Reklama

Kard. Müller: Normy etyczne, jeśli są jasne i pewne, nie podlegają kompromisom

2014-06-14 14:07

kard. Gerhard Müller / Warszawa / KAI

Włodzimierz Rędzioch

Przestępcze i potworne są teorie, że prawo państwowe stoi ponad etyką i moralnością oraz że państwo może zmuszać lekarza wbrew jego sumieniu do zabijania dziecka nienarodzonego i to pod sankcją wyrzucenia z pracy – powiedział kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary podczas konferencji „Osoba i czyn w państwie demokratycznym i prawnym – Wolność i odpowiedzialność”, 11 czerwca w Pałacu Prezydenckim w Warszawie.

Poniżej publikujemy pełen tekst wystąpienia kard. Gerharda Müllera:

Etyka a prawo

Przystępując do tematu: „Etyka a prawo”, trzeba pamiętać, że oba te terminy są bardzo różnie rozumiane w różnych kierunkach. Łatwo jest zatem o logiczne błędy ekwiwokacji (aequivocatio). Ja spróbuję osiągnąć pewną jednoznaczność przez przyjęcie kierunku personalistycznego, który jest dziś coraz szerzej rozwijany w duchu Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II i papieża Benedykta VI przez wielu innych, także poza Kościołem katolickim.

Reklama

Etyka

W temacie etyki koncentruję się głownie, choć bardzo skrótowo, na ujmowaniu etosu jako zjawiska moralności, występującego jedynie w bycie osobowym i określającego moralnie akty i postępowanie o charakterze osobowym, tzn. świadome, wolne i decyzyjne. Etos należy do istotnych struktur człowieka jako osoby od początku. Ale naukę o nim zapoczątkowali dopiero genialni myśliciele greccy, jak Sokrates, Arystoteles, stoicy, a następnie rozwijali szczególnie chrześcijanie. Stwierdzili oni, że każdy człowiek ma wewnętrzną, wrodzoną zdolność rozumu praktycznego do odczytania i rozpoznania dobra i zła moralnego w ogóle (por. Rdz 3,5; 2,17) i stąd doświadczenia fundamentalnej normy powinności: „czyń dobro, unikaj zła” (prasumienie, synteresis). Jest to norma powszechna, niezmienna i kategoryczna. Dzięki tej zdolności ogólnej człowiek dokonuje konkretnych ocen, sądów, czy i na ile jego akty, czyny i postępowania są dobre albo złe moralnie (sumienie, syneidesis).

Jednak norm etycznych, moralnych nie bierze sobie człowiek sam z siebie i nie ustanawia ich w oderwaniu od rzeczywistości. Subiektywna jest tylko formalna norma powinności działania dobra. A skąd brać treści obiektywnych norm etycznych? Otóż Karol Wojtyła stosuje tu „normę personalistyczną”. Ponieważ osoba jest najwyższym i najdoskonalszym bytem z możliwych, dlatego czyn treściowo moralny, etyczny jest świadomym, wolnym, odpowiedzialnym i „jaźniowym” odnoszeniem się do osoby, do jej godności i dobra, do siebie samej jako bytu, do drugiej osoby, do społeczności osób (communio personarum) i do Boga, a wtórnie do rzeczy odnoszących się do świata osobowego. Przy tym najwyższym motywem jest dobro i miłość.

Błędny jest pogląd, że moralność w ujęciu personalistycznym jest tworem czysto religijnym i że normy etyczne w ogóle odbierają wolność. Rzeczywiście moralna afirmacja osoby ze względu na jej najwyższą godność prowadzi do pojęcia Osoby Absolutnej, ale taka jest natura bytu i przygodnego charakteru osoby ludzkiej. Bez Osoby Najwyższej wszelkie normy etyczne są relatywistyczne, sterylne, anonimowe, pozbawione mocy miłości powszechnej. Choć religia ogromnie wzmacnia i autoryzuje etykę, to jednak etyka nie rodzi się z religii, lecz z łona bytu i z istoty człowieka jako osoby, z jego struktury rozumnej, wolnej i twórczej.

Szerzy się też pogląd, jakoby człowiek niewierzący nie popełniał grzechu, postępując wbrew sumieniu z wychowania w ważnej nawet sprawie, bo – jak mówi –nie ma Boga i grzech jest tylko w religii. Jest to błędne. Bóg jest Bogiem wszystkich, nie tylko wierzących i Kościoła. Toteż np. zabicie dziecka nienarodzonego z powodu zespołu Downa jest grzechem nie tylko przeciwko osobie ludzkiej i przeciwko społeczności, lecz także i przeciwko Bogu, bo prawo do życia nie wypływa ze światopoglądu, ani z wiary, ani z Objawienia, lecz z samego faktu życia. Sumienia błędne i znieprawione muszą być reedukowane przez przyjęcie poprawnych i powszechnych norm etycznych.

Prawo

Również prawo jest pojmowane różnie w jego istocie, genezie, funkcjach i wartościach, choć ostatnio idzie w kierunku jego relatywizacji, oderwania od tradycji, subiektywizacji i wzmacniania jego charakteru walki politycznej. Długa tradycja zachodnia przyjmuje, mówiąc w największym skrócie, cztery rodzaje prawa: prawo wieczne, czyli wpisane przez Boga w całe stworzenie, prawo natury, prawo stanowione świeckie i prawo religijne, obowiązujące wierzących.

Z prawa wiecznego wypływa prawo naturalne (ius naturae), regulujące działania człowieka wobec siebie samego, a tak następnie wobec rodziny, wspólnoty, ludu, narodu, państwa i wobec natury. Działania te kierują życiem, ale jednocześnie mają charakter etycznej powinności. Prawo natury bywa też nazywane prawem Bożym, co jednak prowadzi dziś do pewnych nieporozumień. Otóż potocznie uważa się, że są dwa rodzaje „prawa Bożego”: jedno wpisane w naturę człowieka przez Stwórcę, a drugie objawione, kościelne, biblijne, jak Dekalog biblijny (Wj 20, 1-17; Pwt 5,6-11; KKK 2052 - 2082). Dekalog miałby być podającym przez Boga nowe treści, których ludzkość nie znała i nie poznałaby sama z siebie. Tymczasem Dekalog pod względem treści nie przynosi prawd i norm nowych, lecz stanowi on tylko „manifestację” praw ogólnoludzkich (por. św. Ireneusz z Lyonu, Adv. haer., IV,16,3-4; V,15,l), ich przypomnienie, ujaśnienie i najwyższe usankcjonowanie. Stąd Dekalog obowiązuje nie tylko wierzących w Boga lub tylko Żydów i chrześcijan, lecz jego normy moralne, jak nie zabijaj, nie kradnij, miłuj bliźniego swego itd. obowiązują każdego człowieka, bo wyrastają z jego natury i osoby.

Jeżeli chodzi o świeckie prawo stanowione, to w świecie zachodnim występuje od dłuższego czasu tendencja do odchodzenia od zasad realistycznych, obiektywnych i etycznych w kierunku tzw. pozytywizmu prawnego, nominalizmu, subiektywizmu, relatywizmu i ideologizmu. Człowiek tych tendencji uważa się za homo creator i prawo ma mu służyć za narzędzie do konstruowania świata wirtualnego, technicznego, bezetycznego, bezreligijnego i bez ograniczeń dla wszechwolności. Pozytywizm prawny zniweczył słynną, do dziś jeszcze wspominaną, szkołę „państwa prawa”. Jego twórcy i teoretycy w XIX i na początku XX wieku położyli duże zasługi dla demokracji, ale prawo oderwali od osoby człowieka, od moralności i od duchowych wartości władzy jak i poddanych nie ma dostatecznej siły sprawczej i nie chroniło przed okrutnym kolonializmem, hitleryzmem, bolszewizmem, marksizmem i niszczeniem wartości. Państwo prawa bez mocnej i obiektywnej etyki popada szybko w chaos i bezprawie.

Wzajemne relacje między etyką a prawem

Oczywiście, nie sposób omówić tu wszystkie relacje między etyką a prawem. Próbuję wskazać tylko na kilka ważniejszych.

1. Etyka i prawo stanowione nie utożsamiają się. Etyka wyrasta z pierwotnego poznania i doświadczenia duchowej wartości dobra (albo zła) i jest aktem osoby ad intra, natomiast prawo wyrasta z pędu twórczości, porządkowania i ukierunkowywania życia osoby ad extra. Przy czym etyka ma charakter uniwersalny, obejmuje wszystkie akty i działania świadome i wolne w całym okresie życia świadomego, natomiast prawo reguluje tylko niektóre sfery działań, określone sytuacją, czasem, dziedziną. Ale wtedy już nie istnieją odrębnie, lecz wiążą się w całość i dopełniają się.

2. Według personalizmu nie ma świadomych i wolnych aktów i działań obojętnych, jak chcieli stoicy (adiafora), wszystkie mają kwalifikację moralną. I nie wolno czynić zła, a wolno tylko działać lub nie działać czy też wybierać między różnymi aktami i działaniami dobrymi (libertas electionis). Stąd każde prawo musi być zgodne z etyką w swej treści i obligatoryjności moralnej. Prawo sprzeczne z etyką, z sumieniem człowieka, w sposób oczywisty i bezdyskusyjny, nie ma mocy wiążącej, to też zwykle funkcjonuje na zasadzie przymusu czy przemocy. Ale prawo zgodne z zasadami etyki ma walor moralny i obligatoryjny, zwłaszcza gdy dotyczy ważnej dziedziny życia, np. obrony społecznej, ruchu drogowego, bezpieczeństwa pracy, ochrony zdrowia i życia itp.

3. Normy etyczne, jeśli są jasne i pewne, nie podlegają kompromisom co do treści. Natomiast prawo podlega prakseologii kompromisu i tolerancji dla osiągania wspólnego dobra wszystkich bez łamania zasad etycznych i sumień. Rozwijające się dziś coraz szerzej teorie, że prawo państwowe stoi ponad etyką i moralnością lub że ono jest źródłem właściwej etyki bez względu na swe sformułowania i że np. państwo może zmuszać lekarza wbrew jego sumieniu do zabijania dziecka nienarodzonego i to jeszcze pod sankcją wyrzucenia z pracy, same są po prostu przestępcze i potworne. Trzeba zwrócić uwagę na błędne rozumienie słowa „pacjent”. Kobieta w błogosławionym stanie normalnie nie jest pacjentką. Pacjentką jest bowiem osoba cierpiąca i chora. Podobnie jest z poglądami, że etyka nie powinna mieć miejsca w polityce, w naukach, w sztuce czy w innych jeszcze dziedzinach życia publicznego.

4. Jest zastanawiające, że o ile dawne wielkie kultury powierzały państwu, mimo różnych dróg zdobywania przez nie władzy, także rolę pedagogiczno-moralną, i akceptował to zdecydowanie św. Paweł Apostoł (np. Rz 13,3-4), to dziś forsuje się pogląd, że państwo wychowujące narusza wolność i godność obywatela, a nie stawia się tych zarzutów pod adresem szalonych ideologizacji. Tymczasem człowiek musi być do końca poddany różnym procesom doskonalenia także moralnego. Np. niektórzy etologowie, porównujący zachowania zwierząt i ludzi, stwierdzili, że zwierzęta osiągają zdecydowaną dojrzałość psychiczną i zachowują mechanizmy zabezpieczające je przed samozagładą gatunku, natomiast człowiek jest do końca ambiwalentny i może mordować i wyniszczać swój gatunek, i fizycznie i moralnie. I, niestety, tak się ciągle dzieje. Proces ten może powstrzymać jedynie powszechna moralność i żywotna religia.

5. Słuszność i wartość poszczególnych norm moralnych nie zależy od zakresu i poziomu ich przestrzegania, oczywiście, jeśli nie są same w sobie błędne. Nie decydują o tym sondaże socjologiczne i skuteczność ich realizacji praktycznej. Wielu ludzi, także katolików, nie popiera najdoskonalszej etyki katolickiej na świecie w całości, a przyjmują tylko niektóre normy selektywnie według swego upodobania, bo całość jest dla nich zbyt wymagająca. Kiedy powiadają, że niektóre normy etyki są nieaktualne, a innych brakuje, to albo jej nie znają albo właśnie częściowo się z niej sami wycofują, a na to miejsce stanowią sobie swoje pseudonormy. Jeszcze raz: nie należy mylić prawdziwości i wartości normy etycznej z taką czy inną jej realizacją w praktyce. Gdyby patrzeć na samą realizację, to trzeba by zrezygnować z całości etyki. Etyka jest programem wychowawczym, nie bilansem. Natomiast co do prawa stanowionego, to mogą być przypadki, że bardzo rozpowszechnione jego niestosowanie może świadczyć o jakichś jego brakach, czy wadach gdyż praktyka może weryfikować koncepcję danego prawa.

6. Potężną siłą wspierającą normy moralne i prawne jest religia, na początku zapewne wyrosły one z religii. W każdym razie wszyscy wybitni władcy przeszłości wspierali religię jako duszę społeczeństwa. Do religii – konkretnie chrześcijańskiej nawiązali także ojcowie Wspólnoty Europejskiej. Jednak twórcy Unii Europejskiej w r. 1991 wyrzucili religie z jej forum publicznego do prywatnego, jako rzekomo dzielące społeczeństwo Unii i odbierające wolność, a na to miejsce wprowadzili ateizm jako rzekomą podstawę jedności i zgody, duszą zaś Europy miał się stać program Państwa Prawa i Demokracji.

Jednakże okazuje się, że ateizm jest pustką ideową, powoduje jeszcze ostrzejsze podziały i staje się często ateizmem wojującym, opresyjnym i amoralnym, co nadaje Unii Europejskiej cechy totalitaryzmu w stylu marksistowskim. Toteż św. Jana Paweł II i papież Benedykt XVI podejmowali liczne kroki, że religie i wyznania pozostały na forum publicznym nie tylko w państwach członkowskich, ale i na forum wspólnym Unii, a ostrych podziałów i walk da się w dalszych etapach uniknąć, gdy zarówno religie i wyznania, jak i całe kultury, narody, państwa, organizacje, także ateistyczne, oraz wszelkie wspólnoty będą się usilnie doskonaliły w sobie duchowo, osobowościowo i moralnie i tak dojrzeją do pokojowej wspólnoty i komunii unijnej.

7. Postawiono tu pytanie: „Co prócz religii stanowi podstawę moralnego postępowania w demokratycznym państwie prawa?”. Otóż wielu teoretyków sądzi, ze miejsce religii może zastąpić oświata, nauka, ogólny postęp cywilizacyjny. Zresztą tak sądził już Sokrates, ale to się okazało błędne. Więcej racji mają uczeni, którzy podnoszą tu znaczenie dziedziczenia tradycji, wychowanie, kulturę duchową, poczucie więzi z daną społecznością, poczucie godności i życie ideałami i w ogóle jakąś wyższą poezję osobową.

Dziś coraz więcej ludzi sądzi, że nową erę moralności społecznej i życia stworzy postępowe prawo. Chyba taka sama myśl przyświecała już najstarszym znanym pisanym kodeksom prawa sprzed tysięcy lat, jak kodeksy z 3-go tysiąclecia przed Chr.: Uruinimginy (Urukaginy), króla sumeryjskiego państwa-miasta Lagasz; Urnammu, króla sumeryjskiego państwa Ur; z początku 2-go tysiaclecia przed Chr.: króla Bilalamy z Esznuny; Lipit Isztara, króla Isin; Hammurabiego, króla babilońskiego, jak Prawo Dwunastu Tablic w Rzymie z V wieku przed Chr. i wiele innych. Prawie wszystkie te kodeksy, poczynając od najstarszego, uchwalały wielki postęp w dziedzinie moralnej i prawnej: łagodziły normy obyczajowe, znosiły prawo zemsty i talionu („wet za wet”), tyranię ojców wobec dzieci, przemoc w rodzinie, niewolę całych rodzin za długi, ustanawiały sądy, brały w obronę wdowy, sieroty, broniły własności prywatnej, gdzie ona była, strzegły moralności seksualnej, karały niesprawiedliwość, zdzierstwa podatkowe, korupcję, zabieranie podwładnym ziemi, ograbianie świątyń, złodziejstwo, lichwę, spekulacje, tępiły rozboje na drogach, z czasem broniły życia niewolników, których w dalekich początkach zabijano lub oślepiano, potem przyznawano im pewne prawa społeczne itd. I oto ukazuje się, że wszystkie te „nowości” są aktualne do dziś, bo w zasadzie nie ma większego postępu w faktycznej moralności, choć jest postęp w wiedzy etycznej i prawnej. Moralność jest wyzwaniem dla człowieka stałym i powszechnym.

Większe rezultaty może przynosić tylko silna religia, jak katolicyzm, który jednak musi być wsparty przez wysoce moralne i personalistyczne państwo, gdyż sama religia nie ma dziś odpowiednich środków oddziaływania. A samo prawo, choćby najdoskonalsze, nie poradzi. Bywa ciągle tak wielkie znieprawienie, że nienawidzone jest dobro jako dobro. Św. Ignacy, biskup Antiochii (+ ok. 110 r.), wiedziony na stracenie do Rzymu na okręcie za wyznawanie wiary chrześcijańskiej, pisze: „jestem przykuty do 10 żołnierzy, którzy są jeszcze gorsi, gdy się im świadczy dobrodziejstwa” (Ep. ad Rom. 5,1).

8. I wreszcie: „Co powoduje dobrowolne ograniczenie wolności?” Pytanie to, skądinąd ciekawe, może sugerować, że wolność ze swej natury nie ma żadnych granic, może je stawiać tylko własna wola. Ale takie rozumienie wolności byłoby czystą fikcją lub fantazyjnym przypisywaniem sobie atrybutów boskich. Wolność ludzka jest determinowana z zewnątrz i z wewnątrz. Ostrość tego problemu uwidacznia się dziś szczególnie w przypadku ingerencji badawczej i fizycznej w genetykę człowieka. Niektórzy nieodpowiedzialni marzą już o autokreacji człowieka. Owszem, z jednej strony nie powinno się stawiać zbyt bliskich granic rozumowi i nauce, ale z drugiej strony nie powinno się decydować o człowieku bez mądrości i najwyższej moralności. Granicą jest życie i tożsamość człowieka. Św. Jan Paweł II i Benedykt XVI tym się najbardziej zasłużyli, że opowiedzieli się z całą mocą za ochroną życia w czasach szaleństwa zabijania. Wolność zatem nie istnieje bez moralności i bez mądrości, bez prawdy i dobra, i wymaga sama wyzwolenia ze złej woli. Mierzy się ona cudem osoby i miłością Boga, człowieka i świata.

kard. Gerhard Müller

Bibliografia:

K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1960,19864; tenże, Osoba i czyn, Kraków 1969, 19852; tenże, Elementarz etyczny, Wrocław 1982, Lublin 1999; tenże, Wykłady lubelskie, Lublin 1986, 20062.

Tagi:
moralność

Reklama

Abp Jędraszewski o in vitro: nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone

2019-10-18 20:52

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kraków (KAI)

- Problem jest bardzo złożony z punktu widzenia etycznego i moralnego. Podejście czysto techniczne do spraw związanych z tajemnicą życia jest upraszczające, a wiąże się z naszą odpowiedzialnością za życie drugiego człowieka - mówił abp Marek Jędraszewski podczas comiesięcznych „Dialogów”, które w październiku odbyły się w krakowskiej Bazylice św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa w Krakowie. Tematem spotkania było: „In vitro – dlaczego nie wolno, skoro żyją ludzie, którzy się tak poczęli?”.

Adam Bujak/Archidiecezja Krakowska

Metropolita w wygłoszonej na początku katechezie zaznaczył, że omawiane zagadnienie jest niezwykle trudne. Księga Rodzaju mówi, że człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo, a fakt posiadania potomstwa jest błogosławieństwem i szczęściem. Nawiązał do płaszowskiego Sanktuarium Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa, dodając, że powstało ono z niezwykle istotnego powodu. - Ludzie przybywają tam i modlą się o łaskę posiadania dzieci. Są przypadki, że dziecko staje się szczęściem małżonków, często po wielu latach oczekiwania – mówił abp Jędraszewski.

Hierarcha podkreślił, że metoda in vitro wiąże się z brutalną ingerencją w organizm kobiety i selekcją embrionów. - Pojawia się poważny problem etyczno-moralny. Co zrobić z tymi poczętymi dziećmi? Zamrozić? Jak długo mogą one w tym stanie istnieć? Czy po jakimś czasie będzie można ponownie z tego embrionu skorzystać, wszczepiając je w łono tej samej kobiety? – stawiał pytania abp Jędraszewski i zwracał uwagę, że zdrowie dzieci poczętych metodą in vitro jest dużo bardziej zagrożone niż poczętych naturalnie. Hierarcha wspomniał także o istnieniu syndromu „po in vitro”, gdy osoby poczęte tą metodą stawiają sobie pytania o swoje rodzeństwo, które zostało poczęte, a nie urodziło się.

Metropolita zaznaczył, że z punktu widzenia nauki Kościoła, metoda in vitro jest niezgodna z moralnością katolicką, ale człowiek, który dzięki niej się urodził zasługuje na pełny szacunek.

- Możliwości techniczne, jakie związane są z rozwojem współczesnej medycyny, pozwalają na to, żeby mogły począć się dzieci metodą in vitro, ale tutaj chciałbym wrócić do podstawowej zasady, o której wielokrotnie mówił Jan Paweł II spotykając się z naukowcami: - Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone – mówił abp Jędraszewski odwołując się do podstawowej zasady, o której wielokrotnie wspominał Jan Paweł II spotykając się z naukowcami. - Niewątpliwie, rozwój techniki i jej najrozmaitszych przejawów wskazuje na potęgę człowieka. Nie znaczy to, że mając takie możliwości, może on ze wszystkich godnie korzystać lub wykorzystywać je do swoich celów – podkreślał metropolita krakowski.

W drugiej części „Dialogów” abp Jędraszewski odpowiadał na pytania nadesłane drogą mailową. Odnosząc się do problemu niespełnionego pragnienia macierzyństwa Arcybiskup odwołał się do koncepcji człowieka kard. Karola Wojtyły, przedstawionej w książce „Osoba i czyn”, wg której człowiek spełnia się przez swoje dobre czyny. Człowieka od zwierząt odróżnia fakt, że jest istotą wolną – „mogę coś, ale nie muszę – nie jestem zdeterminowany, mogę wybierać”. - Wolność jest autentyczna, kiedy wybieram to, co jest moralnie dobre – cytował kard. Wojtyłę abp Jędraszewski podkreślając, że autentyczna wolność polega na podporządkowaniu się prawdzie, co z kolei realizuje się poprzez podporządkowanie właściwie ukształtowanemu sumieniu. - Wielkość człowieka polega na tym, że idzie za głosem swojego sumienia – zwracał uwagę metropolita krakowski.

Za kard. Wojtyłą abp Jędraszewski zwrócił uwagę na trzy ludzkie popędy – seksualny, samozachowawczy i rozrodczy. - Chodzi o to, żeby te dynamizmy nie działały w nas w sposób ślepy, czysto instynktowny, ale żeby były podporządkowane sumieniu i temu, co ono podpowiada, jak te popędy wykorzystać (…). Chodzi o to, żeby tym dynamizmom tkwiącym w naszej cielesności nadać jakąś wyższą, prawdziwie ludzką treść” – mówił hierarcha i dodawał, że naturalne pragnienie do bycia rodzicem – matką i ojcem – jest absolutnie zrozumiałe, ale można je ukierunkować np. w stronę adopcji.

- Szczęście jest darem, a nie prawem – mówiła pani Maria, która zabrała głos jako pierwsza w części pytań na żywo. Odnosząc się do sytuacji małżonków, którzy zmagają się z problemem niepłodności zwróciła uwagę, że „to, że my w czymś nie widzimy sensu, nie znaczy, że to sensu nie ma, bo każdemu zdarzeniu sensu nadaje Pan Bóg”. - To, że każdy z nas chce być szczęśliwy, to jest oczywiste. Ale prawdą jest także i to, że za wszelką ceną do szczęścia nie można dążyć. Zawsze trzeba zapytać, czy to, co jawi mi się jako szczęście, a wcale nie jest pewne, że szczęściem będzie, nie jest równocześnie powodem krzywdy dla drugiego człowieka. Na pewno nie wolno nam krzywdzić drugiego człowieka, bo to wynika z przykazania miłości – komentował abp Jędraszewski

Na pytanie o tzw. adopcję prenatalną, czyli możliwość przyjmowania zarodków przechowywanych w bankach embrionów abp Jędraszewski przyznał, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi i że nie dają jej też współczesne dyskusje teologiczne.

Co powiedzieć ludziom, którzy zreflektowali się, że obok ich narodzonego dziecka są jeszcze inne, które zmarły w trakcie procedury in vitro, albo są jeszcze zamrożone? – pytała pani Weronika. - Otworzyć się na Boże miłosierdzie. Umieć nazwać zło, które się stało złem i za nie żałować – odpowiadał abp Jędraszewski i radził, aby tacy rodzice stawali się świadkami własnych doświadczeń, mówili o tym problemie, przestrzegali przed nim innych i bronili dla ich dobra. Metropolita apelował, aby stawać przy takich osobach, okazywać im szacunek, modlić się z nimi, ale nie mówić, że to nie jest problem. - Kłamstwo nigdy nie wyzwala.

Prawda wyzwala. I to nie prawda abstrakcyjna, ale prawda, którą jest Chrystus. On wyzwala. On mówi: nie grzesz więcej, nie wracaj do tego grzechu, pomagaj innym, bądź solidarny w dobrym – podkreślał hierarcha. Abp Jędraszewski zaznaczył także, że mówienie o tym, iż in vitro jest metodą leczenia niepłodności to kłamstwo. - To jakby bajpas – obchodzi się problem możliwości poczęcia w sposób sztuczny, techniczny (…). Niepłodność pozostaje – podkreślał hierarcha zwracając uwagę na sposób leczenia niepłodności, który jest ciągle mało popularny, a niebudzący zastrzeżeń moralnych i zgodny z naturą człowieka, czyli naprotechnologię.

Dziś medycyna nie dysponuje możliwością przygotowania w czasie procedury in vitro tylko jednego zarodka, bez „produkcji” nadliczbowych embrionów. Ale nie można wykluczyć, że kiedyś tak się stanie. Jakich argumentów używać wówczas? – padło kolejne pytanie. - Chrześcijaństwo zawsze będzie musiało mówić to, co zostało wyrażone także w encyklice Humanae vitae jako przejaw głębokiego namysłu nad prawdą o człowieku wynikającą z objawienia i z tradycji, że życie małżeńskie jest błogosławione przez Boga, a to zakłada, że Pan Bóg błogosławi ludzkiej miłości kobiety i mężczyzny i błogosławi potomstwu, które jest owocem tej miłości. Kto to przyjmie – przyjmie, kto odrzuci – odrzuci. Ale chrześcijanie muszą być gotowi, aby tej prawdy bronić jednoznacznie, do końca – odpowiadał abp Jędraszewski.

Na pytanie br. Augustyna o wskazówki dla duszpasterzy, którzy spotykają się z osobami poczętymi in vitro, albo rodzicami, którzy zdecydowali się na tę metodę abp Jędraszewski odwołał się do nauczania Jana Pawła II. Praktycznie we wszystkich papieskich dokumentach i wystąpieniach widoczny jest ten sam schemat: Pan Bóg, godność osoby ludzkiej, rodzina, naród. Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że jeśli Pan Bóg jest fundamentem, to człowiek w Nim odnajduje fundament swojej osobistej godności i chce żyć tak, aby zasłużyć na Jego błogosławieństwo w życiu małżeńskim i rodzinnym. A dzięki temu na koniec tworzy się zdrowy naród. - Ale jeśli pęka fundament, to wszystko inne zaczyna tracić swój sens, zaczyna się chaos i nieszczęścia – mówił hierarcha i dodawał, że różnego rodzaju nakazy i zakazy stawiane przez Pana Boga nie są po to, aby pokazał swoją władzę wobec nas, ale są wyrazem Jego ojcowskiej miłości. - To wszystko jest dla naszego dobra, byśmy byli - na miarę możliwości życia w tym świecie – szczęśliwymi – zakończył abp Jędraszewski.

„Dialogi” to cykl tematycznych spotkań abp. Marka Jędraszewskiego z wiernymi, ale także ze wszystkimi zainteresowanymi. To okazja do rozwiania wątpliwości i lepszego poznania Kościoła oraz jego Pasterza. Spotkania rozpoczynają się od sondy ulicznej na wybrany w danym miesiącu temat, a następnie metropolita odpowiada na pytania – zarówno te, które zostały wcześniej nadesłane i te, które zadawane są na bieżąco. 14 listopada o godz. 20.15 w Kolegiacie św. Anny w Krakowie odbędą się kolejne „Dialogi” na temat: „Piękno seksualności. Porozmawiajmy o wielkim darze”. Szczegóły na stronie dialogi.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok żyje swym rytmem, nie widać oznak papieskiej wizyty

2019-11-20 16:58

Beata Zajączkowska/vaticannews.va / Bangkog (KAI)

Na trasie przejazdu z lotniska do nuncjatury Franciszka witały dzieci z katolickich szkół, w większości buddyjskie. Jednak w samym Bangkoku praktycznie nie widać oznak papieskiej wizyty.

wikipedia.org

W mieście wprowadzono surowe kontrole bezpieczeństwa oraz ograniczenia w ruchu. Dla ochrony Papieża oddelegowano ponad 6,5 tys. policjantów. „Miasto żyje swoim rytmem, katolików jest niewielu więc wtapiają się w tłum” – mówi Radiu Watykańskiemu Albert Nowak, mieszkający od 32 lat w Tajlandii.

"Miasto jest dużo mniej oflagowane niż przy okazji wizyt innych delegacji państwowych. Watykańskie flagi widać jedynie przy katolickim szpitalu, który Franciszek jutro odwiedzi, leżącym obok kościele i nuncjaturze, która jest papieską rezydencją na czas pielgrzymki. Wypatrzyłem transparent z napisem: «Niech Miłość będzie mostem». To praktycznie wszystko jeśli chodzi o oznaki wizyty w mieście. Bardzo duże zainteresowanie jest jutrzejszą Mszą z Ojcem Świętym. Odbędzie się ona na stadionie narodowym, który może pomieścić 20 tys. osób. Więcej miejsca jest wokół stadionu i tam będą ustawione telebimy, na których papieską liturgię będzie śledzić 40 tys. osób. To jest naprawdę bardzo dużo ludzi, jak na Bangkok, który jest wyjątkowo ciasnym miastem. Dlatego też władze tajskie apelowały do katolików z sąsiednich krajów, żeby za dużo ich nie przyjechało bo nie będą w stanie logistycznie opanować tego przedsięwzięcia ” - powiedział papieskiej rozgłośni Albert Nowak.

W wielu parafiach Bangkoku organizowane są w czasie pielgrzymki spotkania dla tych, którzy nie dostali wejściówek na spotkania z Franciszkiem. Zaplanowano m.in. wspólne oglądanie transmisji z podróży i modlitwę, a towarzyszyć temu będzie wspólnotowy posiłek, co ma zacieśniać więzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem