Reklama

Niepodległość to przyszłość

Marek Jurek
Niedziela Ogólnopolska 45/2008, str. 10-11

BOŻENA SZTAJNER

O niepodległości mamy skłonność mówić w stylu retro, jak o ważnej kwestii historycznej. Polska odzyskała niepodległość po I wojnie światowej. W odniesieniu do powstania państwa, w którym dziś żyjemy, komunistom (i ich sojusznikom) udało się narzucić określenie „transformacja ustrojowa”. W określeniu tym był projekt: nowa Polska nie powinna być ani nowa, ani polska - powinna stać się przekształconym PRL-em. Niestety, duża część opinii nieświadomie podjęła tę sugestię. Tymczasem zasadniczym zadaniem naszego pokolenia, odpowiedzią na daną nam przez Opatrzność wolność, jest budowa państwa - nowego niepodległego państwa, które powinno stać się nie epizodem, ale trwałym faktem w życiu naszego narodu i narodów Europy. Każde Święto Niepodległości to okazja do refleksji nad przeszłością, ale przede wszystkim - nad przyszłością.

Kiedy Alojzy Feliński pisał hymn „Boże, coś Polskę” - sprawę niepodległości uznał „za najświętszą”, zapewniając, że Bóg „tknięty jej upadkiem/ wspierał walczących” o jej odzyskanie. Te słowa, napisane na progu XIX wieku, znakomicie oddają zgodne przeświadczenie Polaków o świętości sprawy niepodległościowej. Była święta w tym sensie, który - mówiąc o powstaniu węgierskim ’56 - wyjaśniał papież Pius XII: „W czasach, gdy religia była żywym dziedzictwem dla naszych przodków, ludzie traktowali jako krucjatę każdą walkę, do której zmuszała ich niesprawiedliwość nieprzyjaciół”. Zresztą znaczenie sprawy polskiej dla całego chrześcijaństwa rozumieli nie tylko Polacy. Dla obu najwybitniejszych prekursorów europejskiego konserwatyzmu - Josepha de Maistre’a i Edmunda Burke’a - było oczywiste, że rozbiory Polski są taką samą zbrodnią, takim samym zamachem na chrześcijański ład społeczny, jak rewolucja francuska. A nasz Julian Klaczko przestrzegał, że niemożliwa jest trwała odbudowa Polski w Europie wrogiej naszym wartościom.
Dziś te dwie sprawy ponownie się zbiegają. U progu XXI wieku jeszcze wyraźniej niż 100 czy 200 lat temu widać znaczenie Polski dla cywilizacji chrześcijańskiej. Dwa lata temu Ojciec Święty Benedykt XVI w kazaniu krakowskim mówił, że wraz z wyborem Jana Pawła II na stolicę Piotrową nasza „ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa”, że zostaliśmy „powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata”. Ale jednocześnie Benedykt XVI zapewniał, że to polskie „powołanie jest nadal aktualne, a może nawet jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego”. I Papież apelował: „Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa!”.
Ale zależność jest ciągle dwustronna. Bo Polska stała się na forum europejskim zaczynem ponownej refleksji nad chrześcijańskim powołaniem naszej cywilizacji, ale stała się też obiektem - formalnej i strukturalnej - presji, by wyrzec się chrześcijańskiego charakteru naszej państwowości. Dość tu przypomnieć tylko niedawną rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie „praw reprodukcyjnych”, skierowaną wprost przeciw Kościołowi katolickiemu, a pośrednio przeciw Polsce i Irlandii, za zachowywanie w prawie elementarnej obrony nienarodzonych.

Bezpieczny świat dla niepodległej Polski

Niepodległość nie jest dana raz na zawsze. W XVIII wieku straciliśmy wolność w wyniku przewrotu geopolitycznego, który dokonał się przez wzrost znaczenia Rosji (kosztem Szwecji) nad Bałtykiem i Prus (kosztem Austrii) w Europie Środkowej. Tymczasem w Rzeczypospolitej czasów saskich doktryną państwową stawał się izolacjonizm, „Polska nierządem stoi”, przekonanie, że najlepszą polityką jest brak polityki.
Do tej pory historycy spierają się, która z orientacji podczas I wojny światowej bardziej przyczyniła się do odzyskania niepodległości: Rosja współpracująca z Zachodem czy Austria sprzymierzona z Niemcami. Jedno jest pewne: postępy sprawy polskiej w toku toczącej się wojny przyniosła polityka czynna, przekonanie, że chcąc odzyskać państwo - Polska musi brać udział w polityce innych państw. Zarówno Akt 5 listopada 1916 r., ogłaszający odbudowę Polski, jak i uznanie przez Zachód paryskiego Komitetu Narodowego za polityczną reprezentację naszego kraju, również „czternaście punktów” prezydenta Wilsona, włączających niepodległość Polski do amerykańskich celów wojennych - wszystkie te etapy odbudowy naszego państwa byłyby niemożliwe bez polityki polskiej.
Po I wojnie światowej istnienie Polski stało się nierozłącznie związane z utrzymaniem pokojowego porządku Europy, określonego przez Traktat Wersalski. Każde jego podważenie podważało podstawy naszej niepodległości. Jego zburzenie również ją zburzyło.
Tak samo dziś niepodległość Polski wymaga umocnienia i utrwalenia. Od Polski zaczęło się zwycięstwo wolnego świata w zimnej wojnie, a Polska - w wyniku tego zwycięstwa - odzyskała niepodległość. I jej trwałość związana jest ciągle z zachowaniem ładu powstałego po upadku Związku Sowieckiego. W interesie Polski jest trwałe utrzymanie przewagi tych, którzy chcą stabilizacji tego ładu, nad tymi, którzy chcą go zdestabilizować. Dlatego tak ważna dla nas jest trwałość i umocnienie państw powstałych po rozpadzie ZSRR, których samo istnienie stanowi geopolityczną otulinę, chroniącą naszą niepodległość i wzmacniającą jej znaczenie.

Reklama

Niezależność i solidarność

Czy państwa narodowe mają przyszłość w dobie globalizacji? Jedno jest pewne - bez państw narodowych narody nie mają przyszłości. Nie ma innego oparcia dla ładu moralnego, praw rodziny, wolności i bezpieczeństwa ludzi, jak narodowe państwo. Bez niego ludzie są pozostawieni sobie. Przy czym „narodowe” nie oznacza etniczne - państwo narodowe to państwo oparte na wspólnocie historii i kultury, na politycznej i moralnej solidarności, zmierzające do jej utrwalania i tworzenia.
Co więcej - trudno sobie wyobrazić skuteczną współpracę narodów bez państw narodowych. Najlepiej zaświadcza to właśnie historia XX wieku, opór Zachodu wobec nazizmu i komunizmu. Dlatego Margaret Thatcher, będąca jednym z najwybitniejszych europejskich polityków doby współczesnej, mogła napisać: „Zwycięstwo aliantów udowodniło, iż narody muszą współpracować w obronie ogólnie przyjętych zasad [ale] słabe narody nigdy nie mogłyby skutecznie się przeciwstawić Hitlerowi; co więcej, narody rzeczywiście słabe nawet nie usiłowały stawić mu czoła. W przeciwieństwie do niektórych powojennych mężów stanu Europy - wydarzenia II wojny światowej utwierdziły mnie w przekonaniu, że doprawdy nie należy obawiać się państwa narodowego. Zawsze bowiem byłam zdania, iż wyłącznie silne państwa narodowe są w stanie zbudować skuteczny internacjonalizm. To one w razie zagrożenia międzynarodowego ładu mogą liczyć na lojalność swych obywateli. Jeżeli będą dążyły do wyparcia tego narodowego elementu, z pewnością zakończy się to ich upadkiem, gdyż nie będzie nikogo, kto poczuwałby się do ponoszenia najmniejszych ofiar w imię obrony swego kraju. (...) Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych (...) okazało się, że instytucje takie jak NATO, będące symbolem współpracy silnych państw narodowych, skuteczniej radzą sobie z odpieraniem sowieckiego zagrożenia niż np. ONZ, która reprezentowała pozornie bardziej ambitny, lecz w praktyce mniej skuteczny internacjonalizm”.
Również dziś bez aktywnej polityki państw, bez samodzielnej polityki Polski, nie będzie odbudowy podstaw cywilizacji chrześcijańskiej, bezpieczeństwa narodów Europy na Wschodzie i na Południu, wyrównania różnic ekonomicznych i stworzenia gospodarczych podstaw solidarności europejskiej, bezpieczeństwa energetycznego wszystkich krajów europejskich.

Podstawa wszystkiego

Największym dziś jednak wyzwaniem dla przyszłości Polski jest kwestia demograficzna. Bez odtwarzania kolejnych pokoleń narodu Polska będzie się społecznie kurczyć, słabnąć i zanikać jako podmiot polityczny, tracąc też możliwość duchowego wpływu na Europę. W RP w 1995 r. po raz pierwszy w okresie powojennym urodziło się mniej niż 450 tys. dzieci (choć wcześniej były lata, gdy rocznie rodziło się ich blisko 800 tys.). Od tamtej pory ani razu nie przekroczyliśmy tego progu. Przeciwnie - prognozy ostrzegają, że za kilkanaście lat liczba rodzących się rocznie dzieci (wskutek coraz mniejszych pokoleń przyszłych rodziców) może spaść poniżej 300 tys., a potem i 200 tys. Dzisiejszy spadek urodzeń to droga w demograficzną przepaść. Dziś absolutnym priorytetem polityki polskiej musi być odwrócenie tej tendencji przez solidarność z rodzinami przyjmującymi na świat i wychowującymi dzieci. Polityce tej muszą towarzyszyć działania na rzecz zahamowania i odwrócenia emigracji. Dlatego tak ważne jest wzmocnienie polskich przedsiębiorstw, ich siły konkurencyjnej, zdolności eksportowych. Zasada: „eksport zamiast emigracji” musi się stać drogowskazem polskiej polityki gospodarczej. Z tego samego powodu zachować musimy narodowy pieniądz, który zawsze jest jednym z atrybutów i instrumentów suwerenności. Ale dziś jego porzucenie na rzecz euro - to także zgoda na utrwalenie różnic gospodarczych w Europie, uzyskanie być może dobrego instrumentu importu, wyjazdów zagranicznych czy luksusowej konsumpcji - ale kosztem dynamicznego rozwoju, budowy silnego rynku, wzmacniającego produkcję krajową, i siły konkurencyjnej przedsiębiorstw, dających Polakom pracę.
Powołanie Państwa Polskiego to stworzenie domu dla naszych rodzin, chroniącego ich wolność i bezpieczeństwo, to wyrastający z naszej historii ład chrześcijański, realizujący zasady cywilizacji życia, to siła pozwalająca nam prowadzić politykę na rzecz bezpiecznego świata dla naszej niepodległości. Niepodległości potrzebnej i nam, i całemu chrześcijaństwu - potrzebnej, bo wszystko przed nami.

Tagi:
historia Polska patriotyzm państwo Niepodległość

W stulecie Niepodległej – nowe wyzwania

2018-01-17 10:04

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 3/2018, str. 35

gashgeron/pl.fotolia.com

Rozpoczął się nowy rok, niezwykły. Rok 2018. Będzie on niezwykły nie tylko ze względu na wzmożony dotyk wielkiej historii, w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Walczyły o nią i pracowały, by stała się silną i zasobną, kolejne pokolenia. Dopiero jednak pokolenie niepokornych, z Romanem Dmowskim, Józefem Piłsudskim i Ignacym Janem Paderewskim na czele, miało tę satysfakcję, a jego wysiłek zakończył się sukcesem. Wpatrując się w tę drogę prowadzącą do wspomnianego sukcesu, warto przypomnieć wydarzenia z początku 1918 r. Ponad 100 lat temu, w grudniu 1917 r., bolszewicy zgodzili się na rozpoczęcie rokowań pokojowych z Niemcami, co miało pomóc naszym zachodnim sąsiadom w rozgromieniu Francji oraz Anglii, a doprowadzić do wycofania się z wojny Stanów Zjednoczonych.Co gorsze, według francuskiego wywiadu, bolszewicy już wtedy godzili się na to, by Niemcy utrzymali pełną kontrolę na terytorium „odrodzonej” przez nich Polski. Miała ona bowiem sięgać na zachodzie jedynie granic Kongresówki, ale bez bogatego Zagłębia Dąbrowskiego, na wschodzie zaś obejmować jedynie część Lubelszczyzny, bez ziemi chełmskiej, która miała przypaść Ukrainie. Co więcej, na terenie Galicji Wschodniej to Niemcy mieli mieć kontrolę nad złożami ropy naftowej, a nie marionetkowy rząd warszawski. Podobnie na północy, Suwalszczyzna miała przypaść Litwie, a Polska nie mogła oprzeć się o Bałtyk. Te wstępne ustalenia, choć wówczas jeszcze objęte tajemnicą, wzmogły polską dyplomację reprezentowaną przez Komitet Narodowy Polski w Paryżu. Efektem aktywności Romana Dmowskiego i jego ówczesnych przyjaciół były szybkie reakcje wpływowych zachodnich polityków. I tak już w grudniu 1917 r. włoski premier Vittorio Orlando opowiedział się za wolną i niepodległą Polską, a w styczniu 1918 r. minister spraw zagranicznych Francji Stephen Pichon potwierdził jego słowa. Podobnie premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George, choć mniej chętnie niż jego minister spraw zagranicznych Arthur J. Balfour, potępił niemieckie knowania. Ten ostatni, już po oficjalnym zapoznaniu się z treścią pokoju zawartego w lutym 1918 r. między Niemcami a Ukrainą, wskazał w nocie do KNP, że brytyjski rząd nigdy nie uzna tego dokumentu. Najważniejsza była jednak reakcja Stanów Zjednoczonych, które przystąpiły do wojny w 1917 r. i – wszystko na to wskazywało – miały być głównym architektem powojennego pokoju.

8 stycznia 1918 r. prezydent Thomas Woodrow Wilson przedstawił Kongresowi USA i całej opinii publicznej swój 14-punktowy program pokoju światowego. W 13. punkcie zawarł słynne zdanie o celu wojny, którym jest odbudowanie niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza. I choć trzeba będzie jeszcze przez kilka lat tłumaczyć mocarstwom i sąsiadom, głównie przy pomocy bagnetów, jak Polacy zrozumieli to zdanie, to jednak faktem pozostaje, że od tej pory należało zrobić wszystko, by to nie Niemcy wygrały wojnę. Zrozumiał to m.in. gen. Józef Haller, który zbuntował wojska polskie – pozostałą część legionistów – służące u boku austriackiego sojusznika Niemiec, i przeszedł na drugą stronę frontu. Dzięki misji francuskiej w Rosji dotarł ostatecznie do KNP w Paryżu, by stanąć na czele Błękitnej Armii, sojuszniczki armii naszych sojuszników. Ta historia jest dla nas, oczywiście, po coś.

W 100-lecie odzyskania naszej niepodległości miejmy w sobie słuszną pokorę, pozwalającą na wdzięczność. Trzeba dziękować zachodnim przywódcom, że w ciągu lat wojny dorośli do przeświadczenia, iż nie będzie wolnej Europy bez wolnej i niepodległej Polski. Miejmy także odwagę iść śladem Dmowskiego, Paderewskiego, a w kraju Piłsudskiego i wielu innych, którzy w chwili triumfu zachodnich mocarstw nie tylko nieśli z wdzięcznością ich flagi, ale także sami ustalali, jak definiować te piękne słowa: niepodległość Polski. Miejmy odwagę w styczniu 2018 r., bo jest nam ona potrzebna także teraz, po to, by to właśnie polska definicja niepodległości stała się jedyną obowiązującą.

Jan Żaryn, redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kamil skacze, Biskup zaciska „Zdrowaś”

2018-02-14 10:25

Bp Józef Zawitkowski
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 29

Bożena Sztajner

Szanowny Pan

Kamil Stoch

Panie Kamilu!

Ma Pan tysiące listów i pewnie ich nie czyta. Ja muszę napisać, bo serce kołacze i spać nie daje. Świat Pana podziwia. Klaszcze i chce więcej. Ja się chwalę. Gdy Pan pod niebem, tam, wysoko, leci, ja zaciskam „Zdrowaś”.

Dziś, w święto Matki Boskiej Gromnicznej, czytam w styczniowym numerze „WPiS-u”:

„ – Przed oddaniem skoku zawsze się Pan żegna...

– Robię tak zawsze, od małego.

Skoki dedykuję Panu Bogu.

Jemu zawdzięczam wszystko.

I dostałem dwa złote medale.

Pan Bóg jest bardzo hojny.

– Jakie jest Pana ulubione miejsce na świecie?

– Dom”.

Tu skończyłem czytanie, bo oczy się spociły, a łezki spadały na kredowy papier „WPiS-u” – kap... kap! Dotąd tylko Cię podziwiałem, jak innych. Teraz Cię kocham, bo Twoje przeżegnanie znaczy więcej niż moich siedem kazań.

Ucałuj ręce Twoich Rodziców. Jak Oni pięknie Cię wychowali. Ucałuj Ewę!

Kamil, ale Ty masz gust. Kamil, leć wysoko, daleko i jeszcze dalej.

Podziwiam, gratuluję i życzę: Szczęść Boże!

Łowicz, 2 lutego 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Bp Bronakowski: polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem

2018-02-20 20:04

jk / Toruń (KAI)

- Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - mówił bp Tadeusz Bronakowski na rozpoczęcie ogólnopolskiej konferencji pt. „Wolni w Chrystusie” zorganizowanej w Toruniu w dniach 20 i 21 lutego przez Zespół Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz Fundację Rozwoju Polski. Konferencja przybliża i promuje ogłoszony 13 lutego w Warszawie „Narodowy Program Trzeźwości”.

Katarzyna Cegielska
Bp Tadeusz Bronakowski

Konferencję „Wolni w Chrystusie” rozpoczęto Mszą św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego sprawowaną w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Część wykładową, która odbyła się w Auli WSKSiM w Toruniu rozpoczął bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, która „w roku jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, w trosce o trzeźwość, która jest fundamentem wolności osobistej i narodowej, jako dar i zadanie Narodowego Kongresu Trzeźwości, wszystkim rodakom w kraju i za granicą” ogłosiła Narodowy Program Trzeźwości (NPT). - Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - podkreślił na wstępie bp Bronakowski i zauważył, że NPT jest swoistą syreną alarmową mającą wybudzić społeczeństwo ze szkodliwego snu. Ma być przyczynkiem do dyskusji oraz wołaniem o mobilizację społeczną.

O realizacji NPT w polskich parafiach i wśród Polaków za granicą opowiadał ks. prof. KUL dr hab. Piotr Kulbacki. Prelegent zwrócił uwagę na to, że proponowany program jest długofalowy, obliczony na okres jednego pokolenia, gdyż ma na celu „trwałe przekształcenie kultury i zmianę postaw”. Przybliżył także kilka aspektów akcji „Nie piję, bo kocham”, która propaguje m.in. dobrowolną abstynencję i przypomina o okresach szczególnej intensyfikacji działań pro abstynenckich w Kościele, jakimi są np. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Wielki Post, czy miesiąc sierpień. Podkreślił również, że rolą NPT jest ożywienie prac trzeźwościowych na poziomie diecezji i parafii, a co za tym idzie - zwrócenie się w kierunku rodziny, która jest podstawowym miejscem do wychowania w trzeźwości.

Kolejny temat w telekonferencji przybliżył ks. dr Marek Dziewiecki, który skupił się na zdefiniowaniu pojęć wolność i trzeźwość oraz przedstawił alkoholizm jako zjawisko występujące w sferze psychologicznej, społecznej i duchowej funkcjonowania człowieka.

Ks. dr Marek Dziewiecki podkreślał, że wolność została dana człowiekowi po to, by mógł kochać. W tym kontekście należy patrzeć w sposób szeroki na trzeźwość, która jest wolnością w myśleniu, przeżywaniu emocjonalnym, podejmowaniu decyzji i budowaniu więzi z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Alkoholizm niszczy te wszystkie wymiary wolności.

Agonią człowieka uzależnionego jest zranienie w wolności przyjmowania miłości – alkoholik nie chce przyjmować miłości, bo ten, kto kocha, stawia wymagania. W efekcie uzależniony zatraca zdolność wrażliwości na cierpienie kochających i używa wolności, by od tej miłości uciekać. – Tu nie wystarczą tłumaczenia, że umiera na raty – podkreślał ks. dr Dziewiecki. Jedynym ratunkiem jest cierpienie własne, czyli pozostawienie uzależnionego z wszelkimi konsekwencjami jego postępowania tak, by miał szansę powiedzieć sobie „zmieniam się albo umieram”.

Jako dar i zadanie NPT przedstawił prof. nzw. dr hab. Krzysztof Wojcieszek, który podkreślał, że obecne pijaństwo w Polsce jest spuścizną historii naszego kraju. Badania pokazują, że wyraźnie rosło od lat 50-tych XX wieku, czyli w czasie ustroju totalitarnego. Nie ma też większego znaczenia fakt, że aktualnie w Polsce funkcjonują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących trzeźwości, bowiem 200 lat zaborów wykształciło w Polakach wewnętrzny sprzeciw wobec prawa i mimo, że surowe, nie jest przestrzegane np. 75% osób łamie zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia.

– Potrzeba środowiskowego wzmocnienia działania prawa – mówił prof. Wojcieszek. NPT w takim ujęciu jawi się jako dar i szansa na wyjście z tzw. „grzechu cudzego”, który dominuje w alkoholizmie jako cudze niedopatrzenie, brak reakcji, czy złe wzorce i w efekcie wepchnięcie kogoś w dramat uzależnienia. Prelegent podkreślił, że przyjęcie takiego daru stawia określone wymagania przed społeczeństwem, gdyż skłania po pierwsze do promocji NPT, a następnie wprowadzania go w życie najlepiej poprzez jeden dobrze wybrany projekt praktyczny do realizacji rocznej.

Prelegenci podkreślali, że Kościół – kapłani i świeccy, głównie ci zaangażowani w życie ruchów i wspólnot, są szczególnie powołane do realizacji tego programu, gdyż spojrzenie na alkoholizm tylko w kategoriach choroby jest spłaszczeniem problemu i pominięciem sfery duchowej i sumienia. Jak zaznaczyli prelegenci, jednym z wymiarów alkoholizmu jest zaprzeczanie jego istnienia oraz bycie współuzależnionym, co z kolei, mimo cierpienia, blokuje chęć zmian.

Druga część ogólnopolskiej konferencji „Wolni w Chrystusie” odbędzie się 21 lutego w Auli WSKSiM w Toruniu. Poruszone zostaną m.in. kwestie uzależnienia behawioralnego, czy kosztów uzależnień.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem