Reklama

Jan Paweł II w chwale ołtarzy

Gabriel Turowski
Niedziela Ogólnopolska 19/2011, str. 18-19

Arturo Mari/ Archiwum Gabriela Turowskiego/ Karol Wojtyła. Przyjaciel, kardynał, papież/ Biały Kru
Spotkanie z Ojcem Świętym Bożeny i Gabriela Turowskich w zakrystii sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem, 7 czerwca 1997 r.

Do chwały ołtarzy wyniesiony został Papież Polak, człowiek dający za swego życia świadectwo bezgranicznej wierności Panu Bogu, autentycznego zawierzenia Maryi i ofiarnie oddany Kościołowi

Pamiętamy jego wybór na Stolicę Piotrową w Rzymie, długi, bo trwający prawie 27 lat pontyfikat. Jego przejście do domu Ojca, a także ceremonię pogrzebową, podczas której mieszkańcy świata mogli osobiście lub przez telewizję zobaczyć zamknięcie Księgi Ewangelii, złożonej na jego trumnie. A wśród licznie zgromadzonych wiernych na Placu św. Piotra napisy: „Santo subito!” (Święty od zaraz!).

W Bożej rzeczywistości

Aby pojąć i przyjąć to świadectwo świętości Jana Pawła II, należy sięgnąć do jego szczególnego życia w Bożej rzeczywistości. Już jako ksiądz Karol Wojtyła, obdarzony niezwykłymi talentami umysłu i wrażliwością, okazywał nam, którzy mieliśmy tę łaskę spędzać z nim wolne chwile na łonie natury, swój podziw dla stworzonej przez Boga przyrody, dla napotkanego człowieka. Zarówno ten podziw, jak i wielki hymn uwielbienia dla Stwórcy możemy odnaleźć w strofach napisanych wierszy, przepięknej i ujmującej poezji, w rozważaniach i modlitwach. Życie ks. Karola Wojtyły - papieża Jana Pawła II w Bożej rzeczywistości, w „winnicy Pana”, ukazało nam wszystkim, wierzącym i niewierzącym, że można być sprawiedliwym, dobrym i wrażliwym na ludzi biednych, chorych i opuszczonych. W Bożej rzeczywistości Karol Wojtyła, niezależnie od swego powołania, od wczesnych lat życia współpracował z łaską i z nieskończoną miłością, jaką obdarza nas Bóg. Można zatem przyjąć, że nieustanna modlitwa ks. Karola Wojtyły, a także sumienna i nadludzka praca, posługa duszpasterska wynikały z tej rzeczywistości Bożej i zakorzenienia w niej. To świadome przeżywanie swego życia prowadziło do zrozumienia jego świętości. Jak każdy człowiek Ojciec Święty Jan Paweł II doznawał różnego rodzaju przykrości. Ale od razu przebaczał i powierzał sprawę Panu Bogu. Jego dobroć, a zarazem powściągliwość w ocenach zdarzeń i ludzi, była zawsze po stronie dobra.
W przyjaźni był zawsze wierny, i to wierny do końca.

Gotowy do ofiary

Doznawane cierpienia znosił w łączności z cierpieniem Chrystusa. Mogłem podziwiać, patrząc po ludzku, postawę Ojca Świętego jako pacjenta w Poliklinice Gemellego w okresie rekonwalescencji po zamachu na jego życie 13 maja 1981 r. Był nadzwyczaj zdyscyplinowany, uśmiechnięty i pogodny, za wszystko dziękował i przepraszał za sprawianie kłopotu swoją osobą. Ale mimo to Papież po swych przemyśleniach postanowił spotkać się, jedyny raz, z leczącym go w tym czasie zespołem, nazwanym przez Ojca Świętego Sanhedrynem, aby poprosić o dokonanie niezbędnego zabiegu, by mógł powrócić do czynnej pracy, oraz by uświadomić zespołowi, że nie może być „przedmiotem leczenia”.
Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II to czas ukazania wszechmocy Bożej w cierpieniu Papieża i niezwykłym kroczeniu do domu Ojca na oczach całego świata.
Ojciec Święty Jan Paweł II był doprawdy autentycznym sługą Bożym przez cały swój pontyfikat. Utrwalił świadomość papiestwa i Kościoła wśród wiernych. Swą aktywnością misyjną na kontynentach świata umacniał braci w wierze i ogłaszał dobroć i wszechmoc Bożą, a nade wszystko pokazywał, że świętość jest drogą do życia wiecznego.

Reklama

Czytając znaki

Podjął dzieło Światowych Dni Młodzieży, wskazując na młodych, że są nadzieją i przyszłością Kościoła, zarówno jako powołani do służby Panu Bogu, jak i do tworzenia rodziny, fundamentu życia religijnego w każdym narodzie.
W posługiwaniu Kościołowi bł. Jan Paweł II wypełniał różne zadania Bożej Opatrzności. Przez lata przygotowany był do odczytywania woli Bożej w szczególnych znakach czasu, np. zbieżność dat objawienia Matki Najświętszej w Fatimie w 1917 r. z oddaniem strzału zamachowca do Namiestnika Chrystusa w dniu 13 maja 1981 r. Znak ten wskazywał na potrzebę ponownego odczytania orędzia fatimskiego dla współczesnych. Na „szlak fatimski” Ojciec Święty wkroczył z woli Bożej. Ujawnił trzecią tajemnicę fatimską, beatyfikował dzieci, wizjonerów z Fatimy: Franciszka i Hiacyntę, oraz zawierzył ludzkość Niepokalanemu Sercu Maryi 25 marca 1994 r. W tym zawierzeniu sam oddał się Bogu jako żertwa, by uchronić ludzkość m.in. przed wojną nuklearną. Tak też się stało. Upadek Związku Radzieckiego uniemożliwił jakąkolwiek konfrontację militarną.
Nasz Rodak na Stolicy Piotrowej był wszech czasów ambasadorem Polski. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele Polacy, nasz kraj i naród, zawdzięczają Janowi Pawłowi II. Przypomnę zdarzenie z 1980 r., kiedy to po godz. 23 otrzymał wiadomość ze Stanów Zjednoczonych (od Zbigniewa Brzezińskiego), że wojska radzieckie wkraczają do Polski. Okazało się jednak, że długotrwała, nocna modlitwa Ojca Świętego sprawiła, iż tak się nie stało! W bezpośredniej, dobrej relacji z prezydentem Ronaldem Reaganem Jan Paweł II był informowany o najważniejszych sprawach dotyczących naszego kraju. Prezydent Reagan także często swe decyzje konsultował z Janem Pawłem II.

U źródeł Miłosierdzia Bożego

Wróćmy jednak do początków kapłaństwa ks. Karola Wojtyły. Po zapoznaniu się z „Dzienniczkiem” św. s. Faustyny Kowalskiej ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia zapewne zaistniała w jego sercu potrzeba przybliżenia wiernym tajemnicy Bożego Miłosierdzia. Jako metropolita krakowski mógł zatem zwrócić się z prośbą do ks. prof. Ignacego Różyckiego, wybitnego w owym czasie dogmatyka na Wydziale Teologicznym UJ, o dokonanie oceny „Dzienniczka” i wydanie stosownej opinii teologicznej. Wszczęcie postępowania kanonicznego o wyniesienie s. Faustyny Kowalskiej do chwały ołtarzy abp Karol Wojtyła rozpoczął w 1963 r. Po wielu latach studiów nad tekstami „Dzienniczka” s. Faustyny ks. prof. Różycki przedłożył swą pozytywną opinię Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Dało to podstawę do ogłoszenia beatyfikacji s. Faustyny 18 kwietnia 1993 r. w Rzymie, a także do upowszechnienia Koronki do Miłosierdzia Bożego i ustanowienia w Kościele powszechnym przez Stolicę Apostolską na mocy decyzji Ojca Świętego Jana Pawła II Święta Miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. W dniu 30 kwietnia 2000 r., w Święto Miłosierdzia Bożego, Jan Paweł II dokonał kanonizacji s. Faustyny. Beatyfikacji doczekał się również ks. Michał Sopoćko, kierownik duchowy i spowiednik s. Faustyny - przyszłej świętej i apostołki Bożego Miłosierdzia. Na szczególną uwagę zasługują słowa Pana Jezusa skierowane do s. Faustyny w 1938 r.: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (por. „Dzienniczek”, 1732).
Wielki, nieskrywany patriotyzm ks. Karola Wojtyły oraz kontemplacja i przemyślenia dokonanego zapisu skłoniły Ojca Świętego, by podczas swej ostatniej (pożegnalnej) pielgrzymki apostolskiej do Ojczyzny w 2002 r., której przesłaniem i zawołaniem były słowa: „Bóg bogaty w miłosierdzie”, wyjaśnił światu, w tym rodakom, że tą iskrą jest Boże Miłosierdzie, a nie osoba Papieża!
Ojciec Święty Jan Paweł II w swym orędziu o miłosiernej miłości Boga, ogłoszonym w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach w czasie konsekracji nowej świątyni, ustanowił Światowe Centrum Kultu Chrystusa Miłosiernego; wypowiedział wówczas słowa: „Jestem (...) przekonany, że jest to takie miejsce, które Bóg obrał sobie, aby tu wylewać łaskę swego miłosierdzia...”.
Jan Paweł II - Papież Zawierzenia - w tym sanktuarium dokonał również aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. Od tamtych dni do Łagiewnik przybywają pielgrzymi z całego świata na miejsce modlitwy, nawrócenia i pokuty oraz błagania o Miłosierdzie Boże. Realizują się słowa bł. Jana Pawła II: „świątynia (w Łagiewnikach) pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Będą przychodzić tu z ufnością, jaka towarzyszy każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga - tej miłości, której największy grzech nie zdoła przezwyciężyć”.

Apostoł Miłosierdzia

Wielką zasługą bł. Jana Pawła II dla Kościoła było ogłoszenie encykliki o Bożym Miłosierdziu - „Dives in Misericordia” (30 listopada 1980 r.). Magisterium Ojca Świętego o objawieniu i wcieleniu Miłosierdzia, o posłannictwie Kościoła w realizowaniu Bożego Miłosierdzia, a nade wszystko ta tajemnica ukryta w Bogu staje się bliższa, gdy większa jest negacja Boga w ludzkim świecie. Ogłoszenie tej encykliki oraz realizowana droga objawień św. Faustyny uprawniają do określenia Jana Pawła II jako Wielkiego Apostoła Bożego Miłosierdzia. Jego wyniesienie do chwały ołtarzy w Święto Miłosierdzia Bożego, 1 maja 2011 r., jest również znakiem Bożej Opatrzności, podobnie jak jego przejście do wieczności w wigilię tego święta.
Kościół Chrystusowy daje nam, jego wyznawcom, przykład do zanurzenia się w świętości Jana Pawła II, do rozważań nad nauczaniem Papieża przełomu tysiącleci, włączania się do pełnego zawierzenia Bogu Stwórcy i Matce Najświętszej. Obecnie, gdy świat ogarnięty jest brakiem bojaźni Bożej, bez odnoszenia swych spraw i działań do Boga i pomocy Ducha Świętego oraz braku wdzięczności za wszystko, czym obdarza nas Boża Opatrzność, nasza postawa, na wzór bł. Jana Pawła II, winna być „klęcząca”, pełna żarliwej modlitwy w radości i w smutkach naszego życia. Pochyleni w pokorze nad świętością życia Papieża Polaka, niechaj czerpią z niej siły zarówno prezbiterzy i pasterze hierarchicznego Kościoła, młodzi i ludzie w podeszłym wieku, prości i naukowcy, jak i cały lud Boży.

Autor należy do grona osobistych przyjaciół błogosławionego Jana Pawła II

Bł. biskup Michał Kozal – patron trudnych czasów

2018-02-21 10:36

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

W tym roku mija 100. rocznica święceń kapłańskich bł. biskupa Michała Kozala, byłego rektora gnieźnieńskiego seminarium duchownego, biskupa pomocniczego diecezji włocławskiej, męczennika Dachau. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 roku w katedrze gnieźnieńskiej z rąk biskupa Wilhelma Kloske.


Bł. bp Michał Kozal

To jedna z najświatlejszych postaci ubiegłego wieku. Znakomity proboszcz wiejskiej parafii cieszący się niekłamanym szacunkiem i uznaniem wiernych. Następnie wieloletni duszpasterz młodzieży w Bydgoszczy, cieszący się powszechnym uznaniem swojego środowiska nie tyko nauczycielskiego, ale także społeczeństwa przedwojennej Bydgoszczy. Wreszcie wzorowy ojciec duchowny, a potem wieloletni rektor seminarium w Gnieźnie odpowiedzialny za kształcenie młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Jako kapłan bł. Michał Kozal jest związany z archidiecezją gnieźnieńską, jako biskup z diecezją włocławską, a jako duszpasterz z najmłodszą w metropolii diecezją bydgoską, której jest też głównym patronem.

Urodził się 25 września 1893 r. w rodzinie rolników, w niewielkiej wielkopolskiej wsi Nowy Folwark pod Krotoszynem. Wychował się w duchu głębokiej wiary. Już jako uczeń krotoszyńskiego gimnazjum odznaczał się głęboką pobożnością i patriotyzmem. Działał w zakazanym przez zaborców stowarzyszeniu filomatów i filaretów. Gdy po ukończonej z wyróżnieniem nauce władze pruskie zaproponowały mu stypendium rządowe na wybranym kierunku studiów, odmówił. Miał jasno sprecyzowany cel – kapłaństwo. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 r. w Gnieźnie z rąk biskupa Wilhelma Kloske. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz i katecheta w Bydgoszczy. Był też wikariuszem w Kościelcu, Pobiedziskach i administratorem w Krostkowie. Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego.

Przełożeni szybko doceniali jego intelekt i duchowe przymioty. W piśmie przekazującym Stolicy Apostolskiej prośbę o biskupa pomocniczego dla diecezji włocławskiej ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp. Filippo Cortesi pisał: „(…) ks. Kozal jest doskonałym kandydatem na objęcie rządów diecezji (…) Dziesięć lat pełnienia delikatnej posługi rektora pozwoliły lepiej poznać jego zalety jako kapłana pobożnego, o dużej wiedzy, gorliwego, który nie zaniedbuje żadnego ze swoich obowiązków (…)”. A prymas Polski kard. August Hlond opiniował: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki. Okazuje żywy i głęboki szacunek dla Kościoła i Stolicy Apostolskiej (…) Ogólnie można powiedzieć, że ks. Kozal (…) jest jednym z najbardziej godnych kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej, wyróżniając się duchem kościelnym, systematyczną i solidną pracą, budującą głęboką pobożnością, zdrową i stroniącą od pozorowania”.

Nominację na biskupa pomocniczego we Włocławku ogłoszono12 czerwca 1939 r. Sakrę biskupią ks. Michał Kozal przyjął 13 sierpnia – 18 dni przed wybuchem II wojny światowej. Nie zdążył nawet przygotować swojego herbu biskupiego. A pierwsza z czynności biskupich – bierzmowanie we włocławskiej parafii pw. św. Jana, okazała się ostatnią sprawowaną na wolności. Mimo rad stacjonujących w jego domu oficerów Wojska Polskiego nie wyjechał. W pierwszych tygodniach wojny widywano go na ulicach miasta, jak udzielał pomocy sanitarnej i duchowej. Długie godziny spędzał w konfesjonale w klasztorze franciszkanów. Załatwiał pracę ratując ludzi przed wywózką. W zastępstwie przebywającego na emigracji bp. Karola Radońskiego – biskupa włocławskiego, odrzucił żądania Niemców odnośnie sprawowania Mszy św. w języku niemieckim. Był nieugięty. 7 listopada 1939 r. przyszło po niego Gestapo. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Później, już z obozu w Dachau, pisał: „Z ubioru mam oczywiście to, co miałem na sobie, resztę rozdałem w Inowrocławiu”.

Inowrocław był trzecią stacją więziennej drogi krzyżowej bp. Michała Kozala. Pierwszą był areszt we Włocławku, gdzie został odizolowany od innych księży i tylko dlatego, że był biskupem, spał na betonie. Później, wraz z innymi, został wywieziony do Lądu, gdzie miejscowy klasztor hitlerowcy zamienili na obóz przejściowy dla duchowieństwa. Przebywał tam od stycznia 1940 do lipca 1941 r. Nie chciał, aby wnoszono jakieś prośby czy błagania o uwolnienie. Jak pisał w nocie wysłanej do Watykanu nuncjusz Cesare Orsenigo, biskup Kozal był pogodzony z internowaniem i pragnął tylko, aby stało się zadość sprawiedliwości.

Z Lądu przewieziono go do wspomnianego Inowrocławia. Skutki pobicia przez strażników odczuwał jeszcze długo, cierpiąc m.in. na ustawiczne zapalenie ucha środkowego. Później był Berlin, gdzie do miejscowego więzienia prowadzono go jak zbrodniarza, w kajdanach, i dalej Halle, Weimar, Norymberga i w końcu Dachau. W obozie spotkał wielu wychowanków. Jeden z nich, ks. Jan Wolniak, przypomniał mu pytanie, jakie jeszcze jako rektor zadał podczas rozmowy przed przyjęciem do seminarium: „Proszę pana, jeśli kard. Hlond przyjmie pana do seminarium, a potem przy pomocy łaski Bożej zostanie pan kapłanem, czy mógłby już dziś powiedzieć, że będzie gotowy dać dla Chrystusa wszystko, a nawet umrzeć jako męczennik?” – To wszystko się teraz wypełni” – odparł ze spokojem bp Kozal. Często też mówił do kapłanów: „Pamiętacie nasze piątkowe drogi krzyżowe. Tam wam przewodziłem w sutannie, w komży i stule. Dziś tu przewodniczę wam w pasiaku. To cała różnica. Trzeba byśmy to specjalnie przeżyli. Bóg ma specjalne zamiary”. I jeszcze: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wroga. Tchórzostwo, jako szczególny rodzaj zwątpienia jest matką wszelkich zaniechań, ucieczek i zdrad”.

Nigdy nie pozwalał się wyręczać w pracy, podsuwane mu jedzenie kazał oddawać innym, bardziej chorym. Przed Wielkanocą 1942 r. pisał w liście: „Przed rokiem przeżyłem Wielki Piątek i Święta Wielkanocne w Berlinie w więzieniu policyjnym na Pl. Aleksandra. Właśnie tam odczułem szczególnie, jak cierpienie zbliża nas do Zbawiciela i odczuć pozwala, co znaczy być kapłanem. Tym razem ten pełen tajemnic dzień spędzę w obozie koncentracyjnym. Mam nadzieję, że Zbawiciel nie odmówi mi swej łaski i będzie ze mną”. I jeszcze w maju tego samego roku stwierdził: „Życie byłoby niełatwe do zniesienia, gdybyśmy nie czerpali pociechy i sił z naszej całej postawy duchowej. Teraz rozumie się doskonale, co to znaczy zakotwiczyć swoją osobowość w Chrystusie i Jego kapłaństwo przeżywać w cierpieniu. Jest się Panu Bogu głęboko wdzięcznym właśnie za to”.

W listach z Dachau zawsze pytał o innych – o siostrę, krewnych, kapłanów, znajomych, diecezję. O sobie pisał niewiele, a jeśli już, to tyle, żeby się o niego nie martwić. „O mnie się nie troskajcie. Czuję się zdrowy i mogę jeszcze podołać pracy. Zresztą od samego początku tak się nastawiłem tutaj, żeby się na mnie spełniła wola Boża i czuję się przy tym całkowicie szczęśliwy. Byłbym Wam wdzięczny, jeśli byście modlitwą wspierali moje nastawienie” – pisał w czerwcu 1942 r. I dwa miesiące później: „Uspokój, proszę, moich krewnych, zwłaszcza siostrę, że nie potrzebuje martwić się o mnie. Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga. Pracy mogę jeszcze bez trudności podołać. Warunki atmosferyczne są w tym roku nieszczególne. Często mamy deszcz, a rano jest zimno jak w październiku. Do wszystkiego się można przyzwyczaić i wszystkiego można się nauczyć znosić”. Gdy to pisał, miał przed sobą niespełna pięć miesięcy życia.

Biskup Michał Kozal zmarł 26 stycznia 1943 r. w obozowym bloku chorych zwanym rewirem. Wraz z nim leżał tam jego stryjeczny brat o. Czesław Kozal. Był świadkiem, jak obozowy lekarz i jeden z sanitariuszy robią wycieńczonemu więźniowi zastrzyk. „Teraz będzie mu łatwiej na drodze do wieczności” – miał powiedzieć jeden z nich. W oficjalnym zawiadomieniu do rodziny napisano, że zmarł na tyfus, a jego ciało spalono w krematorium 30 stycznia. Powszechną praktyką było jednak dobijanie chorych zastrzykami z fenolu lub benzyny. Ojciec Czesław wspominał jeszcze: „Jego przyjaciel i powiernik, ks. Franciszek Korszyński, odprawił potajemnie na bloku Mszę św. i ujawnił tajemnicę, jaką mu powierzył jeszcze w Lądzie biskup Michał Kozal: złożyłem Bogu w ofierze swoje życie, ażeby przez to odwrócić klęski od Kościoła i Polski”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ordo Iuris podsumowuje akcję "Chrońmy dzieci"

2018-02-21 21:08

Ordo Iuris / abd / Warszawa (KAI)

Kilka miesięcy akcji „Chrońmy Dzieci”, zainicjowanej przez Ordo Iuris, to ponad pół tysiąca zgłoszeń rodziców i ujawnienie 29 organizacji, których obecność w szkole budzi wątpliwości. Co najważniejsze, w wyniku akcji, prawo otwierające furtkę dla prowadzenia działań antydyskryminacyjnych w szkołach zostało zmienione - informuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Fotolia.com

Publikujemy treść komunikatu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, podsumowującego akcję "Chrońmy dzieci":

Akcja „Chrońmy Dzieci” uruchomiona została przez Ordo Iuris po szeregu zgłoszeń zaniepokojonych rodziców, którzy wskazywali na prowadzenie wymaganych prawem zajęć antydyskryminacyjnych przez niezweryfikowane organizacje bez zgody i wiedzy rodziców. W wielu szkołach z wymaganego przedmiotu zajęcia dodatkowe prowadziły organizacje promujące obyczaje subkultur LBGTQ (lesbian, bisexual, gay, transsexual, queer), utożsamiające się z ideologią gender, proponujące liberalną edukację seksualną czy nawet powiązane z przemysłem pornograficznym. Obowiązek działań antydyskryminacyjnych do polskich szkół wprowadziło rozporządzenie Minister Edukacji Narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej z 2015 r.

Rodzice, którzy próbowali zapobiec lub nagłośnić problem byli zastraszani albo zbywani przez władze szkół. Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza rozesłało do szkół list, w którym ostrzegało, że „pod szlachetnie brzmiącą nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów środowiska LGBTQ”. W odpowiedzi wymienieni w piśmie lewicowi aktywiści zagrozili procesem sądowym. Dzięki sprawnemu działaniu Instytutu Ordo Iuris na gruncie prawnym nie zdecydowali się na ten krok.

Kampania Chrońmy Dzieci Ordo Iuris skierowana była do rodziców dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Uruchomiona akcja i nagłośnienie jej w mediach spowodowało dużą aktywność i zainteresowanie rodziców tym tematem. Rodzice za pośrednictwem Ordo Iuris kierowali do szkół pytania m.in. o rodzaj zajęć prowadzonych w szkołach oraz tym jakie podmioty je realizują. Łącznie na adres Instytutu wpłynęło ponad 500 zgłoszeń zaniepokojonych rodziców z całej Polski. Najwięcej z dużych miast – 89 wpłynęło z Warszawy, 27 z Krakowa, 26 z Poznania, 17 z Gdańska, 15 z Lublina, 12 z Wrocławia, 9 z Bydgoszczy i 5 z Torunia. Z małych miejscowości wpłynęło 173 zgłoszeń, a z obszarów wiejskich - 144. Najwięcej zgłoszeń dotyczyło szkół podstawowych – 294, zespołów szkół – 112, gimnazjów – 53 i liceów – 20 oraz 17 w stosunku do innych placówek.

Akcja „Chrońmy dzieci” pokazała wyraźnie deficyt informacji przekazywanych między szkołą a rodzicami. Prowadzi to w konsekwencji do ograniczenia prawa rodziców do wychowania dziecka w zgodzie z własnymi przekonaniami. Z kolei niska świadomość obowiązku uzyskania pozytywnej opinii rady rodziców przed podjęciem działań przez organizację społeczną może być wykorzystywane do działania z pominięciem opinii organu reprezentującego rodziców. Dlatego ważna jest praca nad poszerzaniem świadomości rodziców w zakresie przysługujących im praw – powiedział Olaf Szczypiński, koordynator akcji „Chrońmy Dzieci”.

Warto wspomnieć, że Konstytucja jako zasadę przyjmuje, że rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci, a prawo to rozciąga się także na proces edukacji (art. 48, art. 53 ust. 3, art. 70 ust. 3 Konstytucji). Celem systemu oświaty jest pomocniczość, to znaczy wspomaganie wychowawczej roli rodziny (art. 1 pkt 2 Prawa oświatowego dalej: p.o.). Z tych ogólnych norm wynika szereg szczegółowych uprawnień, z których mogą korzystać rodzice w procesie edukacji swoich dzieci. Są to zarówno prawa indywidualne, to znaczy ograniczone z natury rzeczy do konkretnego dziecka, jak i prawa dotyczące całej społeczności szkolnej. Dlatego rodzice mają prawo do informacji jak i do decydowania jakie zajęcia mogą być w szkole realizowane.

Należy wspomnieć, że w blisko 57 proc. placówek analizowanych przez Ordo Iuris dyrektorzy nie mieli świadomości, na jakiej podstawie organizacje pozarządowe mogą działać na terenie szkoły, co było powodem niewystąpienia do rady rodziców z wnioskiem o wydanie opinii dotyczącej możliwości działalności organizacji zewnętrznych. W rezultacie rada rodziców nie miała możliwości ustosunkowania się do podejmowanych przez te organizacje działań. Tylko w 8 proc. szkół rodzice mieli możliwość wyrażenia odmowy w kwestii udziału dzieci w zajęciach dodatkowych prowadzonych przez organizacje pozarządowe. W 13 proc. szkół natomiast rada rodziców wydała pozytywną opinię o działalności organizacji, których działalność budzi wątpliwości pod względem celów systemu oświaty.

Co najistotniejsze, kampania „Chrońmy Dzieci” przyniosła znaczny sukces na gruncie prawnym. W lipcu 2017 r. Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska usunęła z rozporządzenia obowiązek przeprowadzania w szkołach „działań antydyskryminacyjnych”. Dzięki temu dyrektorzy szkół nie mają już obowiązku zapraszania do szkół organizacji, których program antydyskryminacyjny często opierał się na pro-homoseksualnej agendzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem