Reklama

Arche Hotel

Niech brat Zeno wróci do Japonii

O. Roman Soczewka OFMConv
Niedziela Ogólnopolska 15/2011, str. 36-37

Ktokolwiek zna najnowszą historię Japonii, musi skojarzyć tragedię po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki z tragedią trzęsienia ziemi i tsunami, która dotknęła japońską wyspę Honsiu

Minęło zaledwie 66 lat, czyli czas dwóch pokoleń, od zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki, gdy Japonię dotknęło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi. Obie tragedie uderzyły niespodziewanie, w mgnieniu oka i rozlegle. Pierwsza dosięgnęła Japonię z góry, druga wypłynęła z głębiny. Gdy się ogląda fotografie lub filmowe obrazy z tych dramatów, trudno uwierzyć, że to tragiczna rzeczywistość, a nie katastroficzny film, zrobiony komputerowo. Budzi się głębokie współczucie dla Japończyków dotkniętych tragedią i chęć okazania im pomocy.

Anioł Dobroci

Wielu z nas jeszcze pamięta, albo przynajmniej słyszało o franciszkańskim misjonarzu br. Zenonie Żebrowskim (1891 - 1982), który razem z o. Maksymilianem Kolbem (dziś święty) wyjechał na misje do Japonii i tam pozostał do śmierci. W latach 1945-78 okazał się Aniołem Dobroci przez szeroko zakrojoną akcję charytatywną wśród biednych, chorych, osieroconych, bezdomnych, zwłaszcza poszkodowanych przez bombę atomową. Zbudował dziesiątki sierocińców, szkół, baraków dla bezdomnych i kościołów w takich miejscowościach, jak Konagai, Okakura, Omura, Ueno, Kokura, Numakuma. Rozdał potrzebującym tony żywności, ubrań, przyborów szkolnych, słodyczy i zabawek oraz sporo pieniędzy. Organizował dla sierot uroczystości, zawody sportowe i zabawy. Szukał sierot po całej Japonii, by mogły zamieszkać w sierocińcach oraz w domach specjalnej troski. Skąd miał na to środki?

Zdobywanie środków dla potrzebujących

Tuż po zakończeniu wojny japońsko-amerykańskiej klasztor Franciszkanów w Nagasaki, czyli japoński Niepokalanów, cudem ocalały po wybuchu bomby atomowej, stał się ośrodkiem pomocy materialnej, która napływała ze Stanów Zjednoczonych. Ale główna pomoc to zebrane, uproszone, ukwestowane i użebrane rzeczy i pieniądze od Japończyków, którzy dali się przekonać argumentom proszącego brata Zenona. Miał on dar trafiania do cudzych serc, który wyniósł z domu rodzinnego. Wspominał swoją matkę i jej słowa: „Jeśli spotkasz ubogiego, daj mu wszystko, co masz w kieszeni”.
Mimo słabej znajomości języka japońskiego nawiązywał kontakty z bogatszymi. Każdą akcję pomocy starał się utrwalić na fotografii i napisać o niej notatkę. Pomagali mu w tym dziennikarze i reporterzy. Fotografie i wycinki z gazet pokazywał zamożnym ludziom, którzy ze swoich zapasów wydzielali coś dla sierot. Wzrosła hojność dobroczyńców, gdy wśród zdjęć znalazła się fotografia brata Zenona z cesarzem Hirohito. Taka znajomość robiła na Japończykach wrażenie, ale nie na bracie Zenonie, który myślał o potrzebujących. „Jak brat Zeno na Sądzie Ostatecznym się stawi, to nie będzie musiał ust otwierać, tylko album z fotografiami i wycinkami z gazet pokaże” - żartobliwie wyraził się o nim jego przełożony w klasztorze. Chodził zawsze ze zniszczoną teczką, w której było pełno różności do rozdania, a do której podobno miał niedbałym gestem wrzucić Order Świętego Skarbu, przyznany mu przez cesarza. Mawiał: „Poczekam na order w niebie”.

Reklama

Ślady pamięci Japończyków

Aktywność brata Zenona w Japonii została bogato utrwalona w prasie japońskiej, w literaturze, w pomnikach wystawionych jeszcze za jego życia, filmach, wystawach i w pieśniach. Czasem mówi się o wdzięczności, że wstąpiła już do nieba i wciągnęła za sobą drabinę. Nie dotyczy to Japończyków, bo liczne są ich oznaki wdzięczności. W roku 2006 przybył do Polski Dziecięcy Zespół Pieśni i Tańca z Sapporo, aby podziękować franciszkanom i Polsce za brata Zenona. W Niepokalanowie i w Warszawie młodzi Japończycy wystawili musical o bracie Zenonie pt.: „Wszyscy ludzie są równi”. Kto oglądał ten spektakl, doznał niezwykłych wzruszeń. Przedstawienie było powtarzane w różnych miastach, także w Rzymie.

Przybliżył do siebie Polskę i Japonię

Brat Zeno (jak nazywali go Japończycy) stał się postacią niemal legendarną, a jego imię zyskało powszechny szacunek w Kraju Kwitnącej Wiśni. Przybliżył Japonię do Polski, a Polskę do Japonii. Interesująco scharakteryzował go o. Ludomir Jan Bernatek OFM Conv w książce „Opowieść o bracie Zenonie Żebrowskim”, wydanej kilkanaście lat temu w Niepokalanowie: „Dziwny to był człowiek: zdolny fachowiec, ale mało rzeczy umiał robić naprawdę dobrze. Nie skończył właściwie żadnej szkoły, a jednak budził podziw wykształconych i mądrych ludzi. Był tylko braciszkiem w zakonie, lecz znali go papieże, kardynałowie i biskupi. Choć mieszkał w Japonii jako przeciętny cudzoziemiec, rozmawiali z nim najwyżsi dostojnicy państwowi. W czasie wojny, kiedy obcokrajowców zamykano w obozach, on chodził swobodnie po ulicach Nagasaki w habicie, chociaż nawet miejscowe duchowieństwo nosiło cywilne ubrania. Słaba znajomość japońszczyzny nie stanowiła dla niego przeszkody w skutecznym załatwianiu spraw w urzędach i fabrykach. Kiedy sami Japończycy, przybici klęską wojenną, bezradnie opuścili ręce, on opiekował się sierotami w ich kraju, budował domy dla dzieci bez dachu nad głową, organizował materialną pomoc dla biednych. Powierzano mu wielkie sumy na dobroczynne cele, ale on zawsze został ubogim. Dla swoich podopiecznych podejmował długie podróże, mimo że przez wiele lat dręczyły go liczne choroby. Na pierwszą wieść o klęsce żywiołowej zrywał się nawet ze szpitalnego łóżka i dążył z pomocą poszkodowanym. Ufał Opatrzności, nie szczędził sił ani zdrowia dla potrzebujących. Pracy, cierpienia i miłości uczył się w szkole franciszkańskiej, kierowanej przez św. Maksymiliana Kolbego, z którym wspólnie pracował przez jedenaście lat: w Grodnie, Niepokalanowie i Japonii. Naśladował go wiernie w praktykowaniu bezwarunkowego i całkowitego poświęcenia się Matce Bożej Niepokalanej, uczestnicząc w jego prasowym apostolstwie maryjnym”.

Brat Zeno potrzebny dziś

Wprawdzie brat Zeno dziś jest bardziej znany w Japonii niż w Polsce, ale kraj ojczysty również zadbał o jego popularność. Ukazało się kilka książek o nim, m.in. „Zeno nie ma czasu umrzeć” Toru Matsui czy „Brat Zeno Żebrowski. Polski misjonarz w japońskich mediach” Iwony Merklejn. Autorka przypisuje działalności brata Zenona pokaźny wkład w rozwój japońskiego wolontaryzmu. Stosowne miejsce znalazł brat Zeno w wydanym ostatnio albumie „W poszukiwaniu polskich grobów w Japonii” (Warszawa 2010).
Telewizja Niepokalanów przygotowała film dokumentalny o bracie Zenonie pt. „Niespokojna dusza” w reżyserii Doroty Górskiej. Ma on też swoje miejsce w „Muzeum Świętego Maksymiliana” w Niepokalanowie. W rodzinnej parafii Czarnia k. Myszyńca proboszcz ks. Wacław Nowacki w starej plebanii zorganizował muzeum w części poświęconej jemu, a na placu kościelnym wzniósł czterometrowej wielkości pomnik z napisem: „Miłość bez granic”. W roku 1976 Rada Państwa PRL za pośrednictwem Polskiej Ambasady w Tokio odznaczyła brata Zenona Złotą Odznaką Orderu Zasługi.
Wspomnienie o tym franciszkańskim misjonarzu ma swoje przesłanie międzynarodowe - aby przynajmniej pomyśleć o dotkniętych tragedią w różnych krajach, ale także wielkopostne - pomoc potrzebującym i chorym oraz jałmużna dla ubogich stanowi istotny element ducha pokuty.

Zdrada Judasza

2012-11-19 12:00

Justyna Wołoszka
Edycja szczecińsko-kamieńska 13/2009

Tadeusz Poźniak
Judasz u arcykapłanów

Jedną z najbardziej haniebnych opowieści zapisanych w Biblii jest opowieść o Judaszu Iskariocie, który zdradził swego Mistrza. Był jednym z dwunastu Apostołów powołanych przez Jezusa, który pełnił we wspólnocie specjalną funkcję. Zgodnie z przekazem Ewangelii, powierzono mu pieczę nad wspólnymi finansami. Dopuszczał się sprzeniewierzeń, dlatego oburzył się, widząc czyn Marii z Betanii, która namaściła Jezusowi nogi drogocennym olejkiem nardowym i otarła je włosami: „«Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano” (J 12, 5-6). Po przybyciu Jezusa do Jerozolimy „udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam». A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać” (Mt 26, 14-16).
Los Judasza i suma trzydziestu srebrników przyjętych w zamian za zdradę posiada odniesienia starotestamentalne. Trzydzieści srebrników to ustanowione przez Prawo odszkodowanie za zabitego niewolnika: „Gdyby zaś wół zabódł niewolnika lub niewolnicę, jego właściciel winien wypłacić ich panu trzydzieści syklów srebrnych, wół zaś będzie ukamienowany” (Wj 21, 32). W Księdze Zachariasza pojawia się proroctwo, że taka kwota zostanie zapłacona za Mesjasza (Za 11, 12). Kiedy Judasz przyjął trzydzieści srebrników za życie Chrystusa, spełniło się starotestamentalne proroctwo.
Chociaż trudno współcześnie ustalić dokładną wartość trzydziestu srebrników, wiemy, że nie była to duża suma pieniędzy. W Nowym Testamencie nie mówi się jednoznacznie o monetach żydowskich. Żydzi wraz z utratą niezależności nie mieli prawa bić własnej monety. Od czasów Heroda posługiwano się oficjalnie rzymskim systemem monetarnym. Stosowano jednak nadal nazwy greckie i semickie. W czasach Pana Jezusa najpowszechniej używany był rzymski denar, który stanowił przeciętną dniówkę ówczesnego robotnika. Nie oznacza to, że robotnik zarabiał 365 denarów rocznie, ponieważ nie pracowano w dni szabatu i inne święta religijne. Denar miał taką samą wartość jak grecka drachma. Pieniądz ten był wybity ze srebra i nosił podobiznę głowy cesarza. Z tego powodu Żydzi nie mogli używać denarów do regulowania opłat za czynności religijne, dlatego je wymieniano. Ogólne określenie „srebrnik” obecnie uważa się za synonim sykla. Sykl był dawną jednostką wagi (14 g), która z czasem została przekształcona w żydowską jednostkę monetarną, wykonywaną ze srebra. Używając terminu sykl na określenie monety, dodawano zazwyczaj określenie: „ze srebra” - srebrnik. Jeden sykl odpowiadał zarobkowi za cztery dni pracy. Judasz otrzymał za wydanie Pana Jezusa prawdopodobnie trzydzieści srebrnych syklów z Tyru (zob. ilustracje) albo Antiochii. Suma ta równała się w przybliżeniu 120 denarom, co trudno uznać za fortunę. Dla porównania talent srebra był wart 10 tys. drachm lub 10 tys. denarów. Roczny dochód Heroda w ostatnim roku jego życia wynosił ok. 1000 talentów. W przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18, 23-24) czytamy o anulowanym przez króla długu wynoszącym niewyobrażalną sumę 10 tys. talentów, czyli tyle, ile wynosiły dziesięcioletnie dochody Heroda.
Wiadomość o skazaniu Jezusa dotarła do Judasza i wywarła na nim wstrząsające wrażenie. Srebrniki, które otrzymał za zdradę, stały się dla niego wyrzutem nie do zniesienia. Wrócił do świątyni, aby je oddać, jednak arcykapłani odmówili ich przyjęcia. Wyjaśnić należy, dlaczego faryzeusze wzbraniali się przed przyjęciem pieniędzy zwróconych przez Judasza. Prawo zabraniało składać w ofierze Bogu pieniądze uzyskane niegodziwie: „Nie zaniesiesz do domu Pana, Boga twego, zarobku nierządnicy, jak i «zapłaty dla psa», jako rzeczy ofiarowanej ślubem. Tak jednym, jak i drugim brzydzi się Pan, Bóg twój” (Pwt 23, 19). Faryzeusze uznali, że Judaszowe srebrniki należą do dochodów tego właśnie rodzaju i dlatego nie włożyli ich do skarbon świątynnych. W takim wypadku należało zwrócić pieniądze ofiarodawcy, a gdy ten się nie zjawiał, obrócić na jakiś dobry cel.
Judasz „rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się” (Mt 27, 5). Za srebrniki zakupiono „pole garncarzowe” z przeznaczeniem na grzebanie cudzoziemców. Według późniejszej relacji Dziejów Apostolskich, Judasz „za pieniądze, niegodziwie zdobyte, nabył ziemię i spadłszy głową na dół, pękł na pół i wypłynęły wszystkie jego wnętrzności. Rozniosło się to wśród wszystkich mieszkańców Jerozolimy, tak że nazwano ową rolę w ich języku „Hakeldamach”, to znaczy: Pole Krwi” (Dz 1, 18-19). Obydwa opisy śmierci Judasza nawiązują do biblijnych opisów śmierci ludzi bezbożnych. Warto porównać te teksty z opisami śmierci Achitofela (2 Sm 17, 23) i Antiocha Epifanesa (2 Mch 9, 7-9).
Ciekawe objaśnienie dotyczące śmierci Judasza podaje Jakub de Voragine - dominikanin, arcybiskup Genui - w „Złotej legendzie”, którą spisał w latach 1263-73. „Później jednak żal go ogarnął i powiesił się na powrozie. Gdy zaś wisiał, ciało jego pękło przez pół i wylały się wszystkie wnętrzności jego. Nie wyzionął zaś ducha ustami, nie godziło się bowiem, aby usta, które dotknęły chwalebnej twarzy Chrystusa, zostały tak haniebnie splamione. Natomiast słuszne było, aby wnętrzności, które poczęły zdradę, pękły i wypadły i aby powróz zdusił krtań, z której wydobywał się głos zdrajcy. Ciało zaś Judasza zawisło w powietrzu, aby w ten sposób on, który obrażał aniołów w niebie, a ludzi na ziemi, odsunięty został od nieba i ziemi, a w powietrzu stał się towarzyszem diabłów”.
Warto odwołać się do św. Jana Chryzostoma, który zwraca uwagę na pewien istotny szczegół: „Zauważ natomiast, kiedy pojawiają się u niego wyrzuty. Gdy grzech został spełniony i doprowadzony do końca. Taki właśnie jest diabeł. Tym, którzy nie czuwają, nie pozwala, by widzieli zło, aby nie zmienił się ten, kto wpadł w jego sidła. Gdy zbrodnia została dokonana w całości, wtedy poczuł żal, a i wówczas bez skutku. Wszystko można by uznać: że się potępił, że rzucił srebrniki, że nie uszanował żydowskiego ludu. Lecz jest dziełem złośliwego szatana, nie do przebaczenia, to z kolei, że się powiesił. Oderwał go od żalu, by nie miał z tego żadnej korzyści; zgładził go najhaniebniejszą i jawną dla wszystkich śmiercią, kusząc go, by sam odebrał sobie życie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Polski biskup na pierwszej stronie panamskiego dziennika

2019-01-23 22:27

pb (KAI Panama) / Panama

Zdjęcie polskiego biskupa znalazło się na okładce panamskiego dziennika „La Prensa”. Przedstawia ono bp. Jana Piotrowskiego z Kielc przemawiającego podczas przyjęcia dla pielgrzymów z Polski, uczestniczących w Światowych Dniach Młodzieży, wydanego w synagodze Kol Szearit Israel w dzielnicy Costa del Este w Panamie.

By. Mivielk Perez/flickr.com

Na fotografii figuruje także miejscowy rabin Gustavo Kraselnik, który współpracuje z lokalną parafią katolicką św. Łukasza. Kilka miesięcy temu w czasie prywatnego spotkania katolicy mówili o potrzebie przyjęcia uczestników ŚDM i wówczas rabin spontanicznie wyraził gotowość włączenia się w to dzieło. W rezultacie wspólnota żydowska gości w swoim budynku 49 Polaków.

Obecnie podkreśla, że taka współpraca jest owocem dialogu katolicko-żydowskiego, podjętego w połowie XX w. Umożliwiła ona serdeczne i pełne szacunku relacje, dzięki którym „uczymy się, że pomimo dzielących nas różnic, możemy współdziałać z korzyścią dla wspólnego społeczeństwa i wartości, które podzielamy”.

Gazeta publikuje także trasę dzisiejszego przejazdu papieża Franciszka ulicami Panamy z lotniska Tocumen do budynku nuncjatury apostolskiej. Z detalami technicznymi opisuje papieski pojazd – papamobile.

„La Prensa” podkreśla również, że „anonimowymi bohaterami” ŚDM są panamskie rodziny przyjmujące pielgrzymów w swoich domach.

Cytuje też pielgrzymów z Gwatemali. 21-letni Guillermo González Ramírez opowiada, że w 2016 r. babcia ufundowała mu bilet na ŚDM w Krakowie. Dla tego studenta informatyki pobyt w Polsce był ważnym momentem w życiu, dlatego postanowił przeżyć podobne doświadczenie w Panamie.

Również 30-letnia Alejandra Bran była w lipcu 2016 r w Polsce. Podkreśliła, że wielu młodych, którzy chcą uczestniczyć w ŚDM musi znaleźć sobie dodatkową pracę, by móc pokryć koszty przejazdu i pobytu zagranicą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem