2013-06-04 13:12
http://www.niedziela.pl/artykul/106299/nd/Sandomierz-%E2%80%93-polskie-Otranto

Sandomierz – polskie Otranto

Ks. Adam Lechwar

Od kilku tygodni, nawet świeckie media rozgłaszają i żywo komentują historię męczenników z Otranto. Dzieje się tak nie tylko ze względu na to, że była to pierwsza, dokonana w Watykanie 12 maja 2013 r., kanonizacja w historii pontyfikatu papieża Franciszka. Wielkie zainteresowanie wzbudziła ona przede wszystkim dlatego, że oprócz dwóch zakonnic żyjących na przełomie XIX i XX wieku: Kolumbijki - Laury Montoya Upegui oraz Meksykanki - Marii Guadalupe García Zavala w poczet świętych zaliczył Papież także 800 męczenników z włoskiego miasta Otranto. Poruszająca historia ich męczeństwa dokonała się w XV wieku. Cała Europa, a w tym także Włochy - podzielone wówczas na małe państewka - poza napięciami wewnętrznymi, przeżywały wówczas także wielkie zewnętrzne zagrożenie. Raz po raz dawali znać o sobie Turcy, których ekspansja dyktowana chęcią poddania chrześcijan - „niewiernych” Allachowi, szczególnie po zdobyciu Konstantynopola w 1453 r., stawała się nie tylko marzeniem kolejnych sułtanów, ale rzeczywistością uprzykrzającą życie chrześcijańskiej Europie. Rok 1480 miał być milowym w zamiarach sułtana Mehmeda II, zwanego Zdobywcą. Postanowił on zaatakować Rzym i tak zadać chrześcijaństwu śmiertelny cios w samym sercu jego świata. Mehmed II przygotował dwie floty do inwazji na chrześcijan, które równolegle miały dokonać ataku na Brindisi na półwyspie Apenińskim oraz na twierdzę Joannitów na wyspie Rodos. Miasteczko Otranto stało się celem ataku ze względu na to, że silne wiatry nie pozwoliły okrętom Ahmeda Paszy - dowódcy drugiej wyprawy, popłynąć dalej pod Brindisi. W mieście, w którym schroniła się okoliczna ludność, stacjonował oddział zaledwie 400 żołnierzy, a jego załoga nie posiadała ani jednego działa. Dowodzący obroną hrabia Francesco Largo bronił oblężonego miasta około dwóch tygodni wobec 18 tys. Turków i ich potężnej artylerii. Odrzucił warunki poddania miasta, czyniąc symboliczny gest wyrzucenia kluczy od jego bram w morze.

Krawiec Primaldi walczy o duszę

12 sierpnia Turcy, czyniąc wyłom w słabych murach, wdarli się do cytadeli, mordując pozostałych przy życiu obrońców. Rzeź na mieszkańcach Otranto rozpoczęła się od ścięcia przy ołtarzu katedry miejscowego arcybiskupa Agricolo. Okrutniejszy los spotkał biskupa Pendinelli i hrabiego Largo, którzy po odmówieniu propozycji przejścia na islam, zostali żywcem przepiłowani. Starców i małe dzieci wycięto w pień, młode kobiety i starsze dzieci galerami wywieziono na targi niewolników. Gedik Ahmed Pasza, 800. mężczyznom w wieku między piętnastym a pięćdziesiątym rokiem życia pozostawił wybór pomiędzy przejściem na islam a śmiercią. Szczególnym bohaterstwem wiary wykazał się wówczas krawiec Antonio Primaldi. Odpowiedział w imieniu wszystkich „Dotąd walczyliśmy w obronie kraju, by ocalić życie, teraz musimy walczyć, by ocalić dusze dla naszego Pana, który umarł za nas na krzyżu”, co pozostali potwierdzili okrzykiem, że wolą tysiąc razy umrzeć, niż porzucić wiarę. Więźniów ścięto za miastem na wzgórzu Minerwy rozpoczynając egzekucję od krawca Primaldiego. Ciał „niewiernych” nie pozwolono pochować, a katedrę zamieniono na stajnię. Współczesny pielgrzym wchodząc do katedry w Otranto doznaje podobnych wrażeń jak odwiedzający kaplicę w Wambierzycach. Czaszki i kości męczenników umieszczono bowiem w ossuariach, czyli swoistych relikwiarzach zajmujących potężną część ścian świątyni. Spontaniczny kult męczenników został potwierdzony beatyfikacją w 1771 r. przez papieża Klemensa XIV. 5 października 1980 r., z okazji pięćsetlecia śmierci męczenników, katedrę w Otranto odwiedził Jan Paweł II. Decyzję o ich kanonizacji Benedykt XVI ogłosił na ostatnim prowadzonym przez siebie konsystorzu 11 lutego 2013 r.

Polski trop

Opisane wyżej krwawe wydarzenia z Otranto przywodzą na myśl tragiczne zajścia na ziemiach polskich mające miejsce 220 lat wcześniej. Pomimo wielu różnic oraz faktu, że historia męczenników sandomierskich z XIII w. przeplata się z legendą, podobieństwo w istocie rzeczy jest oczywiste i uderzające. Od 250 lat ówcześni Polacy aktywnie włączali się w tworzenie i rozszerzanie środowiska Ewangelii. Jezus Chrystus i Jego Ofiara stanowiły fundament rozumienia sensu życia człowieka, okazywania szacunku i miłości, a także tworzenia materialnej płaszczyzny egzystowania ludzi i społeczeństw. Sposób myślenia odwołujący się do Krzyża, poczucie dziecięctwa Bożego wszystkich ludzi, odwoływanie się do prawdy jako fundamentalnej wartości i honoru był przez Mongołów, najeżdżających chrześcijańską Polskę, postrzegany w kategoriach absurdu. Ta kulturowa konfrontacja z ludami, u których dominowało naturalne prawo silniejszego przynosiła jedynie śmierć, pożogę i zniszczenie. Dziedzictwo materialne stanowiło dla nich zbędny balast utrudniający agresywną i doraźną formę bytowania. To zatem, co stanowiło zachodni styl życia, było dla nich uosobieniem zła i słabości.

Wspólny los

Jednoznaczna postawa wobec śmierci w imię wiary łączy obydwa wydarzenia. Najazd Tatarów - ludzi stepów na Polskę nosi, podobnie jak uderzenie Turków na Rodos, Otranto, a potem Chocim i Wiedeń znamiona starcia dwóch różnych cywilizacji. Najazdy plemion Wielkiego Stepu na nasz kraj rozpoczęło uderzenie wojsk mongolskich w 1241 roku. Zakończyła je bitwa na legnickich polach i śmierć Henryka Pobożnego. Na szlaku Tatarów był wówczas po raz pierwszy Sandomierz. Rocznik kapituły gnieźnieńskiej przekazuje, że armia Ordu zdobyła miasto w Popielec, czyli 13 lutego 1241 r. Jan Długosz zapisał, że „chan oblegał ciasno ze wszystkich stron zarówno zamek, jak i miasto Sandomierz. Po jego zdobyciu, Tatarzy zabili opata koprzywnickiego i wszystkich braci cystersów oraz wielką liczbę duchownych i świeckich, mężczyzn i kobiet, szlachty i ludu obojga płci, którzy się tam zgromadzili w celu ratowania życia lub obrony miejsca. Urządzają wielką rzeź starców i dzieci i jedynie kilku młodym darują życie, ale zakuwają ich jak najgorszych niewolników w straszne dyby”. „Historia Tatarów” - dość późno odkryte źródło historyczne - opowiada, że Henryk Pobożny nie zginął w bitwie pod Legnicą, lecz został wzięty do niewoli, po czym Mongołowie kazali mu klękać przed martwym wodzem, który poległ w Sandomierzu. Odmowa złożenia hołdu miała spowodować jego ścięcie i zabranie głowy księcia na Węgry. Rzuca to ciekawe światło wskazujące na to, że ten pobożny książę, czując swoją chrześcijańską tożsamość, nie chciał oddawać bałwochwalczej czci, aby ratować swoje życie.

Legenda i fakty

Jednakże dopiero drugi (1259-60) i trzeci (1287-88) najazd tatarski w świadomości mieszkańców Sandomierszczyzny odcisnął tak mocne piętno, że trudno oddzielić dziś wątek historii od jej interpretacji funkcjonującej w formie legendy i budujących opowieści. Żywe podania o Piotrze i Zbigniewie z Krępy, o Halinie Krępiance i śmierci zakonników dominikańskich świadczą jednak o głębokiej identyfikacji Sandomierzan z losami swojego miasta i grodu. W kronice wołyńsko-halickiej czytamy, że oblężenie Sandomierza trwało bardzo długo. „Cerkiew zaś w grodzie tym była bowiem murowana, wielka i przedziwna, błyszcząca pięknem, była bowiem zbudowana z białych kamieni ciosanych. I ta była pełna ludzi. Dach zaś w niej pokryty drzewem. Ten zapalił się i zgorzało w niej bez liku mnóstwo ludzi. Resztki murów tej świątyni tkwią do dziś w ścianach katedry sandomierskiej. Pożar i zdobycie miasta zachwiały morale pozostałych. Zamek poddano, zaś Tatarzy wymordowali ludzi, którzy się tam schronili. Po wygnaniu zaś ich z grodu, posadzili ich Tatarzy na błoniu przy Wiśle, i siedzieli dwa dni na błoniu, po czym jęli zabijać ich wszystkich - mężów i niewiasty, i nie pozostał od nich nikt”. Za datę rzezi przyjmuje się dzień 2 lutego 1260 r. Święto Męczenników Sandomierskich obchodzi się w dniu 2 czerwca. Cieszy się ono do dziś popularnością.

Zginęli śpiewając pieśń

Po raz pierwszy o męczeństwie dominikanów sandomierskich wspomina Jan Długosz w swoim dziele „Liber beneficiorum”. Podaje w nim również takie szczegóły jak: liczba zamęczonych zakonników w czasie najazdu oraz to, że zginęli śpiewając pieśń „Salve Regina”. Jeden z pełniejszych opisów męczeństwa dominikanów sandomierskich pióra ojca Abrahama Bzowskiego pochodzi z 1606 r. Choć jego opowieść o sandomierskim przeorze Sadoku, cudownej zapowiedzi śmierci, przemowie przeora do braci i schowanym w chórze zakonniku uważana jest przez historyków za owoc fantazji, to niewątpliwie stanowi ona znak wiary i czci wobec dominikańskich męczenników. Niezaprzeczalny jest w niej fakt stwierdzający, że zakonnicy ponieśli śmierć z rąk Tatarów z pieśnią ku czci Bogarodzicy na ustach, a więc w duchu wiary. Trwający od chwili męczeńskiej śmierci kult bł. Sadoka i 48 Braci Dominikanów potwierdzają: polecenie Bonifacego VIII z roku 1295, aby 2 czerwca w Polsce obchodzić pamiątkę Męczenników Sandomierskich - co było równoznaczne z beatyfikacją oraz zezwolenie Piusa VII w roku 1807, udzielone zakonowi kaznodziejskiemu na odprawianie Mszy św. na uroczystość bł. Sadoka i Jego towarzyszy. Również inne fakty z historii kultu potwierdzają jego żywotność. Należy do nich wybudowana w XVII wieku kaplica Męczenników przy kościele św. Jakuba, a także nadanie odpustu zupełnego dla sandomierskiego kościoła św. Jakuba. Osiemnastowieczne malowidła z katedry sandomierskiej ukazują na odrębnych obrazach męczeńską śmierć Sandomierzan oraz bł. Sadoka i 48 Braci Dominikanów. Dokumenty kościelne opisują zatem rozwój kultu Męczenników Sandomierskich, który od 18 listopada1807 r. przez Stolicę Apostolską potwierdzony zostaje w nurcie czci składanej bł. Sadokowi i jego Towarzyszom. Istnieje przekaz, że na pamiątkę czci wobec Męczeństwa bł. Sadoka i Towarzyszy, dominikanie do dziś w godzinie śmierci śpiewają odchodzącym współbraciom ciche „Salve Regina”. Polscy bracia zakonu kaznodziejskiego mają też przywilej noszenia czerwonych pasów.

Zbiorowa pamięć

Także współczesna pobożność żywo odwołuje się do ich kultu i potwierdza nieprzerwaną cześć dla Męczenników przyzywając ich wstawiennictwa w Litanii Narodu Polskiego: „Błogosławiony Sadoku wraz z 48 towarzyszami Męczennikami Sandomierskimi, módl się za nami” oraz w Litanii do Matki Bożej Królowej Polskich Męczenników gdy błaga: „Błogosławiony Sadoku wraz z 48 towarzyszami, męczennikami ziemi sandomierskiej, módlcie się za nami”. O Męczennikach Sandomierskich mówił bł. Jan Paweł II, gdy odwiedził Sandomierz w czerwcu 1999 roku. Przypomniał wtedy, że użyźnili swą krwią polską ziemię, oddając życie za wiarę. Wszystko to świadczy o tym, że męczeńska śmierć Dominikanów i Sandomierzan jest wydarzeniem wciąż żywym w zbiorowej pamięci, stanowiącym wielki wkład do naszego dziedzictwa narodowego i chrześcijańskiego.

Jak mocno swe piętno prawda o Męczennikach Sandomierskich odcisnęła w sercach mieszkańców tej ziemi świadczy i ten fakt, że nawet rolnicy jedną z odmian pszenicy nazywali sandomierką. Charakteryzowała się ona rdzawymi plamami na kłosach, co miało świadczyć o tym, że wyrosła ona z krwi męczenników.

Trzy najazdy Tatarów na nasze ziemie niosły ze sobą morze bólu, cierpienia, zniszczenia oraz śmierci. Zastanawia jednak fakt, co wyróżniało śmierć Sandomierzan oraz przeora Sadoka i 48 Braci Zakonu Kaznodziejskiego niedawno, bo w 1222 r. przeszczepionego do Polski przez św. Jacka i bł. Czesława Odrowążów, a w 1226 r. osiedlonych także w Sandomierzu. Co zafascynowało potomnych w męczeństwie sandomierzan, którzy zginęli jak tysiące innych Polaków w tym okrutnym czasie? Dlaczego kult męczenników nie rozwinął się w Krakowie, Legnicy i tylu innych miejscach? Ich życie i męczeńska śmierć musiały stanowić wyjątkowe świadectwo wiary. Jest to dla nas ważne ze względu na zaproszenie do ożywienia naszej wierności Chrystusowi w przeżywanym Roku Wiary.

Edycja sandomierska 22/2013 , str. 4-5

E-mail:
Tel.: 505-288-398