Reklama

Biali bracia Indian

2012-09-12 14:18

Z prof. dr. hab. n. med. Zdzisławem Janem Rynem oraz Markiem Lubińskim rozmawia A. Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 37/2012, str. 36-37

ARCHIWUM PROF. ZDZISŁAWA J. RYNA
Indiańska aptek w Chivay, Peru

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: - Panie Profesorze, tradycyjna medycyna staje się coraz modniejsza, całymi garściami czerpie z niej medycyna naukowa, medycyna estetyczna, medycyna sportowa, ale też dietetyka, kosmetologia i wiele innych nauk. Skąd to nagłe zainteresowanie tradycyjnymi sposobami leczenia, czyżbyśmy się zawiedli na osiągnięciach współczesnej medycyny?

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Na kontynencie Ameryki Południowej, a szerzej Łacińskiej, bo chodzi tu również o Meksyk i Amerykę Środkową, do dziś żyją miliony ludzi, którzy nie widzieli na oczy lekarza, gdzie „leczeniem” zajmują się jedynie curanderos - uzdrawiacze. Ta sztuka uzdrawiania nie jest oparta na wiedzy naukowej, znajomości fizjologii, anatomii, skomplikowanych procesów, jakie zachodzą wewnątrz organizmu ludzkiego, ale na wielowiekowym doświadczeniu przekazywanym przez tysiące pokoleń. Staramy się budować pomost między medycyną naukową, racjonalną, a ich ogromnym doświadczeniem wynikającym z obserwacji, ale też prób stosowania rozmaitych środków w celu leczenia oraz z popełnionych błędów.

- Czy Pan Profesor nie boi się oskarżeń o szamanizm?

- Od dawna świat medyczny wie, że głównym zasobem środków leczniczych jest przyroda, przede wszystkim zioła lecznicze. Ok. 400 podstawowych leków, jakie stosujemy w nowoczesnej medycynie, to leki, na które zwrócili uwagę pierwotni curanderos. Oni korzystali z zasobów natury, a my, opierając się na analizie chemicznej, biochemicznej czy farmakodynamicznej, syntetyzujemy te środki. Jednak pierwotnie wzięły się one z natury. Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej mają przeświadczenie, że są cząstką kosmosu, oni znacznie wcześniej niż my uświadomili sobie, że cały wszechświat zbudowany jest z tych samych pierwiastków. To, co jest odkryciem współczesnej nauki, oni wiedzieli intuicyjnie od tysięcy lat. W naturze jest wszystko, co potrzebne jest człowiekowi do odżywiania, do reprodukcji, ale również do leczenia.

- Wydaje się jednak, że sztuka leczenia rdzennej ludności Ameryki Łacińskiej została przez wieki zaniechana, choć w czasach konkwisty i później czerpano z niej pełnymi garściami.

MAREK LUBIŃSKI: - To prawda. W pamiętnikach zakonników, którzy dotarli z Francisco Pizarro do krainy Inków, zauważa się wiele informacji na temat ziołolecznictwa. Lecznicze zioła poznawano, klasyfikowano i wywożono do Hiszpanii, gdzie znalazły zastosowanie w medycynie. Ale te doświadczenia zostały w następnych latach zaprzepaszczone. Ameryka Łacińska fascynowała zdobywców innymi walorami: bogactwem przyrody, minerałów, złota. Indianie stali się ważni ze względu na wiedzę, gdzie znajduje się złoto, a nie jak leczyć choroby. Wartość zdrowia nie była wówczas w cenie, a cenny kruszec - owszem. Gdy Europejczycy towarzyszący Kolumbowi dotarli do Ameryki, słali do króla Hiszpanii informację, by nie przysyłał lekarzy, że jest na miejscu wielu uzdrawiaczy, którzy świetnie sobie radzą z chorobami, a nawet istnieją struktury szpitalne, zapewniające całodobową opiekę nad chorym. Pierwsi botanicy, którzy przypłynęli do Meksyku, korzystając z doświadczenia miejscowych curanderos, napisali wielotomowe księgi o roślinach leczniczych. Część tych roślin przetransportowano i zaaklimatyzowano w europejskich warunkach. Następowała wymiana. Z Europy transportowano do Ameryki wiedzę, a z Ameryki - lecznicze rośliny. Rozpoczął się proces synkretyzmu, mądrość Indian zaczęła się zazębiać z ówczesną wiedzą europejską. Niestety, niewiele z tego zjawiska pozostało do dziś.

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Obserwuję to z własnego podwórka. Żaden uniwersytet, w tym mój rodzimy, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie ma w programie przedmiotu „medycyna tradycyjna”. Jedyne, co na ten temat dowiaduje się student medycyny, zawarte jest w przedmiocie „historia i filozofia medycyny”, gdzie podawane są informacje na temat medycyny chińskiej, tybetańskiej, hinduskiej czy nawet medycyny Aborygenów, ale ani słowa nie ma na temat całego bogactwa medycyny tradycyjnej ludów Ameryki Łacińskiej.

- Z czego to wynika? Z mody?

- Z odległości. Tybet i Chiny czy Indie to ten sam kontynent, Ameryka Łacińska to już koniec świata, a Wyspa Wielkanocna to nawet poza końcem świata. Zainteresowałem się medycyną tradycyjną w czasie 14-miesięcznej ekspedycji wysokogórskiej w Kordylierach Andyjskich w latach 1973-74. Obserwowałem wówczas, jak funkcjonuje zetknięcie się medycyny naturalnej z nowoczesną. Owocem 14 lat, jakie spędziłem w Ameryce Południowej, stała się książka „Medycyna indiańska”. Chciałem pokazać światu medycznemu, z jakich korzeni wyrasta medycyna współczesna. Także w mojej dziedzinie etnopsychiatrii, zajmującej się klasyfikacją, opisem zaburzeń psychicznych w różnych kulturach, w tym przypadku w kulturach latynoamerykańskich, gdzie tubylcy stworzyli własną klasyfikację chorób psychicznych i własne sposoby leczenia tych zaburzeń, nieodpowiadające naszej mentalności, np. omamy wzrokowe czy słuchowe, które traktujemy jako głęboką patologię, dla Indian są atrybutem wyróżniającym w społeczności.
To są różnice kulturowe wynikające z odmiennej mentalności, kosmowizji, a także definicji zdrowia i choroby. W badaniach naukowych dochodzimy do prawd, które Indianie znają od czasów prekolumbijskich. W ich rozumieniu zdrowie to rodzaj harmonii z samym sobą, z najbliższym otoczeniem, strukturą rodzinną, sąsiedzką, szczepową, klanową, a wreszcie z przyrodą. Zdrowie to również równowaga między człowiekiem a istotami nadprzyrodzonymi.

- Tyle nauka, a co na temat medycyny tradycyjnej powie praktyk? Pan zajmuje się ziołami Ameryki Południowej u źródeł... W jaki sposób pozyskiwane są zioła amazońskie i andyjskie?

MAREK LUBIŃSKI: - W tej chwili powstają pierwsze uprawy, ale to nie do końca się sprawdza, ponieważ badania i studia nad ziołami potwierdzają tezę, że największą moc leczniczą, najlepsze właściwości mają zioła, które rosną w swoim naturalnym środowisku. Tam, walcząc agresywnie z innymi roślinami o przetrwanie, wytwarzają pod wpływem stresu substancje mające właściwości lecznicze. Jeżeli zakłada się plantację, przesadza roślinę w inne środowisko, to jej wartość lecznicza obniża się. W jaki sposób pozyskujemy zioła? Najbardziej znana roślina - vilcacora (łac. „uncaria tomentosa”, nazwa hiszpańska „uńa de gato”, czyli koci pazur) - znajdujemy miejsce, w którym ona rośnie, i nie zakładamy plantacji, tylko pomagamy jej rosnąć w naturalnym środowisku. Dbają o to miejscowi Indianie. Firma, która zajmuje się komercjalizacją ziół leczniczych, ma kontakty z wieloma wioskami indiańskimi w Andach i Amazonii i kontraktuje na początku sezonu ilość surowca. Zakłada punkty skupu, do których Indianie przynoszą zebrane zioła, za co dostają pieniądze. Następnie zioła są suszone w odpowiednich warunkach.

- Jest Pan przedstawiany jako spadkobierca o. Szeligi. Jak to rozumieć?

MAREK LUBIŃSKI: - 10 lat współpracy z o. Edmundem Szeligą w Peru spowodowało, że siłą rzeczy przejąłem od niego wiedzę na temat ziołolecznictwa, którą on nabył od Indian. O. Szeliga zawsze podkreślał potrzebę dbania o wysoką jakość ziół, które dostarcza się ludziom. Staram się być wierny temu przesłaniu. Potrzebne są duża wiedza, znajomość terenu oraz kontakty, aby pozyskiwać surowiec autentyczny, dobrej jakości. O. Szeliga, znając miejscowe warunki, starał się uchronić potencjalnych pacjentów przed szarlatanami, oszustami, dlatego założył w Limie Instytut Fitoterapii Andyjskiej i Amazońskiej - Instituto Peruano de Investigación Fitoterápica Andina (IPIFA). W 1999 r. wspólnie ze mną założył Instytut Uncaria, którego zadaniem było przybliżenie wartości leczniczych ziół andyjskich Polakom rozproszonym po całym świecie.

- Panowie są wyjątkowo wyróżnieni przez społeczności tubylcze Ameryki Południowej...

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Należymy do nielicznego grona osób, które pozyskały zaufanie Indian do tego stopnia, że przyjęto nas podczas rytualnej ceremonii jako białych braci. Pan Marek jest Białym Bratem Indian Ashanica w Peru, a ja Białym Bratem Indian Mapuche, czyli Araukanów na południu Chile. Podstawą tego wyróżnienia było nasze autentyczne zainteresowanie Indianami. Nie chcieliśmy od nich niczego poza zainteresowaniem i wiedzą. Indianie mają poczucie, że biały człowiek jest złodziejem, bo powykradał najpiękniejsze zabytki Indian i zniszczył ich środowisko naturalne, bo eksploatuje najcenniejsze złoża naturalne. Gdy przelatuje się nad Chile, to widać, jak bardzo okaleczona jest matka ziemia przez kopalnie odkrywkowe. Jak niszczone są płuca świata - lasy amazońskie. W ostatnich latach tempo niszczenia uległo przyspieszeniu, bo zostały odkryte pokłady złota i ropy naftowej. Wycinana jest dżungla w poszukiwaniu złota i z powodu cennych gatunków drzew. Na wycięte obszary wchodzą kartele narkotykowe z nielegalnymi plantacjami liści koki do produkcji kokainy.

- Panowie będą brać czynny udział w VIII Światowym Kongresie Medycyny Tradycyjnej w Limie. Jakie są tradycje Kongresu?

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Kongresy medycyny tradycyjnej odbywają się w kilku krajach. Jednym z pionierów badań medycyny tradycyjnej był prof. Fernando Cabieses Molina, autor kilkudziesięciu prac naukowych. Badał medycynę prekolumbijską zapisaną m.in. w ceramice. Szeroki rozgłos uzyskał album ceramiki erotycznej („huacos eróticos”), w której utrwalono przedkolumbijską wiedzę o psychopatologii życia seksualnego. Znalazła się grupa lekarzy humanistów, którzy docenili znaczenie kulturowe, cywilizacyjne, a także medyczne okresu prekolumbijskiego. Zwrócili oni uwagę świata naukowego na bogactwo wiedzy prekolumbijskiej. I tak zrodził się pomysł organizowania kongresów medycyny tradycyjnej. Uczestniczą w nich naukowcy i praktycy - lekarze i curanderos, uprawiający dawne praktyki uzdrawiania.

- Ten kongres będzie dedykowany o. Edmundowi Szelidze SDB.

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - To, co zrobił o. Szeliga w Peru, zasługuje na wyróżnienie i upamiętnienie. Ogromny zakres prac badawczych nad właściwościami leczniczymi ziół amazońskich i andyjskich przeprowadził nie lekarz, lecz polski zakonnik, który udał się do Indian jako misjonarz. Na kongres przybędzie m.in. prof. Iwona Wawer, farmaceuta z Uniwersytetu Warszawskiego, znana w świecie osób zajmujących się ziołolecznictwem. Udało się pozyskać życzliwość Jerzego Majcherczyka - prezesa Polsko-Amerykańskiego Klubu Podróżników w Nowym Jorku, odkrywcy Kanionu Colca w Peru, który przybędzie wraz z grupą Polonii amerykańskiej, naukowcami i biznesmenami. Kongres będzie kolejnym przykładem współpracy naukowej w relacjach polsko-peruwiańskich, mającej już wieloletnią tradycję.
Z uwagi na dedykację kongresu o. Szelidze wygłosimy tam dwa referaty. Ja przypomnę życie i dzieło o. Szeligi, a Marek Lubiński podzieli się refleksją o osobistych kontaktach z Ojcem i przypomni testament, którego głównym punktem jest życzenie o. Szeligi, by bogactwo „największej apteki świata”, jaką jest Amazonia, trafiło także do Polaków, jego rodaków.

VIII Światowy Kongres Medycyny Tradycyjnej w Limie odbędzie się w dniach 13-15 września 2012 r. w audytorium Colegio Quimico Farmacéutico del Peru w Limie. Informacje i zgłoszenia udziału: cimt2505@gmail.com.

* * *

O. Edmund Szeliga SDB (1910-2005)
Urodził się w Tychach na Śląsku. W latach 30. XX wieku wyjechał do Peru, gdzie pełnił misję wśród amazońskich Indian. To właśnie wśród tubylczej ludności Ameryki Południowej zapoznał się z tradycyjnymi sposobami leczenia, opartymi na roślinności andyjskiej i amazońskiej. Przez 70 lat leczył preparatami roślinnymi schorzenia, z którymi od wieków borykała się medycyna. Oddany Indianom, dbał o ich środowisko naturalne, podejmując odważne działania na rzecz ochrony przed dewastacją bogatej w lecznicze zioła dżungli amazońskiej. Doprowadził do nadania kilku indiańskim plemionom dokumentów własności na ponad 120 tys. ha amazońskiej dżungli. Jest pochowany w Limie. Wielki Polak i wielki patriota o. Edmund Szeliga otrzymał wiele odznaczeń i wyróżnień, m.in. Order Orła Białego.

Tagi:
zdrowie

Ciepło z pożywienia

2019-01-16 11:02

Karolina Szostkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 48

Za oknem zimno, szaro i ponuro. Ubieramy się cieplej, pijemy mniej wody, bo chłodnego nie chce się pić o tej porze roku. Pamiętamy o ciepłym posiłku w ciągu dnia oraz o piciu gorącej herbaty – ale może by tak podziałać na organizm jeszcze intensywniej i wprowadzić do codziennego jadłospisu pokarmy, które mają rozgrzewające właściwości, są odżywcze, a do tego prozdrowotne?
W poradniku „Niedzieli” dietetyk kliniczny Karolina Szostkiewicz bierze pod lupę dary natury, które bez wątpienia ogrzeją nasze ciało.
Red.

Dynia – zawiera beta-karoten oraz likopen – substancje, które chronią przed chorobami nowotworowymi. Dynia jest warzywem o właściwościach rozgrzewających. Krem z dyni w połączeniu z imbirem i czosnkiem nie tylko zapewni przyjemne doznania kubkom smakowym, ale również rozgrzeje nas od środka. Kolejnym warzywem, które sprzyja walce z zimnem, jest brukselka. Ta minikapusta zawiera spore ilości witaminy C, które pomogą w walce z przeziębieniem, oraz jest bogata w substancje przeciwnowotworowe. Brukselka może mieć goryczkowaty smak – aby się go pozbyć, warto wcześniej ją zamrozić lub upiec z oliwą z oliwek oraz aromatycznymi ziołami, np. prowansalskimi.

Awokado jest dobrym źródłem glutationu – silnego przeciwutleniacza, który może hamować rozwój aż trzydziestu substancji rakotwórczych. Oprócz tego zawiera jednonienasycone kwasy tłuszczowe, omega-3 i omega-6 w najlepszych proporcjach niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu dzięki korzystnemu wpływowi na serce. Jeśli jesteś zmarzluchem, koniecznie sięgnij po ten owoc. Połącz go z czosnkiem i wzmocnij swoją odporność. Czosnek najczęściej jemy w formie pasty z białym serem. Jednak mało kto z nas wie, że nabiał jest śluzotwórczy. W sytuacji przeziębienia czy chorych zatok jedzenie mleka i serów potęguje katar oraz kaszel. Awokado to bez wątpienia lepsza alternatywa.

Jabłko, płatki owsiane i cynamon – to zdecydowanie jedno z lepszych zestawień produkujących „energię cieplną” w naszym organizmie. Płatki owsiane dodają energii dzięki błonnikowi zawartemu w nieprzetworzonym ziarnie. Jabłka to skoncentrowana bomba przeciwuteniaczy, natomiast cynamon to niewątpliwie tarcza antybakteryjna, która przy okazji może wpłynąć pozytywnie na pamięć i koncentrację. Jego korzenny zapach znakomicie skomponuje się z owsianką, ale również z szarlotką, a nawet daniem warzywnym. Na pewno pobudzi wydzielanie większych ilości ciepła w naszym ciele.

Karolina Szostkiewicz
Dietetyk kliniczny. Zajmuje się leczeniem żywieniowym chorób zależnych od diety. Propaguje zasadę: „Poznaj zdrowie z jedzenia – odżywiaj się świadomie”. Organizatorka warsztatów promujących zdrowy styl życia – dla dzieci oraz dorosłych. Na co dzień poszukuje prostych i praktycznych rozwiązań na zdrowe smaki do zastosowania w każdej kuchni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Czaja: Z całego serca przepraszam

2019-03-21 19:58

Drogi Panie Dariuszu,

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

zwracam się do Pana tą drogą, ponieważ nie mam innej możliwości, a chcę się odnieść do słów Pana, które za pośrednictwem mediów skierował Pan w moją stronę.

Mój sekretarz i zarazem rzecznik Kurii Diecezji Opolskiej, ks. Joachim Kobienia wyjaśnił kolejny raz niektóre kwestie poruszone w Pana wypowiedzi. Mógłbym i ja, jeszcze coś dodać, ale nie to jest moim zamiarem.

Gorzkie słowa, jakie Pan skierował, wraz z mamą, w moją stronę, staram się zrozumieć i odczytuję je jako wyraz ogromnego bólu i cierpienia, i wielkiej traumy, które są pochodną straszliwego czynu pedofilii, którego dopuścił się wobec Pana, ks. Mariusz. Do tego doszły jeszcze rany związane z sytuacją w parafii, zwłaszcza niezrozumiała dla Pana modlitwa o zdrowie dla sprawcy. Chodzi o sytuację, która powstała jako nieprzewidziany rezultat obranej drogi dyskrecji, którą w dobrej wierze podjąłem, na prośbę Pana mamy. Jest mi bardzo przykro z tego powodu!

Z całego serca przepraszam Pana, podobnie jak w naszym pierwszym spotkaniu i w liście pasterskim, za to, czego dopuścił się wobec Pana ks. Mariusz. Przepraszam za wielką krzywdę, którą Panu wyrządził dopuszczając się przestępstwa pedofilii. Przykro mi też, że podjęta droga dyskrecji przysporzyła Panu, jeszcze więcej bólu i cierpienia.

Panie Dariuszu, boleję także bardzo nad stanem Pańskiego zdrowia i zarówno Panu, jak i mamie, oferuję konieczne wsparcie dla powrotu do pełni sił.

Szkoda, że odwołał Pan spotkanie, o które Pan prosił w środę popielcową. Być może udałoby się uniknąć tego wielkiego napięcia, które powstało. Ufam jednak, że Pan zachce się ze mną spotkać. Zawsze jestem gotów na takie spotkanie, w czasie którego mógłbym jeszcze raz, bardzo osobiście, Pana przeprosić. Niech Pan Bóg ma Pana w szczególnej opiece i uzdrowi wszelkie rany.

+ biskup Andrzej Czaja

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: ufajmy Bożemu miłosierdziu, ale go nie nadużywajmy

2019-03-24 12:11

st (KAI) / Watykan

„Możliwość nawrócenia nie jest nieograniczona. Dlatego trzeba je podjąć natychmiast, inaczej przepadnie na zawsze. Możemy bardzo ufać Bożemu miłosierdziu, ale nie wolno go nadużywać. Nie możemy usprawiedliwiać lenistwa duchowego, ale trzeba umocnić nasze starania, aby niezwłocznie odpowiedzieć na to miłosierdzie ze szczerością serca” – powiedział papież w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty odniósł się w swej refleksji do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii (Łk 13, 1-9), zawierającego przypowieść o drzewie figowym, które nie wydawało owoców. Wskazał, że właściciel winnicy uosabia Boga Ojca, a ogrodnik jest obrazem Jezusa, natomiast drzewo figowe jest symbolem obojętnej i nie wydającej owoców ludzkości.

„Jezus wstawia się u Ojca za ludzkością i prosi Go, aby poczekał i dał jej jeszcze trochę czasu, aby mogły się w niej pojawić pierwsze oznaki owoców miłości i sprawiedliwości. Drzewo figowe, które właściciel z przypowieści chce wyrwać, jest obrazem życia jałowego, niezdolnego do dawania, czynienia dobra. Jest symbolem tego, kto żyje dla siebie, syty i zadowolony, rozłożony w wygodach swojego życia, niezdolny, by skierować spojrzenie i serce ku tym, którzy są obok niego i przeżywają cierpienie, ubóstwo i trudności. Tej postawie egoizmu i duchowej bezpłodności przeciwstawiana jest wielka miłość ogrodnika wobec drzewa figowego: jest cierpliwy, potrafi czekać, poświęca jemu swój czas i pracę. Obiecuje właścicielowi, że szczególnie zadba o to nieszczęśliwe drzewo” – wyjaśnił Franciszek.

Papież podkreślił, że przypowieść ta ukazuje Boże miłosierdzie, które pozostawia nam czas na nawrócenie. Wskazuje ona, że „możliwość nawrócenia nie jest nieograniczona. Dlatego trzeba je podjąć natychmiast, inaczej przepadnie na zawsze. Możemy bardzo ufać Bożemu miłosierdziu, ale nie wolno go nadużywać. Nie możemy usprawiedliwiać lenistwa duchowego, ale trzeba umocnić nasze starania, aby niezwłocznie odpowiedzieć na to miłosierdzie ze szczerością serca” – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek zachęcił, abyśmy wykorzystali okres Wielkiego Postu do nawrócenia, poprawy w naszym życiu, sposobie myślenia, działania i przeżywania relacji z innymi. „Jednocześnie musimy naśladować cierpliwość Boga, który ufa, że wszyscy są zdolni aby «powstać» i podjąć pielgrzymowanie na nowo. Nie gasi wątłego płomienia, ale towarzyszy i troszczy się o tych, którzy są słabi, żeby się umocnili i wnieśli swój wkład miłości do wspólnoty. Niech Maryja Dziewica pomoże nam przeżywać te dni przygotowań na Święta Paschalne jako czas odnowy duchowej i otwartości na łaskę Boga oraz Jego miłosierdzie” – stwierdził papież na zakończenie swego rozważania.


Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia tej trzeciej niedzieli Wielkiego Postu (por. Łk 13, 1-9) mówi nam o Bożym miłosierdziu i naszym nawróceniu. Jezus opowiada przypowieść o drzewie figowym, które nie wydawało owoców. Pewien człowiek zasadził figę w swojej winnicy i z wielką ufnością każdego lata wychodził i szukał na niej owoców, ale nie znalazł żadnego, ponieważ drzewo było jałowe. Pobudzony tym rozczarowaniem, które powtarzało się przez ponad trzy lata, pomyślał o wycięciu drzewa figowego, by posadzić następne. Wezwał więc ogrodnika, będącego w winnicy, i wyraził swoje niezadowolenie, nakazując mu wyciąć figę, by niepotrzebnie nie wyjawiała ziemi. Ale pracownik winnicy poprosił jej właściciela o cierpliwość i o pozostawienie drzewa jeszcze na rok, podczas którego sam zatroszczy się, by poświęcić staranniejszą i delikatniejszej troskę o drzewo figowe, aby pobudzić jego wydajność. Taka jest przypowieść. Co ona przedstawia? Co ukazują postacie z tej przypowieści?

Właściciel uosabia Boga Ojca, a ogrodnik w winnicy jest obrazem Jezusa, natomiast drzewo figowe jest symbolem obojętnej i nie wydającej owoców ludzkości. Jezus wstawia się u Ojca za ludzkością - a czyni to zawsze - i prosi Go, aby poczekał i dał jej jeszcze trochę czasu, aby mogły się w niej pojawić pierwsze oznaki owoców miłości i sprawiedliwości. Drzewo figowe, które właściciel z przypowieści chce wyrwać, jest obrazem życia jałowego, niezdolnego do dawania, czynienia dobra. Jest symbolem tego, kto żyje dla siebie, syty i zadowolony, rozłożony w wygodach swojego życia, niezdolny, by skierować spojrzenie i serce ku tym, którzy są obok niego i przeżywają cierpienie, ubóstwo i trudności. Tej postawie egoizmu i duchowej bezpłodności przeciwstawiana jest wielka miłość ogrodnika wobec drzewa figowego: każe właścicielowi poczekać, jest cierpliwy, potrafi czekać, poświęca jemu swój czas i pracę. Obiecuje właścicielowi, że szczególnie zadba o to nieszczęśliwe drzewo.

Przypowieść ta ukazuje Boże miłosierdzie, które pozostawia nam czas na nawrócenie. Wszyscy potrzebujemy nawrócenia, uczynienia kroku naprzód, a cierpliwość Boga, miłosierdzie nam w tym towarzyszy. Pomimo bezpłodności, która czasami naznacza nasze życie, Bóg jest cierpliwy i oferuje nam możliwość przemiany oraz czynienia postępów na drodze dobra. Ale wybłagane i udzielone odroczenie w oczekiwaniu, aż drzewo w końcu wyda owoce, wskazuje również na pilność nawrócenia. Ogrodnik mówi właścicielowi: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw” (w. 8). Możliwość nawrócenia nie jest nieograniczona. Dlatego trzeba je podjąć natychmiast, inaczej przepadnie na zawsze. Możemy pomyśleć w tym Wielkim Poście: co muszę uczynić, aby zbliżyć się do Pana, nawrócić się, „wyciąć” te rzeczy, które są niewłaściwe? „Nie, nie, poczekam do następnego Wielkiego Postu”. Ale czy za rok będziesz żył? Możemy bardzo ufać Bożemu miłosierdziu, ale nie wolno go nadużywać. Nie możemy usprawiedliwiać lenistwa duchowego, ale trzeba umocnić nasze starania, aby niezwłocznie odpowiedzieć na to miłosierdzie ze szczerością serca.

W okresie Wielkiego Postu Pan zachęca nas do nawrócenia. Każdy z nas musi poczuć się wezwany tym głosem, poprawiając coś w swoim życiu, w swoim sposobie myślenia, działania i przeżywania relacji z innymi. Jednocześnie musimy naśladować cierpliwość Boga, który ufa, że wszyscy są zdolni aby „powstać” i podjąć pielgrzymowanie na nowo. Bóg jest Ojcem i nie gasi wątłego płomienia, ale towarzyszy i troszczy się o tych, którzy są słabi, żeby się umocnili i wnieśli swój wkład miłości do wspólnoty. Niech Maryja Dziewica pomoże nam przeżywać te dni przygotowań na Święta Paschalne jako czas odnowy duchowej i otwartości na łaskę Boga oraz Jego miłosierdzie.


Oto słowa Franciszka po modlitwie „Anioł Pański” w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Od 27 lutego trwają ważne rozmowy w Nikaragui mające na celu rozwiązania poważnego kryzysu społeczno-politycznego, jaki dotknął ten kraj. Wspieram tę inicjatywę modlitwą i zachęcam strony, aby jak najszybciej znalazły pokojowe rozwiązanie dla dobra wszystkich.

Wczoraj w Tarragonie, w Hiszpanii został beatyfikowany Marian Mullerat i Soldevila, ojciec rodziny i lekarz, który otoczył opieką cierpienia fizyczne i moralne swoich braci, świadcząc życiem i męczeństwem o prymacie miłości i przebaczenia. Niech wstawia się za nami i pomaga nam kroczyć drogami miłości i braterstwa, pomimo trudności i cierpień.

Dzisiaj obchodzimy Dzień Modlitwy i Pamięci o Misjonarzach Męczennikach. W roku 2018 na całym świecie wielu biskupów, kapłanów, zakonnic i wiernych świeckich doznało przemocy. Zabito czterdziestu misjonarzy, prawie dwukrotnie więcej niż w roku poprzednim. Pamięć o tej współczesnej Kalwarii braci i sióstr prześladowanych lub zabitych z powodu swej wiary w Jezusa, jest dla całego Kościoła obowiązkiem wdzięczności, ale także bodźcem do mężnego świadectwa o naszej wierze i nadziei w Tym, który na krzyżu na zawsze zwyciężył wrogość i przemoc swą miłością.

Pozdrawiam was wszystkich przybyłych z Rzymu, Włoch i z różnych krajów, w szczególności pielgrzymów z Puli (Chorwacja), Coslady (Hiszpania) i wspólnotę Papieskiego Seminarium Francuskiego. Pozdrawiam wiernych z Dogana, Carpi, Faenzy, Castellammare di Stabia; grupę kobiet, które zjednoczyły się, aby wspólnie stawić czoła swoistej patologii; skautów z Campobasso, kandydatów do bierzmowania z Cervarese Santa Croce, młodych, przygotowujący się do złożenia wyznania wiary z Renate, Veduggio i Rastignano, uczniów Instytutów Braci Szkół Chrześcijańskich w Turynie i Vercelli oraz uczniów szkoły św. Doroty z Montecchio Emilia.

Życzę wszystkim dobrej niedzieli! Nie zapomnij za mnie się modlić. Dobrego obiadu i do widzenia!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem