Reklama

Kalendarze 2019

Media na służbie władzy

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 43/2011, str. 20-21

Artur Stelmasiak
Podczas prezentacji Raportu o zagrożeniach wolności słowa w Polsce w latach 2010-2011

Od kilku lat wolność słowa jest ograniczana zarówno przez władze państwowe, jak i przez główne media - tak alarmujące wnioski zostały opublikowane w raporcie przygotowanym przez Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza

Twórcy raportu są przekonani, że panujący w Polsce „ład” medialny odegrał kluczową rolę w kampanii parlamentarnej i miał pośrednie przełożenie na wybory milionów Polaków. - To jest zdumiewające, że największe polskie media przez niemal cztery lata były w „opozycji do opozycji”. Taka sytuacja prowadzi do patologii naszej demokracji - mówi „Niedzieli” Teresa Bochwic, była członkini Rady Etyki Mediów, współautorka Raportu o zagrożeniach wolności słowa w Polsce w latach 2010-2011, który został przygotowany przez Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza (nie mylić z partią PJN).
Negatywną diagnozę mediów w Polsce wyraźnie dostrzega także prezes stowarzyszenia prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW. Jego zdaniem, obecnie widoczne są dwa równoległe światy. Pierwszy można porównać do matrixa, czyli wytworzonej przez media „rzeczywistości”. - Z drugiej strony mamy świat rzeczywisty, który żyje autentycznymi problemami, ale niestety nie jest dopuszczany do dyskursu publicznego, a każda próba wykrzyczenia prawdy o rzeczywistości w Polsce spotyka się z represjami - podkreśla prof. Żaryn. Permanentny brak dostępu do prawdziwej informacji nie tylko psuje nasze państwo, ale przede wszystkim sprawia, że Polacy stają się niewolnikami, którym wąska grupa ludzi mówi, co jest prawdą, a co nią nie jest. - Jeżeli nie powstrzymamy władzy w zagarnianiu coraz większej przestrzeni publicznej, to staniemy się niewolnikami w ręku dawców tego matrixa - przestrzega prof. Żaryn.

„Dorzynanie watahy”

Według raportu SPJN, to właśnie rządząca partia za pośrednictwem kilku swoich przedstawicieli wprowadziła obelgi i błazenadę do języka publicznego, zarówno w parlamencie, jak i w mediach. Jej reprezentanci wyrażają się w mediach lekceważąco na temat wartości ważnych w cywilizacji europejskiej, takich jak szacunek dla zmarłych i opłakujących ich wdów i sierot, współczucie dla słabszych czy prawo do wyrażania publicznie swojej religijności. Nierzadko również dziennikarze mainstreamowych mediów dołączają się do tego szyderczego chóru. Przykładem może tu być fałszowanie i ośmieszanie wizerunku śp. pary prezydenckiej. - Dopiero po ich tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej zdumieni Polacy zobaczyli nigdy niewidywane sympatyczne zdjęcia - podkreślają autorzy raportu.
To przecież jeden z ministrów rządu użył w stosunku do wyborców partii opozycyjnych określenia „bydło”, a inny zapowiedział walkę z opozycją aż do „dorżnięcia watahy”. Były wiceszef klubu parlamentarnego rządzącej partii w telewizji obrzucał obelgami poprzedniego prezydenta, życzył mu śmierci, a po katastrofie wyrażał publicznie żal, że jego brat nie zginął razem z nim. - Gdyby tego typu słowa padły z ust opozycji, spotkałoby się to z wielką medialną kampanią. Natomiast niewybredne wypowiedzi polityków partii rządzącej są traktowane jako coś „normalnego” - podkreśla Teresa Bochwic.
Jako przykład manipulacji w ocenie polskiej sceny politycznej można przytoczyć powszechnie cytowany fragment książki Jarosława Kaczyńskiego, w którym lider opozycji napisał, że Angela Markel nieprzypadkowo została kanclerzem Niemiec. Po nagłośnieniu tych słów natychmiast rozpoczęła się wielka nagonka medialna przeciwko prezesowi PiS. Jednak zupełnie inaczej zostały potraktowane słowa ministra Radosława Sikorskiego z WikiLeaks o tym, że „Niemcy to koń trojański Rosji w Europie”. Choć wypowiedź szefa MSZ była o wiele ostrzejsza, to jednak przeszła prawie bez echa.

Jasnogórskie „ustawki”

Tego typu manipulacje dotyczą nie tylko polityków, ale także sporej części naszego społeczeństwa. Widzieliśmy wiele jednostronnych relacji spod Pałacu Prezydenckiego, kiedy to dziennikarze szydzili z ludzi modlących się przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Napiętnowani są więc nie tylko opozycyjni politycy, ale także ich zwolennicy i potencjalni wyborcy.
Doskonałym tego przykładem mogą być incydenty pod murami Jasnej Góry, które były mocno eksploatowane przez prorządowe media - głównie „Gazetę Wyborczą” i telewizję Polsat. Raport SPJN demaskuje manipulacje i pokazuje, że były to zwyczajne prowokacje dziennikarskie, tzw. ustawki, czyli wydarzenia zaaranżowane, a następnie podsycane przez dziennikarzy. Dzięki nim można było zdewaluować wybraną grupę polskiego społeczeństwa, sugerując chuligańskie zachowanie słuchaczy Radia Maryja.
Według informacji „Gazety Wyborczej”, w zajściu z 20 czerwca 2010 r. uczestniczył Rafał Maszkowski, publicysta internetowy, prowadzący krytykującą Radio Maryja stronę internetową. Ekipa filmowa podłączyła mu do koszuli mały mikrofon, żeby rejestrować reakcje ludzi na rozdawane ulotki, krytykujące Radio Maryja. Kiedy do Maszkowskiego podszedł organizator pielgrzymki - o. Andrukiewicz, doszło do sporu.
Prowokację „Gazety Wyborczej” zdemaskował portal Fronda.pl, który ustalił, że Maszkowski wcześniej zaplanował swoją akcję i to on ściągnął na nią dziennikarkę „Gazety Wyborczej”. Jednak reżyser filmu odmówił Frondzie udostępnienia fragmentu filmu, na którym miało być widać atak o. Andrukiewicza. Twierdził, że przekazał go telewizjom TVN i Polsat. Natomiast rzecznik TVN Karol Smoląg powiedział, że na filmie nie widać sceny ataku i że materiał jest słabej jakości.
Podobną sytuację mogliśmy obserwować w lipcu 2011 r. na antenie Polsatu. Według relacji tej stacji, krewki uczestnik pielgrzymki miał wyrwać mikrofon i uderzyć reporterkę stacji oraz poturbować kamerzystę. „We wrześniu 2011 r. poszukiwani byli świadkowie zajścia, gdyż organy ścigania nie uwzględniały amatorskich filmów, na których widać było, że stroną atakującą był dziennikarz” - czytamy w raporcie SPJN.
Mainstreamowe media najczęściej milczą na temat niewygodnych dla władz informacji, manipulują materiałami w sposób zgodny z ich oczekiwaniami, a nawet organizują zdarzenia, by móc skrytykować lub potępić nielubiane i niewygodne środowiska. Często więc dziennikarze nie pokazują prawdziwej rzeczywistości, ale ją kreują.

Reklama

Ukaranie „Rzeczpospolitej”?

Najbardziej niepokojące fakty to jaskrawe upolitycznienie mediów publicznych, które należą do całego społeczeństwa. W ostatnim czasie zwolniono z pracy w TVP kilkunastu dziennikarzy, a ich programy zostały zdjęte z anteny. - Temu zjawisku towarzyszy wymiana elit, które są zapraszane do telewizji. Zamiast prof. Zdzisława Krasnodębskiego, dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej czy prof. Andrzeja Nowaka możemy słuchać praktycznie tylko tych, którzy sprzyjają władzy. Część poglądów i opinii została brutalnie amputowana z przestrzeni publicznej TVP - mówi prof. Jan Żaryn.
Kolejnym niepokojącym i dziwnym zjawiskiem jest sprzedaż koncernu wydającego „Rzeczpospolitą” - jeden z największych polskich dzienników, który ma zróżnicowany profil konserwatywno-prawicowy. Do tej pory dziennik był uważany za jedyne mainstreamowe medium patrzące na ręce władzy. - Zaczęło się od tego, że prasa angielska pisała o naciskach ministra skarbu na właściciela większościowego, by zrekonstruował redakcję. Anglicy odmówili polskiemu ministrowi, jednakże we wrześniu 2010 r. odwołano z Mecom Group jej szefa, Davida Montgomery’ego, popierającego konserwatywny nurt w „Rzeczpospolitej” - przypomina Teresa Bochwic.
Później rząd postanowił skłonić do sprzedaży udziałów brytyjski koncern wydawniczy Mecom Group, posiadający w spółce Presspublica, wydawcy „Rzeczpospolitej”, ponad 51 proc. udziałów. Przejęcie spółki wiąże się również z kontrolą tygodnika społeczno-politycznego „Uważam Rze”, który odniósł ogromny sukces rynkowy. Na początku lipca 2011 r. Anglicy sprzedali swe udziały Grupie Gremi, czyli Grzegorzowi Hajdarowiczowi, właścicielowi kilku pism niezwiązanych z czytelnikami konserwatywnymi. „Jego partnerem w interesach jest Kazimierz Mochol, były szef Kontrwywiadu i wiceszef Wojskowych Służb Informacyjnych” - czytamy w raporcie. Spółka deklaruje chęć kupna pozostałej części Presspubliki. Państwo przyczynia się w ten sposób do niszczenia reprezentacji medialnej dużej części społeczeństwa oraz wyklucza ich poglądy z debaty publicznej.

Niewolnicy matrixa

Obrońcy wolności słowa w Polsce muszą mieć coraz więcej determinacji i odwagi. Niepokorni dziennikarze mogą liczyć się z coraz poważniejszymi represjami ze strony rządu. Przykłady podsłuchiwanych, bitych i wyrzucanych dziennikarzy były do tej pory znane raczej z historii PRL-u oraz zza naszej wschodniej granicy. W 2009 r. wyszło na jaw, że służby specjalne inwigilują dziennikarzy krytykujących rząd i ujawniających powiązania dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych. Natomiast w ostatnim roku byliśmy świadkami pobicia dziennikarza przez Straż Miejską, aresztowania przez policję, a nawet interwencji ABW w mieszkaniu niepokornego blogera. Coraz częściej musi się zajmować sprawami poszkodowanych i podsłuchiwanych dziennikarzy m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Opozycyjne wobec władzy tytuły i rozgłośnie są obecnie marginalizowane, ośmieszane, a pokazywane przez nie tematy i wykryte afery nie są podejmowane przez mainstreamowe media. W ten sposób stworzono specyficzne „medialne getto”, które praktycznie pozbawione jest dostępu do rynku reklamowego. Ograniczona jest również dyskusja między redakcjami. Krytyka np. „Gazety Wyborczej” kończy się bardzo często w sądzie. Znany z wytaczania dziesiątków procesów o zniesławienie jest redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” - Adam Michnik. Paradoksem historii jest fakt, że były dysydent, obrońca praw człowieka i więzień polityczny w czasach PRL dziś ściga innych.
Walka z obowiązującym układem medialnym, który sprzyja obecnej władzy, jest bardzo trudna. Do zepchnięcia dużej części opinii publicznej na margines życia społecznego coraz częściej używa się całego aparatu państwowego - policji, sądów, a nawet służb specjalnych. Krok po kroku władza posuwa się do coraz większych absurdów. Nie tylko potrafi gasić znicze przed Pałacem Prezydenckim czy „aresztować” układane na ulicy kwiaty, ale nawet cofnąć dotacje dla uczelni. - Po obronieniu pracy magisterskiej Pawła Zyzaka, dotyczącej przeszłości Lecha Wałęsy, Uniwersytet Jagielloński nie dostał dotacji na rozwój uczelni. Wystarczyła jedna nieprawomyślna praca, by uruchomić gigantyczny państwowy aparat represji. W ten sposób ogranicza się nie tylko wolność słowa, ale także wolność badań nad najnowszą historią - tłumaczy prof. Żaryn.
Jeżeli ekspansja władzy będzie się nadal pogłębiać, to Polska coraz bardziej może przypominać Rosję, gdzie media i cały aparat państwowy służy jedynie pielęgnowaniu władzy. Przecież w Moskwie również główne media są w „opozycji do opozycji”, a środowiska, które źle mówią o władzy na Kremlu, są marginalizowane, ośmieszane, pomijane i... zamykane! Bez równowagi medialnej i dziennikarzy patrzących na ręce władzy możliwa jest tylko fasadowa demokracja. - Choć widzimy zagrożenia, to nie znaczy, że wolność słowa w Polsce jest całkowicie ograniczona czy zamknięta. Nie jesteśmy Białorusią ani Rosją. Jeszcze nie jesteśmy - przestrzega Teresa Bochwic.

* * *

Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza
jest organizacją, utworzoną w grudniu 2010 r. przez członków byłego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach na Prezydenta RP. SPJN nie ma nic wspólnego z partią PJN powołaną przez posłów, którzy opuścili szeregi PiS-u.
Obszerny raport nt. działalności mediów zaprezentowano w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Warszawie. Dokument liczy 68 stron i zawiera m.in. wnikliwą analizę postępowania władz państwowych oraz części mediów wobec wolności słowa.

Paweł Adamowicz nie żyje

2019-01-14 14:54

wpolityce.pl

Pomimo starań lekarzy, nie udało się uratować życia Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska zmarł pomimo wielogodzinnej walki lekarzy o jego życie.

wikipedia.org

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został ugodzony nożem przez 27-letniego mężczyznę podczas finału WOŚP. Do zdarzenia doszło na scenie podczas puszczania tzw. światełka do nieba.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Orszak Trzech Króli w Miłakowie

2019-01-15 20:57

W Uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia 2019 roku w całej Polsce, w miastach i na wioskach odbywały się Orszaki Trzech Króli, które gromadziły tłumy ludzi. Najstarszym Orszakiem w Archidiecezji Warmińskiej, jak i w województwie warmińsko-mazurskim jest organizowany w Miłakowie.

Tegoroczne hasło Orszaku Trzech Króli „Odnowi oblicze ziemi” wpisuje się w pierwszą pielgrzymkę i czterdziestą rocznicę pobytu Papieża Świętego Jana Pawła II w Naszej Ojczyźnie - podkreślił Zbigniew Atrachimowicz przewodniczący Rady Mieszkańców.

I tym razem parafianie licznie zgromadzili się w kościele franciszkańsko-parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Miłakowie na Eucharystii, której przewodniczył i homilię wygłosił o. Manswet Rzepka z klasztoru w Józefowie, były wieloletni misjonarz w Libii. W koncelebrze brali udział: o. Arkadiusz Czaja – gwardian klasztoru oraz zaproszony jako gość ks. kanonik Janusz Koniec. Po Mszy Świętej wierni udali się na przemarsz, który prowadził z kościoła do domu kultury, gdzie odbyło się wspólne kolędowanie.

Całą uroczystość poprowadzili: o. Arkadiusz Czaja oraz Zbigniew Atrachimowicz. W ramach kolędowania przygotowano dużo atrakcji, wśród których były „Jasełka” w wykonaniu przedszkolaków z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Świętego Jana Pawła II z Miłakowa pod kierunkiem nauczycieli Mirosławy Kaszeta i Beaty Kalisz, a także występ zespołu dziecięcego działającego przy Miłakowskim Domu Kultury, prowadzonego przez Danutę Melnyk. Swój repertuar kolęd zaprezentował także chór parafialny „Oremus” z Miłakowa, który jest znany w środowisku artystycznym dzięki profesjonalnemu prowadzeniu go przez dyrygent Honoratę Siergun.

Chór koncertował już w wielu miejscach w naszym regionie, uświetniając wydarzenia religijne i kulturalne. Na szczególną uwagę zasługuje również piękny występ zespołu folklorystycznego „Warmianki”. Zespół ten posiada długą tradycję artystyczną, a co za tym idzie bogatą kolekcję zdobytych nagród na festiwalach w kraju. Osiągnięcia te zespół zawdzięcza doświadczonemu dyrygentowi Jerzemu Mudry z Morąga. Natomiast gwiazdą spotkania kolędowego była światowej sławy piosenkarka Krystyna Giżowska, która zaprezentowała kolędy i pastorałki oraz na prośbę osób przybyłych na uroczystości, także swoje wielkie przeboje.

Pani Giżowska kilkakrotnie bisowała, a widownia nagradzała ją gromkimi oklaskami na stojąco. Uczestnicy, jak i Artystka oraz przybyli z nią muzycy byli pod wielkim wrażenie dobrej organizacji Orszaku Trzech Króli w Miłakowie. Pani Giżowska nie omieszkała wspomnieć o czasach, gdy razem na jednej scenie występowała z o. Arkadiuszem obecnym przełożonym klasztoru w Miłakowie, gdy nie był on jeszcze zakonnikiem i również jako artysta występował na scenie w Polsce, a także na scenach wielu krajów europejskich. Należy podkreślić, że profesjonalna organizacja wydarzeń religijnych jak i artystycznych oraz klimat, jaki czynią franciszkanie i parafianie z Miłakowa przyciąga również ludzi z odległych miejscowości. Wśród uczestników uroczystości były także władze samorządowe na czele z Burmistrzem Miłakowa Krzysztofem Szulborskim i Radnym Powiatu Ostródzkiego Zbigniewem Zabłockim.

Klasztor Franciszkanów w Miłakowie stał się ostatnimi czasy znaczącym w Polsce ośrodkiem wydarzeń religijnych i kulturalnych, co przyczyniło się do wzrostu frekwencji wiernych uczestniczących w liturgii nabożeństw i udzielanych sakramentów świętych w Parafii. O. Gwardian na zakończenie podziękował wszystkim za uczestnictwo, podkreślając, że: „Orszak jak i wszystkie inne wydarzenia, które miały miejsce w naszej Parafii są wspólnym dziełem parafian i franciszkanów, czynione na chwałę Bożą i dla dobra wspólnego. Jesteście ludźmi wielkiego serca, którzy zawsze przychodzą z pomocą w każdej dobrej, szlachetnej inicjatywie. Można Was opisać językiem poezji: ludzie piękni o pięknym sercu. A widok radości na twarzy osób, dla których poświęcamy czas i siły to najlepsze dla nas podziękowanie i zapewnienie, że to co czynimy jest nadal potrzebne nam wszystkim, w naszej wspólnej drodze ku świętości”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem