Reklama

Odszedł dobry pasterz

Urszula Buglewicz
Niedziela Ogólnopolska 9/2011, str. 32-34

Katarzyna Artymiak
Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

Przeprowadził Kościół lubelski przez bramę trzeciego tysiąclecia, z synowskim oddaniem wędrował po szlakach peregrynacji ukochanej Matki, niestrudzenie głosił orędzie nadziei płynącej z Chrystusowego Krzyża, odważnie stawał w obronie Ewangelii i prawdy o nadprzyrodzonej godności człowieka, wzrokiem pełnym ojcowskiej miłości i troski ogarniał cały Kościół. Jego ziemskie życie, do końca przepełnione modlitwą i pracą, zgasło zbyt wcześnie.
Już nie spotkamy go na uniwersyteckich korytarzach; nie zobaczmy z brewiarzem w ręku, gdy zatopiony w modlitwie przemierza ścieżki biskupiego ogrodu; nie usłyszymy tak często powtarzanych za Janem Pawłem II słów: „Nie lękajcie się”; nie dostrzeżemy wyciągniętych dłoni, tak hojnie rozdzielających błogosławieństwo i pociechę. Ale w sercach tych, którzy w ciągu 14 lat posługiwania abp. Józefa Życińskiego w archidiecezji lubelskiej dobrze poznali swego Pasterza, pozostanie na zawsze. Serdeczną pamięcią, modlitwą i realizacją testamentu, którego najważniejszym przesłaniem jest wierność Chrystusowi ponad wszystko, archidiecezja przez następne lata spłacać będzie dług wdzięczności wobec Pasterza, który złotymi zgłoskami pisał jej historię.

Droga przez archidiecezję

Zmarłemu abp. Józefowi Życińskiemu archidiecezja lubelska zgotowała królewskie pożegnanie.

Chełm i Dys
W Chełmie, gdzie zaplanowano pierwsze ze spotkań modlitewnych przy trumnie z doczesnymi szczątkami Księdza Arcybiskupa, ostatni przyjazd Pasterza ogłosiło bicie dzwonów. Tysiące wiernych oraz kapłani z pięciu dekanatów ziemi chełmskiej przeszli w kondukcie żałobnym do bazyliki Mariackiej, gdzie po czuwaniu bp Józef Wróbel przewodniczył żałobnej Mszy św.
- Abp Józef Życiński wiele razy przybywał tu, by modlić się u stóp Chełmskiej Madonny. Na tej ziemi erygował parafie, dokonał koronacji cudownego obrazu św. Antoniego, spotykał się z wiernymi podczas odpustów i uroczystości, a to zaledwie kilka z licznych śladów jego obecności w Chełmie. On zawsze pamiętał o ludziach tu mieszkających - podkreślali kustosz sanktuarium ks. prał. Tadeusz Kądziołka i dziekan ks. kan. Józef Piłat.
- Był obecny pośród wiernych na wzór zatroskanego ojca, na wzór doglądającego złocących się już pól gospodarza. Z życzliwością wychodził naprzeciw oczekiwaniom ludzi prostych i inteligencji, wobec troszczących się o swój rodzinny dom, jak i wobec tych, którzy niosą na swoich barkach odpowiedzialność za dobro wspólne. Rzucała się w oczy jego niezawodna obecność - mówił bp Józef Wróbel.
Kolejnym przystankiem na ostatniej drodze Księdza Arcybiskupa był klasztor Sióstr Karmelitanek w podlubelskim Dysie. Z Karmelu, który przez wiele lat otaczał on szczególną troską i którego modlitwę cenił niczym znużony wędrowiec wodę oazy wśród piachów pustyni, ku niebieskiej ojczyźnie popłynęły słowa modlitwy, wypraszające dla wielkiego Przyjaciela łaskę nieba.

Reklama

Seminarium Duchowne
O swoim Biskupie jak o najdroższym ojcu pamiętali alumni Metropolitalnego Seminarium Duchownego. W atmosferze żalu oraz paschalnej nadziei oczekiwali na ostatnią wizytę Pasterza, który odszedł do domu Ojca podczas sesji Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej poświęconej formacji kapłańskiej. W środku nocy w murach seminaryjnego kościoła rozpoczęła się celebracja Liturgii Godzin; rankiem sprawowano Eucharystię. Modlitwie przewodniczył administrator archidiecezji bp Mieczysław Cisło. - Życie Księdza Arcybiskupa to wielka księga, którą tak jak pontyfikat Jana Pawła II będziemy studiować przez wiele lat. Żył głęboką wiarą, modlitwą i medytacją słowa Bożego w zaciszu swojej kaplicy. Pokazywał, że istota Ewangelii tkwi w tym, żebyśmy budowali ponad naszą małą ojczyzną i lokalnymi patriotyzmami rodzinę dzieci Bożych - mówił Ksiądz Biskup.
Wypraszając dla Zmarłego łaskę życia wiecznego, wspólnota seminaryjna dziękowała Bogu za postawienie na drodze powołanych do kapłaństwa człowieka, który był obdarzony niezwykłą erudycją, sprawnością dogłębnej refleksji nad rzeczywistością, głęboką wrażliwością i wielkim sercem. To serce, chociaż fizycznie słabe, duchowo było sercem przemienionym na wzór Serca Pana Jezusa.

Dom Arcybiskupi i Katolicki Uniwersytet Lubelski
Z seminarium kondukt żałobny udał się do Domu Arcybiskupiego, gdzie z Pasterzem w atmosferze przejmującej ciszy pożegnali się domownicy i rodzina, m.in. brat ks. prof. Wojciech Życiński SDB, osobisty sekretarz Metropolity ks. dr Tomasz Adamczyk oraz siostry ze Zgromadzenia Kanoniczek Ducha Świętego, a także najbliżsi współpracownicy.
Po tym krótkim przystanku kondukt żałobny podążył w stronę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, by Wielkiego Kanclerza mogła pożegnać społeczność akademicka. - Był dla nas bezcennym Bożym darem. Kochał młodych ludzi, jak ojciec interesował się ich sprawami. Umiał inspirować do podejmowania nowych wyzwań i zachęcał, by wobec zagrożeń przezwyciężali lęk i z nadzieją patrzyli w przyszłość - mówił rektor KUL-u ks. prof. Stanisław Wilk.
Czuwanie przy zmarłym Profesorze, wybitnym intelektualiście, a zarazem wielkim przyjacielu ludzi młodych, zakończyła uroczysta Msza św., sprawowana pod przewodnictwem prymasa seniora Józefa Glempa.
- Abp Józef Życiński wniósł w środowisko naukowe nową myśl i otwierał horyzonty zadań dla katolickiej uczelni w kontekście światowego rozwoju nauki i cywilizacyjnych przemian. Nie bał się żadnych współczesnych wyzwań, wobec których stawał z przesłaniem Ewangelii, z której wydobywał jak ze skarbca prawdę rozświetlającą mroki i umacniającą nadzieję świata - mówił bp Mieczysław Cisło.
- Bóg obdarzył go wielką sprawnością intelektu, dlatego mógł zaglądać do różnych dziedzin wiedzy. Był jednak przede wszystkim kapłanem, a więc codzienny chleb jego myślenia stanowiła teologia, czyli sam Bóg. Wierzył w dobro; kochał Kościół Chrystusowy, dlatego szedł do ludzi, czasem do ludzi dziwnych, bo odkrywał w nich choćby ułamek dobra Bożego. Kochał Kościół Chrystusa w całej prawdzie - podkreślał w homilii Prymas Senior.

Archikatedra lubelska
W ostatniej drodze z tak bliskiego sercu uniwersytetu do ukochanej archikatedry abp. Józefowi Życińskiemu towarzyszyło kilkanaście tysięcy osób. W żałobnym orszaku ramię w ramię szli zatopieni w modlitwie biskupi, kapłani, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele świata nauki, polityki, kultury, służb mundurowych, oświaty… Byli też zwykli ludzie, którzy nosząc w sercach obraz Księdza Arcybiskupa, chcieli wesprzeć jego ostatnią ziemską wędrówkę cichą „zdrowaśką”. Przed katedrą pożegnali tego „człowieka niezwykłego dialogu” przedstawiciele religii monoteistycznych: naczelny rabin Polski Michael Schudrich i mufti Ligi Muzułmańskiej w RP Nidal Abu Tabaq.
Po złożeniu trumny z ciałem Zmarłego w archikatedrze rozpoczęło się czuwanie, które trwało przez całą noc. Mimo późnych godzin przed świątynią utworzyła się długa kolejka osób, które chciały oddać hołd swojemu Pasterzowi. Na modlitwie i Mszy św. zgromadziła się m.in. młodzież, którą abp Życiński - z inspiracji Jana Pawła II - otaczał szczególną troską. - Był wam wierny do ostatniego tchnienia. W wielowymiarowej posłudze w Kościele zawsze znajdował czas dla młodych. Zawsze podkreślał, że trzeba dbać o ich duchowe dobro oraz pokazywać im, jak żyć Ewangelią we współczesnym świecie - mówił bp Artur Miziński.

Ostatnie pożegnanie

Msza św. pogrzebowa, której 19 lutego w archikatedrze lubelskiej przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, zgromadziła przedstawicieli Kościoła, świata polityki, nauki, kultury.

Dojrzał do odejścia
Abp Józef Życiński, którego „biologiczne życie zgasło po cichu, z dala od ojczyzny, ale w sercu Kościoła, przy grobach Apostołów i Jana Pawła II”, „był duchowo dojrzały do odejścia”. Podczas uroczystości pogrzebowej żegnało go kilkudziesięciu kardynałów, arcybiskupów i biskupów, m.in. kard. Zenon Grocholewski, kard. Franciszek Macharski, kard. Stanisław Dziwisz, abp Józef Michalik. Setki kapłanów i tysiące wiernych zgromadziły się na placu archikatedralnym i w kilku kościołach w centrum Lublina, gdzie ustawiono telebimy.
Przed Liturgią abp Życiński został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, m.in. za „wybitne zasługi w działności duszpasterskiej oraz za chrześcijańskie świadectwo humanizmu i tolerancji”. W imieniu narodu polskiego prezydent Bronisław Komorowski pożegnał „wybitną postać Kościoła i bardzo ważnego uczestnika polskiego życia publicznego”.
Na początku Eucharystii, która stała się wielkim dziękczynieniem Bogu za „dar życia, wieloraką posługę duszpasterską, świadectwo wiary, modlitwy, miłości i odwagi” abp. Życińskiego, Biskup Administrator odczytał telegram od Ojca Świętego: „W młodym wieku odszedł do Pana wybitny Pasterz, który z miłością troszczył się o powierzonych jego pieczy wiernych, a równocześnie z oddaniem angażował się w życie Kościoła powszechnego (…). Ojciec Święty, wdzięczny za wkład, jaki Arcybiskup Życiński wniósł w życie Kościoła dzięki swym zdolnościom intelektualnym i głębokiej duchowości, modli się, aby Pan przyjął go do swojej chwały, a Kościół w Lublinie otoczył swoją łaskawą opieką”.

Skarb dla Kościoła i świata
Kard. Kazimierz Nycz w pożegnalnej homilii wspominał Arcybiskupa Lubelskiego jako „człowieka wielkiego, który wyprzedzał swoją epokę, widział dalej i głębiej, był wielkim skarbem dla Kościoła i świata; biskupa wielkiej wiedzy i mądrości, wielkiej gorliwości i pracowitości, zaangażowania ekumenicznego i międzyreligijnego, bliskiego prostym ludziom i uczonym z uniwersyteckiego Lublina i Krakowa, partnera do rozmowy z młodymi z przystanku Woodstock oraz pomagającego dyskretnie przychodzącym do niego ludziom ubogim (…). Odszedł spracowany po ludzku człowiek w połowie swoich dni, a tak bardzo był potrzebny Kościołowi, Polsce i światu”.
Szukając klucza do zrozumienia wielowymiarowej osoby abp. Życińskiego, Ksiądz Kardynał wskazał na słowo „pasterz”. - Chciał być i był na pierwszym miejscu pasterzem - podkreślał. - Żegnamy Pasterza, który niestrudzenie starał się w życiu, przyporządkowując wszystkie talenty i wszelką wiedzę, być pasterzem dobrym, znając owce, kochając je, szukając i prowadząc do czystych źródeł. Wszyscy, którzy go znali, potwierdzą, co było dla niego najważniejsze. On kochał ludzi i kochał Kościół, zależało mu na zbawieniu wszystkich. Przez osobistą modlitwę, której było bardzo dużo w jego życiu, przez z pasją głoszone słowo Boże, czasem ostrzejsze niż miecz obosieczny, przez posługę sakramentów i całe pasterzowanie chciał być i był na pierwszym miejscu pasterzem - podkreślał kard. Nycz.
Przed zakończeniem Liturgii pogrzebowej przedstawiciele wielu środowisk wygłosili mowy pożegnalne, m.in. za pasterski trud i prace w Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej dziękował kard. Zenon Grocholewski, za zaangażowanie w działania Konferencji Episkopatu Polski - abp Józef Michalik. - Nagła śmierć człowieka gasi jego historię. W przypadku wielkich duchów odkrywa na nowo wielkość człowieka - podkreślił Przewodniczący KEP.
Po ostatniej modlitwie, której przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz, trumna z ciałem abp. Józefa Życińskiego została złożona w sarkofagu znajdującym się w kryptach archikatedry lubelskiej. Jedenasty rządca diecezji i drugi metropolita lubelski spoczął obok swoich poprzedników.

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: Dzieciątko Jezus przypomina o tragedii dzieci migrantów

2018-12-14 16:00

vaticannews / Watykan (KAI)

Papież Franciszek spotkał się z artystami, którzy wystapią jutro w Auli Pawła VI na koncercie bożonarodzeniowym. Jest on organizowany przez Kongregację ds. Edukacji Katolickiej. Ojciec Święty przypomniał, że Boże Narodzenie jest zawsze nowe ponieważ zaprasza nas do odrodzenia w wierze, do otwarcia na nadzieję oraz do rozpalenia na nowo ognia miłości. W tym roku wzywa nas szczególnie do zamyślenia się nad sytuacją wielu ludzi, mężczyzn, kobiet i dzieci którzy są w drodze uciekając przed wojnami, przed nędzą spowodowaną niesprawiedliwością społeczną oraz zmianami klimatycznymi.

Vatican Media

Papież zaznaczył, że zostawiają często wszystko: dom, bliskich, ojczyznę, aby stanąć w obliczu nieznanego, a to oznacza poddanie się szczególnie bolesnemu cierpieniu. Także Jezus przybył „z innego miejsca”. Zamieszkiwał w Bogu Ojcu, z Duchem Świętym, w komunii mądrości, światła i miłości, ale zapragnął przynieść je nam poprzez swoje zejście na ziemię. I jako człowiek ukazał nam „drogę” miłości: służby, pokory, aż do oddania życia.

Papież podkreślił, że mały Jezus przypomina, że połowa dzisiejszych uchodźców na świecie to dzieci, niewinne ofiary ludzkich niesprawiedliwości. Zwrócił uwagę, że Kościół na wiele sposobów odpowiada na ich potrzeby poprzez różne gesty solidarności i pomocy, gościnności oraz przyjęcia. W te działania wpisuje się także inicjatywa: „tworzenie sieci”. Papież wyjaśnił dlaczego „tworzenie sieci poprzez edukację” posiada tak ogromne znaczenie.

"Chodzi o stworzenie możliwości nauki dla najmłodszych migrantów, którzy zamiast siedzieć w ławkach szkolnych, jak wielu ich rówieśników, spędzają czas na długich wędrówkach na piechotę. Napotykają przy tym wiele niebezpieczeństw i muszą liczyć na odrobinę szczęścia. Także oni potrzebują formacji, aby jutro móc podjąć pracę oraz włączyć się jako świadomi obywatele w budowanie dobra wspólnego. Chodzi równocześnie o to, aby nauczyć wszystkich gościnności i solidarności, aby wykluczyć sytuacje, że migranci lub uchodźcy spotkają się na swojej drodze z obojętnością lub wrogością. «Tworzyć sieć» oznacza pozwolić, aby osoby mogły stanąć na nogi, wyruszyć w drogę w poczuciu godności, z siłą i odwagą podjąć wyzwania życiowe rozwijając swoje talenty i możliwości. «Tworzyć sieć edukacji» jest właściwym rozwiązaniem, aby otworzyć bramy obozów dla uchodźców i pozwolić włączyć się migrantom w życie nowych społeczeństw oraz tworzyć w nich klimat solidarności i hojności".

Na zakończenie Ojciec Święty podziękował Misji św. Jana Bosko w Ugandzie oraz chórowi Occurentes z Iraku za podjęcie inicjatywy „tworzenia sieci edukacji”, wspierając w ten sposób przekaz orędzia bożonarodzeniowej nadziei. Papież podkreślił, że od zawsze misja Kościoła wyrażała się także poprzez pomysłowość i kunszt artystów ponieważ oni poprzez swoje dzieła, docierają do najbardziej ukrytych zakamarków dusz kobiet i mężczyzn każdego czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem