Reklama

Czy moje dziecko jest w niebie?


Niedziela Ogólnopolska 46/2008, str. 40-41

Katarzyna Link

Podjeżdżam pod Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Widzę rodziców tulących swoje dzieci, które przywieźli do szpitala. Zmartwione twarze, niepokój... Jedni idą na rutynowe badania, inni spieszą na ostry dyżur. Przy wejściu pytam o kaplicę szpitalną. Obok kaplicy znajduje się kapelania. Tutaj na całodobowym dyżurze czuwa ks. dr Lucjan Szczepaniak SCJ. Nie tylko kapłan, także lekarz

Agnieszka Konik-Korn: - Pracuje Ksiądz w szpitalu specjalizującym się w leczeniu najmłodszych. Na czym polega posługa kapłana w szpitalu?

Ks. Dr Lucjan Szczepaniak SCJ: - Dawniej, gdy nie było stowarzyszeń ani fundacji organizujących pomoc i wolontariat w szpitalach, posługa kapelana szpitalnego była znacznie szersza, skupiała się na wielu różnych aspektach. Obecnie w szpitalach działa wiele organizacji, które troszczą się o wszelakie potrzeby chorych dzieci. Dlatego dziś, gdy dziecko trafia do szpitala, zadaniem księdza jest przede wszystkim zainteresowanie się jego życiem religijnym i jego potrzebami duchowymi.
Najważniejsze jest jednak głoszenie Słowa Bożego, podczas Mszy św. i indywidualnie, w rozmowie z chorym dzieckiem i jego rodzicami. Głoszenie Ewangelii ważniejsze jest jednak na płaszczyźnie niewerbalnej - przykładem własnego życia i postawą wobec trudnych sytuacji. Rodzice, a tym bardziej dzieci zauważą, czy ksiądz się modli, jak się zachowuje, jak reaguje na różne sytuacje. Rola księdza w szpitalu może wydać się banalna, ale jest bardzo trudna. Dawać Jezusa, nie zasłaniać Go, nie zastępować rodziców. Ksiądz ma wierzyć w Pana Boga, być przeźroczystym, a przede wszystkim - być. Być zawsze do dyspozycji.

- Z kim pracuje się trudniej - z chorym dzieckiem czy z jego rodzicami?

- Zdecydowanie z rodzicami. Prof. Maciej Leon Jakubowski, nestor polskiej pediatrii, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, mówił, że gdy choruje dziecko, chorują także rodzice. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. I dziś to właśnie rodzice potrzebują największej pomocy. Wspieranie rodziców to najlepsza droga pomocy dziecku. Do szpitala trafiają nieraz dzieci, którym pod względem materialnym niczego nie brakuje. Rodzice, przyzwyczajeni do tego, że wszystko można kupić, nagle zostają postawieni przed problemem nie do przeskoczenia, nie do „załatwienia”. Tu zaczyna się dramat. Zderzenie z nieoczekiwanym cierpieniem powoduje wstrząs, z którym nie wszyscy potrafią sobie poradzić.
Praca z rodzicami dziecka nieuleczalnie chorego jest bardzo trudna. Nic tu nie jest czarne albo białe. Sposób postępowania wciąż się zmienia, musi być dostosowany do współczesnych zagrożeń. Są nimi m.in. środki masowego przekazu, które oddziałują i na rodziców, i na dzieci. W pewnym momencie okazuje się, że w sytuacjach życiowych dorośli nie potrafią dokonać właściwej oceny, co jest dobre, a co złe. Gubią się w tym, bo poddawani są przez media różnym, nieraz sprzecznym sugestiom. Choroba czy cierpienie to sytuacje nieprzewidywalne, bez scenariusza.

- Dlaczego środki masowego oddziaływania mogą stanowić zagrożenie?

- Współcześnie śmierć krzyczy do nas zewsząd: z telewizji, internetu, gazet, gier komputerowych. Kard. Joseph Ratzinger powiedział, że dzisiaj z jednej strony śmierć stanowi temat tabu, a z drugiej - jest pożądaną sensacją. W ogólnodostępnych portalach internetowych można znaleźć zdjęcia z wypadków, operacji, egzekucji (!). Każdy ma do tego dostęp. Kiedy jednak śmierć dotyka nas bezpośrednio, kiedy umiera ktoś bliski, nie potrafimy sobie z tym poradzić, nawet ci, którzy na co dzień pracują w szpitalach i widują umierających. Nikt nas nie uczy, jak zachować się wobec śmierci. Ona jest zawsze zaskoczeniem. Tym większym, gdy przychodzi nagle, bez ostrzeżenia.

- Jak wygląda praca z rodzicami dzieci, które są nieuleczalnie chore?

- Praca z rodzicami dzieci terminalnie chorych to umiejętność pokierowania zachowaniem rodziców, pełna i odpowiedzialna informacja. To także umiejętność porozumiewania się między rodziną chorego dziecka, personelem medycznym i księdzem. Człowiek jest delikatną jednością psychofizyczną, dlatego dobrze, gdy w sytuacji cierpienia wszyscy są w stanie uzupełniać się w ramach swoich kompetencji. Na pewno w sytuacji, gdy dziecko zbliża się do kresu swoich dni, nie wolno zostawić rodziców samych.
Często spotykam się z rodzicami, którzy stracili swoje dzieci. Charakterystyczne są ich pytania: Czy moje dziecko istnieje? Czy jest w niebie? Czy je jeszcze kiedyś spotkam? Wiara w Boga jest drogą do pogodzenia się ze stratą ukochanego dziecka, do poradzenia sobie z tym wielkim dramatem. Daje nadzieję na ponowne spotkanie w domu Ojca.

- Czy osobom wierzącym łatwiej jest znosić cierpienie?

- Błędne jest potoczne stwierdzenie, że wierzący cierpią mniej. Wiara nie umniejsza cierpienia, ale odkrywa jego sens. Cierpienie pozostaje takie samo zarówno w przypadku wierzących, jak i ateistów. Ale może właśnie odnalezienie krzyża w przeciwnościach i włączenie go w Krzyż Pana Jezusa sprawia, że na tej trudnej drodze zaczynamy odnajdywać samego Boga. Łatwiej jest zaufać, mając świadomość, że On jest z nami w tym cierpieniu. Pan Bóg dopuszcza cierpienie, ale go dla nas nie chce. To jest najtrudniejsze do zrozumienia, szczególnie dla rodziców, których dzieci chorują i nie ma dla nich ratunku. Człowiek silnej wiary nie załamie się w cierpieniu. Nieraz ta wiara może nawet pomóc w leczeniu. Nie jest jednak powiedziane, że ta osoba kiedykolwiek wyzdrowieje. Odkryje natomiast, że Pan Bóg cały czas jest przy niej. Tym cierpieniem nie musi być fizyczny ból. To każde cierpienie w wymiarze materialnym czy moralnym, to cierpienie wynikające z choroby kogoś bliskiego. Cierpienie może jednak także przyczynić się do utraty wiary. Trzeba nam więc bacznie obserwować małych pacjentów, a szczególnie ich rodziców. Rolą kapelana jest pomoc w umocnieniu, a nieraz nawet w odzyskaniu wiary.

- Czy dzieci nieuleczalnie chore buntują się przeciw Bogu?

- Dzieci nieuleczalnie chore generalnie są czyste. Nie spotkałem ani jednego dziecka, które by umarło w buncie przeciw Panu Bogu. W przypadku dzieci trudno to w ogóle nazywać buntem. To raczej żal, poczucie bycia skrzywdzonym. Buntują się raczej dorośli. Z doświadczenia duszpasterskiego mogę powiedzieć, że bunt to uczucie charakterystyczne dla wąskiej grupy nastolatków, którym nie zagraża śmierć.

- Towarzyszy Ksiądz dzieciom i ich rodzicom w najtrudniejszych momentach ich życia, w godzinie śmierci. Wiem także, że pisze Ksiądz wiersze. Czy jest to forma odreagowania tych ciężkich doświadczeń?

- Wiersze są nie tyle formą odreagowania, co modlitwą. Wszystko, co tutaj się dzieje, ma odniesienie do Pana Boga, Jego woli. A modlitwa w szpitalu właściwie nie ma początku ani końca. Trwa nieustannie, nawet teraz…

Śmierć (...) otwiera drogę prowadzącą do Ojca, który rzeczywiście okazał nam swą miłość w śmierci Chrystusa. (...). Zmartwychwstanie to jest zwycięstwo nad śmiercią. Taka jest nasza wiara i z taką wiarą też uczestniczymy w (...) uroczystości Bożego Ciała, w procesjach eucharystycznych, wyznając wraz z wiarą nadzieję życia wiecznego, którego Eucharystia jest dla nas zadatkiem
Z przemówienia Jana Pawła II podczas audiencji generalnej, 2 czerwca 1999

Dzień 12. - Miłość, Która przebacza

2018-08-13 20:01

Ks. Krzysztof Hawro

Poniedziałek to ostatni pełny dzień pielgrzymowania. Wszystkim pątnikom towarzyszyła myśl, że już blisko Jasna Góra. Słoneczny poranek zaprowadził nas na pierwszy postój w Apolonce. Słoneczne promienie towarzyszyły nam przez cały dzień. Tradycyjnie w Janowie uczestniczyliśmy w ostatniej pielgrzymkowej Eucharystii.

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela
Ks. Krzysztof Hawro

Po błogosławieństwie wyruszyliśmy w stronę Skowronowa, skąd udaliśmy się na ważną dla wszystkich górkę – Przeprośną Górkę przed Przymiłowicami. To moment szczególny, moment rachunku sumienia i wyrażenia wdzięczności Bogu i bliźnim. Katechezę wygłosił ojciec duchowny naszej pielgrzymki, ks. Krzysztof Szynal.

Ostatnią noc spędziliśmy w Przymiłowicach, Turowie, Małusach Małych, Brzyszowie i Srocku.

Dziś też ostatni Apel Jasnogórski - tym razem każda grupa we własnym gronie. Będzie czas na szczególne podziękowania dla księży i poszczególnych służb – porządkowych, „pigułek”, scholi, łączności, kwatermistrzów.

Czas szybko ucieka. Za nami tyle kilometrów. Dziś serce bije szybciej, bo już jutro spojrzymy w oczy Matki Bożej.

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Józef Czyżewski - pomorski bohater naszej niepodległości

2018-08-14 13:17

Antoni Szymański

W tym roku polska obchodzi jubileusz 100-lecia odzyskania niepodległości. Nie byłaby ona możliwa gdyby nie lokalni bohaterowie działający na rzecz jej odzyskania. Taką osobą był Józef Czyżewskiego – gdańszczan, który niewątpliwie dokonał wiele na rzecz prowadzenia akcji oświatowej i patriotycznej wśród zamieszkujących w Gdańsku Polaków.

Archiwum prywatne
Antoni Szymański Senator IX Kadencji

Był polskim wydawcą, drukarzem, ale przede wszystkim aktywnym działaczem narodowym. Wykorzystując swoją działalność i rozwożąc własne wyroby po całym terytorium Pomorza, prowadził jednocześnie działalność narodową – nawiązywał kontakty, sprzedawał polskie gazety i książki. Był wydawcą „Kuriera Gdańskiego (od 1884 r.), który ukazywał się trzy razy w tygodniu. Jego następcą był „Tygodnik Gdański” (od 1885 r.). Dodatkiem do tych pism była „Gazeta Świąteczna”. W 1891 r. Czyżewski był współzałożycielem „Gazety Gdańskiej”. Już w końcu XIX wieku gazeta zyskała sporą popularność i stała się najpoczytniejszym polskojęzycznym czasopismem w północnej części Prus Zachodnich. Poruszała przede wszystkim tematy związane z polskim odrodzeniem narodowym na ziemiach dawnego zaboru pruskiego. Łączność z czytelnikami zapewniała redakcji sieć agencji rozsianych po całym regionie, zajmujących się zarówno kolportażem, jak i nadsyłaniem tematów i materiałów. Józef Czyżewski w 1908 przez pewien czas drukował pismo „Gryf” wydawane przez Aleksandra Majkowskiego kaszubskiego pisarza i założyciela Ruchu Młodokaszubskiego. Józef Czyżewski wraz z rodziną prowadził nowoczesną drukarnię, hurtownię papieru i toreb papierowych, wydawał też Kurier Polski wraz z dodatkiem „Pomorze”. Warto wspomnieć, że drukarnię podporządkował realizacji celów narodowych, a jego wszyscy synowie i córki pracowali w drukarni. Jego córka Maria Czyżewska-Lniska była pierwszą kobietą mistrzynią drukarstwa w Europie. Syn Mieczysław, który po Józefie przejął wydawnictwo i drukarnię został zamordowany w Wielki Piątek 22 marca 1940 r. w lesie przy niemieckim obozie koncentracyjnym KL Stutthoff.

Czyżewski był jednym z głównych animatorów polskiego życia w Gdańsku i na Pomorzu Wschodnim na przełomie XIX i XX wieku. W 1884 r. zainicjował on powstanie Towarzystwa Ludowego Jedność, mającego prowadzić działalność oświatową i patriotyczną wśród Polaków zamieszkujących w Gdańsku. W 1904 r. Towarzystwo przekształciło się w Związek Polskich Towarzystw Ludowych. Dwa lata później współuczestniczył w powstaniu w Gdańsku Zjednoczenia Zawodowego Polskiego organizacji związkowej - centrali polskich związków zawodowych. Zjednoczenie Zawodowe Polskie promowało rozwój spółdzielczości, a od połowy lat 30. korporacjonizm głównie rzemieślniczy.

W latach 1918-1920, kiedy powstawała Niepodległa Polska, Józef Czyżewski włączył się w akcję agitacyjną na terenie Pomorza Gdańskiego jeżdżąc po okolicznych wioskach i nawołując do walki w imię obrony polskich interesów narodowych. Brał też czynny udział w ochotniczej akcji werbunkowej Polaków gdańskich do armii polskiej, w wyniku, której zgłosiło się ok. 500 osób z Gdańska i okolic. Przy ul. Kotwiczników 6 w Gdańsku, gdzie mieściła się drukarnia Czyżewskich, koncentrował się gdański ruch niepodległościowy i sztab gdańskiego oddziału powstańczego wchodzącego w skład Organizacji Wojskowej Pomorza. Pod drukarnią znajdowały się magazyny broni powstańczej. Józef Czyżewski przeznaczył także swoje środki finansowe na zakup tej broni. Przygotowywane powstanie zbrojne miało być połączone z przyjazdem gen. Hallera do Gdańska, a jego celem rozbrojenie pruskiej załogi i opanowanie miasta. Plan ten nie uzyskał jednak aprobaty.

W grudniu 1918 r. drukarnia Czyżewskich została napadnięta i zniszczona przez bojówkę niemiecką ze Stahlheimu, która wydała tajny wyrok śmierci na rodzinę Czyżewskich. Obrabowano także dom i sklep, poturbowano personel i usiłowano zamordować całą rodzinę, która cudem ocalała. Mimo tego rodzina Czyżewskich nie załamała się i odbudowała w ciągu 6 miesięcy drukarnię i przystąpiła na nowo do pracy, a Józef Czyżewski działał nadal aktywnie w polskim ruchu narodowym, wszedł w skład Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu oraz polskiej Rady Ludowej w Gdańsku. W kwietniu 1919 na zjeździe w Gdańsku zakładał Polskie Stronnictwo Ludowe – Pomorze. Po utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska należał do założycieli i czołowych działaczy Gminy Polskiej oraz Macierzy Szkolnej. W 1928 r. został honorowym prezesem Gminy Polskiej.

Od władz Polskich otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Niepodległości oraz Order papieski Pro Ecclesia et Pontifice nadany mu przez biskupa gdańskiego Edwarda O’Rourke. Józef Czyżewski był osobą zasłużoną i szanowaną przez najważniejsze gremia i osoby w II RP. O sprawach Polaków na Pomorzu, germanizacji w okresie zaborów osobiście rozmawiał m.in. z marszałkiem Józefa Piłsudskim i prezydentem RP Ignacym Mościckim w Belwederze.

Pogrzeb Józefa Czyżewskiego w październiku 1935 r. na cmentarzu św. Mikołaja we Wrzeszczu stał się największą manifestacją patriotyczną Polaków przed wybuchem II wojny światowej. Dziś jego prochy spoczywają na gdańskim Cmentarzu Centralnym Srebrzysko.

W roku jubileuszu odzyskania niepodległości Polski warto przypominać o postaciach, które do odzyskania wolności ojczyzny się przyczyniły, a postać Józefa Czyżewskiego do nich niewątpliwie należy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem