Reklama

25 marca w Kościele obchodzimy Dzień Świętości Życia

Mateusz znaczy „Dar Boży”

2012-11-19 12:00

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 12/2009

Pani Beata Pachuła rozkłada zdjęcia, kolejne zdjęcia ze swoim synem Mateuszem. Zrobione w różnych sytuacjach: zaraz po porodzie, podczas zabawy, w ogrodzie. Mówi o nim: „to całe moje szczęście”. A przecież mogło go nie być

Mateusz urodził się 15 kwietnia 2006 r. To była Wielka Sobota, godzina 12.45. - Piękny dzień, nieprawdaż - mówi Pani Beta wskazując na fotografię z noworodkiem.
Kiedy zaszła w ciążę, początkowo wszystko było w porządku. Ale około 5. miesiąca ciąży coś zaniepokoiło lekarzy. Pobrano więc próbki i wysłano do zbadania. Okazało się, że to rak szyjki macicy. - Pani doktor (której nazwiska nie chcę podawać) powiedziała do mnie: „Nie dbaj babo o płód. Lepiej ratuj siebie” - wspomina matka Mateusza. - Jeśli zdecyduję się urodzić, to mam następujące możliwości: dziecko urodzi się chore, z wodogłowiem, z zespołem Downa, albo oboje nie przeżyjemy porodu. Takie perspektywy zostały mi przedstawione - dodaje.
Pani Pachuła pracowała wtedy na umowę-zlecenie w jednej z firm. Kiedy pracodawca dowiedział się, że jego pracownica jest w ciąży i dodatkowo choruje, zwolnił ją z pracy. O ojcu dziecka pani Beata nie chce mówić. Rozmowę na ten temat kwituje: - Nie warto, nie wziął za dziecko odpowiedzialności.
Tydzień po tym, jak usłyszała po raz pierwszy diagnozę, udała się znowu do lekarza. Oczywiście wizyta u pani doktor, która zalecała usunięcie ciąży, nie wchodziła w grę. Wybrała więc innego lekarza, ale ten, widząc wyniki, nie chciał się podjąć prowadzenia jej przypadku. W sumie odwiedziła pięciu, sześciu lekarzy. I rozmowa była zawsze krótka: trzeba iść do szpitala i usunąć ciążę.
- Kiedy po raz pierwszy spadła na mnie taka informacja, że mam zabić dziecko, byłam zupełnie zdruzgotana. Przecież bardzo chciałam urodzić - wspomina pierwsze momenty po wyjściu z gabinetu pani doktor. Pamięta, że zupełnie nie wiedziała, co zrobić. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła jej do głowy, którą chciała i mogła w tym momencie zrobić, to wejść do kościoła. - Pojechałam do kościoła św. Mateusza w Ogrodzonej. Nie wiem jak długo tam siedziałam - wspomina. - Może godzinę, półtorej, zupełnie nie wiem... Pytałam tylko, co ja mam dalej robić w takiej sytuacji. Boże święty, Matko Boska! Dajcie mi jakiś znak, co mam dalej robić, bo zupełnie nie wiem...
Gdy wychodziła ze świątyni, natrafiła na dość duże ogłoszenie. Wisiało na słupie niedaleko kościoła. Była to informacja o sympozjum onkologów i ginekologów z całej Polski, podczas którego istniała możliwość bezpłatnych konsultacji. - Przypadek, nie przypadek. Przecież nie musiałam tej tablicy ogłoszeń zobaczyć - twierdzi. - Myślę, że to była pomoc Boża. Pan Bóg w moim życiu był obecny zawsze. Choć był taki czas, po śmierci ojca, kiedy pytałam, dlaczego mnie to spotkało. Pamiętam, że 7 maja miałam I Komunię św., a 14 maja ojciec już nie żył. Zginął w wypadku. Wtedy naprawdę było mi ciężko. Ale Pan Bóg zawsze mi pomagał, dawał mi siłę - wyznaje.
Sympozjum onkologiczne zorganizowała Chrześcijańska Służba Charytatywna w Skoczowie. - Zabrałam wyniki badań i pojechałam. Tam spotkałam prof. Zielińskiego, a on popatrzył na wyniki i powiedział: „Zajmij się ciążą, a potem zabierzemy się za raka”.
Niedługo po tym wydarzeniu, z polecenia prof. Zielińskiego, Pani Pachuła znalazła się w Tychach u prof. Bogdana Michalskiego. - Jeździłam do Tychów co dwa tygodnie. Byłam poddawana wielu badaniom. W końcu prof. Michalski stwierdził, że ciąża zatrzymała rozwój raka. Od razu lepiej się poczułam. Przede wszystkim dlatego, że ktoś w moim dziecku dostrzegł człowieka, a nie rzecz, która jest problemem, którą trzeba usunąć.
Dzień porodu Pani Beata pamięta dokładnie. Opisuje co do godziny. - W piątek wieczorem robiłam sałatkę. Planowałam jeszcze, że jutro pomaluję jajka na stół wielkanocny, a potem pójdę do kościoła na nabożeństwo. W Wielką Sobotę 15 kwietnia 2006 r. o godz. 6 odeszły mi wody. Na szczęście miałam umówionego sąsiada, który miał mnie zawieźć do szpitala. Mateusz urodził się poprzez cesarskie cięcie. Dzień urodzin syna to dla mnie jakby podwójne święto. Bo miałam nie przeżyć, a żyję. Dla mnie święta Wielkanocne są najpiękniejsze. One łączą w sobie to, co ja wtedy przeżywałam: ból, cierpienie, które przeradza się w radość - wyznaje mama Mateusza.
Jak twierdzi, do tych niespełna dziewięciu miesięcy ciąży wraca z mieszanymi uczuciami. - Niechętnie myślę o tym, ze względu na tę nieszczęsną panią doktor, która zaleciła mi przerwanie ciąży. Z drugiej strony zobaczyłam, że są także ludzie, którym na ludzkim życiu zależy, którzy je cenią - mówi z zastanowieniem. Przy tej okazji przytacza pokrótce historię swojego życia, które nie było łatwe. Urodziła się z garbem na plecach, którą to wadę udało się potem wyleczyć. Matka porzuciła ją, gdy miała pięć miesięcy. Ojciec zginął, gdy miała lat osiem. Wychowywała się w rodzinie zastępczej.
- Kiedy Mateusz się urodził, dostał 9 punktów ze względu na to, że był przyduszony pępowiną. Poprosiłam pielęgniarkę, by mógł być przy mnie - wspomina dalej. - Oglądałam go całego, liczyłam paluszki u rąk, u nóg, nie mogłam się nim nacieszyć. Byłam ogromnie szczęśliwa. To było niesamowite uczucie: moje dziecko rodzi się zdrowe. Imię znałam już od samego początku, na długo przed porodem: Mateusz Antonii. Mateusz oznacza w języku greckim „Dar Boży” - tłumaczy.
Rok po narodzinach doszło do ponownego spotkania z nieszczęsną panią doktor. - Mateuszkowi coś wpadło do oka. I poszliśmy do lekarza. Panią doktor spotkałam na korytarzu. Zagadnęłam ją, pytając czy ładne mam dziecko. I przypomniałam naszą pierwszą rozmowę o ciąży. Powiedziałam, że jednak Mateusz się urodził. Urodził się dzięki Bogu - opowiada dalej kobieta. Twierdzi, że nie czuje jakiejś złości czy nienawiści do tamtej lekarki. - Nie, uważam, że za nasze czyny kiedyś rozliczy nas Pan Bóg - ucina krótko.
- Czy pojawiła się kiedykolwiek taka myśl, żeby jednak przystać na propozycję lekarzy, by w celu ratowania siebie usunąć dziecko? Nigdy nie było takiej myśli. Chciałam urodzić. Powiedziałam sobie, że jeśli miałoby się urodzić w jakiś sposób upośledzone, jeśli Bóg da mi taki krzyż, to ja go po prostu zniosę. Będę się cieszyć z każdego dnia, który przyjdzie nam przeżyć. Wiedziałam także, byłam pewna, że nawet gdyby mi się coś stało, to pani Krystyna Jonkisz z wydziału Duszpasterstwa Rodzin, znajdzie dla Mateusza dobrą rodzinę zastępczą.
O pani Krystynie Jonkisz z Duszpasterstwa Rodzin Beata mówi: „Pani Krysia”. Dziś, gdy została bez pracy i bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych, część środków do utrzymania siebie i dziecka otrzymuje z funduszu prowadzonego właśnie przez Duszpasterstwo Rodzin. - Prof. Zieliński, pani Krystyna Jonkisz i ks. Robert Szczotka, pani Irena z Gdańska i gospodarz domu, w którym mieszkam - to ludzie, którym naprawdę wiele zawdzięczam. Wiele osób za mnie się modli. A to dla mnie i mojego dziecka ważne - mówi. - Jest taka pani w wieku 70 lat, która przysyła mi kartkę na święta, na urodziny Mateusza. Ostatnio dostałam od niej informację, że zamówiła w mojej intencji wieczyste Msze św.
Pani Beata o swoim synu zawsze opowiada z uśmiechem: - To bardzo ruchliwe dziecko, zawsze uśmiechnięte. Wszędzie go pełno... Co ciekawe, uwielbia chodzić do kościoła. Gdy jesteśmy w mieście, nie przepuści żadnego, do każdego chce wejść. Najbardziej lubi kościół św. Marii Magdaleny w Cieszynie, bo tam jest wystawienie Najświętszego Sakramentu - opowiada.
Zapytana o to, co powiedziałaby kobietom, które mają dylematy, czy urodzić czy nie, odpowiada krótko: - Trzeba uciec od środowiska, które nazywa dziecko problemem i szukać takich ludzi, którzy powiedzą - urodzisz, powinnaś urodzić. Bo dziecko to nie jest problem.
Z kolei pytanie o przyszłość syna wprawia ją w zadumę. - Co chciałabym przekazać mojemu synowi, czego go nauczyć? Chcę, żeby był dobrym człowiekiem. Żeby wierzył, że istnieje nie tylko to życie, lecz istnieje jeszcze Ktoś, kto chronił go, zanim się urodził, Ktoś, kto chroni go teraz.

Reklama

Rokitno: Diecezjalne Dni Młodzieży rozpoczęte

2019-06-15 08:04

Katarzyna Krawcewicz

W Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie 14 czerwca rozpoczęły się Diecezjalne Dni Młodzieży.

ks. Grzegorz Niedźwiedź

Z racji obchodów 350-lecia obecności obrazu Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie, wydarzenie to jest przeżywane jako Jubileusz Młodych, pod hasłem: „Zaczerpnijcie teraz!” z perykopy ewangelicznej o Kanie Galilejskiej. Pierwszego dnia w Rokitnie zgromadzili się liderzy grup, ruchów i stowarzyszeń działających w naszej diecezji.

Zapraszamy do fotogalerii autorstwa ks. Grzegorza Niedźwiedzia. Więcej zdjęć można zobaczyć na stronie rokitno.org

Zobacz zdjęcia: Rokitno: Diecezjalne Dni Młodzieży (14-15 czerwca 2019)
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Modlitwa w intencji rodzin przed marszem równości

2019-06-15 21:28

Akcja Katolicka

W imieniu Podmiotów zaangażowanych w modlitwę różnicową w intencji polskich rodzin, zapraszam serdecznie Parlamentarzystów, Radnych Miasta Częstochowy, członków ruchów stowarzyszeń, bractw, osoby niezrzeszone na spotkanie modlitewne, które odbędzie się 16 czerwca 2019 r. o godz. 13:00, w Alei Henryka Sienkiewicza, w Częstochowie, przy pomniku Nieznanego Żołnierza.

Bożena Sztajner/Niedziela

Rozważając tajemnice różańca, zawierzymy ponownie nasze rodziny Matce Bożej Królowej Polski.

Dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem