Reklama

Tutaj Dzień Dziecka jest co dziennie

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 48/2009, str. 36

Czy Fundacja „Zdążyć z Pomocą” powstałaby, gdyby pewnego dnia 12-letnia Luiza nie powiedziała: „Tato, niech ten dom, w którym mieliśmy mieszkać razem z mamą, służy innym”? To był bezpośredni impuls, ale prezes Stanisław Kowalski mówi, że do tej decyzji prowadziło wiele wydarzeń z jego życia. Dziś Fundacja, którą kieruje, ma pod opieką 8,6 tys. dzieci. To jedna z największych w Europie fundacji pomagających chorym dzieciom.

Małgosia, Konrad, Alusia

Małgosia urodziła się z przepukliną oponowo-rdzeniową. To choroba polegająca na tworzeniu się narośli na kręgosłupie i jednoczesnym robieniu się w nim wżeru. W pierwszej dobie życia trafiła na stół operacyjny. Przepuklinę zamknięto. Kolejne badania i druga operacja - założenie zastawki odprowadzającej płyn mózgowo-rdzeniowy. - Powiedziano nam, że córka nie ma czucia w stopach, ma podwichnięte stawy biodrowe, że sama nie będzie oddawać moczu i prawdopodobnie nie będzie chodzić - mówi tata Małgosi. Mama dziewczynki nauczyła się ćwiczeń, na początku było to trzy razy dziennie po 30 minut, po roku - trzy razy po jednej godzinie. I tak dzień w dzień. 11-letnia dziś Małgosia porusza się w specjalnych aparatach. Dzięki pomocy Fundacji i darczyńców jej leczenie i rehabilitacja trwają. Są porażki - takie jak ataki padaczki, które zaczęły się w 5. roku życia, i sukcesy - jak np. jazda na specjalnych nartach, które dostała w Austrii, dokąd jeździła na konsultacje.
Konrad urodził się z wadą serca, konieczna była operacja w Monachium. Rodzice i Fundacja rozesłali apele o pomoc. Zebrano 16,5 tys. euro. Skomplikowana operacja na otwartym sercu dała fantastyczny efekt. Konrad jest zdrowy.
Alusia urodziła się jako wcześniak, ale jej głównym problemem były naczyniaki - początkowo plamki, jedna tuż przy oku, druga na plecach - które szybko rosły. Cztery zabiegi laseroterapii zatrzymały ich rozwój tylko na chwilę. Nadzieja pojawiła się po konsultacji w Berlinie. Dr Milton Waner z USA, jeden z nielicznych specjalistów na świecie, którzy operują naczyniaki, podjął się operowania dziewczynki. Zabiegi wykonał bezpłatnie. Pieniądze potrzebne na dojazd, pobyt w klinice i późniejsze leczenie zebrano na konto udostępnione przez Fundację.

Jak na transatlantyku

Kiedy 10 lat temu do naszej redakcji dotarła pierwsza prośba o umieszczenie apelu o pomoc dla chorego dziecka, Fundacja miała 194 podopiecznych. Informacje prasowe i bezznaczkowa poczta działająca wśród rodziców sprawiły, że wiadomość o Fundacji, która nie pobiera opłat za udostępnienie konta i aktywnie szuka darczyńców i wszelkich możliwości pomocy choremu dziecku, rozeszła się szeroko. W ostatnich 12 miesiącach Fundacji, która już rok temu „pękała w szwach”, przybyły dwa tysiące podopiecznych.
- To nas trochę przeraża, bo przybywa pracy księgowej i administracyjnej - mówi prezes Stanisław Kowalski. - Ale nie chcemy odmawiać żadnemu choremu dziecku.
Każdy metr siedziby jest zagospodarowany. Powierzchnia biura ograniczona do minimum. Przed sześciu laty zorganizowano pierwszy gabinet bezpłatnej rehabilitacji. Podopieczni, zwłaszcza z małych miejscowości, gdzie brakuje specjalistów, są zapraszani na bezpłatne turnusy w Fundacji. Wraz z rodzicami mają zapewniony pobyt w hotelu.
- Staramy się, aby przyjeżdżające do nas dzieci były otulone miłością - mówi Urszula Bogobowicz, dyrektor Centrum Rehabilitacyjnego. - Organizujemy dla nich bilety do teatru, zwiedzanie miasta i inne atrakcje. Cieszymy się, gdy rodzice mówią, że obsługa hoteli, które finansują te pobyty, traktuje ich i dzieci jak pasażerów luksusowego transatlantyku. Nic dziwnego, że turnus w Warszawie dodaje im skrzydeł.

Reklama

Ile kręgów ma kręgosłup

Już wkrótce liczba dzieci korzystających z bezpłatnej rehabilitacji kilkakrotnie wzrośnie. Z funduszy przekazanych w ramach 1 proc. Fundacja urządza nowy ośrodek, bez barier architektonicznych, z dogodnym dojazdem autobusem i metrem, z miejscami parkingowymi. Ośrodek położony w pobliżu pl. Wilsona to 11 profesjonalnie wyposażonych gabinetów do rehabilitacji ruchowej, światłoterapii, fizykoterapii, dogoterapii. To także gabinety: ortopedyczny, neurologiczny, pediatryczny i logopedyczny oraz sala konferencyjna, gdzie organizowane będą szkolenia dla rodziców. - Bardzo ważne jest, aby pomagać rodzicom nie tylko przez gromadzenie funduszy, ale także przez uczenie pełnej akceptacji niepełnosprawnego dziecka, przygotowanie do wykonywania ćwiczeń w domu, umacnianie motywacji do działania i poszerzanie wiedzy o chorobie, bo dopiero te wszystkie czynniki razem stanowią o sukcesie terapeutycznym - mówi prezes Stanisław Kowalski.
W nowym ośrodku, w czasie gdy z dzieckiem będzie pracował rehabilitant, rodzice będą uczestniczyć w spotkaniach ze specjalistami. Dzięki temu po zakończeniu turnusu odpowiedź na pytanie typu: Ile kręgów ma kręgosłup? - czy inne pytania związane z chorobą dziecka - będzie dla nich banalnie prosta.

Kino bez obrazu

Wejście w świat osób niepełnosprawnych to odkrywanie różnorodnych potrzeb tego środowiska. Fundacja wyszła naprzeciw osobom niewidzącym i słabosłyszącym, organizując seanse filmowe „Poza ciszą i ciemnością”. Widzowie niedosłyszący odbierają film dzięki tekstowi wyświetlanemu u dołu ekranu, osoby niedowidzące otrzymują słuchawki, w których w przerwach między dialogami słyszą opis sytuacji na ekranie. Idea filmu z audiodeskrypcją była do niedawna mało znana w Polsce. Gdy Anna Opasińska, pomysłodawczyni i koordynator projektu, przychodziła do kina z propozycją, pytano ją: „Jak to, chce Pani robić kino bez obrazu?”. Po pierwszych seansach, na których frekwencja przekroczyła najśmielsze oczekiwania, lody pękły. W sumie do końca roku w warszawskich kinach odbędzie się kilkanaście takich seansów. Filmy - wyłącznie polskie - wybrali sami widzowie za pośrednictwem strony internetowej Fundacji. Był wśród nich także film „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Powodzeniem zakończyły się również pertraktacje z Teatrem Narodowym w Warszawie. Pierwszym w jego historii spektaklem z audiodeskrypcją był „Tartuffe” wg Moliera. Kilka miesięcy wcześniej takie spektakle przygotował Teatr Praski. Są też dalsze plany: opera, spektakl dla dzieci.

Dobro jak magnes

Liczba podopiecznych jest znana, trudniej odpowiedzieć na pytanie, ile jest osób udzielających wsparcia - kilkadziesiąt, a może kilkaset tysięcy. Darczyńcą jest każdy, kto przekaże wpłatę, podaruje 1 proc. podatku, pomodli się w intencji dziecka i jego rodziców, pomoże w jakikolwiek sposób. Beata Tyszkiewicz mówi, że ludzie z Fundacji zarażają innych pomysłowością, chęcią niesienia pomocy, wrażliwością. Irena Kwiatkowska, zapytana, dlaczego podjęła współpracę z Fundacją, udzieliła najprostszej z możliwych odpowiedzi: - Bo tam jest dobro. Dobro trzeba popularyzować; za dużo jest zła, dobro trzeba konserwować, hodować, chronić.
Obie wybitne aktorki nagrały płyty z bajkami dla dzieci, które dołączone są do wydanych przez Fundację książek. Tak samo zresztą uczynili: Małgorzata Kożuchowska, Katarzyna Łaniewska i Piotr Adamczyk. Wielu lekarzy bezpłatnie przeprowadza u dzieci skomplikowane operacje. Jednym z nich jest wspomniany dr Milton Waner, specjalista chirurgii guzów i naczyniaków. Amerykański lekarz zoperował 21 podopiecznych Fundacji, nie pobierając honorarium. Operacje odbyły się w Berlinie, aby ułatwić pacjentom dojazd. Nic dziwnego, że dr Waner otrzymał od polskich dzieci Order Uśmiechu, który został mu wręczony w pałacu w Wilanowie na specjalnej gali zorganizowanej przez Fundację. Niemały udział w dziele Fundacji mają również Czytelnicy „Niedzieli”, którzy spontanicznie i systematycznie odpowiadają na apele z rubryki „Czekają na naszą pomoc”.

Mądrze kochać

Fundacja narodziła się po tragedii. Na krótko przed przeprowadzką do nowego domu żona Stanisława Kowalskiego zginęła w wypadku samochodowym. Dzieci nie chciały wyprowadzać się z dawnego mieszkania i zaproponowały, aby dom służył innym. - Po zarejestrowaniu Fundacji zaczynaliśmy skromnie, sami na początku ucząc się, jak najskuteczniej pomagać podopiecznym - mówi prezes Kowalski. - Pomoc finansowa jest ważna, ale równie ważne jest, by uświadomić dzieciom i rodzicom, że choroba i niepełnosprawność nie powinny skazywać na poczucie bezradności i zamknięcie w czterech ścianach. Staramy się umacniać rodziców w przekonaniu, że trzeba i warto podjąć walkę o zdrowie i życie dziecka, że systematycznie prowadzona rehabilitacja przynosi sukcesy, że zawsze jest szansa, której nie wolno zaprzepaścić. Ważne jest, aby rodzice niepełnosprawnych dzieci nauczyli się mądrze je kochać, a także odczytywać prawdziwy sens cierpienia, które każdego z nas w życiu dotyka.
Może się okazać, że to cierpienie zaowocuje wielkim dobrem - tak jak w przypadku Fundacji „Zdążyć z Pomocą”.

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją

2018-09-23 10:46

tłum. st (KAI) / Kowno

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki na Litwę – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej w parku Santakos w Kownie.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy tekst papieskiej homilii:

Drodzy Bracia,

Święty Marek poświęca całą część swojej Ewangelii nauczaniu skierowanemu do uczniów. To tak, jakby Jezus, w połowie drogi do Jerozolimy chciał, żeby jego uczniowie ponowili swój wybór, wiedząc, że to pójście za Nim przyniesie chwile doświadczenia i bólu. Ewangelista opisuje ten okres życia Jezusa przypominając, że trzykrotnie zapowiedział swoją mękę. Trzy razy wyrażali swoje zdumienie i sprzeciw, a Pan za każdym z tych trzech razy chciał przekazać im naukę. Właśnie usłyszeliśmy drugą z tych trzech zapowiedzi (por. Mk 9,30-37).

Życie chrześcijańskie zawsze obejmuje chwile krzyża, które czasami zdają się nie mieć końca. Minione pokolenia były naznaczone czasem okupacji, udręką tych, którzy zostali deportowani, niepewnością dla tych, którzy nie powrócili, wstydem donosicielstwa, zdrady. Księga Mądrości mówi nam o prześladowanym sprawiedliwym, o tym, kto cierpi zniewagi i męki tylko dlatego, że jest dobry (por. 2, 10-20). Iluż z was mogłoby opowiedzieć o tym samym, co usłyszeliśmy w przeczytanym fragmencie, z własnego doświadczenia lub któregoś z krewnych. Iluż z was doświadczyło zachwiania się wiary, ponieważ nie pojawił się Bóg, aby was bronić; ponieważ fakt, że wytrwaliście w wierze, nie wystarczył, aby zadziałał On w waszej historii. Kowno zna tę rzeczywistość; cała Litwa może zaświadczyć o tym z dreszczem zgrozy, na wspomnienie choćby tylko Syberii lub gett w Wilnie i Kownie czy innych. I może jednym głosem wraz z apostołem Jakubem, w usłyszanym fragmencie jego Listu, powiedzieć: pożądają, zabijają, zazdroszczą, walczą i prowadzą wojny (por. 4, 2).

Ale uczniowie nie chcieli, aby Jezus mówił im o cierpieniu i krzyżu. Nie chcieli nic wiedzieć o próbach i udręce. A św. Marek przypomina, że byli zainteresowani innymi rzeczami, o które posprzeczali się wracając do domu - kto z nich był największy. Bracia, pragnienie władzy i sławy jest najczęstszym sposobem zachowania tych, którzy nie potrafią uleczyć pamięci swej historii, a być może właśnie dlatego, nie godzą się także na zaangażowanie w pracę dnia dzisiejszego. A wówczas dyskutujemy, kto jest najbardziej błyskotliwy, kto był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni. W ten sposób zaprzeczamy naszej historii „która jest chwalebna jako historia ofiar, nadziei, codziennej walki, życia spędzonego na służbie, wytrwałości w żmudnej pracy” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 96). Jest to postawa bezowocna i próżna, która rezygnuje z zaangażowania w budowanie teraźniejszości, tracąc kontakt z rzeczywistością cierpienia naszego wiernego ludu. Nie możemy być jak owi „eksperci” duchowi, którzy osądzają tylko z zewnątrz i spędzają cały czas rozmawiając o tym, co „powinno się robić” (por. tamże).

Jezus, wiedząc, co myślą, zaproponował im antidotum na te walki o władzę i niechęć do poświęceń. I aby nadać powagę temu, co zamierzał powiedzieć, usiadł jak Nauczyciel, zawołał ich i dokonał gestu: postawił w środku dziecko, chłopca, który zwykle zarabiał drobne sumy wykonując zlecenia, których nikt nie chciał wypełniać. Kogo postawi w środku dziś, tutaj, w ten niedzielny poranek? Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie. „W środku”, to znaczy w takiej samej odległości, tak aby nikt nie mógł udawać, że nie widzi, nikt nie mógł twierdzić, że „jest to w gestii innych”, ponieważ „ja tego nie widziałem” lub „jestem zbyt daleko”. Bez protagonizmu, bez chęci bycia oklaskiwanymi lub pierwszymi. W Wilnie, rzece Wilejce przypadł los, by łączyć się i oddawać swoje wody oraz stracić swoją nazwę na rzecz Wilii. Tutaj z kolei ta sama Wilia traci swą nazwę, wlewając swe wody do Niemna. O to właśnie chodzi, aby być Kościołem wychodzącym, nie bać się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozpuścimy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych. Ale wiedząc, że to wyjście oznacza także w niektórych przypadkach powstrzymanie kroku, odłożenie na bok niepokojów i naglących potrzeb, aby móc spojrzeć w oczy, wysłuchać i towarzyszyć tym, którzy pozostali na skraju drogi. Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie (por. tamże, 46); lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa.

Z tego powodu dzisiaj jesteśmy właśnie tutaj, pragnąc przyjąć Jezusa: w Jego słowie, w Eucharystii, w maluczkich. Przyjąć Go, aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia. Abyśmy szli za Nim jako uczniowie, ponieważ nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie rozbrzmiewałoby w sercach uczniów Chrystusa. W ten sposób odczujemy jako swoje radości i nadzieje, smutki i lęki ludzi naszych czasów, zwłaszcza ubogich i cierpiących (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, 1). Z tego powodu i dlatego, że jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią (por. tamże), pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wilno: papież pozdrowił wiernych przed nuncjaturą

2018-09-23 21:24

st (KAI) / Wilno

Wieczorem Ojciec Święty po powrocie do nuncjatury apostolskiej w Wilnie pozdrowił z okna budynku zgormadzonych wiernych.

Grzegorz Gałązka

Oto wypowiedziane spontanicznie słowa Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski:

Dobry wieczór!

Dziękuję za waszą bliskość tutaj. I dziękuję za waszą radość!

Dzisiaj byłem w Kownie. Jutro wyjeżdżam na Łotwę. Dziękuję bardzo za waszą gościnność, serdeczną gościnność.

A teraz zachęcam was do wspólnej modlitwy do Matki Bożej.

[Zdrowaś Maryja ...]

Dobranoc!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem