Reklama

Katania św. Agaty

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 29/2010, str. 16-17

MARGITA KOTAS

Katania - drugie co do wielkości miasto Sycylii, położone nad Morzem Jońskim, u podnóża Etny. Sąsiedztwo wulkanu nigdy nie było dla Katanii bezpieczne, nic dziwnego, że mieszkańcy miasta podczas erupcji Etny czy trzęsień ziemi uciekali się do pomocy św. Agaty. To jej miasto rodzinne, tu przyszła na świat ok. 235 r. i tu, broniąc wiary chrześcijańskiej, poniosła śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza

Jak głosi tradycja, w czasie tortur, jakim poddał Agatę namiestnik Kwincjan, a podczas których odcięto jej piersi, miasto nawiedziło trzęsienie ziemi. Zginęło wówczas wielu pogan. W katedrze w Katanii, nazywanej Duomo Santa Agata, znajdują się relikwie Świętej. Po raz pierwszy św. Agata interweniowała w sprawie swego miasta w rok po swojej śmierci, którą poniosła prawdopodobnie ok. 250 r. Gdy niedługo potem wybuchła Etna, mieszkańcy miasta wyszli podobno naprzeciw spływającej lawie z welonem Męczennicy. Jak przekazuje tradycja, powstrzymało to strumień lawy. Odtąd św. Agata czczona jest jako patronka Katanii, a jej welon przechowywany jest jako drogocenna relikwia.

Duomo Santa Agata

Kiedy pierwszy raz staję przed katedrą św. Agaty na Piazza Duomo, na jej barokową fasadę spada zmierzch. Katedra jest jedną z czterech najciekawszych budowli stojących przy placu na przecięciu dwóch głównych ulic Katanii - Via Etnea i Via Vittorio Emanuele. Pozostałe budowle to: budynek ratusza - Palazzo del Municipio, dawne seminarium Chierici i Porta Uzeda - brama wybudowana w 1696 r. dla połączenia Via Etnea z dzielnicą portową Katanii. Monumentalne wnętrze Duomo kryje zachowane w nim trzy oryginalne normańskie apsydy i transept. Miłośników opery do Duomo przyciąga znajdujący się przy drugim pilastrze po prawej stronie grób Vincenza Belliniego, twórcy takich oper, jak: „Lunatyczka”, „Norma” „Purytanie”. Z prawego transeptu można wejść do normańskiej Capella della Madonna, w której spoczywają szczątki kilku władców aragońskich. Jednak dla pielgrzymów i czcicieli św. Agaty najważniejszym obiektem w katedrze jest Capella di Sant’Agata z XVI-wiecznym, pozłacanym i wysadzanym drogimi kamieniami relikwiarzem, zawierającym relikwie Patronki Katanii. Dzięki życzliwości proboszcza don Barbaro Sciontiego, grupy pielgrzymów mogą zobaczyć znajdujący się w zakrystii zabytkowy obraz przedstawiający erupcję Etny, jaka miała miejsce w XVII wieku. W nieszczęśliwym dla miasta 1669 r. podczas erupcji wulkanu lawa dosięgła Katanii i jej portu, i wdarła się do morza. Będąc w katedrze, warto także odwiedzić położone tuż obok pełne wspaniałych dzieł sztuki Muzeum Archidiecezjalne, z którego tarasu widokowego można podziwiać opromienioną słońcem Katanię.

Miasto z lawy

Drugie, poranne spotkanie z Katanią pozwala mi bliżej poznać specyficzny urok tego miasta. Budowle, w większości wzniesione z wulkanicznego, czarnoszarego kamienia, nadają mu szczególny charakter, który jedne przewodniki nazywają pięknem, drugie zaś - szpetotą. Mimo tych rozdźwięków w ocenie jej urody, Katania znalazła się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Miasto założone w 729 r. przed Chrystusem przez greckich kolonistów z Chalkis, niszczone było przez trzęsienia ziemi, spośród których to z 1693 r. niemalże całkowicie je zniszczyło, oraz przez lawę Etny. Od V wieku zanotowano 80 dużych wybuchów. Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w maju 2008 r., kilka dni po mojej wizycie w Katanii. Podczas odbudowy miasta w XVIII wieku zaprojektowano na tyle szerokie ulice i rozległe place, by w przyszłości zminimalizować skutki kataklizmów. Katania nauczyła się żyć w cieniu wulkanu, a nawet korzystać z jego obecności, choćby przez wykorzystywanie lawy jako budulca i produktu w przemyśle pamiątkarskim. Pośrodku Piazza Duomo nawet o zmroku przyciąga turystów i młodych mieszkańców miasta jego symbol - słynna Fontana dell’Elefante z 1736 r. W jej basenie na cokole stoi wyrzeźbiony w lawie słoń, dźwigający na grzbiecie egipski obelisk. Mieszkańcy Katanii zwą czarnego słonia O Liutru, zniekształcając imię zapomnianego, a najpewniej nieistniejącego czarownika Eliodoro. Legenda mówi, że mag Eliodoro przemienił żywe zwierzę w kamień. Jego kształt ma upamiętniać pokonanie Kartagińczyków próbujących podbić miasto na słoniach. Wśród pamiątek, które można kupić w okolicznych sklepikach, królują miniaturki słonia wykonane z czerniącej dłonie lawy.

Reklama

Rybna La Scala

Turystów przybywających do Katanii przyciąga słynny targ rybny - Mercato della Pescheria. Wejścia na targ od strony pobliskiego Piazza Duomo strzeże Fontana dell’Amenano, stanowiąca zarazem centralny punkt tego niezwykłego targowiska. Szczególny urok tego miejsca działa i na mnie. Mimo iż nie planuję zakupu krewetek czy tuszy z potężnych morskich ryb, zatrzymuję się przy każdym straganie, spędzając na Mercato blisko dwie godziny. Na niepowtarzalną atmosferę tego miejsca składają się: zapach ryb, kałuże wody pod stopami i charakterystyczne śpiewne nawoływania reklamujących swój towar sprzedawców. To niemalże operowe, doskonale postawione głosy. Cóż, Italia słynie z oper, a Katania jest przecież miastem jednego z jej twórców - Belliniego. Co osobliwe, mieszkańcy Katanii uczcili wielkiego mistrza Vincenzo na typowy dla kochających operę i dobre jedzenie Włochów - dedykując mu „Spaghetti Norma”, specjalność Katanii, z pomidorami i sosem bakłażanowym, którego nazwa pochodzi od imienia tytułowej bohaterki jednej z oper Belliniego. Wsłuchując się w te jedyne w swoim rodzaju rybno-handlowe arie, podziwiam kosze ze ślimakami, kraby, krewetki, tusze potężnych tuńczyków, długonose mieczniki, żywe ryby najprzeróżniejszych gatunków i rozłożone tuż obok stragany z karczochami, fantazyjnie powiązanymi porami i krążkami aromatycznych serów. Gdzie, jak nie w Italii, można zarazić się miłością do jedzenia? A ta, czego doświadczyłam na własnej skórze, przejawia się także w fascynacji jego poszczególnymi składnikami.

Lody ze św. Agatą

Nie oddalając się zbytnio od Piazza Duomo, napotyka się co rusz ciekawe świątynie, w których nie brak wizerunków Patronki miasta. W jednej z nich - barokowym kościele San Francesco d’Assisi obejrzeć można tzw. candelore, rzeźbione w drewnie i złocone kompozycje przedstawiające sceny męczeństwa św. Agaty. Co roku w lutym, candelore, symbolizujące poszczególne cechy rzemieślnicze miasta, obnoszone są w procesji podczas uroczystych obchodów dnia św. Agaty. To właśnie wtedy bogaty relikwiarz Świętej obwozi się po mieście w specjalnie do tego przystosowanym rydwanie, który na co dzień podziwiać można w tamtejszym Muzeum Archidiecezjalnym.
Jazda rydwanem to przywilej św. Agaty, przeciętny pielgrzym porusza się po Katanii pieszo. Gdziekolwiek by się jednak nie poszło, z radością wraca się słynną Via Etnea, mijając gmach pierwszego na Sycylii uniwersytetu i XVII-wiecznego ratusza, do Duomo Santa Agata. Przed opuszczeniem Katanii warto jeszcze wpaść z jej Patronką na niezrównane w tej okolicy lody. Podobno pierwsze z nich przyrządzili zajmujący Sycylię w latach 902-1070 Arabowie, mieszając lód ze stoków liczącej blisko 3340 m n.p.m. Etny z owocami. Ale to już całkiem inna historia…

Tagi:
podróże miasto

4. Zamojski Festiwal Podróży „Eskapady Kresowe”

2018-10-24 10:55

Małgorzata Sobczuk
Edycja zamojsko-lubaczowska 43/2018, str. VII

Po raz czwarty do hetmańskiego grodu przyjechali znani i cenieni podróżnicy, a wraz z nimi ci, którzy uwielbiają słuchać niesamowitych opowieści z krańców świata

Archiwum autora
Podróżnicy na dachu Maroka Dżebel Tubka

Okazją do spotkania był Zamojski Festiwal Podróży Eskapady Kresowe. Przez trzy dni w Centrum Kultury Filmowej „Stylowy” goście prezentowali swoje wyprawy, a publiczność miała niepowtarzalną możliwość ich wysłuchania, zadawania pytań czy zrobienia wspólnego zdjęcia.

Inauguracji wydarzenia dokonał Damian „Wolf Wagabunda” Lemański, który pokazał swój najnowszy film dokumentalny pt. „Restauracja” z samotnej, rowerowej wyprawy do Senegalu.

– Kto mnie śledził w tamtym czasie, to wiedział, że oprócz spełniania własnego marzenia chciałem pomóc komuś innemu w jego marzeniach. Jechałem zbierając pieniądze wraz z fundacją „Usłyszeć Afrykę” na edukację głuchoniemej dziewczynki z Senegalu. Nie chciałem, żeby to było tylko moje egocentryczne marzenie – powiedział Lemański.

Damian to zawodowy fotograf i podróżnik z zamiłowania. Odkrywa świat samotnie. Jego pierwsza wielka wyprawa prowadziła z okolic Ziemi Ognistej przez Patagonię, Andy, Amazonię aż do północnego krańca Ameryki Południowej – Wenezueli. Po wyprawie powstał film „181” (tyle trwała samotna eskapada), który był prezentowany na gdyńskich „Kolosach” i w Zamościu.

O poznawaniu „Chile na chwilę” mówił lokalny podróżnik, pochodzący ze Zwierzyńca Marek Marcola. W tegorocznej edycji nie zabrakło też Jacka Wnuka, który razem z dziećmi podróżował w góry Rumunii i Bałkanów. Na dachu Maroka i w piaskach Sahary byli nasi lokalni włóczykije: Janek Cios, Mirosław Kawałko i Jacek Podkościelny. Widzowie mogli posłuchać także wspomnień z ultramaratonu przez Jukon i Alaskę Michała „runDOG’a” Kiełbasińskiego czy autorskiej relacji reporterskiej z polskiej zimowej wyprawy na K2 zaprezentowanej przez Oswalda Rodrigo Pereirę. O swojej wyprawie na drugi co do wielkości szczyt Ziemi i najwyższy szczyt Karakorum w 1996 r. od strony północnej na K2 mówił Ryszard Pawłowski, zdobywca 11 ośmiotysięczników i pięciokrotny zdobywca Mount Everestu. Organizatorami Eskapad Kresowych byli: Zamojskie Towarzystwo Turystyczne oraz CKF „Stylowy”.

W czasie spotkania udało się porozmawiać z Oswaldem Rodrigo Pereirą, dziennikarzem, który relacjonował w TVP to, co działo się podczas polskiej wyprawy na K2 zimą 2018 r. Zanim dotarł do bazy, wcześniej sporo czasu poświęcał na treningi.

Małgorzata Sobczuk: – Jak przygotowywałeś swój organizm na te zmiany? – Miałem dwa miesiące treningów przed wyjazdem do Pakistanu i starałem się połączyć swoje standardowe treningi biegowe z wycieczkami w Tatrach czy w Karkonoszach. Zanim wyleciałem, już byłem aklimatyzowany na 5 tys. metrów wysokości, ale w sztucznych warunkach.

– Jak poradziłeś sobie z falą hejtu tych, którzy podważali Twoje umiejętności i doświadczenie? Kto Ci wtedy pomógł w realizacji obranego zadania?

– Trochę mnie to dotknęło na początku, bo wychodziłem z założenia, że opowiadam o tym, że jadę i o moich przygotowaniach. Pokazałem testy sprawnościowe, że jestem wydolny. Ludzie odczytali to jakbym jechał na wycieczkę.

– Byłeś na miejscu. Widziałeś wiele. Jak czułeś się, jako reporter, będąc z naszymi himalaistami, w drodze na K2?

– To była skomplikowana rola, bo tak naprawdę reporter z założenia powinien być bardzo obiektywny i mówić prawdę. Nie wybielałem obrazu himalaistów, ale starałem się zachować umiar. Nie chciałem robić z tego reality show. Nie byłem rzecznikiem prasowym wyprawy, ale dozowałem informacje, które przekazywałem do Polski, by nie wywoływać niepotrzebnych sensacji.

– #K2 dla Polaków tę wyprawę relacjonowałeś z bliska. My mogliśmy oglądać i śledzić poczynania naszych. Nie udało się. Jaka to była historia?

– Zakończyła się trzecia kwarta. Na razie jest 3: 0 dla K2. Używając tego sportowego porównania uważam, że może być jeszcze czwarta wyprawa, udana. Wiadomo, że są jeszcze inne nacje, które się „czają” na K2 zimą i może się okazać za parę miesięcy, że nie będzie już tam po co jechać. Dla mnie to była historia, gdzie się bardzo dużo rzeczy połączyło. Historie podziałów w bazie i kłótni, ale też historie partnerstwa, uratowania życia ludzkiego. Z pewnością dla mnie była to historia himalaizmu w pigułce. Miałem do czynienia z każdym aspektem tego himalaizmu i smugą jego cienia.

– Jakie emocje towarzyszą, kiedy przebywa się z tymi, którzy mierzą się z tym, co nieosiągalne? Za co cenisz naszych polskich himalaistów, których marzeniem było zdobycie K2 zimą?

– Cenię ich przede wszystkim za upór. Na przykład Krzysztof Wielicki po raz kolejny wybrał się tam, i że my chcemy tam wracać. Dla nas, Polaków, przez różne uwarunkowania historyczne te wyprawy były nieosiągalne. Himalaizm zimowy był zawsze sztuką czekania i cierpienia. Za to cenię chłopaków, których poznałem. Za to, że są szczerymi ludźmi. Spodobało mi się też to, że zawiązaliśmy nić porozumienia i dziś się przyjaźnimy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ogólnopolski Zjazd Egzorcystów w Rokitnie

2018-11-14 16:28

Kamil Krasowski

Ich trudna posługa budzi nie lada ciekawość. Trudna, bo spotykają się w niej z tym, co nazywamy Złem osobowym, które dla ludzi wierzących wciąż pozostaje swego rodzaju tajemnicą. O kim mowa ? O egzorcystach, którzy z całej Polski przyjechali do Rokitna i w naszej diecezji przeżywali swoje dni skupienia.

Karolina Krasowska
Spotkaniu uczestniczy ok. 80 księży egzorcystów z prawie wszystkich diecezji w Polsce

W spotkaniu uczestniczyło ok. 80 księży egzorcystów z prawie wszystkich diecezji w Polsce. – Spotykamy się 2 razy w roku. Są to spotkania formacji zarówno duchowej, jak i intelektualnej. Mamy dzień skupienia, odbywa się konferencja ascetyczna, jest możliwość spowiedzi. Są konferencje, które dotyczą formacji intelektualnej. Prowadzą je różni wykładowcy i dotyczą one różnego rodzaju tematów, związanych z naszą posługą. W Rokitnie szczególnie kładziemy akcent na rodzinę, ale też na to jak towarzyszyć osobom poranionym, zniewolonym w oparciu o teksty biblijne, a więc fundament naszej wiary, ale też intelektualnie, bo będziemy mieć wykład z psychologiem i z terapeutą – powiedział ks. Janusz Czenczek z diecezji gliwickiej, koordynator egzorcystów w Polsce.

Zobacz zdjęcia: Ogólnopolski Zjazd Egzorcystów w Rokitnie

Ogólnopolski zjazd egzorcystów w Rokitnie odbywał się w dniach od 12 do 15 listopada. W środę 14 listopada wszyscy kapłani zgromadzili się w rokitniańskiej bazylice, gdzie Mszy św. przewodniczył bp Henryk Wejman. – Kolejny dzień naszego spotkania wszystkich egzorcystów w sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej, rokitniańskiej Matki Pięknej Miłości. Jesteśmy tutaj w jubileuszowym roku dzięki otwartości księdza biskupa Tadeusza. Dziękujemy księże biskupie za to, że możemy tutaj, w tym sanktuarium rokitniańskim, odbywać nasze doroczne spotkania egzorcystów, a zarazem w tym jubileuszowym roku napełniać się Bożym wsparciem, Bożym błogosławieństwem do naszego posługiwania wobec tych, którzy tej pomocy szczególnie potrzebują – powiedział biskup pomocniczy szczecińsko – kamieński.

Homilię wygłosił ordynariusz diecezji zielonogórsko – gorzowskiej bp Tadeusz Lityński. – To wy, egzorcyści, macie szczególną misję życia słowem Bożym, głoszenia tego słowa, które jest lekarstwem uzdrawiającym. To znaczy, że Ewangelia ma moc, którą jest słowo Boże i w słowie Bożym, w Ewangelii jest Pan – mówił bp Lityński. –  Jesteśmy w domu Tej, Która będąc drugą Ewą w istotny, zwycięski sposób przeszkadza szatańskiemu planowi odciągnięcia ludzi od Stwórcy, co jest nieustannie realizowane przez siły zła. Jak mówi św. Ludwik Grinion de Montfort, Maryja, Najświętsza Matka Boża jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg przeciwstawił Szatanowi. Jakie to ma konsekwencje dla nas ? – pytał ksiądz biskup. – Każdy kapłan prowadząc krucjatę ze złem winien korzystać z pomocy Maryi, z orędzia Jej modlitwy. Cieszę się bardzo, że właśnie to miejsce w Roku Jubileuszowym jest miejscem spotkania ze słowem Bożym, miejscem rozważania tego słowa i spotkania z Tą, Która jest napełniona Duchem Świętym, abyśmy mogli z Jej bliskości, pomocy i orędzia modlitwy jak najowocniej skorzystać. Niech Jej modlitwa będzie skuteczną tarczą, ale też orężem – dodał pasterz diecezji zielonogórsko – gorzowskiej.

Do Rokitna przyjechał ks. Krzysztof Gąsiorowski, który przygotowuje się do posługi egzorcysty. - Uczestniczę w ogólnopolskich spotkaniach egzorcystów, które odbywają się 2 razy w ciągu roku. Do posługi przygotowuję się poprzez rozmowy, spotkania, konsultacje z księżmi, którzy prowadzą tę posługę w diecezji włocławskiej. Jest to również osobista formacja, przygotowywanie się do tej posługi, którą wyznacza pasterz diecezji w odpowiednim momencie. Spotkanie w Rokitnie jest dla mnie nabieraniem doświadczenia poprzez czerpanie z rozmów, ze świadectw, konferencji, które są dla nas tutaj takim ubogaceniem. Ważne jest też przede wszystkim spotykanie się z księżmi, którzy mają większe doświadczenie - oni wiele dopowiadają, wyjaśniają, dzięki czemu nabieramy takiego przekonania, że i my damy radę. Jest coraz więcej zagrożeń, którym ulegają ludzie, którzy są coraz bardziej słabsi duchowo. Przez to, że brakuje czasu dla spraw Bożych, wkrada się zło - powiedział kapłan diecezji włocławskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

V Otwarte Mistrzostwa Częstochowy w Szachach Dzieci do lat 7

2018-11-17 21:21

Sławomir Błaut

Sławomir Błaut/Niedziela

Katolicka Szkoła Podstawowa w Częstochowie przy ul. Górnej 12, której patronuje św. Jadwiga Królowa – to szachowa potęga. Tam też odbyły się 17 listopada V Otwarte Mistrzostwa Częstochowy w Szachach Dzieci do lat 7. W turnieju, którego patronem medialnym jest nasz Tygodnik Katolicki „Niedziela”, uczestniczyło 52 zawodników – dziewcząt i chłopców z rocznika 2011 (lub młodsi).

Zobacz zdjęcia: Mistrzostwa w szachach

– Dzieci i ich rodzice przyjechali na turniej nie tylko z częstochowskich i podczęstochowskich szkół i przedszkoli, ale także m.in. ze Śląska czy Małopolski. Był nawet uczestnik pochodzący z Włoch – z Sycylii – mówi mgr Bogusław Snarski, instruktor szachów w szkole. – Takie święto sportu jest doskonałą promocją Katolickiej Szkoły Podstawowej w Częstochowie – dodaje dyrektor placówki s. Immolata Jastrzębska. Szkoła niedawno wywalczyła w Igrzyskach Dzieci w Szachach mistrzostwo Częstochowy i rejonu częstochowsko-kłobuckiego (rocznik 2006 i młodsi).

Turniej został przeprowadzony w jednej grupie rozgrywkowej (chłopcy i dziewczęta), systemem szwajcarskim, na dystansie 7 rund, tempem 10 minut na zawodnika. Wielu spośród uczestników miało już za sobą, mimo bardzo młodego wieku, dużo rozegranych partii i całkiem spore doświadczenie w grze w szachy. Byli tam m.in. aktualny mistrz Śląska w szachach (do lat 7) Borys Witczak i dzieci posiadające już kategorie szachowe. Z chwilą rozpoczęcia turnieju najważniejszą osobą na sali stał się sędzia główny (państwowy) Igor Pyrkosz. Zaproszony został również prezes Śląskiego Związku Szachowego w Katowicach Andrzej Matusiak.

Jak podkreślano podczas otwarcia mistrzostw – wszyscy ich uczestnicy powinni poczuć się zwycięzcami, wszyscy też otrzymali pamiątkowe dyplomy. Ale, jak to w turnieju, trzeba było wyłonić zwycięzców. Przyznano dziewięć głównych nagród. Wśród chłopców I miejsce zajął Mateusz Pawleta (reprezentujący LKS Polonia Poraj), II miejsce – Michał Kaszuba (UKS przy SP nr 8 Chorzów), III miejsce – Stanisław Kisieliński (Akademia Szachowa Gliwice). Wśród dziewcząt: I miejsce – Małgorzata Motyl (Katolicka Szkoła Podstawowa w Częstochowie), II miejsce – Aleksandra Pietras (Szkoła Podstawowa im. św. Jana de La Salle w Częstochowie), III miejsce – Maja Kiedrzyn (Częstochowa). Nagrodę dla najlepszego zawodnika z Częstochowy otrzymał Borys Witczak (UKS „Hetman”). Nagrodę dla najlepszego zawodnika z Katolickiej Szkoły Podstawowej otrzymał Jakub Warzecha. A nagrodę dla najmłodszego zawodnika zawodów otrzymała Kamila Bartczuk z Przedszkola Sióstr Nazaretanek w Częstochowie. Należy odnotować, że za I miejsce w turnieju przyznaje się puchar, medal, dyplom i nagrodę rzeczową, za II i III miejsce – medal, dyplom i nagrodę rzeczową.

Organizatorzy turnieju szachowego to: Stowarzyszenie „Górna 12”, Katolicka Szkoła Podstawowa w Częstochowie i Uczniowski Klub Sportowy „Hetman” Częstochowa, z prezes Elżbietą Pyrkosz na czele. Patronat honorowy nad turniejem objął abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Patronat sportowy sprawował FM Mateusz Paszewski. Partnerami wydarzenia byli: Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej, Drukarnia Cyfrowa „Garmond”, Wydawnictwo Świętego Filipa Apostoła oraz Aneta i Adam Motyl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem