Reklama

Częstochowa: pół tysiąca uczestników marszobiegu na rzecz bezdomnych

2014-04-28 10:22

jk / Częstochowa / KAI

Jolanta Kobojek

Prawie 500 osób pokonało w niedzielę trasę 5 kilometrów w marszobiegu na rzecz kuchni dla bezdomnych istniejącej przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Częstochowie. Marszobieg zorganizowany w ramach odpustu parafialnego był jedną z form dziękczynienia za dar kanonizacji Jana Pawła II.

ZOBACZ GALERIĘ FOTO

„Nie chcieliśmy zakończyć naszego przeżywania święta Miłosierdzia Bożego na oglądaniu kanonizacji i na wzruszeniu się nad tym, jak cudownym i wspaniałym był Jan Paweł II, choć i to jest ważne – wyjaśniał ks. Andrzej Partika, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Częstochowie. – Pragnęliśmy tego konkretnego czynu miłosierdzia, bo przecież to do tego zachęcał nas nieustannie Jan Paweł II” – dodaje pomysłodawca akcji.
Zgodnie z ideą wydarzenia różne instytucje i firmy zaprzyjaźnione z parafią zobowiązały się do przekazania na rzecz prowadzonej przez pallotynów stołówki 1 zł za każdy pokonany kilometr. Każdy uczestnik biegnąc, bądź maszerując, w koszulce z logo sponsora, pokonał zaplanowaną trasę. W ten sposób pomógł uzbierać fundusze na funkcjonowanie kuchni dla osób bezdomnych.
Uczestnicy byli w różnym wieku. Nie brakowało starszych, nawet 80-latków, ale także małych dzieci towarzyszących swoim rodzicom. „Nie można żyć tylko własnym życiem, ale trzeba też coś zrobić dla innych i to mnie głównie motywowało do biegu” – wyjaśniała Kinga, która brała udział w spotkaniu wraz z mężem i dziećmi. „Pewnie wygodniej byłoby wyjąć to 5 zł z portfela i wrzucić do jakiejś puszki na rzecz biednych, ale przecież nie zawsze trzeba w życiu robić to, co jest łatwe” – zauważyła.
Natomiast Beata zaangażowana w przygotowanie imprezy dodaje, że dla niej samej już etap przygotowywań do imprezy był bardzo ważny: „W tej parafii jest coś niesamowitego. Wiele osób jest chętnych do pomocy, gdyż to zawsze łączy ludzi i daje wiele przyjemności z wzajemnej współpracy”.
Marszobieg na rzecz kuchni dla ubogich był niejako zakończeniem całego dnia upływającego na wielkim dziękczynieniu za dar kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII. Rano przed ołtarzem polowym stanął telebim przygotowany specjalnie z myślą o osobach bezdomnych. Jako konkretny uczynek miłosierdzia każdy z nich otrzymał specjalny talon do realizacji w jednej z sieci sklepów spożywczych.
Popołudniowe uroczystości rozpoczęła koronka do Bożego Miłosierdzia, a po niej odbyła się uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem bp. Antoniego Długosza. „Św. Faustyna pisze, że oczy z tego obrazu są oczami konającymi Jezusa. A skoro tak jest, to w tych oczach jesteśmy my wszyscy, bo Jezus konając na krzyżu widział każdego z nas. Za każdego z nas oddawał swoje życie” – mówił w homilii biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.
Kościół pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego usytuowany jest na zachodnim zboczu Jasnej Góry. Budowy świątyni podjęli się w roku 1949 księża pallotyni. Jej poświęcenia dokonał pierwszy ordynariusz częstochowski, ks. bp. Teodor Kubina.
W 1952 r. umieszczono w głównym ołtarzu obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany przez artystę malarza Adolfa Hyłę z Krakowa (tego samego, który malował obraz znajdujący się w kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach). Oficjalnie parafia pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego została ustanowiona w 1960 r. jako jedna z pierwszych w skali świata pod takim wezwaniem. 5 lat później miejsce to nawiedził Sługa Boży ks. Kardynał Stefan Wyszyński.
W 1994 r. Prymas Polski, ks. Kard. Józef Glemp i biskup José de Jesús González Hernandez z Meksyku poświęcili kaplicę polową oraz znajdującą się tam figurę Jezusa Miłosiernego. Figura jest darem Kościoła z Meksyku dla Kościoła w Polsce. We wrześniu 1996 r. ks. bp Antoni Długosz wprowadził do świątyni relikwie Krzyża Świętego przywiezione z Ziemi Świętej. Od roku 2012 kościół posiada także relikwie św. Jana Pawła II.
Obecnie do Sanktuarium przybywają pielgrzymi z Polski i świata. Potwierdzają to liczne wota umieszczone przy obrazie Jezusa Miłosiernego, które pątnicy składają w dowód wdzięczności za otrzymane łaski.
W Dolinie Miłosierdzia wznoszony jest kościół. Obecnie znajduje się w stanie surowym zamkniętym, trwają prace nad projektem wystroju wnętrza. Zadania tego podjął się ks. Marco Rupnik, jezuita pochodzący ze Słowenii, a pracujący w Centro Aletti w Rzymie. Jego dziełem jest m.in. krypta, w której złożony został święty Ojciec Pio w dolnej części Bazyliki San Giovanni Rotondo oraz mozaika w nowym Kościele Trójcy Przenajświętszej w Fatimie i w Sanktuarium w Lourdes.
Przy Sanktuarium można uzyskać pomoc duchową i materialną. Księża pallotyni organizują m. in. kongresy, sympozja, rekolekcje i dni skupienia dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Swoją opieką otaczają także biednych i potrzebujących. W najbliższym czasie swoją działalność wznowi kuchnia dla ubogich wydająca codziennie ciepłe posiłki.

Tagi:
miłosierdzie bieg

II Kongres – „Miłosierdzie Boże w dziełach bł. Michała Sopoćki”

2018-09-25 11:55

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 39/2018, str. I

Ks. Robert Gołębiowski
Msza św. inaugurująca obrady II Myśliborskiego Kongresu Miłosierdzia pod przewodnictwem abp. Andrzeja Dzięgi

Myślibórz w wymiarze duchowości naszej archidiecezji zajmuje niezwykle ważne miejsce z racji głoszonego tutaj od wielu lat orędzia o Miłosierdziu Bożym. Wiąże się to z wizją św. s. Faustyny, która w swoich proroczych objawieniach dostrzegła kościół z witrażem Męki Pańskiej z charakterystycznym motywem róży. Kościół ten dzięki Bożej Opatrzności odnaleziony został w Myśliborzu i stał się zaczynem istniejącego obecnie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Dzieło miłosierdzia głoszone w tym miejscu po raz drugi stało się kanwą przeżywanego tutaj Kongresu Miłosierdzia Bożego.

Instytut Ignis Misericordiae im. bł. Michała Sopoćki, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego i parafia pw. Świętego Krzyża w Myśliborzu – byli organizatorami II Myśliborskiego Kongresu Miłosierdzia pod hasłem „Miłosierdzie Boże w dziełach bł. Michała Sopoćki”. W tym roku obchodzimy ważne rocznice, a nade wszystko 130. rocznicę urodzin oraz 10. rocznicę beatyfikacji ks. Michała Sopoćki. Obecny rok jest także jubileuszem 25-lecia istnienia sanktuarium, co jeszcze bardziej podkreślało rangę Kongresu. Program tegorocznego Kongresu obejmował najpierw – o czym już pisaliśmy zapraszając do wzięcia w nim udziału – przygotowanie duchowe, od poniedziałku 10 września do czwartku 13 września, kiedy to w sanktuarium o 17.00 odmawiany był Różaniec z bł. ks. Michałem, następnie o 18.00 odprawiana była Eucharystia i codziennie dodatkowy punkt o 19.00, najpierw prelekcja o dziejach obrazu Jezusa Miłosiernego, później o Dialogu Miłosierdzia. W środę była 40-godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu, a następnie emitowany był film: „Śladami bł. Michała Sopoćki”, w czwartek natomiast w Ośrodku Kultury odbył się Koncert Miłosierdzia.

W piątek 14 września, w dzień Odpustu Podwyższenia Świętego Krzyża, rano odprawiona została Msza św., w Godzinie Miłosierdzia Bożego odmówiono Koronkę, a wieczorem odpustową liturgią eucharystyczną sprawowaną przez Metropolitę Szczecińsko-Kamieńskiego zainaugurowano obrady II Kongresu Miłosierdzia. Eucharystię koncelebrowali bp Henryk Ciereszko, kapłani prelegenci Kongresu, z Kapituły Myśliborskiej oraz z dekanatu myśliborskiego. Wszystkich zgromadzonych powitał ks. kan. Janusz Zachęcki, wprowadzając w atmosferę przeżywanego odpustu i Kongresu Miłosierdzia. Słowo pozdrowienia przekazał także burmistrz Myśliborza Piotr Sobolewski. Dostojny Celebrans zaprosił czcicieli Miłosierdzia Bożego do głębokiej modlitwy: – Dziękuję za to, że doprowadzono do beatyfikacji ks. Michała, otwierając w ten sposób bramy do nowego patrzenia na głębię miłosierdzia. Teraz czas na kanonizację. Tylko jeszcze cuda i łaski są potrzebne. Stając do modlitwy podczas tego Kongresu o te cuda, o te łaski pragnę Boga prosić.

W Słowie Bożym abp Andrzej Dzięga podjął najpierw refleksję nad tekstami biblijnymi przeznaczonymi na Święto Podwyższenia Krzyża, mocno akcentując już obecną za Mojżesza tajemnicę Miłosierdzia Bożego, które w pełni objawiło się w Krzyżu Chrystusa. Przypomniał także duchowe dziedzictwo posługi miłosierdzia ks. Michała Sopoćki.

Nazajutrz uczestnicy Kongresu najpierw zgromadzili się na porannej Eucharystii, którą sprawował bp prof. zw. dr hab. Henryk Wejman, który w homilii przypomniał o fundamentalnym wymiarze Miłosierdzia Bożego, wskazując na znaczenie posługi bł. ks. Michała Sopoćki. Centralnym wymiarem Kongresu była część naukowa, podczas której podjęto myśl teologiczną dotykającą szerokiego spectrum życia ks. Michała. Na początku kustosz sanktuarium ks. kan. Janusz Zachęcki zapoznał wszystkich z tematem: „Powstania, roli i zadań Instytutu Ignis Misericordiae im. bł. Michała Sopoćki”. W bardzo uczuciowym, osobistym świadectwie przypomniał genezę zrodzenia się myśli o powstaniu instytutu i o wszystkich ważnych prawnych procedurach, które doprowadziły do dekretu z 14 września 2017 r. powołującego do życia tenże instytut, jako jednostkę organizacyjną Kościoła, posiadającą osobowość prawną kościelną i cywilną. Nakreślił także zadania, jakie realizuje instytut, a więc organizacja Kongresów Miłosierdzia, sympozjów, wręczania statuetki Samarytanin Roku, prowadzenia poradni, głoszenia katechez o miłosierdziu. Przybliżył również najbliższe plany związane ze stworzeniem Hospicjum, Domu Pobytu Seniora i przestrzeni do badań naukowych we współpracy z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Kolejnym mówcą był bp prof. zw. dr hab. Henryk Wejman, który ubogacił zgromadzonych słowami o „Koncepcji miłosierdzia bł. ks. Michała Sopoćki”. Przypomniał o jego studium nad miłosierdziem, analizą tekstów biblijnych, patrystycznych, dokumentów Kościoła, czego owocem było formułowanie przez ks. Michała natury Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Biskup uświadomił także to, co wynika z tego nauczania dla każdego człowieka. Zaakcentował udział natury rozumnej we współodczuwaniu cudzych nieszczęść, okazywaniu pomocy, podkreślając, że miłosierdzie nie jest wzruszeniem uczuć, ale wyprowadzaniem człowieka z nędzy i uzupełnianiem jego braków. Przypomniał także trzy sposoby czynienia miłosierdzia: ufność, modlitwa i czyn. Następnie głos zabrał bp dr hab. Henryk Ciereszko, który skupił się na temacie: „Miłość Ojczyzny w życiu i nauczaniu bł. Michała Sopoćki”. Usłyszeliśmy bogatą charakterystykę patriotyzmu ks. Michała ukazywaną na wielu polach działalności m.in. poprzez zakładanie szkół, edukację w Wojsku Polskim, pracę terapeutyczną uzależnionych od alkoholu. Przedstawił także Ksiądz Biskup źródło miłości Ojczyzny, następnie jego życie w służbie Ojczyźnie oraz patriotyczną twórczość publicystyczną. Jako czwarty wystąpił ks. prof. dr hab. Józef Zabielski z UKSW z Warszawy, który ukazał temat: „Miłosierdzie jako norma życia społecznego w myśli bł. Michała Sopoćki”. Ukoronowaniem bogactwa refleksji teologicznej było spojrzenie historyczne, które zaprezentował ks. dr hab. prof. US Grzegorz Wejman, podejmując temat: „Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego na Pomorzu Zachodnim i Środkowym Nadodrzu”.

Po sesji plenarnej ogromnego znaczenia praktycznego nabrały poszczególne panele dyskusyjne, które odbyły się w murach Urzędu Stanu Cywilnego. W sumie odbyły się cztery takie spotkania, a każde z nich poświęcone było innej optyce spojrzenia na dzieło bł. ks. Michała. Pierwsze dwa, odbyte jeszcze w sobotę, poruszyły tematy: „Bł. Michał Sopoćko – teolog Miłosierdzia” oraz „Bł. Michał Sopoćko – wychowawca i patriota”. Natomiast w niedzielę uczestnicy Kongresu mieli możliwość uczestniczenia w kolejnych dwóch dyskusjach, które skupiły się wokół problematyki: „Michał Sopoćko – działacz społeczny” oraz „Bł. Michał Sopoćko – założyciel Zgromadzenia SJM”.

Istotnym ubogaceniem przebiegu Kongresu było także Forum Kustoszów Sanktuariów Miłosierdzia Bożego, które odbyło się pod przewodnictwem bp. Henryka Ciereszki, odpowiedzialnego w Episkopacie za funkcjonowanie tych sanktuariów. Podsumowaniem intelektualnego wymiaru obrad i paneli było podjęcie uchwały II Myśliborskiego Kongresu Miłosierdzia. Ukoronowaniem zaś trzydniowej zadumy nad dziedzictwem dzieła miłosierdzia była dziękczynna Msza św., którą na zakończenie Kongresu sprawował bp Henryk Ciereszko z Białegostoku. Warto dodać, że niezwykłym gościem przybyłym z Białogardu, a zarazem świadkiem posługi bł. ks. Michała Sopoćki była Jolanta Grabowska, której ojciec był siostrzeńcem ks. Michała.

Myśliborski Kongres wpisuje się donośnym głosem w rozkrzewianie w całym świecie Orędzia Miłosierdzia głoszonego przez św. s. Faustynę Kowalską oraz bł. ks. Michała Sopoćkę, którego głęboko uduchowione życie stało się kanwą refleksji. Wszyscy uczestnicy zobaczyli po raz kolejny, jak ważną rolę w dziele ukazaniu światu prawdy o miłości Boga do każdego człowieka odegrał ten skromny, pokorny kapłan. Czekamy więc wszyscy z nadzieją na jego szybką kanonizację.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak za 10 dolarów uratować życie?

2018-10-16 11:31

Z s. Marią Żywiec – misjonarką w Zambii – rozmawia Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2018, str. 40-42

S. Maria Żywiec ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny (starowiejskich), która od 1994 r. pracuje w Zambii, wyjaśnia, jak można za 10 dolarów uratować ludzkie życie, opowiada, jak doszło do tego, że siostry Afrykanki skutecznie zastępują Polki, i tłumaczy, dlaczego chciałaby zostać do końca życia w Zambii.

Maciej Syka
Sympatyczni podopieczni z ochronki sióstr służebniczek

Grzegorz Polak: – Czy można powiedzieć, że pracujecie w ekstremalnych warunkach? Przecież w Waszych szpitalach nieraz brakuje prądu czy nawet wody...

S. Maria Żywiec: – Kiedy pierwsze służebniczki 90 lat temu pojechały do Zambii, zastały tam rzeczywiście ekstremalne warunki. W jakiejś mierze tak jest do dziś. Mamy placówki w buszu, w miejscach bardzo odległych od miasta, czyli od cywilizacji. W porze letniej temperatury dochodzą do 50oC, a my nie mamy klimatyzacji, czasem nawet trudno o zwykły wiatraczek, żeby schłodził powietrze. Mamy placówki, gdzie siostry służą jako pielęgniarki, felczerki, lekarki. Prowadzimy także szpitale misyjne i przychodnie zdrowia. Nie jest to łatwe, ponieważ często brakuje nam podstawowych leków, środków opatrunkowych, przyrządów. Ekstremalne warunki są wtedy, kiedy nie ma prądu, a przywożą kogoś z wypadku. Trzeba uruchomić generator, żeby oświetlić salę operacyjną i laboratorium, aby przeprowadzić niezbędne badania. Na porządku dziennym są transfuzje krwi. Malaria nieustannie atakuje dzieci – aby ratować im życie, konieczna jest krew. Trzeba przywieźć ją z miasta odległego o 280 km, a drogi są niebezpieczne i niewygodne.

– Jak zdobywacie leki i sprzęt medyczny?

– Wszystko to, co jest potrzebne w szpitalu, przywozimy z miasta. W dużej mierze zakupów sprzętu i leków dokonujemy z własnych środków, ponieważ dofinansowanie ze strony zambijskiego rządu jest niewielkie. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczne tym, którzy wspierają nasze dzieła. Zachęcam do dalszej pomocy, bo ona – choć nieraz skromna – może uratować komuś życie. Nieraz wystarczy do tego zaledwie 10 dolarów.

– Tyle kosztuje zastrzyk przeciw malarii?

– Zastrzyk oraz wenflon, kroplówka i aparat potrzebny do przetaczania krwi. Więc to nie jest aż tak drogie, ale są jeszcze inne koszty, przede wszystkim transport. Żeby krew była zdatna do użytku, trzeba ją przewieźć z miasta w lodówce i potem przechowywać ją w bezpiecznym, chłodnym miejscu.

– Czy siostry przyjmują też porody?

– Oczywiście, bo w Zambii brakuje specjalistów. Dlatego my jako pielęgniarki często musimy wykonywać prace lekarskie, np. zastępować anestezjologa, radiologa, wykonywać małe zabiegi chirurgiczne. Wiąże się z tym spore ryzyko, jednak w takich sytuacjach ja i moje współsiostry zawsze bardzo czujemy Bożą opiekę. Często wzdychamy do naszego założyciela – bł. Edmunda Bojanowskiego, a także do naszych poprzedniczek sióstr, które są już „po tamtej stronie”. To jest nasze świętych obcowanie.

– Można chyba mówić o cudach bł. Edmunda Bojanowskiego, bo słyszałem, że nie było żadnego śmiertelnego przypadku podczas porodu czy w czasie operacji prowadzonej przez siostry.

– Tak. Wizerunek naszego ojca Edmunda wisi w każdej sali operacyjnej. W jego stronę kierowane są nasze westchnienia. Wiele cudów można przypisać jemu, zwłaszcza kiedy udało się wyprowadzić pacjenta z krytycznej sytuacji. Także na co dzień odczuwamy opiekę i pomoc nadprzyrodzoną, bo jako osoby słabe nie dałybyśmy rady stawić czoła temu wszystkiemu.

– Czy trudno zrobić zastrzyk afrykańskiemu dziecku?

– Ogromnie trudno, szczególnie ten dożylny, dlatego że ma ono ciemną skórę, jest bardzo często odwodnione i zanemizowane przez malarię. Bardzo trudno znaleźć maleńką żyłkę, cienką jak niteczka, w którą trzeba jeszcze wkłuć igłę i podłączyć kroplówkę czy zrobić zastrzyk. To bardzo często graniczy z cudem. To są chyba najbardziej stresujące sytuacje, kiedy ma się świadomość, że koniecznie trzeba wkłuć się do żyły, żeby uratować życie.

– Siostry muszą być w stanie gotowości przez całą dobę?

– Tak jak w każdym szpitalu są nocne dyżury. Gdy jednak dzieje się coś szczególnego, kiedy przyjęty jest pacjent w krytycznym stanie, to wszystkie siostry idą do szpitala, aby pomóc. Mogą to być skomplikowany poród czy operacja kogoś pogryzionego przez krokodyla. Często takiego nieszczęśnika niosą przez cały dzień i dopiero w nocy dostarczają do szpitala. Są też przypadki ukąszenia przez węża czy poranienia przez hipopotamy, a nawet słonie. Ogromnym problemem są choroby tropikalne, w tym szczególnie niebezpieczna malaria.

– Czy da się przed nią ustrzec?

– To szalenie trudne zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców wiosek. Nosicielami malarii są moskity, ale nawet zakładana na noc moskitiera nie zabezpiecza przed nimi w 100 proc. Pojawiają się one najczęściej wieczorem, a ludzie tak wcześnie nie chodzą spać, więc są narażeni na ukąszenie. Gdy pracuje się w szpitalu przez całą noc, szczególnie w porze deszczowej, bardzo trudno się uchronić od ukąszenia moskita.

– A dlaczego jest tak dużo porodów niepełnoletnich dziewcząt?

– Bardzo często kończą one edukację na szkole podstawowej. Ich rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie im nauki w szkole średniej albo jest ona położona bardzo daleko. W konsekwencji dziewczęta przedwcześnie wychodzą za mąż albo mają dzieci w bardzo młodym wieku. Takie porody są bardzo skomplikowane i ryzykowne, szczególnie przy pierwszym dziecku. W takich wypadkach mobilizujemy się maksymalnie, aby uratować i dziecko, i matkę. Bardzo często taki poród kończy się cesarskim cięciem, które jest jedynym wyjściem, choć nie najlepszym.

– Czy plaga AIDS została w Zambii zatrzymana?

– Nie, mimo dostępności leczenia. Najważniejsza jest profilaktyka, jednak skoro dziewczęta już w młodym wieku mają dzieci, to nie rokuje to dobrze. Będzie tych zachorowań więcej i we wcześniejszym wieku. To pociąga za sobą poważne problemy społeczne, ponieważ jest ogromna liczba osieroconych dzieci. Bardzo często obraz wioski jest następujący: starsi i małe dzieci. Średniego pokolenia za bardzo nie widać.

– A gdzie jest?

– To ci, którzy umarli na AIDS. Jest ogromna liczba sierot, którymi też się opiekujemy, bo jako służebniczki nie tylko zajmujemy się lecznictwem, ale też prowadzimy dużo szkół. Edukację zaczynamy od przedszkoli. Niemal każda nasza misja, a mamy ich ponad 30 w naszej afrykańskiej prowincji, prowadzi ochronkę, żeby użyć terminologii Edmunda Bojanowskiego. Pracują w nich także siostry Afrykanki. Prowadzimy też szkoły podstawowe i średnie. Zajmujemy się nie tylko sierotami, ale także dziećmi z rodzin ubogich i zaniedbanymi. Zależy nam, aby dać im wykształcenie. Zawsze jest lepiej dać komuś wędkę aniżeli rybę. Innymi słowy: ważne jest, żeby kształcić dzieci i młodzież. Doraźna pomoc nie da takich efektów, tak nie wychowuje się ludzi.
Rozpoczęłyśmy budowę szkoły średniej z internatem dla dziewcząt w Chamuce, gdyż sam przywódca plemienia ofiarował nam 45 ha ziemi na ten cel i bardzo o to prosił. Niestety, brak nam funduszy na kontynuowanie budowy. Jest to duży projekt, tak jak duże są potrzeby. Docelowo będzie się tam uczyło 500 dziewcząt. Ma to być ośrodek oświatowy na całą okolicę. Będą z niego mogły korzystać także młode kobiety, które chciałyby się nauczyć szycia, gotowania, uprawy ziemi czy hodowli zwierząt. Dla nas to także bardzo dobra możliwość ewangelizacji. Dlatego bardzo gorąco zachęcam czytelników „Niedzieli” do wsparcia tego projektu, przez datki.

– Wspomniała Siostra o służebniczkach afrykańskich. Ile ich jest w stosunku do Polek?

– To powód do ogromnej radości, że jest ich znacznie więcej niż nas, Polek. W Zambii i Republice Południowej Afryki pracuje ok. 170 sióstr tubylczych, a nas zostało 12. Ziarno zasiane 90 lat temu wydało plon. Siostry tubylcze są naszą radością, ponieważ pracują wśród swoich ludzi. One bardzo dobrze znają ich kulturę i obyczaje, znają ich słabe i mocne strony, wiedzą, jak do nich podejść, w jaki sposób ich do czegoś zachęcić, czego od nich wymagać. W samej Zambii jest ponad 70 różnych narzeczy, więc one mogą się z miejscową ludnością lepiej niż my porozumieć. Siostry Afrykanki bardzo pięknie ewangelizują. Wcale się nie martwimy, że nas jest tam coraz mniej, ponieważ mamy tę świadomość, że oddajemy dzieło w dobre ręce. Obecnie prowincja przeżywa rozkwit: otwieramy nowe domy, nowe placówki, gdzie siostry zajmują się dziećmi i młodzieżą. Wychowane przez nas dziecko będzie dobrym obywatelem, pracującym dla swego kraju, nie wyjedzie w poszukiwaniu lepszego bytu do Europy. Tak wychowujemy nasze dzieci.

– Czy Siostra wyobraża sobie sytuację, że polskich sióstr służebniczek nie będzie w Zambii?

– Oczywiście, że tak. Uważam, że taka jest kolej rzeczy. My po to tam pojechałyśmy – myślę tutaj o pierwszych siostrach służebniczkach – żeby przygotować siostry Afrykanki do przejęcia misji. To najlepsza pomoc w dziele ewangelizacji. Bardzo się cieszymy, że siostry przejmą po nas tę pracę, którą my zaczęłyśmy. Zresztą już przejmują, bo przecież znaczna większość domów jest prowadzona przez siostry Afrykanki. Robią to w sposób bardzo piękny i z wielką gorliwością. To już widać po owocach, ponieważ szkoły prowadzone przez nasze siostry Afrykanki znajdują się w czołówce wszystkich zambijskich szkół. Nasze uczennice, ponieważ prowadzimy szkoły przede wszystkim dla dziewcząt, zdają egzaminy maturalne w 100 proc. A przecież są to dzieci pochodzące w dużej mierze z ubogich rodzin. Jest to dla nas ogromna satysfakcja, że potrafimy przygotować do odpowiedzialnego, dorosłego życia dziewczęta ubogie, z buszu, dziewczęta, które – wydawać by się mogło – nie miały żadnych perspektyw w życiu.

– Czy Siostra mogłaby żyć bez Zambii?

– Pracuję w tym kraju 24 lata. Szczerze powiem: czuję, że należę do Zambii. Oczywiście, w sercu jestem Polką, ale moja druga ojczyzna to właśnie Zambia. Trudno byłoby mi sobie wyobrazić życie bez Zambii. Bardzo bym chciała zostać tam do końca mojego życia i tam być pochowana. Tam są moi ludzie, tam są moje dzieci, tam jest moja druga ojczyzna.

– Spotykam doświadczonych polskich misjonarzy, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop, ale nie mogą się doczekać powrotu na misje. Jak to się dzieje, że oni, choć nie zapominają o swojej pierwszej ojczyźnie, myślami są przy tej drugiej – przybranej?

– To trudno wytłumaczyć. Jest to na pewno tajemnica, która wiąże się z powołaniem. Źródło radości z tej służby tkwi właśnie w powołaniu. Jest to dar Boży, który ciągle się na nowo odkrywa. Jeśli się go w całości przyjęło, to są tego takie właśnie skutki: znajdujesz miejsce, do którego posyła cię Bóg. W Zambii jest mój dom, oczywiście ten doczesny. Tam się czuję u siebie, wśród ludzi, których znam, którym służę i którzy okazują mi wdzięczność i serdeczność. Każdy człowiek powinien mieć gdzieś swój dom, miejsce, do którego należy, gdzie chce pracować, za którym tęskni. Mój dom jest w Zambii. Jak przyjeżdżam do Polski, tęsknię za jak najszybszym powrotem na misje. W Polsce życie jest zupełnie inne, czuję się zagubiona, zwłaszcza przez pierwszy miesiąc pobytu; nie umiem załatwić wielu prostych spraw. Tam mam do czynienia z ludźmi prostymi, skromnymi, dobrze się czuję w ich obecności. Uczę się od nich prostoty, pokory i otwartości serca. Określam ich jako ludzi, którzy wyzwalają z egoizmu, z patrzenia na siebie i myślenia o sobie. Oni zawsze są zainteresowani kimś drugim. Zawsze znajdą czas na to, żeby pozdrowić, zapytać, co słychać, ofiarować się drugiemu człowiekowi. Zastanawiam się, który świat jest bardziej ludzki: ten zautomatyzowany, ucywilizowany, czy ich, gdzie żyje się biedniej, ale gdzie znajduję więcej człowieczeństwa.
Tam czuję ciepło, naturalność w kontaktach. Dla ludzi w Zambii każdy człowiek jest ważny. Zambijczycy mają ogromne pokłady cierpliwości, bardzo dużo czasu poświęcają jedni drugim. To ludzie niezwykle spokojni, żyjący bezstresowo. Ten inny styl życia powoduje, że nie ma tam chorób związanych w dużej mierze ze stresem, a więc zawałów serca, a wylewy należą do rzadkości.

– Czym się Siostra zajmuje?

– Po wielu latach pracy w szpitalu jestem w zarządzie prowincjalnym. Jestem jedyną Polką wśród sióstr Zambijek. Zajmuję się sprawami administracyjnymi, w tym zaopatrzeniem. Wiąże się to z częstymi wyjazdami do miasta, gdzie stoi się w ogromnych korkach, trzeba jeździć między ludźmi, bo wszędzie są przechodnie, i pilnować swego dobytku. Miasto jest męczące: pełne spalin, a w porze deszczowej zalane wodą. Gdybym mogła, uciekłabym do buszu.
Do tego dochodzi troska o siostry starsze i chore. Mamy już przecież siostry seniorki Afrykanki i ja się nimi zajmuję. We wspólnocie są także nowicjuszki i postulantki ze swoimi mistrzyniami. W sumie to duża, 23-osobowa wspólnota. Żeby to wszystko utrzymać, zaczęłam hodować przepiórki. Nasza ferma liczy blisko 4 tys. sztuk.

– Na jajeczka czy na mięsko?

– Na jedno i drugie. Odstawiamy przepiórki do zakładów mięsnych, także do różnych parafii, domów zakonnych. Zdrowe mięso przepiórek staje się popularną potrawą wśród miejscowego duchowieństwa.

– Jak się Siostrze współpracuje z afrykańskimi służebniczkami?

– Doznaję od nich wiele szacunku i miłości, szczególnie teraz, gdy jestem wśród nich jedyną Polką. Kiedy wracam z miasta z zakupami, zawsze się o mnie zatroszczą, przygotują kolację, usiądą ze mną przy stole. Z zawstydzeniem przyznam, że tego musiałam się uczyć od nich, bo zdawało mi się, że właśnie praca, obowiązki są na pierwszym miejscu. Natomiast one nauczyły mnie takiego podejścia, aby być do dyspozycji drugiej osoby. Cały czas dają mi lekcję siostrzanej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

EWTN Polska wystartowała!

2018-10-21 10:39

Anna Majowicz

EWTN, czyli Telewizja Wiekuistego Słowa, to największa na świecie religijna sieć medialna, której program dociera dzisiaj do widzów w ponad 150 krajach. Nadawana w j. angielskim, hiszpańskim, niemieckim, ukraińskim, szwedzkim, węgierskim, a od tego miesiąca w j. polskim głosi niestrudzenie tą sama treść, która głosił Jezus Chrystus, a potem Jego Apostołowie.

Anna Majowicz
siedziba EWTN Polska

Otwarcie EWTN POLSKA nastąpiło 19 października w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Niepokalanów we Wrocławiu. Uroczystej inauguracji dokonał Michael Warsaw – Prezes Zarządu i dyrektor wykonawczy EWTN.

Wczoraj, w archikatedrze wrocławskiej Mszy św. inauguracyjnej przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski. W homilii ks. Piotr Wiśniowski przytoczył słowa św. Maksymiliana M. Kolbego, który mówił, że ,,możemy budować wiele kościołów, ale jeśli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły będą puste”. - EWTN Polska, dokłada nową cegiełkę w budowę mediów, które nie pozwolą opustoszyć Kościoła. Może właśnie dlatego, że w tym dziele musimy całkowicie zawierzyć się Bożej Opatrzności. Jest w nas głębokie przekonanie misji, której nie można przerwać, ale którą należy rozwijać i wzmacniać– mówił kapłan dodając, że w sieci Wiekuistego Słowa możemy złapać wiele dusz, które na oceanie życia wołają ciche ,,SOS”.

Zobacz zdjęcia: Inauguracja EWTN w Polsce

Po Eucharystii udano się do nowego studia EWTN, które poświęcił abp senior Marian Gołębiewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem