Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Kapłan i aktor

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 13/2009, str. 24-25

Pan moim pasterzem i nie brak mi niczego - powiada ks. Kazimierz Orzechowski pierwszym wersem 23 Psalmu. I patrzy spod lekko przymkniętych powiek w przestronne okna Domu Aktora w podwarszawskim Skolimowie. Przebywa tu w dwojakiej roli: emeryta aktora, bo jest nim z zawodu, i emeryta księdza, bo jest nim z powołania. Odprawia Mszę św. w kaplicy maleńkiej niczym Piotrowa łódź rybacka. Czyta, rozmawia, spaceruje. Chętnie spotyka się z ludźmi. Nie zamyka się na nikogo.
Mieszkam w otoczeniu ciekawych osobowości. Chodzącej historii polskiego kina i teatru. Mam znakomitą opiekę lekarską. Serdeczny personel. Całodzienne wyżywienie. Ciepło. Więc czegóż mi więcej potrzeba? - pyta osiemdziesięciolatek, ks. Kazimierz Orzechowski. - Od czasu do czasu wyjeżdżam na zdjęcia do „Złotopolskich”, gdzie gram ks. Leskiego. Czy też jadę, jeśli mi siły pozwalają, bo zaproszeń mamy wiele, ze swoim spektaklem o wielkiej postaci francuskiej i światowej piosenki, pt.: „Edith Piaf: o nadziei, radości i miłości”. Gram w nim z Grażynką Matkowską i Januszem Tylmanem.
Zza szyby orzechowego regału patrzą niczym przez szkła rogowych okularów oczy nieżyjących już aktorów, których nazwisk niemal nikt już nie pamięta. Może poza gronem profesjonalistów zajmujących się sceną i encyklopedią polskiego teatru: Zofia Mysłakowska, Maria Billiżanka, Kazimierz Szubert… Aktorzy, poznani w Krakowie przez szesnastolatka Kazia, zaraz po wojnie stali się na lata jego aktorskimi wzorami, nauczycielami. Jest również fotografia ks. Kazimierza z Janem Pawłem II, który zaraz po okupacji zachodził do Iwo Galla na rozmowy o teatrze. Tam właśnie po raz pierwszy spotkał się z przyszłym papieżem przyszły aktor i przyszły ks. Kazimierz Orzechowski. Spotkania obu księży miały miejsce później jeszcze wielokrotnie. Mama ks. Kazimierza mieszkała w Krakowie i ilekroć ją odwiedzał, spotykał się też z ks. Karolem Wojtyłą. Ale najbardziej w pamięci utkwiły mu dwa spotkania z tym wielkim Polakiem. Pierwsze - podczas święceń kapłańskich w 1969 r., których udzielał mu kard. Wojtyła w Krakowie. Mimo iż kleryk Orzechowski kończył warszawskie Seminarium. I spotkanie drugie - kiedy Wojtyła był już papieżem, a ks. Kazimierz zamierzał zostać w Rzymie u Augustianów.
- Rozegrała się zabawna scena - opowiada ks. Orzechowski. - Jestem na śniadaniu u Papieża, a ks. Stanisław Dziwisz mówi: „Widzisz, Ojcze Święty, zwariował nam ten Kazio zupełnie z tymi zakonami. Gdzie mu tam do klasztoru?”. Ojciec Święty spojrzał na mnie i żartobliwie oznajmił: „Wiesz, Stasio, ty masz rację, on zwariował”. A już tak poważnie powiedział do mnie: „Wiesz co, Kaziu, ja bym wolał, żebyś ty wrócił do Polski i został kapelanem aktorów. U siebie, wśród swoich”. No i co? Rad nierad dokończyłem kilku miesięcy augustiańskiej posługi i w 1980 r. wróciłem do Polski. Do tej samej parafii pw. św. Michała na warszawskim Mokotowie, w której wcześniej posługiwałem.

***

Regał w pokoju ks. Kazimierza stoi tuż przy oknie z widokiem na domek, w którym pomieszkiwał w latach stanu wojennego ks. Jerzy Popiełuszko. Na półkach setki książek, albumy z reprodukcjami dzieł wielkich malarzy. Ale przede wszystkim nagrania klasyków operowych, których ks. Orzechowski jest wielkim wielbicielem i znawcą. Rozmawiamy kolejne godziny. Nieoczekiwanie Ksiądz zamyśla się na dłuższy czas. Krąży wokół lat 40. ubiegłego wieku. Widzi Kraków w czasie, gdy jeszcze był w studium aktorskim u swego wuja Iwo Galla - współzałożyciela, wraz z Juliuszem Osterwą, Teatru „Reduta”, wybitnego artysty, który po wojnie został wygnany z Krakowa do Gdańska, bo „nie chciał sprostać” nadciągającym socrealistycznym gustom fornalskiej władzy. Innym razem ks. Kazimierz wędruje po plenerach kilkudziesięciu filmów, w których zagrał swoje, jak podkreśla, niezbyt wielkie role. Choć zawsze z tych drugoplanowych tworzył mistrzowskie kreacje. Rola księdza w „Pannach z Wilka” została dopisana przez Jarosława Iwaszkiewicza specjalnie dla niego, na zamówienie reżysera filmu Andrzeja Wajdy. Albo postać księdza w dokumencie Zbigniewa Dzięgiela „Doświadczanie miłości”. Przemierzając Ziemię Świętą, ks. Kazimierz opowiada w tym filmie tyleż historię biblijną, co własną i tych, którzy jak on doświadczyli Bożej miłości w napotkanych ludziach. Swoją opowieść snuje więc m.in. wybitny kaznodzieja Daniel Rufeisen, który w czasie wojny ponad rok ukrywał się przed Niemcami w podbeskidzkim klasztorze. Żyd, katolik, który po wojnie wstąpił w Polsce do Zakonu Karmelitów, a od lat 50. pełni posługę misyjną w Izraelu, wśród tamtejszych chrześcijan. O sobie i historii swojej miłości opowiada też s. Rafaela, która pobudowała w Izraelu „Dom pokoju” i tam wychowuje dzieci osierocone podczas wojen arabsko-żydowskich, opiekuje się nimi.
- W Ziemi Świętej byłem już ze trzydzieści razy - mówi ks. Kazimierz. - Chodzę po śladach Chrystusa, bo dla mnie jest On zawsze najważniejszy. To cudowne doświadczenie, kiedy mogę oglądać te same widoki, jakimi mógł się sycić Chrystus. To samo niebo i gwiazdy. Te same kamienie z Ziemi Świętej. Wprost dotykam Jego obecności. To dla mnie taka teraźniejszość Chrystusa.
Od lat jednak ks. Kazimierz na Chrystusowe drogi wchodzi już nie sam, lecz z bagażem. Jest taka, jedna z pierwszych, scena filmu „Doświadczanie miłości”, która rozpoczyna się kadrami obskurnych krat więziennych. Na pierwszym planie skazany, który rysuje ks. Orzechowskiemu krzyż na czole przed wyjazdem na kolejną pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Ten sam znak powtarza wielu innych więźniów. I te ich krzyże, które niosą na co dzień, zabiera ks. Kazimierz do Ziemi Świętej. Wędrując po Chrystusowych ścieżkach, powierza je Panu Bogu. Modli się za więźniów, odwiedzając Pole Pasterzy, Górę Oliwną w Jerozolimie, Betlejem, Pustynię Judzką, Jezioro Galilejskie.
Modli się tak samo gorliwie, przepraszając Boga za ich grzechy, jak i za swój grzech niewiary. Zwątpił, gdy chorował na raka trzustki. Miał wtedy tak wielką niewiarę w moc Boga, że dziś jest mu za to wstyd. A przecież Bóg jednym tchnieniem, wbrew jakimkolwiek rokowaniom lekarzy, przywrócił go do życia. W czasie choroby czuł jednak tak straszny ból, że nie wierzył modlitwom ani swoich przyjaciół, ani swojej matki, choć modliła się o wstawiennictwo do Matki Bożej. Życie jakby zataczało koło. Tuż przed narodzinami Kazimierza lekarze dawali jego matce niewiele życia. Chciała, żeby żył szczęśliwie. Ofiarowała go Panu Bogu. I… zdrowa, i szczęśliwa przeżyła do 1984 r. A Kazimierz w 33. roku życia, po 15 latach aktorstwa, wstąpił do seminarium. Zwątpienia towarzyszyły zresztą jego drodze wiary niemal od samego początku. Pan prowadził go mocną ręką. Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 10 lat i spędzał wakacje w Krakowie, oddalony o setki kilometrów od ich rodzinnego Gdańska. Modlił się wówczas gorliwie, aby już następnego dnia jego rodzice odnaleźli się. Czekał na nich cały „wieczny” miesiąc. I to był ten pierwszy raz. Drugi był wtedy, kiedy jego ukochany ojciec, ścigany przez Niemców za działalność w AK, zmarł w 1943 r. na zawał serca na ul. Długiej w Krakowie. Właśnie w dniu, kiedy przyjechał odwiedzić kochającą żonę i syna.

Reklama

***

Przez lata swojego aktorstwa Kazimierz Orzechowski miał do czynienia z wielkimi sławami sceny, m.in. z: Niną Andrycz, Ireną Eichlerówną, Elżbietą Barszczewską, Zofią Małynicz, Ignacym Gogolewskim, Władysławem Hańczą, Stanisławem Jasiukiewiczem, Janem Kreczmarem, Janem Kurnakowiczem, Józefem Kondratem, Mariuszem Dmochowskim, Czesławem Wołłejką. Jednak kiedy w 1958 r. otrzymał angaż do Teatru Polskiego w Warszawie, jego przystanią nie stał się teatr, ale od początku był nią kościół Wizytek pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny na Krakowskim Przedmieściu. Świątynia pełna świadectw historii, która jako jedyna w tamtejszej okolicy nie ucierpiała w czasie II wojny. To tu święcenia kapłańskie przyjmował prymas Polski kard. August Hlond. A jak podaje historia, na tamtejszych organach grał mały „Frycek” - Fryderyk Chopin. Tu przyszły ks. Orzechowski poczuł dotyk Boga w czerwcu 1959 r. i usłyszał, że jego drogą ma być kapłaństwo. Zastanawiał się jednak przez 3 lata, zanim wstąpił do seminarium. Były to kolejne, jak podkreśla, 3 lata niewiary w to, co mówi do niego Bóg. I kiedy już chciał wstąpić do warszawskiego Seminarium, gdzie uczył kleryków dykcji, ówczesny rektor nie był tym zachwycony. Podejrzewał, że popularny aktor znudzi się po kilku miesiącach i odejdzie, wywołując jednocześnie wokół tego zdarzenia nieprzyjemny posmak skandalu. Dopiero na interwencję prymasa Stefana Wyszyńskiego, którego aktor znał od lat, został przyjęty do Seminarium w Gnieźnie. - Tak, Pan Bóg stawiał na mojej drodze różne przeszkody, ale też z drugiej strony wielkich ludzi Kościoła. Do dziś nie wiem jednak, na ile ja z tej ich wielkości skorzystałem - zastanawia się ks. Kazimierz. - A to byli moi wielcy ojcowie: Jan Paweł II czy karmelita bosy o. Daniel Rufeisen. To oni uczyli mnie wiary i miłości Boga. Ale też i inni giganci duchowości: kard. Wyszyński, księża od Wizytek - Jan Twardowski, Bronisław Bozowski, Jan Zieja czy ks. Tadeusz Fedorowicz z podwarszawskich Lasek. Fascynowali mnie. Dlaczego? To tak jakby zapytać: Dlaczego lubisz Chopina... Przede wszystkim emanowała z nich godność, świętość.
Miłości do Boga uczyła też ks. Orzechowskiego - niemal za każdym razem każe to podkreślać - Mała Tereska z Lisieux, która w sposób absolutny powierzyła się Bogu. Ale też Edith Piaf, którą nazywa Magdaleną XX wieku. Niektórych wiernych bardzo to wyniesienie oburza. Pytają: jak dziewczyna z nizin, dziewczyna ulicy, piosenkarka, choć wybitna, może być postacią godną do naśladowania? - To właśnie dlatego tak gorliwie recytuję dziś jej pamiętniki, pokazując, jak wyszła z tego dna - odpowiada z żarliwością ks. Kazimierz, jeżdżąc po Polsce ze swoim spektaklem o Piaf. To taka moja fascynacja współczesną postacią, bo niewielu miało tak bogate życie jak ona. - Niewidoma do siódmego roku życia, której wzrok wymodliła siostra zakonna. Maleńka Edith - porzucona przez rodziców po urodzeniu. Pojona wódką od dziecka. Kopana. Poniewierana. Od dziecka na ulicy... Dzięki Bogu potrafiła się podźwignąć z tego absolutnego dna. Trudno sobie wyobrazić, by jeden człowiek mógł coś takiego przeżyć. Taki drobiażdżek, a zarazem mocarz ducha. Była kobietą wielkiej religijności. Zawsze podkreślała: Nie trać w Bogu nadziei. Zaczynaj od początku. Zapytana podczas ostatniego swojego wywiadu, jak to się dzieje, że może wierzyć Bogu, mimo że Bóg zesłał na nią tyle nieszczęść - odpowiedziała, że Bóg nie zsyła nieszczęść, tylko miłość. I zawsze przy tym podkreślała: Nawet kiedy musisz zaczynać od zera, nigdy nie trać nadziei. Ta jej zasada stała się i moim mottem, od kiedy Pan Bóg przywrócił mnie znowu życiu. Choć nadal nieraz wątpiłem, zawsze jednak powtarzałem: „Spes contra spem” - Miej nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. I dzisiaj chcę przekazać tę siłę, tę wiarę ludziom. Nie trać nadziei! Nie załamuj się! - mówiłem i mówię czy to jako kapłan posługujący w więzieniu na oddziale narkomanów, chorych na AIDS, czy jako aktor, jeżdżąc od lat z tym spektaklem.

***

Spacerujemy po cichych korytarzach przestronnego pensjonatu dla aktorów. Ksiądz pokazuje w kaplicy obrazy i rzeźby wykonane przez artystów dla kolegów artystów. Krucyfiksy. Matki Boskie. Znad ołtarza mosiężny Ukrzyżowany patrzy na Chrystusa bez rąk i nóg po drugiej stronie kaplicy. Ktoś Go znalazł następnego dnia po Powstaniu Warszawskim, porzuconego na gruzach warszawskiej Starówki. Ks. Kazimierz modli się i powtarza: „Spes contra spem”.

Gdańsk: uroczyste obchody 10. rocznicy ingresu abp. Sławoja Leszka Głódzia

2018-04-22 17:00

dg / Gdańsk (KAI)

W Gdańsku uroczyście obchodzono 10. rocznicę ingresu abp. Sławoja Leszka Głódzia do oliwskiej archikatedry pw. Trójcy Świętej. Mszy św. koncelebrowanej przez kilkudziesięciu kapłanów przewodniczył bp Wiesław Mering. List gratulacyjny przesłał metropolicie gdańskiemu prezydent Andrzej Duda.

Jarosław Roland Kruk / Wikipedia

Msze koncelebrowało kilkudziesięciu księży, obecni byli przedstawiciele świata polityki, posłowie i senatorowie, prezydenci miast, samorządowcy, przedstawiciele wojska, służb publicznych, mediów, nauki i kultury. Obecni byli także przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich oraz społeczności muzułmańskiej.

Uroczystej procesji wejścia towarzyszyło wykonanie przez Capella Gedanensis Hymnu Koronacyjnego Handla, następnie odśpiewano hymn narodowy. Pieśniom towarzyszył akompaniament Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.

Na początku Mszy odczytano list z życzeniami i gratulacjami od prezydenta RP. „Z niezmienną konsekwencją i odwagą stawał Ksiądz Arcybiskup w obronie najważniejszych praw” – napisał Andrzej Duda zwracając się do metropolity gdańskiego. Rozpoczynając wspólną modlitwę bp Wiesław Mering powiedział: „To niezwykły dzień w historii Kościoła gdańskiego. Zaczynamy Mszę świętą, którą chcemy wyrazić nasze uznanie, miłość, szacunek, wzbudzić dobre uczucia, dobra pamięć, a zwłaszcza uczucie wdzięczności za 10 lat posługi księdza arcybiskupa”. – Msza z natury jest dziękczynieniem, dlatego nie dziękujemy sami, tylko razem tylko z Jezusem Chrystusem – dodał biskup.

W homilii biskup włocławski mówił o znaczeniu oliwskiej katedry. „Trudno nie czuć wzruszenia w takiej chwili, mając świadomość najpierw dostojeństwa historii. Do tego kościoła nie da się wejść bez wzruszenia, bez podziwu dla jego piękna. Przecież to matka wszystkich innych świątyń, kościołów, jakie znajdują się na terenie archidiecezji gdańskiej. A przede wszystkim to ona, ta bazylika katedralna, jest siedzibą pasterza tego Kościoła. Każde miejsce tej wspaniałej pocysterskiej świątyni zachwyca intelekt, serce, zmysły" - mówił bp Mering.

Kaznodzieja wyraził wdzięczność abp. Głódziowi za troskę o Kościół gdański i w całej w Polsce. "Motyw wdzięczności zawsze dowodzi czułego i uważnego serca, odnosi się do troski księdza arcybiskupa za Kościół, za wiernych, dlatego ona musi być w sercach nas wszystkich obecna. - wskazał bp Mering. – Rola, jaką ksiądz arcybiskup pełni w Kościele gdańskim, pewnie zostanie dopiero w pełni przez historię dopełniona. Rzadko chwalą człowieka wszyscy, bez wyjątku, za te same działania. O wiele łatwiej wypominać wady niż zauważyć zalety. Może właśnie w naszym ludzkim myśleniu i wyrachowaniu ukrywamy własne błędy i wady, krytykując innych" – mówił kaznodzieja.

Ordynariusz włocławski przywoływał główne wymiary posługi abp. Głódzia. Podkreślił, że nie ma ważniejszych wydarzeń w życiu diecezji, Kościoła i kraju, w których zabrakłoby gdańskiego metropolity. Wskazał na zainteresowanie jubilata Solidarnością, promocję Żołnierzy Wyklętych i polskiej historii. „Św. Tomasz z Akwinu w XIII w. uczył swoich czytelników i słuchaczy: jesteśmy tym, co pamiętamy. Pamięć wykoślawiona, niepełna, przekazuje nam taką samą niepełną, zniekształconą historię” - dodał.

Bp Mering stwierdził, że "zwłaszcza w tym roku, kiedy obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości wśród jazgotu i nienawiści, który przenika nasze życie polityczno-społeczne", ważne jest odniesienie do fundamentu życia polityczno-społecznego, jakim jest nauka Jezusa Chrystusa. Biskup dodał, iż "ten dzisiejszy jazgot dowodzi, że miniony system nie umarł wszystek, że zadomowił się nieźle" oraz, że przed takim zagrożeniem przestrzegał Polaków ks. Józef Tischner.

"Zadomowił się ten miniony system w naszych sercach, naszym myśleniu, a zwłaszcza w naszej moralności" - wskazał kaznodzieja. Podkreślając troskę metropolity gdańskiego o dobro wspólne wskazał, że podobne myślenie cechowało wielkich Polaków, z Janem Pawłem II i kard. Wyszyńskiego z jego przekazem: miłuję ojczyznę bardziej niż własne serce. "Spróbujmy pomyśleć o głębi tego przekazu i zdania. Także bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który ostatecznie właśnie dla wolności oddał swoje tak bardzo młode życie. Jezus przypomniał nam dzisiaj: dobry pasterz oddał życie za swoje owce. I rzeczywiście cena może być wysoka" – kontynuował kaznodzieja.

Bp Mering powiedział, że człowiek opowiadający się dziś po stronie prawdy, bez kompromisów, bez kluczenia i szukania zwolenników, musi być gotowy do zapłacenia takiej ceny. „Żaden papież XX i XXI wieku nie był wolny od agresji i szyderstwa. Nie były one obce i naszemu jubilatowi, ale to ważny znak tego, że idzie ksiądz arcybiskup drogą wskazaną przez Mistrza: Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż” - podkreślił hierarcha.

– Cierpienie dla Kościoła jest znakiem, gotowością walki dla Chrystusa, jedynego Zbawiciela. Gotowością tej walki, którą uwidacznia Ksiądz arcybiskup w swoim zawołaniu biskupim. To jest właśnie wyraz gotowości podjęcia trudu, cierpienia. Dlatego Bóg posyła nas ludzi jako pasterzy" – mówił bp Mering.

Odnosząc się do przymusowego wcielenia kleryka Głódzia do PRL-owskiego wojska, bp. Mering pytał: „Czy mógł podejrzewać, że po latach będzie generałem i odtworzy po dziesięcioleciach struktury wojskowego duszpasterstwa?”. Zaznaczył, że przełożeni docenili jego postawę i wysłali go na studia prawnicze na Katolicki Uniwersytet Lubelski, w tamtych latach uczelnię wyjątkowej klasy. "Niedawno w książce Abrahama Heschela o prorokach Starego Testamentu znalazłem wyjaśnienie, że tym, co proroków napełniało odrazą, nie był brak właściwego prawa, lecz brak prawości, która jest w naszych sercach. To była udręka proroków Starego Testamentu. Sędziowie wydają wyroki, ale ich sądy pozbawione są prawości, pisał Heschel. Otóż taki jest sens studiów prawniczych: prawość wprowadzać w życie społeczne. I tej zasadzie pozostał ksiądz arcybiskup. Wierny przez całe życie" – zaznaczył biskup włocławski.

Kaznodzieja przytoczył fakty z życia jubilata – studia w Rzymie, praca w Watykanie, następnie powrót do Polski i podjęcie posługi jako biskup polowy Wojska Polskiego, kolejne tytuły i urzędy. "O początku twojej pasterskiej drogi zabiegasz o Polskę wolną, piękną i świętą. Dzisiaj chcemy ci za to podziękować" – zaznaczył kaznodzieja.

Wezwania modlitwy wiernych odczytano także w językach syryjskim i kaszubskim.

Przed błogosławieństwem przedstawiciele różnych stanów Archidiecezji Gdańskiej złożyli abp Głódziowi okolicznościowe życzenia, po których wszyscy zebrani odśpiewali jubilatowi „Plurimos annos”.

Na koniec abp Sławoj Głódź wygłosił słowa podziękowania wszystkim zgromadzonym oraz przedstawicielom duchowieństwa, politykom, prezydentom miast, samorządowcom, przedstawicielom świata nauki, kultury i mediów.

***

Abp Sławoj Leszek Głódź urodził się 13 sierpnia 1945 roku w Bobrówce. W 1964 roku wstąpił do seminarium duchownego w Białymstoku, święcenia kapłańskie przyjął sześć lat później. Studiował na Wydziale Prawa Kanonicznego w paryskim Instytucie Katolickim, kontynuował studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Doktoryzował się w Rzymie w zakresie wschodniego prawa kanonicznego.

W 1980 r. pracował przy synodzie biskupów, od 1981 r. pracował w Watykanie, kierując sekcją Kościoła obrządku bizantyjsko-ukraińskiego oraz sekcją Kościoła na Białorusi obrządku bizantyjsko-ruteńskiego w Kongregacji Kościołów Wschodnich. Po przywróceniu 21 stycznia 1991 r. ordynariatu polowego w Polsce, ks. prałat Głódź został mianowany przez Jana Pawła II biskupem polowym Wojska Polskiego.

Święcenia biskupie przyjął 23 lutego 1991 roku na Jasnej Górze z rąk trzech kardynałów: ówczesnego Prymasa Polski Józefa Glempa, metropolity wrocławskiego Henryka Gulbinowicza i metropolity krakowskiego Franciszka Macharskiego. 24 lutego 1991 r. odbył z ceremoniałem wojskowym ingres do katedry polowej. Diecezją polową kierował w latach 1991-2004, w latach 2005-2008 był ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej.

17 kwietnia 2008 r. papież Benedykt XVI mianował bp. Sławoja Leszka Głódzia - Arcybiskupem Metropolitą Gdańskim. Swoją nową posługę objął podczas ingresu do Bazyliki Archikatedralnej w Gdańsku Oliwie 26 kwietnia 2008 r.

Hasłem jego biskupiej posługi są słowa: Milito pro Christo (Walczę dla Chrystusa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej

2018-04-23 17:55

Od 28 kwietnia do 3 maja 2018 roku odbędą się w Krakowie XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej.


Weźmie w nich udział ok. 3 tys. młodych ludzi z całego świata, zrzeszonych w organizacjach sportowych, prowadzonych przez salezjanów –zgromadzenie zakonne skoncentrowane na pracy wychowawczej z dziećmi i młodzieżą.

Do stolicy Małopolski przyjadą młodzi z różnych kontynentów, by wspólnie ze swoimi rówieśnikami z Polski stanąć do sportowej rywalizacji w duchu salezjańskich wartości, których patronem jest św. Jan Bosko.

Z okazji Igrzysk Kraków przyjmie gości m. in. z Europy(w tym po raz pierwszy dużą reprezentację naszych wschodnich sąsiadów), z Republiki Środkowej Afryki czy Tanzanii. Nie zabraknie również silnej reprezentacji Brazylii, a także Syryjczyków z Aleppo, dla których pobyt w Polsce będzie miał szczególny, terapeutyczny wymiar. Na pięciu obiektach sportowych Krakowa młodzi podejmą współzawodnictwo w czterech dyscyplinach: w siatkówce, w koszykówce, w piłce nożnej oraz w tenisie stołowym.

Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to wydarzenie realizowane od wielu lat w przekonaniu, że promocja sportu jest także instrumentem do tworzenia lepszego świata, opartego na humanizmie i personalizmie, w którym respektowane są pokój, przyjaźń, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność, miłość, godność osoby, solidarność i zasada fair play. Na całym świecie salezjanie prowadzą edukację w duchu takich właśnie wartości, ucząc młodzież, jak przekładać je na codzienną praktykę.

To wielkie święto ma również swój wymiar religijny. Spotkają się podczas niego młodzi ludzie, którzy na całym świecie starają się żyć w oparciu o zasady ewangeliczne i wskazania księdza Bosko. Stanowią oni wspólnotę złożoną z wielu ras, kultur i społeczeństw. Igrzyska mają zatem także głęboki walor integracyjny, sprzyjają nawiązywaniu przyjaźni i relacji międzyludzkich. Te elementy składają się na wychowawczy charakter igrzysk: kształtowanie młodych ludzi w duchu istotnych norm społecznych i w poszanowaniu dla odmienności w świecie bez granic.

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to także wyjątkowa możliwość promocji Krakowa i Polski. Po Światowych Dniach Młodzieży jest to kolejne spotkanie młodych ludzi z całego świata, którzy będą mogli poznać naszą tradycję i kulturę. W programie Igrzysk przewidziano możliwość zwiedzania miasta z przewodnikiem w języku narodowym uczestników. Młodzież będzie mogła zwiedzić także muzeum Auschwitz-Birkenau czy kopalnię soli w Wieliczce.

Gorące zaproszenie do udziału w Igrzyskach jest także adresowane do krakowian, mieszkańców Małopolski oraz turystów. Będą oni mogli wziąć udział w tym salezjańskim święcie jako kibice oraz jako uczestnicy imprez towarzyszących, m. in. uroczystości otwarcia Igrzysk w auli Auditorium Maximum, koncertów, , czy spektakularnego finału przy ulicy Tynieckiej 39, gdzie znajduje się m. in. Park Edukacji Globalnej – Wioski Świata, prowadzony przez Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu”.

Program artystyczny wydarzenia będzie wyjątkowo bogaty, również ze względu na fakt, że XXIX Igrzyska po raz pierwszy w swojej historii odbędą się wspólnie z Savionaliami – dorocznym świętem młodzieży salezjańskiej, organizowanym przez Inspektorię Krakowską salezjanów.

Głównym organizatorem XXIX Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej jest Stowarzyszenie Lokalne Salezjańskiej Organizacji Sportowej Rzeczypospolitej Polskiej.

Honorowy patronat Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego.

Partnerzy Igrzysk Ministerstwo Sportu i Turystyki, Miasto Kraków, Województwo Małopolskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem