Reklama

Zaduma wiejskiego księdza nad Rokiem Kapłańskim

2012-11-19 12:00

Ks. Kazimierz Wiśniewski
Edycja toruńska 28/2009

19 czerwca w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa Benedykt XVI zainaugurował Rok Kapłański. Na rozpoczęcie tego roku został wybrany dzień, kiedy czcimy Boskie Serce Jezusa. Święte życie Chrystusa na ziemi ukazało ludzkości najpiękniejsze cechy Jego Boskiego Serca - przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. A jak kapłani XXI już wieku idą przez ziemię, czy idą dobrze czyniąc? Jak ja idę moją kapłańską drogą?

Sięgnął z półki swój duchowy pamiętnik i po chwili napisał: „Dziś 2. rocznica mych święceń. Klękam niżej niż zwykle. Panie, daję Tobie me życie… Boże, chcę być naprawdę kapłanem”. Słowa te umieścił pod datą 15 marca 1939 r. i są one ostatnimi w jego duchowym pamiętniku. Być może nawet nie przypuszczał, jak szybko to najgłębsze pragnienie serca przyjdzie mu przełożyć na konkret życia. Był naprawdę kapłanem, nie tylko na papierze w 2. rocznicę swych święceń, lecz także pozostał nim na swojej krzyżowej drodze, która wnet się rozpoczęła w toruńskim Forcie VII i poprzez Stutthof, Grenzdorf, Oranienburg-Sachsenhausen zaprowadziła go na golgotę w Dachau, gdzie zakończył życie w bloku 7. w 1945 r., umierając zarażony tyfusem przy posłudze potrzebującym współwięźniom.
Na progu Roku Kapłańskiego wspominam bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, bo był kapłanem naprawdę.
Wspominam bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, bo na wzór swego Mistrza - Najwyższego Kapłana Chrystusa - przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc.
Wspominam bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, bo też powinienem być kapłanem naprawdę, który na wzór swojego Mistrza idzie przez ziemię dobrze czyniąc i służy swoim braciom do końca, aż po krzyż.
Wspominam bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, bo to o Nim 7 czerwca 1999 r. na toruńskim lotnisku sługa Boży Jan Paweł II powiedział: „Przyjmujemy z wielką wdzięcznością świadectwo życia bł. Wincentego Frelichowskiego, współczesnego bohatera, kapłana i człowieka pokoju, jako wezwanie dla naszego pokolenia. Pragnę zawierzyć dar tej beatyfikacji w sposób szczególny Kościołowi toruńskiemu, ażeby strzegł i rozszerzał pamięć wielkich dzieł Boga, jakie dokonały się w krótkim życiu tego kapłana. Zawierzam ten dar nade wszystko kapłanom tej diecezji i całej Polski.
Ks. Wincenty Frelichowski już na początku swojej drogi kapłańskiej napisał: «Chcę być kapłanem naprawdę - muszę być kapłanem według Serca Chrystusa». Jeśli ta beatyfikacja jest wielkim dziękczynieniem Bogu za jego kapłaństwo, to jest również uwielbieniem Boga za cuda Jego łaski, jakie dokonują się przez ręce wszystkich kapłanów - również przez wasze ręce, drodzy bracia”.
Ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich wierszy napisał następujące słowa: „własnego kapłaństwa się boję i przed kapłaństwem w proch padam, i przed kapłaństwem klękam”.
Wydaje mi się, że każdy kapłan i to obojętnie, czy jest „świeżowo upieczonym sługą ołtarza”, czy też „na kapłańskiej posłudze z niejednego pieca chleb jadał”, czy też jest „księdzem jubilatem” powinien „własnego kapłaństwa się lękać”, a nade wszystko „przed kapłaństwem w proch padać i przed kapłaństwem klękać”. A powinien to czynić, bo bycie księdzem nie jest żadną zasługą. Kapłaństwo to wielka niezasłużona łaska i dzieło Miłosierdzia Bożego. Bóg tylko posługuje się kapłanem. Ksiądz natomiast jest tylko nieudolnym odbiciem Jezusa. Jestem więc nieudolnym odbiciem Jezusa, takim chciałoby się powiedzieć brzydkim kaczątkiem. Dlatego też pokora powinna być pierwszą rzeczą w kapłaństwie. Każdy ksiądz powinien być pokorny i przez całe życie dbać o swoje kapłaństwo, a każda rocznica święceń powinna być nie dniem wąchania kwiatków, a dniem pokuty. Bo ileż to razy ten ksiądz lekceważył Najwyższego Kapłana w swoim życiu. Przynajmniej w moim życiu kapłańskim tak było. Tak więc, jak każda rocznica święceń winna być dniem pokuty, tak na każdy jubileusz - zwłaszcza złoty - kapłan powinien patrzeć jak na generalną próbę, ale przed pogrzebem. Bo tylko jeden Chrystus jest Wiecznym Kapłanem - jednym jedynym, a my wszyscy, których wyświęcono 50, 20, 5 czy 2 lata temu, tylko uczestniczymy - lepiej lub gorzej, dłużej lub krócej - w wiecznym kapłaństwie Chrystusa. Ku naszemu zdumieniu i zawstydzeniu uświadamiamy sobie, że Chrystus Wieczny Kapłan raczy się nami posługiwać. Tylko Chrystus jest Wiecznym Kapłanem i to On obchodzi swój wieczny jubileusz, ani srebrny, ani złoty - wieczny. To tylko my musimy się wysrebrzać i wyzłacać jak postarzałe i sfatygowane rondle, bo tyle w nas słabości, mimo wielkich łask, jakie przecież otrzymaliśmy.
Na progu Roku Kapłańskiego życzę więc sobie, bym potrafił i chciał być „kapłanem naprawdę i to według Serca Jezusowego”.
Nie życzę też sobie na dalszej kapłańskiej drodze kwiatów, a tylko niech mnie dręczy każdy ludzki ból; męczy każda ludzka łza, bym kawał serca jak chleba potrafił urwać, złamać i dać człowiekowi, bo tak chce Najwyższy Kapłan i Jego Boskie Serce. I jeszcze chciałbym życzyć sobie, bym u schyłku swych dni mógł za poetą powiedzieć: „kochać też nie umiałem wiernie ani nie wiernie/ dogmatów nie rozumiałem rano w południe w nocy/ ufam że wytłumaczysz kiedy mi zamkniesz oczy” (ks. Jan Twardowski).
Kim właściwie jest kapłan? Tak po ludzku patrząc, kapłan - jak każdy człowiek - jest czyimś dzieckiem, bratem czy kolegą. Jest więc nade wszystko człowiekiem. A ponadto jest chrześcijaninem i to nie chrześcijaninem wyższego rzędu. Jestem więc tylko zwykłym chrześcijaninem i to bez żadnych przywilejów. Mam wierzyć jak ci, których staram się prowadzić do wiary. Mam spowiadać się jak ci, których w imię Chrystusa rozgrzeszam. Święcenia kapłańskie nie dają mi żadnych ulg w życiu chrześcijańskim. Sutanna - czarna, z obszywkami, czerwona czy nawet biała - sama z siebie nie stanowi żadnego zabezpieczenia na co dzień. Sutanna nie będzie również zabezpieczeniem, kiedy Chrystus przyjdzie sądzić ludzkość. W ten dzień, tak samo jak inni, także kapłan będzie mógł stanąć po prawej stronie względnie po lewej. Obym stanął w ten dzień po tej szczęśliwej stronie. Kapłana i mnie także wyróżnia jedynie zadanie, jakie zostało nam powierzone - nam tak często bardzo słabym i grzesznym. W Liście do Hebrajczyków czytamy: kapłan - z ludzi wzięty - dla ludzi postanowiony. Z ludzi wzięci i dla ludzi postanowieni, i tak jest już od ponad 2 tysięcy lat. To ponad 2 tysiące lat temu ci pierwsi wyrwali się z tłumu i pobiegli za Jezusem z determinacją ludzi, którzy nie chcą zaprzepaścić jedynej w życiu szansy. Pobiegli za Nim, idąc za odruchem serca, a On zaprowadził ich tam, gdzie najgłośniej przyzywają ludzkie niedole. Pokazał im, że mieszkaniem Jego są izraelskie drogi, na których nauczał. Zaprowadził ich pomiędzy tych, którzy Go kochali, ale i pomiędzy tych, którzy knuli spisek przeciw Niemu. Pokazał im, że Jego matką i najbliższymi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego. Od tamtej pory z każdego pokolenia wyrywają się tacy, którzy robią te parę kroków wprzód, w świat Bożych tajemnic. A On prowadzi ich tam, gdzie mogą spotkać ludzi potrzebujących pomocy, wołających o rozmnożenie łaski i czekających na Boże Słowo. On nie każe im brać w drogę bliskich sercu, aby nieobarczeni własnym dobytkiem mogli unieść ciężary innych. Każe im zapomnieć o tym, gdzie mieszkali wczoraj i nie troszczyć się zbytnio, gdzie zamieszkają jutro. A jeśli chcą Go autentycznie naśladować, muszą pamiętać, że nawet najskromniejsze warunki są lepsze od opuszczonej groty, która była Jego pierwszym na ziemi mieszkaniem. A jeśli chcą Mu pozostać wierni, muszą wiedzieć, że prędzej czy później zawędrują na krzyż i zobaczą Jego ostatnie na ziemi mieszkanie - Golgotę. A jeśli chcą Mu służyć całym sercem, muszą opuścić dom, ojca i matkę, a także tych, dla których serce bije raźniej. A jeśli chcą Mu służyć całym sercem, muszą zatrzymywać się przy każdym, kto nie widzi jasno prawdy Bożej i sprawić, żeby przejrzał. A jeśli chcą Mu służyć całym sercem, muszą oczyszczać z trądu grzechu każdego człowieka, który pragnie być opuszczony. A jeśli chcą Mu służyć całym sercem, muszą powtarzać nieustannie cud rozmnożenia chleba na ołtarzu Pańskim, aby nikt nie odszedł głodny. Muszą iść za Jezusem, a On prowadzi ich do człowieka, bo człowiek jest świątynią Boga i Jego mieszkaniem. Czy mam tego świadomość i o tym pamiętam? Ci pierwsi byli różni: był i celnik Mateusz, był i Piotr, który zaparł się Chrystusa, jakby Zbawiciel chciał pokazać światu, że Jego kapłani są zwykłymi ludźmi, nie są wolni od grzechów i wad. Od ponad 2 tysięcy lat z ludzi wzięci i dla ludzi postanowieni, a będzie tak do końca świata. Będzie tak do końca świata, ale Najwyższy Pasterz zlecił nam zadanie i powiedział: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10, 2). Te słowa są wciąż aktualne, czy my jednak modlimy się o nowe powołania kapłańskie i zakonne?
Doskonale pamiętamy słowa wypowiedziane w Wadowicach przez Jana Pawła II: „Tu, w Wadowicach, wszystko się zaczęło, i życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i teatr się zaczął, i kapłaństwo się zaczęło”. A czy my modlimy się o powołania kapłańskie z naszych parafii? Czy się o nie modlimy, by kiedyś ktoś w czasie prymicyjnej Mszy św. mógł powiedzieć: Tu wszystko się zaczęło: i życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i kapłaństwo się zaczyna. Czy więc modlimy się o powołania kapłańskie z naszych parafii? A jak patrzymy na pracujących wśród nas kapłanów? Czy należycie z nimi współpracujemy, czy też z byle powodu skaczemy im do oczu? Jak ksiądz ma połataną sutannę - mówimy - jaki nieporządny! Jak ma piękną i nową - zastanawiamy się - za co on ją kupił! Jak ksiądz jest przystojny - mówimy - zmarnuje się chłopaczysko! Jak jest brzydki: co?! To już takie łamagi święcą na księży! Jak mówi długie kazania - mówimy - zamęczy nas! Jak krótkie - nieprzygotowany! Jak jest młody - mówimy - za młody! Jak jest stary: no tak, święty, bo stary. My chcemy mieć dobrych kapłanów: modlących się, pięknie mówiących, podtrzymujących nas na duchu i pomagającym nam. I dobrze, że tego chcemy, bo mamy do tego słuszne prawo. Ale czy o takich właśnie kapłanów się modlimy? Może lepiej jest zamiast urągania zmówić za nich pacierz cichy, by mogli dobrze misję swoją wypełnić, bo trudno jest być księdzem. Dlaczego ksiądz odwraca się czasem plecami do ludzi, żeby nie widzieli, że płacze, kiedy unosi w swoich rękach ukrytego Pana Jezusa.
Wkraczając w Rok Kapłański modlę się więc pokornie: Boże, wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie. Dziękuję Ci, że raczyłeś powołać mnie do świętej służby kapłańskiej. Chcę codziennie iść drogą powołania z ufnością i zawierzeniem Tobie. Proszę Cię, codziennie strzeż mnie, wspieraj i prowadź. Pomnażaj we mnie wiarę, wzbudzaj niezachwianą ufność, rozpalaj miłość, abym Ciebie ponad wszystko kochał i Tobie w bliźnich ofiarnie służył. Daj Panie, bym sobą innym nie przysłaniał Ciebie. Bym dla innych był dobrym, życzliwym i wyrozumiałym, pamiętając, że każdy człowiek wart jest tego, by się dla niego poświęcić. Udzielaj mi, Panie, każdego dnia potrzebnego światła, bym wiedział, jak wykonać to, czego ode mnie żądasz i abym wykonywał to sumiennie. Spraw Panie, bym serce moje w radościach i powodzeniach, w przeciwnościach i troskach kierował ku Tobie; bym w cieniu wiecznej lampki szukał pomocy i siły; mądrości postępowania, które by się Tobie podobało. Proszę Cię o tę łaskę, bym godnie i święcie ponawiał Twoją ofiarę. Pragnę gorliwie rozdzielać Twoje łaski, zwłaszcza Twoje miłosierdzie w sakramencie pojednania. Codzienna modlitwa brewiarzowa i medytacja niech mi będzie natchnieniem na drodze duchowego wzrostu. Wzmacniaj moją wolę i zapał. Pomagaj mi nieustannie wzmacniać ducha modlitwy, pokuty, ofiary i miłości ku Tobie. Niech boleję nad każdym grzechem i zaniedbaniem i ciągle na nowo odnawiam postanowienie poprawy. Dopomóż mi, Panie, ponawiać tę modlitwę, dopóki sił mi starczy. Amen.

Reklama

Powodem opóźnienia beatyfikacji abp. Sheena jest prośba biskupa Salvatore Matano

2019-12-06 07:19

abpsheen.pl

Przedstawiciel diecezji Peoria, ks. prałat James Kruse, który jest zaangażowany w proces beatyfikacyjny Fultona Sheena, postanowił zabrać głos w sprawie odwołania zaplanowanej na 21 grudnia br. uroczystości. Okazuje się, że powodem opóźnienia beatyfikacji arcybiskupa Sheena jest prośba biskupa Salvatore Matano z diecezji Rochester (którą Fulton Sheen kierował w latach 1966 – 1969).

pl.wikipedia.org
Abp Fulton Sheen

Po ogłoszeniu daty beatyfikacji Fultona Sheena, biskup Matano zwrócił się do Watykanu z ostrzeżeniem, że nazwisko Sheena może znajdować się wśród ponad 70 spraw o molestowanie dzieci, które prowadzone są przeciwko diecezji Rochester.

Konkretnie chodzi o byłego księdza Geralda Guli, który służył w Rochester na początku lat sześćdziesiątych XX wieku. Zanim Fulton Sheen przybył do Rochester, ks. Guli został oskarżony o molestowanie seksualne i przeniesiony do parafii w stanie Zachodnia Wirginia.

W 1967 r., gdy biskup Sheen kierował diecezją Rochester, ks. Guli powrócił do tego miasta, by zająć się chorymi rodzicami. Poprosił też o przydzielenie do jednej z parafii, lecz Sheen odmówił. Ponadto Gerald Guli, który ma 95 lat i wciąż żyje w Rochester, rozmawiał z prałatem Kruse kilka miesięcy temu i potwierdził, że Sheen nigdy nie przydzielił go do żadnej parafii w Rochester. Jednakże w 1969 r., niedługo po tym, jak Fulton Sheen opuścił Rochester, jego następca, biskup Hogan, przydzielił księdza Guli do jednej z parafii, gdzie ów został oskarżony o ponowny przypadek molestowania seksualnego.

Zarówno Peoria, jak i Watykan bardzo dokładnie zbadały tę sprawę i oczyściły Fultona Sheena z wszelkich podejrzeń. A mimo to właśnie sprawa księdza Guli stała się pretekstem i podstawą do odwołania przez Stolicę Apostolską uroczystości beatyfikacyjnych abpa Sheena. Wniosek biskupa Matano miał być konsultowany przez kilku prominentnych arcybiskupów amerykańskich, a ostateczną decyzję podjął ksiądz kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.

Zalinkowany artykuł podaje dalsze przyczyny takiego obrotu sprawy. Sugeruje się w nich nienawiść Rochester wobec biskupa Sheena za decyzje podejmowane przez niego w latach, w których kierował tą diecezją. Sugeruje się ponadto, że lokalny biskup nie odważyłby się na taką interwencję bez zgody aktualnego ordynariusza archidiecezji nowojorskiej, kardynała Dolana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Msza Święta jubileuszowa u sióstr Bernardynek w Wieluniu

2019-12-06 18:52

Zofia Białas / Niedziela

Zofia Białas / Niedziela
bp. Andrzej Przybylski oraz bp. Jan Wątroba
Wieluńskie Bernardynki w dniu 6 grudnia, w patronalne święto kościoła św. Mikołaja, zaprosiły wielunian na uroczystą Eucharystię. Eucharystia była uwielbieniem Boga za 200 lat pobytu i trwania sióstr w obecnym klasztorze, do którego przybyły w 1819 roku ze swojego pierwotnego klasztoru i kościoła po zamknięciu klasztoru Paulinów. Uroczystej Mszy Świętej koncelebrowanej przewodniczył ks. bp Jan Wątroba. W koncelebrze ks. bp Andrzej Przybylski, kapłani z Wielunia i spoza Wielunia. Swoim śpiewem ubogacił liturgię Chór Parafialny z parafii św. Józefa w Wieluniu pod kierownictwem organisty Szymona Blajera. Okolicznościowe kazanie wygłosił ks. bp Andrzej Przybylski. Rozpoczynając kazanie przywołał słowa ks. kapelana Andrzeja Walaszczyka przypominające trzy powody, które przyprowadziły wiernych na tą szczególną Eucharystię, a były to: jubileusz 200-lecia pobytu sióstr w obecnym klasztorze, wspomnienie świętego Mikołaja – patrona kościoła klasztornego i poświęcenie nowego domu sióstr z nowicjatu. Myślą przewodnią kazania były słowa „powołani do świętości”. Do świętości, mówił kaznodzieja, jest powołany każdy z nas, ale świętym zostanie ten, kto nie utraci kontaktu z Bogiem. Tylko człowiek trwający w kontakcie z Bogiem, będzie swoim życiem zachęcał innych do świętości, do bycia dobrym człowiekiem, bo święty, to człowiek dobry. Przykładem, święci, święty Mikołaj, święty Franciszek z Asyżu, święci, którzy nieśli współbraciom w wierze pokój i dobro. Tym, co pozwala utrzymać kontakt z Bogiem, kontynuował, jest modlitwa i Eucharystia. Dziś dziękujemy siostrom Bernardynkom za ich trwanie na modlitwie i omadlanie tych, co na modlitwę i na Eucharystię nie znajdują czasu. Po uroczystym „Ciebie Boga wysławiamy” i litanii do św. Mikołaja ks. bp Jan Wątroba pobłogosławił wszystkich obecnych na Eucharystii Najświętszym Sakramentem. Uroczystości zakończyły się poświęceniem nowego domu sióstr z nowicjatu. Poświęcili go ks. bp Jan Wątroba i ks. bp Andrzej Przybylski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem