Reklama

Lublin: Kuria przeciwko pokazowi spektaklu "Golgota picnic"

2014-06-25 14:50

tk / Lublin / KAI

Bożena Sztajner/Niedziela

O "podjęcie głębokiego namysłu nad tym, czym w istocie były i są wydarzenia z Golgoty" zaapelował do organizatorów przedstawienia "Golgota picnic" rzecznik prasowy archidiecezji lubelskiej ks. Krzysztof Podstawka. W oświadczeniu wydanym w związku z pokazem spektaklu w Lublinie, ks. Podstawka wyraża nadzieję, że jego wykonawcy "wycofają się z jego prezentacji uświadamiając sobie, że ich sztuka może ranić wiele osób"

Publikujemy oświadczenie rzecznika prasowego archidiecezji lubelskiej:

Oświadczenie Kurii Metropolitalnej w Lublinie w związku z planowaną na 27 czerwca br. w Lublinie prezentacją spektaklu „Golgota picnic”

Z głębokim bólem przyjmujemy do wiadomości informację o planowanym w najbliższy piątek, 27 czerwca w Centrum Kultury w Lublinie przedstawieniu zatytułowanym „Golgota picnic”, autorstwa Rodriga Garcii. Spektakl ten budzi wiele kontrowersji nie tylko w Polsce. Przeciwko jego prezentacji opowiedziało się wiele środowisk i osób, wyrażających swoje oburzenie jego wyraźnie antychrześcijańską wymową. Już z samych zwiastunów, powszechnie dostępnych w Internecie, z relacji w mediach oraz toczącej się w przestrzeni publicznej dyskusji wyłania się obraz przedstawienia, którego treść i forma godzą w uczucia nie tylko osób wierzących, ale jak się wydaje naruszają też poczucie dobrego smaku. Nie można przejść obojętnie także wobec formuły spektaklu, która nosi wyraźne znamiona pornografii.

Reklama

Już sama nazwa przedstawienia budzi głęboki niesmak. Określenie mianem „pikniku” wydarzeń, jakie rozegrały się przed ponad dwoma tysiącami lat na jerozolimskim, kalwaryjskim wzgórzu czyli Golgocie nie może zostać uznane jako wyraz „artystycznej ekspresji”. Zdaje sobie sprawę z tego zapewne każdy, kto ma chociażby ogólną wiedzę o okrucieństwie z jakim traktowano Jezusa z Nazaretu skazując go na śmierć przez ukrzyżowanie.

Apelujemy do organizatorów przedstawienia i wszystkich osób nim zainteresowanych o szacunek dla najświętszych osób, wartości i tradycji chrześcijaństwa oraz o podjęcie głębokiego namysłu nad tym, czym w istocie były i są wydarzenia z Golgoty.

W Wielkim Tygodniu br. papież Franciszek przypomniał, że: „w męce Jezusa odzwierciedla się niczym w lustrze cierpienie całej ludzkości. W niej też znajdujemy odpowiedź Boga na tajemnicę zła, cierpienia, śmierci (…) Jezus bierze na siebie wszystko to zło, wszystkie te boleści. On wziął na siebie wszelkie ludzkie cierpienia, obarczył się nimi.” Szyderstwo z cierpienia jakiegokolwiek człowieka jest w istocie okrucieństwem. Zachęcamy wszystkich, których w jakikolwiek sposób poruszają czy inspirują wydarzenia Wielkiego Piątku, do których zdaje się odwoływać spektakl, do głębokiej medytacji nad tekstami ewangelicznymi, które stworzą każdemu okazję do wyrobienia sobie własnego zdania co do istoty Męki i śmierci Chrystusa.

Wobec skali emocji jakie towarzyszą omawianemu wydarzeniu chcemy apelować do wszystkich ludzi dobrej woli o szacunek i zrozumienie racji tych, którzy jasno wyrażają swój sprzeciw wobec spektaklu. Wyrażamy nadzieje, że organizatorzy i wykonawcy zapowiadanego spektaklu wycofają się z jego prezentacji uświadamiając sobie, że ich sztuka może ranić wiele osób.

ks. Krzysztof Podstawka Rzecznik prasowy Archidiecezji Lubelskiej Lublin, 25 czerwca 2014 r.

Tagi:
kuria Lublin spektakl oświadczenie

Reklama

Oświadczenie Kurii Diecezji Bydgoskiej

2019-05-24 15:45

jm / Bydgoszcz (KAI)

Wszelkie zarzuty i ataki pod adresem Księdza Biskupa odbieramy, jako próby osłabienia autorytetu i odebrania szacunku Ordynariuszowi Bydgoskiemu a tym samym i Kościołowi - stwierdza w przekazanym KAI oświadczeniu Grzegorz Nowak, kanclerz bydgoskiej kurii.

wikipedia.org.pl
Katedra pw. św. Marcina i św. Mikołaja w Bydgoszczy

Publikujemy treść Oświadczenia:

Bydgoszcz, dnia 24 maja 2019 r.

Oświadczenie Kurii Diecezji Bydgoskiej

Od pewnego czasu, w przestrzeni publicznej i medialnej, jesteśmy świadkami bezprecedensowych ataków na osobę Księdza Biskupa Jana Tyrawę, Biskupa Bydgoskiego. Stanowią one „uderzenie w ogólny wizerunek Kościoła, nie tylko w Jego symbole, ale żywe Osoby”, a także, jak podkreślają Członkowie Międzynarodowego Instytutu Nauk Humanistycznych i Przyrodniczych w Warszawie z dnia 15 maja 2019 r., „stanowią próby zatarcia granicy między patologią a normą, grzechem a świętością”.

Okazją do ataku na Księdza Biskupa było najpierw opublikowanie raportu nt. „nadużyć” przez Fundację „Nie lękajcie się”. Kuria Diecezjalna w Bydgoszczy złożyła w tej sprawie Oświadczenie, opublikowane na stronie internetowej Diecezji oraz KAI-u, w którym w oparciu o dokumenty wykazano, że sugestie kierowane pod adresem Księdza Biskupa, o ukrywaniu i przenosinach (w tym przypadku Pawła K.), są nadużyciem i pomówieniem. Kolejna próba to List Otwarty p. Pawła Olszewskiego z dnia 16 maja 2019 r. w sprawie ks. Mirosława K. Kuria Diecezjalna w specjalnym Oświadczeniu wyjaśniła, że w sprawie w/w wszczęto dochodzenie umorzone 27 grudnia 2011 r. Nie było żadnych przenosin pod osłoną nocy, tylko jawne z 31 stycznia na 01 lutego 2013 r., do parafii pw. Świętych. Polskich Braci Męczenników, w charakterze kapelana Hospicjum. Jednocześnie postanowiono przeprowadzić kanoniczne dochodzenie w sprawie ks. Mirosława K. Dokumentacja została przesłana do Kongregacji Nauki Wiary. Obecnie oczekujemy na decyzję Watykanu.

Film p. Tomasza Sekielskiego pt. „Tylko nie mów nikomu” i nawiązujące do tej projekcji artykuły prasowe w zakresie lokalnym i ogólnopolskim, jak chociażby artykuł w Gazecie Wyborczej z dnia 23 maja 2019 r., to okazja do nieuprawnionych, nieuczciwych i nie mających nic wspólnego ze stanem faktycznym zarzutów, wobec Księdza Biskupa.

W Oświadczeniu Mec. Edmunda Dobeckiego czytamy, że wnioski wyciągane na podstawie filmu w stosunku do Księdza Biskupa są bezpodstawne. Na dowód tego, Pan Mecenas na podstawie dokumentacji wykazuje, że nikt nie ukrywał Pawła K., nie przenosił z parafii do parafii. Na terenie Diecezji Bydgoskiej Paweł K., który decyzją Stolicy Apostolskiej został usunięty z szeregów kapłaństwa, nie popełnił żadnego przestępstwa. Nie jest prawdą, że Ksiądz Biskup odmawia zeznań, że nie stawi się na rozprawie, która toczy się wobec Księdza Biskupa z powództwa cywilnego od trzech lat. Z tego też powodu Ksiądz Biskup nie wypowiada się i nie zajmuje żadnego stanowiska w sprawie.

Wszelkie zarzuty i ataki pod adresem Księdza Biskupa odbieramy, jako próby osłabienia autorytetu i odebrania szacunku Ordynariuszowi Bydgoskiemu a tym samym i Kościołowi.

Ks. Grzegorz Nowak Kanclerz Kurii Diecezji Bydgoskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poszli za Chrystusem

2019-05-27 07:21

Urszula Buglewicz

Archidiecezja lubelska ma 5 nowych kapłanów. Są nimi: ks. Rafał Bratos z parafii pw. św. Michała Archanioła w Wysokiem, ks. Mateusz Golec z parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Janowie Lubelskim, ks. Szymon Majewski z parafii pw. św. Barbary w Łęcznej, ks. Tomasz Sawicki z parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie i ks. Adam Sowa z parafii pw. Jana Chrzciciela w Bychawie.

Patryk Kułaga

Jak Dobry Pasterz

Uroczysta Eucharystia z obrzędem udzielenia święceń prezbiteratu była sprawowana w archikatedrze lubelskiej 25 maja. Pod przewodnictwem abp. Stanisława Budzika celebrowali ją biskupi: Mieczysław Cisło, Józef Wróbel i Artur Miziński oraz kilkudziesięciu kapłanów, w tym rektorzy, wychowawcy i ojcowie duchowni Metropolitalnego Seminarium Duchownego. Neoprezbiterzy zostali otoczeni modlitwą rodziców, krewnych i przyjaciół oraz wiernych z naszej archidiecezji.

- Śpiewamy pieśń wdzięczności za to, że Chrystus także w dzisiejszych trudnych czasach powołuje i daje odwagę młodym ludziom, aby szli za Nim; aby przez udział w kapłaństwie służebnym stawali się obrazem Chrystusa Dobrego Pasterza; aby głosili Jego słowo, rozdawali Jego ciało, sprawowali eucharystyczną ofiarę i rozdawali miłosiernie Jego przebaczenie - mówił we wprowadzeniu do Liturgii abp Stanisław Budzik. - Módlmy się za pięciu naszych braci, dla których ten dzień będzie dniem szczególnym, dniem wpisującym się w ich służbę Chrystusowi i Kościołowi - zachęcał do modlitwy.

Dozgonna wierność

W homilii abp Stanisław Budzik zwrócił uwagę, że u progu powołania znajduje się fascynacja osobą Jezusa Chrystusa. Świadectwo tej prawdzie swoim życiem i nauczaniem dał św. Jan Paweł II; podobnie jest w odniesieniu do papieża Franciszka, który nieustannie prosi młodych ludzi, by zaufali Chrystusowi. - I was Chrystus zafascynował; poszliście za Nim, aby przyjąć sakrament kapłaństwa - mówił Ksiądz Arcybiskup do diakonów oczekujących na święcenia prezbiteratu. Nim ich udzielił, wskazał kandydatom na potrzebę zachowania dozgonnej wierności Chrystusowi.

Metropolita Lubelski porównał kapłaństwo do matematycznego równania z jedną niewiadomą; jest nią człowiek, bo Bóg jest zawsze wierny, nigdy nie cofa swojej obietnicy i nie łamie raz danego słowa. - Ludzki partner przymierza z Bogiem stanowi niewiadomą. Może zaprzeć się Jezusa jak Piotr, może zdradzić Go jak Judasz. Zamiast dobrym pasterzem może stać się najemnikiem, któremu nie zależy na owcach, a nawet wilkiem drapieżnym, wykorzystującym owce do niecnych celów - przestrzegał abp Budzik. - Każdy z nas pragnie być dobrym pasterzem, dającym życie za owce, dlatego musimy sobie postawić pytanie, jak rozwiązujemy to trudne równanie z jedną niewiadomą. Nosimy skarb udzielonego nam charyzmatu w glinianych naczyniach naszej doczesności, dlatego musimy pamiętać, że wierność jest funkcją miłości. Im większa miłość, tym większa wierność - mówił Ksiądz Arcybiskup. Jak wyjaśniał, ludzki partner przymierza jest wierny, o ile miłuje Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił i ponad wszystko. - Kto obawia się o wierność winien pamiętać, że jest ona funkcją miłości - podkreślał.

Bóg urzekł ich miłością

Bogata w znaki Eucharystia z udzieleniem święceń kapłańskich zakończyła się pasterskim błogosławieństwem. Abp Stanisław Budzik zapewnił neoprezbiterów, że otacza ich życzliwość, miłość i modlitwa Kościoła w Lublinie. - Niech Boże błogosławieństwo idzie za wami na radość prymicji i na całe piękne kapłaństwo, abyście jak wielu kapłanów przeżywających jubileusze święceń powtarzali, że zawsze wybralibyście tak samo; abyście zafascynowani Chrystusem z radością głosili Go współczesnemu światu - życzył Pasterz.

Dziękując Bogu i ludziom za przygotowanie do służby kapłańskiej, w tym szczególnie za ofiarną miłość rodziców, nowo wyświeceni kapłani mówili: - „Nie jesteśmy w stanie opisać radości, która wypływa z niczym niezasłużonego wybrania do służby Bogu i ludziom. Bóg urzekł nas swoją miłością”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem