Reklama

Komentarze

Od domu w Okopach do Uniwersytetu w Warszawie

Pierwszą pracę doktorską dotyczącą bł. ks. Jerzego Popiełuszki napisała i obroniła na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie Milena Kindziuk, dziennikarka „Niedzieli”

Niedziela Ogólnopolska 1/2013, str. 16-17

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

sylwetka

Artur Stelmasiak

Podczas obrony pracy doktorskiej nt. wizerunku medialnego ks. Jerzego Popiełuszki, UKSW w Warszawie, 17 grudnia 2012 r.

Najpierw Milena Kindziuk zaprosiła nas na ścieżki życia ks. Jerzego Popiełuszki, przygotowując - zanim jeszcze został ogłoszony błogosławionym - jego pierwszą pełną biografię pt. „Świadek prawdy”. Potem wydała drukiem poruszające świadectwo 93-letniej Marianny Popiełuszko pt. „Matka Świętego”. To owoc prowadzonych przez lata w Okopach na Białostocczyźnie i w Warszawie rozmów ze świętą matką świętego kapłana, która po 19 października 1984 r. stała się cała „bólem do samego nieba”. Wtedy to bowiem w miejscowości Przysiek k. Torunia jej syn został uprowadzony przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego, bestialsko skatowany, powiązany, zamknięty w bagażniku samochodu i na tamie włocławskiej wrzucony do Zalewu Wiślanego. Milena Kindziuk pokazała heroiczną wiarę matki kapłana męczennika. Mimo bólu po nagłej, tragicznej stracie syna potrafiła ona bowiem wzbić się na szczyty heroizmu i przebaczyć mordercom.

Pierwszy taki doktorat

I przyszedł czas na pracę naukową: Milena Kindziuk obroniła 17 grudnia 2012 r. rozprawę doktorską pt. „Kreowanie wizerunku medialnego ks. Jerzego Popiełuszki w polskiej prasie w latach 1980-1984”. To pierwsza praca doktorska dotycząca tej postaci. Została napisana pod kierunkiem ks. prof. dr. hab. Józefa Mandziuka na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Recenzentami pracy są: prof. Jan Żaryn z UKSW i ks. prof. Zdzisław Lec z Uniwersytetu Szczecińskiego. Obrona doktoratu wypadła imponująco i 9-osobowa komisja jednogłośnie rekomendowała Milenę Kindziuk do nadania jej tytułu doktora. Doczekaliśmy się więc specjalistki od bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a zarazem kolejnego rzetelnego badacza ponurych czasów komunizmu, w których warszawski kapłan męczennik prowadził swoją najbardziej aktywną działalność duszpastersko-społeczną.

Materiały źródłowe

Rozprawa doktorska Mileny Kindziuk ma charakter interdyscyplinarny. Jak zauważył prof. Jan Żaryn, autorka w warsztacie naukowym wykazuje się jako historyk, medioznawca, ale w narracji autorskiej wchodzi też w rolę socjologa i psychologa. Za jedną z podstawowych zalet tej pracy recenzent uznał celny dobór materiałów źródłowych, a szczególnie ok. 100 relacji - tzw. źródeł wywołanych. Jego zdaniem, autorka daje wzór, jak takie źródła kwalifikować do badań i jak z nich korzystać.

Reklama

Milena Kindziuk, odtwarzając wizerunek ks. Jerzego Popiełuszki, dotarła nie tylko do rodziny, kolegów, kapłanów, znajomych i współpracowników na różnych etapach życia swojego bohatera, ale również do osób, które pozwalają ująć z różnych punktów widzenia drogę świętości kapłana męczennika. Do bezcennych materiałów trzeba zaliczyć relację kard. Józefa Glempa, do którego należały w badanym przez doktorantkę okresie decyzje dotyczące osoby ks. Jerzego Popiełuszki; był bowiem jego bezpośrednim zwierzchnikiem w Kościele warszawskim. Pamiętamy przecież, jak kard. Glemp powiedział dramatycznie w 2000 r.: „Pozostaje na moim sumieniu ciężar, że nie zdołałem ocalić życia ks. Jerzego Popiełuszki, mimo wysiłków podejmowanych w tym kierunku”.

Jest też możliwość poznania wersji zdarzeń i opinii gen. Wojciecha Jaruzelskiego, premiera rządu i I sekretarza PZPR w badanym okresie życia ks. Jerzego Popiełuszki, oraz innych osób z tej strony sceny politycznej.

Wizerunek medialny ks. Popiełuszki

Głównym celem rozprawy doktorskiej Mileny Kindziuk jest analiza publikacji prasowych na temat ks. Jerzego Popiełuszki w latach 1980-1984 i stworzenie syntezy ukazującej medialny wizerunek tego kapłana w wyznaczonych do badania ramach czasowych, a więc w ostatnich czterech latach przed jego męczeńską śmiercią.

Autorka najpierw analizuje obraz ks. Popiełuszki wykreowany przez media „rządowe”. Jest to wizerunek propagandowy, ukazujący kapłana z warszawskiego Żoliborza jako „działacza politycznego”, „przeciwnika ustroju”, „buntownika społecznego”, wykorzystującego niezadowolenie społeczne do podgrzewania nastrojów antypaństwowych. Zwraca uwagę m.in. na teksty Jerzego Urbana, ówczesnego rzecznika rządu, który Msze św. za Ojczyznę odprawiane przez ks. Jerzego Popiełuszkę przedstawiał jako „seanse nienawiści” i „zebrania polityczne”. Autorka zwraca uwagę, że nasilenie nagonki medialnej na ks. Popiełuszkę rozpoczęło się od radzieckich „Izwiestii”. To tam ukazał się jeden z najbardziej tendencyjnych artykułów, przedrukowany potem w całości lub w części i rozpowszechniany na szeroką skalę w oficjalnej polskiej prasie. Obraz ks. Jerzego ukazywany w „rządowych” mediach był elementem działań służb bezpieczeństwa, które dążyły do skompromitowania kapelana „Solidarności” i rozbicia środowiska, które się wokół niego gromadziło. Dzięki autorce rozprawy poznajemy m.in. techniki manipulacyjne stosowane w prasie reżimowej w Polsce.

Inny obraz ks. Popiełuszki Milena Kindziuk kreśli po analizie prasy społeczno-katolickiej („Niedziela”, „Gość Niedzielny”, „Tygodnik Powszechny”, „Ład”, „Przegląd Katolicki”, polskie wydanie „L’Osservatore Romano”, dziennik „Słowo Powszechne”, biuletyn „Bóg i Ojczyzna”, wydawany przy parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie). W tej prasie nie przedstawiano ks. Popiełuszki jako działacza politycznego, lecz zwracano uwagę na jego działalność duszpasterską, wyrażającą się w dewizie: „Zło dobrem zwyciężaj”, oraz społeczną, np. pomoc w stanie wojennym osobom internowanym i ich rodzinom. Prasa związana z Kościołem była jednak ograniczona ostrą cenzurą państwową, nie mogła więc stanowić przeciwwagi dla propagandowej prasy rządowej.

Trzeci nurt badań stanowi prasa drugiego obiegu, nazywana podziemną, a popularnie - bibułą. Część tej prasy ukazywała ks. Jerzego jako osobę zaangażowaną w życie polityczne Polski, lecz nie jako działacza politycznego. To wizerunek księdza patrioty, spełniającego przez swoje wypowiedzi moralny obowiązek oceny rzeczywistości społecznej. Jego działalność narodowa wynikała - według tych publikacji - z umiłowania Ojczyzny, ale w ścisłym połączeniu z religijnością i nauczaniem społecznym Kościoła.

Autorka rozprawy doktorskiej wyjaśniała podczas obrony swojej pracy, że różne wizerunki postaci wynikały z ówczesnych uwarunkowań politycznych, gdyż nie mieliśmy w oficjalnym obiegu wolnej prasy, a wszystkie publikacje były pilnowane przez specjalny urząd kontroli, czyli państwową cenzurę. Niektóre stworzone w badanym okresie stereotypy zdołano przełamać dopiero w innej rzeczywistości społeczno-politycznej, kiedy to w latach 90. XX wieku zaczęto podejmować starania o otwarcie procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki. Ostatecznie doszło do określenia go jako męczennika za wiarę, a 6 czerwca 2010 r. został beatyfikowany. I to jest właściwy wizerunek ks. Jerzego Popiełuszki.

W ocenie recenzentów

Rozprawa Mileny Kindziuk daje bogatą bazę informacji, do której inni badacze tematu będą się odwoływać jako do podstawowego źródła. Recenzenci rozprawy zwrócili uwagę, że autorka wprowadziła celne sformułowania, jak np. termin „totalitaryzm medialny”, który został zbudowany w obszarze teorii medioznawczej - to jeden z wielu zauważonych walorów tej cennej pracy. Podczas publicznej obrony podkreślano rzetelność i erudycję doktorantki, a także benedyktyńską pracowitość, co widać już po liczbie przypisów - w pracy liczącej 255 stron wykazano ich 962.

Prof. Zdzisław Lec powiedział, że o wielkich ludziach nigdy dość. Czyżby to była zachęta do dalszej pracy nad badaniem postaci bł. ks. Jerzego Popiełuszki... Pewnie tak, bo prof. Jan Żaryn od razu wskazał miejsca, gdzie można podjąć dalszą kwerendę, łącznie z prasą emigracyjną, która wymaga zbadania. A Milena Kindziuk do tej pracy jest najlepiej przygotowana.

Mileno, dziennikarko „Niedzieli”, nasza redakcyjna koleżanko, podziwiamy Cię i gratulujemy doktoratu. Cieszymy się, że wraz z redaktorem naczelnym „Niedzieli” ks. inf. Ireneuszem Skubisiem mogliśmy być świadkami zdobywania przez Ciebie stopnia naukowego na podstawie rozprawy dotyczącej tak ważnego dla Kościoła i Ojczyzny tematu. Świadkiem tego wydarzenia obok zacnego grona profesorskiego była również Katarzyna Soborak - notariusz w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki. Dzięki Tobie, Mileno, powstała pierwsza doktorska praca naukowa na temat bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Mamy nadzieję na jej szybkie ukazanie się drukiem, aby można było korzystać z najnowszej skarbnicy wiedzy o świętym, wybitnym kapłanie naszych czasów, który dostąpił chwały ołtarzy.

* * *

MILENA KINDZIUK - dziennikarka, publicystka, absolwentka Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia doktoranckie na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autorka 8 książek. Najważniejsze publikacje: „Jedynie miłość ocaleje. Rozmowy z ks. Janem Twardowskim”, IW PAX, wyd. 1, Warszawa 1997, s. 205; „Zgoda na świat. Z ks. Janem Twardowskim rozmawia Milena Kindziuk”, Wydawnictwo M, Kraków 2002, s. 304; „Zaczęło się od Wadowic. Teksty, wspomnienia, wywiady o Janie Pawle II”, Wydawnictwo M, Kraków 2002, s. 314; „Świadek prawdy. Życie i śmierć ks. Jerzego Popiełuszki”, Częstochowa 2010, wyd. 1 i 2, s. 374, także wersja włoska oraz hiszpańska; „Błogosławiony Jerzy Popiełuszko”, Warszawa 2010, s. 96; „Ostatni taki Prymas. Kard. Józef Glemp”, Warszawa 2010, s. 536. Opublikowała kilka tysięcy artykułów w czasopismach takich jak: „Niedziela”, „Tygodnik Solidarność”, „Życie”, „Rzeczpospolita”, „Gość Niedzielny”, „Nowe Państwo”, „Różaniec”, „Pastores”, „Życie Duchowe” oraz w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Jest redaktorem prowadzącym warszawskiej edycji tygodnika katolickiego „Niedziela” i wykładowcą w Instytucie Edukacji Medialnej na UKSW w Warszawie.

2013-01-02 11:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aby życia nie zmarnować

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

CZYTAJ DALEJ

Chirurg plastyczny zbadał Całun Turyński

2020-02-17 16:53

[ TEMATY ]

całun turyński

Ireneusz Kajdana

Dla wielu podróż do Turynu i zobaczenie Całunu Turyńskiego jest spełnieniem marzeń

Całun Turyński jest jednym z najczęściej badanych przedmiotów na świecie. Analizowano go m.in. pod kątem hematologicznym, chemicznym i biologicznym. Nigdy wcześniej jednak nie robił tego chirurg plastyczny.

Pierwszym jest prof. Bernardo Hontanilla z Kliniki Uniwersyteckiej Nawarry. Wyniki swoich badań opublikował w czasopiśmie „Scientia et Fides”, które ukazuje się również w Polsce, nakładem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

„Wszystkie dotychczasowe badania stwierdzają, że pozycja człowieka z całunu jest typowa dla ciała po śmierci. Tymczasem chodzi o zwykły ruch osoby, która próbuje wstać” – uważa lekarz. Na całunie „widać odciśnięty wizerunek żywego człowieka” – zapewnia Bernardo Hontanilla. „Jest czymś racjonalnym myślenie, że jeśli całun okrywał ciało Jezusa, to chciałby On pokazać na tym samym przedmiocie nie tylko oznaki śmierci, ale także zmartwychwstania” – dodaje.

„Pozycja ciała na całunie nie jest spowodowana tym, że chce ono wrócić do pozycji, jaką miało na krzyżu, (w tym wypadku ramiona powinny przemieścić się na zewnątrz przypominając postawę ukrzyżowanego). Pozycja ciała pokazuje ten pierwszy i początkowy gest podnoszenia się” – pisze chirurg. Świadomy, że wyniki jego badań mogą wywołać polemikę Bernardo Hontanilla stwierdza: „mam dowody naukowe na potwierdzenie swoich tez”.

„Jeśli te wszystkie ślady, które znajdują się na całunie, połączymy z tym, co opisują Ewangelie, to zauważymy, że wszystko się zgadza w zupełności, nie tylko w śmierci, ale także w zmartwychwstaniu. Zarównie statyczne oznaki śmierci jak też dynamiczne oznaki życia znajdują się na tym samym przedmiocie. Jeśli wizerunek na całunie jest wizerunkiem Jezusa, to wówczas chrześcijanie mają dowód Jego śmierci i zmartwychwstania” – mówi Bernardo Hontanilla.

CZYTAJ DALEJ

Mężczyźni z różańcem w Oleśnicy

2020-02-19 13:36

mat.pras.

Jak najlepiej spędzić czas z kolegami? To proste - na modlitwie! 7 marca odbędzie się w Oleśnicy Męski Różaniec. To już czwarty raz, kiedy mężczyźni będą publicznie modlić się na ulicach tego miasta.

Dosyć nowa inicjatywa nabiera rozpędu. Pierwsza edycja zgromadziła ponad 80 osób w różnym wieku. Kolejne były równie liczne. - Radością organizatorów jest to, że przed Mszą Świętą od pierwszego Męskiego Różańca duża ilość mężczyzn przystępuje do Sakramentu Pokuty, a do Komunii świętej przystępuje 90 procent uczestników Nabożeństwa Pokutnego - mówi Roman Faryś, jeden z organizatorów. I dodaje, że zaproszeni są wszyscy mężczyźni nie tylko z Oleśnicy, ale też z Wrocławia, Sycowa, Namysłowa, Bierutowa, Trzebnicy, Oławy i okolic.

Męski Różaniec rozpocznie się w sobotę 7 marca Mszą Święta o g. 8:00 w kościele NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy. Następnie uczestnicy wyruszą spod pomnika Jana Pawła II w kierunku pl. Zwycięstwa. W Bazylice św. Jana Apostoła będzie możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu, a błogosławieństwo kapłańskie i zakończenie Męskiego Różańca nastąpi w kościele NMP Fatimskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję