Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Największa bitwa polskiego średniowiecza

Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 28/2010, str. 28-29

http://pl.wikipedia.org
Bitwa pod Grunwaldem - obraz Jana Matejki

Bitwa pod Grunwaldem, jak każdy heroiczny wyczyn w dziejach narodu, obrosła z czasem legendą. Legendą, która znajduje potwierdzenie w faktach. Niewiele szkody przyniosły powtarzane przez wielu stereotypy odnoszące się do tego tematu. Dziś, w 600. rocznicę bitwy, warto poszukać odpowiedzi na pytanie o miejsce Grunwaldu w historii Polski

Bitwa pod Grunwaldem, rozegrana 15 lipca 1410 r., znana większości Polaków z podręczników szkolnych, a może bardziej z literatury pięknej - z „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza i filmu Aleksandra Forda, jest w dziejach Polski wydarzeniem wielkim, ale dla nas współcześnie bardzo już odległym. Na polach, gdzie przed 600 laty odbyła się bitwa, od kilkunastu lat w jej rocznicę organizowana jest inscenizacja z udziałem ponad tysiąca „rycerzy” - pasjonatów historii i militariów. „Bitwę” ogląda każdego roku ok. 100 tys. widzów. Porównywalne zainteresowanie wzbudza dawna krzyżacka superwarownia w Malborku, odwiedzana chętnie przez turystów. Na jej terenie zawsze tydzień po inscenizacji Grunwaldu odbywa się impreza plenerowa „Oblężenie Malborka”.
600-lecie bitwy grunwaldzkiej stanowi dobrą okazję nie tyle do okazania radości czy dumy ze zwycięstwa rycerstwa polskiego w epoce średniowiecza - jak zwykło się tę rocznicę traktować - co pretekstem do poznania historii słynnej bitwy i czasów, w których się odbyła.
Zwycięstwo pod Grunwaldem, początkowo słabo wykorzystane politycznie, było przez całe wieki symbolem naszej siły, przewagi nad wrogiem, krzepiło serca Polaków w ciężkich chwilach, których w naszej historii nie brakowało. Wiktoria grunwaldzka przedstawiona w sposób alegoryczny na monumentalnym płótnie Jana Matejki była w czasach zaborów odpowiedzią na kulturkampf, podobnie jak Sienkiewiczowska powieść „Krzyżacy”, w której niemieccy zakonnicy zostali przedstawieni w najczarniejszych barwach. Ich klęskę pod Grunwaldem uznano za sprawiedliwość dziejową, bo Polacy doznali wielu krzywd od zakonu. W podobnym politycznym klimacie jak powieść Sienkiewicza powstała w 1960 r. ekranizacja „Krzyżaków” w reżyserii Aleksandra Forda. Sprzyjały temu nastroje antyniemieckie po II wojnie światowej i szeroko lansowane w krajach socjalistycznych braterstwo narodów słowiańskich.
Obecną wiedzę tyczącą Grunwaldu - daleką od uproszczeń, legend i mitów, które Polacy przechowywali przez wieki w tzw. pamięci zbiorowej - dokumentują setki rozpraw naukowych. Ważnym źródłem pozostają „Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Gruntownie zbadali ten problem wybitni polscy historycy mediewiści, m.in. Stefan Maria Kuczyński, Marian Biskup i Gerard Labuda.

Dobrzy i źli Krzyżacy

Zakon krzyżacki u początków swego istnienia oraz współcześnie (obecnie funkcjonuje jako dzieło charytatywne w Wiedniu pod patronatem rodziny Habsburgów) - słusznie jest kojarzony z chrześcijańską misją niesienia pomocy bliźnim. Tymczasem w historii Polski jawi się jako uosobienie zła. Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (Ordo fratrum domus hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum in Jerusalem) powstał w 1190 r. w Akce, w celu opieki nad pielgrzymami chrześcijanami podążającymi do Ziemi Świętej. W zakon rycerski przekształcono go w 1198 r., po czym wzbogacił się dzięki licznym nadaniom ziemskim. Potoczna nazwa „zakon krzyżacki” pochodzi od czarnego krzyża na białych płaszczach rycerzy-zakonników. Ta chwalebna misja zakonu zakończyła się, kiedy krzyżowcy zostali wyparci przez Turków z Ziemi Świętej. Niemiecki zakon, który w dobie krucjat nie był w stanie wystawić do armii krzyżowców 10 rycerzy, postanowił osiedlić się we wschodniej Europie, w pobliżu Rzeszy Niemieckiej. Gdy nie powiodła się próba osiedlenia na pograniczu ziemi węgierskiej, Krzyżacy utworzyli zalążek swojego państwa w Polsce. Książę Konrad Mazowiecki oddał im ziemię chełmińską w 1226 r.
Polska, a jeszcze bardziej Litwa, była na niższym szczeblu cywilizacji niż Rzesza. Feudałom z Zachodu tereny te jawiły się jako dzikie pustkowia zamieszkiwane przez pogan. Niemieckim rycerzom w habitach łatwo było zaskarbić sobie przychylność cesarza i papieża dla „misji ewangelizacyjnej”. Władcy Polski ze zdumieniem, a może nawet z podziwem graniczącym z zazdrością przyglądali się, jak zakon organizuje swoje państwo. Praktycznie z niczego powstała ta potęga. Krzyżacy powiększyli swoje terytorium kosztem m.in. Prusów oraz Polski, zajmując m.in. Pomorze Gdańskie. Z Krzyżakami wojowali Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki, ale byli zbyt słabi, by złamać ich potęgę. Jeszcze w 1237 r. zakon krzyżacki połączył się z niemieckim zakonem inflanckim, a kolejną jego zdobyczą była oddzielająca ziemie dwu zakonów Żmudź, należąca do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gdy kraj ten połączył się unią personalną z Królestwem Polskim w 1385 r., stało się jasne, że nowy król Polski - Litwin Władysław II Jagiełło nie pozostawi swej ojczyzny osamotnionej w walce z zakonem.

Reklama

Wielka wojna 1409-11

Po przeprowadzonej przez Jagiełłę i królową Jadwigę chrystianizacji Litwy zdezaktualizował się cel zakonu - rozszerzanie chrześcijaństwa na ziemie pogańskiej Litwy. Wiosną 1409 r. na Żmudzi wybuchło powstanie antykrzyżackie. Litwa, a za nią Korona wystąpiły w obronie Żmudzinów. 6 sierpnia wielki mistrz Ulryk von Jungingen wysłał królowi polskiemu pisemne wypowiedzenie wojny.
Obie strony konfliktu znakomicie przeprowadziły przygotowania do wojny w okresie jesienno-zimowym, również od strony dyplomatycznej. Szczególnie strona polska popisała się kunsztem strategicznym. By połączyć się z Litwinami wielkiego księcia Witolda i uderzyć w serce zakonu - Malbork, Polacy przeprawili się przez specjalnie sporządzony most pontonowy na Wiśle pod Czerwińskiem. 10 lipca 1410 r. na polach Grunwaldu wojska zakonu zastąpiły drogę armii polsko-litewskiej. Niemcy nazywają to starcie pierwszą bitwą pod Tannenbergiem. Do bitwy stanęły armie konne. W średniowieczu każdy rycerz wyruszał w bój z dwoma sługami na koniach, wyposażonymi w kusze (strzelcy). Tę trójkę jeźdźców nazywano kopią - od podstawowej broni rycerza kopijnika. Niewielu rycerzy posiadało pełną zbroję, bo kosztowała ona równowartość 17 wołów. Ogromna większość nosiła lżejsze kolczugi. Oprócz rycerstwa - szlachty z ziem podległych władzom kraju (tzw. pospolite ruszenie) w armiach służyli także najemnicy, tzw. zaciężni. Wojsko było podzielone na chorągwie - oddziały poszczególnych ziem. Piechoty pod Grunwaldem była prawdopodobnie garstka przy krzyżackich armatach - w tamtych czasach w polu zupełnie nieskutecznych. W bitwie wzięło udział ok. 15-20 tys. wojsk zakonu, w tym zaledwie ok. 350 braci-rycerzy jako dowódców (w całym zakonie było ok. 700 braci-rycerzy). Armię tę stanowiło rycerstwo z ziem należących do państwa zakonnego i z Rzeszy oraz posiłki z całej Europy - rycerze, którzy stawili się jak na krucjatę, a także zaciężni (ok. 3,7 tys.). Polaków wraz z niewielką liczbą zaciężnych, m.in. Czechów było ok. 20 tys., a wojsk litewskich oraz posiłków ruskich i tatarskich ok. 10 tys. Ubiór i uzbrojenie w obu armiach niewiele się od siebie różniły, dlatego Jagiełło nakazał rycerzom przepasać się słomianymi powrósłami, by odróżniali się od przeciwnika, i używać haseł: „Kraków” i „Wilno”.
Bitwa rozpoczęła się w upalne południe. Wcześniej Jagiełło wysłuchał dwóch Mszy i pasował na rycerzy kilkuset wojów. Zniecierpliwiony wielki mistrz, którego armia uszykowała się już od dawna do boju, wysłał heroldów z wezwaniem do bitwy. Dwa nagie miecze podarowane wówczas Jagielle, według rycerskiego zwyczaju, jako wezwanie do bitwy, po zwycięstwie uznano za symbol pychy Krzyżaków. Miecze te złożono na Wawelu, ale w czasie rozbiorów Polski wywieziono je do Rosji, gdzie zaginęły. Tuż przed starciem wojsko polskie odśpiewało „Bogurodzicę”, następnie rozpoczęła się szarża oddziałów litewskich oraz kilku polskich. W starciu z siłami zakonu po godzinie wojska litewskie poszły w rozsypkę. W trakcie bitwy zdarzył się niepokojący incydent - sztandar z Orłem Białym, tzw. wielki gonfanon, runął na ziemię, ale zaraz polscy rycerze go podnieśli (zniknięcie sztandaru było sygnałem, że klęska jest bliska i należy się wycofać). Po 6 godzinach walki - podczas których oddziały zastępowały się, by na chwilę odpocząć, opatrzyć rany, zmienić konie czy uzupełnić rynsztunek - zarysowała się przewaga wojsk polsko-litewskich. Niewątpliwie słabością wojsk zakonu, oprócz mniejszej niż przeciwnik liczby zbrojnych, była wielonarodowość. Goście zakonu, lennicy (np. chorągiew ziemi chełmińskiej, która poddała się na polu bitwy, a jej wódz został później za to ścięty przez Krzyżaków), najemnicy, nie mieli woli, by - jak Polacy czy Litwini - oddać życie w tej rozprawie. My walczyliśmy za ojczyznę. Wielki mistrz próbował jeszcze odwrócić losy batalii uderzeniem odwodu, ale nie zmieniło to sytuacji na polu bitwy. Polegli wszyscy dostojnicy zakonu, zdobyty też został obóz krzyżacki. Krzyżacy stracili ok. 10 tys. ludzi, a nasze straty były niewielkie. 10 dni po bitwie wojska polskie dotarły pod Malbork. Nie zdołały go zdobyć. Obrońcą stolicy, a w konsekwencji całego władztwa krzyżackiego był Henryk von Plauen, komtur ze Świecia. 1 lutego 1411 r. w Toruniu zawarto pokój. Jego warunki nie przyniosły zbyt wiele stronie zwycięskiej: ziemia dobrzyńska wróciła w granice Polski, a Litwa odzyskała Żmudź, ale tylko do śmierci Jagiełły i Witolda, potem miała wrócić do zakonu. Krzyżacy zapłacili też duży okup za uwolnienie jeńców. O pozostałych kwestiach spornych miał zadecydować arbitraż. Jednak zakon po Grunwaldzie się już nie podniósł, jego potęga została złamana, z czasem ziemie państwa krzyżackiego stały się lennem królów polskich. Dopełnieniem pierwszego pokoju toruńskiego był drugi pokój toruński z 1466 r. (po wygranej przez Polskę wojnie trzynastoletniej z zakonem).

Pamięć o zwycięstwie

Polacy zawsze pamiętali o wielkim zwycięstwie nad Krzyżakami. Na ziemiach polskich znajdujących się pod zaborami głośnym echem odbiły się krakowskie uroczystości 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Były one demonstracją patriotyzmu i miały dodać Polakom otuchy. Uczestniczyło w nich 150 tys. gości, m.in. Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski, jeden z głównych fundatorów pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie. Po raz pierwszy publicznie wykonano „Rotę” Marii Konopnickiej.
Do sprawy Grunwaldu sięgała niejednokrotnie propaganda niemiecka. Rozbiory Rzeczypospolitej w XVIII wieku uznano za zemstę za rozbicie państwa krzyżackiego. Na początku I wojny światowej, w 1914 r., II Rzesza Niemiecka oficjalnie uznała zwycięstwo nad Rosjanami w drugiej bitwie pod Tannenbergiem za udany rewanż bitwy z 1410 r. Wódz III Rzeszy wykorzystywał propagandowo dziedzictwo krzyżackie, ale zakonników - którzy od 1929 r. zrzeszeni byli w odrodzonym, katolickim zakonie - zamknął w obozie zagłady w Dachau. W 1938 r. powstał spór w sprawie znaczka pocztowego przedstawiającego Jadwigę i Jagiełłę, u których stóp były miecze grunwaldzkie i krzyżacki szyszak. Niemcy zażądali usunięcia tych symboli. Po wybuchu powstania w Warszawie 1 sierpnia 1944 r. pierwszą bitwę pod Tannenbergiem, czyli Grunwald, przywołał Himmler w rozmowie z Hitlerem, dowodząc, że musi być zniszczona stolica narodu Polaków, który od setek lat, m.in. pod Grunwaldem, stał Niemcom na drodze na Wschód.
O ile oficjalna propaganda niemiecka i część historiografii pamiętały o porażce z 1410 r., to już dla przeciętnego Niemca z Rzeszy, dla którego dzieje zakonu krzyżackiego nie stanowiły szczególnie ważnego zagadnienia, kompleksy z tym związane nie miały znaczenia. Może o tym świadczyć choćby wydanie w Niemczech 9 różnych przekładów „Krzyżaków” Sienkiewicza.
Dziś pozostała pamięć o triumfie. Cieszą nas inscenizacje słynnej bitwy na polach Grunwaldu, zachwyca architektura Malborka i innych zamków krzyżackich na naszych ziemiach. Po rzetelną wiedzę o dziedzictwie Krzyżaków i ich roli w historii Polski może sięgnąć każdy z nas. Warto to zrobić przy okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem.

Tagi:
historia bitwa

Bitwa w przestworzach

2018-08-08 10:15

Witold Dudziński
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 18

Układ sił dawał Niemcom wyraźną przewagę. Mieli więcej nowoczesnych samolotów. Trzeba było to zrekompensować czymś innym. Różnicę robili piloci, w tym Polacy z Dywizjonu 303.

Materiały promocyjne
Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

Nigdy w historii ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięczało tak dużo tak nielicznym” – powiedział Winston Churchill, brytyjski premier, gdy wspominał udział polskich lotników w walkach o Anglię. To dobre motto dla polsko-brytyjskiego filmu Davida Blaira „303. Bitwa o Anglię”, którego – długo oczekiwana – premiera odbędzie się w połowie sierpnia br.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Jasna Góra: co kwadrans dociera kolejna pielgrzymka piesza

2018-08-13 17:19

it / Częstochowa (KAI)

Pieszo i na rowerach, od Bałtyku po Podkarpacie, niemal co kwadrans na jasnogórskie błonie docierają dziś tysiące pątników. Obok własnych intencji dominują te za Ojczyznę, o wolność serc Polaków a także za Kościół, Ojca Świętego i o nowe powołania. Przywitaniu z Maryją bardzo często towarzyszy odśpiewanie narodowego hymnu.

Krzysztof Świertok

- Ty, Maryjo, uczysz nas wolności. W stulecie niepodległości chcemy Ci obiecać: jeszcze Polska nie zginęła – modlili się przed Cudownym Obrazem pątnicy.

Niektórzy w drodze byli aż 20 dni, pokonując ponad 600 km. Odbywali rekolekcje nie tylko idąc, ale również jadąc na rowerze. Zwłaszcza do grup z tak daleka, dołączają cykliści. 120 osób przyjechało np. z diecezji pelplińskiej.

- Oczywiście na rowerze też jest wysiłek, też bolą różne części ciała, ale jest czas na przemyślenia różnych ważnych spraw, to jest Boży czas, za który jesteśmy bardzo wdzięczni – powiedziała jedna z pątniczek. Inny z rowerzystów dodał, że „jeśli nie ma bólu, nie ma też radości, nie może być cały czas dobrze, bo wtedy jest niedobrze”.

W pielgrzymowaniu nie przeszkadza nawet niepełnosprawność. Artur Marcińczyk pielgrzymował pierwszy raz. - Jestem osobą niepełnosprawną, doznałem w drodze ogrom życzliwości. Warto, żeby wszyscy wybrali się chociaż raz w życiu na pielgrzymkę i zobaczyli twarz Matki, żeby tu przyszli. Ja się też bałem, 38 lat, ale strach minął i bardzo zachęcam – powiedział.

W 41. Pieszej Pielgrzymce Diec. Rzeszowskiej przyszło ok. 1,5 tys. osób. W modlitwie pamiętali przede wszystkim o papieżu Franciszku. - Przewodzenie całemu Kościołowi to jest kwestia łaski i mocy Ducha Świętego, ale i wstawiennictwa całego Kościoła a my jesteśmy jego cząstką – powiedział ks. Marek Kędzior, przewodnik jednej z grup.

- Tegoroczne hasło naszej pielgrzymki to „Odnowić oblicze” - powiedział ks. Mariusz Uryniak. Dodał: „chcemy poprzez tą pielgrzymkę odnowić oblicze swoich serc, ale pamiętamy także o tym, że przeżywamy 100-lecie odzyskania niepodległości - te słowa, które nawiązują do słów św. Jana Paweł II, kiedy po raz pierwszy przybył do naszej Ojczyzny, aby ‘odnowić oblicze tej ziemi’. My pielgrzymując chcemy odnowić oblicze swoich serc”.

Z Rzeszowa zgodnie z wieloletnią tradycją, szedł bp Edward Białogłowski, biskup pomocniczy diecezji. W ciągu 10 dni pątnicy przeszli 300 km. W 13 grupach szło 48 księży, 18 kleryków, 9 diakonów i 10 sióstr zakonnych.

W 27. Pieszej Pielgrzymce Diec. Pelplińskiej w 5 grupach wędrowało 965 osób. W zależności od miejsca wyjścia danej grupy pielgrzymi pokonali trasę mierzącą od 360 do 520 km, w ciągu od 11 do 17 dni. Towarzyszyło im hasło: „Z Maryją wolni”.

Szczególne intencje nieśli pątnicy z Kościerzyny. - Dziękujemy Panu Bogu za to, że po zeszłorocznej nawałnicy, która przeszła przez nasz teren, że ludzie zostali ocaleni, wiele dobytków też ocalało. Taki trud, niepokój, nieszczęście spowodowało wiele dobra w sercach całej diecezji, ale też całej Polski, która spieszyła z pomocą – powiedział ks. Antoni Bączkowski.

- Siły bierzemy od Maryi, od Jezusa - powiedziała Bernadeta Żywicka, która przyszła z grupą kaszubską z Kościerzyny. Ona także mówi o wielkiej tegorocznej życzliwości: ludzie na trasie są dla nas bardzo życzliwi, częstują nas obiadami, słodyczami, wszystkim co mają, noclegów udzielają, niesiemy także i ich intencje. Oni są szczęśliwi, że nas przyjmują, a my im za to dziękujemy modlitwą.

Pielgrzymka archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej zgromadziła 130 osób, choć, jak zauważa ks. Janusz Szczepaniak, przez całą pielgrzymkę przewinęło się ok. pół tysiąca osób. Najdłużej szli pątnicy z Pustkowa, którzy przez 20 dni przemierzyli 625 km. Grupa ze Szczecina szła 16 dni pokonując 525 km.

Pan Piotr wyruszył już po raz 22. Jak powiedział „idzie nas mało, ale jest w nas siła wiary”. - Niosą nas z serca napędzone intencje. Jesteśmy przekonani, że wyrzeczenie i ofiara są Bogu miłe, On widzi serce, widzi ofiarę i widzi wysiłek a to prowadzi nas do ufności – zauważył pątnik.

Zapytany o różnice w kolejnych pielgrzymkach podkreślił, że każde rekolekcje w drodze są inne. - Każda pielgrzymka jest inna, różna, począwszy od innej liczebności, po organizację i ludzi. Zaletą jest atmosfera, ludzie się dobrze znają, dużo rozmawiają, jest bardzo wspólnotowo, jesteśmy bardzo zjednoczeni – twierdzi pan Piotr. Dodaje, że pielgrzymka ma i tę zaletę, że w wirze pracy nie widzimy nie tylko drugiego człowieka, ale i piękna otaczającego nas świata: sarenek, kwiatków.

Pątnik podkreśla, że dla wielu udział w pielgrzymce to kwestia prawdziwego wyboru. - Kiedy miałem wakacje to był jeden z ich punktów, teraz to kwestia wyboru, bo na pielgrzymkę poświęcam niemal cały urlop - uważa Piotr.

Stałą intencją pielgrzymki szczecińskiej jest wołanie o nowe i święte powołania.

W 36. Pieszej Pielgrzymce Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej wędrowało 420 osób, w tym bp Krzysztof Włodarczyk, biskup pomocniczy diecezji.

„Napełnieni Duchem Świętym”, to hasło 29. Pieszej Pielgrzymki Diec. Drohiczyńskiej. Wzięło w niej udział 589 osób. Ks. Andrzej Falkowski, kierownik pielgrzymki wyjaśnia, że „pod względem duchowym pielgrzymka była próbą przylgnięcia do Ducha Świętego, otwarciem się na Jego dary”.

- Pielgrzymka jest fenomenem dlatego, że dzisiejszy świat mówi, że liczy się wygoda, a pielgrzymka to wyrzeczenie. A jednak jest coś, co pociąga także młodych ludzi. Myślę, że jest to atmosfera, świadomość, że tutaj ludzie stają się dla siebie zupełnie inni niż w codzienności, odkrywają brata i siostrę, odkrywają bliźniego – zauważa kapłan.

- Na pielgrzymkę nie da się nie powrócić - stwierdza Agnieszka, która 23. raz uczestniczyła w „drodze”. - Pielgrzymka daje siłę – podkreśla.

Pielgrzymi, którzy weszli na Jasną Górę przed południem, zgromadzili się na wspólnej Mszy św. o godz. 11.30 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił bp Edward Dajczak, biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Zaapelował, by nie zmarnować trudu pielgrzymki. - Nie możecie „przegrać” Jasnej Góry, nie wolno! Za wiele trudu, modlitwy, intencji i bogactwa pielgrzymkowego. To chwila, w której musi się wszystko „dopełnić”- mówił kaznodzieja.

- Przyszliście na górę jasną i wędrowaliście wiele dni, by tu wejść, a na Górę wchodzi się po to, żeby zobaczyć świat inaczej niż z dołu, a na tej Górze widać świat oczami Tej, która jest pierwszym wzorem Kościoła, w porządku wiary, miłości i zjednoczenia z Panem. Trzeba mieć oczy otwarte na Górze i serce gotowe, żeby chłonąć to wszystko, co jest, żeby nie dać się pokonać zmęczeniu, lękowi i drżeniu nóg, żeby to wszystko zamknąć w pięknych doświadczeniach – podkreślał bp Dajczak.

Pomorze reprezentują dziś pielgrzymki ze Szczecina, Koszalina, Kołobrzegu czy Pelplina, a Podkarpacie - Rzeszów. Przyszły także grupy m.in. z Kielc, Drohiczyna, Włocławka i Sosnowca. Najliczniejszą jest ponad 5 tys. kompania radomska, a najstarszą, bo już 381. kaliska, która także, co należy do wyjątków, wraca pieszo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lubelscy pielgrzymi dotarli na Jasną Górę

2018-08-14 17:34

olc / Lublin (KAI)

Jubileuszowa 40. Lubelska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę jak co roku zakończyła się uroczystą Eucharystią sprawowaną na Wałach. Tegorocznej liturgii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, natomiast homilię wygłosił abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski. Wśród duchownych obecni byli również bp łowicki Andrzej Dziuba, bp zamojsko-lubaczowskiej Marian Rojek, bp radomski Henryk Tomasik i bp pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk.

W homilii abp Stanisław Budzik nawiązał do znaczenia jasnogórskiego wizerunku Maryii dla historii Polski: - To tutaj Bóg dał narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę. Zwracając się do pielgrzymów podkreślił, że Matka Boża jest szczególnym obrazem Ducha Świętego. - Szczytem działania Ducha Świętego w historii zbawienia jest tajemnica wcielenia. Jest to moment,kiedy Duch Święty zstąpił na Maryję, a Ona za Jego sprawą poczęła dziecię nazwane Synem Najwyższego. W tym najdonośniejszym momencie spotkało się tych dwoje: Duch Święty i służebnica Boża. On w niej dokonał najbardziej zdumiewającego połączenia nieba i ziemi. Nawiązując do tegorocznego hasła lubelskiej pielgrzymki, abp Budzik zwrócił uwagę, że Matka Boża jest przykładem otwarcia się na działanie Ducha Świętego, czego dowodem są Jego owoce. Pierwszym z nich jest miłość. Przypomniał on także, że zaufanie Maryii i Jej odpowiedź na Boże powołanie jest wzorem dla ludzi wszystkich czasów. - Jesteśmy tutaj, w domu Matki, aby znów zacząć żyć jak chrześcijanie i wydawać owoce Ducha – powiedział na zakończenie do przybyłych na Jasną Górę pielgrzymów.

Oprócz lubelskich pątników 14 sierpnia na Jasną Górę dotarły również: 38. Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, 36. Piesza Pielgrzymka diecezji zamojsko-lubaczowskiej, grupa pielgrzymów z Bełza na Ukrainie, 35. Piesza Praska Pielgrzymka Rodzin „Totus Tuus”, Warszawska Pielgrzymka Rowerowa, 23. Łowicka Piesza Młodzieżowa Pielgrzymka oraz 12. Ogólnopolska Pielgrzymka Piesza Strażaków i ich rodzin. 40. Lubelska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę odbywała się pod hasłem „Owocem Ducha jest miłość...”. Wyruszyła z Lublina 3 sierpnia, liczyła 19 grup i pokonała ok 320 km.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem