Reklama

Spełnia marzenia chorych dzieci

2012-11-19 12:00

Bogdan Nowak
Edycja szczecińsko-kamieńska 12/2009

Ośmioletni Marek marzył, by zostać strażakiem. Jego pragnienie zostało spełnione przez Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci, które się nim opiekowało. Z dumą przyglądał się, gdy na jego wiejskie podwórze wjechał strażacki wóz bojowy, a w nim komendant straży. Markowi przywiózł kask i siekierkę strażacką. Wreszcie bardzo wzruszony złożył uroczyste ślubowanie strażackie i otrzymał specjalny dyplom przyjęcia na druha strażackiego. Komendant zaprosił Marka do wnętrza kabiny kierowcy. Niestety, kilka miesięcy później zmarł, bo nieuleczalna choroba pokonała coraz słabszy fizycznie organizm.
Mariola Lembas-Sznabel jest doktorem nauk medycznych, specjalistą chorób wewnętrznych i medycyny paliatywnej (na Wydziale Lekarskim PAM prowadzi zajęcia z zakresu opieki paliatywnej). Od 14 lat zajmuje się cierpiącymi na nieuleczalne choroby. Posiada do tej służby oprócz znakomitego przygotowania medycznego także szczególne cechy: sztukę słuchania, profesjonalnego łagodzenia bólów, dar włączania rodziny w pomoc choremu, umiejętność niesienia nadziei w czasie domowej opieki i arcytrudne przygotowywanie najbliższych cierpiącego na chorobę terminalną do stopniowego odchodzenia.
- Jako lekarz medycyny paliatywnej dojeżdżałam do chorych dzieci swoim autem z torbą lekarską z niezbędnym wyposażeniem na życzenie rodziców, którzy nie mogli poradzić swoim dzieciom w łagodzeniu bólu - mówi dr med. Lembas-Sznabel. - Tych dzieci wymagających stałej opieki paliatywnej było coraz więcej. Wymagało to powołania domowego hospicjum dla najmłodszych. Tym bardziej, że takie hospicja dla dzieci istniały już w różnych miastach Polski. Doktor Mariola wie doskonale ze swojej długoletniej pracy wśród nieuleczalnie chorych, że najlepsze dla tak cierpiących dzieci jest przebywanie w domu pod opieką rodziców i rodzeństwa. Zainicjowała powstanie - poprzez przygotowanie odpowiednich dokumentów i zachęceniu rozmaitych decydentów - w marcu 2005 r. Fundacji Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci. Zaangażowało się w to przedsięwzięcie specjalistycznej pomocy dzieciom wymagającym opieki paliatywnej wielu szczecińskich lekarzy - onkologów dziecięcych, pediatrów, hematologów i neurologów. Tutaj trzeba wymienić szczególnie dr. hab. med. Jarosława Pogorzelskiego, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej.
Władze miasta przydzieliły pomieszczenia nieużywane przez przychodnię, które dzięki wydatnej pomocy Fundacji „Porozumienie bez Barier” udało się starannie wyremontować, by spełniały warunki sanitarne placówki służby zdrowia. Tutaj mieszczą się biura, sale szkoleniowe dla personelu hospicjum oraz pomieszczenia magazynowe na sprzęt medyczny dla podopiecznych i na konieczne: odżywki, artykuły higieny osobistej, zabawki, gry, a nawet żywność.
Potem zaczęło się zbieranie środków na zakup kosztownego specjalistycznego sprzętu przedłużającego życie, m.in.: asystorów kaszlu, koncentratorów tlenu, pulsoksymetrów, pomp żywieniowych i infuzyjnych, ssaków elektrycznych, materacy przeciwodleżynowych, pionizatorów i wielu innych. W tę społeczną zbiórkę, poprzez organizowanie różnych akcji, włączali się: aktorzy, lekarze, politycy, dziennikarze i inni ludzie dobrej woli.
W marcu 2006 r. zaczęła się całodobowa działalność dziecięcego hospicjum w Szczecinie, które obejmuje dzieci nieuleczalnie chore przebywające w domach na terenie całego województwa zachodniopomorskiego. Aktualnie zespół opieki domowej tworzy: siedmiu lekarzy, siedem pielęgniarek, dwóch psychologów, rehabilitant, dwóch kapelanów, pracownik socjalny i ponad 30 wolontariuszy. Hospicjum domowe posiada do swej codziennej wyjazdowej pracy siedem samochodów.
- Obecnie mamy pod stałą opieką 32 dzieci, w tym tylko jedna czwarta cierpi na choroby nowotworowe - stwierdza prezes fundacji dr med. Mariola Lembas-Sznabel. - Pozostali podopieczni chorują też nieuleczalnie na wady wrodzone, choroby metaboliczne, mózgowe porażenia dziecięce i inne, które wymagają nieustannej interdyscyplinarnej, specjalistycznej opieki paliatywnej. Do każdego podopiecznego lekarz przyjeżdża przynajmniej raz na dwa tygodnie, a pielęgniarka dwa razy w tygodniu. Nasza medyczna troska o tak chore dzieci jest darmowa. Nawet bywa tak, że musimy ubogie rodziny chorego dziecka dofinansowywać w zakresie uiszczania rachunków za energię elektryczną, bowiem za urządzenia energochłonne, utrzymujące niektóre dzieci przy życiu, nie byłyby w stanie same zapłacić.
Gdy choruje nieuleczalnie dziecko, to wraz z nim cierpi cała rodzina: rodzice i rodzeństwo. Zdrowe dzieci z takich rodzin potrzebują wsparcia psychologa, bo często są traktowane drugorzędnie przez matkę i ojca. Stają się sierotami emocjonalnym. Taka pomoc jest im ofiarowywana przez psychologów hospicjum również po stracie podopiecznego. Okazuje się bowiem, że 30% zdrowego rodzeństwa cierpi potem w swoim dorastającym życiu na schorzenia emocjonalne (m.in. na nerwice, depresje, rozmaite negatywne uzależnienia, mają konflikty z rodzicami). To właśnie dla nich organizowane są wyjazdy kolonijno-integracyjne, pikniki i obozy, by mogli swoimi problemami osamotnienia podzielić się z rówieśnikami podobnie przeżywającymi swoje dramaty.
Pani Mariola słusznie uważa, że rodziny mające u siebie dziecko z nieuleczalną chorobą, wobec którego medycyna wyczerpała wszystkie swoje możliwości skutecznej terapii, nie musi w tym dramacie izolować się od innych. Właśnie hospicjum domowe dla dzieci na obszarze województwa zachodniopomorskiego objęło serdeczną opieką w ciągu niecałych trzech lat 117 nieuleczalnie chorych dzieci w wieku od trzech tygodni do 18. roku życia. Cały zespół paliatywnej opieki domowej został specjalistycznie ukierunkowany do tej trudnej, humanitarnej i tak bardzo oczekiwanej - przez cierpiące dzieci - służby. Są silnymi psychicznie, unikającymi przyjaźni z wolna odchodzącymi dziećmi, by mogli w pełni pomagać w zmniejszaniu cierpienia. W ten sposób hospicjanci (profesjonaliści i wolontariusze) pomagają najmłodszym godnie przeżyć ostatni okres bez lęku, rozłąki z rodzicami wśród umiłowanych zabawek, bajek i gier we własnym domu z najbliższą rodziną. Kapelani spieszą z pomocą duszpasterską do tych rodzin, które tego sobie życzą. Były udzielane chorym dzieciom sakramenty chrztu św., a także przygotowano kilkoro do przyjęcia Pierwszej Komunii św.
- Obecność kapłana zawsze nas wzmacnia w towarzyszeniu naszej córce w jej tak wielkim cierpieniu - oznajmiła mi jedna z matek. - Ksiądz, tak blisko Chrystusa, jest dla nas pośrednikiem między ziemią a niebem. W ustach kapelana nawet najgorsza prawda jest łatwiejsza do przyjęcia.
Ci, którzy od tylu lat pochylają się nad śmiertelnie chorymi, doskonale wiedzą, że ludzie wierzący łatwiej przyjmują cierpienie oraz śmierć najbliższych niż osoby niewierzące. Ci pierwsi wiedzą, że doczesne życie przeistacza się w życie wieczne. Ci drudzy są przekonani, że wraz ze śmiercią człowieka kończy się wszystko i dlatego tym większa jest u nich rozpacz. Wyznawcy Chrystusa potrafią zrozumieć istotę ludzkiego cierpienia, nawet niewinnych dzieci, wspierając się treściami z Ewangelii. Umacniają się sakramentami uzdrawiającymi, czyli pokuty i pojednania oraz Eucharystią. Zespół opieki domowej stara się swoim podopiecznym dawać jak najwięcej radości, np. organizując im wyjazdy do ZOO (były takie trzy grupowe wyjazdy do berlińskiego ogrodu zoologicznego), spełniając ich indywidualne życzenia (np. Mateusz chciał zostać policjantem, przyjechali do niego policjanci dać mu radość spotkania się z mundurem i atrybutami tej służby; Paulina marzyła o oglądaniu telewizji w swoim łóżku, w którym spędziła ponad dwa lata. Dzięki kontaktom z Fundacją „Mam Marzenie”, która zakupiła nowoczesny telewizor, udało się). Nie ulega wątpliwości, że zupełnie inna jest jakość życia dziecka znajdującego się pod opieką hospicjum domowego, niż gdyby ono miało dalej przebywać w szpitalu. Traktowane jest podmiotowo z uwzględnieniem wszystkich jego cech osobowości, warunków domowych i innych przymiotów ograniczonej czasowo egzystencji dziecka.
- Stan zdrowia pewnej liczby dzieci domowego hospicjum na tyle się poprawia, że nie musimy się już nimi opiekować - wyjaśnia dr Mariola. - Dalej ich terapia jest prowadzona już przez rodziców w domu pod kierunkiem lekarza rodzinnego.
Opuszczając Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci, w którym wszyscy zabiegają o radosne życie najmłodszych chorych, zastanawiam się nad słowami Jana Pawła II - mottem działania hospicjantów: Bywa nieraz, że stajemy w obliczu prawd, dla których brakuje słów. Brakuje mi też słów uznania dla tych wszystkich w szczecińskim hospicjum, którzy umieją delikatnie i fachowo towarzyszyć dzieciom w ich ostatnim etapie życia niczym niebiańscy aniołowie, przenosząc ich bezboleśnie do krainy wiecznej szczęśliwości, gdzie nikt już nie cierpi.

Dyrektor ISKK: wyraźnie rośnie grupa młodzieży deklarującej się jako niewierząca

2019-06-07 09:29

lk / Warszawa (KAI)

Dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca. Stanowi ona już niemal 1/3 całej młodzieży – zauważa ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, komentując dla KAI najnowsze wyniki badań religijności polskiej młodzieży, opracowane przez CBOS.

Martinan/Fotolia.com

Polska młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81%. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70%, a jeszcze w 2010 - 93% - wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”.

Najnowsze badanie zostało przeprowadzone jesienią ub. roku na ogólnopolskiej losowej próbie 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych). Szkoły, a w nich klasy, były losowane do badania. Próba objęła 1609 uczniów ostatnich klas tychże szkół.

Poniżej komentarz ks. dr Wojciecha Sadłonia:

Kolejne młode pokolenie Polaków podlega głębokim przemianom pod względem religijnym. Generalnie rysuje się wyrazisty trend, że dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa młodzieży, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca i stanowi ona grupę już niemal 1/3 całej młodzieży. Największemu osłabieniu podlegają przede wszystkim praktyki religijne. W 1996 r. 62% młodzieży deklarowało, że chodzi co tydzień do kościoła, obecnie jest to 35%. Ponad połowa młodzieży w największych miastach w ogóle nie praktykuje swojej wiary.

Badania CBOS w tym względzie potwierdzają wyniki wielu innych badań, w tym również ISKK zapoczątkowane w 1988 r. Przemiany religijne wpisują się również częściowo w rosnący indywidualizm polskiej młodzieży. Dzisiejsza młodzież w odróżnieniu do wcześniejszego pokolenia bardziej ceni sobie miłość i przyjaźń, mniej zaś życie rodzinne. Znacznie częściej również biorą pod uwagę wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Z drugiej strony, z badań CBOS wynika, że mimo powiększającej się grupy młodzieży niereligijnej, nie zmniejsza się grupa młodzieży najbardziej religijnej. Potwierdza to proces obserwowany również w innych badaniach, który można by nazwać polaryzacją religijną młodzieży. Polega ona na tym, że zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności.

W deklarowanym uczestnictwie w lekcjach religii widać wyraźnie cezurę roku 2010. Do tego momentu rosło uczestnictwo w lekcjach religii do ponad 90% i od tego momentu obserwujemy wyraźne zmniejszanie się uczestnictwa w lekcjach religii, które wynosi obecnie 70%. W największych miastach już mniejszość (44%) młodzieży deklaruje udział w lekcjach religii.

Stosunek do lekcji religii zawiera w sobie nie tylko religijność, ale również nastawienie do Kościoła jako instytucji mającej swoją rolę społeczną. Rok 2010 jest momentem, od którego wyraźnie rośnie negatywne nastawienie do Kościoła. Wiąże się to z głębokimi procesami społecznymi oraz słabnącą rolą Kościoła w integrowaniu ogółu polskiego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: nie bójmy się trudności lecz bylejakości

2019-06-16 15:55

bgk / Gniewkowo (KAI)

„Niech nie przerażają nas trudności i wyzwania. Bójmy się raczej spokoju i bylejakości, która nie ma ani nam, ani innym nic do zaoferowania” – mówił w Uroczystość Najświętszej Trójcy Prymas Polski abp Wojciech Polak. Metropolita gnieźnieński przewodniczył Mszy św. w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniewkowie, która świętuje 50-lecie istnienia.

Piotr Drzewiecki

W homilii, nawiązując do ubiegłotygodniowej Uroczystości Zesłania Ducha Świętego i czytanej dziś Ewangelii, mówił o potrzebie otwarcia się na Ducha Świętego, który pomaga człowiekowi stawać w prawdzie i być jej głosicielem.

„Człowiek szuka prawdy. Nie chce opierać swego życia na niepewności czy kłamstwie. Zależy mu, by poznać prawdę, a poznając, przyjąć ją jako drogowskaz i żyć nią na co dzień” – podkreślił Prymas dopowiadając, że dziś „nawet szalejące wszędzie fake newsy, czyli po prostu podawane w mediach kłamstwa, swoją siłę i atrakcyjność czerpią z tego, że wydają się tak prawdziwe”.

Prymas nawiązał też do obchodzącej dziś Uroczystości Najświętszej Trójcy podkreślając, że prawda o Bogu w Trójcy Świętej Jedynym nie jest jakąś logiczną łamigłówką czy słowną zabawą, ale ukazuje nam, w jaki sposób działa Bóg. Mówi też o naszej relacji z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, tą „wyjątkową boską rodziną” – jak nazwał Trójcę Świętą papież Franciszek – która, „nie jest zamknięta w sobie, ale jest otwarta, objawia się w stworzeniu i historii, i wkroczyła w świat ludzi, żeby wezwać wszystkich do włączenia się w nią”.

„Wszystko więc, co nas tutaj naprawdę wiąże i łączy między sobą nie pochodzi z naszego własnego działania. Nie jest wytworem i owocem jakichś naszych wzajemnych uzgodnień i woli, że chcemy w ten sposób, a więc razem, iść do Boga. Nie jest też oparte na jakichś naturalnych więzach pokrewieństwa między nami. To nasz udział w życiu Trójjedynego Boga, w którym przez wiarę i chrzest święty zostaliśmy kiedyś wprowadzeni” – tłumaczył metropolita gnieźnieński.

Prymas przypomniał też, że Kościół ma być ikoną Trójcy Świętej, a będzie nią coraz bardziej tylko wtedy, gdy „w naszych wzajemnych relacjach, także w parafii, będzie jedność, miłość, pokój i miłosierdzie, będzie wiara i nadzieja także wtedy, gdy pojawią się jakiekolwiek trudności”.

„Bo przecież trzeba nam wciąż pamiętać, jak przypomniał nam dziś święty Paweł, że to właśnie ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota nadzieję. Niech nie przerażają nas więc trudności i wyzwania. Bójmy się raczej spokoju i tej bylejakości, która nie ma ani nam, ani też innym nic do zaoferowania. Przyzywajmy Ducha Świętego, Ducha Prawdy, aby uzdrawiał wszystkich zranionych niesprawiedliwością, uciskiem, nienawiścią czy chciwością” – mówił na koniec Prymas Polski.

Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniewkowie została erygowana 1 lipca 1969 roku dekretem kard. Stefana Wyszyńskiego. Poewangelicki kościół zbudowano dla istniejącej w Gniewkowie od 1886 roku gminy protestanckiej. Budynek został przekazany Kościołowi katolickiemu i poświęcony w 1945 roku. Do momentu utworzenia parafii był kościołem pomocniczym drugiej gniewkowskiej parafii pw. św. Mikołaja i św. Konstancji.

Pierwszym proboszczem powstałej w 1969 roku wspólnoty był ks. Włodzimierz Rabczewski (zm. 2015). Od 1996 roku w parafii duszpasterzuje ks. kan. Jerzy Nowak, dziekan dekanatu gniewkowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem