Reklama

25 marca w Kościele obchodzimy Dzień Świętości Życia

Mateusz znaczy „Dar Boży”

2012-11-19 12:00

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 12/2009

Pani Beata Pachuła rozkłada zdjęcia, kolejne zdjęcia ze swoim synem Mateuszem. Zrobione w różnych sytuacjach: zaraz po porodzie, podczas zabawy, w ogrodzie. Mówi o nim: „to całe moje szczęście”. A przecież mogło go nie być

Mateusz urodził się 15 kwietnia 2006 r. To była Wielka Sobota, godzina 12.45. - Piękny dzień, nieprawdaż - mówi Pani Beta wskazując na fotografię z noworodkiem.
Kiedy zaszła w ciążę, początkowo wszystko było w porządku. Ale około 5. miesiąca ciąży coś zaniepokoiło lekarzy. Pobrano więc próbki i wysłano do zbadania. Okazało się, że to rak szyjki macicy. - Pani doktor (której nazwiska nie chcę podawać) powiedziała do mnie: „Nie dbaj babo o płód. Lepiej ratuj siebie” - wspomina matka Mateusza. - Jeśli zdecyduję się urodzić, to mam następujące możliwości: dziecko urodzi się chore, z wodogłowiem, z zespołem Downa, albo oboje nie przeżyjemy porodu. Takie perspektywy zostały mi przedstawione - dodaje.
Pani Pachuła pracowała wtedy na umowę-zlecenie w jednej z firm. Kiedy pracodawca dowiedział się, że jego pracownica jest w ciąży i dodatkowo choruje, zwolnił ją z pracy. O ojcu dziecka pani Beata nie chce mówić. Rozmowę na ten temat kwituje: - Nie warto, nie wziął za dziecko odpowiedzialności.
Tydzień po tym, jak usłyszała po raz pierwszy diagnozę, udała się znowu do lekarza. Oczywiście wizyta u pani doktor, która zalecała usunięcie ciąży, nie wchodziła w grę. Wybrała więc innego lekarza, ale ten, widząc wyniki, nie chciał się podjąć prowadzenia jej przypadku. W sumie odwiedziła pięciu, sześciu lekarzy. I rozmowa była zawsze krótka: trzeba iść do szpitala i usunąć ciążę.
- Kiedy po raz pierwszy spadła na mnie taka informacja, że mam zabić dziecko, byłam zupełnie zdruzgotana. Przecież bardzo chciałam urodzić - wspomina pierwsze momenty po wyjściu z gabinetu pani doktor. Pamięta, że zupełnie nie wiedziała, co zrobić. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła jej do głowy, którą chciała i mogła w tym momencie zrobić, to wejść do kościoła. - Pojechałam do kościoła św. Mateusza w Ogrodzonej. Nie wiem jak długo tam siedziałam - wspomina. - Może godzinę, półtorej, zupełnie nie wiem... Pytałam tylko, co ja mam dalej robić w takiej sytuacji. Boże święty, Matko Boska! Dajcie mi jakiś znak, co mam dalej robić, bo zupełnie nie wiem...
Gdy wychodziła ze świątyni, natrafiła na dość duże ogłoszenie. Wisiało na słupie niedaleko kościoła. Była to informacja o sympozjum onkologów i ginekologów z całej Polski, podczas którego istniała możliwość bezpłatnych konsultacji. - Przypadek, nie przypadek. Przecież nie musiałam tej tablicy ogłoszeń zobaczyć - twierdzi. - Myślę, że to była pomoc Boża. Pan Bóg w moim życiu był obecny zawsze. Choć był taki czas, po śmierci ojca, kiedy pytałam, dlaczego mnie to spotkało. Pamiętam, że 7 maja miałam I Komunię św., a 14 maja ojciec już nie żył. Zginął w wypadku. Wtedy naprawdę było mi ciężko. Ale Pan Bóg zawsze mi pomagał, dawał mi siłę - wyznaje.
Sympozjum onkologiczne zorganizowała Chrześcijańska Służba Charytatywna w Skoczowie. - Zabrałam wyniki badań i pojechałam. Tam spotkałam prof. Zielińskiego, a on popatrzył na wyniki i powiedział: „Zajmij się ciążą, a potem zabierzemy się za raka”.
Niedługo po tym wydarzeniu, z polecenia prof. Zielińskiego, Pani Pachuła znalazła się w Tychach u prof. Bogdana Michalskiego. - Jeździłam do Tychów co dwa tygodnie. Byłam poddawana wielu badaniom. W końcu prof. Michalski stwierdził, że ciąża zatrzymała rozwój raka. Od razu lepiej się poczułam. Przede wszystkim dlatego, że ktoś w moim dziecku dostrzegł człowieka, a nie rzecz, która jest problemem, którą trzeba usunąć.
Dzień porodu Pani Beata pamięta dokładnie. Opisuje co do godziny. - W piątek wieczorem robiłam sałatkę. Planowałam jeszcze, że jutro pomaluję jajka na stół wielkanocny, a potem pójdę do kościoła na nabożeństwo. W Wielką Sobotę 15 kwietnia 2006 r. o godz. 6 odeszły mi wody. Na szczęście miałam umówionego sąsiada, który miał mnie zawieźć do szpitala. Mateusz urodził się poprzez cesarskie cięcie. Dzień urodzin syna to dla mnie jakby podwójne święto. Bo miałam nie przeżyć, a żyję. Dla mnie święta Wielkanocne są najpiękniejsze. One łączą w sobie to, co ja wtedy przeżywałam: ból, cierpienie, które przeradza się w radość - wyznaje mama Mateusza.
Jak twierdzi, do tych niespełna dziewięciu miesięcy ciąży wraca z mieszanymi uczuciami. - Niechętnie myślę o tym, ze względu na tę nieszczęsną panią doktor, która zaleciła mi przerwanie ciąży. Z drugiej strony zobaczyłam, że są także ludzie, którym na ludzkim życiu zależy, którzy je cenią - mówi z zastanowieniem. Przy tej okazji przytacza pokrótce historię swojego życia, które nie było łatwe. Urodziła się z garbem na plecach, którą to wadę udało się potem wyleczyć. Matka porzuciła ją, gdy miała pięć miesięcy. Ojciec zginął, gdy miała lat osiem. Wychowywała się w rodzinie zastępczej.
- Kiedy Mateusz się urodził, dostał 9 punktów ze względu na to, że był przyduszony pępowiną. Poprosiłam pielęgniarkę, by mógł być przy mnie - wspomina dalej. - Oglądałam go całego, liczyłam paluszki u rąk, u nóg, nie mogłam się nim nacieszyć. Byłam ogromnie szczęśliwa. To było niesamowite uczucie: moje dziecko rodzi się zdrowe. Imię znałam już od samego początku, na długo przed porodem: Mateusz Antonii. Mateusz oznacza w języku greckim „Dar Boży” - tłumaczy.
Rok po narodzinach doszło do ponownego spotkania z nieszczęsną panią doktor. - Mateuszkowi coś wpadło do oka. I poszliśmy do lekarza. Panią doktor spotkałam na korytarzu. Zagadnęłam ją, pytając czy ładne mam dziecko. I przypomniałam naszą pierwszą rozmowę o ciąży. Powiedziałam, że jednak Mateusz się urodził. Urodził się dzięki Bogu - opowiada dalej kobieta. Twierdzi, że nie czuje jakiejś złości czy nienawiści do tamtej lekarki. - Nie, uważam, że za nasze czyny kiedyś rozliczy nas Pan Bóg - ucina krótko.
- Czy pojawiła się kiedykolwiek taka myśl, żeby jednak przystać na propozycję lekarzy, by w celu ratowania siebie usunąć dziecko? Nigdy nie było takiej myśli. Chciałam urodzić. Powiedziałam sobie, że jeśli miałoby się urodzić w jakiś sposób upośledzone, jeśli Bóg da mi taki krzyż, to ja go po prostu zniosę. Będę się cieszyć z każdego dnia, który przyjdzie nam przeżyć. Wiedziałam także, byłam pewna, że nawet gdyby mi się coś stało, to pani Krystyna Jonkisz z wydziału Duszpasterstwa Rodzin, znajdzie dla Mateusza dobrą rodzinę zastępczą.
O pani Krystynie Jonkisz z Duszpasterstwa Rodzin Beata mówi: „Pani Krysia”. Dziś, gdy została bez pracy i bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych, część środków do utrzymania siebie i dziecka otrzymuje z funduszu prowadzonego właśnie przez Duszpasterstwo Rodzin. - Prof. Zieliński, pani Krystyna Jonkisz i ks. Robert Szczotka, pani Irena z Gdańska i gospodarz domu, w którym mieszkam - to ludzie, którym naprawdę wiele zawdzięczam. Wiele osób za mnie się modli. A to dla mnie i mojego dziecka ważne - mówi. - Jest taka pani w wieku 70 lat, która przysyła mi kartkę na święta, na urodziny Mateusza. Ostatnio dostałam od niej informację, że zamówiła w mojej intencji wieczyste Msze św.
Pani Beata o swoim synu zawsze opowiada z uśmiechem: - To bardzo ruchliwe dziecko, zawsze uśmiechnięte. Wszędzie go pełno... Co ciekawe, uwielbia chodzić do kościoła. Gdy jesteśmy w mieście, nie przepuści żadnego, do każdego chce wejść. Najbardziej lubi kościół św. Marii Magdaleny w Cieszynie, bo tam jest wystawienie Najświętszego Sakramentu - opowiada.
Zapytana o to, co powiedziałaby kobietom, które mają dylematy, czy urodzić czy nie, odpowiada krótko: - Trzeba uciec od środowiska, które nazywa dziecko problemem i szukać takich ludzi, którzy powiedzą - urodzisz, powinnaś urodzić. Bo dziecko to nie jest problem.
Z kolei pytanie o przyszłość syna wprawia ją w zadumę. - Co chciałabym przekazać mojemu synowi, czego go nauczyć? Chcę, żeby był dobrym człowiekiem. Żeby wierzył, że istnieje nie tylko to życie, lecz istnieje jeszcze Ktoś, kto chronił go, zanim się urodził, Ktoś, kto chroni go teraz.

Reklama

Nowenna do Matki Bożej rozwiązującej węzły!

2016-12-26 23:12

Zachęcamy do odmawiania Nowenny do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Już od dziś poświęć kilka minut w Twoim życiu i zwróć swą twarz ku Tej, która zdeptała głowę szatanowi.

Wiesław Podgórski
Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

1. Znak krzyża

2. Akt skruchy – Ojcze nasz – Zdrowaś Maryjo

3. Trzy pierwsze dziesiątki różańca

4. Rozważanie na dany dzień nowenny

5. Dwie następne dziesiątki różańca

6. Modlitwa do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

7. Znak krzyża

Akt skruchy

Boże mój, bardzo żałuję, że Cię obraziłem, ponieważ Ty jesteś nieskończenie dobry i nie masz upodobania w grzechu. Zdecydowanie postanawiam, z pomocą Twojej świętej łaski, już więcej Cię nie obrażać i winy odpokutować.

Rozważanie na dany dzień nowenny

Pierwszy dzień

Święta Matko Ukochana, Przenajświętsza Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły

pozbawiające oddechu Twoje dzieci, wyciągnij do mnie swoje ręce.

Oddaję Ci dzisiaj ten „węzeł” ...... (nazwać go, w miarę możności) i wszystkie jego negatywne konsekwencje w moim życiu.

Powierzam Ci ten dręczący mnie „węzeł”, który czyni mnie nieszczęśliwym i tak bardzo mi przeszkadza w zjednoczeniu się z Tobą i z Twoim Synem Jezusem, moim Zbawcą.

Uciekam się do Ciebie, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, bo w Tobie pokładam nadzieję i wiem, że nigdy nie wzgardziłaś błaganiem grzesznego dziecka, proszącego Cię o pomoc.

Wierzę, że możesz rozwiązać ten „węzeł”, gdyż Jezus daje Ci wszelką moc.

Ufam, że zgodzisz się rozwiązać ten węzeł, gdyż jesteś moją Matką. Wiem, że to zrobisz. Dziękuję Ci, moja ukochana Matko.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Kto szuka łaski, znajdzie ją w rękach Maryi.

Drugi dzień

Maryjo, Matko bardzo kochana, źródło wszystkich łask, moje serce zwraca się dzisiaj do Ciebie. Wyznaję, że jestem grzeszny, i że potrzebuję Twojej pomocy. Przez mój egoizm, urazy, brak wielkoduszności i brak pokory, bardzo często lekceważyłem łaski, jakie dla mnie wypraszasz.

Zwracam się do Ciebie dzisiaj, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, abyś mi uprosiła u swego Syna czystość serca, oderwanie się od siebie, pokorę i ufność. Przeżyję dzisiejszy dzień, praktykując te cnoty. Ofiaruję je Tobie w dowód mojej miłości do Ciebie. Powierzam w Twoje ręce ten „węzeł”...... (nazwać go, w miarę możności), który mi przeszkadza być odbiciem chwały Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja ofiarowała Bogu każdą chwilę swojego dnia.

Trzeci dzień

Matko Pośredniczko, Królowo Nieba, Której ręce otrzymują i przekazują wszystkie bogactwa Króla, zwróć ku mnie swoje miłosierne spojrzenie. Składam w Twoje święte ręce ten „węzeł” mojego życia.....,wszelką urazę, wszelki żal, którego on jest źródłem.

Boże Ojcze, wybacz mi moje winy. Pomóż mi teraz wybaczyć wszystkim, którzy świadomie lub nieświadomie, stali się sprawcami tego „węzła”. W takim stopniu, w jakim Tobie zawierzę, będziesz mógł go rozwiązać. Wobec Ciebie, Matko ukochana, i w imieniu Twojego Syna Jezusa, mojego Zbawiciela, który został tak zelżony, i który potrafił wybaczyć, wybaczam teraz tym wszystkim osobom......, i sobie samemu także wybaczam, na zawsze. Dziękuję Ci Matko, która rozwiązujesz węzły, za rozwiązanie w moim sercu węzła urazy, i tego oto węzła, który Ci powierzam. Amen.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Ten, kto chce łask, zwraca się do Maryi.

Czwarty dzień

Święta Matko Ukochana, przyjmująca wszystkich, którzy Cię szukają, miej litość nade mną.

Składam w Twoje ręce ten „węzeł”..... Przeszkadza mi być w pokoju, paraliżuje moją duszę, przeszkadza mi iść na spotkanie mojego Pana i oddać w służbie dla Niego moje życie.

Rozwiąż Matko ten „węzeł” mojego życia. Poproś Jezusa, by uleczył z paraliżu moją wiarę, potykającą się i upadającą na kamieniach drogi. Idź ze mną, Matko ukochana, abym pojął, że te kamienie są w istocie moimi przyjaciółmi, abym przestał szemrać i bym nauczył się w każdym momencie składać dziękczynienie, uśmiechać się ufny w Twoją moc.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest słońcem i cały świat korzysta z Jej ciepła.

Piąty dzień

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, wielkoduszna i pełna współczucia, zwracam się do Ciebie, by oddać w Twoje ręce, po raz kolejny, ten „węzeł”..... Proszę Cię o Bożą mądrość, abym działał w świetle Ducha Świętego, by rozwiązać wszystkie te trudności.

Nikt nigdy nie widział Cię zagniewaną, przeciwnie, Twoje słowa zawsze były tak pełne łagodności, że widziano w Tobie serce Boga.

Uwolnij mnie od goryczy, gniewu i nienawiści, jakie ten „węzeł” we mnie zrodził.

Matko Ukochana, daj mi Twoją łagodność i Twoją mądrość, abym nauczył się wszystko rozważać w ciszy mojego serca. I tak jak Ty to uczyniłaś w Dniu Pięćdziesiątnicy, wstaw się za mnie u Jezusa, bym otrzymał w moim życiu nowe wylanie Ducha Świętego. Duchu Boży, zstąp na mnie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest bogata w moc u Boga

Szósty dzień

Królowo Miłosierdzia, oddaję Ci ten „węzeł” mojego życia.... i proszę byś mi dała serce,

które umie być cierpliwe, gdy Ty rozwiązujesz ten „węzeł”.

Naucz mnie zasłuchania w Słowo Twojego Syna, spowiadania się, Komunii św., na koniec zostań ze mną i przygotuj moje serce, by z aniołami świętowało łaskę jaką nieprzerwanie mi wypraszasz.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Cała jesteś piękna Maryjo i nie pokalała Cię żadna zmaza.

Siódmy dzień

Matko Przeczysta, zwracam się dzisiaj do Ciebie, błagam Cię byś rozwiązała ten „węzeł” w moim życiu... i uwolniła mnie spod panowania Złego. Bóg powierzył Ci wielką moc nad wszystkimi demonami. Wyrzekam się dzisiaj złych duchów i wszelkich związków, jakie mnie z nimi łączyły. Oświadczam, że Jezus jest moim jedynym Zbawicielem, moim jedynym Panem.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, zetrzyj głowę Kusiciela. Zniszcz pułapki, w których uwięzło moje życie. Dziękuję Ci Matko Ukochana. Przez Twą drogocenną Krew uwolnij mnie Panie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Ty jesteś chwałą Jeruzalem, Ty jesteś dumą naszego narodu.

Ósmy dzień

Dziewicza Matko Boga, bogata w miłosierdzie, miej litość nad Twoim dzieckiem i rozwiąż ten „węzeł”... w moim życiu.

Potrzebuję, byś mnie nawiedziła, tak jak nawiedzałaś Elżbietę. Przynieś mi Jezusa, aby On przyniósł mi Ducha Świętego. Naucz mnie korzystać z cnoty odwagi, radości, pokory, wiary i spraw bym jak Elżbieta został napełniony Duchem Świętym. Chcę żebyś była moją Matką, moją Królową i moją przyjaciółką. Oddaję Ci moje serce i wszystko, co do mnie należy: mój dom, moją rodzinę, moje dobra materialne i duchowe. Należę do Ciebie na zawsze. Złóż we mnie Twoje serce, abym mógł czynić wszystko, co Jezus chce, bym czynił.

Idźmy więc, pełni ufności, do tronu łaski.

Dziewiąty dzień

Matko Przenajświętsza, nasza Orędowniczko, Ty, która rozwiązujesz „węzły”, przychodzę dziś, by Ci podziękować, że zechciałaś rozwiązać ten „węzeł” w moim życiu. Znasz ból, jaki mi sprawia. Dziękuję Matko, że osuszasz w swoim miłosierdziu łzy w moich oczach.

Dziękuję, że mnie przygarniasz w swoje ramiona i pozwalasz, bym otrzymał kolejną łaskę od Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, moja Matko Ukochana, dziękuję Ci za rozwiązanie „węzłów” mojego życia. Otul mnie płaszczem Twej miłości, strzeż mnie, otaczaj swą opieką, napełnij światłem Twego pokoju.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

MODLITWA DO MATKI BOŻEJ ROZWIĄZUJĄCEJ WĘZŁY

Dziewico Maryjo, Matko pięknej Miłości, Matko, która nigdy nie opuściłaś dziecka,

wołającego o pomoc, Matko, której ręce nieustannie pracują dla Twoich ukochanych dzieci, gdyż przynagla je Miłość Boża i nieskończone Miłosierdzie, które wylewa się z Twojego serca, zwróć ku mnie Twoje współczujące spojrzenie. Wejrzyj na kłębowisko węzłów, w których dusi się moje życie.

Ty znasz moją rozpacz i mój ból. Wiesz jak bardzo te węzły mnie paraliżują.

Maryjo, Matko, której Bóg powierzył rozwiązanie „węzłów” życia Twoich dzieci, składam w Twoje ręce wstęgę mego życia.

Nikt, nawet Zły Duch, nie może jej pozbawić Twojej miłosiernej pomocy.

W Twoich rękach, nie ma ani jednego węzła, który nie mógłby zostać rozwiązany.

Matko Wszechmogąca, w swej łasce i mocy, z jaką się wstawiasz u Swojego Syna Jezusa, mojego Zbawcy, przyjmij dzisiaj ten „węzeł” ... (nazwać go w miarę możności).

Na chwałę Boga, proszę Cię, byś go rozwiązała, rozwiązała na zawsze. Pokładam w Tobie nadzieję

Jesteś jedyną Pocieszycielką, jaką dał mi Bóg, jesteś fortecą w mojej słabości, bogactwem w mojej nędzy, wyswobodzeniem ze wszystkiego, co mi przeszkadza być z Chrystusem.

Przyjmij moje wołanie.

Strzeż mnie, prowadź mnie, chroń mnie. Ty jesteś moim bezpiecznym schronieniem.

Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

EGZORCYZM

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów,

Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie rozkaż Hufcom Anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie - brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok: papież spotkał się biskupami Azji

2019-11-22 08:02

tom, st, kg (KAI) / Bangkok

Zostaliśmy wybrani jako słudzy, a nie jako szefowie lub panowie - przypomniał Franciszek podczas spotkania z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC) w sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga w Bangkoku. "Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść, czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!" - powiedział papież z uznaniem o azjatyckich hierarchach.

Vatican Media

My, biskupi Tajlandii, chcemy poświęcić się, w duchu braterskiego dialogu, służbie naszym azjatyckim braciom i siostrom, zwłaszcza ubogim i tym, którzy pragną poznać Chrystusa i szukają Jego prawdy – powiedział, witając papieża, arcybiskup Bangkoku kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij. Wyrażając radość z tego spotkania kardynał zapewnił, że zgromadzeni przybyli tu, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy "małej trzódki" w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata oraz ich roli dla i w Kościele.

Zauważył, że w przyszłym roku FABC będzie obchodziła 50-lecie istnienia i z tej okazji właśnie w stolicy Tajlandii odbędzie się zgromadzenie ogólne tej organizacji pod hasłem "FABC 2020: podróżując razem jako ludy Azji". Celem tego przyszłego spotkania ma być popieranie solidarności i współodpowiedzialności wśród członków Federacji w imię dobra Kościoła i społeczeństwa na tym kontynencie. Gospodarz spotkania wyraził nadzieję, że przyszłoroczne obchody przyczynią się do nowej ewangelizacji, "uzdalniając nasze życie, działania i słowa do dawania świadectwa o Jezusie i Ewangelii".

Zapewnił, że biskupi tajscy "chcą poświęcać samych siebie, w duchu braterskiego dialogu, w służbie swym azjatyckim braciom i siostrom, szczególnie ubogim oraz tym, którzy pragną poznać Chrystusa i poszukują Jego prawdy". Chcą też być architektami pokoju i pojednania w tym regonie, który zaznał wielu konfliktów, przemieszczania się ludzi i tragedii handlu ludźmi. "Kościół w Tajlandii chce pokazać światu, jakie może być społeczeństwo, gdy Ewangelia i duchowość komunii są wcielane w praktyce. W ten sposób uczniowie Chrystusa w tym kraju będą mogli pokonać podziały" - oświadczył arcybiskup Bangkoku. Na zakończenie poprosił papieża o błogosławieństwo dla biskupów i "wszystkich naszych wspólnot".

W swoim przemówieniu Franciszek zwrócił uwagę, że spotkanie odbywa się w sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kitbamrunga (1895-1944), który poświęcił swoje życie ewangelizacji i katechezie, zwłaszcza w Tajlandii, a także w części Wietnamu oraz wzdłuż granicy z Laosem, a swoje świadectwo Chrystusowi ukoronował męczeństwem. Zachęcił, aby jego przykład rozbudzał wielką gorliwość o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji.

Papież przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne Federacji Konferencji Biskupów Azji (FABC) w 50. rocznicę jej powstania. Zaznaczył, ze jest to dobra okazja do ponownego odwiedzenia „sanktuariów”, w których "przechowywane są korzenie misyjne" oraz ewangelicznej odnowy w społeczeństwach Azji.

Papież przypominając, że Azja to kontynent wielokulturowy i wieloreligijny z wieloma problemami jak ubóstwo i wyzysk. Zwrócił uwagę, że szybki postęp technologiczny może otworzyć ogromne możliwości, które ułatwiają życie, ale też mogą one również prowadzić do rosnącego konsumpcjonizmu i materializmu, szczególnie wśród młodych. Wskazał dalej na plagi narkomanii i handlu ludźmi, problemy migrantów i uchodźców, złe warunki pracy, wyzysk pracowników, nierówności ekonomiczne i społeczne, jakie istnieją między bogatymi a biednymi.

Wobec tych problemów Franciszek wezwał, aby biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, nie zasklepiali się w jałowych myślach i dyskusjach, które doprowadzają do skupienia się i zamknięcia w sobie, paraliżując wszelkiego rodzaju działania. „Uczmy się od świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce” - zachęcił papież.

Przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. "Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył.

Franciszek zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się "impulsami Ducha Świętego" i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. - Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i „węchu”; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej" - powiedział papież.

Ojciec Święty zaznaczył, że jednym z najpiękniejszych wymiarów ewangelizacji jest uświadomienie sobie, że misja powierzona Kościołowi nie polega jedynie na głoszeniu Ewangelii, ale także na uczeniu się wiary w Ewangelię i pozwalaniu, by ona nas przekształcała i przypomniał słowa św. Pawła VI: „Kościół jako głosiciel Ewangelii, zaczyna swe dzieło od ewangelizowania samego siebie".

Papież przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. "Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!" - podkreślił Franciszek.

Wyzwał azjatyckich biskupów, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. "Zostaliśmy wybrani jako słudzy, a nie jako szefowie lub panowie. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie" - powiedział Franciszek.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. "Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem" - powiedział Franciszek i dodał: "Nie traćmy tej łaski dostrzegania Boga działającego pośród swego ludu: tak jak to czynił wcześniej, czyni to teraz i będzie tak nadal czynił".

Papież zachęcił biskupów Azji, aby zawsze mieli otwarte drzwi dla swoich kapłanów, byli blisko nich, słuchali ich, starali się im towarzyszyć we wszystkich sytuacjach, szczególnie gdy są zniechęceni lub zobojętniali. "I czyńcie to nie jako sędziowie, ale jako ojcowie, nie jako menedżerowie, którzy się nimi posługują, ale jako prawdziwi starsi bracia" - zaznaczył Franciszek.

Na zakończenie poprosił biskupów Azji, aby przekazali papieskie "błogosławieństwo i miłość" wszystkim wspólnotom, a zwłaszcza chorym i tym wszystkim, którzy przeżywają chwile trudności.

Spotkanie zakończyła wspólna modlitwa Anioł Pański, krótkie rozmowy i wspólne zdjęcie.

Po spotkaniu z biskupami Franciszek udał się na prywatne spotkanie z członkami Towarzystwa Jezusowego w sali w pobliżu sanktuarium.

Federacja Konferencji Biskupich Azji (FABC) powstała po pierwszym wielkim spotkaniu biskupów katolickich największego kontynentu świata z Pawłem VI w Manili w listopadzie 1970. Ukształtowała się w 1972, a w grudniu tegoż roku Stolica Apostolska zatwierdziła jej statuty. Stawia ona sobie za zadanie m.in. wspieranie solidarności i poczucia współodpowiedzialności między episkopatami i poszczególnymi biskupami tego kontynentu oraz działanie na rzecz wzrostu Kościoła i dobra wspólnego narodów Azji.

Obecnie FABC liczy łącznie 19 członków zbiorowych: konferencji biskupich – 12 krajowych i 3 regionalne (Malezji, Singapuru i Brunei; Laosu i Kambodży oraz chińska na Tajwanie), 2 krajowe episkopaty Indii: łaciński i obejmujący ogół biskupów tego kraju, także obrządków wschodnich oraz dwa Synody Arcybiskupstw Większych Kościołów Syromalabarskiego i Syromalankarskiego w Indiach. Ponadto członkami stowarzyszonymi Federacji są pojedynczy biskupi z krajów, w których nie ma episkopatów bądź zwierzchnicy Kościołów lokalnych, nie mający sakry – łącznie 8 duchownych.

Pierwszym przewodniczącym FABC był w latach 1973-77 południowokoreański kardynał Stephen Kim Sou-hwan; od 1 stycznia 2019 stanowisko to piastuje kard. Charles Bo z Mianmaru (Birmy), jego zastępcą jest kard. Malcolm Ranjith Patabendige ze Sri Lanki, a na co dzień pracami stowarzyszenia kieruje jego sekretarz generalny, którym jest bp Stephen Lee Bun-Sang z Makau. Siedzibą organizacji jest Hongkong.

W łonie FABC działa 9 komisji tematycznych, zajmujących się takimi sprawami, jak np. rozwój ludzki, zagadnienia społeczne, ekumenizm i sprawy międzyreligijne, ewangelizacja, świeccy i rodzina, duchowieństwo i życie konsekrowane. Najwyższym organem Federacji jest jej zgromadzenie plenarne, zbierające się zwykle co 4 lata; ponadto co 2 lata odbywają się posiedzenia Komitetu Naczelnego. Inne organy kierownicze to 5-osobowy Komitet Stały i Sekretariat Centralny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem