posiedzenie plenarne IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej. To spotkanie jest podsumowaniem prac grup synodalnych pracujących nad wyznaczonymi zagadnieniami w swoich parafiach, szkołach i innych miejscach, gdzie na co dzień gromadzi się młodzież.

Archiwum "Niedzieli Łódzkiej"

Do udziału w dzisiejszym spotkaniu zostało zaproszonych blisko 150 osób, którzy po wspólnej modlitwie brewiarzowej złożyli Wyznanie Wiary w Symbolu Apostolskim, a następnie z rąk metropolity łódzkiego otrzymali krzyże pobłogosławione przez Ojca Świętego Franciszka.

Pierwszym punktem wspólnych obrad było przedłożenie przewodniczących dwóch podkomisji: „Bez wiary nie można podobać się Bogu” – ks. Grzegorz Dziewulski i „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – ks. Marcin Jarzynkowski. Księża podsumowali prace kół synodalnych, które opracowywały odpowiedzi na przygotowane przez te podkomisje zagadnienia.

- Kluczowym doświadczeniem chrześcijanina jest doświadczenie wiary, a zatem spotkanie Boga w swoim życiu nie tylko przez tradycję i wychowanie ale przez przeżycie osobistej obecności działania Pana Boga w swoim życiu, swoich bliskich, swojej wspólnoty a także przez korzystanie z doświadczenia wiary innych. – mówił w swoim przedłożeniu ks. dr Grzegorz Dziewulski. - Ta wiara budowana jest we wspólnocie, a zatem w przypadku młodzieży, będzie to grupa szkolna katechezy w mniejszym stopniu grupy parafialne. Te wspólnoty są punktem odniesienia dla potwierdzania własnej wiary i przezywania jej. Ankiety pokazują, że istotnym momentem przezywania tej wspólnoty są spotkania ze świadkami, bądź słuchanie świadectw wiary, czyli korzystanie z tego, co inni przeżyli oraz otwartość na nowe, inne niż dotąd sytuacje, które stają się miejscem, okolicznościami doświadczenia - przezywania spotkania z Panem Bogiem – podkreślił przewodniczący podkomisji synodalnej.

O podejściu młodych do sakramentu pokuty i pojednania mówił w swoim podsumowaniu ks. Marcin Jarzynkowski, który zauważył, że obraz który klaruje się z nadesłanych ankiet sprawia wyrażanie, że młodzież ma problem z właściwym przezywaniem sakramentu pokuty i pojednania. Składają się na to dwa czynniki: kryzys wiary – często brak relacji z Jezusem i brak poczucia grzechu – wynikający z niewłaściwie uformowanego sumienia. – podkreślił. - Wysuwając wnioski z takiego podejścia młodych do spowiedzi należy przywrócić właściwe poczucie grzechu przez katechezę, nabożeństwa pokutne, ukazanie w spowiedniku przyjaciela, u którego można się wyżalić bez pośpiechu. Trzeba zrobić wszystko aby doprowadzić młodego człowieka do żywej relacji z Jezusem. Automatyzm w spowiedzi prowadzi do kryzysu, a młodzi przystępujący do sakramentu chcą być zauważeni, a nie traktowani z automatu. Należy uświadomić kapłanów, że młodzi chcą także przystępować do tego sakramentu pokuty poza konfesjonałem w dogodnym czasie, ponieważ nabożeństwa pokutne organizowane w parafiach są często poza zasięgiem możliwości młodych, którzy mają wiele zajęć pozalekcyjnych uniemożliwiających skorzystanie z tego rodzaju formy modlitwy. Młodzi zwrócili uwagę także na to, że niezwykle ważne jest dla nich świadectwo życia rówieśników, albo jak podczas spotkania w Atlas Arenie świadectwo spowiedzi samych księży – dodał prelegent.

Podsumowania działalności dwóch podkomisji dokonał ksiądz abp Grzegorz Ryś, który wskazał na to, że "wiara jest doświadczeniem Boga, który mnie kocha, a ja w sposób duchowy dotykam Go swoim sercem". Wskazując na encyklikę papieską "Lumen Fidei", metropolita łódzki zauważył, że wiara jest odpowiedzią na słowo, które jest obietnicą Boga względem człowieka i pójściem w drogę; "pójście w przestrzeń, bo wiarę widzi w takiej mierze, w jakiej poruszam się naprzód" – podkreślił. - Wiara jest widzeniem i słuchaniem – to jest wtedy, gdy się spotka Osobę – tą Osobą jest Jezus Chrystus, i w tym spotkaniu pojawia się doświadczenie, które polega na naśladowaniu. Idę z Nim w drogę i żyję jak On, słucham jak On, postępuję jak On – tłumaczył. - Młodym i wszystkim innym jest łatwiej mówić niż doświadczać Boga. Łatwiej się im mówi o własnej pobożności niż doświadcza Boga w spotkaniu z drugim człowiekiem. Dla młodych spotkanie z drugim człowiekiem, nie jest doświadczeniem wiary, nie jest doświadczeniem religijnym - podkreślił metropolita. - Niezwykle ważne jest dziś przepowiadanie Kerygmatu. Jak nie ma Kerygmatu, to nie ma przyjęcia Prawdy. Ja jestem wdzięczny, że w tej ankiecie młodych zapytano nie tylko o zasady moralne, ale zadano pytanie także o dogmat. W zmartwychwstanie umarłych wierzy połowa naszych maturzystów, w zbawienie wieczne 58% maturzystów. Stąd z jednej strony jest pytanie co jest zakresem przekazu młodym wiary, a z drugiej w jaki sposób przekazujemy wiarę młodym – zakończył łódzki pasterz.

Pierwsza część obrad zakończyła się w samo południe Mszą świętą, której przewodniczył i kazanie wygłosił ksiądz kardynał Konrad Krajewski – jałmużnik papieski. Była to pierwsza Msza święta odprawiona przez pochodzącego z łódzkich Bałut kardynała w katedrze św. Stanisława Kostki, w której przed 30 laty przyjął świecenia kapłańskie z rąk abp. Władysława Ziółka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem