Reklama

Pielgrzymka

Śladami ks. Alojsa Andrickiego

2012-11-19 12:00

Małgorzata Zaparta
Edycja legnicka 28/2009

W środku zjednoczonej Europy wymiera najmniejszy naród naszego kontynentu. Trwa na swojej ziemi od 1400 lat, ale wieki prześladowania, popełniane na nich zbrodnie, germanizacja, brak właściwej opieki państwa, którego są obywatelami, mimo obowiązujących w tym kraju ustaw i przepisów sprawiły, że grozi mu zagłada. Dzieje się to na naszych oczach, lecz wokół jego sprawy panuje zmowa milczenia

W Republice Federalnej Niemiec 1 czerwca br. był dniem wolnym od pracy. To drugi dzień obchodów Zesłania Ducha Świętego, czyli Zielonych Świąt, a także Międzynarodowy Dzień Dziecka. Rada Pedagogiczna Szkoły Podstawowej w Rząsinach, Rada Rodziców oraz Ksiądz Proboszcz tutejszej parafii postanowili wykorzystać ten czas. Uczniowie, wychowawcy i liczna grupa rodziców wzięli udział w pielgrzymce „śladami ks. Alojsa Andrickiego”, łużyckiego patrioty, zamęczonego w hitlerowskim obozie zagłady. Podczas jednego z postojów, sześcioletni Tomek, zadał pytanie: - A po co tutaj przyjechaliśmy? Właśnie. Proste pytanie znużonego dziecka. Moja odpowiedź, że miejsca, które odwiedzamy, są związane z postacią patrona naszej Szkoły, niczego nie zmieniają. Reakcją malca jest tylko wzruszenie ramionami.

Nasi bracia Łużyczanie

Łużyczanie, Serbołużyczanie czy też Serbowie Łużyccy to, podobnie jak my, naród słowiański. Ich przodkowie około 1400 lat temu zaludnili ziemie na wschodzie od Kwisy, Bobru i Odry po Soławę (Saale) i Łabę na zachodzie oraz na północy do Berlina. Były to tereny obfitujące w wodę. Prawdopodobnie od słów ługi, łęgi, co oznaczało zbiorniki wody, kałuże, podmokłe łąki, obszary bagniste, często w dolinach rzek, powstała nazwa Łużyce. Dzisiaj na terenach Saksonii, z głównym ośrodkiem w Budziszynie (Budyšin, Bautzen) żyje około 40 tysięcy Górnołużyczan. Około 20 tysięcy Dolnołużyczan jest mieszkańcami Brandenburgii, a ich głównym ośrodkiem jest Chociebuż (Chośebuz, Cottbus). Co ciekawe, nazwa Serb jest nam, Polakom, bliska - wywodzi się prawdopodobnie od polskiego słowa „pasierb”. Oznaczało niegdyś współplemieńca, ssącego mleko tej samej matki. Jeszcze bardziej interesujące są wyniki badań genetycznych, które udowadniają pokrewieństwo między Polakami a Serbołużyczanami, czyli ich pochodzenie ok. 10 000 lat temu od jednego ojca. A język? Oto słowa hymnu w języku górnołużyckim. Czyż nie pobrzmiewają znajomo?

Rjana Łužica,
sprawna, přećelna,
mojich serbskich wótcow kraj,
mojich zbóžnych sonow raj,
swjate su mi twoje hona.
Èaso přichodny,
zakćěj radostny!
Ow, zo bychu z twojeho
klina wušli mužojo,
hódni wěèno wopomnjeća!

Historia obu narodów przynosi kolejne podobieństwa - germanizacja, walka o tożsamość, o zaistnienie i jedność kraju, hitlerowska próba zagłady. Niestety dziś, gdy Polacy żyją w wolnym i niepodległym kraju, Łużyczanie wciąż muszą starać się o przetrwanie swego języka, kultury, szkół. Chociaż formalnie mają wsparcie w ustawach niemieckich, z roku na rok obcina się im dotacje na działalność kulturalną i oświatową. Ale są dzielni i nie poddają się, jak to Słowianie. I mają silne wsparcie Kościoła. Jan Paweł II przemawiał w języku górnołużyckim dwa razy w roku, udzielając błogosławieństwa Urbi et orbi. Uczynił to też Papież Benedykt XVI.
Jeszcze za pontyfikatu pierwszego Papieża Słowianina otwarto proces beatyfikacyjny łużyckiego kapłana Alojsa Andrickiego, którego to właśnie Szkoła Podstawowa w Rząsinach (pow. Lwówek Śląski) obrała za patrona. Nabożeństwa w języku serbskim są odprawiane w ośmiu parafiach katolickich i przez trzech pastorów ewangelickich w Górnych Łużycach oraz tyluż pastorów w Dolnych Łużycach. Oczekują także w swojej działalności, zapobiegającej wynarodowieniu, pomocy ze strony Polski i Czech.

Reklama

Wspólne dobro

Łużyczanie zaraz po wojnie zaczęli rozwijać pamięć i szerzyć kult ks. Alojsa Andrickiego, kapłana i patrioty. Inicjatywa należała do studentów - pierwsza tablica pamiątkowa w Radworze, obchodzenie dnia śmierci ks. Alojsa jako dnia pamięci, coroczne spotkania w poniedziałek po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego oraz modlitwa o beatyfikację księdza. W tym też duchu oraz w imię braterstwa, współpracy i przyjaźni polska szkoła, Szkoła Podstawowa w Rząsinach, przyjęła imię i patronat ks. Alojsa Andrickiego. Stało się to w maju 2005 r. Stąd pielgrzymowanie śladami łużyckiego kapłana. Postanowiliśmy tegoroczny Dzień Dziecka świętować na ziemi naszego patrona. Na czele z panią dyrektor Joanną Czerwiec, pod duszpasterską opieką księdza proboszcza Stanisława Bakesa, wyruszyliśmy 1 czerwca w drogę na Łużyce. Pielgrzymowanie zaczęliśmy udziałem w uroczystej Eucharystii u stóp sanktuarium maryjnego w Róžancie. Z podziwem patrzyliśmy na przybywające zewsząd tłumy Łużyczan - dzieci, młodzieży, dorosłych i staruszków, na rowerach, pieszo, samochodami, na orszak drużek ubranych w tradycyjny strój ludowy. Każdy niósł w ręku śpiewnik - niedawno wydaną książeczkę z pieśniami w języku łużyckim. Wsłuchując się w ten język, mogliśmy zrozumieć czytania, modlitwy, pieśni. Nawet włączyliśmy się w śpiew znanej i u nas pieśni: „My chcemy Boga”, tworząc jakoby chór łużycko-polski. Nasi bracia bardzo życzliwie przyjęli pielgrzymów z Polski. Uśmiechem i oklaskami podziękowali za zaśpiewanie naszego szkolnego hymnu: „Prowadź nas, drogi Patronie”. Napiwszy się wody z Maryjnego źródełka, ruszyliśmy pod pomnik II Armii Wojska Polskiego w Chrósćicach, oddać cześć poległym w walce o wyzwolenie tych słowiańskich ziem. W kwietniu 1945 r. zginęło tu ok. 25 tys. Polaków. Na kamiennym postumencie, w językach polskim, serbskim i niedmieckim, wyryte są słowa: „CZEŚĆ PAMIĘCI POLEGŁYM W WALCE PRZECIWKO FASZYZMOWI W KWIETNIU 1945 ROKU ŻOŁNIERZOM POLSKIM. ICH OFIARA JEST DLA NAS WIECZNYM OSTRZEŻENIEM”. Któryż to raz przelana została polska krew za wolność naszą i waszą? W tym miejscu modlił się w 1975 r. Karol Wojtyła. W drodze do rodzinnej miejscowości ks. Alojsa, zatrzymaliśmy się w opactwie cysterskim Marijna Zwiezda w Pancic Kukow. W tym momencie powróciła tam pielgrzymka z Różanty - drużki w strojach narodowych niosące pięknie przystrojony obraz Maryi, mężczyźni niosący sztandary i śpiewający silnymi czystymi głosami pieśń religijną. Wraz z nimi pomodliliśmy się w kościele. Tam też z radosnym zdziwieniem spostrzegliśmy prawie identyczny ołtarz jak w kościele parafialnym w Rząsinach. W Radworze przyjął nas jak zwykle życzliwy i radosny ks. Szczepan Delan, miejscowy proboszcz i przyjaciel naszej parafii. To on oprowadzał nas po miejscach związanych z ks. Alojsem. Najpierw kościół i chrzcielnica, w której Alojs został ochrzczony, tutaj przyjął pierwsze sakramenty i w nim celebrował Mszę św. prymicyjną. Następnie zobaczyliśmy dom, w którym urodził się patron rząsińskiej szkoły. Obecnie mieści się w nim Urząd Miejski. Byliśmy pod szkołą, do której chodził, a także zostaliśmy oprowadzeni po miejscowej Szkole Podstawowej przez jej dyrektorkę. Na koniec miła niespodzianka - obejrzeliśmy film nakręcony przez harcerki z II Drużyny Rząsińskiej SHK „Zawisza” FSE o ks. Alojsie i zostaliśmy poczęstowani pysznymi lodami.

A co dalej?

Myślę, że dalej będzie podobnie jak w rodzinie, którą się dopiero odnalazło. Obustronna chęć poznania, spotkań, rozmów i nawiązania braterskich kontaktów będzie następną mocną liną więzi pomiędzy naszymi narodami. Język nie stanowi bariery. Jakie to miłe uczucie, że za niemiecką granicą możemy usłyszeć język słowiański i jeszcze potrafimy łatwo porozumieć się. Tym bardziej święci łączą nas i wspierają we wspólnych dążeniach - niechaj ks. Alojs Andricki wspiera nas modlitwą, my zaś upraszajmy dobrego Boga o jego rychłą beatyfikację. W drodze powrotnej uczniowie zapytani, jak było? Odpowiadają - Wspaniale! To niezmiernie ważne. Poznali trochę historię i problemy innego narodu. Rozumieją, że oprócz nas, Polaków, w zjednoczonej Europie żyją inni ludzie ze swoimi kłopotami. Często dzieje się im krzywda, często są słabsi od nas. Jednym z kanonów naszej wiary, jest miłość bliźniego, a więc niesienie mu pomocy. Tego oczekują nasi pobratymcy. Pamięci o nich, upominania się o ich prawa. I w takim duchu musimy wychowywać młode pokolenie, naszych następców w tym świecie. To ma być jednym z najważniejszych elementów codziennej pracy wszystkich wychowawców, nas dorosłych.

KS. ALOJS ANDRICKI
Alojs Andricki, syn Magdaleny i Jana, urodzony w Radworze 2 lutego 1914 r., uczeń szkoły powszechnej w tym mieście, a następnie katolickiej szkoły średniej w Budziszynie - ta biografia zaczyna się zwyczajnie. Jeszcze studia teologiczne w akademii filozoficzno-teologicznej w Paderborn (1934-1937), a tam redagowanie „Serbskeho Studenta” - czasopisma łużyckich studentów oraz pełnienie funkcji rzecznika tej młodzieży. Później roczne przygotowywanie do sakramentu święceń kapłańskich w seminarium diecezjalnym w Smochcicach. Następnie przyjęcie święceń 30 lipca 1939 r. w katedrze w Budziszynie i Msza św. prymicyjna w rodzinnym Radworze 6 sierpnia 1939 r. Po skierowaniu do kościoła dworskiego w Dreźnie jego kapłańskie życie można by było opisywać podobnie, lecz czas wojny zmienił jego życiorys, podobnie jak miliony innych młodych życiorysów. Ksiądz Alojs został aresztowany 21 stycznia 1941 r. Oskarżono go o złośliwe ataki na państwo i partię. Dziś wiemy, że często powodem takich aresztowań było po prostu bycie katolickim księdzem. W sierpniu przewieziono go do Dachau. Odtąd stał się dla oprawców numerem 27829. Już na początku pobytu w obozie koncentracyjnym ślubował wraz z innym kapłanem nie uskarżać się, nie wyprzeć się wyższego wykształcenia oraz pamiętać o powołaniu kapłańskim. Z paroma innymi księżmi założył kółko biblijne, a następnie liturgiczne. Obozu nie przeżył. Po Bożym Narodzeniu 1942 r. zachorował na tyfus. Do lekarza obozowego zgłosił się dopiero w styczniu następnego roku. Pragnął przed śmiercią przyjąć Komunię św., jednak nie było mu to dane. Zginął od śmiertelnego zastrzyku 3 lutego 1943 r. Urnę z prochami Sługi Bożego złożono 15 kwietnia 1943 r. na katolickim cmentarzu w Dreźnie.

Reklama

Lech Dokowicz o filmie "Nieplanowane"

2019-10-04 17:10

Magdalena Wojtak / mat. prasowe

Od 1 listopada na ekrany polskich kin wchodzi film „Nieplanowane”. To mocny przekaz w obronie życia poczętego, pokazujący prawdziwą historię kobiety, która przez osiem lat pracowała w jednej z klinik aborcyjnych Planed Parenthood. Dziś działa w ruchu pro-life

kadr z filmu "Nieplanowane"/Youtube

Film nikogo nie oskarża. Pokazuje zło, jakim jest zabijanie nienarodzonych dzieci przez aborcyjne lobby, które pod pretekstem zmniejszenia niechcianych ciąż i decydowania o sobie, namawia kobiety do aborcji. Po premierze w Stanach Zjednoczonych dziewięć amerykańskich stanów zdecydowało się na uchwalenie prawa chroniącego nienarodzone dzieci, a blisko sto osób pracujących w aborcyjnej branży postanowiło z niej odejść. Dzięki ćwierć miliona polskich podpisów pod petycją do amerykańskich producentów filmu z prośbą o udostępnienie go naszym widzom, film trafi do kin w Polsce od listopada. Dystrybucją jego zajmuje się Rafael Film oraz Fundacja Solo Dios Basta, organizatorzy m.in. akcji „Polska pod krzyżem” i „Różaniec do Granic”.

- Autorom filmu „Nieplanowane” udało się zrobić coś niezwykłego, pokazać prawdziwą historię z centrum zła - mówił producent filmowy i dokumentalista Lech Dokowicz podczas czwartkowego przedpremierowego pokazu dla dziennikarzy, który odbył się w Warszawie.

Przez blisko dwie godziny śledzimy losy byłej dyrektorki placówki aborcyjnej, należącej do znanej korporacji Planed Parenthood, która wykonuje rocznie ponad 300 tys. aborcji, co stanowi około jednej trzeciej aborcji w USA (w ciągu roku przeprowadzanych w Ameryce jest przeprowadzanych ok. miliona aborcji). Abby Johnson od czasów studiów pracowała w klinice, szybko awansowała, stała się jej dyrektorką. Choć nigdy nie towarzyszyła aborcjom, z łatwością przychodziło jej namawianie do tego ciężarnych kobiet do. Sama dwukrotnie dokonała aborcji. Uodporniła się na śmierć nienarodzonych dzieci. Prowadziła podwójne życie. To rodzinne przy boku męża i córki, i to w klinice aborcyjnej. Jej przemiana dokonała się, gdy na USG zobaczyła 13-tygodniowe dziecko, podczas gdy wezwano ją do asystowania przy aborcji. 

 „Nieplanowane” to fabularyzowana prawdziwa historia oparta na świadectwie Abby Johnson, spisanym w książce, która stała się bestsellerem. Ale to także sceny, które pokazują siłę modlitwy nawet nielicznie stojących pod klinkami aborcyjnymi obrońców życia. Dzięki ich niezłomnej postawie, wiele kobiet w ciąży postanawia nie wchodzić do klinik. W ten sposób uratowanych zostaje wiele istnień ludzkich.

Film zarazem wstrząsa i wzrusza. Niesie też wiele nadziei. Pokazuje, że przemiana serca, nawrócenie i doświadczenie Bożej miłości może nastąpić w każdym człowieku, dopuszczającym się najgorszego zła. Abby była współodpowiedzialna za 22 tys. aborcji. W cztery godziny jej zespół, którym kierowała potrafił przeprowadzić 38 aborcji. Pracowała w przemysłowej machinie zabijającej nienarodzone dzieci. Gdy to sobie uświadomiła, stanęła po drugiej stronie płotu pod kliniką aborcyjną - razem z broniącymi życia od poczęcia.

I jeszcze jedna ważna informacja. Cary Solomon i Chuck Konzelman, scenarzysta i reżyser filmu, trafili na książkę Abby Johnson. Postanowili znaleźć możliwie jak najlepszą osobę do tej roli. Zdecydowali na Ashley Bratcher, charyzmatyczną dziewczynę z Karoliny, która świetnie wciela się w rolę głównej bohaterki.Ashley nie wiedziała, że to opatrzność Boża doprowadziła ją do tego filmu. Gdy z przefarbowanymi już włosami i scenariuszem w ręku zadzwoniła do swojej mamy, by się podzielić z nią informacją o nowej roli, ta niespodziewanie zalała się łzami i wyznała, że w wieku 16 lat, zanim urodziła Ashley, dokonała aborcji. Co więcej, będąc w ciąży z nią, również planowała dokonać takiego samego zabiegu. „Nie wiesz tego, ale leżałam na stole w klinice aborcyjnej, gotowa cię usunąć. Wtedy na salę weszła ciężarna pielęgniarka, a ja zeskoczyłam ze stołu i wyszłam” – wyjawiła zszokowanej córce.

Po reakcjach, które wśród Amerykanów wywołał film „Nieplanowane” należy mieć nadzieję, że coraz więcej osób będzie porzucać aborcyjną cywilizację śmierci. Film cieszy się także popularnością m.in. w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii i Meksyku. Trafi również na ekrany całej Ameryki Łacińskiej.

Lista kin, w których film będzie wyświetlany dostępna będzie na stronie www.rafaelfilm.pl/nieplanowane/ . Dystrybutorzy filmu zachęcają do wspierania tej ekranizacji i organizowania pokazów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: Abp Ryś spotkał się z klerykami roku propedeutycznego

2019-10-23 17:45

Ks. Paweł Kłys

- Ten rok, który przeżywacie jest z definicji rokiem bardziej brania niż dawania! O to idzie w roku propedeutycznym, żebyście mogli więcej przyjmować niż dawać. Egzaminów - minimum, rozliczeń - niewiele, macie taki czas, którego może wam wielu zazdrościć. Macie czas, aby być w kaplicy, być na medytacji, poznawać Kościół, w którym chcecie służyć jako kapłani. Przyjmujcie ile się da! – mówił abp Ryś do kleryków roku propedeutycznego Archidiecezji Łódzkiej.

Ks. Paweł Kłys

Jest już tradycją, że w pierwszych dniach nowego roku akademickiego Metropolita Łódzki odwiedza kleryków, którzy w tym roku wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego. Od ubiegłego roku pierwszy rok formacji odbywa się poza gmachem seminaryjnym, a dokładniej przy parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Łasku - Kolumnie. To tutaj ci, którzy wybrali drogę powołania odbywają swój rok wprowadzający – rok propedeutyczny.

Spotkanie metropolity łódzkiego z klerykami rozpoczęło się od porannej Mszy świętej w czasie której – w słowie skierowanym do alumnów łódzki pasterz powiedział między innymi – jak was Pan Bóg poprowadzi do kapłaństwa – na co wszyscy mamy nadzieję – to będziecie niewolnikami, ustanowionymi nad rodziną Pana. Jest bardzo niedobrze, jak to się księżom pomyli – jak księża stają się rodziną Pana, która jest nad niewolnikami. Jest odwrotnie! Ci, którzy są w Kościele – nasi siostry i bracia – są rodziną Pana. Każdy ochrzczony należy do rodziny Pana, a my jesteśmy niewolnikami do obsługi rodziny. To nas ustawia w takiej funkcji, która się nazywa kapłaństwo służebne. – podkreślił celebrans.

Po liturgii ksiądz arcybiskup spotkał się na wspólnym śniadaniu z alumnami i przełożonymi roku propedeutycznego.

- Ten rok jest dla mnie czasem, kiedy mogę sprawdzić jak wygląda codzienny rytm seminarium. Zaletą tego roku jest to, że jesteśmy w małej grupie, w innym miejscu, gdzie możemy tworzyć fajną wspólnotę. Tutaj mogę poznawać kolegów i z nimi spędzać czas. – mówi kl. Mateusz Zientalak.

- W czasie tego roku skupiamy się na najważniejszych rzeczach jakimi są: modlitwa, praca i nauka. Formujemy się poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, wspólną pracę czy grę w piłkę. Jest to czas na to, by nasze racje były zacieśnione poprzez wspólną integrację. – dodaje Michał Kunikowski.

Rok propedeutyczny został wprowadzony przez arcybiskupa łódzkiego w 2018 roku. Uzasadniając wprowadzenie dodatkowego roku formacji w Seminarium Duchownym łódzki pasterz wskazał na to, że - do seminarium przychodzą ludzie, którzy niekoniecznie są zewangelizowani, a przed sobą mają jeszcze odkrycie tego, kim jest Jezus Chrystus jako żyjący i zmartwychwstały Pan. Przed sobą mają najistotniejsze doświadczenie wiary. Oczywiście mają niejednokrotnie bardzo duże doświadczenie wiedzy religijnej, bo chodzili na lekcję religii, byli ministrantami. Mają doświadczenie kościoła, ale to nie jest tożsame z odkryciem Jezusa jako żyjącego Pana. Dlatego też pierwszym celem roku propedeutycznego jest cel ściśle ewangelizacyjny. To poprowadzenie kandydatów do kapłaństwa do prawdziwej wiary. To się musi przełożyć na spotkanie z Chrystusem – z Jego Słowem. – zauważa metropolita łódzki.

W przeżywaniu wiary, nauce modlitwy i refleksji na swoim wnętrzem pomaga klerykom Ojciec Duchowny, który nie tylko prowadzi wykłady, ale jest także kierownikiem duchowym dla przyszłych kapłanów.

Na roku propedeutycznym jest 10 alumnów oraz dwóch wychowawców – ks. dr hab. Janusz Lewandowicz oraz ks. mgr Bartłomiej Franczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem