Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Uczeń wart uwagi

Z Josepem Marią Barnilsem - prezesem Europejskiego Stowarzyszenia Edukacji Zróżnicowanej (EASSE) - rozmawia Agnieszka Konik-Korn
Niedziela Ogólnopolska 41/2011, str. 22-23

Archiwum Kongresu EASSE
Josep Maria Barnils - prezes Europejskiego Stowarzyszenia Edukacji Zróżnicowanej

Edukację coraz częściej rozumie się dziś jako nabycie wiedzy, a nie jako wychowanie człowieka. Stworzony został rynek usług edukacyjnych, na którym funkcjonują jednocześnie metody tradycyjne, nowoczesne, a nawet inspirowane filozofią New Age. Rodzice wybierając jedną z tych metod dla swoich dzieci, niestety, skupiają się głównie na efektach w wykształceniu. Pragniemy zaprezentować metodę, która nie tylko widzi pierwszeństwo wychowania nad wykształceniem, ale także jest zgodna ze światopoglądem chrześcijańskim. To edukacja zróżnicowana, reprezentowana w Polsce przez szkoły Stowarzyszenia „Sternik”

AGNIESZKA KONIK-KORN: - Proszę powiedzieć, co to jest edukacja zróżnicowana? Czym różni się kształcenie dzieci i młodzieży w tego typu placówkach od standardów, jakie oferują inne szkoły?

JOSEP MARIA BARNILS: - Koncepcja edukacji spersonalizowanej polega na osobowym podejściu do każdego ucznia. Przed trzema, czterema laty EASSE, do którego należy ponad 2 tys. szkół w 16 krajach Europy, opublikowało książkę pt.: „Edukacja spersonalizowana”. Jej autorom zależy na tym, by zachęcić wszystkie kraje do stosowania tego typu edukacji. Chodzi bowiem o to, by każdemu uczniowi towarzyszyć w rozwinięciu jego niepowtarzalnych umiejętności i predyspozycji. Celem takiego nauczania nie jest zdobycie szczegółowej wiedzy, ale maksymalny rozwój dziecka jako osoby, by mogło dobrze służyć społeczeństwu. Potrzeba, aby rodzice i nauczyciele najpierw poznali zalety i wady, możliwości i ograniczenia dzieci, po to, by traktować każdego indywidualnie, uwzględniając całokształt jego przeżyć, zdolności i predyspozycji. Chodzi o to, by nauczyli je działać na wszystkich płaszczyznach życia.
W edukacji spersonalizowanej ważne jest, czy dany człowiek jest kobietą, czy mężczyzną, bo od urodzenia kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Stąd od edukacji spersonalizowanej dochodzimy do edukacji zróżnicowanej...

- A zatem wracamy do modelu edukacji, który niemal do połowy XX wieku dominował w większości państw Europy, czyli do wychowania niekoedukacyjnego. Dla młodego pokolenia matek i ojców może się to wydawać czymś dziwnym i przestarzałym. Jak to się dzieje, że w Europie Zachodniej następuje powrót do tego typu kształcenia?

- Ten zwrot możemy obserwować nie tylko w Europie Zachodniej, ale na całym świecie. Każdy kraj rozumie, że aby się rozwijać, trzeba edukować młode pokolenia. Nie chodzi jednak o to, by wykształcić całą grupę ludzi, ale każdego człowieka z osobna. Celem zatem jest doprowadzenie do tego, by każdy uczeń osiągnął najlepsze wyniki według swoich indywidualnych umiejętności. Dlatego my wolimy mówić nie o szkołach żeńskich i męskich, ale o szkołach dla dziewcząt i dla chłopców. Najlepszym sposobem (a dla mnie jedynym), aby taką edukację prowadzić, jest branie pod uwagę charakterystyki odpowiadającej konkretnej płci i edukowanie w sposób do tego adekwatny. Szkoły, w których uczą się same dziewczynki lub tylko chłopcy, ułatwiają nauczycielom wychowywanie. W zwykłej, koedukacyjnej szkole jest to o wiele trudniejsze. Przykładowo jeśli 13-letniej dziewczynce powiem coś moim normalnym tonem głosu, ona może pomyśleć, że ją karzę, bo mówię to w sposób, do jakiego nie jest przygotowana. Reakcją dziewczynki będzie zawsze pytanie: Dlaczego na mnie krzyczysz? Jeśli wchodzę do klasy chłopców i mówię tym samym tonem - oni traktują to normalnie, nie jest to dla nich żaden stres.

- Wiele osób będzie w tym jednak widzieć stereotypy, że dziewczynki są w czymś gorsze od chłopców, a chłopcy mniej grzeczni niż dziewczynki. Czy edukacja spersonalizowana podtrzymuje te stereotypy?

- Chłopcy na początku mają trudności z nauką przedmiotów humanistycznych czy artystycznych. Dziewczynki natomiast wykazują mniej zdolności, jeśli chodzi o przedmioty ścisłe, nie angażują się w zadania ścisłe, bo czują się słabsze. Takie same uczucia żywią chłopcy np. w stosunku do teatru. O tym, jak działają szkoły zróżnicowane, prowadzące edukację spersonalizowaną, może świadczyć przykład hiszpański. Każdego roku w Hiszpanii organizowany jest światowy konkurs robotyki dla szkół średnich. Jedna ze szkół dla dziewcząt w Barcelonie zgłosiła swój udział w tym konkursie. Okazało się, że dziewczyny wygrały go na terenie Katalonii, potem zdobyły pierwsze miejsce w kraju, a w USA dostały nagrodę specjalną. Gdyby te dziewczęta chodziły do szkoły koedukacyjnej, jestem pewien, że ani jedna nie startowałaby w tym konkursie.
Edukacja, która bierze pod uwagę różnice między chłopcami a dziewczynkami, powinna być czymś powszechnym. Przecież w szkołach koedukacyjnych także można kształcić w ten sposób. Wiele jednak zależy od dobrej woli i ciężkiej pracy nauczyciela. Wiek gimnazjalny to okres, edukacja zróżnicowana może być bardzo przydatna nie tylko w nauce, ale przede wszystkim w wychowywaniu uczniów.
W szkołach zróżnicowanych, nauczyciele są zazwyczaj tej samej płci co uczniowie - po to, by lepiej można było zrozumieć ucznia. Jeśli są nauczyciele, którzy się trudzą, by kształcić dzieci z podejściem indywidualnym, ale za swój wysiłek nie otrzymują rekompensaty czy wdzięczności od rodziców lub dyrekcji szkoły, po jakimś czasie wypalają się, tracą chęć do takiej trudnej i odpowiedzialnej pracy. Nade wszystko jednak uczniowie muszą czuć się akceptowani i kochani.

- Przeciwnicy edukacji spersonalizowanej zarzucają jej brak przygotowania dzieci do integracji z osobami płci przeciwnej w życiu dorosłym. Czy ma Pan doświadczenia, które przeczyłyby tego typu zarzutom?

- Przed sześcioma laty, będąc w Ekwadorze, udzielałem wywiadu dziennikarce, która zadała mi to samo pytanie. Zapytałem, w jakiego typu szkole się uczyła. Odpowiedziała, że w szkole dla dziewcząt. Wtedy zapytałem, czy miała jakieś problemy z nawiązywaniem relacji z płcią przeciwną. Odpowiedziała, że żadnych. I takie właśnie jest moje doświadczenie. Przez 30 lat pracy w szkołach, w których oddzielnie uczą się chłopcy, a oddzielnie dziewczęta, nie spotkałem żadnej osoby, która miałaby problemy z integracją z płcią przeciwną. Trzeba wziąć pod uwagę, że dzieci spędzają w szkole tylko 1/3 lub ¼ dnia, zatem pozostały czas jest m.in. po to, by integrować się z innymi osobami. Doświadczenie pokazuje, że w szkołach koedukacyjnych chłopcy mniej szanują dziewczynki, które uczą się razem z nimi. Kiedy dzieci są razem w klasie, szczególnie w wieku gimnazjalnym, dziewczynki często uczą się lepiej od chłopców. Dlatego oni chcą udowodnić, że są lepsi i robią to siłowo. Potrzebują pokazać płci przeciwnej, że są mężczyznami, i stąd się bierze ten mniejszy szacunek - to taka swoista demonstracja siły.

- Kolejnym zarzutem, z którym można się zetknąć, jest stwierdzenie, że w szkołach niekoedukacyjnych częściej dochodzi do zachowań homoseksualnych. To bardzo mocny zarzut. Czy rodzice, posyłając swoje dzieci do szkół dla dziewcząt lub chłopców, mają się czego obawiać?

- Nie istnieją żadne badania, które by potwierdziły takie zarzuty. Są natomiast dowody na to, że w szkołach koedukacyjnych więcej dziewcząt zachodzi w ciążę. Nie poleca się, by rodzice posyłali dziś dzieci do szkół męskich lub żeńskich z internatem. Jest to dość ryzykowne, szczególnie gdy mówimy o dzieciach w wieku 11-16 lat, które mieszkają w bursach, w kilkuosobowych pokojach. Ten wiek jest bardzo trudny. We wcześniejszym wieku nic takiego się nie dzieje. Dlatego najlepiej, gdy dzieci chodzą do szkoły prowadzącej edukację zróżnicowaną, ale mieszkają w domu z rodzicami.

- Jak funkcjonują szkoły prowadzące edukację spersonalizowaną?

- W naszych szkołach każda rodzina ma tutora - opiekuna, który rozmawia z dzieckiem i jego rodzicami, wypracowując wspólne metody wychowawcze. 3-4 razy do roku tutor spotyka się z rodzicami dziecka, a 1-3 razy w miesiącu z uczniem, którym się opiekuje. Do dziś bardzo często rozmawiam z moimi uczniami, którzy chcą ze mną podzielić się swoimi radościami i smutkami. To nie tylko wychowywanie, ale także przyjaźń. Uczniowie czują się zrozumiani. Jaka jest podstawa tych szkół? Zaufanie rodziców do swoich dzieci, do szkoły i nauczycieli, a nauczycieli do rodziców i uczniów. Jeśli nie byłoby tego zaufania, kształcenie i wychowywanie byłoby niemożliwe. Rodzice zapisują dzieci do naszych szkół, bo ufają, że nauczyciele zrobią wszystko, co mogą, by pomóc uczniom wydobyć ich największe talenty i rozwinąć skrzydła. Nauczyciele natomiast ufają, że rodzice będą współpracować z nimi w tym procesie edukacji i rozwoju dzieci. Kiedy 20 lat temu zakładaliśmy pierwszą szkołę, powieszono w niej zegary, by kontrolować punktualność nauczycieli. Po dwóch miesiącach zarządziłem, by te zegary zdjęto. Bo jeśli ja, jako dyrektor, nie będę ufał moim nauczycielom, to lepiej, żeby ich zwolnić.
Nauczyciele wybierani są bardzo starannie, choć nieraz, oczywiście, popełniamy błędy. Ale szybko można się w tym rozeznać. Jeśli nauczyciel zda sobie sprawę, że nie jest to jego szkoła, lepiej dla wszystkich, żeby ją zmienił. 95 proc. nauczycieli naszych szkół to ludzie zakochani w tym projekcie. Realizują się tu. Każdy człowiek potrzebuje jakiegoś ideału zawodowo i rodzinnie. Jeśli edukacja zróżnicowana, poświęcenie uwagi każdemu uczniowi z osobna nie cieszy nauczyciela, wydaje mu się, że to za dużo pracy - lepiej, żeby zrezygnował. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że przecież nikt z nas nie jest doskonały. Każdy jednak, jeśli tylko chce, może nad sobą pracować.

* * *

W dniach 7-8 października 2011 r. w Warszawie odbywa się trzeci (po Barcelonie i Rzymie) Kongres Edukacji Zróżnicowanej. Obraduje pod hasłem: „Sukces w edukacji. Personalizacja nauczania” i gromadzi czołowych światowych praktyków i teoretyków tego zagadnienia.
Prezentują oni metody nauczania, wyniki badań dotyczące osiągnięć modelu edukacji spersonalizowanej i zróżnicowanej oraz konkretne światowe doświadczenia realizacji tego typu nauczania w szkołach publicznych i niepublicznych.
Organizatorzy Kongresu liczą, że to wydarzenie będzie znaczącym wkładem na rzecz polepszenia poziomu nauczania w Polsce oraz rozwoju innowacyjności i pluralizmu w edukacji. Więcej informacji o kongresie na stronie: www.easse.org.pl.

Święta Agnieszka - dziewica i męczennica

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 3/2003

Dzisiaj obchodzimy urodziny (dla nieba) dziewicy, trzeba więc mówić o dziewicach. (...) Urodziny dziewicy - naśladujmy niewinność; urodziny męczennicy - złóżmy ofiary. Niech z podziwem patrzą mężowie, a młodzi niech nie upadają na duchu. Niech się zdumiewają mężatki, a dziewice niech idą w ich ślady. (...) W dwunastym roku życia miała złożyć świadectwo krwi. (...) Ale jak wielka musiała być siła wiary, co nawet w takim wieku znalazła świadectwo...

Fragment przepięknej pochwały jaką św. Agnieszce złożył św. Ambroży w dzień jej dorocznego święta

21 stycznia Kościół katolicki obchodzi liturgiczne wspomnienie św. Agnieszki Rzymskiej - dziewicy i męczennicy. Jej męczeńska śmierć, którą poniosła w wieku 12 lat, musiała być czymś niezwykłym, skoro piszą o niej św. Hieronim, św. Ambroży, św. Damazy, św. Grzegorz I Wielki i wielu, wielu innych. Należała ona też do najbardziej znanych i popularnych świętych w całym Kościele. Jednak mamy bardzo mało danych historycznych o Świętej. Nie znamy nawet dokładnej daty jej męczeństwa oraz rodzaju jej śmierci. Niektóre źródła podają, że śmierć męczeńską poniosła w Rzymie pod koniec III lub na początku IV w., mając zaledwie 12 lat. Swoją śmiercią dała świadectwo nie tylko o wierze, ale i czystości. Tradycja przekazuje nam, że 21 stycznia był jej dniem narodzin dla nieba. Według podania Agnieszka miała ponieść śmierć przy drodze Nomentańskiej. Potwierdzają to badania archeologiczne, gdyż w tym właśnie miejscu znajdował się kiedyś stadion cesarza Domicjana, gdzie mordowano chrześcijan. Na tym miejscu wystawiono też w późniejszym czasie kościół ku czci św. Agnieszki. Na miejscu, gdzie znajdował się jej grób, cesarz Konstantyn Wielki w IV w. wystawił wspaniałą bazylikę.
Artyści przedstawiają św. Agnieszką z barankiem, gdyż łacińskie imię Agnes wywodzi się od łacińskiego wyrazu agnus - baranek. Dlatego powstał piękny zwyczaj, że przy klasztorze, który znajduje się przy bazylice św. Agnieszki, zakonnice pielęgnują baranki, które poświęca się w dzień św. Agnieszki - 21 stycznia. Z ich wełny wyrabiane są paliusze, które Ojciec Święty rozsyła świeżo mianowanym metropolitom Kościoła katolickiego.
Dawniej w Polsce imię św. Agnieszki było bardzo popularne. Także i w literaturze polskiej imię to jest dość często spotykane. Potwierdzają to przysłowia dotyczące dnia jej święta: "Św. Agnieszka puszcza skowronka z mieszka", "Jak św. Agnieszka wypuści śnieg z mieszka, to go nie powstrzyma ani do Franciszka (24 stycznia)", "Agnieszka łaskawa, wkrótce w polu zabawa", "Jeśli na Agnieszkę pochmurno, to o len trudno, a jeśli jasno, to o len ciasno", "Na św. Agnieszkę wychodzi woda na ścieżkę".
Św. Agnieszka jest czczona jako patronka dzieci, panien i ogrodników.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

V Parafialny Koncert Kolęd we Wręczycy Wielkiej

2019-01-21 17:55

Parafia we Wręczycy Wielkiej

Odbył się w niedzielę 20 stycznia. Uczestniczyli w nim: chór parafialny parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny we Wręczycy Wielkiej, schola liturgiczna Domine Jesu z Częstochowy, zespół Siódme Piętro z Wręczycy Wielkiej, chór gminny „Con Amore” z Wręczycy Wielkiej, zespół Cantate Deo z Wręczycy Wielkiej, Dzieci Boże parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny we Wręczycy Wielkiej oraz zespół śpiewaczy Wręczynki z Wręczycy Wielkiej.

Archiwum parafii we Wręczycy Wielkiej
Zobacz zdjęcia: Koncert Kolęd we Wręczycy Wielkiej

– Cieszę się, że ludzi w różnym wieku i o różnych zainteresowaniach połączyło wspólne kolędowanie na chwałę Nowonarodzonego. Wierzę, że takie wydarzenia łączą bardziej wspólnotę parafialną – powiedział ks. Andrzej Olejnik, wikariusz parafii i główny organizator koncertu.

– Coroczne koncerty są dla mnie głębokim przeżyciem wspólnotowym, spotkaniem w rodzinie Kościoła. Liczę na to, że nasz chór będzie się nadal powiększał liczebnie, ale równocześnie nie zatraci ducha służby i rodzinnej atmosfery, której doświadczamy na próbach i na liturgii – mówił kierownik chóru parafialnego Parafii św. Józefa Oblubieńca NMP we Wręczycy Wielkiej – Cieszę się, że tyle zespołów wzięło udział w tym pięknym kolędowaniu na chwałę Pana.

Anna Biernacka, członek chóru parafialnego z radością stwierdza: – Wielką radością moją i męża jest to, że moja córeczka, Martynka i wszystkie dzieci z grupy Dzieci Bożych wzrastają w wierze i miłości do Jezusa. Przez swój śpiew podczas tegorocznego koncertu kolęd dały piękne świadectwo. Moje dziecko bardzo cieszyło się, że mogło wziąć udział w tym radosnym wydarzeniu. – Ufam, że ziarno zasiane wyda plon obfity – dodaje parafianka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem