Reklama

Fatalne wiadomości dla szkół

Alicja Dołowska
Niedziela Ogólnopolska 36/2008, str. 16-17

Dominik Różański

Nowy rok szkolny zapowiada się jako czas czekających oświatę wstrząsów. To fatalna wiadomość dla uczniów, nauczycieli i rodziców. Winne są władze Ministerstwa Edukacji Narodowej, które metodą prób i błędów oraz rozwiązań siłowych usiłują przeprowadzać eksperyment na żywym organizmie szkoły

Minister edukacji Katarzyna Hall jest oceniana w sondażach jako jeden z najsłabszych ministrów w rządzie Donalda Tuska i typowana od dawna jako pierwsza do wymiany. Reforma edukacji, jaką forsuje, jest postrzegana jako zagrożenie dla systemu oświaty. Nie tylko przez nauczycieli działających w oświacie związków zawodowych, ale też przez wielu ekspertów od edukacji. Mówiło się, że w sierpniu premier Tusk wymieni ministrów nieudaczników po ocenie ich dorobku. Jednak o rekonstrukcji rządu jakoś ucichło. Do mediów przedostała się za to wiadomość, że Tusk czeka na najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego, by niektórym swoim ministrom zapewnić miękkie lądowanie. A skoro tak, to widać jak na dłoni, że bardziej się martwi o partyjnych przyjaciół niż o społeczeństwo, które socjolog prof. Juliusz Gardawski nazwał w tytule swojej książki „porzuconym społeczeństwem”.

Odwrót od mundurków

Minister Hall mówiła, obejmując urząd, że bardzo podobają jej się mundurki z wielkimi marynarskimi kołnierzami. Takie mundurki nosili uczniowie gdańskich szkół budowy okrętów. Jednak wkrótce po tym, jak została ministrem, postarała się, aby mundurki nie były obowiązkowe.
Platforma Obywatelska, kiedy jej wygodnie, jest bardzo wyczulona na sondaże. Tym razem jednak pani minister nie interesował fakt, że 77 proc. Polaków poparło jednolite stroje szkolne i tyle samo uznało, że o statusie ucznia w klasie nie powinien decydować jego najmodniejszy strój, ale to, co ma w głowie.
Były minister edukacji Roman Giertych, zapytany w jednym z wywiadów o ocenę pracy swojej następczyni, określił program Hall jako skupienie się na odwracaniu zmian, które wprowadził dwa lata temu. - Katarzyna Hall została ministrem tylko dlatego, że jeszcze jako wiceprezydent Gdańska sprzeciwiała się wprowadzeniu przeze mnie programu „Zero tolerancji”. W tym czasie pani Hall była odpowiedzialna za szkoły, w których zdarzyły się wypadki (np. samobójstwo uczennicy - przyp. red.), które doprowadziły do ogłoszenia tego programu - skwitował Giertych.
Ale mimo że od września mundurki nie będą obowiązkowe, nie wszyscy uczniowie schowają je do szafy. - Dlaczego mielibyśmy wycofywać się z pomysłu, który bardzo dobrze się u nas przyjął? - dziwi się Małgorzata Gawrjołek, dyrektor jednej z warszawskich szkół. - Dzieci nie rywalizują już ze sobą na lepsze i droższe stroje, nie ma rewii mody na korytarzach - dodaje. Jej zdaniem, wprowadzenie kolejnych zmian odbiłoby się niekorzystnie na uczniach. Nie można bowiem co roku mącić im w głowach. Ale w znowelizowanej ustawie nie ma już możliwości dofinansowania biedniejszych uczniów sumą 50 zł na kupno mundurków. Niektóre szkoły są jednak zapobiegliwe i np. w ramach umów z firmą, u której zamawiają jednolite stroje dla szkoły, zapewniają sobie kilkanaście kompletów gratis. Bywa też, że część ubiorów finansuje się biedniejszym z pieniędzy Rady Rodziców.

Wielodzietnym trudniej

Od nowego roku szkolnego każda rodzina, w której jest uczeń, ma większe wydatki. Trzeba kupić pomoce naukowe, zeszyty, bloki rysunkowe, stroje gimnastyczne, nowe plecaki, buty i kurtki. To najczęstsze zakupy oprócz kompletu podręczników. Zestaw podręczników do I klasy to koszt 200 zł. Do wyższych klas nawet 500 zł. Jeśli w rodzinie jest więcej uczniów, wydatki szkolne stają się potężnym finansowym balastem. Rząd wprawdzie wymyślił koło ratunkowe dla rodziców biedniejszych uczniów z klas I-III oraz „zerówek”: jeśli w rodzinie dochód na osobę nie przekracza 351 zł, dostaną dofinansowanie na wyprawkę. Ale najpierw rodzic musi wyłożyć pieniądze na książki z własnej kieszeni i przedstawić rachunek. Z takiej pomocy skorzysta 400 tys. dzieci. Dramat przeżyją jednak rodzice, gdy ten dochód będzie minimalnie większy niż 351 zł. Oni nie mają szans na skorzystanie z rządowego programu pomocy. Dlatego w okolicach września banki prześcigają się w ofertach kredytów na uczniowskie wyprawki. Problem w tym, że kredyty trzeba spłacać, a Polacy zadłużają się na potęgę. 20 proc. dzieci dotkniętych jest biedą. W szkole, w tym społeczeństwie w miniaturze, widać cały społeczny przekrój. I wszystkie nieszczęścia. Także to, że w Polsce istnieje potężny problem eurosierot. Szkoła w coraz większym stopniu musi przejmować funkcje wychowawcze i opiekuńcze. Załatwiać nie tylko podręczniki, ale i dożywianie.

Reklama

Programy co rusz inne

Od tego roku szkoły będą mogły dowolnie wybierać podręczniki dla uczniów, kierując się własną decyzją programową. Częstotliwość wprowadzania zmian podręczników zależeć będzie od odpowiedzialności dyrektorów szkół i pozornie tylko rodziców, bo nie specjalizują się oni przecież w szkolnym nauczaniu. Ta zmienność najbardziej uderzy po kieszeni rodziców uczniów, którzy nie będą mogli przekazywać sobie podręczników przez kilka lat. Przestaje obowiązywać limit stosowania przez szkoły podręczników do danego przedmiotu. Szkoła co roku będzie mogła je zmieniać, podobnie jak program nauczania.
Takie zmiany to eldorado dla wydawnictw. Rynek podręczników jest dziś wart 600 mln złotych. Po zmianach programowych walka szkolnych wydawnictw będzie jeszcze bardziej zacięta, a podchody korupcyjne wobec nauczycieli jeszcze bardziej śmiałe. Wygląda na to, że państwo zrezygnuje z minimów programowych, wychodząc z założenia, że nauczyciele wiedzą lepiej, co uczniowie powinni umieć np. z języka polskiego.
- Owszem, rejestrujemy podręczniki i programy szkolne do nauki polskiego czy matematyki, ale nie narzucamy szkołom programów wychowawczych, bo to nauczyciele, także kierując się opinią rodziców, wiedzą lepiej, czego potrzebują uczniowie. - Wierzę w nauczycieli - mówi minister Hall. Nie bierze jednak pod uwagę faktu, że zróżnicowanie programowe doprowadzi do pogłębienia nierówności zakresów wiedzy i poziomu nauczania.
Eksperci uważają też za fatalny pomysł, by uczeń na dwa lata przed maturą musiał podejmować decyzję, na jakie studia pójdzie. Podkreślają, że tak wczesne profilowanie, wzorowane na modelu amerykańskim, jest zagrożeniem dla polskiej inteligencji. Prof. Edmund Wittbrodt, b. minister edukacji, twierdzi, że kształcenie ogólne powinno trwać jak najdłużej. Powołuje się na przykłady zachodnich krajów Europy, gdzie ogólne kształcenie jest przeciągnięte aż na dwa pierwsze lata studiów uniwersytetu czy politechniki. - To pozwala ludziom, po pierwsze, zdobyć szersze pojęcie o świecie, a po drugie, bardziej świadomie zdecydować o dalszym kierunku kształcenia - podkreśla prof. Wittbrodt.
Minister Hall chce też, aby szkołami kierowali menedżerowie, bo dyrektor szkoły nie musi być nauczycielem.
- Szkoła to nie jest zwykły zakład pracy - oburza się Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Nie możemy traktować dyrektora wyłącznie jako zarządcy i ekonomisty. On ma przecież wspierać nauczycieli w edukacji i wychowaniu uczniów - mówi Broniarz, choć przyznaje, że dyrektor menedżer sprawdzi się w dużych zespołach szkół, np. w połączonych gimnazjach i liceach. - Ale taki dyrektor zawsze musiałby mieć zastępcę do spraw dydaktycznych - zastrzega.

Problemy pozostały

Rok szkolny kończył się w czerwcu protestami nauczycieli. W maju odbył się nawet ogólnopolski strajk. Protestami zaczyna się również nowy rok szkolny, bo problemy oświaty, mimo rozmów z rządem, nie zostały rozwiązane. To niedobry prognostyk. Nauczyciele zapowiadają manifestacje i pikiety. Nie odwołują strajku zaplanowanego w razie fiaska rozmów z rządem. Domagają się zachowania nabytych praw do wcześniejszej emerytury po przepracowaniu 30 lat w zawodzie. Kwestionują niektóre rozwiązania proponowane przez MEN, związane z funkcjonowaniem systemu oświaty, i spychanie na samorządy decyzji, za które powinno ponosić odpowiedzialność państwo.
Zdesperowani nauczyciele zwrócili się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego o zorganizowanie w sprawach oświaty „okrągłego stołu”. Prezydent podkreślał wielokrotnie, że jest przeciwnikiem nadmiernej komercjalizacji dwóch sfer: edukacji i służby zdrowia. Jest też przeciwnikiem pozbywania się przez państwo w sposób nieprzemyślany i nieprzygotowany jego ważnych funkcji. W przypadku edukacji jest przeciwny rezygnacji z ustalenia minimów programowych, z wpływu na to, aby usługi edukacyjne były świadczone na równym poziomie i różnice w przygotowaniu uczniów były coraz mniejsze między regionami kraju, gminami, poszczególnymi szkołami. Prezydent obiecał pomoc.

Reklama

Norwegia łamie prawa człowieka

2019-02-19 11:11

Artur Stelmasiak

Decyzja norweskich władz o wydaleniu z Oslo konsula RP dr. Sławomira Kowalskiego wywołała wiele głosów krytyki zarówno w Polsce, jak i w Skandynawii. - W ciągu 2 tygodni pod nasza petycją #MuremZaKonsulem podpisało się ponad 30 tys. osób i dziś przynieśliśmy jo ambasady Królestwa Norwegii - mówiły mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

Artur Stelmasiak

Uznanie za persona non grata polskiego konsula, który ratował polskie dzieci, by mogły się wychowywać w swoich rodzinach, spotkało się z oburzeniem ze strony tamtejszej Polonii. Dlatego jej przedstawiciele zorganizowali manifestację przed Ambasadą Królestwa Norwegii w Warszawie. - Nie zgadzamy się z praktyką władz Norwegii, która odwołuje polskich dyplomatów tylko dlatego, że zgodnie z obowiązującym norweskim i międzynarodowym prawem bronią praw polskich rodzin i polskich dzieci. To nie jest pierwszy taki przypadek i obawiamy się, że kolejnego konsula, który przyjedzie do Oslo także może spotkać ten sam los - mówił przed ambasadą Artur Kubik, przewodniczący związku zawodowego w Norwegii "Solidaritet Norge".

Konsul dr Sławomir Kowalski jest znany z pomocy wielu polskim rodzinom przed opresyjnymi działaniami ze strony urzędu Barnevernet. W 2016 r. otrzymał od polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych tytuł „Konsula Roku”. MSZ wskazywało, że nagroda jest „ukłonem wobec wszystkich, którzy walczą o polskie dzieci i godność polskiej rodziny za granicą". - Pan konsul przez 5 lat wzorowo służył polskim rodzinom w Norwegii i dlatego został wydalony na podstawie całkowicie fałszywych zarzutów i pomówień. Ujawniony przez instytut Ordo Iursi filmu pokazuje, że to norwescy urzędnicy Barnevernet oraz policjanci złamali prawo dyplomatyczne określone w Konwencji Wiedeńskiej - podkreślił mec. Jerzy Kwaśniewski. - Z dowodów wynika jednoznacznie, że konsul reprezentujący Rzeczpospolitą Polskę chciał tylko dostać się do polskiego dziecka. I niestety nie pozwolono mu na to, a policja usunęła go z naruszeniem jego nietykalności. To są jednoznaczne dowody na złamanie Konwencji Wiedeńskiej. I dziś w imieniu 30 tys. sygnatariuszy chcemy stanowczo zaprotestować zarówno przeciwko takiemu traktowaniu polskich obywateli, jak i przedstawicieli dyplomatycznych Rzeczpospolitej Polski.

W ambasadzie zostało złożone pismo, w którym Instytut Ordo Iuris i Związek Zawodowy „Solidarność” w Norwegii domagają się wprowadzenia zmian proceduralnych korzystnych dla polskich rodzin w tym kraju. - To są rekomendacje, które nie tylko są wytworem naszej pracy i analiz, ale także powtórzeniem międzynarodowej krytyki i rekomendacji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy oraz Trybunały Praw Człowieka w Strasburgu ws. prawa człowieka w Norwegii - tłumaczył Kwaśniewski.

Podczas pikiety przed ambasadą obecna była także przewodnicząca parlamentarnego Zespołu "Dobro dziecka jako cel najwyższy" poseł Barbara Chrobak. - Jako polityk i poseł liczę na to, że to jest ostatni taki skandaliczny przypadek, gdy przedstawiciel dyplomatyczny RP zostaje wydalony. Dla nas jest ważna współpraca z Norwegią, ale nie może być to współpraca na zasadzie jednostronnej - mówiła Barbara Chrobak, poseł klubu Kukiz'15. - Jestem zadowolona z odpowiedniej i stanowczej odpowiedzi polskich władz, ale także faktu, że pani Silje Garmo jest dziś z nami. Rzeczpospolita Polska udzieliła jej azylu przed władzami Norwegii, które nie przestrzegają podstawowych praw człowieka.

Protest przed siedzibą ambasady Królestwa Norwegii w Warszawie został zorganizowany przez norweską Polonię. W Ambasadzie złożone zostało pismo, którego autorzy domagają się wprowadzenia w Norwegii „gwarancji proceduralnych, korzystnych dla rodziców oraz ich dzieci”.

Oczekują oni:

1. Zapewnienia udziału tłumacza na każdym etapie postępowania w celu zniwelowania bariery językowej uniemożliwiającej rodzicom i dziecku pełne uczestnictwo w postępowaniu;

2. Informowania władz konsularnych RP o każdym przypadku ingerencji Barnevernet w funkcjonowanie rodzin polskich obywateli przybywających na terytorium RP;

3. Zagwarantowania prawa do bezpośredniego kontaktu polskich obywateli z konsulem RP;

4. Poddania niezwłocznej kontroli niezawisłych sądów decyzji o ograniczeniu lub pozbawieniu pieczy nad dzieckiem lub praw rodzicielskich. Decyzja o odebraniu dziecka winna zostać uzasadniona i doręczona rodzicom, a dziecku wyjaśniona w sposób dla niego zrozumiały;

5. Przekazania odebranych dzieci do rodzin zastępczych w Polsce i pod jurysdykcję sądu RP, zgodnie zKonwencją Haską z 19 października 1996 r. o jurysdykcji, prawie właściwym, uznawaniu, wykonywaniu i współpracy w zakresie odpowiedzialności rodzicielskiej oraz środków ochrony dzieci;

6. Poszanowania prawa dziecka do nierozrywania jego więzi z rodzicami. Zagwarantowania dziecku prawa do regularnego utrzymywania osobistych relacji i bezpośredniego kontaktu z matką, ojcem, rodzeństwem, dziadkami nawet w przypadku pozbawienia rodziców praw rodzicielskich;

7. Utworzenia systemu wsparcia dla rodzin którym odebrano dzieci. Objęcie ich opieką prawną i psychologiczną;

8. Nierozdzielania rodzeństwa w przypadku odebrania rodzicom więcej niż jednego dziecka; zapewnienia, aby dziecko odebrane rodzicom trafiło w pierwszej kolejności do dalszych krewnych;

9. Zapewnienia, aby decyzja o powierzeniu pieczy nad dzieckiem osobom trzecim była poddawana okresowej weryfikacji, w celu dokonania oceny, czy właściwy dla dziecka nie byłby powrót pod opiekę rodziców – uwzględniać przy tym należy najlepszy interes dziecka oraz jego opinię;

10. Zapewnienia, aby poddanie dziecka opiece osób trzecich nastąpiło z uwzględnieniem jego tożsamości religijnej, etnicznej oraz kulturowej oraz z poszanowaniem więzi istniejącej między rodzeństwem;

11. Ustanowienia stałych organów nadzoru i zapewnienia kontroli parlamentarnej instytucjom opieki społecznej;

12. Powołania wspólnej, norwesko-polskiej, międzyrządowej komisji bieżąco monitorującej wprowadzanie punktów wskazanych powyżej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież spotka się z rzecznikiem ofiar pedofilii księży

2019-02-19 19:53

ts / Rzym (KAI)

Przed rozpoczęciem w Watykanie szczytu na temat ochrony małoletnich papież Franciszek spotka się z rzecznikiem włoskiej sieci ofiar pedofilii „Rete L’Abuso”, Francesco Zanardim. Prywatne spotkanie z papieżem po środowej audiencji generalnej 48-letni Włoch potwierdził w rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA w Rzymie.

Grzegorz Gałązka

Zanardi jest jednym z założycieli międzynarodowej sieci „Ending Clergy Abuse” (ECA - Stop wykorzystywaniu przez duchownych). Będzie to pierwsze spotkanie z papieżem tego mężczyzny, który jako nastolatek był molestowany seksualnie przez księdza.

W rozmowie z włoskim dziennikiem „ Il Fatto quotidiano” Zanardi zapewnił, że otacza wielkim szacunkiem papieża Franciszka. „Jednak papież napotyka też na duże opory”, zauważył. Jego zdaniem, w walce z pedofilią niewiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich 20 lat, a „w tym czasie wykorzystano seksualnie znaczną liczbę ofiar”.

Rzecznik „Rete L’Abuso” pragnie przedstawić papieżowi żądania ofiar. Jest wśród nich obowiązek zgłaszania przez biskupów przypadków wykorzystywania seksualnego. Poza procesami kościelnymi muszą też być prowadzone procesy w sądach państwowych. Zapowiedział też, że w czasie trwania szczytu w Watykanie ECA zorganizuje w Rzymie spotkania informacyjne oraz demonstracje.

Zanardi przyznał, że zdaje sobie sprawę, z jakim oporem wewnątrz Kościoła musi się spotykać papież Franciszek. Jak zauważył, w czasie tego pontyfikatu sakrę biskupią otrzymało kilku księży, wobec których istnieje podejrzenie, że przemilczeli czyny pedofilii. Nie wymienił przy tym ani nazwisk, ani liczby tych duchownych. „Ten, kto nas zranił, nie jest w niebie, ale na ziemi. Winni są ludzie: księża, którzy nas wykorzystali i wszyscy ci, którzy to tuszowali”, stwierdził Zanardi.

Na 21-24 lutego papież Franciszek zwołał do Watykanu na międzynarodowe spotkanie w sprawie ochrony małoletnich w Kościele katolickim. W konferencji będą uczestniczyć przewodniczący Konferencji Biskupów katolickich oraz Kościołów obrządku wschodniego, a także przełożeni 22 zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich, szefowie 14 dykasterii watykańskich oraz ofiary wykorzystywania seksualnego z różnych części świata. Wśród 190 uczestników spotkania będzie też wiceprzewodniczący Episkopatu Polski, abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem