Reklama

Magda od Aniołów

Witold Dudziński
Niedziela Ogólnopolska 9/2009, str. 18-19



Archiwum Magdy Anioł

Co wspólnego ma Magda z aniołami? Oprócz nazwiska również to, że - jak sama mówi - ma szczególnie opiekuńczego Anioła Stróża. Inni dodają jeszcze jej iście anielski głos

Szeroka publiczność poznała Magdę Anioł dzięki piosence „Zaufaj”, towarzyszącej ostatniej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski. Refren: „Zaufaj Panu już dziś” mógł zapaść w pamięć, bo pojawiał się wielokrotnie w czołówkach transmisji telewizyjnych z pielgrzymki.
Jednak nie czuje się gwiazdą. - Kompletnie nie mieścimy się w głównym nurcie show-biznesu. Ale mamy swoją publiczność, która nas ceni, i to nam wystarcza - mówi o sobie i swoich przyjaciołach z zespołu. Ich piosenki są proste, radosne i żywiołowe, a w muzyce da się wyłowić elementy folku, rocka, reggae czy rodzimego hip-hopu. Magda pojawia się w mediach, mówi o sobie, o swoim nawróceniu i fascynacji Ewangelią. W ten sposób sama ewangelizuje.

Dyskretne przesłanie

I choć dziś śpiewa niemal wyłącznie piosenki poświęcone Bogu, zaczynała od stylu country. Gdy za pierwszym razem nie dostała się na studia, zaczęła uczyć dzieci gry na gitarze. - Miałam sporo czasu, chciałam jeszcze coś robić. Zespół szukał wokalistki, poszłam na próbę dla sprawdzenia się. I tak trafiłam do country, choć wcale nie była to moja ulubiona muzyka - opowiada. Przyznaje dziś, że nie czuje tego stylu.
Wkrótce Magda rozstała się z zespołem, zaczęła kręcić się z gitarą po koncertach i rozgłośniach, z czego niewiele wynikało. Pomógł jej Korneliusz Pacuda, znawca i popularyzator muzyki country. - Kiedy zaproponował mi występ na festiwalu w Mrągowie w 1994 r., byłam w siódmym niebie - opowiada.
Ale to nie był przypadek. Zdolności muzyczne wyniosła z rodzinnego domu. Na Śląsku, z którego pochodzi, rodzinne muzykowanie nie było czymś wyjątkowym. Jej babcia była muzykalna, grała na pianinie i skrzypcach. Mama chodziła do szkoły muzycznej, tata grał na harmonijce ustnej. - Ale to babcia śpiewała mi pierwsze piosenki - wspomina wokalistka.
Mama zadbała o to, żeby Magda uczyła się muzyki. Zapisała ją do ogniska muzycznego na naukę gry na pianinie. Do szkoły muzycznej zgłosiła się już sama. Początkowo nie myślała o śpiewaniu, chciała grać na gitarze. I grała, ucząc się najpierw w Liceum Muzycznym w Katowicach, a potem studiując wychowanie muzyczne w filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.
Korneliusz Pacuda wspomina współpracę z Magdą Anioł z łezką w oku. Była bardzo młoda, bardzo zdolna, miała ciekawy głos. I czuła folk - ocenia Pacuda. - Namówiłem ją, żeby wystąpiła w Mrągowie - opowiada. Dziewczyna z gitarą i ciepłym głosem potrafiła podbić serca amatorów country. Za kilka lat miała otrzymać tytuł „Królowej Polskiego Country” i pierwsze miejsce na Festiwalu Country Europa.
- Potem nagrała countrującą płytę z Adamem Szewczykiem - przypomina Pacuda. - I była to już wyższa szkoła jazdy. Teksty Szewczyka były proste, ale ciekawe, niektóre miały dyskretne przesłanie chrześcijańskie. To wskazywało kierunek ich rozwoju. Z czasem zmienili styl, a wynikało to z ich własnych przemyśleń. Nie chcieli grać komercyjnie.
- Ortodoksyjnym wykonawcą country nie byłam nigdy - mówi Magda Anioł - choć bardzo cenię sobie tamten czas. Jednak w końcu poczułam, że pokonałam jakiś próg i przestaję być twórcza.

W oryginalnym kierunku

Początek współpracy z Adamem Szewczykiem był ważny, bo nowy nabytek zespołu (nazwę wziął od imienia i nazwiska Magdy Anioł) nie tylko grał na gitarze, ale także komponował i pisał teksty. Zaczęła śpiewać jego piosenki. To także m.in. jego wsparciu zawdzięcza nawrócenie.
- Nie było może radykalnego odejścia od wiary, ale granica między dobrem a złem zacierała mi się coraz bardziej i coraz skuteczniej. Rodzice wychowywali mnie po katolicku, ale potem pogubiłam się na dobre i wiele lat żyłam bez Boga - mówi.
Gdy zrozumiała, że własnymi siłami niewiele zrobi, zaczęła szukać pomocy. - Sięgnęłam po piosenki Adama, m.in. te z płyty „Ufam Tobie”. I czułam, że przez nie Ktoś do mnie przemawia - wspomina Magda. Zaczęły się wielogodzinne rozmowy z przyjaciółmi i powolne budzenie się wiary.
- Rozmawialiśmy na temat Boga, a Adam podsuwał mi książki i zachęcił do spowiedzi - mówi. Spowiedź z kilkunastu lat życia nie jest łatwa, przygotowywała się do niej pół roku. Dziś wie, że Pan Bóg dociera do każdego w odpowiednim momencie i ma swój plan - po wielu latach i wielu życiowych zawirowaniach Magda i Adam stanęli przed ołtarzem.
Jak podkreśla, często czuje działanie Anioła Stróża w swoim życiu. - Nie zdajemy sobie sprawy, jak jest nam potrzebny. Zdarzają się sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć i wtedy on nas strzeże - mówi.

Reklama

Przebojowa formuła

Piosenki o treści chrześcijańskiej początkowo śpiewała bez przekonania. Wszystko było, jak przyznaje, udawane. - Moja przemiana nie dokonała się w momencie, lecz trwała parę lat - mówi. - Nie mogło to nie mieć wpływu na muzykę. Z czasem piosenki - najpierw pośrednio, a potem bezpośrednio - mówiły o Bogu. Wiara dopingowała mnie, spowodowała pójście w innym kierunku.
W dobrym, oryginalnym kierunku - ocenia dziś Korneliusz Pacuda. - Gdy po latach poszedłem na jej koncert, spodobało mi się to, co robi. Ma dziś swój krąg odbiorców i razem z Adamem Szewczykiem stają się muzykami spełnionymi - mówi Pacuda. I choć, według mnie, jest to trochę boczny tor, mają to, co dla muzyka jest najważniejsze: swój styl.
Piosenek z albumu „Co to jest?” z 1999 r. jeszcze nie da się łatwo sklasyfikować. Pop, rock (chwytliwe melodie i riffy gitarowe), folk, blues i country. Ale już płyta „Kiedy dusza śpiewa”, nagrana dwa lata później, to zupełnie nowy styl. Stawali się dojrzałą kapelą muzyki chrześcijańskiej.
Kolejna - „Ani oko, ani ucho” - wprost odwoływała się do słów św. Pawła: „Ani oko nie widziało/Ani ucho nie słyszało / Co się w niebie będzie działo / Słońce świeci / Wicher wieje / Drzewo rośnie / Kogut pieje” - śpiewała Magda, co łatwo wpadało w ucho.
Niektórzy twierdzili, że za łatwo. „Przypadek Magdy Anioł (…) pokazuje, na czym polega przebojowa formuła piosenki religijnej: łatwo wpadająca w ucho melodia w stylu pop, bluesa, country czy modnego przeboju latino i optymistyczny, prosty tekst” - pisał jeden z tygodników.
- W naszym życiu bywa na tyle ciężko i trudno, że chcemy, by nasze piosenki były odskocznią - tłumaczył Adam Szewczyk. - Trafnie wyraził to znajomy ksiądz: „Te piosenki są wyrazem waszych tęsknot”. Jak powstaje piosenka i czuję, że zmierzam w zbyt smutne i poważne klimaty, natychmiast zawracam.
Dla bardziej wyrobionych Magda Anioł napisała rozważania do Drogi Krzyżowej, Różańca, adoracji czy sakramentu pokuty. Można znaleźć je w książkach, których - razem m.in. z o. Leonem Knabitem i s. Małgorzatą Chmielewską - była współautorką.

„Zaufaj Panu już dziś”

Z płyty „Ani oko, ani ucho” pochodzi piosenka „Zaufaj”, która była przełomowa w karierze Magdy Anioł. Dzięki temu, że towarzyszyła ostatniej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, pieśniarka stała się znana.
Początkowo zaśpiewała ją z kilkoma przyjaciółmi. Tuż przed pielgrzymką postanowiono nagrać ją jeszcze raz, z udziałem kilkunastu znanych artystów chrześcijańskich, i nakręcono teledysk, pokazywany często przez telewizję.
Zauważyli ją teraz nawet ci, którzy wcześniej jej nie dostrzegali. „Występowała regularnie na festiwalu w Mrągowie i stała się gwiazdą naszej sceny country, aż w końcu zrzuciła dżinsową kurtkę z frędzlami, kowbojki i zaczęła śpiewać piosenki inspirowane tradycją chrześcijańską” - pisano.
Nie tryumfowała. - Mam umiejętności i talent jak wielu innych. A skoro ludzie chcą przychodzić i słuchać, to występuję - mówi dziś. - Cieszę się, gdy ktoś powie, że pomogliśmy mu piosenką w trudnych chwilach. Można śpiewać tylko dla siebie i odczuwać satysfakcję. Ale przecież to nie wszystko.
Cieszy się, jadąc na koncert, bo wie, że ludzie nie tylko posłuchają piosenek, ale także może coś drgnie w ich sercach. - Ponieważ w moim życiu wiele się zmieniło po nawróceniu, niejako zrodziłam się na nowo, więc chcę o tym mówić, śpiewać i dzielić się tym. To, co teraz się dzieje, jest dzieleniem się sobą, własnym życiem, bo jest doświadczeniem spotkania z Jezusem - mówiła w wywiadzie przed kilkoma laty.

Co potrzeba do szczęścia

Zespół nie ma menedżera, kogoś, kto zabiega o nich i o koncerty. Informacje rozchodzą się na ogół pocztą pantoflową. Ludzie dzwonią i zamawiają koncerty, a oni przyjeżdżają. Ale w długie trasy koncertowe Magda i jej zespół nie jeżdżą. Magda jest pieśniarką, ale także żoną i matką: w ubiegłym roku urodziła drugą córkę - Łucję (także z tego powodu dopiero w tym roku ukaże się nowa płyta, choć piosenki są już gotowe od dawna).
- Byłabym nieszczęśliwa, gdybym musiała jeździć w długie trasy. Nie lubię być za długo poza domem, poza tym mam małe dzieci. Jak mogłabym zostawiać je na dłużej? - mówi. - Mimo to czuję się spełniona. Może dlatego, że niewiele potrzeba mi do szczęścia?
Oboje z mężem są bardzo zajętymi ludźmi. Poza śpiewaniem Magda Anioł uczy też wychowania muzycznego w szkole w Katowicach-Podlesiu. Adam Szewczyk, oprócz tego, że gra w zespole i pisze dla niego piosenki, jest wykładowcą w Akademii Muzycznej w Katowicach. Da się to wszystko pogodzić? - Da, choć z trudem. W tygodniu pracujemy, w weekendy dajemy koncerty - mówi. Wielkich wymagań nie mam - zastrzega - nie wymagam od losu pieniędzy, willi z basenem ani komfortowych samochodów. Wystarczy mi, żeby było z czego żyć. Bo najważniejsze, żebym kiedyś mogła mówić, że moje życie było dobre i uczciwe.

Reklama

Papież: więcej miejsca w Kościele dla geniuszu kobiecości

2019-02-23 11:55

vaticannews / Watykan (KAI)

W Kościele, który jest matką, trzeba zrobić więcej miejsca dla geniuszu kobiecości, bo poprzez niego Kościół sam się wyraża – w ten spontaniczny sposób Papież zareagował na wystąpienie Lindy Ghisoni. Podsekretarz Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia wskazała na potrzebę komunii, dzielonej odpowiedzialności, prewencji i solidarności wobec osób zranionych duchowo i cieleśnie przez nadużycia w Kościele.

Grzegorz Gałązka

"Zaproszenie kobiety do wygłoszenia referatu nie jest wchodzeniem w kościelny feminizm, gdyż każdy feminizm kończy na maskulizmie w spódnicy. Nie. Zaproszenie kobiety, aby mówiła o ranach Kościoła, jest zaproszeniem samego Kościoła, aby mówił o sobie, o ranach, które nosi. I to jest krok, który moim zdaniem powinniśmy zrobić z wielkim zaangażowaniem: kobieta jest obrazem Kościoła, który jest kobietą, oblubienicą, matką. To jest ten styl. Bez niego będziemy mówić o ludzie Bożym jako organizacji, może synodalnej, ale nie jako o rodzinie zrodzonej przez matkę Kościół. Nie chodzi o to, aby w Kościele dawać kobietom więcej zadań, choć to też jest dobra rzecz, ale w ten sposób nie rozwiąże się problemu. Chodzi o ukazanie w naszej myśli kobiety jako obrazu Kościoła. I o myślenie o Kościele w kategoriach kobiecych" - powiedział Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Belwederze wystawa dokumentów z Archiwum Eissa

2019-02-23 20:54

prezydent.pl

Zaprezentowana w sobotę 23 lutego wystawa przedstawia dokumenty z Archiwum Eissa. To jeden z największych zbiorów dokumentujących pomoc polskich dyplomatów na rzecz Żydów zagrożonych Holokaustem podczas II wojny światowej. Ekspozycję współorganizował Instytut Pileckiego.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

Nazwa archiwum pochodzi od nazwiska Chaima Eissa, pochodzącego z Ustrzyk zuryskiego kupca, który był członkiem tzw. Grupy Berneńskiej. Grupa ta – pod kierownictwem Aleksandra Ładosia, polskiego ambasadora w Szwajcarii – dostarczała Żydom mieszkającym w Polsce fałszywe paszporty południowoamerykańskie (m.in.: Paragwaju, Salwadoru, Boliwii, Peru, Haiti i Hondurasu). Chroniły one przed wywózką do niemieckich obozów zagłady. Według różnych szacunków, w sumie wydano ok. 4 tys. takich dokumentów. Liczba ocalonych pozostaje nieznana.

Chaim Eiss dostarczał polskim dyplomatom listy Żydów, a potem przemycał sfałszowane dla nich paszporty do Generalnego Gubernatorstwa. Ocalałe oryginalne dokumenty jeden z jego potomków zawiózł do Izraela. To m.in. osiem sfałszowanych paragwajskich paszportów, listy osób do uratowania oraz korespondencja polskich dyplomatów i żydowskich organizacji. W skład archiwum wchodzi też oryginalna lista z kilkoma tysiącami nazwisk Żydów z gett, którzy w ten sposób próbowali się ratować z Zagłady. W pozyskanych materiałach jest również imienna lista dzieci z warszawskich sierocińców.

Po ponadrocznych negocjacjach zbiory te zostały odzyskane przez Polskę. Pomogła w tym m.in. opinia spadkobierców Chaima Eissa o tym, że miejsce archiwaliów jest w Polsce – w instytucjach dokumentujących Holocaust i przedwojenne życie społeczności żydowskiej. Dlatego wkrótce kolekcja trafi do zbiorów Muzeum Auschwitz-Birkenau.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem