http://www.niedziela.pl/artykul/37157/nd/%E2%80%9EPanno-Swieta-co-Jasnej-bronisz

„Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie...” (cz. 2)

Ks. Janusz Wojtyla

Drugi etap pielgrzymki abp Stanisława Nowaka na Białoruś do Mior (diecezja witebska) na uroczystość św. Jozafata Kuncewicza, jednego z patronów parafii, rozpoczął się 11 listopada ub.r. Po pożegnaniu z niezmiernie dobrotliwym i serdecznym proboszczem w Mejszagole, ks. Józefem Aszkiełowiczem, wyruszyliśmy z Wilna do granicy litewsko-białoruskiej. Na przejściu granicznym musieliśmy jednak uzbroić się w cierpliwość. W czasie oczekiwania Ksiądz Arcybiskup zdążył odmówić trzy części Różańca. W tym czasie przybył na granicę ks. Krzysztof Miękina wraz ze swoim wikariuszem ks. Eugeniuszem. Po odprawie granicznej ruszyliśmy w dalszą drogę. Ks. Krzyszof zabrał Księdza Arcybiskupa oraz piszącego te słowa, a ks. Andrzej Sobota pojechał z ks. Eugeniuszem busem załadowanym darami z Polski. Zatrzymaliśmy się po drodze w Opsie, gdzie nawiedziliśmy kościół, który został wyremontowany staraniem ks. Krzysztofa. Podziwialiśmy nowe witraże oraz otoczenie świątyni. Stamtąd „przedzieraliśmy się” przez krainę tysiąca jezior aż do Mior.
Następnego dnia wraz z ks. Krzysztofem wyruszyliśmy do Leonpola, gdzie nad rzeką Dźwiną znajduje się barokowy pałac Łopacińskich, w którym obecnie mieści się kościół. Z pewnym wzruszeniem patrzyliśmy na Dźwinę, mając w świadomości, że właśnie tutaj przebiegała kiedyś granica Polski. Jeszcze bardziej uświadomiliśmy to sobie, kiedy zatrzymaliśmy się przy potężnej barokowej kolumnie z XVIII w., która pełniła rolę słupa granicznego. Na jej szczycie znajdował się orzeł zniszczony przez bolszewików. Ksiądz Proboszcz pokazał nam kościół znajdujący się w Wiacie, gdzie tylko kilka razy w roku sprawowana jest Msza św. Drewniana świątynia nosi na sobie ślady walk z czasów II wojny światowej. Stąd wracaliśmy pasem przygranicznym z Łotwą do Mior, gdzie miały rozpocząć się uroczystości odpustowe ku czci św. Jozafata Kuncewicza. Mimo dnia powszedniego potężna neogotycka świątynia wypełniona była wiernymi, którzy przyjechali także z innych parafii. Ksiądz Arcybiskup przywiózł z Częstochowy specjalny relikwiarz z relikwiami św. Jozafata, który uroczyście wniósł do kościoła. Przed wejściem poświęcił potężną figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem, Patronki tonących. Figura ta jest kopią mniejszej stojącej kiedyś pośrodku jeziora, a zniszczonej jeszcze przez sowietów. Eucharystii przewodniczył abp Stanisław Nowak wraz z 11 księżmi. Na wstępie Ksiądz Arcybiskup podziękował za zaproszenie oraz wyraził wdzięczność bp. Władysławowi Blinowi z Witebska, Kapitule Katedralnej, do której należy także nasz ks. Krzystof Miękina, księżom z dekanatu, a także ojcu Mikołajowi - księdzu prawosławnemu znanemu z dobroci serca i wielkiej kultury.
Abp Nowak pozdrowił także chór, który śpiewał również w Domu Biskupim w Częstochowie. „Przybywam do Was z Częstochowy, która trwała i trwa przy wierze katolickiej - mówił Arcypasterz. Przybywam od Matki Bożej przynosząc od Niej łaskę, radość, miłość i jedność chrześcijan”. W czasie homilii Ksiądz Arcybiskup wyraził radość z tego, że mógł do tego kościoła wnieść świętą relikwię św. Jozafata. „Chciałbym - mówił - by Święty był tutaj u siebie. On będzie dla Was wielkim znakiem i wzorem. Św. Jozafat jest znakiem dla wszystkich czasów. 400 lat temu żył na tym świecie, był związany z tą ziemią. Odznaczał się wielką gorliwością pasterską. Kochał ludzi, troszczył się o nich, zwłaszcza o ubogich, miał wielkie serce, ale przede wszystkim chciał ich zbawić. Podobnie jak w życiu św. Stanisława Biskupa Męczennika z Krakowa, tak i w jego zrealizowało się to powiedzenie: «Kiedy słowa nie pomogły, pomogła krew». Podobnie św. Jozafat dał ludziom to, co największe, dał ludziom swoją krew, zginął śmiercią męczeńską w Witebsku”.
„Jak mamy czcić Męczennika? - pytał Ksiądz Arcybiskup - nie chodzi przecież o to, byśmy już umierali, dość tej krwi się polało, a jednak męczeństwo musi być, bo tak ustanowił Pan Jezus, który powiedział, że życie będzie związane z krzyżem”. Ksiądz Arcybiskup przypomniał o trzech rodzajach męczeństwa. Pierwsze to męczeństwo sumienia. Wierność Bożym Przykazaniom wymaga, by wszystko czynić aby je zachować, by Boga nie zdradzić żyjąc niemoralnie. „Drugi rodzaj męczeństwa - mówił Ksiądz Arcybiskup - to wierność obowiązkom na co dzień, jest to tzw. męczeństwo szare. Mamy być wierni w zwyczajnym, szarym życiu”. Trzeci rodzaj męczeństwa to miłość, miłość jedności, braterstwa. „Bóg chce byśmy szli drogą życzliwości, otwartości. Bądźmy ludźmi - uczył Pasterz Kościoła częstochowskiego - którzy wzajemnie się miłują i dążą do zgody. Wytrwajcie w miłości Boga, w wierze ojców, w świętym Kościele, w tym dążeniu do jedności”. Homilia była wygłoszona w dwóch językach, bowiem ks. Eugeniusz tłumaczył ją na język białoruski. Po Mszy św. wyruszyliśmy w procesji eucharystycznej wokół kościoła, a Najświętszy Sakrament niesiony był w monstrancji ofiarowanej przez Księdza Arcybiskupa. W czasie Liturgii ojciec Mikołaj, prałat prawosławnej Cerkwii, złożył na ręce Księdza Arcybiskupa szczególny dar: świece, własnoręcznie wykonane z prawdziwego wosku, z intencją, by je złożono na Jasnej Górze i w częstochowskiej archikatedrze. Po południu ks. Krzysztof zabrał nas do Dzisny. Miejscowość ta jest położona nad dwiema rzekami Dźwiną i Dzisną. Zatrzymaliśmy się przy ruinach pofranciszkańskiego kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, wzniesionego w 1773 r., a wysadzonego w powietrze w 1956 r., jak mówią, aby nie drażnił wodza rewolucji - Lenina, którego pomnik znajdował się niedaleko kościoła. Msze św. obecnie odprawiane są w niewielkiej kaplicy, dawnej zakrystii. Stojąc pośrodku ruin kościoła Ksiądz Arcybiskup zaintonował pieśń: „Kłaniam się Tobie, Przedwieczny Boże, którego niebo objąć nie może”, pieśń, która w tym miejscu zabrzmiała ze szczególną mocą, zwłaszcza, kiedy patrzyliśmy na otwarte niebo w świątyni. Na moment też zatrzymaliśmy się u miejscowego proboszcza, by jeszcze udać się do kościoła Świętej Trójcy w Nowym Pohoście, wybudowanego w 1593 r. Na koniec dotarliśmy do ojca Mikołaja, który pokazał nam cerkiew i swoją pracownię świec.
13 listopada był ostatnim dniem naszej pielgrzymki. Wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Brasławia, by rano odprawić Mszę św. w sanktuarium Matki Bożej Brasławskiej, gdzie duszpasterzują Salwatorianie. Po pożegnaniu z ks. Krzysztofem Miękiną udaliśmy się na Litwę. Udało nam się zobaczyć po drodze jeszcze Kowno. Po nawiedzeniu w drodze powrotnej Studzienicznej późnym wieczorem dotarliśmy do Częstochowy, dziękując Matce Bożej za ten szczególny czas łaski, który było nam dane przeżyć w tych dniach na Litwie i Białorusi.

Edycja częstochowska 4/2005


ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
(34) 369-43-00