Reklama

Historia pewnej zależności

2012-09-24 13:31

Z dr. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 39/2012, str. 30-31

DOMINK RÓŻAŃSKI
Piotr Naimski - polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł PiS na Sejm VII kadencji

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Komisja Europejska wszczęła śledztwo w sprawie zmonopolizowania przez Gazprom dostaw gazu do krajów Europy Środkowej. Czy w Polsce po 1989 r. zrobiono wszystko, aby ten monopol, wynikający przede wszystkim z uwarunkowań geopolitycznych, zminimalizować?

DR PIOTR NAIMSKI: - Sytuacja pełnej zależności krajów środkowoeuropejskich od importu gazu ziemnego z terytorium Rosji została odziedziczona po czasach komunistycznych. Po 1989 r. Rosjanie sformułowali doktrynę polityczną polegającą na tym, że uzależnienie krajów środkowowschodnich od wpływów rosyjskich będzie utrzymywane nie za pomocą czołgów, lecz rurociągów oraz dostaw gazu ziemnego i ropy naftowej. Pierwsza groźba zatrzymania dostaw gazu do Polski pojawiła się w styczniu 1992 r. (za rządów Jana Olszewskiego). Rok później ta zależność od Rosji została przypieczętowana tzw. kontraktem jamalskim podpisanym przez rząd Hanny Suchockiej. Konsekwencje tego stanu rzeczy mamy do dzisiaj.

- Próby wyrwania się z tej zależności były jednak przez Polskę podejmowane...

- Tak, i to kilkakrotnie. Jako pierwszy podjął je wiosną 1992 r. rząd Jana Olszewskiego, który, niestety, szybko został obalony. Dopiero później, w latach 2000-2001, rząd AWS wynegocjował kontrakt oraz porozumienie z Norwegami i Duńczykami. Przygotowane wówczas kontrakty zostały obalone przez rząd Leszka Millera w latach 2002-2003. Trzecią próbę podjął rząd PiS - pod koniec 2006 r. zapadła decyzja o budowie gazoportu w Świnoujściu, wznowiono też rozmowy z Norwegami i Duńczykami. Ich rezultatem było zakupienie przez PGNiG złoża gazu na Morzu Północnym, co okazało się bardzo obiecującą inwestycją.

- Jakiego rodzaju korzystnych dla Polski skutków można się spodziewać obecnie, po interwencji podjętej przez Komisję Europejską?

- Wynik tego postępowania może okazać się bardzo ważny dla Polski. Jeśli KE uzna praktyki Gazpromu za niezgodne z europejskim prawem, będzie on ukarany wysoką grzywną, a wcześniej podpisane z nim kontrakty będą musiały być skorygowane na naszą korzyść.

- Niemniej cała nasza nadzieja na poprawę bezpieczeństwa energetycznego kraju od pewnego czasu jest pokładana w wydobyciu rodzimego gazu ze skał łupkowych. Opublikowany wiosną tego roku raport Państwowego Instytutu Geologicznego tę nadzieję jednak nieco ostudził. Czy mimo to nadal możemy liczyć na własne wydobycie, uniezależniające Polskę od rosyjskiego importu?

- Jak najbardziej. Niezależnie od ostatecznej oceny zasobności wiadomo, że ten gaz po prostu jest. Nie wiemy jeszcze, czy będzie go można wydobywać umiarkowanie dużo, dużo czy też bardzo dużo. Kilka dni temu został opublikowany raport CASE, z którego wynika, że w przypadku zrealizowania się dobrego scenariusza, w perspektywie roku 2025 możliwe będzie wydobycie od 10 do 20 mld m3 gazu. Gdyby się okazało, że w latach 2020-2022 możemy wydobywać tyle gazu ze złóż niekonwencjonalnych, co importujemy w tej chwili z Rosji, to dla Polski będzie to bardzo istotna strategiczna zmiana sytuacji.

- Nie brakuje jednak sceptyków - także wśród geologów - którzy twierdzą, że polskie skały łupkowe nie są dość zasobne i trzeba się liczyć raczej z mniejszym niż z większym wydobyciem.

- Warto tu przypomnieć, że te prognozy są ciągle oparte na historycznych danych lub bardzo ogólnych szacunkach czy też analogiach między formacjami skalnymi w Polsce i w Ameryce Północnej. Rzecz jasna, to wszystko musi być zweryfikowane w realiach, czyli poprzez odpowiednio dużą liczbę odwiertów. Trzeba się też liczyć z możliwością dostosowania używanych obecnie w Ameryce technik wydobywczych do polskich warunków. Złoża łupkowe są podobne, ale nie takie same.

- Na razie nie wykonano dostatecznie dużo odwiertów, a zatem tak naprawdę niewiele wiemy o faktycznych zasobach. Wydaje się, że akcja poszukiwawcza nieco spowolniła...

- To prawda, że jak dotąd wiercenia poszukiwawcze postępują zbyt wolno, a w każdym razie nie przyspieszają tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Ale trzeba też zaznaczyć, że plany działań przedstawiane przy zatwierdzeniu koncesji poszukiwawczych są realizowane.

- Na ile ów brak przyspieszenia bierze się z opieszałości działań wspomagających ze strony państwa?

- Bez wątpienia przyczyną tego właśnie braku przyspieszenia prac poszukiwawczych jest wyczekiwanie firm na państwowe uregulowania prawne. Firmy, które chcą przygotować projekty inwestycyjne, muszą wiedzieć, w jakich warunkach przyjdzie im pracować w perspektywie wielu lat; stabilność regulacji prawnoadministracyjnych jest niezwykle ważna. Obecny stan prawny jest nie do zaakceptowania i nie do utrzymania zarówno z punktu widzenia zagranicznych inwestorów, jak i polskich interesów. Tymczasem rząd tylko zapowiedział niezbędne zmiany prawa, ale nie kwapi się do ich przeprowadzenia.

- ExxonMobil wycofuje się z Polski, a w ślad za nim mogą pójść inni zniechęceni...

- Owszem, przedstawiciele ExxonMobil oświadczyli, że planują wycofanie się z Polski, ale jest to w tej chwili jedyna firma podejmująca taką decyzję. W Polsce pozostają natomiast inne wielkie amerykańskie koncerny, które nadal prowadzą prace poszukiwawcze.

- Dlaczego Exxon rezygnuje z poszukiwania gazu w polskich łupkach? Może dlatego, że polskie skały okazały się jednak za mało obiecujące?

- Są różne interpretacje decyzji tego największego amerykańskiego koncernu. Być może jest to konsekwencja podpisania przez Exxon największego w historii kontraktu z rosyjskim Rosnieftem. Zapewne dla tak wielkiej amerykańskiej firmy perspektywa zagospodarowania dna Morza Karskiego jest ważniejsza niż udział w eksploatacji złóż gazu łupkowego w Polsce. Jest to więc prawdopodobnie decyzja podyktowana globalną strategią firmy. Dla nas najważniejsze jest to, że firmy operujące dziś w Polsce raczej starają się skupować udziały w spółkach posiadających więcej koncesji, a więc zwiększać swój zakres działania. Znaczy to, że polskie łupki są nadal interesujące i obiecujące.

- A zatem główną przeszkodą w rozwijaniu ich działalności wciąż pozostają niedostateczne uregulowania prawne...

- Z pewnością tak. Chodzi tu przede wszystkim o ustawę, która by normowała warunki przyznawania koncesji i warunki działania koncesjonariuszy w Polsce, a także warunki finansowe - opłaty, podatki itd. Mamy tu do czynienia z dziwną sytuacją, bo przecież, na szczęście, rok temu odszedł ze stanowiska główny geolog kraju - Henryk Jezierski, który twierdził publicznie, że w sprawie polskich łupków nie ma co się spieszyć - dzięki czemu sprawa, jak się wydawało, uległa przyspieszeniu. Ministerstwo Środowiska przygotowało nawet projekt ustawy. Przypomnę też, że od dawna jest też gotowy projekt PiS.

- Jak bardzo różnią się oba te projekty?

- Trudno o tym mówić, bo o ile projekt PiS jest od prawie roku publicznie dostępny na stronie internetowej Sejmu, o tyle projekt rządowy nie jest w żaden sposób dostępny; nie został przekazany do konsultacji społecznych.

- Dlaczego?

- Projekt przygotowany w Ministerstwie Środowiska nie może z jakichś powodów uzyskać akceptacji rządu Donalda Tuska, bo - jak się okazuje - zainteresowane ministerstwa nie mogą dojść w tej sprawie do porozumienia; projekt leży zatem i czeka... Byłoby dobrze, gdyby w Sejmie mogły się spotkać w merytorycznej dyskusji obydwa te pomysły - poselski i rządowy - wówczas można by osiągnąć racjonalny kompromis. Miejmy nadzieję, że projekt rządowy przygotowany w Ministerstwie Środowiska będzie zabezpieczał polskie interesy. Może się jednak okazać, że minister środowiska jest w tej sprawie izolowany i jego projekt w ogóle nie będzie brany przez rząd pod uwagę...

- Za to poselski projekt PiS nadal oczekuje na pierwsze czytanie w Sejmie. To już 10 miesięcy, prawda?

- Tak, projekt PiS złożony został w listopadzie zeszłego roku, na początku tej kadencji Sejmu. Pierwsze czytanie przewidziane było podczas obecnego posiedzenia Sejmu, czyli 13 września. 11 września okazało się jednak, że na wniosek ministra skarbu państwa Mikołaja Budzanowskiego pani marszałek Kopacz zdjęła ten punkt z porządku dziennego. Podobno minister wnioskował o przeniesienie go na następne posiedzenie, argumentując, że rząd jeszcze nie wypracował stanowiska w tej sprawie. Jak widać, rząd ma kłopot zarówno ze swoim projektem, jak i z opinią w sprawie naszej propozycji. Warto zadać w tej sytuacji pytanie: Czy rząd w ogóle ma zamiar popierać jakiekolwiek działanie na rzecz uruchomienia wydobycia gazu z łupków w Polsce?

- Co jest istotą projektu poselskiego, główną zasadą proponowanej przez PiS regulacji prawnej?

- Uważamy, że przede wszystkim trzeba dać Skarbowi Państwa możliwość odpowiedniej kontroli nad obrotem koncesjami w Polsce. W tej chwili jest tak, że koncesja udzielona podmiotowi gospodarczemu wprawdzie sama nie podlega dalszemu handlowi (nie można sprzedawać koncesji), można natomiast sprzedać całą spółkę (bądź udziały w niej), która tę koncesję dostała, i to już, według obecnie istniejącego prawa, jest poza kontrolą rządu. A przecież z uwagi na bezpieczeństwo kraju powinniśmy wiedzieć, kto ostatecznie będzie ten gaz w Polsce wydobywał, kto będzie uczestniczył w budowie tego strategicznego dla Polski nowego sektora gospodarki. Nasz projekt proponuje także czytelne i przejrzyste reguły przyznawania koncesji.

- Krytycy zarzucają projektowi PiS przesadną dbałość o interesy państwa kosztem inwestorów, bez których cała sprawa upada...

- Nie ma tu żadnej przesady. Warto powiedzieć, że nasz projekt jest oparty na doświadczeniach krajów, które produkują gaz i ropę naftową (Norwegia, Holandia, Kanada). Staramy się przejmować te rozwiązania, które są w Polsce możliwe do wdrożenia. Nasz projekt proponuje sprawiedliwe rozłożenie ryzyka inwestycyjnego przy poszukiwaniu i produkcji gazu. Przedstawiamy też klarowny mechanizm opodatkowania tej działalności w Polsce, a więc to, w jaki sposób Skarb Państwa - czyli wszyscy Polacy - będzie czerpał korzyści z tego bogactwa naturalnego.

- Ze strony ekonomistów słyszy się jednak zarzuty, że politycy rządzący teraz lub w przyszłości będą dokonywać „skoku na łupkową kasę”.

- Dlatego proponujemy powołanie specjalnego funduszu, który będzie gromadził dochody z wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych. Byłby to fundusz specjalnego przeznaczenia, a co do tegoż przeznaczenia musiałby się zawsze wypowiadać Sejm. Chodzi o to, by nie były to pieniądze doraźnie zużywane w celach budżetowych rok po roku.

- Na ile realne jest marzenie, że wpływy z wydobycia gazu łupkowego uratują polską gospodarkę i postawią na nogi budżet państwa?

- Prawdę powiedziawszy, trudno dziś oszacować wysokość wpływów z tego nowego sektora, sądząc jednak choćby po doświadczeniach amerykańskich, w przypadku powodzenia będą one bardzo ważnym impulsem dla gospodarki. Chodzi przede wszystkim o znaczną liczbę miejsc pracy, którą wykreuje ten nowy sektor. Dziś bardzo na to liczymy, lecz jaka będzie skala rozwoju, to zależy także od warunków geologicznych.

-... a także od lobbingowych działań Gazpromu, który - można się tego obawiać - zrobi wszystko, aby zminimalizować polskie wydobycie gazu?

- Na to zawsze musimy być przygotowani. Trzeba bardzo uważnie przyglądać się wszelkim fałszywym prorokom, ludziom, którzy próbują używać argumentów związanych z ekologią i ochroną przyrody. Bardzo często jest to argumentacja kłamliwa, a źródła ich działania wywodzą się z... Moskwy. Także z Niemiec lub Francji, gdzie opozycja przeciwko tej nowej dziedzinie górnictwa gazowego jest silna. Wiele spustoszenia czyni pokazywanie filmu „Gasland”, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, każdy kadr tego filmu wymaga sprostowania, komentarza. Dlatego też tak ważne są wszelkie prospołeczne działania firm inwestujących w te poszukiwania, aby rozmawiały z lokalnymi społecznościami i samorządami.

- Podobnie organy administracji państwowej i sam rząd powinny tworzyć odpowiednią atmosferę wokół tego sektora gospodarki, którego tworzenie i rozwijanie może być uznawane nawet za polską rację stanu. Czy - zdaniem Pana Posła - rząd Donalda Tuska przywiązuje wystarczającą wagę do tej tak istotnej dla Polski sprawy?

- Uważam, że rząd Donalda Tuska nie robi w tej sprawie tego, co powinien. To, że nie jest w stanie od wielu miesięcy uzgodnić stanowiska w sprawie legislacji dotyczącej tego sektora, to znak, że całą rzecz po prostu lekceważy. Premier Tusk jak dotąd nie traktuje tej sprawy poważnie, a najwyższy czas, żeby wreszcie zaczął to robić. Za zaniechania w tej sprawie zostanie rozliczony przez wyborców.

* * *

Piotr Naimski - polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł PiS na Sejm VII kadencji

Tagi:
polityka gospodarka

Jaka naprawdę jesteś, opozycjo?

2019-02-06 11:47

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 6/2019, str. 35

Artur Stelmasiak

Jeśli szukałbym współczesnego przykładu na hasło „pyrrusowe zwycięstwo”, wskazałbym obecnie na wygraną Platformy Obywatelskiej w Warszawie. Prezydentura Rafała Trzaskowskiego, zdobyta przez mocną wygraną już w pierwszej turze nie tak dawnych wyborów samorządowych, z każdym tygodniem staje się większym problemem dla ogólnopolskiej kampanii PO. Jak w soczewce widać tutaj, że niezależnie od haseł partia ta się nie zmieniła, prezentuje dokładnie ten sam styl, co w latach 2007-15.

Nie będę zarzucał czytelników ogólnopolskiego tygodnika szczegółami lokalnymi, wspomnę tylko o podjętej dzień po wyborach próbie wycofania się z dużych bonifikat za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność, o rozmywaniu obietnic natychmiastowego zapewnienia miejsc w żłobkach i przedszkolach wszystkim chętnym, o odsuwaniu w nieokreśloną przyszłość zapewnień o rozpoczęciu budowy trzeciej i czwartej linii metra. Uderzające jest też radykalne zejście z kampanijnego tonu obietnic prowadzenia ambitnej polityki, z nawoływania do marzeń, dla których nie ma granic, na poziom ciągłej niemożności. Niepokoi brak refleksji i wniosków ze złodziejskiej reprywatyzacji, która skrzywdziła tysiące rodzin. No i wymiar ideowy: zniknęło hasło „Warszawa dla wszystkich”, mieszkańcy dostali radykalnych lewicowców na kierowniczych stanowiskach w kulturze miejskiej, a rzecznikiem został internetowy zagończyk, niepotrafiący nawet po nominacji powstrzymać się od dość wulgarnych polemik.

Oczywiście, w stolicy Platformie to nie zaszkodzi, emocje są (na razie) tak duże, umysły tak rozgrzane, że formacja ta może niezagrożona czynić to, co tylko chce. Ponieważ jednak stolica jest uważnie obserwowana przez resztę kraju, ma to ważny wymiar edukacyjny. Niesie istotną przestrogę, wskazuje, jakie mogą być konsekwencje ewentualnej zmiany rządu po wyborach 2019 r.

Pytania to tym bardziej istotne, że nie spełniają się nadzieje, iż w roku wyborczym poznamy realny program opozycji. Ale nie ten, że „strząśniemy pisowską szarańczę”, nie ten o niechęci do „naftaliny”, którą mają pachnieć zwolennicy opozycji, tylko ten o sprawach kluczowych: o budżecie, który był rozkradany za poprzednich rządów, o programach społecznych i prorodzinnych, które wprowadził obecny rząd, o majątku narodowym, który przestał być wyprzedawany, armii, którą wreszcie zaczęto stawiać na nogi, o islamskich imigrantach (odróżniajmy ich od uchodźców), którymi jeszcze Ewa Kopacz chciała nas masowo uszczęśliwiać. To są ważne pytania i jako wyborcy mamy prawo otrzymać na nie wiarygodne odpowiedzi.

Niestety, mam wrażenie, że opozycja uznała, iż lepszymi metodami są branie pod skrzydła wszystkich „dużych nazwisk”, bez względu na ich wcześniejszy, często kompromitujący, dorobek, oraz wykorzystanie przewagi medialnej, by rozgrzewać emocjonalnie Polaków. Funduje nam się więc ciągłe skoki napięcia politycznego. Próbuje się też wywołać, pod byle pretekstami, wrażenie, że kraj się wali, jest w kryzysie, skandal goni skandal. Tydzień później nikt o tych rewelacjach już nie pamięta, ale zostaje społeczne poczucie zmęczenia.

Nie warto tym prowokacjom ulegać, nie warto pozwolić, by wspomniane wyżej pytania utonęły w medialnym dygocie. Stawką jest przyszłość naszej ojczyzny i naszych dzieci.

Michał Karnowski
Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Walenty - patron zakochanych i chorych na padaczkę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 7/2005

seyed mostafa zamani / Foter.com / CC BY

Początek lutego. Gdzie nie spojrzeć, tam króluje kolor czerwony - kolor miłości, kolor walentynek. Na sklepowych półkach, wystawach, a nawet na prowizorycznych straganach pojawia się „nowy produkt” - miłość. Opakowana w pluszowe misie, mrugające serduszka, zakochane mysie parki i tysiące innych zmyślnych cudeniek, mających tylko jedno zadanie - powiedzieć: „kocham Cię”. A wszystko z powodu jednego dnia - Dnia Zakochanych czyli walentynek.
Walentynki to dla Polaków zupełnie nowe święto. Popularność zdobyło sobie przede wszystkim w ciągu ostatnich 10 lat i to do tego stopnia, że dzisiaj wielu ludzi, niezależnie od wieku, czeka na ten dzień, by serdeczniej niż na co dzień wyrazić uczucia do najbliższej osoby. Istnieje zwyczaj rozsyłania specjalnych kartek, tzw. walentynek - zwykle anonimowych, których motywem przewodnim są amorki, serca, kwiaty, czułe wyznania miłości. Powszechnym stało się także, iż tego dnia zakochani wręczają sobie kwiaty i upominki, które mają potwierdzać ich wzajemne uczucie. Tradycja ta zwraca uwagę na wartość i wymiar uczuć, na niezaprzeczalną konieczność ich istnienia, na to, że są niezbędne, że są łaską i stanowią nieodłączny element ludzkiego bytu. Umiejętność ich nazwania, to, że odczuwamy je względem drugiej osoby lub stajemy się obiektem cudzych uczuć i dysponujemy możliwością ich odwzajemniania, czynią nas ludźmi. Nie można tego problemu traktować jednostronnie, jednowymiarowo i poddawać zaciekłej krytyce - co niektórzy czynią, ignorując pozytywne aspekty całości.
Walentynki niewątpliwie skłaniają do uwalniania dobrych emocji, zachęcają do okazywania uczuć, ośmielają i ułatwiają takie inicjatywy. Motywują do tego, by nie kryć się z tym, co czujemy do drugiej osoby, by nie zatajać tego, że ktoś jest nam bliski, ponieważ staje się to źródłem radości i siły, zarówno dla samego autora, jak i adresata takiej deklaracji. Korzystając z tych sprzyjających refleksjom okoliczności, należy zdać sobie sprawę, że ukrywanie własnych uczuć, tłumienie ich w sobie, znacznie zubaża nasze życie i wzajemne kontakty.

Skąd ten zwyczaj?

Pochodzenia zwyczajów związanych z walentynkami należy poszukiwać w luperkaliach - rzymskim święcie płodności, które w związku z ekspansją Cesarstwa Rzymskiego pojawiło się również na Wyspach Brytyjskich. Stąd w przyszłości walentynki rozprzestrzeniły się na cały świat. W czasach, gdy zastępowano święta pogańskie chrześcijańskimi, uznano, że św. Walenty, który zginął 14 lutego, w (przeddzień luperkaliów) może godnie objąć pieczę nad świętem budzącej się wiosny, kiedy przyroda pomału otrząsa się z zimowego snu, zwierzęta zaczynają łączyć się w pary, a ludzie chętniej szukają swoich drugich połówek. Na zachodzie Europy święty patronuje zakochanym co najmniej od XV wieku.



Co wiemy o św. Walentym?

Św. Walenty, patron Dnia Zakochanych, to postać dość zagadkowa. Był biskupem Terni pod Rzymem. Za czasów cesarza Klaudiusza II Gota (ok. 269 r.) poniósł śmierć męczeńską.
Legenda mówi, że św. Walenty zajął się popieraniem zakochanych jeszcze za swego życia, kiedy wystąpił przeciwko edyktowi cesarza, zakazującemu zawierania małżeństw. Cesarz Klaudiusz II Gocki z rozczarowaniem zauważył, że żonaci mężczyźni chętniej zostają w domach, zamiast ochoczo uczestniczyć w wojnach i dzielnie walczyć za Rzym. Św. Walenty zignorował ów zakaz i w tajemnicy udzielał ślubów młodym, zakochanym parom. Niestety, sekret się wydał, a Święty został pojmany, wtrącony do więzienia, a następnie stracony.
Według drugiej wersji okoliczności śmierci św. Walentego były zgoła inne: jako człowiek świątobliwy Biskup Terni w III wieku został obdarzony przez Boga niezwykłą mocą uzdrawiania. Wieść o tym dotarła do rzymskiego filozofa Kratona, którego syn był ciężko chory na padaczkę i czekało go życie pełne cierpienia. Św. Walenty zgodził się pomóc rodzinie Kratona pod warunkiem, że ten się nawróci. I rzeczywiście, przekonany cudem dokonanym przez Świętego, Filozof ochrzcił się, a wraz z nim jego bliscy i uczniowie. Niechętnie jednak przyjął to senat rzymski - uznano św. Walentego za osobę niebezpieczną dla państwa, aresztowano go i skazano na śmierć.
Kult Świętego rozwijał się dość szybko. W miejscu, w którym Męczennik został pochowany, już w IV wieku papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Ponieważ padaczka, a także wszelkiego rodzaju choroby nerwowe, były wówczas w Europie bardzo częste, Święty znalazł licznych czcicieli na całym kontynencie. Do Polski jego sława dotarła dopiero w XV wieku. Ma tu św. Walenty wiele kościołów poświęconych jego imieniu, wiele ołtarzy i wizerunków. Ciekawe, że do niedawna żadne z tych miejsc nie cieszyło się specjalnym zainteresowaniem zakochanych. Sytuacja zmieniła się od chwili, gdy postać Świętego zaczęto łączyć z tym stanem serca.
Tak czy inaczej, historyczne przekazy dotyczące osoby św. Walentego w Dniu Zakochanych stają się rzeczą zupełnie niezauważalną, albo przynajmniej drugorzędną. Mało kto dziś pamięta, że św. Walenty, zanim zaczął patronować uczuciom, zanim stał się wzorcem dla wszystkich zakochanych i podkochujących się, był patronem chorych na epilepsję (padaczkę). Ci, którzy nie pamiętają już co to miłość, lubią złośliwie przyrównywać ją do stanu podobnego tej chorobie.
To tłumaczy, dlaczego właśnie św. Walenty jest patronem wszystkich zakochanych.
Św. Walenty patronuje nie tylko chorym na epilepsję, ale i na choroby nerwowe. Jest opiekunem chorych psychicznie, ludzi ogarniętych mrokiem umysłu. Ikonografia przedstawia tego męczennika najczęściej w stroju kapłańskim, w momencie uzdrawiania chorego.
Święty, dziś nieco zapomniany, miał w dawnej Polsce wiele świątyń, obrazów i cieszył się wielkim kultem. Obecnie w liturgii Kościoła 14 lutego na pierwszym miejscu wymienia się św. Cyryla i Metodego, słowiańskich patronów Europy, a dopiero w dalszej kolejności św. Walentego. Dawniej do kościołów, gdzie znajdował się ołtarz z wizerunkiem tego Świętego, 14 lutego matki przynosiły chore dzieci, aby za jego wstawiennictwem uprosić Boga o zdrowie dla dziecka. Najczęściej przynoszono dzieci chore na padaczkę lub przestraszone. Kapłan odprawiał w intencji osoby chorej Mszę św., następnie odczytywał fragment Ewangelii o uzdrowieniu przez Jezusa i kładąc Księgę Świętą na głowę chorego, udzielał błogosławieństwa. Po tych modlitwach wielu chorych, szczególnie dzieci, miało powracać szybko do zdrowia. Może warto w dniu 14 lutego przywrócić ten piękny zwyczaj pamiętając, iż św. Walenty to także patron chorych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Centrum Ochrony Dziecka na rzecz ochrony małoletnich przed wykorzystywaniem seksualnym przez niektórych duchownych

2019-02-16 13:31

Adam Żak SJ, mp / Kraków (KAI)

Od 21 do 24 lutego odbędzie się spotkanie papieża Franciszka z przewodniczącymi krajowych konferencji biskupich, poświęcone przeciwdziałaniu wykorzystywania seksualnego małoletnich przez niektórych duchownych. W ramach Kościoła w Polsce instytucją o kluczowym znaczeniu na tym polu jest Centrum Ochrony Dziecka, kierowane przez ks. Adama Żaka SJ, koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Konferencji Episkopatu Polski. W poniższym sprawozdaniu – za lata 2013-2018 - ks. Żak prezentuje szereg niepublikowanych dotąd faktów.

Bożena Sztajner/Niedziela

Centrum Ochrony Dziecka (COD) [Child Protection Center] zostało powołane przez Senat Akademii Ignatianum 4 marca 2014 r. z inicjatywy ks. Adama Żaka SJ. Działalność COD jest jedną z odpowiedzi Kościoła katolickiego w Polsce na wykorzystywanie seksualne małoletnich przez niektórych duchownych. Do jego podstawowych zadań należy działalność szkoleniowa i wychowawcza w zakresie psychologicznym, pedagogicznym i duchowym w tematyce związanej z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich. A także opracowanie i rozwój programów prewencji i wzorów dobrych praktyk dla różnych środowisk duszpasterskich, formacyjnych i wychowawczych - aby pomóc w tworzeniu bezpiecznych środowisk dla dzieci i młodzieży. W różnego typu szkoleniach organizowanych przez COD wzięło udział dotąd w sumie ponad 3 tysiące księży diecezjalnych i zakonnych, nie licząc sióstr zakonnych oraz świeckich.

Przygotowania do powołania Centrum Ochrony Dziecka

Pierwszym krokiem poprzedzającym utworzenie COD była podróż studyjna ks. Adama Żaka wraz z Ewą Kusz do USA (22 kwietnia - 5 maja 2013 r.) w celu zapoznania się z historią kryzysu w tym kraju i z wnioskami, jakie Kościół zeń wyciągnął. Obejmowała ona spotkania i rozmowy z najważniejszymi osobami odpowiedzialnymi za ochronę dzieci i młodzieży w Kościele amerykańskim oraz wizyty w instytucjach i ośrodkach realizujących politykę episkopatu USA nakreśloną w "Karcie Ochrony Dzieci i Młodzieży" z 2002 r. Podstawowy wniosek z podróży brzmiał: "Nie można dać adekwatnej odpowiedzi na wykorzystywanie seksualne młodych w Kościele bez zmiany mentalności przełożonych kościelnych i duchowieństwa. Doświadczenie (nie tylko USA) uczy, że jeśli przełożeni sami nie rozpoczną procesu zmiany, to zostaną do tego zmuszeni, tracąc resztki autorytetu w społeczeństwie i w Kościele wśród świeckich i duchownych."

W czerwcu 2013 r. Konferencja Episkopatu Polski powołała ks. Adama Żaka SJ na koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, na szczeblu ogólnokrajowym. Jeszcze w tym samym roku na spotkaniach przełożonych zakonnych, dziekanów i Konferencji Rektorów wyższych seminariów duchownych ks. Adam Żak i Ewa Kusz wygłosili sześć prelekcji na tematy związane z zapobieganiem wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich w Kościele.

Zadania koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży

Zakres jego obowiązków jest bardzo szeroki. Należą do nich dwa podstawowe zadania, realizowane przy wsparciu powstałego w kilkanaście miesięcy później Centrum Ochrony Dziecka. Pierwsze z nich to tworzenie struktur umożliwiających reagowanie na zgłaszane przełożonym kościelnym przypadki wykorzystania seksualnego małoletnich, w zgodzie z zasadami zawartymi w normach Stolicy Apostolskiej i Konferencji Episkopatu Polski. Realizacji tych towarzyszą m. in. szkolenia dla osób wyznaczonych w diecezjach i zakonach do przyjmowania zgłoszeń przestępstw wykorzystywania seksualnego i do pomocy osobom poszkodowanym oraz ich rodzinom.

Zadaniem koordynatora jest też wspieranie budowania systemu prewencji w działalności duszpasterskiej, katechetycznej wychowawczej, oświatowej i opiekuńczej prowadzonej przez diecezje i zakony, jak również ich upowszechniania poprzez ogólnopolskie programy szkoleniowe.

Realizacja tych celów i zadań byłaby nie do pomyślenia bez współpracy z organizacjami pozarządowymi, zwłaszcza z Fundacją „Dajemy Dzieciom Siłę” z Warszawy posiadającą ponad 25-letnie doświadczenie w ochronie dzieci przed przemocą oraz z biurem Rzecznika Praw Dziecka.

Do zadań, które faktycznie przypadły koordynatorowi i osobom odpowiedzialnym za COD należy również współpraca z mediami w celu tworzenia przychylnej atmosfery dla ochrony dzieci i młodzieży przed wykorzystaniem seksualnym - w skali całego społeczeństwa.

Utworzenie COD i pierwsza liturgia pokutna za przestępstwa wykorzystywania seksualnego

4 marca 2014 r. Senat Akademii Ignatianum powołał Centrum Ochrony Dziecka. W czerwcu 2014 r. zorganizowało ono w Krakowie międzynarodową konferencję: „Jak rozumieć i adekwatnie odpowiedzieć na wykorzystanie seksualne małoletnich w Kościele”. Wzięło w niej udział 180 osób z 26 diecezji, 20 zakonów i zgromadzeń męskich oraz 17 żeńskich. Była ona ważnym impulsem w kierunku budowania systematycznej odpowiedzi Kościoła w Polsce na wykorzystywanie seksualne małoletnich.

Podczas konferencji, 20 czerwca 2014 r. w krakowskiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa, odbyła się pierwsza w Polsce liturgia pokutna za grzechy i przestępstwa wykorzystywania seksualnego w Kościele. Uczestniczyli w niej m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak, nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskup opolski Andrzej Czaja oraz krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś.

W tym samym roku, w październiku 2014 r. Konferencja Episkopatu Polski przyjęła „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia” oraz dokument pt. „Prewencja nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży i osób niepełnosprawnych w pracy duszpasterskiej i wychowawczej Kościoła w Polsce”. Przyjęcie tych dokumentów sprawiło, że COD – we współpracy z innymi podmiotami kościelnymi - mogło się skupić na przygotowaniu i budowaniu struktur umożliwiających realizację polityki ochrony dzieci i młodzieży oraz na pracy nad zmianą świadomości w tym zakresie.

W ślad za tym – także dzięki poparciu sekretarza generalnego KEP, bp. Wojciecha Polaka – biskupi i przełożeni zakonów męskich i żeńskich oddelegowali 60 osób do uczestnictwa w akademickim kursie e-learningowym, zorganizowanym przez Akademię Ignatianum, we współpracy z Center for Child Protection Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Kurs w językach włoskim i angielskim trwał od września do grudnia 2014 r. a dotyczył prewencji i interwencji w dziedzinie ochrony dziecka w środowiskach duszpasterskich. Ukończyło go 40 osób, które otrzymały wspólny certyfikat Uniwersytetu Gregoriańskiego i Ignatianum.

Budowanie struktur

W pierwszej połowie 2015 r. wszystkie polskie diecezje i część prowincji zakonnych powołały w sumie 80 delegatów diecezjalnych i zakonnych ds. ochrony dzieci i młodzieży. Są to osoby odpowiedzialne za przyjmowanie zgłoszeń o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną oraz za wskazanie pomocy psychologicznej, prawnej i duszpasterskiej. Ich nazwiska i dane kontaktowe widnieją na większości stron diecezjalnych, a pełna lista oraz baza danych kontaktowych znajduje się na stronie internetowej Centrum Ochrony Dziecka.

Oprócz delegatów zostało wyznaczonych 69 duszpasterzy gotowych do pomocy duchowo-duszpasterskiej pokrzywdzonym oraz ich rodzinom. W ślad za tym COD zorganizowało 3 serie profesjonalnych szkoleń delegatów i 3 serie szkoleń dla duszpasterzy. Ich celem było przygotowanie delegatów i duszpasterzy, aby – zgodnie z tym, co mówią Wytyczne Episkopatu – umieli pomóc przełożonym kościelnym zabezpieczyć ochronę dzieci i młodzieży przez przyjęcie właściwej postawy wobec przypadków wykorzystania seksualnego popełnionych przez duchownych na szkodę małoletnich.

Delegaci i duszpasterze byli szkoleni w taki sposób, aby mogli się przyczynić do uzdrowienia zaufania i przywrócenia właściwego klimatu dla kontynuacji pracy duszpasterskiej we wspólnocie kościelnej, zranionej przestępstwem. Ich działalność winna obejmować każdego uczestnika dramatu wykorzystania, poczynając od ofiar i ich bliskich, przez wspólnoty zranione przestępstwem aż po sprawcę, przy uwzględnieniu rzetelnej wiedzy kanonicznej, karno-prawnej, psychologicznej oraz wyników badań nt. skali i form zjawiska wykorzystania. Działania te – jak podkreślano - winny wyrazić się również w rzetelnym poszukiwaniu prawdy i sprawiedliwości.

Delegaci diecezjalni i zakonni byli w kolejnych latach zapraszani na organizowane przez COD sesje szkoleniowe. W maju 2017 r. miały miejsce warsztaty dla Delegatów. Ich celem była wymiana doświadczeń oraz przygotowanie się na wejście w życie nowelizacji art. 240 Kodeksu Prawa Karnego dotyczącego m. in. obowiązku zgłaszania państwowemu wymiarowi sprawiedliwości przestępstw seksualnych na szkodę małoletnich, pod sankcją karną.

COD współuczestniczyło również w przygotowaniu i przeprowadzeniu profesjonalnych szkoleń dla wychowawców w seminariach duchownych z udziałem m. in. prof. Janiny Beisert, organizowanych w imieniu Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych przez ks. dr. Wojciecha Rzeszowskiego, obecnie dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Formacji w Gnieźnie i współpracownika COD. W styczniu 2019 r. miała miejsce czwarta edycja tych szkoleń.

Studia podyplomowe

W październiku 2016 r. w Akademii Ignatianum w Krakowie rozpoczęły się pierwsze trzy-semestralne studia podyplomowe w zakresie profilaktyki wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży. Pierwszy kurs ukończyło 21 osób, a w październiku 2018 r. 25 studentów rozpoczęło drugą edycję tych studiów. Kierowane są one do świeckich jak i duchownych pracujących jako odpowiedzialni za kościelne placówki opiekuńczo-wychowawcze i resocjalizacyjne; do wychowawców, pedagogów i psychologów szkolnych; katechetów i katechetek; psychologów i psychoterapeutów pracujących z dziećmi i młodzieżą; do pracowników socjalnych.

Uczestnicy tych studiów zdobywają wiedzę i umiejętności dotyczące rozpoznawania oznak przemocy seksualnej, jak również projektowania działań pomocowych na rzecz dzieci i młodzieży zagrożonej lub dotkniętej przemocą. Poznają programy profilaktyczne obejmujące tę tematykę i zdobywają wiedzę, umiejętności i kompetencje dotyczące zasad, procedur i dobrych praktyk interwencyjnych, terapeutycznych i pomocowych stosowanych wobec osób w dzieciństwie lub młodości dotkniętych przemocą seksualną. Poznają też zasady rozmowy z dziećmi i młodzieżą, zagrożoną lub dotkniętą przemocą seksualną oraz z ich rodzinami.

Program studiów ma zapewnić personelowi dzieł edukacyjnych, opiekuńczych i wychowawczych, prowadzonych przez diecezje i prowincje zakonne, odpowiednie kwalifikacje i kompetencje do budowania środowisk bezpiecznych dla dzieci i młodzieży.

Różne zgromadzenia żeńskie skorzystały z tej oferty studiów. W pierwszym wydaniu programu podyplomowego uczestniczyło 9 sióstr zakonnych, tyle samo, co księży diecezjalnych i zakonnych razem. Również w drugim wydaniu obecność sióstr jest wyraźnie zauważalna. Zainteresowanie zdobywaniem kwalifikacji przez siostry zakonne nie jest przypadkiem, bo wiele zgromadzeń żeńskich aktywnych jest na polu edukacji i opieki opracowuje - i wdraża obecnie dokumenty określające politykę ochrony dzieci i młodzieży w swoich dziełach wychowawczych, oświatowych i opiekuńczych. Siostry, które ukończyły studia w Ignatianum coraz częściej organizują szkolenia dla personelu w swoich placówkach.

Sesje specjalistyczne

W styczniu 2017 r. miało miejsce specjalistyczne szkolenie dla 70. kanonistów (z sądów biskupich i z kurii zakonnych) z udziałem prof. R. Geisingera SJ, promotora sprawiedliwości w Kongregacji Nauki Wiary i ks. dr. K. Ciska, pracownika tejże kongregacji. Tematem były procedury kanoniczne w przypadkach wykorzystania seksualnego małoletnich.

W marcu 2018 r. pod patronatem Komisji Duchowieństwa KEP odbyła się dwudniowa sesja szkoleniowa prowadzona przez ks. prof. Stephen J. Rossetti PhD DMin (62 uczestników i uczestniczek) pod zbiorczym tytułem "Uczyć się na błędach". Pierwszy dzień sesji był poświęcony wnioskom dla formacji początkowej i stałej, a drugi profilom sprawców i strategiom pracy z nimi.

Budowanie systemu prewencji w diecezjach

Na zebraniu Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze 25 sierpnia 2018 r. zapadła decyzja, że w każdej polskiej diecezji zostanie opracowany i wdrożony w życie program prewencji przed przestępstwami wykorzystywania dzieci i młodzieży na tle seksualnym.

Niebawem, począwszy od jesieni 2018 r. COD rozpoczęło systematyczne szkolenia „zespołów ds. prewencji” powołanych przez ordynariuszy we wszystkich diecezjach. Szkolenia zostały tak zorganizowane, że organizowane są na poziomie kościelnych metropolii, a uczestniczą w nich zespoły z diecezji przynależących do tejże metropolii. Ich celem jest stworzenie programu prewencji dla każdej diecezji, obejmującego wszystkie sektory pracy z dziećmi i młodzieżą, w tym różne dzieła wychowawcze, edukacyjne i opiekuńcze.

Do stycznia 2019 r. odbyły się takie szkolenia dla zespołów z: Ordynariatu Polowego, 2 diecezji greckokatolickich metropolii przemysko-warszawskiej, 2 diecezji metropolii łódzkiej, 3 diecezji metropolii gnieźnieńskiej, 2 diecezji metropolii poznańskiej, 3 diecezji metropolii częstochowskiej, 3 diecezji metropolii katowickiej, 3 diecezji metropolii wrocławskiej i 3 diecezji metropolii szczecińsko-kamieńskiej. Szkolenia będą kontynuowane w najbliższych miesiącach w pozostałych metropoliach.

Praca nad zmianą świadomości

Od r. 2014 r. organizowane są coraz częściej szkolenia i prelekcje dla duchownych diecezjalnych i zakonnych. Działalność szkoleniowa obejmuje konferencje, sesje różnego typu i długości oraz udział COD w ramach szkoleń organizowanych przez inne podmioty. Oferta szkoleniowa COD ukierunkowana jest na kształtowanie świadomości sprzyjającej oczyszczeniu Kościoła i budowaniu bezpiecznych środowisk dla młodych. Korzystają z niej nie tylko diecezje i zakony męskie oraz seminaria diecezjalne i zakonne, lecz także zgromadzenia żeńskie. Coraz więcej dzieł prowadzonych przez siostry decyduje się szkolić swój personel.

W sumie w szkoleniach różnego typu firmowanych przez COD od 2014 r. wzięło udział ponad 3 tysiące księży diecezjalnych i zakonnych. W czasie spotkań przekazywana jest wiedza nt. kryzysu wywołanego wykorzystywaniem seksualnym w Kościele obejmująca nie tylko aspekty historyczne, lecz także indywidualne i instytucjonalne czynniki ryzyka oraz błędy popełnione na różnych etapach konfrontowania się z tymi przestępstwami. A ponadto omawiane są profile sprawców, skutki w psychice osób pokrzywdzonych oraz elementy prewencji. Odrębne cykle szkoleń dotyczą dojrzałego przeżywania celibatu. Istotne znaczenie mają też prelekcje oraz szkolenia dla kleryków w seminariach.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że także greckokatolicka archieparchia przemysko-warszawska zorganizowała wraz z COD rozbudowane szkolenie dla całego swojego duchowieństwa i dla katechetów.

Szkolenia dla innych środowisk

Odbyły się też szkolenia dla kapelanów i duszpasterzy organizacji harcerskich. Zorganizowane zostały przez Ordynariat Polowy we współpracy z COD. Szkolenia organizowane przez COD odbyły się również w ramach „Przymierza Rodzin” czy Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Salezjański Wolontariat Misyjny zorganizował wraz z COD szkolenie dla świeckich wolontariuszy i wolontariuszek wyjeżdżających do różnych krajów. Diecezja Płocka zorganizowała szkolenie dla nauczycieli szkół katolickich z tej diecezji.

W listopadzie 2017 r. we współpracy z Małopolskim Kuratorium Oświaty COD zorganizowało konferencję dla psychologów i pedagogów szkolnych nt. „Ochrona dziecka przed przemocą”. W warsztatach uczestniczyło 100 nauczycieli i pedagogów z małopolskich szkół.

Nowością w 2018 r. były warsztaty dla dziennikarzy mediów katolickich.

Światowe Dni Młodzieży

COD wypracowało zasady ochrony młodzieży podczas Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. Poprosiło delegatów i duszpasterzy diecezjalnych i zakonnych do włączenia się w szkolenie wolontariuszy świeckich, księży i seminarzystów zaangażowanych w fazie diecezjalnej i ogólnopolskiej ŚDM. W ten sposób zostało przeszkolonych ok. 1400 wolontariuszy. Ponadto w Krakowie COD przeprowadziło szkolenie dla 50 „osób zaufania” z poszczególnych dekanatów Archidiecezji Krakowskiej oraz dla 40 wolontariuszy zakonnych i świeckich działających w ramach międzynarodowego programu Magis.

Działalność międzynarodowa

Od początku działalności Centrum Ochrony Dziecka utrzymuje regularny kontakt z biurem Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich w Watykanie. Od października 2014 r. corocznie Konferencja Biskupów USA sponsoruje warsztaty nt. „Zarządzania kryzysem” dla biskupów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Warsztaty te są realizowane przez Europejskie Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. COD zapewnia jedną z dwóch kluczowych konferencji w trakcie warsztatów, wprowadzając ich uczestników w analizę kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich przez niektórych duchownych. Od kilku lat w podobnych szkoleniach uczestniczą przedstawiciele kurii diecezjalnych i zakonnych z tej części Europy. Centrum w Falenicy gościło na analogicznych warsztatach, organizowanych z udziałem COD, także dyrektorów szkół katolickich z byłych krajów komunistycznych.

W lipcu 2015 odpowiedzialni za COD o. Adam Żak SJ i Ewa Kusz, odbyli podróż studyjną do Irlandii, aby poznać odpowiedź Kościoła w tym kraju na wykorzystywanie małoletnich. Podczas niej odbyli spotkania z przedstawicielami najważniejszych struktur powołanych do przepracowania skutków skandalu i do organizowania oraz monitorowania prewencji.

Od 2013 r. przedstawiciel COD bierze udział w corocznej „Anglophone Conference” w Rzymie. Udział w niej służy wymianie doświadczeń i własnemu dokształcaniu się. Podobny charakter miało uczestnictwo przedstawiciela COD w listopadzie 2015 r. w europejskiej konferencji w Luksemburgu i w Trewirze oraz rok później w Kolonii.

16 października 2017 r. dyrektor COD szkolił w Albanii dyrektorów szkół katolickich. A w październiku 2018 r. ks. Żak przeprowadził szkolenie dla personelu diecezji w Nowosybirsku. 29 listopada 2018 r. obydwie katolickie konferencje biskupów we Lwowie (grecko i rzymskokatolicka) wysłuchały konferencji ks. Żaka poświęconej aktualnej fazie kryzysu po ostatnich raportach z Australii, Niemiec i Pensylwanii. A od 17 do 19 grudnia 2018 r. COD zorganizowało w Kijowie trzydniowe wspólne szkolenie dla przedstawicieli diecezji katolickich na Ukrainie oraz dla psychologów z Miejskiego Ośrodka Pomocy Dzieciom, Młodzieży i Rodzinie w Kijowie.

Pracownicy i współpracownicy COD

Pracownikami COD są Adam Żak SJ, dyrektor, Ewa Kusz, z-ca dyr. ds. programowych, psycholog, psychoterapeutka, biegła sądowa oraz Iwona Szarota, koordynatorka biura.

Radę COD tworzą: o. prof. Józef Augustyn SJ, prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra, o. dr Krzysztof Biel SJ, dziekan Wydziału Pedagogicznego Ignatianum, ks. Piotr Majer, prof. UPJP II, kanonista. Do grona stałych współpracowników należą ks. dr Jan Dohnalik, kanclerz kurii polowej, kanonista, ks. dr Wojciech Rzeszowski, teolog, psychoterapeuta, dr Anna Seredyńska, pedagog i psychoterapeutka, ks. dr Piotr Studnicki, medioznawca.

Adam Żak SJ, dyrektor COD

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem