Reklama

„Nie zamierzam zrywać z tradycją tego Kościoła”

2012-11-19 12:00

Z biskupem nominatem sosnowieckim - ks. prał. Grzegorzem Kaszakiem - rozmawia ks. Paweł Rozpiątkowski
Edycja sosnowiecka 12/2009

Ks. Paweł Rozpiątkowski: - 28 marca będzie znaczącym dniem dla Księdza Biskupa. Święcenia biskupie, ingres do katedry, objęcie diecezji. Wszystko nowe. Jakie Ksiądz Biskup ma plany na przyszłość? Czy możemy się spodziewać w najbliższym czasie programowego listu pasterskiego?

Ks. prał. Grzegorz Kaszak: - List będzie, ale nie w najbliższym czasie. Diecezjanom przedstawiłem się w liście, który napisałem tuż po nominacji w Rzymie. Teraz to ja muszę poznać diecezję, rozejrzeć się, przekonać się, jakie są jej potrzeby, aby jak najlepiej móc zatroszczyć się o każdą duszę, bo to jest przecież zadanie biskupa. Potrzebuję po prostu czasu, żeby ułożyć program, najlepiej jak potrafię.

- Czy możemy spodziewać się zmian w zarządzaniu diecezją, w duszpasterstwie?

- Kościół Powszechny, jak i lokalny ma swoje prawa, w ramach których porusza się także biskup. Jedno jest pewne. Nie zamierzam zrywać z tradycją tego Kościoła. Bo mimo tego, że jego historia jest krótka, to da się ją stosunkowo łatwo zauważyć. Tworzył ją Biskup Adam ze swoimi kapłanami i osobami świeckimi. Wspólnie włożyli w to wiele trudu, często kładąc na szali swoje zdrowie. Wszystko to, co dobre, piękne i szlachetne trzeba kontynuować. Na pewno, jak każdy nowy biskup, będą starał się dodać coś od siebie, kierując się prawdziwym dobrem człowieka.

- Co pięknego jest w tradycji sosnowieckiego Kościoła?

- Choćby seminarium duchowne. Odwiedziłem już miejsce, gdzie formują się przyszli sosnowieccy księża. Muszę powiedzieć, że byłem pełen podziwu dla tego, co tam zrobiono do tej pory i co się robi. Cieszy mnie jako biskupa, że mamy powołania. Mówi się, i jest prawdą, że ich liczba spada, ale mamy je nadal i jest za co dziękować Panu Bogu. To bardzo dobrze, że młody Kościół ma powołania kapłańskie i zakonne. Myślę, że trzeba, zgodnie z tym, co nam polecił Pan Jezus, prosić Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo. Mimo tego, że tylko trochę zdążyłem poznać diecezję, już wiem, że jest w niej wielu wspaniałych, młodych ludzi, powołanych przez Boga do służby w winnicy Pańskiej. Trzeba im pomóc odkryć powołanie i w nim wytrwać.
Bogactwem Kościoła sosnowieckiego są też parafie, świątynie. Część z nich już widziałem. Inne zobaczą wkrótce. Wspaniałe kościoły, które świadczą o wierze, o pracy i zaangażowaniu księży proboszczów, wikariuszy i całego ludu Bożego.

- W dyskusjach o Kościele, szczególnie w Polsce, ścierają się dwie wizje: Kościoła ludowego, w którym akcent jest nastawiony na celebrację i Kościoła, w którym nacisk jest położony na formację. Która z tych wizji jest Księdzu Biskupowi bliższa?

- Myślę, że to fałszywa dychotomia. I jedno, i drugie jest równie ważne. Jak w każdej sytuacji trzeba znaleźć równowagę. Polska pobożność ludowa jest piękna i trzeba ją kultywować. Przecież Jan Paweł II wyrósł właśnie z takiego Kościoła o bogatych tradycjach, pobożności ludowej i nigdy się jej nie wyparł, przeciwnie, na każdym kroku podkreślał swoje korzenie, co wcale mu nie przeszkadzało w formacji intelektualnej. Jest dowodem na to, że te dwa życiodajne nurty w Kościele - tak to nazwałbym - można i trzeba połączyć. Z jednej strony właściwe dla naszego kraju praktyki pobożnościowe, jak choćby umiłowanie modlitwy Różańcowej, pełnych emocji celebracji wielkopostnych bez zapominania o potrzebie pogłębienia wiary. Jeśli o to chodzi Sosnowiec ma szczęście, że jest położony niedaleko prężnego środowiska intelektualnego, jakie znajduje się w Krakowie. Ponadto ma własnych wybitnych księży, choćby Biskup Piotr, który ma w bagażu swoich doświadczeń studia specjalistyczne w Rzymie i Ziemi Świętej. Myślę, że powinniśmy z tego jak najwięcej korzystać.

- Z naszej rozmowy wynika, że to Jan Paweł II będzie dla Księdza Biskupa nauczycielem w jego posłudze...

- Tak, to prawda. Z woli Pana Boga prawie 19 lat temu wyjechałem do Rzymu. Najpierw jako student, później jako pracownik Rady ds. Rodziny spotykałem się wielokrotnie z Ojcem Świętym na oficjalnych spotkaniach. Wielkim zaszczytem i radością były dla mnie spotkania mniej oficjalne, choćby w papieskim refektarzu przy posiłkach. Każde z nich wywarło na mnie ogromne wrażenie i mogę powiedzieć szczerze, że ukształtowało mnie jako kapłana - sługę Kościoła. Jan Paweł II Jest dla mnie pierwszorzędnym wzorem do naśladowania. Nie tylko jako biskup, ale jako człowiek.

- Osobowość Ojca Świętego Jana Pawła II była niezmiernie bogata. Co Księdzu Biskupowi szczególnie zapadło w pamięci?

- Najpierw jego rozmodlenie. Niemal nieustanna kontemplacja, która świadczyła jak blisko był Boga. To z tego brało się wszystko inne, co podziwialiśmy: szczerość, serdeczność, a nawet kapitalne poczucie humoru. Jana Pawła II podziwiałem również za to, że zawsze był blisko człowieka. Każdego. Pamiętam komentarze po jednej z wizyt w Białym Domu. Najpierw spotkanie z prezydentem supermocarstwa, z jego administracją, a później z pracownikami Białego Domu: sprzątaczkami, ogrodnikami, funkcjonariuszami Secret Service i zdziwienie samego prezydenta, który podkreślał, że tak samo jak uważnie słuchał jego, ale i z równie mocną uwagą wsłuchiwał się w słowa przysłowiowego „Kowalskiego”, czy za oceanem „Smitha”. To jeden z dowodów na to, że każdy był dla niego wyjątkowy. Jeszcze jeden przykład, który mocno zapamiętałem, nie wiedząc, że kiedykolwiek zostanę biskupem. Nasz Papież, mimo natłoku zajęć, sam osobiście wizytował parafie diecezji rzymskiej. Więcej, on przed tymi wizytacjami zapraszał do siebie proboszczów i wikariuszy na posiłek, żeby posłuchać o ich radościach i smutkach. Obserwowałem zachowanie Jana Pawła II z bliska i na pewno z tego bogactwa będę korzystał w mojej posłudze. Myślę, że to najlepsza droga, by podołać temu zadaniu, które Ojciec Święty Benedykt XVI mi powierzył.

- Naśladowanie Jana Pawła II w sprawowaniu posługi biskupiej oznacza zupełny brak czasu dla siebie i nieustanne bycie wśród ludzi. Dom biskupi będzie zatem dla Księdza Biskupa tylko sypialnią?

- Nie wiem czy dokładnie tak będzie, ale prawdą jest, że nasza diecezja, choć terytorialnie najmniejsza, to biorąc pod uwagę liczbę wiernych, do najmniejszych już nie należy. Zapewne nie będzie brakowało okazji do spotkań z człowiekiem, na co już się cieszę. Tej radości nauczyłem się również od Jana Pawła II. Nasz Papież miał unikalną zdolność wchodzenia w kontakt z konkretnym człowiekiem. Nawet jeżeli spotykał się z liczonymi w setkach tysięcy czy milionach rzeszami, dostrzegał w nich jednostkę, dostrzegał człowieka. Nim był zainteresowany. O niego dbał i o niego troszczył się.

- Wystarczy Księdzu Biskupowi czasu dla każdego?

- Znowu przywołam osobę Ojca Świętego Jana Pawła II. W ciągu pontyfikatu spotkał się z naprawdę z rzeszą ludzi. Gdzie to było niemożliwe, otaczał troską człowieka, który się do niego zwrócił przez modlitwę. W jego klęczniku, w prywatnej watykańskiej kaplicy leżały stosy listów z całego świata. Za każdą kartką stał konkretny człowiek wyrażający swoje troski, żale i radości. Jan Paweł II wchodził w kontakt z każdym, który się do niego zwrócił właśnie przez modlitwę przed Panem. Jednym z elementów mojej posługi biskupiej, tak to rozumiem, będzie modlitwa. Modlitwa w intencji wszystkich diecezjan, wszystkich tych osób, które mojej pasterskiej pieczy zostały powierzone.

- Czyli kopia takiego papieskiego klęcznika znajdzie się w prywatnej kaplicy Biskupa sosnowieckiego?

- Myślałem o tym, żeby taki klęcznik, ze specjalnym miejscem na kierowane do mnie listy znalazł się w prywatnej kaplicy Biskupa sosnowieckiego. Chciałbym teraz powiedzieć o innej praktyce Jana Pawła II. Jeszcze jako metropolita krakowski miał w kaplicy specjalny stolik, na którym pisał swoje przemówienia, rozważania, przy którym pracował w bliskości tabernakulum, w bliskości Pana Jezusa. Ten niezwykły, jak na kaplicę mebel, był wyznaniem jego głębokiej wiary. Mówił wprost: „Panie Jezu, Ty jesteś tu Panem, Tobie się powierzam, bez Ciebie nic nie zdziałam”. Chciałbym, żeby i taki stolik był w kaplicy domu w Sosnowcu.

- Rozpoczyna Ksiądz Biskup swoją posługę pasterską w określonych, trudnych okolicznościach. W debacie publicznej mówi się przede wszystkim o kryzysie. Jakie to ma znaczenie dla posługi Księdza Biskupa?

- Tak, to prawda, że dużo się mówi, wielu się martwi, a nawet rozpacza. Tym bardzo przejętym chciałbym powiedzieć: „Spójrzcie na naszą historię. Ile to już kryzysów przeżyliśmy. Najstarsi pamiętają straszliwie i jakże obfitujące w tragedie ludzką lata wojenne, młodsi tak jak ja, jeszcze nie zapomnieli czasów, kiedy na sklepowych półkach był tylko ocet. Nie mówię tego, żeby tanio pocieszać. W kryzysie bardzo często ujawnia się w ludziach to, co najszlachetniejsze. I to była recepta na trudne czasy: pomoc wzajemna, solidarność”. Mam nadzieję, liczę, będę robił co mogę, aby i teraz było podobnie. Nawet nie zawsze potrzeba heroizmu. Wystarczy tylko odrobina życzliwości, prosty gest, dobre słowo, aby pomóc drugiemu, który znajduje się w trudnej sytuacji. W biedzie trzeba okazywać więcej prawdziwej miłości do Pana Boga i do ludzi.
Kryzys jest, oczywiście, wyzwaniem dla Kościoła. Myślę, że szczególnie pomocy potrzebują bezrobotni i to na dwóch płaszczyznach: materialnej i duchowej, bo wiadomo, że praca przynosi nie tylko korzyści materialne. Jej brak zwykle rodzi negatywne skutki duchowe, w tym mniejszą odporność na pokusy świata, myślę o nałogach. My - mówię o Kościele lokalnym - musimy wyjść naprzeciw tej osoby. Chronić przed rozpaczą. Dać światło nadziei. Najpierw jednak musimy sami mieć nadzieję, żeby być w stanie pocieszyć innych. Powinna ona wynikać z mocnej wiary, że losy świata zależą od Pana Boga i jeśli będziemy przy Panu Bogu trwali, to nie mamy o co zbytnio się martwić.

- Powrócę jeszcze do sprawy kryzysu i odpowiedzi na trudne czasy, którą Kościół daje w posłudze Caritas. Mówi się coraz głośniej, że dotychczasowe formy pracy charytatywnej, choć nadal potrzebne, to jednak nie są wystarczające. Na świecie są poszukiwane nowe sposoby działania, będące odpowiedzią na nowe wyzwania. Myślę o mikrokredytach, które wdraża Kościół we Włoszech czy doradztwie ekonomicznym, modnym w USA. Czy widzi Ksiądz Biskup potrzebę podobnych działań w naszej diecezji?

- Odpowiadając na to pytanie chciałbym powiedzieć o potrzebie docenienia bardzo, ale to bardzo, pracy Caritas. Niestety, mówię to ze smutkiem, ogrom działalności tej organizacji Kościoła katolickiego nie odbija się echem na środkach społecznego przekazu. A przecież ta praca jest odbiciem ducha solidarności w narodzie. Jeśli chodzi o nowe formy pomocowe, jak choćby wspomniane mikrokredyty, myślę, że powinni się nimi zająć ci, którzy się na tym znają. Przypomina mi się w tym miejscu postawa Matki Teresy z Kalkuty, też zachęcanej, aby korzystała z nowoczesnych instrumentów inżynierii finansowej w zarządzaniu pomocą ubogim. „Najpierw trzeba dać im jeść” - odpowiedziała prosto na te propozycje. Nowoczesne instrumenty pomocy potrzebującym zostawiłbym w gestii świeckich. Chodzi o to, aby oni w ramach swych kompetencji, oświeceni Ewangelią działali na ich rzecz. Są zresztą na świecie organizacje świeckich, które skupiając fachowców z różnych dziedzin działają w taki sposób. Możemy korzystać z tych wzorców.

- Jakie organizacje ma Ksiądz Biskup na myśli?

- Choćby Rycerzy Kolumba. Zresztą oni są już obecni w Polsce. Organizacja powstała w USA, w niełatwych czasach biedy i bezrobocia i jest dziś największym braterskim stowarzyszeniem na świecie. Założył ją ks. Michael J. McGivney. Dziś, skupiająca mężczyzn, organizacja Rycerzy Kolumba pomaga Kościołowi w prowadzeniu wielu wspaniałych dzieł na świecie, także korzystając - bo w swych szeregach mają do tego ludzi kompetentnych - z nowoczesnych instrumentów ekonomicznych.

- Czy Ksiądz Biskup zaprosi Rycerzy Kolumba do naszej diecezji?

- Uważam, że to bardzo dobra organizacja i myślę, że byłoby dobrze, aby zagościła w diecezji sosnowieckiej.

- Wszyscy przypuszczają, że to rodzina będzie jednak oczkiem w głowie Księdza Biskupa. Mają rację?

- Tak się złożyło, że całe moje życie kapłańskie jest związane z duszpasterstwem rodzin. Jak wiadomo przez długie lata pracowałem w Papieskiej Radzie ds. Rodziny. Współpracowałem z ludźmi, którzy byli wielkimi obrońcami rodziny i życia ludzkiego. Mogłem poznać takie postacie jak bp Wilhelm Pluta, abp Kazimierz Majdański w Polsce i kard. Alfonso López Trujillo w Watykanie. Oni mnie ukształtowali. Zresztą o rodzinie bardzo wiele mówił też Jan Paweł II i za nim jestem przekonany, że jedną z najważniejszych spraw w Kościele jest duszpasterstwo rodzin.

- Zna Ksiądz Biskup sytuację rodzin w każdym niemal zakamarku świata. Jak na tej mapie wygląda sytuacja rodzin nad Wisłą?

- Z polską rodziną nie jest najgorzej, choć też nie brakuje problemów. Nie da się ukryć choćby tego, że wzrasta liczba rozwodów. Boli również każdy przypadek aborcji, tak jakby naszego kraju nie stać było, aby dzieciom - ofiarom gwałtów, czy chorym - zagwarantować godziwe warunki do życia i rozwoju. Mimo tych bolączek jestem przekonany, że polska rodzina jest światełkiem, nadzieją dla innych rodzin świata. Polska rodzina to nadal rodzina silna Bogiem. Rodzina, która wspólnie się modli. Rodzina zjednoczona. Rodzina, w której panuje miłość. Na pewno jest atakowana, bo diabeł, jak to mówi nam Pismo Święte, na pierwszym miejscu zaatakował i atakuje rodzinę. A ciosy przychodzą bardzo często ze strony ustawodawstwa, które zamiast wspierać i budować - niszczy. Destrukcyjne skutki tych zabiegów widać zazwyczaj po latach. Wtedy jednak bardzo trudno jest naprawić wyrządzone szkody. Myślę szczególnie o wytworzonej przez stanowione prawo destrukcyjnej mentalności.

- Uchwalający sprzeczne z planem Bożym prawo parlamentarzyści tłumaczą, że idą za głosem opinii publicznej.

- Tak, bo często liczą na tanią popularność. Brakuje nam mężów stanu, którzy nie wahaliby się iść pod prąd dla dobra wspólnego. Nie zapominajmy również o grzechu pierworodnym, który spowodował w człowieku takie rozdarcie, że czyni zło, którego nie chce. Nie ma piękniejszego planu dla człowieka niż ten przygotowany przez Boga. Podążając inną drogą społeczeństwa, ludzkość godzi w samą siebie. To dlatego zadaniem Kościoła i zadaniem duszpasterstwa rodzin jest przedstawianie piękna tego planu, umacnianie każdego, tak, aby człowiek nim zachwycony nie myślał o innej drodze.

- Ale dziś głos Kościoła jest jednym ze słyszalnych na areopagu współczesności. Często nawet nie jest nawet najgłośniejszy.

- To prawda. Dziś człowiek jest bombardowany różnymi ideologiami. Narażony na większą niż w przeszłości liczbę pokus. Pamiętajmy jednak, że tam „gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. To jest nasza nadzieja.

- Patrząc jednak na statystyki można dojść do wniosku, że my duszpasterze nie potrafimy człowieka do zdroju tej łaski doprowadzić.

- Sukcesu duszpasterskiego nie mierzą statystyki. Sukces księdza jest wtedy, kiedy wypełni wolę Boga, kiedy stanie i powie: „Panie Boże, zrobiłem wszystko co mogłem, a resztę składam w Twoje ręce”. A efekt przyjdzie. Może nie natychmiast, może niepokój zasiany w sercu odezwie się, kiedy nas już nie będzie.

- Księża diecezji sosnowieckiej będą najbliższymi współpracownikami Księdza Biskupa. Czego nowy Pasterz sosnowiecki będzie oczekiwał od swoich kapłanów?

- Przede wszystkim tego, aby byli wiernymi szafarzami łask, które Pan Jezus daje i w pełni realizowali swoje przyrzeczenia kapłańskie.

- Czego kapłani mogą się spodziewać od Księdza Biskupa?

- Dobre pytanie. Będę starał się być otwarty dla kapłanów. Pragnę się z nimi często spotykać, wsłuchiwać się w ich problemy, przeżywać je razem z nimi. Zdaję sobie sprawę, że będę musiał podejmować decyzje niepopularne, nieraz osobiście niewygodne, ale chciałbym zapewnić, że jeżeli takie będą to zawsze dla dobra Kościoła. W winnicy Pańskiej drzewa też trzeba systematycznie przycinać, aby wydały dobre owoce. Dlatego liczę na wyrozumiałość dla podejmowanych przeze mnie niepopularnych decyzji.

- Nie uciekniemy od pytania o relacje do polityki. Jak Ksiądz Biskup wyobraża sobie współpracę z politykami lokalnymi, którzy na naszej ziemi należą do ugrupowań, które nie zawsze podzielają stanowisko Kościoła, a zdarza się, że są nawet wrogie?

- W Watykanie wielokrotnie przychodziło nam dyskutować na tematy rodziny i małżeństwa z politykami ugrupowań, które stały w różnej odległości od nauki Kościoła. Nikogo nie wykluczaliśmy z tych rozmów zgodnie z zasadą, że jeżeli polityk rzeczywiście dba o dobro wspólne, wszak taka jest jego rola, to zawsze znajdziemy z nim platformę do dyskusji. Tej zasadzie będę wierny, posługując w Kościele sosnowieckim.

- Co znaczy dla Księdza Biskupa określenie „Czerwone Zagłębie”?

- Powiem tak jak Jan Paweł II. Niech ono będzie czerwone od serca, i dodam, życzliwie bijące dla każdego. Niech w „Czerwonym Zagłębiu” każdy znajdzie godziwe warunki do życia, niech nikt nie czuje się wyizolowany czy zepchnięty na margines. Idziemy zaproponować „Czerwonemu Zagłębiu” Ewangelię, tzn. wartości, od których realizacji zależy szczęście już tu na ziemi i życie w „obfitości” po śmierci.

Reklama

Zbigniew Boniek nie będzie prezesem PZPN

2019-10-18 09:51

wpolityce.pl

Temat kandydatury na moją trzecią kadencję prezesa PZPN na ten moment nie istnieje. Musimy wybrać nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, bo tak stanowi prawo polskie i przy tym zostańmy - mówi prezes PZPN Zbigniew Boniek. Właśnie trwa w Warszawie zjazd PZPN

youtube.com

Prawo polskie zabrania kandydowania trzeci raz na stanowisko prezesa związku, a Bońkowi w październiku 2020 roku kończy się druga kadencja.

Moim zdaniem, to środowisko powinno wybierać prezesów. O tym nie powinni decydować politycy, a delegaci. Jest jednak ustawa, która obowiązuje, ale uważam, że to chory punkt w tej ustawie — przyznał Boniek.

Prezes powiedział, że nie zamierza kandydować w przyszłym roku na kolejną kadencję, bo szanuje prawo.

W październiku przyszłego roku kończę prezesurę i mam nadzieję, że na tym fotelu usiądzie ktoś, kto będzie ulepszał związek — zakończył popularny Zibi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystości 35. rocznicy śmierci ks. Popiełuszki

2019-10-19 21:35

Łukasz Krzysztofka/KAI

Rodzina i przyjaciele bł. ks. Popiełuszki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, parlamentarzyści, kilkadziesiąt pocztów sztandarowych NSZZ „Solidarność” z całego kraju i tłumy wiernych uczestniczyły we Mszy św. w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu w 35. rocznicę męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności”.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Uroczystej, koncelebrowanej Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, który przed Mszą św. poświęcił kaplicę z wystawionymi relikwiami sutanny, którą miał na sobie w momencie śmierci męczennik.

Kard. Nycz zaznaczył, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Zobacz zdjęcia: 35. rocznica śmierci ks. Popiełuszki

Metropolita warszawski przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie wskazywał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że dziesięć lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Kazanie wygłosił bp Józef Guzdek, Biskup Polowy Wojska Polskiego. Zwrócił uwagę, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił i dodał, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, a nie siły.

Ordynariusz wojskowy podkreślił, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego, co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Bp Guzdek wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość stwarza okazję do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

Po Mszy św. odmówiono litanię do bł. ks. Jerzego, a następnie złożono wieńce na grobie męczennika.

19 października obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Kapłanów Niezłomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem