Reklama

Spotkania z mistrzem Stuligroszem

Barbara Miczko-Malcher
Niedziela Ogólnopolska 27/2012, str. 14-16


Prof. Stefan Stuligrosz, lata 90. XX wieku
Zdjęcia: Archiwum rodzinne

Rok 2005. Prof. Stefan Stuligrosz obchodzi 85. urodziny. Umawiam się z nim na spotkanie. Na poznańskich Ratajach znajduję dom z małym ogródkiem. Już przez domofon słyszę serdeczne powitanie. Wręczam urodzinowy bukiet od prezesa Radia Merkury, a od siebie audycję nagraną na początku mojej radiowej pracy. „Poznańskie Słowiki” święciły już wówczas triumfy na całym świecie. - Na tej płycie zapisany jest głos Pana matki i żony - zaznaczam. - Dziękuję. Bardzo dziękuję! Mój Boże!

Dźwięki pozytywki, która rozpoczyna audycję, przenoszą nas do mieszkania przy ul. Mickiewicza. Tam przez lata mieszkali Stuligroszowie. Pamiętam solidne meble, duży rodzinny stół i pyszny niedzielny obiad, przygotowany przez panią Barbarę, żonę Profesora.

Wspomnienia z dzieciństwa

Jest rok 1972: „Ta pozytywka - opowiada Profesor - to pamiątka przywieziona z Japonii. Piękna maska, w jakiej występują aktorzy tradycyjnego teatru japońskiego, umieszczona na tle ozdobnego talerza. Z każdej podróży przywozimy masę pamiątek i nowe pieśni. Tym razem śpiewaliśmy m.in. opracowaną przeze mnie japońską kołysankę”.
Przy dźwiękach kołysanki Profesor wraca wspomnieniami do dzieciństwa. Z opowieści wyłania się postać ukochanej babci Franciszki Węcławkowej - śpiewaczki ludowej. To w jej domu, w Starołęce pod Poznaniem, Stefan Stuligrosz przyszedł na świat. Uważał, że właśnie babci zawdzięcza swoje rozmiłowanie w śpiewie. Wyłania się z przeszłości także postać matki - Marii Stuligrosz, która mimo trudności materialnych, dających się często rodzinie we znaki, była pogodna i radosna. „Stefan był moim pierwszym synem. Miałam ośmioro dzieci. Bardzo lubił przedstawienia. Zorganizował sobie kilkoro dzieciaków na górce, gdzieś na strychu, i odgrywali. Potem założył sobie chórek. Zdolności muzyczne to już w 8. roku życia okazywał. Przychodził do nas pan Kubacki i uczył go grać na skrzypcach. Stefan już wtenczas sam sobie układał takie melodyjki, że nauczyciel zadziwił się tym”. W audycji głos matki przeplata się z głosem syna: „W Gimnazjum św. Marii Magdaleny zawsze byłem pierwszym śpiewakiem. W momencie, kiedy stanąłem do egzaminu w słynnym katedralnym chórze ks. Wacława Gieburowskiego, znałem nuty do tego stopnia, że poradziłem sobie doskonale z utworem palestrinowskim. Giovanni Pierluigi da Palestrina, Orlando di Lasso, Wacław z Szamotuł, Mikołaj Zieleński, wszystkie utwory, które ten znakomity chór śpiewał, zapadły mi głęboko w serce. Do tego stopnia, że mając 12 lat, założyłem swój własny mały chórek na terenie gimnazjum. Dyrygent szkolnego chóru prof. Władysław Drzewiecki otaczał mnie niesamowitą życzliwością”.
Maria Stuligrosz wspominała: „Prof. Drzewiecki przyszedł raz do nas i mówi, że Stefan jest bardzo zdolny, chciał go uczyć kompozycji. Nie mogłam sobie na to pozwolić, bo było więcej dzieci”.
Stefan Stuligrosz: „Potem dla mnie taka osobista tragedia …”.
Maria Stuligrosz: „Mąż pracował na poczcie. W głównej kasie był kasjerem i podpisał komuś weksle. Te weksle musiał potem spłacać i wtenczas nie było możliwości, żeby opłacać Stefanowi gimnazjum”.
Stefan Stuligrosz: „Poszedłem do domu handlowego przy Starym Rynku w Poznaniu na naukę kupiectwa. Wydawało mi się, że zapadło się nade mną wieko trumny”.
Maria Stuligrosz: „Zawsze się żalił, że czuje wstręt do każdego metra materiału, tak jemu się to nie podobało”.
Stefan Stuligrosz: „Franciszek Woźniak, zasłużony poznański kupiec, spostrzegł, żem wpadł w to kupiectwo jak przysłowiowy śledź do cukiernicy i postanowił mi pomóc. Oświadczył mi, że od 1 września będę uczęszczał na naukę śpiewu solowego do konserwatorium. No i wybuchła II wojna światowa”.

Studia muzyczne

W czasie wojny Stefan Stuligrosz spotykał się z garstką chórzystów ks. Gieburowskiego i odbywali próby w stajniach, po strychach, codziennie gdzie indziej, aby uniknąć aresztowania. Los zetknął go w tym czasie ze znakomitą poznańską pianistką prof. Gertrudą Konatkowską. To ona pokierowała jego studiami po wyzwoleniu. Doradziła, żeby podjął nie tylko studia muzyczne, wokalne (a potem dyrygenckie u słynnego Waleriana Bierdiajewa), ale żeby poszedł również na studia muzykologiczne. Katedrą Muzykologii kierował wtedy znakomity prof. Adolf Chybiński.
„To wszystko, co osiągnąłem - powtarzał wielokrotnie prof. Stuligrosz - zawdzięczam niezwykle szlachetnemu sercu pani prof. Gertrudy Konatkowskiej”. Pianistka miała okazję cieszyć się sukcesami swojego wychowanka, kiedy towarzyszyła „Poznańskim Słowikom” w podróży do Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Reklama

Początek twórczości

Wierną towarzyszką życia Stefana Stuligrosza była żona Barbara. Z wykształcenia farmaceutka, zrezygnowała ze swoich ambicji zawodowych i przejęła obowiązki domowe, stwarzając mężowi idealne warunki do pracy. Opowiadała, jak to było na początku małżeństwa, kiedy wydawało jej się, że Stefan za bardzo zasklepia się w muzyce i postanowiła poszerzyć jego zainteresowania: „Zaczęłam od malarstwa, potem teatr, literatura, czytałam, objaśniałam mężowi i to zupełnie nie robiło na nim żadnego wrażenia. I dopiero po wielu latach, kiedy podróżowałam z mężem i kiedy przysłuchiwałam się nie tylko koncertom, ale byłam także na próbach, wtedy zrozumiałam, jaka byłam śmieszna z tym dokształcaniem w innych dziedzinach sztuki. Zaczęłam dostrzegać wspaniałe obrazy, doskonałe interpretacje. Dla mnie każdy koncert jest wielkim przeżyciem, bo ja czuję, jak mój mąż tworzy”.
„W muzyce nie ma oszustwa - mówił Profesor. - Jestem potwornie wymagający. Muzykalność chłopców, chłonność dziecięca, sprawia, że szybko się uczą, a potem wzbudzają zachwyt…

Źródła siły prof. Stuligrosza

Dzwoni telefon. Wracamy do 85. urodzin Profesora. „No rzeczywiście, jak człowiek ma 85 lat to rozgląda się, że tak powiem, za Oborą Bożą, do której człowiek zdąża. Nie wiem, ile Pan Bóg mi dał jeszcze czasu, ale jak zechce mnie jeszcze obdarzyć życiem, będę musiał pracować. Trzeba być posłusznym. Najbliższy wyjazd - to Częstochowa. Zostaliśmy zaproszeni przez Ojców Paulinów, tak jak przed 5 laty, kiedy obchodziłem 80. rocznicę urodzin. A teraz Częstochowa obchodzi 350-lecie cudownej obrony Jasnej Góry przed potopem szwedzkim i będziemy śpiewali właśnie podczas tej uroczystości. Skomponowałem mszę opartą na motywach «Bogurodzicy». Zagram na organach”. Profesor śpiewa: „Panie zmiłuj się nad nami - to zaśpiewają panowie - lud odpowie”. Rozmawiamy o kompozytorskiej pracy. „Tych kompozycji napisanych dla naszego Kościoła mam ponad 700. Skomponowałem też ostatnio muzykę do modlitwy Ojca Świętego. Jan Paweł II ogłosił Rok Eucharystyczny i tam są takie bardzo piękne słowa, natchnione wiarą, nadzieją, że człowiek nie umiera, że po dobrym, szlachetnym życiu przechodzi do wieczności i do radości świętych.
Mój Boże. Jak człowiek ma 85 lat, to już nie ten wzrok, nie te siły, już nie ten głos, którym kiedyś śpiewałem. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy byłem kierownikiem Redakcji Muzycznej w Poznańskiej Rozgłośni. To były bardzo piękne czasy, kiedy radio dysponowało i własnym chórem, i własną orkiestrą. Łza się w oku kręci”.
Pytam, skąd bierze się witalność Profesora. Odpowiada: „Ja siły czerpię z trzech źródeł: Pierwsze źródło to jest prawdziwa wiara. Tak jak mnie wychowali w domu rodzice i babcia Franciszka, którą zawsze wspominam z wielkim sentymentem i miłością, która mi do dziś pachnie selerem, porem, ziołami. Oni wpoili mi wiarę. Drugie źródło to rodzina. Przede wszystkim Barbarka, która już odeszła do wieczności, ale która duchowo zawsze jest ze mną. I córki, dobrzy zięciowie, wnuki teraz. Trzecie źródło - to jest mój chór. To jest taka moja druga rodzina”.

Wśród nut, pamiątek, nagród

Rozmawiamy wśród nut, pamiątek. Wokół nas: zdjęcia rodzinne, zdjęcie ze spotkania chóru z prezydentem Kennedym, medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis z nr. 1, serce namalowane przez niepełnosprawną dziewczynkę z Czaplinka, którą chór wsparł koncertem.
Jest też obraz upamiętniający poznańskie wykonanie oratorium „Mesjasz” Haendla, w rocznicę 80. urodzin papieża Jana Pawła II.
„Z Ojcem Świętym - mówi Stefan Stuligrosz - wiązała mnie, nie tylko zresztą mnie, ale cały chór serdeczna przyjaźń. Dowodem jego życzliwości było uhonorowanie mnie Wielkim Krzyżem ze Srebrną Gwiazdą Komandorii św. Sylwestra Papieża. Kilka lat później dostałem doktorat honoris causa Papieskiego Instytutu Muzyki Sakralnej, za przyzwoleniem Ojca Świętego. Mam też cenną relikwię - życzenia na 65. rocznicę mojej pracy artystycznej - otrzymaną w październiku 2004 r. Jest na niej własnoręczny podpis Papieża i pieczęć papieska, która została zniszczona po śmierci Jana Pawła II”.
Rok później, 6 grudnia 2006 r. w katedrze poznańskiej prof. Stefan Stuligrosz odbierał nagrodę Duszpasterstwa Środowisk Twórczych Archidiecezji Poznańskiej - „Pierścień Mędrców Betlejemskich”. Mówił wtedy: „Wierzę, że kiedy się spełni dzień mojego życia, podążę za gwiazdą mędrców betlejemskich do krainy wiecznego życia i zajaśnieje także nade mną dzień wiecznej radości, wypełnionej jasnością i śpiewem, i piękną muzyką, jakiej nikt z nas tu, na ziemi, nie słyszał”.
Prof. Stefan Stuligrosz odszedł do wieczności 15 czerwca 2012 r.

Czym jest cudowny medalik i na czym polega jego "cudowność"?

2018-12-14 09:12

salvenet.pl

Czym jest cudowny medalik i na czym polega jego "cudowność"? Dlaczego jest on cudowny? Wyjaśnia o. Mirosław Kopczewski OFMConv., inicjator Wielkiego Zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi w Niepokalanowie.

- Matka Boża powiedziała, że każdy, kto będzie z ufnością nosił ten medalik na ciele i z ufnością odmawiał tę modlitwę, będzie doznawał szczególnych jej łask - mówił franciszkanin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spotkanie opłatkowe w Sejmie

2018-12-14 14:40

dg / Warszawa (KAI)

Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz poświęcił opłatki, którymi dzielili się dziś polscy parlamentarzyści. W przemowie zaznaczył, że jako chrześcijanie pragniemy, by wszyscy potrafili uszanować to, że Polska i Europa wyrasta z kultury chrześcijańskiej. Życzenia wygłosili również marszałkowie Sejmu i Senatu.

Twitter.com

Zebranych parlamentarzystów oraz gości przywitał marszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz jako pierwszy złożył życzenia: „Chciałbym życzyć przede wszystkim, żeby ta wyjątkowa atmosfera świąt Bożego Narodzenia trwała każdego dnia. Niech inspiruje i zachęca do wspólnego budowania dobrej przyszłości Polski. Pragnę życzyć Państwu, byśmy wypełniali na co dzień przesłanie płynące ze świąt Bożego Narodzenia, aby nasze prace i nasze wspólne starania pomagały zawsze przywracać nadzieję i radość w każdym polskim domu”. Życzył również sukcesów w działalności poselskiej i senatorskiej oraz w życiu rodzinnym. „Niech Gwiazda Betlejemska zawsze wskazuje nam drogę, tę największą i najważniejszą” – zakończył.

Głos zabrał również marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

– „Bóg się rodzi, moc truchleje” to słowa pięknej polskiej kolędy, które pokazują nam moc, pokazują również jak wiele spraw, którymi zajmujemy się, które są dla nas ważne, wydaje się że fundamentalne – karleją, stają się nieważne. W ten ważny dzień przyjścia Pana Jezusa na świat spotykamy się w gronie rodzinnym, przy stole wigilijnym, dzielimy się opłatkiem spożywamy wieczerzę wigilijną , kontynuujemy tradycję polską i chrześcijańską, w której zostaliśmy wychowani i którą przekazujemy naszym dzieciom, naszym wnukom. Rodzina rodzin to nasz naród, to cała Polska. Cała Polska celebruje i raduje się z przyjścia Pana Jezusa na świat – mówił marszałek Senatu.

Zauważając, że znane są podziały w sporach politycznych, zwrócił uwagę na to, że w roku 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości towarzyszyła świadomość, iż biało-czerwona łączy. „Życzę, abyście Państwo przy stołach wigilijnych, świątecznych, rozmawiali o wszystkich problemach, ale w spokoju, i mieli czas dla rodziny, bo tak bardzo nam, parlamentarzystom, brakuje rodziny”.

Duszpasterz parlamentarzystów, ks. Piotr Burgoński, odczytał następnie fragment ewangelii św. Łukasza o narodzeniu Pana Jezusa.

Opłatki i zebranych pobłogosławił metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

– Gromadzimy się przy stołach na wzór stołu w domu rodzinnym, z różnych motywów. Chcemy być na wzór wspólnoty rodzinnej, w której ten stół wigilijny ma największe uzasadnienie, dlatego że chcemy być blisko siebie w tym dniu. Gromadzimy się z motywów głębokiej wiary, ale czasem przychodzimy ze zwyczaju, tradycji. I chcę zaznaczyć, że mamy prawo. Mówi się dziś o tzw. chrześcijaństwie kulturowym. Ale przyjmujemy przy tym stole także wszystkich, którzy przychodzą z jeszcze innych motywów i szanujemy te postawy – mówił kardynał.

Zaznaczył, że jako chrześcijanie pragniemy, by wszyscy potrafili uszanować to, że Polska i Europa wyrasta z kultury chrześcijańskiej. „Nawet jeżeli ta ewangelia, którą przeczytaliśmy przed chwilą, nie jest przez nas przyjmowana do końca z motywów wiary. Ona mówi o wydarzeniu, które miało miejsce w Betlejem, które nazywamy narodzeniem się Syna Bożego i wcieleniem, wejściem Boga w ludzką historię. Bóg stał się człowiekiem dla nas i naszego zbawienia. Człowiek i jego zbawienie, jego dobro, są celem podstawowym tajemnicy wcielenia” – mówił.

Wskazał, że to również cel podstawowy dla parlamentarzystów. „Służycie człowiekowi i dobru wspólnemu, poczynając od rodziny, poprzez wspólnotę miasta, wioski, aż po wspólnotę naszej ojczyzny. To dwa podstawowe słowa: człowiek i dobro wspólne, dla których wasza praca jest piękna.

Kardynał zauważył, że w przyszłym roku minie 20 lat od wizyty Jana Pawła II w polskim parlamencie i wyraził przekonanie o aktualności ówczesnego przesłania papieża: „To ukierunkowanie na człowieka, na dobro wspólne, sprawia, że polityka może być – jak mówił papież – piękną, roztropną troską o dobro wspólne. Jeżeli te dwa słowa i rzeczywistości, które za nimi stoją, przyświecają pracy polityków, to nawet spory, jeśli się zdarzają, są o coś i mogą być bardzo konstruktywne, przynosząc pozytywne owoce. Kiedy tych rzeczywistości w perspektywie wzroku człowieka nie ma, wtedy spór może stać się niebezpieczny dla wspólnoty ludzkiej”.

– Życzę wam, państwo, aby wasza praca, piękna służba człowiekowi, dobru wspólnemu, Polsce, była zawsze piękną i roztropną troską o człowieka i dobro wspólne – zakończył metropolita warszawski.

Spotkaniu opłatkowemu towarzyszył śpiew kolęd w wykonaniu zespołu Mazowsze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem