Reklama

Co to jest kolęda?

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 1/2010, str. 23

Bynajmniej nie mam zamiaru definiować rozbrzmiewających w okolicach Bożego Narodzenia religijnych pieśni, które na stałe wpisały się nie tylko w kościelną liturgię, ale są śpiewane również w naszych domach, szczególnie podczas wieczerzy wigilijnej.
Mam na myśli duszpasterską wizytę kolędową. W polskich realiach ma ona miejsce tuż przed i zaraz po 25 grudnia. Niekiedy trwa nawet do początków Wielkiego Postu. Po co zatem owe kapłańskie nawiedzanie domów wiernych w parafii?
Ze ściśle formalnego punktu widzenia można odwołać się do Kodeksu Prawa Kanonicznego, gdzie w kanonie 529 paragraf 1 czytamy: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”. Tyle prawo.
Tak naprawdę jednak każdy kapłan reprezentuje samego Jezusa Chrystusa. Dlatego też odwiedzając podczas kolędy powierzonych mu ludzi, przychodzi właśnie w Jego imieniu i niejako w Jego zastępstwie. Czytelnym tego znakiem są słowa kreślone kredą poświęconą w dzień Objawienia Pańskiego na drzwiach domów: K+M+B. Litery te nie są tylko popularnie rozumianymi inicjałami imion legendarnych Królów (Kacper, Melchior, Baltazar), którzy złożyli pokłon Dziecięciu Jezus, lecz tak naprawdę są wołaniem o Boże błogosławieństwo dla danego domostwa zgodnie z łacińską formułą: „Christus mansionem benedicat” - Niech Chrystus błogosławi mieszkanie (pierwszą literę C zastąpiono z czasem spółgłoską K). Ów zwyczaj zatem nie jest jakimś nic nieznaczącym gestem, ale zaproszeniem nowo narodzonego Pana w naszą codzienność. Ma ono szczególny wymiar na początku nowego roku - jako swoiste noworoczne życzenia i świadectwo dla innych, że w tym konkretnym domu mieszka rodzina chrześcijańska.
Wizyta kolędowa gromadzi wszystkich domowników, stwarzając okazję przede wszystkim do wspólnej modlitwy. Sprzyja jej m.in. stół nakryty białym obrusem, krzyż, zapalone świece, Pismo Święte i woda święcona. Mało tego. Podczas kolędy duszpasterz ma niepowtarzalną możliwość spotkania się z parafianami niejako na ich gruncie, bo przecież w ich własnym domu. Dzięki temu może lepiej poznać powierzonych mu ludzi i przełamać anonimowość. Rozmowy, do których dochodzi z racji odwiedzin księdza, są jedyne w swoim rodzaju. Chyba bardziej szczere niż w kancelarii. Kapłan poznaje też uwarunkowania życiowe parafian.
Na koniec jeszcze dwa słowa na temat ofiar składanych przy kolędzie. Na pewno nie są one warunkiem wizyty duszpasterskiej. Jeśli kogoś nie stać, nie musi składać ofiary. Pieniądze te zazwyczaj bywają przeznaczane, zależnie od zwyczajów panujących w danej diecezji, na utrzymanie seminariów duchownych, wspieranie akcji charytatywnych, utrzymanie kościoła parafialnego. Część z nich trafia do księży. Wydaje się to rzeczą normalną i praktyka ta nie powinna u nikogo budzić zdziwienia. Przyjmujmy więc naszych kapłanów z radością. Wraz z ich obecnością bowiem sam nowo narodzony Chrystus przekracza progi naszych domostw i nam błogosławi.

#AdopcjaJestOK – odpowiedź internautów na okładkę „Wysokich Obcasów”

2018-02-20 17:25

pgo / Warszawa (KAI)

Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się - bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa - że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama - powiedziała KAI Natalia Białobrzeska z „Drużyny B”. Wraz z męże zainicjowała ona akcję #AdopcjaJestOK. To odpowiedź na okładkę weekendowego dodatku do "Gazety Wyborczej" „Wysokie Obcasy”.

Tomsickova/fotolia.com

W zeszły weekend na okładce „Wysokich Obcasów” pojawiły się 3 kobiety na różowym tle w koszulkach z napisem „Aborcja jest ok” oraz podpisem „Aborcyjny Dream Team”. Na okładce napisano również „Nie jesteś sama. 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję”.

Odpowiedzią internautów jest inicjatywa #AdopcjaJestOK zainicjowana przez Natalię i Macieja Białobrzeskich z „Drużyny B”. Hasztag promuje zdjęcie przypominające okładkę „Wysokich Obcasów”, na którym na różowym tle znajduje się kobieta w koszulce z napisem „Adopcja jest ok”. Towarzyszy mu hasło „Oddając swoje dziecko do adopcji, dajesz mu życie po raz drugi”.

Białobrzeska zwraca również uwagę na to, że na koszulce WO dymek z hasłem „aborcja jest OK” wychodzi z krzyczących ust, umiejscowionych na brzuchu. - Nasz dymek z hasłem „adopcja jest OK” wychodzi z serca. To bardzo mocno ukierunkowuje nasze intencje i adresatów – podkreśla.

- Nie chcieliśmy robić z tej grafiki, ani aktualnie mówić o niej, jak o jakiejś zorganizowanej „akcji”. To nasza odpowiedź, na naszym fanpage'u „Drużyna B” – mówi w rozmowie z KAI Białobrzeska. Strona prowadzona jest przez małżeństwo z trójką dzieci – jednym w drodze.

- Mieliśmy - jak się okazało - dobre przeczucie, że zmiana dwój liter w wyrazie „aBoRcja”, zmieni kontekst dyskusji. Że zwróci uwagę na pozytywne wspieranie kobiet, którego tak bardzo brakuje nam w Polsce. Na inną retorykę. Na przesunięcie akcentów. Nie chcieliśmy wchodzić w przepychanki na argumenty z okładką WO. Takich odpowiedzi jest cała masa w internecie. Mamy nieco inną wrażliwość – zaznacza Białobrzeska.

Jak podkreśliła, podjęcie decyzji o donoszeniu ciąży, urodzeniu i powierzeniu swojego dziecka innej rodzinie, wcale nie jest łatwe. – To niewyobrażalnie trudna decyzja. Bo procedury, bo niedomagania w funkcjonowaniu instytucji, które taką mamę powinny objąć całkowitą opieką – prawną, psychologiczną, medyczną, materialną - na czas ciąży i po niej, bo emocje, bo rodzina, z którą trzeba się skonfrontować i społeczeństwo, które stygmatyzuje. Ale mimo to: nadal jest to jedna z najbezpieczniejszych dróg, dla niej i dla tego nowego istnienia. Wybór, w którym nie ma niczego poza miłością – podkreśla.

Aby wesprzeć inicjatywę można m.in. udostępnić zdjęcie w mediach społecznościowych z hasztagiem #AdopcjaJestOK. – Można również dodać swój komentarz ze słowem wsparcia dla tych kobiet, którym dzisiaj świat zwalił się na głowę. Bo mają naście lat i „wpadły”, bo dowiedziały się, że ich nienarodzone dziecko jest chore, a one ledwo wiążą koniec z końcem – mówi Białobrzeska.

Białobrzeska zaznacza, że chodzi o realne osoby, z realnymi problemami, którym realnie możemy pomóc. - Możemy podlinkować w opisie stronę fundacji, która pomaga młodym mamom, adres, pod którym zjadą pomoc, możemy zaoferować własne wsparcie. Czasami wystarczy napisać: „jeśli mnie czytasz i czujesz się samotna, napisz do mnie”. Ludzie potrzebują ludzi. Kiedy nie są sami odzyskują wiarę w siebie i siły i nadzieję. A przecież tego potrzeba mamom, które bardziej czują się brzemienne, niż błogosławione – dodaje.

- Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się - bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa - że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama – podkreśla Białobrzeska.

Adopcję jako alternatywę dla aborcji wskazało również Prezydium Konferencji Episkopatu Polski 8 listopada 2017 roku w apelu w sprawie ochrony prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

„Kościół katolicki w Polsce stale wspiera rodziny w trudnych sytuacjach życiowych. Jeśli rodzice – pomimo dostępnej pomocy psychologicznej, medycznej i materialnej – nie zdecydują się na wychowywanie dziecka, zawsze mogą przekazać je do adopcji, tym bardziej, że tak wiele rodzin jest gotowych z otwartym sercem przyjąć je i otoczyć swoją opieką. Zabijanie dzieci nigdy nie powinno mieć miejsca. Zamiast aborcji – adopcja!” – czytamy w apelu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w filmie „Klecha”

2018-02-20 20:56

rm / Radom / KAI

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w powstającym filmie fabularnym „Klecha”. Wcześniej w tej roli występował Ireneusz Czop, który musiał opuścić plan filmowy. Premiera obrazu zaplanowana została na 17 października 2018 roku, w 90. rocznicę urodzin niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu i jednocześnie dzień po 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyła na Stolicę Piotrową.

Sławek/pl.wikipedia.org

Realizowane zdjęcia dotyczą wydarzeń z protestu Radomskich Robotników w czerwcu 1976 r. Jednym z bohaterów tego zrywu był ks. Roman Kotlarz, który był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa i zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców".Mirosław Baka przyznał, że pierwszy raz zagra księdza przed kamerą. - Wychowywałem się w rodzinie katolickiej.

Cała moja młodość to było bycie ministrantem. A więc wiele chwil spędziłem przy ołtarzu. Poznałem wielu księży w swoim życiu. To obserwacje, które zapamiętałem. Nie jest trudno zagrać księdza, ale trudne jest zagrać tego konkretnego księdza, wspaniałego człowieka, jakim był Roman Kotlarz – mówił gość Radia Plus Radom.Według niego ks. Kotlarz to postać nietuzinkowa. - Ten człowiek w sutannie był kimś, kto wyprzedził w czasie ks. Jerzego Popiełuszkę. Już w latach 70. ubiegłego wieku ks. Kotlarz stawał w obronie robotników. Trzeba tu również wspomnieć jego batalię ze Służbą Bezpieczeństwa. Oni nie przebierali w środkach. W tym filmie musimy tchnąć jak najwięcej życia i prawdy. Szersza widownia zasługuje, by poznać ks. Kotlarza – przekonywał Mirosław Baka.Przed aktorem jest zagranie roli w największej scenie z udziałem tysiąca statystów. Będzie to moment błogosławienia protestujących robotników przez ks. Romana Kotlarza ze schodów kościoła św. Trójcy w Radomiu. - Najważniejsze to wejść w skórę mojego bohatera – mówi aktor.Mirosław Baka jest kojarzony głównie z ról tzw. czarnych charakterów.

- Tym bardziej rola ks. Romana Kotlarza będzie dla mnie wyzwaniem. Jest ciekawa dla mnie jako aktora - przyznał. Reżyser filmu Jacek Gwizdała przyznał, że Mirosław Baka był jego pierwszym wyborem. - Spotkaliśmy się w marcu ubiegłego roku. Scenariusz filmu bardzo mu się spodobał. Okazało się, że miał zaplanowany duży serial i nie mógł wziąć udziału w naszym przedsięwzięciu. Cieszę się, że mogłem wrócić do Mirosława Baki. Mam nadzieję, że będzie to dobry ruch dla naszego filmu. Z kolei Ireneusz Czop musiał wrócić do wcześniejszych zobowiązań filmowych. Gra bowiem w filmie o polskich himalaistach. Po prostu nałożyły się terminy realizacji zdjęć do obu filmów – wyjaśnił reżyser „Klechy”.

Kuria Diecezji Radomskiej jest koproducentem filmu, który powstaje na bazie scenariusza autorstwa Wojciecha Pestki. W ostatnich tygodniach Polski Instytut Sztuki Filmowej podjął decyzję, ze przekaże 2 mln złotych na realizację filmu.Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 r., pobłogosławił idących w proteście. Był potem nachodzony i dotkliwie bity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Kapłan zmarł 18 sierpnia 1976 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem