Reklama

Ludzi rozpalać powinna radość księży

2012-11-19 12:00

Z dziekanem Dekanatu Gorzyckiego ks. prał. Władysławem Drewniakiem rozmawia ks. Krzysztof Sudoł
Edycja sandomierska 28/2009

Ks. Krzysztof Sudoł: - Gorzycki dekanat zaczął już żyć wspomnieniem czasu spotkania z Matką Bożą. Jaki to był czas?

Ks. prał. Władysław Drewniak: - Wspomnienia zazwyczaj kojarzą się z czymś, co odległe, a dla nas obecność Matki Bożej to nie przeszłość, to teraźniejszość. Już od roku tą obecnością żyliśmy, kiedy tylko temat Nawiedzenia zaczął drążyć naszą świadomość. Po spotkaniach z Księdzem Biskupem na kongregacjach dekanalnych, przekazywaliśmy pomysły, plany, szukaliśmy sposobów jak najlepszego przeżycia tego ważnego czasu. No a przede wszystkim wielka modlitwa parafii, całych rodzin, jako duchowe przygotowanie czasu Nawiedzenia. I potem Piesza Pielgrzymka i zaproszenie Matki Bożej do diecezji, i wrzesień, i Święty Krzyż, autokarowe pielgrzymki. W tym wszystkim byliśmy, jesteśmy.

- To gorzyckie „jesteśmy” rozlegało się mocno od 8 czerwca i rozbrzmiewa nadal...

- Tak! Najpierw Zbydniów, który wszyscy mocno przeżywaliśmy, bo to była próba sprawdzająca nasze przygotowania: te wewnętrzne i te wizualne, związane z udekorowaniem. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, bo było widać, jak bardzo się udało. Potem Kotowa Wola i czterodniowa przerwa, kiedy Święty Wizerunek Nawiedzenia gościł w Domu Księży Emerytów w Sandomierzu i znowu nasz dekanat. Trześń przyjęła Matkę Bożą w kaplicach dojazdowych w Furmanach, Sokolnikach, więc można powiedzieć, że trasa i czas nawiedzenia niejako „wydłużył się” nam. No i już po kolei: Wrzawy, Gorzyce, Zaleszany, Chwałowice, Pniów i Radomyśl. Niezapomniany czas, który w każdej parafii wzmacniały misje nawiedzeniowe prowadzone w naszym dekanacie w większości przez ojców redemptorystów. Byli też saletyni, paulini, księża diecezjalni - jako misjonarze. Niezwykłe działanie łaski Bożej, którą Matka Boża dla nas wypraszała i którą nam przynosiła. Wielkie zaangażowanie ludzi, to nawet trudno opowiedzieć, ale takiego zrywu już dawno nie pamięta się, jak właśnie teraz, podczas Nawiedzenia.

- Takie słowa najczęściej słyszę, kiedy zadaję pytania o Nawiedzenie kapłanom, osobom świeckim: wielkie przeżycia, ogromne zaangażowanie, niezwykłe doświadczenia.

- Chciałbym tutaj przede wszystkim podkreślić ogromne zaangażowanie księży pracujących w naszym dekanacie. To naprawdę cudowne, że codziennie byliśmy razem przy ołtarzu na wspólnej modlitwie, że wcześniej na spowiedziach, że ciągle razem. Pamiętam jak Ksiądz Biskup Ordynariusz mówił podczas jednego ze spotkań, że parafie, ludzi rozpalać powinna radość proboszcza, księży, że Matka Boża przyjdzie do nas. To było naprawdę czuć, jak się to niesamowicie przekładało. Chciałbym wspomnieć tutaj też o spotkaniach w sakramencie spowiedzi: ogromne przeżycie tego daru, pogłębione, szczere. Nawet po Nawiedzeniu ludzie jeszcze przychodzą: bo przeżyli głęboko, bo chcą porządkować swoje życie, na nowo je układać z Matką Bożą. Jestem głęboko przekonany, że ten czas, jaki nam Pan Bóg podarował, przyniesie naprawdę wielkie owoce. Widać było już nawet w samych darach duchowych, składanych podczas Nawiedzenia, jak wiele jest w ludziach pragnień wielkich, szlachetnych, jak doświadczenia i przeżycia tych dni, pogłębione Bożą łaską, potrafią stawać się swoistymi „cudami” powszedniości. Wierzę, że wiele w nas i wokół nas się zmieni. W Akatyście, śpiewanym na powitanie Matki Bożej jest takie wezwanie: „Witaj, Łaski dowodzie jasny” i tutaj mamy taki dowód. To niezwykle cieszy!

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: to Jan Paweł II położył kres fałszywej tolerancji

2019-12-05 18:22

Krzysztof Bronk /vaticannews / Praga (KAI)

Jedną z przyczyn skandali seksualnych w Kościele jest osłabienie prawa kanonicznego, które w przeszłości funkcjonowało bardziej precyzyjnie i bezwzględnie – uważa kard. Dominik Duka, prymas Czech. Podkreśla on, że w przeszłości biskup nie miał trudności z rozwiązywaniem takich problemów. Kiedy na przykład okazywało się, że ktoś jest homoseksualistą – mówi kard. Duka - to natychmiast trzeba go było wydalić. Potem jednak w czasach rewolucji seksualnej i soboru wszystko to stało się bardziej dyskusyjne. Twierdzono, że nie można karać człowieka za to, na co nie ma wpływu. Było większe otwarcie, pozostawała tylko spowiedź i nikt sobie z tym nie radził – wspomina 77-letni kard. Duka. Podkreśla on, że przełom wprowadził dopiero Jan Paweł II, który w pewnym momencie jasno powiedział „dość”, położył kres tej fałszywej tolerancji i wskazał na potrzebę współpracy z policją i sądownictwem.

Vatican News / ANSA
kard. Dominik Duka, prymas Czech

Skandale seksualne to jeden z tematów obszernej rozmowy pomiędzy kard. Duką i czołowym czeskim reżyserem filmowym Jiřím Strachem, opublikowanej w miesięczniu Xantypa. Arcybiskup Pragi przypomina, że jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich, to w czeskim Kościele wciąż są to przypadki marginalne. Od 1990 r. tylko w dziesięciu sprawach zapadły wyroki. Jiří Strach pyta się również o uwidaczniające się coraz bardziej rozbicie czeskiego Kościoła. Kluczową rolę odgrywa tu postać praskiego kapłana Tomáša Halíka, który publicznie krytykuje kard. Dukę i skupia wokół własnej osoby jego przeciwników. „Gdyby ktoś na planie filmowym przez cały czas mówił mi, że wszystko, co robię jest złe i nieustannie rzucał mi kłody pod nogi, to moim świętym prawem reżysera byłoby go wyrzucić. Czy arcybiskup Pragi nie może tego zrobić?” – pyta czeski reżyser. „Nie mogę sobie na to pozwolić i nawet nie chcę – odpowiada kard. Duka. Jeśli łączy cię z kimś kawał wspólnego życia, dużo z nim przeżyjesz, współpracujesz, to potem nie jest tak łatwo powiedzieć: zejdź mi z oczu!”.

Zdaniem arcybiskupa Pragi dzielenie Kościoła na dwa obozy świadczy o nieumiejętności prowadzenia dialogu, o brakach w postawie demokratycznej. Problemem dzisiejszego społeczeństwa jest straszna nienawiść. Jeśli ktoś mi nie pasuje, to wszystko będę robił przeciwko niemu. Jeśli nie wybraliście mojego kandydata, to nie będę z wami współpracował. Pod tym względem, zauważa kard. Duka, doszło do strasznego upolitycznienia życia społecznego, kulturalnego i religijnego.

Arcybiskup Pragi odniósł się również do stawianego mu często zarzutu, że za bardzo przyjaźni się czeskimi prezydentami. Przyznał, że z Milošem Zemanem zna się od dawna, wie dużo o jego życiu osobistym i problemach. „Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie utrzymujemy przyjacielskich relacji, choć niekiedy się nie zgadzamy” – powiedział Prymas Czech. Z Václavem Klausem odbył wiele dyskusji, również na tematy religijne. „Wzajemnie się szanujemy i w wielu sprawach się rozumiemy” – potwierdza kard. Duka. Sięgając natomiast do przyjaźni z Václavem Havlem, przypomina, że zawiązała się ona w komunistycznym więzieniu. Przywołuje też swe ostatnie spotkanie z byłym prezydentem, kiedy to w słowach na pożegnanie, Havel, który przez całe życie deklarował się jako agnostyk, przyznał się jednak do wiary w Boga. „Jaroslavie – mówił Vaclav Havel, zwracając się do kard. Duki, jego cywilnym, więziennym, a nie zakonnym imieniem – przecież to wiemy, On istnieje!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem