Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

To będą trudne święta

Witold Dudziński
Niedziela Ogólnopolska 52/2010, str. 12-13

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia miały być takie jak co roku. Nie będą: katastrofa smoleńska wszystko zmieniła

Nawet w ciężkich komunistycznych czasach święta Bożego Narodzenia w ich domu były radosne i bardzo rodzinne. Joanna i Janusz Krupscy przeżywali je z kolejno przychodzącymi na świat dziećmi, ale zjeżdżało się też sporo bliższej i dalszej rodziny. W tym roku święta nie będą już takie jak dawniej. Bo nie mogą być.
Jak żyć ze świadomością, że bliska osoba już nie przyjdzie, nie usiądzie przy świątecznym stole, nie uśmiechnie się i nie złoży życzeń, nie zaintonuje kolęd? Trzeba temu sprostać, trzeba żyć, choć niemal wszystko wokół przypomina o osobie, której już tu nie ma.
- To dla nas bardzo trudne - ucina Joanna Krupska, żona Janusza Krupskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Teraz najważniejsze jest dla niej zajęcie się liczną rodziną. Święta nie będą łatwe, a im bliżej Wigilii - tym będzie trudniej. Wiadomo, dla kogo postawią w tym roku pusty talerz.
Ich znajomi nie mają wątpliwości: to było udane i niezwykłe małżeństwo. Nie przelewało im się, ale kochali się i zawsze to z nich biło. - Nawet jak mieli w domu zimno, było u nich ciepło - mówi znajomy pana Janusza.
Teraz wszystko się zmieniło. Joanna Krupska zamiast cieszyć się z obecności męża, odsłoniła w Grodzisku Mazowieckim tablicę ku czci ofiar spod Smoleńska, związanych z okolicą: księży Romana Indrzejczyka i Zdzisława Króla, pilota majora Arkadiusza Protasiuka. I swojego męża.
Znajomi zastanawiali się, jak Joanna poradzi sobie sama z taką gromadką dzieci. Jej mąż od lat był żywicielem rodziny. Podział był wyraźny: on zarabiał pieniądze, ona poświęciła się domowi. - Gdyby nie przyznano mi renty specjalnej, byłoby krucho. Studiujące dzieci musiałyby iść do pracy i musielibyśmy sprzedać dom - mówi pani Joanna.

Z zawodu matka

Joanna Puzyna i Janusz Krupski poznali się w końcu lat 70. na KUL-u. Joanna studiowała psychologię i pracowała z upośledzonymi umysłowo, Janusz był po historii, energicznie działał w przedsierpniowej opozycji. Swej przyszłej żonie zaimponował także tym, że był odważny i bezkompromisowy.
W stanie wojennym Janusz Krupski musiał się ukrywać, a jego narzeczona pomagała mu znajdować kolejne kryjówki. Jednak jesienią 1982 r. złapano go i na krótko internowano. Rok później byli już małżeństwem. Mszę św. ślubną w kaplicy w podwarszawskich Laskach odprawiało czterech księży, m.in. ks. Zbigniew Puzyna, stryj pani Joanny.
- Nie mieliśmy mieszkania, pracy, żadnych perspektyw. Mimo to zdecydowaliśmy się pobrać. Kochaliśmy się i naturalną tego konsekwencją były dzieci, które były naszym szczęściem - mówi Joanna Krupska.
To były ciężkie lata. Młoda mężatka pracowała w szkole, w klasie dzieci z ciężkim autyzmem. Niska pensja nie mogła wystarczyć na utrzymanie całej rodziny, a mąż był bez pracy, z wilczym biletem, na celowniku bezpieki.
Przez kolejne kilka lat zmieniali miejsce zamieszkania z Warszawy na Lublin i z powrotem. W końcu osiedli w chałupie 50 km od Warszawy. Na większość roku. Zimowali u rodziców. Pierwszy syn, Piotr, urodził się w 1985 r. Potem na świat przychodzili kolejni: Paweł, Tomek, Łukasz i Jaś. Niektóre porody Janusz Krupski odbierał sam. Szósta była Marysia, a Tereska urodziła się, gdy kilkanaście lat temu wprowadzili się do budowanego domu w Grodzisku (przez pierwszy rok żyli tam bez wody, bo nie można się było do niej dokopać).
Joanna Krupska, zajmująca się dziećmi, przedstawia się: „z zawodu matka”. Udzielała się i udziela społecznie, kieruje Związkiem Dużych Rodzin „Trzy Plus”, jest ekspertem Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski.
Janusz Krupski był wydawcą. Najpierw kierował wydawnictwem „Editions Spotkania”, potem własnym wydawnictwem. W 2000 r. został zastępcą prezesa IPN-u. Gdy kilka lat temu przegrał o jeden głos z Januszem Kurtyką stanowisko szefa IPN, kierował Urzędem ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. W tej roli, razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim i m.in. prof. Januszem Kurtyką, wyleciał 10 kwietnia br. do Smoleńska.

„Siostry-siostry”

Tegoroczne święta będą pierwsze bez ojca. Do tej pory choinka w domu państwa Krupskich zawsze była prawdziwa, żywa, a nie plastikowa. Pan Janusz, mimo że sporo jeździł służbowo po Polsce i po świecie, na święta zawsze był w domu. - Zawsze celebrowaliśmy to, że w te święta jesteśmy razem - mówi pani Joanna.
Św. Mikołaj przychodził niepostrzeżenie, a bywał nim najczęściej syn Paweł. Z przyjmowaniem św. Mikołaja zawsze była największa zabawa. Jego przebranie wzbudzało ogólną wesołość u tych, którzy „wiedzieli”. Najmłodsza córka Tereska nie domyślała się, że to straszy brat, któremu doprawiono długą brodę, a na brzuchu ukryto poduszkę (bo przecież św. Mikołaj, jako człowiek dojrzały, jest brzuchaty). Tereska bardzo przejmowała się tym, co św. Mikołaj powie. Śmiechu było z tego zawsze co niemiara. Wcześniej św. Mikołajem bywał dziadek. Tak realistyczny, że chłopcy ze strachu chowali się pod stół. Po latach sami odgrywali rolę świętego. Do stroju trzeba było u Krupskich dorosnąć, przechodził z syna na syna.
Często w ich domu odgrywane były jasełka. „Jasełka, Jasełka, zielona jodełka/Światełkami błyska, a przed nią kołyska/W kołysce Pan Jezus właśnie się narodził/Będzie kochał ludzi, wśród nich żył i chodził”. Za postacie dramatu przebierali się niekiedy wszyscy członkowie rodziny. - Janusz bywał św. Józefem, ja - Maryją, dziewczynki i młodsi chłopcy - aniołami - opowiada pani Joanna. Potem dzieci dorastały, wyrastały z jasełek. W ostatnich latach stawiali w pobliżu choinki własnoręcznie zrobione postacie Józefa i Matki Bożej.
Późnym wieczorem, już po wieczerzy, było wspólne wyjście na Pasterkę do kościoła sióstr dominikanek w niedalekich Radoniach. Tamto miejsce zawsze bardzo im odpowiadało. Kościół mały, prosty, z cegły, z dobrym klimatem modlitwy i refleksji. I ich kochane siostry. Jak mówili, „takie siostry-siostry”.
W Radoniach w Wigilię, po wieczerzy i po obejrzeniu prezentów, rozpoczyna się kolędowanie. Siostry gromadzą się w chórze na Godzinie Czytań, a potem na Pasterce, na którą docierała także rodzina Krupskich. Z rodzicami zawsze szła część pociech. W ostatnich latach tradycją było wynoszenie z Pasterki najmłodszej - śpiącej Tereski.

Reklama

Orkiestra gra

W czasie tych świąt pan Janusz zawsze był ważną osobą. - Któryś z synów trzymał świecę, a on czytał Pismo Święte. To była prawdziwie dynamiczna część świąt. Procesja przychodziła z innej części domu, wszyscy śpiewaliśmy adwentową pieśń - jeszcze po ciemku. Potem były zapalane świece i wreszcie opłatek. Wszystko to tworzyło niepowtarzalną świąteczną atmosferę - opowiada Joanna Krupska.
Pan Janusz prowadził zresztą każdą z rodzinnych uroczystości. Zawsze z taktem, tak żeby wszystkim było miło. Na wieczerzy wigilijnej zawsze był ktoś spoza domowników. Zjeżdżała się zawsze część rodziny, np. bratanica z dziećmi, kuzynka, babcie albo bracia z rodzinami. Każdy przywoził coś ciekawego, także do jedzenia. Doprawdy, zebrałoby się z tego dwanaście potraw.
Tradycyjnego w innych rodzinach karpia u Krupskich nie ma i od dawna nie było. To też jest już tradycja rodzinna. Kiedyś mała Joanna razem z bratem uratowała karpia pływającego w wannie. Nie wypadało w Wigilię zabijać żywego stworzenia, które przecież właśnie wtedy przemawia ludzkim głosem. Potajemnie wynieśli karpia i wypuścili do stawu w Łazienkach.
Prezenty - zawsze takie, żeby dzieciom sprawiały przyjemność i żeby żadne z nich nie miało krzywdy. - Nasze dzieci nie były przyzwyczajane do zbytków i luksusów - mówi Joanna Krupska. - Umiarkowane ubóstwo to dla dzieci lepsze środowisko niż zamożność. Umiejętność samoograniczania jest lepsza niż możliwość spełniania wszystkich potrzeb i zachcianek.
Kolędy to też stały punkt wieczerzy wigilijnej i każdego świątecznego posiłku. - U nas wszyscy je znają. Jest też tradycja muzykowania. Szóstka naszych dzieci chodziła do szkół muzycznych, wszystkie potrafią grać na jakichś instrumentach, a jeden z synów skończył nawet Akademię Muzyczną. W sumie w święta grała u nas cała orkiestra.

Smutne i trudne

Przeprowadzka na granicę Grodziska Mazowieckiego (prawdziwą granicę, bo po drugiej stronie drogi jest wieś) była zasadniczą zmianą w dziejach rodziny. Dom był duży, miał być garaż na dwa samochody - dziś w tym miejscu jest ogromna kuchnia, wielkości klasztornego refektarza. Na ścianach są obrazy i świątki wykonane przez Joannę Krupską i jej dzieci. To też tworzyło atmosferę i powodowało, że święta były tu inne niż kiedyś, gdy tułali się po Polsce. Tu spędzali wszystkie święta, od kiedy byli w pełnym składzie, już z najmłodszą córką Tereską.
Tegoroczne święta Bożego Narodzenia byłyby zapewne takie jak co roku, rodzinne. Nie będą: katastrofa smoleńska wszystko zmieniła. Zdarzyła się tuż po Wielkanocy. Jeszcze tydzień wcześniej byli prawie całą rodziną u „sióstr-sióstr” w Radoniach, na „atmosferycznej” procesji wielkanocnej.
- Lubiliśmy święta Bożego Narodzenia - mówi Joanna Krupska. Jakie będą w tym roku?
- Smutne i trudne.

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Rekolekcje Adwentowe - Kościół jest dobry

2018-12-17 14:45

Profeto.pl

Kościół jest dobry, gdyż jest wspólnotą. Dzisiejszy odcinek jest odpowiedzią na samotność człowieka nowoczesnego, zamkniętego często w wirtualnym świecie. Jest piękną opowieścią o tym, że w Kościele nie jesteśmy sami!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem