Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Trzeba dziękować Bogu za osoby, które chcą śpiewać

Niedziela bielsko-żywiecka 49/2012, str. 4-5

[ TEMATY ]

muzyka

śpiew

organista

PB

KS. PIOTR BĄCZEK: - Pełni Ksiądz funkcję Przewodniczącego Diecezjalnej Komisji Muzyki Kościelnej. Jakie wyznacza Ksiądz priorytety w tej posłudze?

KS. DR SŁAWOMIR ZAWADA: - Komisja powstała jako organ doradczy dla Biskupa bielsko-żywieckiego w sprawach dotyczących muzyki kościelnej. Jej głównym zadaniem jest czuwanie nad należytym realizowaniem przepisów dotyczących muzyki kościelnej. Przez niespełna pięć lat działalności Komisji udało się dotrzeć do większości organistów pracujących w diecezji, objąć ich stosowną formacją, uregulować w wielu przypadkach kwestie związane z zatrudnieniem. Ciągłą troską pozostaje sprawa harmonijnego ułożenia wzajemnych relacji i normalizacji umów w parafiach między organistami a pracodawcami. Ważną kwestią jest regulacja spraw bytowych organistów i ich rodzin. Nie mniej ważną sprawą jest podnoszenie ich umiejętności, troska o rozwój ich talentów i ciągła formacja duchowa. Potrzeba jasności rozwiązywania tych spraw ze względu na powagę Kościoła i szacunek dla człowieka.

- W październiku zorganizował Ksiądz I Diecezjalny Kongres Muzyki Kościelnej. Jakie są owoce tego przedsięwzięcia?

- Dzieło Kongresu było wspólne: Komisji Muzyki Kościelnej, Diecezjalnej Szkoły Organistowskiej, Studium Muzyki Kościelnej. Ja tylko byłem koordynatorem przedsięwzięć. O owocach mówić jest chyba jeszcze za wcześnie. Kongres Muzyki Liturgicznej w diecezji miał być odpowiedzią na wezwanie I Ogólnopolskiego Kongresu Muzyki Liturgicznej „Musicam Sacram Promovere”, który odbył się we wrześniu 2004 r. Stowarzyszenie Polskich Muzyków Kościelnych zaapelowało wówczas do biskupów wszystkich diecezji o organizację diecezjalnych kongresów muzyki liturgicznej. W kilku diecezjach takie kongresy odbyły się. Obchody 20-lecia istnienia naszej diecezji dały okazję również do świętowania tego wydarzenia, jakim był Kongres. Jednym z celów Kongresu była integracja i scalenie tworzącego się środowiska muzyków kościelnych młodego Kościoła bielsko-żywieckiego. Chodziło też o utrwalenie postaw odpowiedniego zaangażowania w sprawy muzyki liturgicznej, o odczytanie na nowo powołania do funkcji organisty, kantora, chórzysty czy psałterzysty w miejscu kultu. Świetnie się stało, że Kongres odbył się u początku ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI Roku Wiary, bo przed ludźmi będącym ekspertami w dziedzinie muzyki liturgicznej staje dziś trudne i odpowiedzialne zadanie troski o to, aby muzyka stanowiąca istotny moment każdej celebracji była jednocześnie wyznaniem wiary.

- Jednym z celów kongresu była integracja środowiska muzyków kościelnych. Jak scharakteryzowałby Ksiądz to środowisko. Ilu mamy ludzi zajmujących się tą dziedziną życia Kościoła?

- Ciągle za mało. Organistom stawiano wielkie wymagania od samego początku. Według łacińskiego określenia organista ma być człowiekiem ze wszech miar zacnym, wyróżniającym się pod każdym względem, cieszącym się dobrymi obyczajami i doświadczonym pod względem sztuki organistowskiej. Warto sięgnąć do regulaminu organistów naszej diecezji, w którym jest zapis, że organista powinien być człowiekiem wierzącym, praktykującym katolikiem, odznaczającym się kulturą osobistą, uprzejmością i taktem w kontaktach z wiernymi, zwłaszcza w trakcie załatwiania spraw związanych z jego funkcją. Czy tak nakreślona charakterystyka jest adekwatna do rzeczywistości? Czy w tej dziedzinie nie należy jeszcze wykonać dużej pracy? Kiedy ministranci udają się do ołtarza przed Mszą św. odmawiają w zakrystii modlitwę: „Proszę Cię, Panie Jezu, o łaskę skupienia, aby myśli moje były przy Tobie, aby oczy moje były zwrócone na ołtarz, a serce moje oddane tylko Tobie”. Zna Ksiądz organistę, który modli się podobnie przed położeniem rąk na kontuar organów? To słychać, czy ktoś śpiewa i gra z przekonaniem i „zapleczem” duchowym, czy modli się muzyką i śpiewem, czy po prostu śpiewa, bo otrzymuje za to wynagrodzenie.

- Jak widzi Ksiądz stan muzyki kościelnej w naszej diecezji?

- Stan muzyki kościelnej, a ściślej muzyki liturgicznej jest wypadkową stanu ogólnego muzyki liturgicznej w diecezjach polskich. A śmiem twierdzić, że wypadkową muzyki liturgicznej w ogóle. Od strony negatywnej trzeba by wskazać grzechy polskich organistów (to do rachunku sumienia): dobór pieśni (w tym granie piosenek religijnych, choćby osławionej „Barki”), niestałość tempa, niepoprawny rytm, nieodpowiednie cezury (oddechy), głośny śpiew organisty do mikrofonu (organista ma akompaniować, a nie pełnić rolę kantora), gra bez żadnych zasad harmonicznych (no bo na jednym akordzie też się da. A co!), pośpiech (niejednokrotnie wymuszony przez celebransa), brak poprawnych wstępów, interludiów, postludiów, nieodpowiednia rejestracja - mógłbym wymieniać jeszcze długo. Od muzyki liturgicznej, wokalnej i instrumentalnej wymagana jest świętość. Znaczy to, że sam utwór, jak i jego sposób wykonania nie mogą zawierać nic świeckiego. Muzyka nie jest tu dodatkiem, ale integralną częścią samej liturgii, uroczystym sposobem zwracania się do Boga. My wszyscy musimy zrozumieć, że w liturgii dokonuje się misterium - tajemnica. To nie jest teatr, w którym można sobie pozwolić na dowolną interpretację sztuki. Liturgia oczekuje czegoś więcej niż tylko pobożnych zamiarów. Stawia na jakość, w tym również i tekstów, którymi zgromadzenie liturgiczne chwali Boga.

- Pełni Ksiądz funkcję dyrektora Diecezjalnej Szkoły Organistowskiej - Szkoły Muzycznej II Stopnia. Proszę przybliżyć założenia i cele tej placówki.

- Szkoła została powołana na podstawie dekretu bp. Tadeusza Rakoczego z 1 września 2003 r. W pierwotnym zamyśle miała być kontynuacją działalności Diecezjalnego Studium Muzyki Kościelnej przy Instytucie Teologicznym im. Św. Jana Kantego w Bielsku-Białej. Szybko się jednak okazało, że musi istnieć i Szkoła i Studium. Do szkoły możemy przyjmować uczniów z podstawowym wykształceniem muzycznym i w określonym wieku wymaganym przez organ sprawujący nadzór pedagogiczny. Studium zaś może przyjmować wszystkich bez względu na wykształcenie i wiek. Do szkoły więc nie mogę przyjąć kogoś, kto ukończył 21 lat, albo kto zaczyna grać od zera. Szkoła mieści się w budynku Kurii Diecezjalnej. Jest to jedna z sześciu takich placówek w Polsce. W lipcu 2006 r. decyzją Ministra Kultury i Sztuki szkoła uzyskała uprawnienia szkoły publicznej. Organem prowadzącym szkołę jest Diecezja Bielsko-Żywiecka zaś nadzór pedagogiczny nad pracą szkoły sprawuje Minister Kultury. DSO ma na celu kształcenie w grze organowej oraz przygotowanie uczniów do profesjonalnej służby liturgicznej, w charakterze muzyka kościelnego (organisty, dyrygenta chóru lub scholi). Po jej ukończeniu absolwent, otrzymując dyplom szkoły muzycznej II stopnia (szkoły średniej), ma możliwość kontynuowania nauki w wybranej szkole wyższej. W roku szkolnym 201½012 szkoła otwarła, obok klasy organów, 4-letnią klasę śpiewu solowego, poszerzonego o śpiew liturgiczny, przygotowując uczniów do pełnienia funkcji kantora (osoby odpowiedzialnej za prowadzenie śpiewu w kościele). Możemy się pochwalić, że jest to pierwsza w Polsce tego typu innowacja. W wielu diecezjach są organizowane kilkutygodniowe kursy dla kantorów, ale nie było jeszcze przygotowania merytorycznego na poziomie średniej szkoły muzycznej.

- Organista w parafii. Wielu sądzi: człowiek który gra na organach. Ale sama umiejętność wykonawcza nie wystarczy chyba, by być dobrym organistą? Jakich w naszej diecezji mamy organistów?

- Odniosę się najpierw do pierwszej części pytania. Oczywiście, że umiejętności nie wystarczają. Aby być dobrym organistą, potrzebne jest powołanie i trzeba kochać Kościół. Praca organisty wymaga codziennego przygotowania. Każdy dzień w kalendarzu liturgicznym jest inny i narzuca dobór odpowiedniego repertuaru. Organista nie może więc pozwolić sobie na dowolność ani na rutynę - grać to, co zwykle. Wszystkie części Mszy św. są inne i również wymagają ściśle określonych śpiewów i utworów, tu także nie ma miejsca na swobodę. Trzeba też pamiętać, aby cała celebracja eucharystyczna miała jeden temat, tak by śpiewy łączyły się z Ewangelią, antyfonami na wejście i na Komunię św. Tego, jakie pieśni, w którym momencie mogą być wykonywane, wierni nie muszą wiedzieć. Jednak praca organisty to m.in. przestrzeganie reguł dyktowanych przez liturgię. Co do drugiej części pytania odpowiem tak: mamy wielu organistów, którzy traktują swoją pracę jak służbę, podnoszą swoje kwalifikacje, uczestniczą w dniach skupienia i rekolekcjach, modlą się i tak rozumieją grę w kościele, ale są też tacy - Bogu dzięki w mniejszości - którzy grę na organach traktują tylko jako źródło dochodu.

- W wielu parafiach muzyczną siłą napędową są osoby śpiewające tradycyjne, często od wieków wykonywane w danej parafii pieśni. Jak takie praktyki mają się do zasad rządzących muzyką liturgiczną, której najwspanialszym przejawem jest chorał gregoriański?

- Sobór Watykański II, umożliwiając odprawianie Mszy św. w językach narodowych, jakby podniósł rangę istniejących śpiewów i pieśni ludowych, które były obecne w liturgii, ale według innych zasad. Konferencje episkopatów zatwierdziły je natomiast do użytku liturgicznego, uznając, że można je wykonywać w czasie Mszy św. Pozostał jedynie problem, jaki śpiew, w którym momencie. Śpiew tradycyjny - jak go Ksiądz nazwał - nie jest niczym złym, pod warunkiem, że jest prawidłowy. Trzeba dziękować Bogu, że są osoby, które w ogóle śpiewają i chcą śpiewać. To jednak nie wystarcza. Aby wierni zrozumieli, że najdoskonalszym wzorcem muzyki liturgicznej jest chorał gregoriański potrzeba wytrwałej i konsekwentnej pracy.
Kiedy zachwyci się parafian monodią liturgiczną, zrodzi się naturalna potrzeba przeniesienia tej jedynej i niepowtarzalnej estetyki do powszechnego użytku. Aby tak było, trzeba chorałem „zarazić” najpierw celebransów, organistów, chórzystów... Jeśli jest taka konieczność, aby śpiewy w parafii prowadził kantor, musi on respektować wszystkie prawidła, o których mówi prawodawstwo muzyczno-liturgiczne. Wówczas trzeba wymagać od osób prowadzących śpiew odpowiedniego doboru pieśni. Wymaga to oczywiście zaangażowanie zarówno po stronie celebransa, jak i po stronie „kantorów”. A zatem edukacja, praca i zaangażowanie. To takie istotne kwestie, które mocno zostały zaakcentowane na naszym kongresie. Teraz czas, aby je wprowadzić w życie.

2012-11-30 12:14

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przygoda życia

Praca organisty jest przede wszystkim służbą. Organista daje ludziom muzykę, która pomaga w modlitwie i ma się podobać Bogu. Ze Stanisławem Maryjewskim, organistą archikatedry lubelskiej, rozmawia Urszula Buglewicz.

Urszula Buglewicz: Pod koniec stycznia tego roku, po dwóch latach renowacji, zostały oddane do użytku organy w archikatedrze lubelskiej. Co może Pan powiedzieć o tym instrumencie?

Stanisław Maryjewski: Organy w archikatedrze lubelskiej to największy pneumatyczny instrument w diecezji. Zostały ufundowane w 1935 r. przez bp. Mariana Fulmana, przy pomocy kapituły katedralnej i wiernych. Zamówienie zrealizowała warszawska firma Homan-Jezierski. 85 lat użytkowania spowodowało stosunkowo niewielkie ubytki i zmiany w dyspozycji. To niemal cud, że instrument przetrwał pożogę wojenną praktycznie nienaruszony, chociaż katedra była poważnie zniszczona. Organy były sprawne do końca. 6 stycznia 2018 r. zagrałem na nich ostatni koncert przed rozbiórką. Czynnych było wówczas 41 z 50 głosów.

Na czym polegała renowacja instrumentu?

Przede wszystkim na uporządkowaniu, uzupełnieniu i częściowym przywróceniu oryginalnej dyspozycji z lat budowy. Było to możliwe dzięki temu, że na urządzeniach wewnątrz stołu gry znaleziono podczas rozbiórki zapiski dotyczące pierwotnej szaty brzmieniowej, co potwierdziły również zachowane dokumenty. Po licznych konsultacjach podjęto decyzję, że oryginalna dyspozycja nie będzie odtworzona w całości, a poprzez uruchomienie głosów, które w ostatnich latach były nieczynne, oraz dodanie nowych rejestrów, instrument zyska cenne walory koncertowe. Dziś organy brzmią zatem prawie dokładnie tak, jak zaplanował to budowniczy.

Jak w kilku słowach oddać ogrom przeprowadzonych prac?

Instrument został zdemontowany i przewieziony do warsztatu. Wszystkie części zostały dokładnie wyczyszczone, stół gry przeszedł generalną renowację. Uzupełniono również ubytki i przebudowano niektóre mechanizmy, tak by funkcjonował lepiej. Wyczyszczone zostały wszystkie piszczałki, których w organach jest 3330. Najmniejsza ma zaledwie 1,5 cm, a największa aż 8,5 m. Z kościoła widać zaledwie niewielką ich część, tzw. piszczałki frontowe. Niektóre z nich są tylko wypełnieniem architektonicznym, zamykającym najwyższą w Lublinie bryłę prospektu. Każda piszczałka została zdjęta, wyczyszczona, sprawdzona i założona na miejsce. Procesowi renowacji zostały też poddane wszystkie wiatrownice i miechy. Odnowiony prospekt będzie cieszył oczy wiernych przez kolejne dziesięciolecia. Całość prac prowadził lubelski organmistrz Krzysztof Deszczak z kilkuosobowym zespołem, ale też liczni podwykonawcy, w tym stolarze, konserwatorzy, złotnicy... Nad przywróceniem pierwotnego piękna instrumentu przez dwa lata pracowało naprawdę wiele osób. Ja również miałem w tym swój udział poprzez konsultowanie szaty brzmieniowej.

Czym, oprócz wielkości, wyróżnia się instrument?

Organy w archikatedrze lubelskiej to typowy instrument romantyczny. Posiada unikatowy zestaw głosów naśladujących brzmienie instrumentów z orkiestry symfonicznej, w tym dużą różnorodność instrumentów dętych i smyczkowych. Układ klawiatur pozwala zagrać wszystko, natomiast sama dyspozycja najlepiej sprawdza się w repertuarze romantycznym z kręgów niemieckiego, francuskiego i polskiego. Lista kompozytorów jest długa: poczynając od Mendelssohna, poprzez Liszta, Regera, Francka, Widora, Nowowiejskiego... Na tym instrumencie doskonale brzmią także utwory współczesne.

Kiedy zainteresował się Pan grą na organach?

W mojej rodzinie nie ma tradycji muzycznych, poza wujkiem, który dawno temu grał na trąbce. Mimo to już w dzieciństwie zachwyciłem się dźwiękiem muzyki organowej. Moi rodzice przez wiele lat śpiewali w kościelnych chórach. Wiara zawsze była najważniejszą wartością. Byliśmy związani z Kościołem, znaliśmy wielu kapłanów. Tato pisał wiersze religijne, często prezentował je w różnych parafiach. W czasie wakacji odwiedzałem wraz z nim kościoły i fascynowało mnie piękno muzyki, zwłaszcza brzmienie organów. Chciałem na nich grać, ale na początku nauki miałem ogromne problemy z przyswojeniem zapisu nutowego. Zacząłem więc szkicować prospekty organowe. Z mojego rysowania nic nie wyszło, ale dzięki cierpliwym nauczycielom opanowałem nuty i podjąłem naukę w szkołach muzycznych. Pan Bóg tak poprowadził moje losy, że mogę dziś służyć w mieście, w którym się urodziłem i wychowałem.

Czym dla Pana jest praca organisty w archikatedrze lubelskiej?

Każdy organista powinien chcieć, by jego praca była przede wszystkim modlitwą i służbą. Pierwiastek wiary jest tu najważniejszy. Od 23 lat jestem organistą, pracowałem w kilku dużych parafiach w Lublinie. Propozycję pracy w archikatedrze przyjąłem z wielką radością. Wcześniej zdarzało mi się tu grać koncerty. Nagrałem również płytę, a czasem zastępowałem organistę lub akompaniowałem chórowi seminaryjnemu. Znałem też proboszcza, ks. Adama Lewandowskiego, którego bardzo cenię jako człowieka, kapłana i pracodawcę. Nie wiedziałem, czy jako najmłodszy członek zespołu katedralnego sprostam oczekiwaniom, ale postanowiłem, że spróbuję. Praca w katedrze to najpiękniejsza przygoda mojego życia. To duża odpowiedzialność, ale też wielka satysfakcja. Gram podczas Mszy św. i nabożeństw, którym przewodniczą biskupi. Jedną z najpiękniejszych jest dla mnie Liturgia z udzieleniem sakramentu kapłaństwa. Cenię również fakt, że katedra jest sanktuarium maryjnym. Mój tato pochodzi z maryjnej parafii na Śląsku, dlatego w domu rodzinnym zawsze ważny był kult Matki Bożej. Wszystko to sprawia, że moja praca jest przede wszystkim służbą. Łączy się z prestiżem i zarobkiem, ale nie są to wartości nadrzędne. Jako organista daję ludziom muzykę, która, mam nadzieję, pomaga im w modlitwie, i ma się podobać Bogu.

Stanisław Maryjewski; Organista archikatedry lubelskiej, członek Komisji ds. Muzyki Kościelnej, wykładowca Studium Organistowskiego w Lublinie, autor muzyki do wielu pieśni i nabożeństw. Nagrał ponad 20 płyt z muzyką organową. Koncertuje w kraju i za granicą.

CZYTAJ DALEJ

Testament miłości

2020-02-27 20:24

[ TEMATY ]

Częstochowa

siostry

muzeum

spektakl

ośrodek

Józefitki

Anna Przewoźnik/Niedziela

Widowisko muzyczne „Po śladach Ojca ubogich”

W ramach obchodów jubileuszu 100 rocznicy śmierci świętego kapłana Zygmunta Gorazdowskiego, założyciela zgromadzenia sióstr św. Józefa, 27 lutego br. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie, odbyła się premiera widowiska muzycznego „Po śladach Ojca ubogich”.

W spotkaniu jubileuszowym udział wziął bp Andrzej Przybylski, biskup diecezji częstochowskiej. Obecne były siostry z różnych placówek, na czele z generalną zakonu, s. Wandą Matysik, ks. Andrzej Sobota, proboszcz parafii pw. Krzyża św. na terenie której znajduje się Ośrodek Wychowawczy, kapelan ośrodka, dyrektor Radia Jasna Góra o. Andrzej Grad, poseł Lidia Burzyńska, prezydent Ryszard Stefaniak, przedstawiciele Kuratorium Oświaty.

- Postanowiliśmy radować się z gośćmi tym jubileuszem wspólnie z dziećmi, siostrami, pracownikami oraz naszymi przyjaciółmi. Wszystko to, by uczcić jubileusz dla nieba - mówi dyrektor Specjalnego Ośrodka Wychowawczego s. Ezechiela Wolak. W roku jubileuszowym, w którym obchodzimy stulecie narodzin dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego, pochylamy się nad tą szczególną dla nas postacią. Staramy się zgłębić jego życie i drogę do świętości, na nowo odkryć duchowe dziedzictwo, jakie nam pozostawił. - Obchodzimy ten jubileusz w całym zgromadzeniu i przez cały rok. Nasz dom przyjął formę dziękczynienia, poprzez przypominanie świętego na różne sposoby, również poprzez widowisko.

Dziewczynki z ośrodka, poprzez spektakl teatralny, pokazały życie św. Zygmunta Gorazdowskiego i jego bliskość z Bogiem. Wszystko poprzez muzykę i ruch. Jedyne słowa, które padły ze sceny, to słowa świętego Zygmunta:

„Wszechmogący zmiłuj się nad kornym sługą Twoim, użycz mi siły abym mógł wypełnić posłannictwo twe, a całe życie poświecę dla dobra bliźnich”.

Słowa te były życiowym przesłaniem świętego, który chciał służyć Bogu. Siostry, na wzór założyciela, pełnią takie miłosierdzie wobec drugiego człowieka.

- Staramy się odpowiadać na znaki czasów właśnie na wzór św. Zygmunta – mówi s. Ezechiela Wolak. Na co dzień, opiekując się dziewczętami, które posiadają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, realizujemy swoje powołanie, wspierając dziewczynki i ich rodziny.

W ośrodku mamy pod opieką 52 dziewczynki. Na scenie wystąpiły niemal wszystkie.

Siostra Aurelia Mokrzan - inicjatorka i pomysłodawczyni przedstawienia - zaznacza, że taniec jest jej pasją. - Kocham taniec i stąd przez klika miesięcy rodziło się pragnienie, w sercu i na modlitwie, by przygotować spektakl, który poruszy widzów. Zależało mi, by poczuli, że Pan Bóg jest dobry, jest blisko każdego człowieka, że kocha i daje nam świętych.

- Długo pracowałyśmy nad tym przedstawieniem, ale to, co dzisiaj zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Dziewczynki dokładnie wiedziały co przekazują. Modliłyśmy się przy każdej próbie, wiedziałam, że czują duchowość tego świętego i to poruszało. Ważne jest to, że światła, muzyka, nagłośnienie, prezentacja tekstowa – wszystko było wspaniałe! To też zasługa Krzysztofa Witkowskiego, dyrektora muzeum – dodaje siostra.

Ks. Zygmunt Gorazdowski ogłoszony został świętym w 2005 roku przez papieża Benedykta XVI, wcześniej w 2001 r. został ogłoszony błogosławionym przez św. Jana Pawła II. Dlatego miejsce nie jest przypadkowe - mówi siostra dyrektor. To dwaj polscy święci. W tym roku splatają się setne urodziny św. Jana Pawła II i 100 urodziny dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego. To nie przypadek, tym bardziej, że w zbiorach Muzeum znajduje się medal św. Zygmunta Gorazdowskiego – mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela.

Zobacz zdjęcia: Testament miłości

Skoro jubileusz to podczas świętowania pojawił się tort, podziękowania i dyplomy dla osób zaprzyjaźnionych z ośrodkiem.

Do sióstr Józefitek szczególne podziękowania za niesienie miłości bliźnim, skierował Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki. List od Premiera przeczytała posłanka Lidia Burzyńska (PIS).

Na zakończenie spotkania wszyscy goście otrzymali perełki„Czyli duchowe myśli św. Zygmunta”.

CZYTAJ DALEJ

Dzień, który zamknął kartę w historii Kościoła.

2020-02-28 16:45

[ TEMATY ]

papież

Benedykt XVI

Castel Gandolfo

Grzegorz Gałązka

28 lutego był ostatnim dniem pontyfikatu Benedykta XVI.

Dokładnie siedem lat temu, 28 lutego 2013 r., Benedykt XVI przestał być biskupem Rzymu.
Tamtego historycznego dnia przebywał już z dala od Watykanu, w Pałacu w Castel Gandolfo.

Przed godziną 20,00 pojawił się po raz ostatni na balkonie Pałacu Apostolskiego, by pozdrowić wiernych, którzy licznie zgromadzili się na placu miasteczka.

Oto ostatnie słowa wypowiedziane przez Benedykta XVI jako urzędującego Papieża: "Wiecie, że mój dzisiejszy dzień jest inny niż poprzednie. Nie jestem już, to znaczy nie będę już od godziny dwudziestej Papieżem, najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego. Jestem tylko pielgrzymem, który rozpoczyna ostatni etap swej ziemskiej wędrówki. Chciałbym jednak z całego serca, z całej duszy, moją miłością i modlitwą, moją refleksją i wszelkimi siłami wewnętrznymi służyć dobru wspólnemu, dobru Kościoła i ludzkości".

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję