Reklama

Święty Jan XXIII (sylwetka)

2014-04-11 16:07

Paweł Bieliński / pb / Watykan / KAI

pl.wikipedia.org

Jan XXIII - świętym! Ta wiadomość dla ludzi pamiętających jego pontyfikat jest jedynie potwierdzeniem przekonania, które żywili od zawsze. Dla młodszych zaś stanowi okazję, by poznać historię, a zwłaszcza duchową sylwetkę tego niezwykłego papieża, który jeszcze za życia zaskarbił sobie serca nie tylko katolików. Był bowiem pierwszym biskupem Rzymu, którego naprawdę słuchała, rozumiała, a często nawet kochała cała ludzkość.

Przyszedł na świat w 1881 r. w wiosce Sotto il Monte koło Bergamo. Jego ojciec, rolnik, początkowo nie posiadał własnej ziemi, był jedynie dzierżawcą u miejscowego hrabiego. Mieszkali w jednym domu z czterema innymi rodzinami. Dopiero z czasem dorobił się 27 akrów i wielkiego, kamiennego domu, w którego pokojach czuć było z podwórza zapach zwierząt. Rodzina jednak była tak liczna (trzynaścioro dzieci), że w domu się nie przelewało. - Pochodzę ze skromnej rodziny. Przywykłem do życia w błogosławionym ubóstwie, pozbawionego nadmiernych wymagań, a sprzyjającego rozrostowi tych szlachetnych cnót, które przygotowują człowieka do najwyższych osiągnięć - pisał po latach.

Nigdy natomiast w domu Roncallich nie brakowało wiary. - Nie pamiętam takiej chwili, żebym nie chciał służyć Bogu jako ksiądz - wspominał już jako papież. Najbardziej pragnął być zwykłym wiejskim proboszczem. Marzenie to nigdy się nie spełniło. Za to, gdy został papieżem, nazywano go „proboszczem świata”.

Reklama

Choć początkowo nauka nie szła mu najlepiej, to z czasem się poprawił do tego stopnia, że został wysłany z Bergamo na studia do Rzymu. Pasjonowała go historia Kościoła. Przez dużą część życia badał i opisywał historię wizytacji św. Karola Boromeusza w Bergamo - ostatni tom wydał już jako papież! Po doktoracie z teologii (w wieku 22 lat!) i święceniach kapłańskich w 1904 r. został sekretarzem ordynariusza Bergamo. Stopniowo bp Giacomo Maria Radini-Tedeschi powierzał mu kolejne obowiązki: wykładowcy (historii Kościoła, patrologii, apologetyki) w seminarium, redaktora diecezjalnej gazety itp. Gdy wybuchła I wojna światowa, ks. Angelo został kapelanem wojskowym. Nie tylko spowiadał i czuwał przy konających w szpitalach, ale także na polach bitew. W razie potrzeby bywał też sanitariuszem. To doświadczenie naznaczyło go na całe życie i miał je w pamięci, gdy krótko przed śmiercią przygotowywał swą słynną encyklikę „Pacem in terris” (Pokój na ziemi). Po wojnie założył w Bergamo dom dla studentów, a wkrótce objął kierownictwo Dzieła Rozkrzewiania Wiary we Włoszech.

Papieski dyplomata

W 1925 r. został arcybiskupem i wizytatorem apostolskim w Bułgarii. Był pierwszy od 600 lat przedstawicielem papieskim w tym kraju. Podróżując nieraz konno lub wózkiem ciągniętym przez kucyki odwiedzał małe wspólnoty katolickie w górach... Nawiązywał też kontakty z dominującym Kościołem prawosławnym. Nauczył się nawet przemawiać po bułgarsku. Spotkała go jednak dotkliwa porażka natury dyplomatycznej: wbrew ustaleniom, wynegocjowanym przez Roncallego, prawosławny car Bułgarii, ożeniony z katoliczką, córką króla Włoch, powtórzył ich katolicki ślub w cerkwi, a później kazał ochrzcić w obrządku prawosławnym ich córkę.

Mimo to arcybiskupa spotkała promocja: wkrótce przeniesiono go delegatury apostolskiej w Turcji i Grecji. Odbudowywał tam relacje z ekumenicznym patriarchatem Konstantynopola. W czasie II wojny światowej udało mu się doprowadzić do tego, że alianci przepuścili przez morską blokadę statki ze zbożem dla głodujących Greków. Z kolei na rządzie tureckim wymógł zgodę na przepuszczenie przez cieśninę Bosfor statków z Żydami z Europy środkowo-wschodniej, uciekającymi spod hitlerowskiej okupacji, tym samym ratując im życie. Załatwiał im tureckie wizy tranzytowe i wystawiał fałszywe metryki chrztu. Za tę ostatnią działalność - zdaniem Barucha Tenembauma z Fundacji Wallenberga - powinien otrzymać tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Był także wikariuszem apostolskim Stambułu, a więc biskupem dla mieszkających tam katolików, dla których głosił kazania po turecku.

Dwadzieścia lat spędzone na Bałkanach, poznanie prawosławia i islamu, uwrażliwiły go na potrzebę jedności chrześcijan, otwarcia Kościoła na ludzi inaczej wierzących i myślących. Kontynuował tę linię jako nuncjusz apostolski we Francji i pierwszy stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy UNESCO. - Dzielą nas poglądy? Przyzna pan, że to tak niewiele - przekonywał znanego antyklerykała.

Był wtedy częstym gościem Seminarium Polskiego w Paryżu. Gdy przyszedł po raz pierwszy, furtian zaanonsował rektorowi jego przybycie, mówiąc: - Przyszedł jakiś gruby proboszcz, Rąkała.

Niespodziewany pontyfikat

Był już po siedemdziesiątce, gdy otrzymał kapelusz kardynalski i nominację na patriarchę Wenecji. Kierując jedną z najważniejszych włoskich diecezji, mógł wreszcie być w pełni duszpasterzem. Niestety, spędził tam zaledwie pięć lat, bo po śmierci Piusa XII w 1958 r. niespodziewanie został wybrany papieżem.

Można jednak powiedzieć, że do posługi Piotrowej został przez Opatrzność wyjątkowo dobrze przygotowany. W swoim długim życiu był przecież wykładowcą, redaktorem, pracował z młodzieżą, zajmował się animacją misyjną, był dyplomatą i kierował diecezją. Zjeździł sporą część Europy, był też w Ziemi Świętej, Libanie i Afryce Północnej. Dobrze znał Kościół (nie tylko katolicki) i świat. Dzięki podróżom, które lubił, rozumiał, że nie ma jednej obowiązującej wersji bycia chrześcijaninem, bo Kościół dostosowuje się do kultury, w jakiej żyją jego wierni.

Miał być papieżem przejściowym. Żartowano, że został wybrany po to, by mianować kardynałem arcybiskupa Mediolanu Giovanniego Battistę Montiniego i szybko umrzeć, zwalniając dla niego tron Piotrowy. Listę nowych kardynałów na pierwszym konsystorzu Jana XXIII rzeczywiście otwierał Montini, który niespełna pięć lat później został jego następcą.

Sobór Watykański II

Zanim jednak się to stało papież Jan zaczął zmieniać Kościół. Zwołał bowiem Sobór Watykański II (1962-1965), który miał - po raz pierwszy - nikogo i niczego nie potępiać, nie ogłaszać nowych dogmatów wiary, ale przedstawić nauczanie Chrystusa i Kościoła w sposób zrozumiały dla współczesnego człowieka. Jan XXIII wychodził bowiem z przekonania, że należy odróżniać niezmienny depozyt wiary i sposób jego wyrażania, który musi być nieustannie dostosowywany do czasów, w których żyje Kościół.

Taki był pierwszy cel Vaticanum II. Drugim było przywrócenie jedności chrześcijan. Zapraszając niekatolickich obserwatorów na soborowe obrady, papież nie chciał rozstrzygać, kto w przeszłości bardziej przyczynił się do podziału Kościoła, lecz zachęcał do podania sobie rąk w geście pojednania. Chyba dlatego tak bliska mu była działalność Brata Rogera i jego Wspólnoty z Taizé. Jako pierwszy biskup Rzymu spotkał się ze zwierzchnikami innego Kościoła: królową Elżbietą II i abp. Geoffreyem Fischerem ze Wspólnoty Anglikańskiej. To za pontyfikatu Jana XXIII Kościół katolicki wszedł nieodwołalnie na drogę ekumenizmu.

Bezpośredniość i poczucie humoru

Papież był także bardzo bezpośredni w kontaktach. Słynne były jego wyjazdy z Watykanu, by odwiedzić więźniów czy chore dzieci w szpitalu. Nie chciał być „więźniem Watykanu”. Pojechał pociągiem z pielgrzymką do Loreto i Asyżu. Chętnie rezygnował ze sztywnego czytania przemówień po łacinie, aby powiedzieć coś od siebie, po włosku, w dialekcie alpejskich górali spod Bergamo, żywo przy tym gestykulując. Słynne jest jego „przemówienie przy księżycu”, gdy wieczorem po otwarciu obrad Soboru, pozdrowił ludzi zgromadzonych pod jego oknem na placu św. Piotra. Nie używał majestatycznego „my”, lecz w pierwszej osobie, od serca poprosił: - A teraz wracajcie do domów. Uściskajcie swoje maleństwa jak najczulej i powiedzcie im, że te uściski są od papieża.

Pełen życzliwości wobec ludzi, nie stronił od żartów i z dystansem podchodził do samego siebie. - Moje panie, konklawe to nie konkurs piękności - powiedział kobietom, które dziwiły się jego obfitej tuszy. - Smutny ksiądz jest złym księdzem - mawiał, tłumacząc, że nie może być smutnym ten, kto jest blisko Boga.

Tęsknił do kontaktów z prostymi ludźmi. Marzył o tym, żeby choć jeden dzień spędzić w polu ze swymi braćmi.

Potrafił także otwarcie wskazywać to, co w Kościele złe. „Jak przykro - mówił kiedyś po włoskich księży - jest żyć z niektórymi współbraćmi, ciągle mówiącymi tylko o zewnętrznej formie posługi kapłańskiej, którym trudno jest wykorzenić z serca nie zawsze skrywane ani skromne pragnienie i szukanie awansów i wyróżnień, którzy przywykli do mówienia o wszystkim w ciemnych barwach, przygotowując sobie przedwcześnie nudną i ponurą starość”.

„Dziennik duszy”

O świętości Jana XXIII świadczą jednak nie tyle jego działania czy bon moty. Są on jedynie zewnętrznym wyrazem jego głębokiej duchowości. Mamy do niej dostęp za sprawą pisanego niemal przez całe życie „Dziennika duszy”. Powierzał mu swe refleksje, zrodzone podczas modlitwy czy podczas rekolekcji. Wyłania się z niego obraz człowieka całkowicie pochłoniętego Bogiem i dlatego oddanego ludziom.

Jego duchowość najlepiej oddają słowa jego dewizy biskupiej: „Oboedientia et pax” - posłuszeństwo (Bogu) i pokój (z ludźmi). „Panie Jezu - modlił się - spraw, bym zawsze miłował i praktykował prostotę, która utrzymuje mnie w pokorze, zbliża do twego ducha oraz przyciąga i zbawia dusze”. Chciał być prostym i bezpretensjonalnym a zarazem roztropnym. Zalecał sobie uprzejmość, spokój i niewzruszoną cierpliwość. Zwierzał się, że bardziej skłonny jest „do pobłażliwości i dostrzegania dobrych stron w osobach i rzeczach aniżeli do krytyki i ostrych sądów”. Gdy przychodzi pokusa, by ostro zareagować, wybiera milczenie, ufając że będzie bardziej wymowne i skuteczne.

Podczas rekolekcji, odprawianych w 67. roku życia zapisał: „Najwięcej w tych dniach myślałem o śmierci, może już bliskiej, i o tym, by zawsze być do niej przygotowanym”. Kilka lat później dodał, że pragnie tylko jednego: by jego życie zakończyło się świątobliwie.

Testament papieża Jana

Gdy w 1963 r. papież zmarł na raka, znany francuski pisarz François Mauriac na łamach dziennika „La Croix” podkreślił, że Jan XXIII był człowiekiem pokornym, otwartym na Bożą łaskę i niestawiającym barier działaniu Ducha Świętego. - Bądź błogosławiony, Papieżu Janie, za to, że błogosławiłeś wszystkich ludzi, że mówiłeś do wszystkich jak ojciec, który kocha, że kochałeś ten świat taki, jakim go uczyniły liczne cierpienia i zbrodnie, ale także geniusz i świętość - napisał Mauriac. Dodał, że dzięki Janowi XXIII katolicy zrozumieli, że w Kościele „pomimo starych struktur, wciąż tryska żywa woda początków” chrześcijaństwa.

Podczas beatyfikacji swego poprzednika w 2000 r. Jan Paweł II zauważył, że „w pamięci wszystkich utrwalił się obraz papieża Jana z uśmiechem na twarzy i z ramionami szeroko otwartymi, przygarniającymi cały świat”. Zaś „w ostatnich chwilach swego życia Jan XXIII pozostawił Kościołowi swój testament: «Tym, co najcenniejsze w życiu, jest Jezus Chrystus, Jego święty Kościół, Jego Ewangelia, prawda i dobroć». Ten testament pragniemy dzisiaj podjąć również my, dziękując Bogu za to, że dał nam go jako pasterza”.

Tagi:
Jan XXIII

Relikwie św. Jana XXIII w jego rodzinnych stronach

2018-05-24 17:18

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Peregrynacja ciała Jana XXIII

24 maja o godz. 7,00 w Bazylice św. Piotra miała miejsce szczególna uroczystość – kard. Angelo Comastri, archiprezbiter bazyliki watykańskiej i wikariusz papieża dla Państwa Watykańskiego, bp Vittorio Lanzani, delegat Administracji Bazyliki św. Piotra, liczni biskupi z Lombardii, którzy w tych dniach przebywają w Watykanie na spotkaniu Episkopatu Włoch, kanonicy Bazyliki Watykańskiej oraz pracownicy Bazyliki żegnali św. Jana XXIII, którego relikwie, za zgodą Papieża Franciszka, transportowano w jego rodzinne strony do Bergamo i Sotto il Monte.

Od czasów jego beatyfikacji ciało zmarłego Papieża znajduje się w przezroczystym sarkofagu w ołtarzu św. Hieronima w prawej nawie Bazyliki. Po krótkiej ceremoni pożegnalnej, sarkofag wyniesiono ze świątyni przez boczne drzwi zwane Drzwiami Modlitwy, gdzie czekał specjalnie przygotowany do transportu papieskich relikwii karawan.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Jana XXIII

Auto wyruszyło z Watykanu o godz 7.20, a eskortowali go watykańscy żandarmi – przyjazd do Bergamo zaplanowano na godz. 15.30. Relikwie będą tam wystawione trzy dni – pierwszym etapem będzie miejscowe więzienie (ma to przypomnieć historyczną wizytę Jana XXIII w rzymskim więzieniu Regina Coeli, 26 grudnia 1958 r., kilka tygodni po jego wyborze na Stolicę Piotrową), następnie seminarium diecezjalne, które jest dedykowany właśnie Papieżowi, a następnie katedra, gdzie sarkofag będzie eksponowany aż do niedzieli, 27 maja.

Następnie sarkofag zostanie przewieziony do Kaplicy „Nostra Signora della Pace” w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte, gdzie 25 listopada 1881 r. urodził się Angelo Roncalli.

Po drodze relikwie św. Jana XXIII „odwiedzą” Sanktuarium Matki Bożej Cornabusa w dolinie Imagna (Papież był bardzo przywiązany do tego sanktuarium , a 1958 r. przewodniczył nawet koronacji obrazu NMP) i klasztor w Baccanello Calusco.

Podczas wystawienia w Sotto il Monte najważniejszymi inicjatywami będą: procesja diecezjalna w Corpus Domini, w czwartkowy wieczór, 31 maja, której będzie przewodniczył biskup Bergamo, Francesco Beschi, a 3 czerwca - Msza św. upamiętniająca rocznicę śmierci Jana XXIII (w 1963 r., w piątym roku pontyfikatu) pod przewodnictwem arcybiskupa Mediolanu, Mario Delpiniego; koncelebrować będą wszyscy biskupi Lombardii. Wreszcie, 10 czerwca, doczesne szczątki Papieża Jana powrócą do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Poplątano nam taboru drogi..."

Rozmawiał ks. Tadeusz Sochan
Edycja zamojsko-lubaczowska 8/2003

Są to słowa jednej z piosenek cygańskiego zespołu "Roma". Z liderami zespołu - Don Wasylem i jego synem Dzianim rozmawia ks. Tadeusz Sochan, organizator bardzo popularnego od wielu lat Festiwalu Pieśni Maryjnej dla Ludowych Zespołów Śpiewaczych naszej diecezji.

Ks. Tadeusz Sochan: - Cyganie to egzotyczna grupa etniczna, która od wieków wrosła w polski krajobraz, ale zawsze odrębna, wyróżniająca się spośród innych wspólnot narodowościowych. Jaka historia Waszego narodu kryje się w Waszych sercach?

Don Wasyl: - Jesteśmy potomkami Romów z kasty Czokeszti - Złotników, którzy przed tysiącem lat opuścili Pendżab w Indiach, nie mogąc pogodzić się z niewolą, narzuconą przez najeźdźców z Egiptu.
Przez dziesięć wieków wędrowali po świecie, wszędzie próbowano odebrać im tożsamość, wolność i dumę - wszystko to, co symbolizuje noszone przez nich złoto. A jednak prawdziwego skarbu Romów nikomu nie udało się zabrać. Ten skarb to ich muzyka, którą nieśli ze sobą wszędzie, gdzie mieszkali a także język, kultura i obyczaje. Po dzień dzisiejszy staramy się pielęgnować i chronić tego skarbu, bez względu na to, gdzie mieszkamy - na Bałkanach, w Rumunii, Rosji na Węgrzech, Słowacji, we Francji, Hiszpanii, na Ukrainie, czy Polsce.
Do Europy nasi przodkowie dotarli 500 lat temu. Mieli przywilej swobodnego przemieszczania się po całym kontynencie, nawet w surowych, feudalnych czasach, i uprawiać wolne zawody: wróżbiarstwo, sztuki cyrkowe, handel końmi, kotlarstwo, wreszcie grać i śpiewać dla panujących i gawiedzi.

Dziani: - Złoty skarb polskich Cyganów to zespoły: "Roma" i "Terno", które wciąż podejmują tematy kultury muzycznej z czasu taborów i tworzą nowe. Niewyczerpanym źródłem twórczej inspiracji są przekazy tradycji i rodzin od pokoleń muzykujących, a także poezja legendarnej już Papuszy.

Ks. Tadeusz Sochan: - Kultura, muzyka polska byłaby o wiele uboższa bez waszego udziału. Znamy przecież wielu artystów, którzy zachwycili polską publiczność, a także znani są poza granicami Polski.

Don Wasyl: - Największą karierę artystyczną zrobili tacy artyści jak: Michaj Burano, Randia, Wit Michaj, Masio Sylwester Kwiek, którzy występowali w zespołach: "Roma", "Rythm and Blues", "Czerwono-Czarni", "Niebiesko-Czarni", "Terno". Michaj Burano, a także Randia mieszkają obecnie w USA.

Ks. Tadeusz Sochan: - I oczywiście Don Wasyl. Dziani, opowiedz o swoim ojcu.

Dziani: - Tata był solistą zespołu "Terno" i innych zespołów cygańskich. Koncertował na całym świecie, brał udział w różnych festiwalach, zdobył wiele cennych nagród. Na estradzie występuje już od 12 roku życia. Obecnie kieruje zespołem "Roma". Jest kompozytorem wielu piosenek i autorem tekstów. Wydał nawet tomik swoich wierszy. Mimo wielu ciekawych zagranicznych propozycji, pozostał wierny polskiej publiczności. Nagrał ponad 20 płyt CD i około 30 kaset. Nagrodzony 11 złotymi płytami, jak również Złotą Muzą Polskich Nagrań. Jest jednym z niewielu cygańskich artystów na świecie o tak bogatych osiągnięciach. W 1997 r. stworzył pierwszy Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Kultury Romskiej, który co roku odbywa się w Ciechocinku. Obecnie w zespole mojego taty występują najlepsi cygańscy artyści, których nazywa "Cygańskimi Gwiazdami". Zapraszamy Księdza na najbliższy festiwal, który odbędzie się w lipcu, zapewniamy najlepsze miejsce na widowni i gościnę w naszym domu.

Ks. Tadeusz Sochan: - Do tych gwiazd Ty także należysz.

Dziani: - Tak, miałem to szczęście wraz z moim bratem Wasylem Juniorem. Od dzieciństwa pałętaliśmy się po scenie w czasie występów zespołu "Roma". Takie już chyba było nasze przeznaczenie. Zdolności artystyczne, przekazywane w rodzinie od pokoleń, owocują. Wspomnę, że Randia to siostra mojej mamy. Masio Sylwester Kwiek i Edward Dembicki to moi wujkowie. Jestem też kuzynem Michaja Burano, bardziej dziś znanego na świecie jako John Mike Arlow. Mój tata Don Wasyl pochodzi z królewskiej rodziny Cyganów wielkomiejskich. Obecny król Cyganów jest naszym kuzynem. Rodzina nasza należy do dynastii Baro Szero (Wielka Głowa), tytułowana jest także jako Szero Rom (Głowa Cyganów) - wielkiego sędziego, zwierzchnika Polskiej Romy, zwanego "Królem Cyganów". Oprócz mojego klanu, czyli Polskiej Romy, istnieją w Polsce inne szczepy cygańskie jak: Synti, Kelderaszi, Lowari czy Bergitka Roma.
Muzyka, którą ja prezentuję, to wybuchowa mieszanka cygańskiego folku z dynamicznymi i tanecznymi rytmami latynoamerykańskimi. W Polsce nikt jeszcze takiej muzyki nie prezentuje. Nagrałem ją na dwóch płytach CD.

Ks. Tadeusz Sochan: - Muzyka w Waszym wykonaniu cieszy się ogromnym powodzeniem na świecie i jest ściśle powiązana z kulturą polską. To pięknie świadczy o polskich Cyganach.

Dziani: - Tu przecież wychowaliśmy się, tu żyjemy i Polsce wiele zawdzięczamy. Wszędzie, gdzie koncertujemy, mocno podkreślamy, że jesteśmy reprezentantami Polski, która jest naszą Ojczyzną, szanujemy ją i jak większość Polaków jesteśmy katolikami. Przyjmujemy wszystkie sakramenty święte, włączamy się w życie parafii, na terenie których mieszkamy, mamy także swoich duszpasterzy diecezjalnych i krajowych. Bierzemy udział w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę, kochamy Ojca Świętego Jana Pawła II, który darzy nas wielką sympatią i życzliwością. Papieżowi zadedykowaliśmy naszą płytę CD "Kolędy polsko-romskie", które są ewenementem na skalę światową.

Ks. Tadeusz Sochan: - Kiedy rozmawiam z Wami, odczuwam takie dobre fluidy, promieniuje z Was szczera dobroć, życzliwość, radość, prostota... Młodzi artyści, nie zmanierowani, bez nałogów, czyste słownictwo, tacy normalni. Żaden z Was chłopców nie ma w uszach kolczyków. Przed paru tygodniami oglądałem w TV program z Tobą, Dziani. Tak pięknie mówiłeś o rodzicach, o wartościach, które wyniosłeś z domu rodzinnego, także o miłości, o wizji małżeństwa w niedalekiej przyszłości. Skąd w Tobie tyle mądrości, ułożenia duchowego?

Dziani: - To wynosi się z domu rodzinnego, w którym zawsze był ład moralny, oparty o najlepsze na świecie prawo, którym jest Dekalog. W mojej rodzinie był i jest wielki szacunek dla rodziców, dziadków, rodzeństwa. Starsi nigdy też nie lekceważyli młodszych. Tak jest w większości naszych rodzin. Rozwody w rodzinach cygańskich należą do rzadkości.

Don Wasyl: - Nasze serca przepojone są miłością do przyrody, w której odbija się piękno Stwórcy, "a życie, to są tylko piękne chwile, kolorowe jak motyle" - jak śpiewamy w jednej z piosenek. Trzeba je przeżyć jak najpiękniej. Nie można go zmarnować. Czasem tylko tęsknimy za taborem. "I choć poplątano nam taborów drogi, poplątano nasz cygański los, choć swojego domu wciąż nie mamy, to pędzimy razem z wiatrem, znamy cały świat. Choć na naszej drodze szczęścia ciągle brak, wszystkich dzisiaj zapraszamy - zaśpiewajcie razem z nami tak: Ore, ore...".

- Dziękuję za rozmowę.

Cygański zespół "Roma" będzie jednym z gości Festiwalu Pieśni Maryjnej w Górecku Kościelnym w sierpniu bieżącego roku. Już teraz zapraszamy w imieniu Organizatorów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Papież pobłogosławił związek małżeński gwardzisty szwajcarskiego

2018-07-16 10:35

azr (aciprensa.com/KAI) / Rzym

W sobotę 14 lipca papież Franciszek przewodniczył uroczystości zaślubin gwardzisty szwajcarskiego i Brazylijki, pracującej w Muzeach Watykańskich.

TOMASZ LEWANDOWSKI

O wydarzeniu poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych proboszcz brazylijskiego Sanktuarium Chrystusa Odkupiciela – Corcovado, ks. Omar Reposo. „Zobaczcie, jaka niespodzianka! Papież Franciszek zawsze zaskakuje!” – napisał kapłan, komentując zdjęcie młodej pary, zrobione podczas uroczystości zaślubin. Ślub odbył się w poświęconym św. Szczepanowi kościele Abisyńczyków (Santo Stefano degli Abissini) w Ogrodach Watykańskich. O tym, że będzie mu przewodniczył Ojciec Święty, wiedzieli tylko narzeczeni: gwardzista szwajcarski Luca Schafer i jego narzeczona, Brazylijka Letítia Vera, pracująca w Muzeach Watykańskich. Przybycie Franciszka było zaskoczeniem dla gości i księży koncelebrujących uroczystość.

Jak przypomina portal aciprensa.com, to nie pierwszy raz, kiedy Franciszek pobłogosławił związek małżeński w Watykanie. We wrześniu 2014 r. przewodniczył w Bazylice Świętego Piotra zaślubinom 20 par, a w lipcu 2016 r. w kaplicy Domu św. Marty pobłogosławił związek małżeński niesłyszącej pary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem