Reklama

Tęsknimy za Wami, tęsknimy za Polską

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 3/2007, str. 30-31

Polacy zza wschodniej granicy coraz częściej odwiedzają ojczyznę swoich przodków. Są trzecim, czasem czwartym pokoleniem przesiedleńców, potomkami powstańców, ofiar stalinowskich wywózek. Dobrze ubrani, wykształceni i świadomi swojej polskości nie kojarzą się już z babuniami w chuścinach. - Ujmują niegdysiejszym, jakby przedwojennym wdziękiem i ślicznym, miękkim akcentem - tego zdania jest pani Maria, także Kresowianka, która od wielu lat zaprasza na święta kogoś - jak mawia - „zza Buga”. Często jednak prawdziwe pole bitwy o zachowanie polskości ma miejsce tam, gdzie Polaków jest niewielu, z dala od wielkich skupisk polonijnych - Lwowa, Wilna czy Sołecznik. Trudniej trwać w polskiej kulturze i w polskim stylu życia, mieszkając np. w centralnej Rosji.

Niektórzy z nas nie mają pojęcia, w jak wielu miejscach na Wschodzie żyją niewielkie wspólnoty Polaków, dla których polskość to nie marginalia. Na przykład Stanisława Afanasjewa ze Smoleńska przyjechała niedawno do Polski zmartwiona, że Rodacy zapominają o Katyniu. Nosi więc w sobie poczucie niesprawiedliwości. Bo tyle się o to miejsce walczyło, a co się z nim stanie, gdy pomrą dzieci i wnuki pomordowanych? - pyta. Polacy ze Smoleńska czują się strażnikami katyńskiego cmentarza. Jest ich niewielu - raptem 380 - więc poczucie to jest niemal indywidualne.
- W tym roku na Zaduszki przyjechała do Katynia tylko jedna osoba! - wspomina pani Stanisława. - Raz na rok przyjeżdżają do Katynia dzieci z Polski, laureaci różnych konkursów na temat mordu katyńskiego. I niewiele więcej osób dorosłych. No, zapomniałabym - jest taki pan z Poznania, któremu Sowieci w Katyniu ojca zabili, a matkę w Kazachstanie zamęczyli. I ten pan uparł się pamięć o Katyniu ocalić. Dobry człowiek, szlachetny, niedzisiejszy taki. I on sam w pojedynkę wielką rzecz zorganizował - dzieci z poznańskiej szkoły przywozi do naszych dzieciaków ze Smoleńska. Jak pierwszy raz poznaniacy do nas przyjechali, to po minach widać było, że nie przybywają tutaj chętnie. Ale kilka dni wystarczyło, żeby się młodzi dogadali. Jak to młodzi. Pozaprzyjaźniali się, polubili, wymienili adresy… Co rusz albo my do Was, albo Wy do nas. I tak powinno być…

Polak w Rosji

Organizacja, na której czele stoi pani Stanisława, zwie się Dom Polski. Ma siedzibę w mieszkaniu pani Stanisławy - rzec można w dużym pokoju. Wszystko zaczęło się od pojawienia się w Smoleńsku księdza i zakonnic. Po mieście gruchnęła wieść, że ksiądz z Polski modły na cmentarzu odprawia. Przyszło sporo Polaków.
Dziwna rzecz z tym Smoleńskiem... Polaków car, a potem Sowieci wywozili na Sybir, do Kazachstanu, rzucali na drugi koniec świata. Ale do Smoleńska? W sam środek Rosji?
- Wielu się dziwi - tłumaczy pani Stanisława. - Przez Smoleńsk szły wszystkie armie, które Moskwę chciały zająć. W tę i z powrotem maszerowali żołnierze… Od czasów Napoleona, po Hitlera - i wszystkich jednako „generał mróz” wykańczał.
Z tamtych czasów trochę polskobrzmiących nazwisk w Smoleńsku spotkać można, ale ci Polacy, którzy teraz mieszkają, trafili tu z sowieckiego nakazu pracy. Po szkole, studiach jechało się tam, gdzie władza kazała. Stanisława Afanasjewa, rodem z Wileńszczyzny, studiowała w Mińsku, a całe dorosłe życie w Smoleńsku przeżyła. Tu poznała męża Rosjanina, urodziła dzieci, pracowała. Żyła spokojnie, zwyczajnie. Aż do tej chwili, gdy poszła na cmentarz pomodlić się po polsku. Dla wielu Polaków był to przełom. Modlili się potem często w starym grobowcu. Imponował im ten ksiądz, człowiek z charakterem, który przez 7 lat mieszkał w tym grobowcu. Przegadali wiele godzin. Wymyślili sobie ten Dom Polski, bo ludzie lgnęli i do sutanny, i do polskości. Ksiądz był iskrą zapłonową, tłumaczył im, że nie są sami, że Polska za nimi stoi, że mogą wiele zdziałać. Taak? Tak! Postanowili sprawdzić i napisali do polskiej ambasady, że chcą w Smoleńsku polską szkołę założyć. I Polska się odezwała. Poprosili Warszawę o nauczyciela i nauczyciel przyjechał - teraz jest nim heroiczna pani Danusia. To był ważny moment - poczuli więź, zakorzenienie. Poczuli, czym jest narodowa tożsamość.

Kto ty jesteś? Polak. Niekoniecznie mały…

Z tą szkołą to jest druga dziwna rzecz... Ma 60 uczniów, w tym 3 grupy dorosłych ludzi. Najstarsza uczennica - Jadwiga Jarocka - ma 87 lat i od 4 lat uczy się języka polskiego. Z różnym skutkiem zresztą. Ale kocha śpiewać po polsku i wtóruje często dzieciom, które na spotkaniach śpiewają, ile wlezie. Pani Jadwiga nie opuści żadnej akademii ani wieczornicy. Mówi: - Odzyskałam Polskę.
Wspólnotę tworzą głównie „działaki” - ludzie z dawnych Kresów, którzy bez myślenia, marzenia, mówienia o Polsce żyć nie umieją. Taka natura… W starszych ludziach siedzi natomiast lęk. Wiele w życiu przeszli, są ostrożni, bojaźliwi. Pamiętają, jak ze strachu przed wywózkami nie mówili po polsku ani słowa. Aż zapomnieli, zagłuszyli w sobie mowę dzieciństwa.
- Pani Stanisławo - szepczą konspiracyjnie - niech Pani uważa, na Boga! Nie wiadomo, jak to będzie! A jak Sowieci wrócą?
Do polskości garnie się średnie pokolenie i młodzież. Studenciaki to już najbardziej. Nawet ci o niepolskich nazwiskach chcą uczyć się polskiego.
- Tłumaczą tak: Ja już nie-Polak, moi rodzice nie-Polacy, ale babcia nieboszczka kiedyś wspominała, że jest Polką. No to co szkodzi, niech się młodzi uczą, kraj i kulturę poznają. Nic złego z tego być nie może, prawda? - upewnia się pani Stanisława.
W rocznicę śmierci Jana Pawła II Dom Polski dostał pierwszy raz w swojej historii pozwolenie na zorganizowanie wystawy książek o Ojcu Świętym. Rosjanie oddali im do dyspozycji miejsce nie byle jakie, bo salę w centralnej bibliotece miasta. I na tę polską wystawę, na której polskie dzieci czytały po polsku wiersze polskiego Papieża o Panu Bogu, waliły tłumy Rosjan. Do tego stopnia, że zdecydowano się tłumaczyć na szybko, z marszu, trudne strofy poezji Jana Pawła II na język rosyjski. Jak zaśpiewali „Czarną Madonnę” i „Barkę”, to wielka sala zaczęła się kołysać, tak się zasłuchali, rozrzewnili Rosjanie. Potem Dom Polski zaproszono na Uniwersytet Smoleński. I sala znów pękała w szwach.

Reklama

Powszechny, czyli nie tylko polski?

W Smoleńsku stoi piękna cerkiew i równie piękny kościół katolicki. Czerwony, strzelisty. Takie tylko Polacy umieli budować. Co z tego, skoro on dzisiaj ani polski, ani katolicki. Ksiądz, który przez 7 lat w grobowcu na cmentarzu mieszkał, przeniósł się do nowego lokum. Miasto dało katolikom budynek dawnego zakładu pogrzebowego. Odremontowali go, wyszykowali i oto ksiądz wreszcie jak człowiek żyje, a ludzie mają godne miejsce do chwalenia Pana Boga. W dawnym kościele natomiast ulokowane jest archiwum.
W parafii smoleńskiej jest ok. 500 osób, oprócz Polaków, studenci z Afryki, Białorusini, Łotysze, Ukraińcy, trochę Rosjan. Odkąd komuniści popuścili cugle, straszna jest w ludziach tęsknota za świętymi obrzędami.
- Weźmy moje małżeństwo - wyjaśnia pani Stanisława. - Mój mąż jest Rosjaninem. Pozwolił mi ochrzcić dzieci. Pamiętam, jak jechaliśmy 30 km w nocy do księdza, żeby nikt nie widział. A w tym roku ochrzciliśmy w wierze katolickiej mojego męża. Zaraz potem wzięliśmy ślub kościelny. Mamy u siebie taką parę: Łotysz i Polka. Nasza Rada ma 75 lat, jej mąż ciut więcej - i oni dokładnie w 50. rocznicę ślubu cywilnego stanęli przed ołtarzem i przyrzekali sobie miłość, wierność… I takie piękne historie miłosne zdarzają się u nas, w Smoleńsku.
I równie piękne historie powrotów do Boga. Czasem z bardzo daleka.
Pani Stanisława zna wiele takich wzruszających historii i może je opowiadać godzinami. Ale życie musi pisać nowe historie - historie rodzenia się polskości w młodych Polakach ze Smoleńska.
- Gdy otworzyliśmy szkołę polską i przyszły pierwsze dzieciaki, popatrzyliśmy na nie i zupełnie nie wiadomo było, od czego zacząć. Od alfabetu? Nie. Powiedzieliśmy sobie: od śpiewania. Śpiewaliśmy więc godzinami. „Głęboka studzienka” i „Szła dzieweczka…”, po nocach się nam te piosenki śniły. Znaliśmy je z rodzinnych domów, mamy i babunie nam śpiewały. Bez nut, bez instrumentów, z serca, z głowy, z dalekiej pamięci. I rozśpiewaliśmy dzieciaki na całego. Teraz jest nauczyciel, porządne lekcje, plan zajęć, ale od śpiewania wszystko się zaczęło. Nasz zespół „Ziarenka” tak pięknie śpiewa, że kilka razy był zapraszany na konkurs piosenki w Łodzi.
W tym roku obowiązkowo Pasterka była po polsku, a potem wieczornica, śpiewanie kolęd. Dzieci jak aniołki w niebiosach ciągnęły: „Lulajże, Jezuniu”, a starsi łzy ukradkiem ocierali. Ksiądz pięknie powiedział, opłatkiem się z każdym przełamał, powspominał Polskę. Choinka w kącie stała, a pod nią prezenty, jak w kraju. Zabawa trwała do białego rana, z tańcami, przyśpiewkami, aż iskry leciały. Tak się Polacy ze Smoleńska z Narodzenia Pana radowali i Nowy Rok witali!

Przyjeżdżajcie!

Pani Stanisława chce wystosować apel. - My żadnych pieniędzy od Was nie weźmiemy, ale nie zapominajcie o nas i o Katyniu. Możemy oprowadzić po Smoleńsku, a trzeba wiedzieć, że Smoleńsk jest miastem pięknym, starym, to carskie cacko. Potem na groby do Katynia można pojechać, miejscowy ksiądz Mszę św. odprawi, a wieczorem Polacy, stęsknieni za rodakami, zaproszą na wieczornicę - dzieci smoleńskie zaśpiewają „Kraj rodzinny matki mej…” i „Polskie kwiaty”, starsi łzę uronią, pięknie będzie… Przyjeżdżajcie…

Wyjazdy do Katynia organizuje m. in. Biuro Podróży „Wilejka” z Łodzi, ul. Piotrkowska 20, 90-269 Łódz, tel. (0-42) 630 60 70; wilejka@wilejka.pl

Kanada: ksiądz dźgnięty nożem w czasie Mszy

2019-03-22 16:57

pb (KAI/radio-canada.ca) / Montreal

Rektor Oratorium św. Józefa w Montrealu ks. Claude Grou został dźgnięty nożem w czasie, gdy odprawiał Mszę św. w tej świątyni, znajdującej się na górującym nad miastem wzgórzu Mont-Royal. Poranna liturgia jest transmitowana przez telewizję i w internecie, więc świadkami zdarzenia było wielu telewidzów i internautów.

Senlay/pixabay.com

Około 8.30 nieznany mężczyzna podszedł do odprawiającego Mszę kapłana i zaatakował go nożem. Ochrona świątyni szybko obezwładniła napastnika i zatrzymała do czasu przyjazdu policji, która go aresztowała.

Duchowny został przewieziony do szpitala. Okazało się, że został lekko ranny. Jego stan jest stabilny.

Na razie nieznane są tożsamość i motywy napastnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

25 lat parafilanego zespołu Caritas "Betania" w Myślenicach

2019-03-23 20:31

Justyna Tyrka, Dominika Stoszek | Archidiecezja Krakowska

- Dzisiejsze święto jest świętem uwielbienia Boga i dziękczynienia za ludzkie serca: te obdarowywane i obdarowujące. Jednocześnie jest świętem radości, że pośród nas jest Pan, który jest samą miłością, naszym największym skarbem i pragnieniem. – mówił abp Marek Jędraszewski podczas uroczystej Mszy św. z okazji jubileuszu 25-lecia Parafialnego Zespołu Caritas „Betania” w Parafii Narodzenia NMP w Myślenicach.

Ks. Marcin Filar | Parafia Myślenice

Na początku homilii arcybiskup powitał księży posługujących w Parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myślenicach, w tym Proboszcza – ks. kanonika Zdzisława Balona, Burmistrza Miasta i Gminy Myślenice oraz wszystkich zebranych wiernych.

– Dzisiejszy dzień to okazja, by wysławiać Boga za dobroć, która jest w ludziach. Jest ona odbiciem tej najwyższej i jedynej, budzącej wzruszenie miłości Pana Boga do nas. Miłości miłosiernej – mówił arcybiskup

Metropolita krakowski nawiązał do ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym.

– Przypowieść ta oddaje prawdę o ludzkich losach, mówi o niewierności, braku roztropności, wzgardzie wobec najbliższych, możliwości dostąpienia dobra, które się otrzymuje za darmo od rodziców, o tęsknocie ojca za dzieckiem, o nawróceniu. – podkreślił. – Miłość Boga przybiera kształt tej przypowieści: jej odbicie możemy odszukać w postawie ojca, który wybiega na spotkanie swego syna i przygotowuje dla niego ucztę.

Synem marnotrawnym stał się Naród Wybrany, przez wieki otaczany przez Boga miłością i troską. Jest nim również, jak stwierdził arcybiskup, cała ludzkość, która współcześnie nie potrafi dostrzec tego, że Bóg, który stworzył ten świat, dał go nam i chce żebyśmy żyli na boski obraz i podobieństwo oraz na kształt jego miłości miłosiernej.

– Bóg jest dobrym ojcem i zesłał nam swojego Syna. Jezus nie zostawił ludzi ich nieszczęściom: wychodził do grzeszników, tych którzy szczególnie potrzebowali wsparcia i nadziei. Tak dzieje się Boże miłosierdzie. Jest to ciągłe wychodzenie Boga do człowieka. Jego najwyższy wyraz znalazł się w życiu, nauczaniu Jezusa Chrystusa, a swój punkt kulminacyjny osiągnęło w jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. – mówił metropolita. – Tylko dzięki ofierze Chrystusa możemy być dziećmi bożymi, cieszyć się radością i pokojem serca. Tych darów nigdy nie otrzymamy od świata, jedynie Bóg może nam je dać.

Ludzie, którzy nie mogą zaakceptować sposobu, w jaki Bóg wychodzi do grzesznika, prezentują postawę starszego syna. Przebywał on wciąż przy swoim ojcu i cieszył się jego miłością, ale nie mógł znieść sposobu w jaki ojciec powitał jego brata.

– Jakże często z taką logiką świata spotykamy się, gdy odczuwamy, że opór stawiany naszej miłości płynie ze złego serca i braku zrozumienia Bożego miłosierdzia. – stwierdził metropolita krakowski. Zgodnie ze słowami Jezusa mimo wszystko musimy być miłosierni, zwalczać zło dobrem.

Arcybiskup zwrócił uwagę zebranych na ogrom dobra, które dzieje się w związku z działalnością Parafialnego Zespołu Caritas „Betania”.

– Wszelkie dobre uczynki wobec ciała drugiego człowieka sprawiają, że w jego sercu pojawia się dobro. Dzięki takiemu postępowaniu budujemy wokół siebie świat dobroci. Ten świat jest odbłyskiem nieskończonej miłości miłosiernej Boga, jakiej każdy z nas tak bardzo potrzebuje. – podkreślił metropolita. – Wspólnoty miłości takie jak Parafialny Zespół Caritas „Betania” są realizacją nauczania Jana Pawła II, który nawoływał do budowania cywilizacji miłości i wyobraźni miłosierdzia.

25-lecie Parafialnego Zespołu Caritas „Betania” wpisuje się w obchody 50-lecia koronacji obrazu Matki Boskiej Myślenickiej. Arcybiskup stwierdził, że owocem miłości wiernych wobec Maryi oraz wyrazem wdzięczności wobec Niej jest działalność Caritas „Betania”. Dzięki niemu rozprzestrzenia się na cały świat dobro i nadzieja, że miłość jest ponad wszystko.

– Prośmy Boga za przyczyną Matki Najświętszej, abyśmy nieśli płomień miłosierdzia innym i budzili radość i wdzięczność wobec Boga i drugiego człowieka. Bo przecież chodzi właśnie o to, aby budując więzi miłości miłosiernej wokół siebie i wobec siebie nawzajem, ostatecznie głosić światu, że jest Bóg będący samą miłością, który pragnie aby każdy z nas był pewien miłosierdzia- podkreślił na koniec abp Marek Jędraszewski.

Historia myślenickiej „Betanii” sięga początków lat 90., gdy ówczesny wikariusz ks. Piotr Sulek założył Wspólnotę Braci i Sióstr Jezusa z Betanii. Jego staraniem wyremontowano także „organistówkę” – budynek przy ul. 3 Maja, nazwanego później „Betanią”. Kapłan gromadził wokół siebie młodzież i osoby starsze gotowe nieść bezinteresowną pomoc osobom chorym i ubogim. W 1992 roku zespół charytatywny liczył 16 osób. W kolejnym roku, w styczniu, rozpoczęło działalność Biuro Charytatywne przyjmujące zgłoszenia o osobach potrzebujących wsparcia. Wydawano żywność, a w wyjątkowych sytuacjach udzielano także pomocy pieniężnej. W dniu 22 marca 1994 roku Zespół Charytatywny Betania przekształcił się w Parafialny Zespół Caritas „Betania”.

Dziś, podobnie, jak przed laty, „Betania” to wspólnota ludzi w każdym wieku. Łączy ich jedno – wielkie serce, z którego wypływa chęć bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi. Dzięki zaangażowaniu wolontariuszy dla potrzebujących otwarte jest biuro charytatywne, odbywają się zbiórki żywności, wydawane są posiłki, można skorzystać z korepetycji. Zespół świadczy także pomoc poprzez wykup leków oraz wypożyczanie sprzętu medycznego. Troską objęte są osoby doświadczone przez klęski żywiołowe. Wiele uwagi poświęca się osobom głuchoniemym. Co roku organizowany jest wakacyjny obóz dla osób niepełnosprawnych oraz Wigilia dla samotnych, a co miesiąc wolontariusze i podopieczni gromadzą się na wspólnej Eucharystii.

Po wygłoszonym słowie, metropolita krakowski pobłogosławił nowych wolontariuszy rozpoczynających posługę w „Betanii”. Zaś na koniec Eucharystii Zespół uhonorowano medalem „Bogaci w miłosierdzie” przyznawanym przez Caritas Archidiecezji Krakowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem